-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać38 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać442
Biblioteczka
2022-08-04
2016-10-15
2009-11-24
Maria Stanisława Konopnicka de domo Wasiłowska, urodziła się 23 maja 1842 roku w Suwałkach, zmarła zaś 8 października 1910 roku we Lwowie, itd, itp, itd...
Ta książka zdecydowanie nie jest zwykłą biografią, nie jest to proste opisanie zdarzeń, to przebogate źródło danych z życia "wieszczki" ileż tu listów od i do Konopnickiej i jaka mnogość informacyi wszelakich!
Dzieło to samo w sobie mogłoby posłużyć za bibliografię niejednemu współczesnemu biografowi Marii... jest ono niczym kod źródłowy, kompresja danych wręcz przytłacza...
I choć język nadobny i niewielu już tak dziś pisze a pragnąłbym by inaczej być mogło, to męczyłem się i zżymałem podczas lektury.
Rzadko kiedy czytam książkę dłużej niż tydzień czy dwa, a tu gdybym tak zliczyć mógł dokładnie to coś pod dwa miesiące by padło! No bo zważcie sami, po dwudziestu, góra trzydziestu minutach łapałem się na tym, iż myślę o czym innym zgoła.
Bo choć polszczyzna Marii Szypowskiej bez zarzutu i za wzór współczesnym katom języka polskiego posłużyć by mogła, to jednak sam styl autorki dziwny jakiś jest, niespójny i mało wciągający.
Biografka pisząc od siebie, często wplata we własne zdania, wypowiedzi innych osób, fragmenty korespondencji a zdarza się że i wyimki z prozy i poezji swej bohaterki i może to i ciekawe, ale gdy zdarza się nagminnie, a tak jest niestety, niefortunnie zaburza tok narracji...
Kiedy czas jakiś temu pisałem o książce "Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica" zaproponowałem szukanie informacji "Konopnickich" u innych źródeł.
Czy je znalazłem, czy dowiedziałem się więcej?
Zdecydowanie tak.
Czy książka rzuciła nowe światło na tzw "kłamstwo Konopnickie"?
Zdecydowanie nie, po prostu jest zbyt stara, napisana została w pierwszej połowie lat 60-tych XX wieku, a w tamtych czasach, o takich rzeczach, mówić zwyczajnie nie wypadało.
Czy polecam?
I tak i nie, miłośnikom Konopnickiej oczywiście tak, zwolennikom biografii raczej nie. Zdecydowanie nie jest to współczesna wciągająca i lekka biografia, którą czyta się niczym powieść.
Autor niniejszej opinii, pragnie zwrócić uwagę, iż ponownie pisząc o Konopnickiej, ani razu nie użył w niej słów "Rota" i "sierotka Marysia"
Maria Stanisława Konopnicka de domo Wasiłowska, urodziła się 23 maja 1842 roku w Suwałkach, zmarła zaś 8 października 1910 roku we Lwowie, itd, itp, itd...
Ta książka zdecydowanie nie jest zwykłą biografią, nie jest to proste opisanie zdarzeń, to przebogate źródło danych z życia "wieszczki" ileż tu listów od i do Konopnickiej i jaka mnogość informacyi wszelakich!
Dzieło to...
2017-08-07
Errata:
jest - "Pierwsza szczegółowa biografia projektanta kultowych produktów Apple"
powinno być - "Pierwsza szczegółowa biografia kultowych produktów Apple"
To chyba pierwsza przeczytana przeze mnie biografia jakiejkolwiek osoby, w której życie tej osoby jest jedynie tłem dla opisu produktów!
A szkoda, bo Jony Ive jest z pewnością postacią nietuzinkową.
Liczyłem iż z tej książki dowiem się czegoś więcej o jej bohaterze, czegoś ponad to, co można wyczytać w internecie... niestety zawiodłem się.
