Dlaczego wszyscy (inni) są hipokrytami. Ewolucja i umysł modułowy

Tłumaczenie: Maciej Markiewicz
Wydawnictwo: CeDeWu
7,7 (10 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
2
8
2
7
1
6
1
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Why Everybody (Else) is a Hypocrite
data wydania
ISBN
9788375566406
liczba stron
326
język
polski
dodał
krato

Książ­ka, któ­rą trzy­ma­cie Pań­stwo w rę­ku, jest pierw­szym na ryn­ku pol­skim tłu­ma­cze­niem be­st­sel­le­ro­wej pu­bli­ka­cji dok­to­ra psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej Ro­ber­ta Kurz­ba­na, pro­fe­so­ra nad­zwy­czaj­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Pen­syl­wa­nii. Jest to pu­bli­ka­cja idą­ca pod prąd, zmu­sza­ją­ca do my­śle­nia, a przez nie­któ­rych uwa­ża­na na­wet za wy­wro­to­wą. Z wie­lo­ma...

Książ­ka, któ­rą trzy­ma­cie Pań­stwo w rę­ku, jest pierw­szym na ryn­ku pol­skim tłu­ma­cze­niem be­st­sel­le­ro­wej pu­bli­ka­cji dok­to­ra psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej Ro­ber­ta Kurz­ba­na, pro­fe­so­ra nad­zwy­czaj­ne­go Uni­wer­sy­te­tu Pen­syl­wa­nii. Jest to pu­bli­ka­cja idą­ca pod prąd, zmu­sza­ją­ca do my­śle­nia, a przez nie­któ­rych uwa­ża­na na­wet za wy­wro­to­wą. Z wie­lo­ma przed­sta­wio­ny­mi w niej po­glą­da­mi (np. ty­mi do­ty­czą­cy­mi mo­ral­no­ści) moż­na się nie zga­dzać, jed­nak po­zna­nie ich i ugrun­to­wa­nie so­bie wła­sne­go kry­tycz­ne­go zda­nia na te­mat sfor­mu­ło­wa­nych tu pro­ble­mów to nie­mal obo­wią­zek każ­de­go in­te­lek­tu­ali­sty.

Au­tor uwa­ża, że klucz do zro­zu­mie­nia nie­spój­no­ści ludz­kich za­cho­wań le­ży w mo­du­ło­wej struk­tu­rze umy­słu i sta­wia te­zę, iż hi­po­kry­zja jest na­tu­ral­nym je­go sta­nem. Mózg bo­wiem wy­ewo­lu­ował ja­ko or­gan słu­żą­cy do jed­no­cze­sne­go roz­wią­zy­wa­nia wie­lu pro­ble­mów, dla­te­go moż­na go po­rów­nać do szwaj­car­skie­go scy­zo­ry­ka czy iPho­ne­’a. Kurz­ban przed­sta­wia funk­cję umy­słu w for­mie osob­nych mo­du­łów współ­dzia­ła­ją­cych ze so­bą, ale jed­no­cze­śnie kon­ku­ru­ją­cych. Nie ma­my tu do czy­nie­nia z jed­no­li­tą „jaź­nią” ja­ko ośrod­kiem sys­te­mu we­wnętrz­nie spój­nych i nie­sprzecz­nych ze so­bą po­glą­dów, lecz ze zbio­rem odręb­nych, choć wpły­wa­ją­cych na sie­bie mo­du­łów, któ­re czę­sto wcho­dzą ze so­bą w kon­flikt. Jest to wi­zja po­zo­sta­ją­ca w cał­ko­wi­tej opo­zy­cji do sze­re­gu teo­rii na­uko­wych, któ­re za­kła­da­ją ist­nie­nie „ja” zło­żo­ne­go ze spój­nych i ra­cjo­nal­nych prze­ko­nań oraz pre­fe­ren­cji. Mo­du­ło­wość sfor­mu­ło­wa­na przez Kurz­ba­na za­kła­da, że nie ma „ja”. Za­miast te­go, każ­dy z nas sta­no­wi zbiór od­dziel­nych, ale współ­dzia­ła­ją­cych sys­te­mów („my”), któ­rych sta­łe kon­flikty kształ­tu­ją na­sze in­te­rak­cje ze so­bą sa­mym i świa­tem ze­wnętrz­nym.

