Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/8506/pisarz-to-scenarzysta-czytelnik---rezyser

Pisarz to scenarzysta, czytelnik - reżyser

17 wartościowy tekst

Brandon Sanderson to obecnie jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastyki na świecie. Twórca kilku cyklów literackich („Archiwum Burzowego Światła”, „Alcatraz Smedry”, „Z mgły zrodzony”), dał się poznać jako autor, który lubi eksperymentować z konwencjami i ceni sobie różnorodność. Nam opowiada między innymi o tym, jak widzi dzisiaj rolę pisarza, jaka jest jego ulubiona książka, czy lubi polską kuchnię i czy zna Lema oraz Sapkowskiego. Zapraszamy do lektury.

Marcin Waincetel: Jak sądzisz, skąd bierze się niesłabnąca popularność literatury fantastycznej? Ola

Brandon Sanderson: To pytanie, którego dawno nie słyszałem. Cóż, powiedzmy sobie w ten sposób – ludzkość uwielbia badać i odkrywać nowe rzeczy... a to jest właśnie to, czym w istocie zajmuje się fantastyka – odkrywa, bada, eksploruje. A ponieważ dzisiaj nasz świat jest już praktycznie cały poznany i trudno wybrać się w jakieś miejsce, w którym jeszcze nikt nie był, to jakby naturalnym jest fakt, że literatura zaczyna szukać miejsc, które nie zostały jeszcze odkryte. W tym, między innymi, upatrywałbym fenomenu fantastyki.

Jesteś niesamowicie popularnym autorem – zarówno u nas w Polsce, jak i na świecie. Powiedz, jakie to uczucie, gdy ma się możliwość „władania wyobraźnią” czytelników.

Nie rozpatruję swojej osoby w kategorii „władcy wyobraźni”. To jest zresztą kwestia indywidualnego podejścia, pewnej filozofii. Jak ja to widzę? Mogę powiedzieć, że jestem twórcą scenariusza, natomiast czytelnik jest... reżyserem, który może interpretować pewne wydarzenia w sposób podpowiadany mu przez intuicję i własne doświadczenia. Kiedy byłem bardzo młody lubiłem dopowiadać sobie – czy też po prostu zmieniać – pewne elementy zapisane w przeczytanych przeze mnie książkach.

Czyli pewna forma zabawy. A jak widzisz rolę mainstreamowego twórcy fantastyki? Czy jest to ktoś, kto tworzy literaturę wyłącznie rozrywkową? A może osoba sygnalizująca coś więcej...?

Pierwsza sprawa – nie uważam, że rozrywka jest czymś złym czy też gorszym. Czasami mówimy o eskapizmie jako czymś złym, że jest to ucieczka, oderwanie się od rzeczywistych problemów. Ale to, co jest naprawdę pięknego – i wielkiego zarazem – w literaturze eskapistycznej, to pomoc, jaką potrafi ona przynosić. Na przykład komuś, kto przeżył koszmarny dzień. Książki potrafią przynieść nieprawdopodobnie wiele optymizmu, pozytywnej energii, psychicznego komfortu. Wydaje mi się, że dobra książka posiada moc porównywalną do wsparcia ze strony drugiego człowieka. Eskapizm jest zatem również czymś pozytywnym.

A gdybyśmy mieli skupić się tylko na fantastyce?

Uważam, że fantastyka oferuje wiele wartościowych rzeczy. Pierwszą z nich byłaby na przykład zdolność do rozwijania wyobraźni. Spójrz na to w ten sposób – właściwie wszystkie wielkie osiągnięcia, które dokonały się w dziejach naszej cywilizacji wzięły się poniekąd stąd, że ludzie zamarzyli o innym, lepszym życiu. Fantastyka szkoli Cię w tej umiejętności, tworzy pewną przestrzeń dla rozwoju – tak ja to widzę. Jeszcze jedną, nie mniej ważną sprawą, jest możliwość kreowania zupełnie nowych perspektyw-niecodziennych postaci, dzięki którym możemy spojrzeć inaczej na nasz świat. To wiąże się również z wykształceniem empatii, a także zrozumienia innych ludzi. A przecież w fantastyce możliwe jest przedstawienie naprawdę zaskakujących bohaterów, bardzo, bardzo różnych od nas samych. Pewien socjologiczny komentarz charakterystyczny dla historii science fiction jest naturalnym elementem takich dzieł.