Autor skupia się bardziej na elementach kariery które doprowadziły Iva do Apple, jego projektach dla Apple, oraz na interpersonalnych rozgrywkach w Apple. Nieomal zupełnie pomijając marzenia, pragnienia, wewnętrzną filozofię życia, motywacje, ba nawet osobowość swego protagonisty.
Udałem się do swego zakątka dumania i rozmyślałem nad celem powstawania takich książek, książek które biografiami raczej nie są...
Dla kogóż więc jest ta książka?
Być może dla wiernego fandomu Appla, bo dla miłośników biografii z pewnością nie.
Mnie wygląda to jedynie na kolejną akcję marketingową Appla.
I nawet dość dobrze poprowadzona narracja i przystępny język Kahney'a nie są w stanie temu dziełu ułatwić drogi do gwiazd, słabiutkie pięć gwiazdek.
Przeczytać można, ale zbyt wiele się tu o Jonym nie dowiemy.
Errata:
jest - "Pierwsza szczegółowa biografia projektanta kultowych produktów Apple"
powinno być - "Pierwsza szczegółowa biografia kultowych produktów Apple"
To chyba pierwsza przeczytana przeze mnie biografia jakiejkolwiek osoby, w której życie tej osoby jest jedynie tłem dla opisu produktów!
A szkoda, bo Jony Ive jest z pewnością postacią nietuzinkową.
Liczyłem iż z...
2021-03-08
To z pewnością dość dobra książka historyczna, ale niestety niezbyt dobra biografia.
Zawartość Stalina w Stalinie zdumiewająco niska...
Podczas czytania ma się wrażenie że artysta postanowił namalować portret, ale w trakcie pracy tak bardzo urzekł go krajobraz za plecami modela, że z portretu zrobił się pejzaż.
Pejzaż ów, czyli mechanizmy zarządzania Sowieckim Sojuzem, przedstawione są dość dokładnie i barwnie.
W książce autor skupił się raczej na procesie rozrastania się Josifa i wypełnianiu przez niego otaczającej go przestrzeni.
Im większy był Stalin, im dalej sięgały jego macki, tym mniejsi byli pozostali bolszewicy.
Strach "najbliższych towarzyszy" przed Kobą momentami jest wręcz wyczuwalny podczas lektury...
Do wiedzy o dyktatorze jako takiej, pozycja ta wnosi raczej niewiele, więc słowo "nowa" w tytule odnosi się chyba jedynie do tego, że swego czasu była to pozycja najnowsza na rynku.
Komu polecam?
Miłośnikom biografii raczej niespecjalnie, zainteresowanym historią, być może, choć myślę, że istnieją znacznie lepsze opracowania dziejopisarskie.
Dla kogo więc jest ta książka?
Nie wiem...
To z pewnością dość dobra książka historyczna, ale niestety niezbyt dobra biografia.
Zawartość Stalina w Stalinie zdumiewająco niska...
Podczas czytania ma się wrażenie że artysta postanowił namalować portret, ale w trakcie pracy tak bardzo urzekł go krajobraz za plecami modela, że z portretu zrobił się pejzaż.
Pejzaż ów, czyli mechanizmy zarządzania Sowieckim Sojuzem,...
2015-05-31
Czytając "Pan raczy żartować, panie Feynman"...
Odnoszę nieodparte wrażenie, że gdyby ludzie pióra potrafili posługiwać się fizyką, choć w połowie tak dobrze, jak Richard Feynman władał słowem pisanym.
Ludzkość już dawno sięgnęłaby gwiazd...
Serdecznie polecam.
Czytając "Pan raczy żartować, panie Feynman"...
Odnoszę nieodparte wrażenie, że gdyby ludzie pióra potrafili posługiwać się fizyką, choć w połowie tak dobrze, jak Richard Feynman władał słowem pisanym.
Ludzkość już dawno sięgnęłaby gwiazd...
Serdecznie polecam.
2021-03-04
Kilka lat temu pisząc o biografii Stevea Jobsa pióra Waltera Isaacsona, pozwoliłem sobie na podzielenie się z Wami kilkoma punktami, które w mojej opinii powinna spełniać biografa, abym uznał ją za zajmującą.