Książ­ka na­pi­sa­na peł­nym iro­nii ję­zy­kiem, za­wie­ra barw­ne po­rów­na­nia i przy­kła­dy, cza­sem prze­ry­so­wa­na, ba­lan­su­ją­ca na kra­wę­dzi de­ma­go­gii i ma­ni­pu­la­cji – z pew­no­ścią za­in­try­gu­je za­rów­no za­awan­so­wa­ne­go w dzie­dzi­nie psy­cho­lo­gii ba­da­cza, jak rów­nież po­cząt­ku­ją­ce­go, ale cie­ka­we­go ludz­kiej na­tu­ry czy­tel­ni­ka.

 

źródło opisu: https://cedewu.pl/sklep/dlaczego-wszyscy-inni-sa-h...(?)

źródło okładki: https://cedewu.pl/sklep/dlaczego-wszyscy-inni-sa-h...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3703
żabot | 2018-01-04
Przeczytana: 31 grudnia 2017

Czytając info na tylnej okładce spodziewałem się nie lada porywającej, spójnej (słowo „spójny” jest jednym z ulubionych słów autora) w poruszanych aspektach książki. Autor przedstawiony jest (i sam w tekście takim się mieni) jako psycholog ewolucyjny i przede wszystkim oczekiwałem właśnie owego aspektu. Niestety kontekstu ewolucyjnego jest tu wyjątkowo mało i czasem cokolwiek dziwacznie jest on przedstawiony.
Na czym polega (jakoby) nowatorstwo i kontrowersyjność koncepcji Kurzbana? Prawdopodobnie sporo mocno uproszczę, bo psychologia jako taka nie jest moją najmocniejszą stroną. Jednym z fundamentalnych pytań psychologii (i filozofii) jest kwestia, czym jest poczucie własnego „ja”, czym jest owo „ja”. Jak to jest, że jednocześnie mamy poczucie samego siebie w postaci cielesnej i w tym samym czasie mamy wrażenie, że „ja” siedzi w mózgu. I wreszcie jak to się dzieje, że owo wewnętrzne „ja” steruje tym zewnętrznym. Generalnie, czym jest świadomość. Większość koncepcji współczesnych opiera się na założeniu, że w mózgu mamy rodzaj wewnętrznego cenzora, który zbiera informacje płynące ze zmysłów, dokonuje pewnej ich analizy, zbyteczne dane odrzuca a nasze myśli i działania są niejako wypadkową tego, co pozostaje po owej cenzurze. Kurzban krytykuje te koncepcje i przedstawia je obrazowo, jako Buzza siedzącego w głowie Bena, czyli próbuje owe koncepcje w sumie sprowadzić do kartezjańskiej koncepcji duszy (Buzza) sterującej maszyną (Benem). Przy czym ów cenzor Buzz to rodzaj magicznej kuli ze śniegiem, gdzie informacje wirują wspólnie, reagują ze sobą a efektem jest jakaś średnia ze wszystkich tych płatków-informacji. Skąd takie przekonanie - nie mam pojęcia. Nigdy nie odbierałem tak koncepcji zbliżonych do wewnętrznego cenzora, nadzorcy.Takie postawienie sprawy to jedna z przyczyn, która nastawiła mnie dość negatywnie do autora. A to z tego powodu, że… sam przedstawił niemal identyczną koncepcję. Kurzban sugeruje, że w powyższych koncepcjach ów wewnętrzny cenzor jest wszystko wiedzący i do tego zawsze dobrze wiedzący. Natomiast sam sugeruje, że mózg jest złożony z licznych modułów (to akurat żadna rewelacja, bo anatomowie i neurolodzy doskonale o tym wiedzą), tyle, że chodzi o coś w rodzaju modułów logicznych, funkcjonalnych, które w zależności od okoliczności uruchamiają się lub nie i mogą konkurować z innymi modułami. Stąd prawidłowe dane na wejściu mogą dać zupełnie błędne dane na wyjściu, tj. dane sugerujące jednostce zupełnie inne zachowania, niż logicznie można było by się tego spodziewać. Kurzban przestawia wizję tzw. rzecznika prasowego mózgu będącego w strategicznym błędzie. Jest to rodzaj analogii do rzeczników prasowych rządów czy prezydentów, którzy z pełnym przekonaniem na konferencjach prasowych mówią nieprawdę (choć nie kłamią!) tylko z tego powodu, że celowo, lub niecelowo nie posiedli najnowszych czy ważnych informacji o swoim