Rozmawiamy o wyobraźni, a także rozwoju, który łączy się przecież z nauką. Chciałbym Cię o nią zapytać, bo przecież studiowałeś biochemię. Co się stało, że przestałeś zajmować się tym tematem, a na serio zająłeś się przede wszystkim pisaniem?

Faktycznie zajmowałem się biochemią, bo kocham naukę. A poza tym... moja matka naciskała na to, żebym został doktorem. Stosunkowo późno odkryłem też fantastykę – miałem wtedy bodajże 14 lat, nie czytałem, gdy byłem młodszy. Zresztą muszę dodać, że naprawdę wiele lat zajęło mi dojście do pewności, przekonania, że właśnie tą dziedziną chcę zajmować się przez resztę swojego życia. Można zatem powiedzieć, że to był proces.

Często w książkach z gatunku fantasy magia przedstawiona jest jako pewna forma religii, wierzeń, mistycyzmu. W Twojej twórczości, na przykład w trylogii Z mgły zrodzony, magia stanowi również wyraz naukowych dociekań, pewnych właściwości, jakie w tym świecie posiadają metale. Jak sądzisz, skąd bierze się zazwyczaj ta analogia i porównanie na linii magia-religia?

Sądzę, że jest to bardzo naturalne podejście. Jeśli spojrzymy na historię świata, dawne mitologie, to zauważymy, że magia bardzo często opisywana była w ten sposób, w jaki rozumiano religie, czy pewne wierzenia. Sposób rozumienia świata. To jest też właśnie widoczne w fantastyce, która potrafi eksplorować niezbadane światy i rzeczywistości, o czym nadmieniłem na początku naszej rozmowy. Dzieje się to właśnie przez pewne elementy przywodzące na myśl religię. A oprócz tego – jeśli zaczynasz sobie wyobrażać te wszystkie boskie siły – to w naturalny sposób łączą się one z magią, nadnaturalnym porządkiem. Dlaczego zatem nie kontynuowałem właśnie takiej tradycji? Czułem, że to jest już zbytnio wykorzystywany motyw, chciałem przedstawić coś nowego.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Lądujesz na bezludnej wyspie, na którą mógłbyś zabrać ze sobą tylko jedną książkę. Jaki byłby to tytuł? (pytanie powstało w oparciu o propozycję użytkowniczki veronika1997 „Gdyby mógł Pan czytać zaledwie jedną książkę już do końca życia, którą by Pan wybrał i dlaczego?”)

Wikipedia! Czy to się liczy? (śmiech) To oszukiwanie, prawda? Gdy się z niej korzysta, ma się przecież nieco większy dostęp do źródeł... Cóż, ponieważ jestem osobą religijną, to pewnie wziąłbym ze sobą Pismo Święte – to odpowiedź, która może wydawać się nudna, ale pewnie tak właśnie by było. Jednak jeśli wykluczamy książki traktujące o religii i skupimy się na jakiejś beletrystyce... hm, pewnie byliby to „Nędznicy” Wiktora Hugo. Jest to taka historia, którą naprawdę kocham, mało tego, mógłbym ją czytać nieskończenie wiele razy. Niezwykła historia o zwykłych ludziach.

Poprzednie pytanie nie było bez przyczyny. Przyznałeś bowiem kiedyś, że lubisz podróżować. Jaka była zatem Twoja najbardziej fascynująca wyprawa? Pola 

Prawdopodobnie mógłbym tak opisać swoją dwuletnią działalność misyjną w Korei (Sanderson jest członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich i jako przedstawiciel tego wyznania odbył on podróż do Seulu – przyp. red.). A dlaczego? To był czas, w którym intensywnie poznawałem inną kulturę. Miałem też możliwość, aby naprawdę głęboko zastanowić się nad tym, w co wierzę, dlaczego w to wierzę... rozważać samą istotą wiary, ale również – na przykład – specyfikę obcego języka. To była bardzo interesująca, wieloaspektowa podróż.