Pozwolę sobie przytoczyć tutaj te punkty, odnosząc do nich pokrótce pracę Boel Westin.
Otóż w mojej opinii autorka powinna:
1. wybrać intrygujący temat (postać)
2. snuć ciekawą, wciągająca opowieść
3. posiadać "lekkie pióro"
4. wykazać się rzetelnością
Odnośnie do punktu pierwszego: Tove Jansson bez wątpienia stanowi bardzo wdzięczny temat dla biografów, więc tu bezsprzecznie należy się plus.
Co do dwójki: skupianie się autorki na bezustannej analizie wzdłuż i wszerz cech psychicznych poszczególnych Muminków oraz ich wzajemnych interakcji i relacji, sprawiło, że Tove w swojej własnej biografii chwilami stawała się niewidzialną dziewczynką i za to minus.
Numer trzy i tu mamy kolejny problem, książka jest zdecydowanie ciężka, treściwa, nad miarę rozwlekła, co sprawia, że raczej się przez nią przedzieramy, niż z nią płyniemy, kolejny minus.
Czwórka, autorka zebrała całe tony informacji, ciekawostek i anegdot i z niesamowitą pieczołowitością zamknęła je pomiędzy okładkami więc zdecydowany plus.
Matematyka w tym wypadku jest dość prosta, dwa na dwa, czyli średniak, ale jako że dowiedziałem się o dziele bohaterki całkiem sporo, skłonny jestem dać sześć gwiazdek.
Biografia (gr. bíos – 'życie' i gráphō – 'piszę') – jak sama nazwa wskazuje, powinien to być opis życia postaci, do której dana biografia się odnosi.
Ja czytając tego rodzaju literaturę, pragnę dowiedzieć się czegoś o osobie, którą biograf się zajmuje, niejako zbliżyć się do niej, "zaprzyjaźnić".
Prof. Boel Westin jest szwedzką literaturoznawczynią i wykładowczynią na uniwersytecie w Sztokholmie i to w tej książce niestety widać, słychać i czuć...
Czy polecam tę książkę?
Miłośnikom biografii niespecjalnie, jest to raczej pozycja dla literaturoznawców i zwolenników Freudowskiej psychoanalizy.
Kilka lat temu pisząc o biografii Stevea Jobsa pióra Waltera Isaacsona, pozwoliłem sobie na podzielenie się z Wami kilkoma punktami, które w mojej opinii powinna spełniać biografa, abym uznał ją za zajmującą.
Pozwolę sobie przytoczyć tutaj te punkty, odnosząc do nich pokrótce pracę Boel Westin.
Otóż w mojej opinii autorka powinna:
1. wybrać intrygujący temat (postać)
2....
2020-12-11
Z pewnością gwiazd by było więcej... może i komplet bym uzbierał...
Gdyby tylko Mariusz Urbanek słów swych niewątpliwie doskonałych,
śmielej użyć raczył do opisania charakteru, przemyśleń, wątpliwości, motywacji czy wreszcie emocji Tuwima.
Oczywiście mamy tu coś o wewnętrznym rozdarciu Juliana, o dysonansie pomiędzy tym kim był, kim być pragnął, jak sam siebie postrzegał, a jak opisywali go inni, ale...
Dla mnie motywacją do przeczytania biografii jest chęć zbliżenia się do jej bohatera, pragnienie zrozumienia tego kim był, jaki był i dlaczego.
I właśnie z powodu niedostatecznej "zawartości" owego "dlaczego", odczuwam niejaki niedosyt.
No ale żeby zbytnio nie marudzić, otrzymaliśmy tu niewątpliwie nieomal perfekcyjną wiązankę zdarzeń i dat z życia poety.
Doskonale zbalansowaną zawartość tła historycznego, ani go za dużo, ani za mało, tak w sam raz, by zrozumieć okoliczności w jakich Tuwimowi żyć przyszło.