mocodawcy. Jeśli prezydent zatai przed rzecznikiem, że ma wrzody i skoki ciśnienia, rzecznik może z pełnym przekonaniem twierdzić, że prezydent jest zdrowy i nie ma w tym kłamstwa. Szczerze powiedziawszy nie widzę żadnej istotnej różnicy w tej koncepcji. Czym się różni rzecznik prasowy będący w strategicznym błędzie od wewnętrznego cenzora Buzaa siedzącego w głowie Bena? Absolutnie niczym. Czyż cenzor nie może być „oszukiwany” przez selektywne dostarczanie informacji od fizycznych modułów neuroanatomicznych? A jeśli nawet otrzymuje dane prawidłowe to czy sam nie może popełniać błędów nadal zajmując się cenzurą? Kurzban pyta:jeśli Buzz steruje Benem, to kto steruje Buzzem? A dlaczego nie pyta, kto steruje rzecznikiem prasowym? Czyż prezydent i jego sztab nie mogą celowo go wprowadzać w błąd?
Nie jest to jedyna analogia Kurzbana. W innym miejscu przyrównuje „swoje” moduły mózgu do aplikacji w smartfonie czy komputerze. Porównanie kompletnie chybione. Komputer ma trzy poziomy sterowania. Pierwszy to BIOS. Umiejscowiony w konkretnym miejscu. Drugi to system operacyjny. Oczywiście złożony z wielu programików, ale są one (zazwyczaj) tak konstruowane, żeby system działał (w miarę) dobrze. Jeśli jakiś ważny program działa źle, system po prostu pada. Trzeci poziom, to programy-aplikacje. Każda ma swoje miejsce na dysku twardym i żadna nie konkuruje z innymi, dopóki głupi user ich razem nie uruchomi i moc procesorów i RAM nie zagotują się. Tymczasem dobrze wiadomo, że w mózgu istnieje spora plastycznośc. Często całkiem spore uszkodzenia w pewnych rejonach potrafią być skompensowane w innych. Nie słyszałem jeszcze, żeby uszkodzenie w edytorze Word zostało naprawione przez jakąś inna aplikację zdolną do edycji tekstu. Porównania z komputerem i oprogramowaniem są dla mnie cokolwiek nie trafione. Jak to się ma do modułowości mózgu Kurzbana – nie pojąłem. Może jestem za cienki. Albo Kurzban za mało przekonujący.
Tyle o samej koncepcji autora. Mnie jednak bardziej interesowało, co autor ma do powiedzenia o swojej koncepcji w kontekście psychologii ewolucyjnej. Ano prawie nic. Na koniec dostaniemy nieco refleksji, jak mogła wyewoluować moralność i fakt, że tak chętnie zabraniamy wielu rzeczy innym, sami mając na to wielką ochotę. Tak więc w sporej części książka jest zupełnie nie na temat. O tym, dlaczego jesteśmy hipokrytami, czy to jest naturalne, jak to się ma do ewolucji, dostaniemy jakieś 20 stron na końcu.
To, co mnie chyba najbardziej poruszyło (negatywnie), to rozdział drugi, gdzie autor próbuje wyjaśnić, czym zajmuje się psychologia ewolucyjna. Jak na mój gust robi to bardzo mętnie. Do tego stosuje wyjątkowo nietrafne, czy nawet szkodliwe sformułowania dotyczące ewolucji jako takiej. I nie sądzę, żeby były to błędy zawinione przez tłumacza. Spójrzmy na kilka poniższych zdań. Fragmenty tekstu pisane dużymi literami – podkreślenie moje.
„Ewolucja może dać początek mechanizmom mającym na celu znajdowanie sposobu na dowolną liczbę róznych okazów drapieżników, ofiar etc., ponieważ dany organizm został ODPOWIEDNIO ZAPROJEKTOWANY W CELU RADZENIA SOBIE z tymi gatunkami.”
„ […] osobniki dowolnie wybranego gatunku ZOSTAŁY ZAPROJEKTOWANE do rozwiązywania problemów adaptacyjnych, które napotkali ich przodkowie[…]”
„[…]zostaliśmy ZAPROJEKTOWANI w ten sposób, aby poszukiwać wysokokalorycznego pożywienia takiego, jak dojrzałe owoce.”
„Duża część dalszej dyskusji zostanie poświęcona adaptacjom ZAPROJEKTOWANYM W CELU umożliwienia człowiekowi lepszego poruszania się w świecie społecznym”