W przywoływanej już wcześniej trylogii „Z mgły zrodzony”, tym, czego najbardziej brakuje ludziom z grupy skaa, była... wolność. Czy uważasz, że to jest najważniejsza wartość w naszym życiu?

Och, to byłoby bardzo amerykańskie, gdybym odpowiedział w ten sposób: Wolność! (z okrzykiem) Uważam, że wolność rozumiana jako możliwość wyboru, własnego samostanowienia, jest bez wątpienia bardzo istotną kwestią. Oczywiście mogą pojawiać się głosy, że jest coś ważniejszego lub na równi z tą wartością, jest wiele perspektyw... cóż, nie chciałbym odwoływać się do świata polityki, ale walka o indywidualność, kształtowanie własnego JA, wizja tego, co chcę robić ze swoim życiem, jest czymś niezmiernie ważnym dla wszystkich. To bardzo uniwersalna wartość, o której należy dyskutować i pamiętać. W trylogii „Z mgły zrodzony” jest pewien bohater, Elend Venture, który – informacja dla tych, którzy nie czytali książek – w pewnym sensie jest orędowniikiem demokratycznego systemu, takiego porządku, w którym każdy będzie traktowany sprawiedliwie. W tym fantastycznym świecie niektóre elementy inspirowane są ideałami Rewolucji Francuskiej – to tak poniekąd w nawiązaniu do wspomnianych wcześniej „Nędzników”. Chciałem zaprezentować Venture’a na tle takiej sytuacji, w której ludzie nie są jeszcze do końca gotowi na zmiany, a on musi podjąć pewną decyzję. Wybór rozgrywa się pomiędzy tym, czy zostać tyranem, dyktatorem, aby uratować świat czy iść za ideałami demokracji, wolnością dla ludzi... nie chciałem, żeby to była łatwa decyzja, a wręcz przeciwnie – skomplikowany problem moralny. Lubię odkrywać, eksperymentować i tworzyć podobne dylematy. Nie piszę też swoich książek po to, żeby opowiadać o jakiejś konkretnej kwestii, ale po to, aby stawiać pytania.

Wiemy, że obecnie trwają prace nad dwoma ekranizacjami Twoich książek – Z mgły zrodzony oraz Droga Królów. Czy bierzesz udział w produkcji tych widowisk? Masz na nie jakiś wpływ?

Jasne, oczywiście, że tak. Szczególnie w kontekście ekranizacji „Z mgły zrodzony”. DMG Entertainment (firma produkcyjna, która posiada prawa do ekranizacji wspomnianego cyklu Sandersona – przyp. red.) to wspaniali partnerzy do współpracy. Całość jest na razie na bardzo wczesnym etapie produkcji, nie mogę zatem powiedzieć, jak wiele z moich sugestii zostanie uwzględnionych w finalnej wersji, ale – jak do tej pory – moje pomysły są rozpatrywane z wielką uwagą.

Zastanawiam się, jaki jest Twój stosunek do opinii wyrażanych przez czytelników z jednej strony, a do przedstawicieli krytyki literackiej z drugiej. Czy ma to dla Ciebie jakieś znaczenie?