Ciekawie poprowadzony wątek literackiego rozwoju poety, od nastoletnich wprawek, po szczytowe osiągnięcia wieku dojrzałego z licznymi kabaretowymi i szansonistycznymi "skokami w bok", aż po niemoc twórczą powojnia.
Jest też, a jakże wątek miłosny, jakżeż mogłoby go nie być w życiu prawdziwego poety, jest straszliwa wyniszczająca choroba, wojna widziana gdzieś z oddali... i są wiersze, te piękne i te piękne inaczej, są również słowa, słowa będące wnikliwym opisaniem świata, po latach stu bez mała, wciąż aktualne...
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"
To już druga książka Mariusza Urbanka jaką dane mi było przyswoić i dzięki niej autor bezzwłocznie ląduje w mojej prywatnej "Hall of Fame".
Serdecznie polecam!
Z pewnością gwiazd by było więcej... może i komplet bym uzbierał...
Gdyby tylko Mariusz Urbanek słów swych niewątpliwie doskonałych,
śmielej użyć raczył do opisania charakteru, przemyśleń, wątpliwości, motywacji czy wreszcie emocji Tuwima.
Oczywiście mamy tu coś o wewnętrznym rozdarciu Juliana, o dysonansie pomiędzy tym kim był, kim być pragnął, jak sam siebie postrzegał,...
2021-03-22
To z pewnością dobra książka na temat historii politycznej Rosji ostatnich dekad, ale...
Stężenie Putina pośród czarnych znaków na papierze malało w miarę zagłębiania się w lekturze, a mogłoby być znacząco wyższe.
Podczas czytania ma się wrażenie, że od pewnego momentu Władimir Wadimirowicz ukrywa się i to dość skutecznie w gąszczu zdań o tym: jak było, kto z kim i kto kogo...
A mnie w biografii bardziej interesuje - dlaczego?
Niestety na tak postawione pytanie nie uzyskałem wyczerpującej odpowiedzi.
Dzieciństwo i wczesna młodość opisane są dość ciekawie: warunki, stosunki rodzinne i przede wszystkim marzenia, marzenia Wołodii podlewane gęstym propagandowym sosem seriali i filmów szpiegowskich made in USSR.
Przyjemnie brzmiąca czerwona propaganda o nieskazitelnych, niezniszczalnych i nieomal nieśmiertelnych agentach KGB (NKWD) przyjemnym ciepłem rozlewała się po umyśle młodego Putina.
Po prostu nie mógł nie spróbować... i udało się, choć nie od razu.
Niestety dalej było już tylko gorzej, autor nieopatrznie zanurkował w mechanizmach zarządzania (a raczej jego braku) masą upadłościową po Sowieckim Sojuzie.
Taplał się w nich, silił na analizy, a to przecież biografia miała być, przecież miał być Wołodia!
Cała ta masa (czytaj tło historyczne) przedstawiona jest dość dokładnie i barwnie, ale kto i z jakiego kapelusza wyciągnął Putina?
Wszystko zasnute mgłą — widać tylko niewyraźne zarysy, coś tam niby naskrobane o Leningradzie, o Sobczaku, ale wygląda to jedynie na męty i fusy...
W miarę zagłębiania się w lekturze miałem coraz silniejsze wrażenie, że autor miast na swym protagoniście skupił się raczej na jego procesie dochodzenia do władzy, na jego coraz szerszym "rozlewaniu" się.
Na skupianiu wokół siebie ekipy poklaskowo-głowokiwajacej, na budowaniu wizerunku osoby kompetentnej w zasadzie w każdej dziedzinie życia.
Na biciu medialnej piany, wypełnianiajacej coraz szczelniej każdą niszę w otaczającej Rosjan przestrzeni.
Im większy staje się Putin, im dalej sięgają jego macki, tym bardziej kurczy się publiczna przestrzeń do dyskusji, tym mniejsi stają się rosyjscy demokraci.
Pytanie, kto za tym wszystkim stoi?
Kto pociąga za sznurki?