To wyimki raptem z dwóch stron! ZGROZA!!! Nie podejrzewam, żeby autor był zajadłym kreacjonistą, ale powyższe zdania, gdybym czytał jedynie drugi rozdział książki, mogły by świadczyć, że autor nie ma pojęcia o ewolucji i jej mechanizmach nawet na poziomie licealnym. Ostatnie zacytowane przeze mnie zdanie powala kompletnie. Panie doktorze psychologii ewolucyjnej. Ewolucja jest ślepa. Niczego nie projektuje, niczego nie przewiduje, nie ma celu. Takie a nie inne zmiany w budowie organizmów na różnym poziomie uorganizowania pojawiają się w dużej mierze przypadkowo a to, czy staną się adaptacją przekazaną potomnym, zależy w przeważającej większości od doboru naturalnego, czyli – trochę trywializując – na ile owe zmiany pozwolą danemu organizmowi w danych warunkach przetrwać łatwiej od organizmów, które tych cech nie nabyły.
W rozdziale drugim autor dość mocno rozpisuje się o modelu samochodzika Braitenberga jako modelu mózgu, gdzie dodawane są kolejne moduły funkcjonalne (w samochodziku jak najbardziej również "anatomiczne"), które sterują pojazdem. Zaczynając od prostego modułu zerojedynkowego (jadę-nie jadę) po duże nawarstwienie modułów, które powodują skomplikowane modyfikowanie ruchu pojazdu w zależności od okoliczności otoczenia. Autor przedstawia to jako całkiem dobry obraz jego koncepcji modułowości funkcjonalnej mózgu. Niestety wg mnie kompletnie chybiony. Ano właśnie dlatego, że mózg ewoluował tworząc takie a nie inne struktury, takie a nie inne obwody informacyjne. Nie jest prawdą, że moduły w samochodziku Braitenberga działają często wbrew sobie. Każdy z modułów wykonuje konkretne zadanie, które jest modyfikowane przez zachowanie modułów nadrzędnych, raz jest to hamowanie, raz przyśpieszanie danego ruchu - typowa automatyka. Ale wypadkowy ruch będzie zależał od sprzężeń zwrotnych pomiędzy modułami a nie dlatego, że jakiś moduł będzie działał na przekór drugiemu, jakby chciał Kurzban. Jeden moduł modyfikuje działanie drugiego, ale nie działa sprzecznie. Moduł "jechać w przód" nie działa przeciwko modułowi "jechać w tył". Od konkretnych okoliczności zależy, który moduł zadziała. Oba na raz nie zadziałają, chyba że konstruktor samochodzika jest idiota :D Właśnie tym różni się mózg od dowolnej konstrukcji wcześniej zaprojektowanej przez nadrzędnego projektanta. Tym rożni się ewolucja od kreacjonizmu. Chwilami odnosiłem wrażenie, że autor tego nie dostrzega.
Generalnie w wielu fragmentach książka bardzo ciekawa, zwłaszcza kiedy są opisywane konkretne doświadczenia, ale koncepcja autorska jest niezbyt przekonywająco (i nie do końca jasno) przedstawiona. Przez niektóre rozdziały przebijałem się z mozołem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Król odszkodowań

Clay pracuje jako prawnik. Obrońca z urzędu. Pracuje dużo a zarabia nędznie. A narzeczona a zwłaszcza jej rodzice chcieliby aby zarabiał dużo więcej....

zgłoś błąd zgłoś błąd