Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zimny dzień w Raju

Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Cykl: Alex McKnight (tom 1)
Wydawnictwo: Amber
6,21 (299 ocen i 37 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
12
8
36
7
73
6
70
5
64
4
20
3
12
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Cold Day in Paradise
data wydania
ISBN
9788324153565
liczba stron
304
język
polski
dodała
Ag2S

Jedyny w historii kryminał, który otrzymał jednocześnie dwie najbardziej prestiżowe nagrody gatunku: Edgar i Shamus Awards. Poruszający do głębi kryminał o przeszłości, która powraca i chwyta teraźniejszość za gardło. „Jest tam. Kula w mojej piersi, niecały centymetr od serca. Właściwie już o niej nie myślę. Jest teraz po prostu częścią mnie. Ale raz na jakiś czas, w te szczególne noce,...

Jedyny w historii kryminał, który otrzymał jednocześnie dwie najbardziej prestiżowe nagrody gatunku: Edgar i Shamus Awards.

Poruszający do głębi kryminał o przeszłości, która powraca i chwyta teraźniejszość za gardło.

„Jest tam. Kula w mojej piersi, niecały centymetr od serca. Właściwie już o niej nie myślę. Jest teraz po prostu częścią mnie. Ale raz na jakiś czas, w te szczególne noce, przypominam sobie o niej. Czuję w sobie jej ciężar. Czuję jej metaliczną twardość. I chociaż kula ogrzewa się w moim ciele od czternastu lat, w noce takie jak ta, kiedy jest ciemno i wieje wiatr, wydaje się zimna, jak sama noc”.

Od tamtej nocy Alex nie jest już policjantem. Nie robi nic ważnego. Na próżno szuka spokoju w małym miasteczku wśród lasów Michigan. Po czternastu latach przyjmuje jednak zlecenie jako prywatny detektyw. I w pierwszym śledztwie morderca – jego morderca – powraca. A przecież od lat siedzi w najbardziej strzeżonym więzieniu.

Alex McKnight to jedna z najoryginalniejszych postaci w literaturze kryminalnej. Detektyw mimo woli, dręczony koszmarem przeszłości i strachem. Strach jest w powieściach Steve’a Hamiltona wszechobecny. Ciąży i narasta wraz z piętrzącymi się zagadkami. Wypełnia każdą stronę i napędza nieprzewidywalną akcję.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoamber.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 213
karpatkadobra | 2017-04-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 kwietnia 2017

Na zewnątrz pada rzęsisty deszcz, a ulice rozświetlają tylko ledwo migoczące, dogasające latarnie. Czysty mrok i mgła, która unosi się nad chodnikiem , wykonanym z XIX –to wiecznej kostki brukowej. Jest późno w nocy, a Ty odziany w kremowo- cappuccinowy płaszcz z pasem na wysokości bioder, którego kołnierze na siłę prostujesz by schronić się w nich od silnego wiatru i chłodu powoli przenikającego do twojego ciała, wychodzisz z półcienia i stąpasz w tym zgorszeniu. Szukasz najbliższego baru , by w szklance gorzkiej Whiskey próbować jakoś przeciwstawić się ogarniającej Cię monotonii i koszmarnemu przygnębieniu rodem z Wiktoriańskiego Londynu. Drink za drinkiem. Papieros za papierosem, a w tle dobijający smutny Jazz. Czujesz, że to jednak nic nie daje. Przesiąkasz tylko dymem z fajek i kubańskich cygar. Rozwód, alimenty, okazyjne widzenie z dzieckiem, nierozwiązane śledztwo. Wiesz, że to Cię będzie dręczyć. Wiesz, że jutro znów tu przyjdziesz. Wzór kryminału? Czyżby niemogący znaleźć swojego miejsca w świecie detektyw, mający często wszystko gdzieś, w którego psychice rozgrywa się bitwa nie dobra ze złem, lecz walka z odczuciem własnej egzystencji - jest przykładem jednostki idealnie reprezentującej mroczny, przesiąknięty deszczem i depresyjną atmosferą klimat? Podłoże do perfekcyjnie skrojonego thrillera?


Może dokładnie będący w półmroku, lub okryci co raz bardziej pochłaniającą mgłą zepsucia i moralnym chaosem, główni bohaterowie ,,Zimnego Dniu w Raju” Steve’a Hamiltona raczej nie są, ale sam tytuł powieści, tak wyróżniającej się kreacją i zazębieniem narastającej akcji i wyjaśniającego się zarysu fabularnego wokół przeżyć i uczuć walczącego nie tylko ze swoim Nemezis ale i z samym sobą: wokół prywatnego detektywa Alexa McKnighta , poraża, wywołuje konsternację i zastanawia swoją dwuznaczną nazwą. Dlaczego więc Raj może okazać się początkiem końca i końcem dobrego początku? Co się stało, że zamiast do Idyllicznego miejsca po 14 latach od ostatniej sprawy, Alex trafia nie do cudownego ogrodu, lecz wkracza na obszar, w którym zagrzebany niegdyś koszmar, jakimś cudem powrócił?