Czy Wołodia to self made man?
Ja osobiście nie sadzę...
I już na koniec jeszcze jedna refleksja — czy to Wam czegoś nie przypomina?
Moja wiedza o słynnym wybieralnym dyktatorze była raczej obiegowa, pozycja ta, daje mi więc jakieś pojęcie kto zacz, choć przyznać muszę, iż dowiedziałem się raczej niewiele.
Natomiast o bagnach rozpościerających się tuż za drzwiami rosyjskich struktur władzy, można się dowiedzieć całkiem sporo.
Jakieś 20% książki to dość ciekawa biografia, reszta to miks polityki z thrillerem.
Ku przestrodze, poczytać warto.
To z pewnością dobra książka na temat historii politycznej Rosji ostatnich dekad, ale...
Stężenie Putina pośród czarnych znaków na papierze malało w miarę zagłębiania się w lekturze, a mogłoby być znacząco wyższe.
Podczas czytania ma się wrażenie, że od pewnego momentu Władimir Wadimirowicz ukrywa się i to dość skutecznie w gąszczu zdań o tym: jak było, kto z kim i kto...
2019-04-02
Zatrważająco niskie stężenie Gomułki w Gomułce!
Inaczej mówiąc...
Z czytaniem tej książki, jest trochę tak, jak z jedzeniem marmolady o smaku truskawkowym nabytej w znanej sieci dyskontów...
Smak niby ten sam, konsystencja się zgadza, tylko że głównym jej składnikiem są tanie jabłka, a zawartość truskawek jest zaledwie śladowa!
Ja już tak jakoś mam, że kiedy czytam książkę o Wiesławie, to chciałbym pomiędzy jej okładkami spotkać głównie Wiesława właśnie.
A tu jakiś Chruszczow, Stalin, Moczar, KPP, PPS, PPR, PZPR i inne Gierki...
Oczywiście rzeczą ze wszech miar słuszną jest naszkicowanie wyraźnego tła historycznego, jak i społeczno-politycznego kontekstu, w jakim obracał się nasz protagonista.
Ale wyobraźcie sobie malarza który tyle energii włożył w namalowanie barwnego tła , iż prawie całkowicie zapomniał o głównym temacie swej pracy.
Z tego rodzaju przypadkiem mamy tu niestety do czynienia..
Piotr Gajdziński skupił się na oddaniu nastoju, dokładnie szkicując tło wydarzeń, poświęcił wiele krągłych zdań by osadzić postać swego bohatera w realistycznym kontekście, i udało się, czyta się to bardzo dobrze, tylko że w zasadzie Gomułka stał się tam niepotrzebny.
Zrobiła się z tego opowiastka o wczesnym i środkowym PRL-u, o absurdalności komunizmu i gospodarki planowej (wielokrotnie wspominane przez autora kryzysy gospodarcze).
Dość zajmująca historia o dominacji Sowietów i wasalizacji krajów satelickich, a nawet o podporządkowaniu sił zbrojnych Układu Warszawskiego, Rosyjskiemu dowództwu…
Ba, autor nie omieszkał uraczyć nas nawet informacjami o ile procent w 1970 roku wzrosły ceny podstawowych artykułów spożywczych i super… tylko po co?
Okładka twierdzi iż dostanę Gomułkę, więc chyba nie jest z mej strony zbytnią fanaberią że chcę właśnie rzeczonego Gomułkę, a nie wyrób o smaku Gomułki, wyprodukowany z taniego PRL-u i barwnych opisów tła…
Książka dość ciekawa, ale raczej dla miłośników historii, niż zwolenników dzieł biograficznych.
Czy polecam?
I tak, i nie, zależy czego się od tego dzieła oczekuje.
Zatrważająco niskie stężenie Gomułki w Gomułce!
Inaczej mówiąc...
Z czytaniem tej książki, jest trochę tak, jak z jedzeniem marmolady o smaku truskawkowym nabytej w znanej sieci dyskontów...