Wiesz, wydaje mi się, że trudno jest zupełnie uniknąć wpływu takich opinii na twoją twórczość, jak i po prostu na ciebie. Kiedy zapoznaję się z komentarzami czytelników – tak na gorąco – to oczywiście, że się z nimi liczę, rozważam różne głosy. Staram się jednak nie być pod przemożnym wpływem takiego oddziaływania. Z drugiej strony uważam, że tylko głupiec nie liczyłby się z tym, co na temat twojej twórczości mają do powiedzenia inni ludzie, zwłaszcza z wyrazistymi, mądrymi komentarzami. Jest w poruszonym przez Ciebie problemie pewna zasadnicza trudność. Z czym jest ona związana? Jeśli będziesz zbytnio sugerować się z głosem fanów, z tym, czego oczekują – to nie będzie dobrym rozwiązaniem. Zdecydowanie nie powinno się tworzyć swoich dzieł w ten sposób. To kiepski pomysł. Ale... jeśli jesteś kompletnie odłączony od kontaktu z odbiorcami, cóż, uważam, że jest to równie zła sytuacja. Utrzymując kontakt z ludźmi – dzięki którym mogę przecież pisać i tworzyć następne powieści – chcę dostarczać im coś naprawdę ekscytującego. Liczyć się z nimi.

Polscy czytelnicy mają teraz okazję, aby zacząć poznawanie interesującego cyklu „Alcatraz Smedry”. Głównym bohaterem, którego poznajemy w powieści Piasek Raszida, jest dosyć nietypowy bohater – chłopak z nieprawdopodobnym darem do niszczenia przedmiotów i wywoływania katastrof... Czy inspirowałeś się trochę „Serią niefortunnych zdarzeń”?

„Seria niefortunnych zdarzeń” Daniela Handlera, Lemony Snicket... to na pewno na mnie wpłynęło. Kocham te książki. Idea stojąca za światem w cyklu „Alcatraz Smedry” opiera się na specyficznym założeniu – postacie dysponują w nim dosyć niedorzecznymi umiejętnościami. Choćby dziadek głównego bohatera ma nieprawdopodobny dar do spóźniania się na różne spotkania. Alcatraz, o którym już wspomniałeś – tak, to nieprawdopodobny psuj. Chciałem, aby ludzkie ograniczenia, wady, stały się w pewnym sensie ich siłą. Niszczenie przedmiotów traktowane jest przecież niczym klątwa, jednak w tym świecie działa to nieco inaczej... to bardzo pożądana umiejętność.

Faktycznie lubisz eksperymentować. Na przykład w Stalowym sercu z trylogii Mściciele, sprawiłeś, że superbohaterowie stali się tyranami. To wyraz znudzenia typową konwencją historii o herosach z nadludzkimi mocami?

Znudzenie to chyba nie jest dobre słowo. Po prostu staram się wymyślać takie tematy na historie, które nie były jeszcze przez nikogo podejmowane – a przynajmniej niezbyt często. Piszę zatem coś, co w moim mniemaniu, stanowi inne podejście do jakiegoś zagadnienia. Zawsze jestem tym dosyć podekscytowany. W „Mścicielach” zastanowiłem się, jak wyglądałby świat bez Supermana, a wszyscy złoczyńcy i łajdacy biegali wolno po ulicach, ustanawiając własny porządek. Dla mnie to było interesujące, stąd wziął się pomysł.

Stworzyłeś też Legion, ciekawy mariaż literatury kryminalnej, wątków paranormalnych, w pewnym sensie również psychologicznych... Stephen Leeds, główny bohater książki, kontaktuje się przecież ze swoimi halucynacjami.

Nie chciałbym zdradzać zbyt dużo na temat tej książki (polska premiera „Legionu” miała miejsce niedawno, bo 15 marca 2017 roku – przyp. red.), żeby nie psuć przyjemności z odkrywania historii dla nowych czytelników. W „Legionie” starałem się poeksperymentować – choćby z uwagi na narrację, przecież do głosu dopuszczone są różni bohaterowie zamieszkujący w głowie protagonisty. Ta historia to współczesny thriller z elementami niecodziennej tajemnicy.

Ciekawi mnie, czy jesteś zaznajomiony z polską literaturą? Szczególnie z gatunku fantastyki. Może jakieś dzieła Stanisława Lema albo Andrzeja Sapkowskiego?

