Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Z Marszałkowskiej na Picadilly

Wydawnictwo: Celle-Unterlüss: Wydawnictwo Antoniego Markiewicza
7 (2 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
0
7
0
6
0
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
liczba stron
72
słowa kluczowe
Polacy, Anglicy
język
polski
dodał
Michał_K-ski

Zbiór anegdot dotyczących stosunków polsko - angielskich, różnic charakterów narodowych itp.

 

źródło opisu: opis autorski

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

Brak materiałów.
książek: 676
czytelnik | 2017-05-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 maja 2017

Od czasu lektury "Niemcewicza od przodu i tyłu" uwielbiam Zbyszewskiego. Cenię go za inteligentny dowcip, ostre pióro i ciekawe anegdoty. "Niemcewicza..." czyta się jednym tchem. To zdecydowanie jedna z najciekawszych biografii, jakie miałem okazję czytać. Myślę, że nawet osoby niespecjalnie zainteresowane historią przeczytałyby ją z zaciekawieniem. Długo nie namyślałem się więc, gdy kolega zaproponował mi kolejną książkę Karola Zbyszewskiego. Uznałem, że biorę w ciemno. Książka niestety nie spełniła do końca moich oczekiwań.

"Z Marszałkowskiej na Picadilly" to zbiór anegdot dotyczących stosunków polsko-angielskich i różnic w charakterach narodowych. Książeczka bardzo krótka (raptem 72 strony). W moje ręce wpadł przedruk z 1946 roku z wydania londyńskiego z 1943 roku. Nie wiem, czy są nowsze wydania. Przypuszczam, że nie.

Nie ukrywam, że jestem trochę zawiedziony. Gdybym rozpoczął przygodę ze Zbyszewskim od "Z Marszałkowskiej na Picadilly", a dopiero później przeszedłbym do "Niemcewicza..." to zapewne odniósłbym inne wrażenia z lektury tej pierwszej. Nie twierdzę, że jest bezwartościowa. Ot, przyjemne czytadło, ale nie robiące szczególnego wrażenia. Pierwsza anegdota zdawała się zapowiadać dużo ciekawsze rozwinięciem. Sami przeczytajcie:

Często Polacy mówią:
- Przecie my kooperujemy z Anglią i Ameryką...
Mniej więcej w tymże stopniu co Jonasz z wielorybem, w którego brzuchu podróżował. To też była kooperacja. Ale jakżeż znikomy wpływ miał Jonasz na wielorybie przy wyborze trasy!

Niestety dalej już nie jest tak ciekawie. Może to kwestia okoliczności, w których Zbyszewski pisał? Przed wojną był w zdecydowanie lepszej formie. Cięty język niby pozostał, ale czegoś mu brakuje. Nie rozbawia już do łez jak "Niemcewicz do przodu i tyłu", dowcip czasami nieco ciężki i zdecydowanie brakuje lekkości. Czy polecam? To zależy. Jeśli ktoś czytał "Niemcewicza..." to raczej może sobie odpuścić tę książkę. Zawód w takim przypadku jest bardzo prawdopodobny. Jeśli ktoś zaś nie zetknął się jeszcze ze Zbyszewskim, to może być to niezły wstęp do jego twórczości.

[Opinia pochodzi z bloga: librimagistri.blogspot.com]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Spod zamarzniętych powiek

Książka napisana z perspektywy fantastycznego himalaisty, ale przede wszystkim człowieka. Bielecki nie jest tu tylko maszyną zdobywającą szczyty, któr...

zgłoś błąd zgłoś błąd