Smak niby ten sam, konsystencja się zgadza, tylko że głównym jej składnikiem są tanie jabłka, a zawartość truskawek jest zaledwie śladowa!
Ja już tak jakoś mam, że kiedy czytam...
2017-11-27
Pamietam jak dziś, kiedy miałem jakieś 14 lat (a było to około 10400000 lat temu) usłyszałem Atmosphere w radiu i przepadłem. Można śmiało powiedzieć że od tamtej pory duch Joy Division nawiedza mnie dość regularnie.
Jako że bardzo sobie cenię twórczość tej załogi, a i czytać lubię niepomiernie, książka "Nieznane przyjemności" napełniła me serce niekłamaną radością.
Po lekturze muszę powiedzieć iż Peter Hook, naprawdę przyłożył się do roboty, w dość zajmujący sposób zaserwował nam całe oceany faktów z historii zespołu. Nakarmił nas smakowitą atmosferą brytyjskiego undergroundu końca lat 70-tych, normalnie ciary na plerach - po prostu "Punk's not dead"
Hooky, dzieli się z nami własnym spojrzeniem na problemy i postać Iana Curtisa, trochę go demitologizując. Dzięki niemu możemy zobaczyć młodego, zagubionego chłopaka z robotniczej dzielnicy i zrozumieć że postać z medialnych ołtarzyków to nie Ian, a jedynie jego cień, połączony pępowiną z naszymi portfelami.
W końcowych rozdziałach poczujemy również subtelną nutę goryczy, "mogliśmy zachować się inaczej", "gdybyśmy byli bardziej dojrzali", "jeśli tylko bylibyśmy mniej zadufani w sobie"... Tak, co by było gdyby...
Ale jest jak jest, a jest w tej pozycji:
392 strony ciekawej lektury,
392 strony bezsprzecznie zdolnego basisty,
392 strony całkiem niezłego gawędziarza.
I na koniec 392 strony faceta który erudytą z pewnością nie jest, więc "duchowej uczty" nie ma co oczekiwać...
Serdecznie polecam, nie tylko fanom Joy Division
Pamietam jak dziś, kiedy miałem jakieś 14 lat (a było to około 10400000 lat temu) usłyszałem Atmosphere w radiu i przepadłem. Można śmiało powiedzieć że od tamtej pory duch Joy Division nawiedza mnie dość regularnie.
Jako że bardzo sobie cenię twórczość tej załogi, a i czytać lubię niepomiernie, książka "Nieznane przyjemności" napełniła me serce niekłamaną radością.
Po...
2018-03-21
Aby chronić swą prywatność, Szymborska rozbiła lustro w którym przeglądało się jej życie w drobny mak...
Autorki zaś podjęły syzyfowy wysiłek pozbierania tego co tylko się da w jej składną biografię.
I udało się!
Pomimo całej skromności, ba wręcz skrytości noblistki, Szczęsna i Bikont potrafiły z tych odłamków wydobyć refleksy prawdziwej poetki i pokazać nam kim była i co może najważniejsze jaka była.
To naprawdę dobra biografia, nie prześlizguje się jedynie po faktach i datach, ale stara się uchwycić istotę swej bohaterki, ukazać jej pasje, obawy, miłości i... codzienność.
Nakreśla nam ewolucję młodej wierzącej komunistki, w dojrzałą i mądrą kobietę, nie bojącą się dyskusji na temat błędów młodości.
Jest w tej biografii wiele prawdy, są rozczarowania, trochę goryczy i przede wszystkim dużo ciepła.
Szymborska jawi nam się tu jako osoba która pisanie ukochała ponad wszystko... i myślę że stąd ten nobel.
Kraków bez Szymborskiej, Lema czy Miłosza, to jakby inny Kraków...
Czytajcie o Szymborskiej i czytajcie "Szymborską", bo warto :)
"Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody."
Serdecznie polecam!
Aby chronić swą prywatność, Szymborska rozbiła lustro w którym przeglądało się jej życie w drobny mak...