Były policjant. Ośmioletnia, wzorowa służba. U swojego boku Franklin, partner śledczy, z którym nasz główny bohater ,w okrytym mrokiem oraz wiecznym społecznym chaosem Detroit City, razem zwalcza przestępczość. Już samo umiejscowienie terenów, z których wywodzi się doświadczenie Alexa ma znaczenie dla późniejszej akcji książki. Przyszło mu pracować w tak skorumpowanej, utopionej w jakiejś totalnej beznadziejności Metropolii, że w Halloween, dzieci zamiast pukać do drzwi różnych domostw i wołać ,,cukierek albo psikus”, bębnią mosiężną kołatką lub uruchamiają domofon, a gdy ktoś ich wtedy przywita i to z torbą ,,upiornych” cukierków oraz najróżniejszych słodyczy, wyjmują broń i celują tym niewinnym osobom w twarz. To właśnie to miasto było czymś o czym naprawdę na zawsze chciałby zapomnieć McKnight. To tam jego policyjny towarzysz został śmiertelnie postrzelony z karabinka Uzi, lecz ku ironii Alex oberwał tylko 3-ema kulami. Wyszedł z tego cało, lecz być może los tak chciał, by jeden ze spłaszczonych pod wpływem uderzenia w tkanki ciała pocisków, utknął w przestrzeni pomiędzy sercem a kręgosłupem. Został naznaczony. Prezent od Maximiliana Rose’a, narcyza o licznych zaburzeniach osobowości, który od tego krzykliwego i trudnego dla detektywa momentu stał się przypisanym mu na zawsze jedynym Nemezis. Ścigany od wielu lat za nagabywanie ludzi i drobne przestępstwa psychopata, w końcu dopiął swego. Rose podarował Alexowi bliznę, i uważał, że tak, a nie inaczej, są sobie przeznaczeni.


Rozstanie z żoną, śmierć Franklina, trudność w odnalezieniu własnego Ja. Poruszany takimi egzystencjalnymi problemami, Alex wyrabia licencję Prywatnego Detektywa, wraca do Soo – małego miasteczka w stanie Michigan w USA i zatrudnia się u Lane’a Uttleya, postawnego adwokata, który powierzając mu nową sprawę i czynne śledztwo, ostatecznie stawia kropkę nad i nad byłym policjantem. Wznawia to z czego McKnight tak dobrze słynął, lecz jednocześnie daje mu okazję do zmierzenia się z własnymi demonami. Wysyła go do ciężkiego przypadku, w którym trzeba będzie się wykazać nie lada odpornością żołądka, by nie zwrócić to co niedawno się spożyło. Pokiereszowane zwłoki. Po całej powierzchni pokoju porozrzucane, zaschłe fragmenty różnych wydzielin ciała. Ofiarą jest Bukmacher. Jego zwłoki zanurzone są w breji szkarłatnej krwi . Wygląda to tak jak pisanka, którą dekoruje się na Święta Wielkanocne, tylko że w tym przypadku tą dekoracją jest krzepnąca krew. I tak czytelnik zaczyna doświadczać ciężkiego, przytłaczającego klimatu, który jest dopiero początkiem, który będzie narastał do tak dziwnego momentu, że będzie się chciało tę powieść zamknąć i więcej jej na oczy nie widzieć.


Czy to się dzieje naprawdę? Czyżby Koszmar zrodzony na nowo? Do takiego wniosku dochodzi McKnight ,gdy odbiera telefon. Słyszy wtedy nierówny, dyszący z podniecenia głos, który mówi mu, że zrobił to dla niego, że zabił dla Alexa. Ten ktoś nie traktuje się jako morderca. To miał być akt, który miał zbliżyć go do Detektywa, doprowadzić do spotkania ze swoim wybawcą, jedynym Mesjaszem, który trzema odpryskami pozostawionymi w ciele , jak symbol Trójcy Świętej , pozostał z nim na wieki złączony.


Poprzez brutalność naszego głównego bohatera, którą tak zajadle traktował Maven’a - szefa policji w Soo, która kłócąc się ze skrywanym do Sylvii uczuciem, stała się jego znakiem rozpoznawczym, dotarliśmy do momentu, teoretycznie wyjaśniającego kto stał za serią trzech zabójstw. Byłem skołowany, gdy już w ¾ powieści wiadomo było, iż to nie Rose, a Raymond Julius, jego pseudo-naśladowca brutalnie zamordował dwóch bukmacherów i przyjaciela Alexa: Edwina Fultona. Zastanawiałem się więc co będzie dalej,jeśli teoretycznie wszystko się skończyło? Czego McKnight mógł chcieć, od tego pustego i cichego miasteczka? Czego tam jeszcze szukał? Policyjna rutyna i umysł dobrego śledczego nie pozwoliły mu, ot tak zawieść sprawy pod dywan. Musiał dowiedzieć się dlaczego akurat on? Dlaczego Julius chciał zniszczyć mu życie, skoro to nie jego wsadził do więziennej celi, skoro to nie on gnije w okratowanych metalowych ścianach? Odpowiedź była prosta, wymowna i szokująca. Raymond winił McKnighta, że swoimi zdolnościami tak przyćmił jego prężnie rozwijająca się karierę u boku tajniaka - pana Prudella, że niestety zwolniono go z pracy. Mówiąc krótko: strasznie ubolewał. Na Alexie zawiódł się zupełnie. Odebrał mu szansę na godne życie. Na tym nie koniec. Detektyw owiany mroczną przeszłością Detroit, węszył dalej. Coś się jednak nie zgadzało. To Uttley wraz z panią Fulton, wykorzystali fakt postrzelenia McKnighta i poprzez sfingowanie listów i telefonów uwielbienia psychopaty w kierunku Alexa oraz dokonanie morderstw Bukmacherów przez wykorzystanie Raymonda, próbowali odciągnąć Edwina od stracenia całej rodzinnej fortuny na uzależnienia hazardowe.


W co jest w stanie wciągnąć się dalej nasz główny bohater, skoro był to dopiero pierwszy z 7-miu tomów powieści? Co nam takiego zaprezentuje jeszcze Steve Hamilton?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pięć kilometrów do świtu

„Pięć kilometrów do świtu” Aldony Bognar to całkiem udana powieść obyczajowa. Na początku bohaterowie wydawali mi się nie z tej ziemi. Słowem mało wia...

zgłoś błąd zgłoś błąd