Ha. Sapkowski – stosunkowo niedawno nauczyłem się poprawnie wymawiać to nazwisko. W przeszłości, gdy miałem z tym jeszcze pewne trudności, określałem go po prostu jako „the Witcher Guy”. Wydaje się zresztą, że Sapkowski jest teraz najbardziej znanym polskim pisarzem. Jestem zaznajomiony z jego twórczością. Zresztą, parę lat temu mieliśmy okazję do krótkiej pogawędki. Jeśli chodzi o Lema... dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że był on polskim twórcą, ale rekomendacje na temat jego dzieł płyną do mnie zewsząd. Gdy pytam różnych ludzi, kogo z polskich autorów powinienem szczególnie poznać, to mówią, abym sięgnął po jak najwięcej książek Lema. W czasie moich spotkań autorskich w Polsce polecani są mi jednak również inni, współcześni twórcy z kręgu fantastyki.

Obecnie kontynuujesz Koła Czasu. Jestem ciekaw... kogo Ty widziałbyś w roli swojego następcy? Lub kontynuatora.

To ciekawe pytanie... Odpowiada mi na przykład styl, którym charakteryzuje się Brent Weeks (Czarny Pryzmat, Droga Cienia). Albo Brian McClellan (Obietnica krwi), mój dawny student, który staje się coraz bardziej popularny w USA. To dwaj świetni pisarze, którzy mogliby się odnaleźć w tej roli – mamy trochę cech wspólnych. Prawdopodobnie wybrałbym jednak Briana.

A nad czym obecnie pracujesz?

Póki co skończyłem prace nad trzecią książką z cyklu Archiwum Burzowego Światła.

Nie sposób nie zapytać – jak podoba Ci się Twój pobyt w Polsce?

Jest naprawdę fantastycznie! Polska to świetne miejsce, choć teraz nieco deszczowe... Muszę przyznać, że bardzo smakuje mi też wasza kuchnia.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 9  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 892
Scythe
28-03-2017 17:51
Przeprowadzanie wywiadów z autorami to był strzał w dziesiątkę! A najlepsze jest to, że można samemu zadać pytanie, które później usłyszy Autor :D
książek: 164
felo
28-03-2017 22:56
"Obecnie kontynuujesz Koło Czasu" a to to nie jest skończone? Z kiedy jest ten wywiad?
książek: 1763
Annalynne
28-03-2017 23:01
Chyba dawno nie czytałam wywiadów z autorami, ale poprzednia forma bardziej mi się podobała, czyli bezpośrednie pytania czytelników. Teraz na przykład nie wiem, czy to pytanie o polskich autorów jest moje czy też nie. I bardzo mi się nie spodobało narzucenie odpowiedzi i ograniczenie się do Lema i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc - za granicą jest całkiem dużo polskich tytułów, nawet w takiej... Chyba dawno nie czytałam wywiadów z autorami, ale poprzednia forma bardziej mi się podobała, czyli bezpośrednie pytania czytelników. Teraz na przykład nie wiem, czy to pytanie o polskich autorów jest moje czy też nie. I bardzo mi się nie spodobało narzucenie odpowiedzi i ograniczenie się do Lema i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc - za granicą jest całkiem dużo polskich tytułów, nawet w takiej Japonii, więc oczekiwałam czegoś ciekawszego, a może nawet pomysłowego.
pokaż więcej
książek: 295
anteeekg
30-03-2017 06:45
Czy ten wywiad jest jednocześnie zakończeniem(czyt.ogłoszeniem wyników) konkursu z pytaniami użytkowników LC do autora ?
książek: 1763
Annalynne
31-03-2017 23:40
Informację, kto wygrał, masz w poście z pytaniami :).
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 366
Marcin
04-01-2018 10:38
A ja mam pytanie o tego autora. Nie miałem do czynienia z jego twórczością, a chciał bym. Czy to są książki takie dla mnie czytelnika który lubi książki nastawione na akcję przygody itp. czy to jest bardziej coś jak twórczość Kinga gdzie autor smęci przez 800 kartek o żywotach bohaterów.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Sen Kleopatry

Kleopatra, znana wszystkim z kart historii, książek czy produkcji filmowych, była silną i zdeterminowaną kobietą. Tutaj również przedstawiona jest w t...

zgłoś błąd zgłoś błąd