Autorki zaś podjęły syzyfowy wysiłek pozbierania tego co tylko się da w jej składną biografię.
I udało się!
Pomimo całej skromności, ba wręcz skrytości noblistki, Szczęsna i Bikont potrafiły z tych odłamków wydobyć refleksy prawdziwej poetki i pokazać nam kim była i co...
2018-12-18
Love will tear us apart - i to w zasadzie jest motto całej tej opowieści.
Można oczywiście ten tekst całkiem udatnie przetłumaczyć jako - miłość nas rozdzieli... cóż z grubsza polukrowane i do radioodbiornika się nadaje.
Jednakże do mnie znacznie bardziej przemawia tłumaczenie popełnione przez nieodżałowanego Tomka Beksińskiego jeszcze w głębokich latach osiemdziesiątych...
A brzmi ono tak: miłość rozszarpie nas na strzępy (kawałki) i myślę że ta wersja jest o niebo bliższa temu, w jakim stanie mentalnym był Ian pisząc ten tekst.
Prawie dokładnie trzynaście miesięcy temu przeczytałem inną historię Iana Curtisa i Joy Division - "Joy Division od środka. Nieznane przyjemności".
Przeczytałem i napisałem później o swych wrażeniach po lekturze, narratorem i autorem tamtej opowieści był Peter Hook, legendarny basista, legendarnej kapeli.
Literacko było tak sobie, ale ogrom informacji o zespole, atmosferze muzycznego undergroundu, trasach, nagraniach, nastrojach i o samym Curtisie wreszcie, nie do przecenienia.
Narracja Deborah Curtis siłą rzeczy jest nieco inna, bardziej osobista, znacznie bardziej emocjonalna. A sam styl autorki, pomimo dość trudnego dla niej tematu, jest przystępniejszy, myślę że po prostu ma nieco lżejsze pióro, niż Hooky. Choć nadal jest to poziom daleki od profesjonalizmu.
Historia Deborah i Iana zaczyna się kiedy oboje mieli po 16 lat, zauroczenie, zadurzenie, marzenia, wspólne plany, ślub, brak funduszy, choroba męża i wreszcie jego wymarzony zespół.
I im więcej Joy Division było w życiu Iana, tym mniej Iana było w życiu jego żony...
Gorzka to lektura, pokazująca jak bardzo introwertyczną i skupioną na sobie osobą był człowiek który pomimo tak młodego wieku, niewiele ponad 20 lat, zawrócił kijem historię muzyki rockowej.
Autorka zwraca również naszą uwagę na depresyjną naturę męża, na jego fascynację śmiercią, a w szczególności tą samobójczą, przypomina iż już jako nastolatek mówił że pragnie umrzeć młodo.
Opisuje też jego romans z Annik, swój ból z tym związany, coraz częstsze ataki epilepsji Iana, oraz powolny rozpad ich związku.
Z całej biografii wyziera żal, żal za tym, że coś co było tak dobre, nie mogło działać dłużej, zupełnie jak gdyby miłość rozszarpywała wszystko na strzępy...
You cry out in your sleep,
All my failings exposed.
And theres a taste in my mouth,
As desperation takes hold.
Just that something so good just can’t function no more.
But love, love will tear us apart again.
Serdecznie polecam.
PS
W bonusie otrzymujemy całe stado tekstów Iana wraz z tłumaczeniami :)
Love will tear us apart - i to w zasadzie jest motto całej tej opowieści.
Można oczywiście ten tekst całkiem udatnie przetłumaczyć jako - miłość nas rozdzieli... cóż z grubsza polukrowane i do radioodbiornika się nadaje.
Jednakże do mnie znacznie bardziej przemawia tłumaczenie popełnione przez nieodżałowanego Tomka Beksińskiego jeszcze w głębokich latach...
2019-01-13
Gdybym to ja wpadł na pomysł napisania o swoim ojcu, to pewnie nikt by tego nie wydał, a nawet jeśli, to zapewne nikt nie zwróciłby na to uwagi...
