Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pani Stefa

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,1 (186 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
11
8
51
7
63
6
42
5
9
4
3
3
1
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380490871
liczba stron
272
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Jaga

2 czerwca 1886 roku do księgi metrykalnej wpisane zostaje „niemowlęcie płci żeńskiej” urodzone w Warszawie 26 maja. „Opóźnienie sporządzenia aktu nastąpiło wskutek niedbalstwa rodziców”. Już ustalenie jej pochodzenia okazało się ogromnym wyzwaniem. W historii jej rodziny więcej jest znaków zapytania niż faktów. Nie wiadomo nawet, od kiedy rodzina zaczęła używać nazwiska Wilczyńscy. Jej...

2 czerwca 1886 roku do księgi metrykalnej wpisane zostaje „niemowlęcie płci żeńskiej” urodzone w Warszawie 26 maja. „Opóźnienie sporządzenia aktu nastąpiło wskutek niedbalstwa rodziców”.

Już ustalenie jej pochodzenia okazało się ogromnym wyzwaniem. W historii jej rodziny więcej jest znaków zapytania niż faktów. Nie wiadomo nawet, od kiedy rodzina zaczęła używać nazwiska Wilczyńscy.

Jej warszawskie adresy: Świętojerska 16, Franciszkańska 2, Krochmalna 92 – niby istnieją, ale ulice biegną inaczej, a domy już dawno zniknęły. Wychowankowie zapamiętali, że była bezszelestna, pojawiała się nieoczekiwanie i tak samo znikała. I być może z tego samego powodu o niej zapomniano – zniknęła w cieniu Janusza Korczaka.

Emmanuel Ringelblum zapisał: „Współpracowali ze sobą przez całe życie. Nawet śmierć ich nie rozłączyła. Poszli razem na śmierć. Wszystko, co związane jest z osobą Korczaka – internat, propagowanie miłości do dzieci – wszystko jest wspólnym dorobkiem obojga”. W książce Magdaleny Kicińskiej Stefania Wilczyńska wraca na swoje miejsce.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2015

źródło okładki: Wydawnictwo Czarne, 2015

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 19
Lucy | 2015-10-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 października 2015

Absolutny hit, książka bardzo dobrze napisana, w sposób niezwykle precyzyjny i inteligentny, o życiu Pani Stefy Wilczyńskiej, która wraz z Dr. Korczakiem wychowywała dzieci w Domu Sierot. Autorka nie przywołuje znanych nazwisk, tylko wplata w treść określenia, że już wiadomo o kogo jej chodzi, np. "na parterze jest kawiarnia, gra w niej słynny pianista..." albo: "nie minie rok, kiedy będzie walczył w powstaniu getta (...). Przez całe późniejsze życie, jako historyk, będzie dokumentował i badał Holocaust, pokieruje tez Jad Waszem." To wszystko sprawia, że blask Pani Stefy i Dra w tej książce nie blaknie, nie niknie przy innych nazwiskach, widać, kto tu gra pierwsze skrzypce od początku do końca. Fantastyczne podejście! Co prawda 3/4 treści to czasy do chwili wybuchu II wojny światowej, bo ta ostatnia zajmuje już niewielki fragment, ale zagubienie, szarpanie się, życie dzień po dniu Pani Stefy - jako istoty bardzo ludzkiej, z emocjami i przemyśleniami,widzącej trudności, rosnącą falę antysemityzmu, toczącej codzienną walkę o przetrwanie wychowanków Domu - jest bardzo ciekawe pod względem poznawczym. Na pewno nie jest to postać wyidealizowana. W książce bardzo mi się spodobały tzw. złote myśli Pani Stefy, de facto opisujące jej podejście do świata, życia, w tym szczególnie: "najlepsze, co może zrobić człowiek, to jest zrobić innego człowieka mniej samotnym" albo: "może ktoś widział niemiecki film Człowiek zbędny o tragedii człowieka, który mimo że jest szanowany, pozostaje niepotrzebny. Podobne uczucie wypełnia mnie (...) w związku z moją pracą w szkole". Wstrząsający jest też fragment rozpisania "na nuty", bardzo chłodno, bez emocji "czasu potrzebnego na wykonanie zadania całkowitego opróżnienia ładunku", który wynosi "nie więcej niż sto osiemdziesiąt minut mierzonych od momentu przyjęcia składu na teren obozu". Nic o tragiźmie, emocjach - tak jakby o tym już zbyt dużo powiedziano, tylko suche fakty. Sposób działania po kolei gazu na organizm ludzki, by za chwilę stwierdzić "około dwunastej minuty ustają krzyki." I tak, jak powiedział mecenas Leon Lichtenbaum wymieniony na końcu książki: "verba volant, scripta manent", czyli słowa ulatują, to co napisane, pozostaje. I tak chcę zakończyć swój komentarz.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Sto dni po ślubie

Sądziłam, że książka ta to taki typowy "umilacz czasu", jednak sama byłam zdziwiona, jak bardzo zaczęłam analizować zachowanie bohaterki w t...

zgłoś błąd zgłoś błąd