Ale Lemem będąc, tako jako ów Tomek, niezawodnie potomek ojca swego, niezmiernie sławnego, to i publikatora się ma niejako z urzędu, a i publika niechybnie się znajdzie.
Autor taki jak Tomasz Lem, problem niejaki może mieć, gdyż niechybnie słowa jego, do słów ojca sławnego porównywane być muszą bo inaczej to ani rusz.
I jak takowe przez lupę oglądane słowa wypadają?
Ano szczupło tak jakoś, jednak tata rękę miał wprawniejszą dalece, a i piór lżejszych niechybnie używać raczył... Choć i syn polszczyzną włada wprawnie i sprawnie.
Jednakowoż odnoszę wrażenie iż stóp z dziesiątek azali i więcej może, to jabłko od jabłonki swej padło i tak do końca nie wiem czym miało być to, co czytać mi wypadło?
Biografia to żadna zaiste, ot garść wspomnień luźno dość powiązanych ze sobą, sklejonych Stanisława osobą.
Literatura to też niewielka, ot książeczka, książczyna, tekstu kapka, no ze dwie może i fotek parę, nic wielkiego, nic ponad miarę...
Zaiste całkiem mała to literaturka i byłaby wyszła z tego całkiem udatna laurka, gdyby nie to, że przez słodkie litery przebija fakt iż Stach, to był niezły kawał cholery...
Pan Tomasz włożył sporo wysiłku w przedstawienie ojca w pozytywnym świetle, ale wyraźnie da się wyczuć, iż ich relacje nie były zbyt ciepłe.
Książka taka sobie, ani specjalnie zła, ani dobra, trochę anegdot, trochę wspomnień, ale kim tak na prawdę był Lem, raczej się z niej nie dowiemy.
Gdybym to ja wpadł na pomysł napisania o swoim ojcu, to pewnie nikt by tego nie wydał, a nawet jeśli, to zapewne nikt nie zwróciłby na to uwagi...
Ale Lemem będąc, tako jako ów Tomek, niezawodnie potomek ojca swego, niezmiernie sławnego, to i publikatora się ma niejako z urzędu, a i publika niechybnie się znajdzie.
Autor taki jak Tomasz Lem, problem niejaki może mieć, gdyż...
2018-12-22
Yuval Noah Harari, powiedział kiedyś:
"Historia to opowieść o tym, co garstka ludzi robiła w czasie, gdy cała reszta ludzkości orała pola i nosiła wodę"
I myślę że stwierdzenie to doskonale oddaje istotę życia Jima Osterberga, znanego szerzej jako Iggy Pop, ten facet po prostu robił wszystko aby nie zostać zapomnianym i wygląda na to, że mu się udało...
A książka amerykańskiego dziennikarza muzycznego Paula Trynki, z całą pewnością do tego niezapominania walnie się przyczyni.
Trynka, to jakiś fenomen pisarski jest niezawodnie, użył w swej pracy słów tak magicznych że oczy wprost przyklejały się do papieru i pochłonąłem ją w dwa dni... całe 498 stron!
To ani chybi jakieś czary być muszą, bo przecież gdyby muzyka globusem była, Iggy Pop z całą pewnością dryfowałby gdzieś na antypodach moich muzycznych zainteresowań.
Ba, szczerze powiedziawszy kojarzyłem człeka dość mgliście... z pewnym: La la la la la la la la*
Skąd więc pomysł na tę właśnie książkę?
Ano było o the Stooges w biografii Curtisa, w autobiografii Kiedisa, wspominał o nich Staszewski, natrafiam na ich tropy kartkując książkę Lydona, normalnie połączenia do kwadratu - to i pomyślałem sobie: "kie licho? sprawdzić trza".
The Stooges to oczywiście kapela Jima Osterberga, a rzeczony to nikt inny jak Iggy Pop we własnej osobie...
Powiedziałem sprawdzam... i nie żałuję!
Ta biografia to niezwykła opowieść o życiu i twórczości pewnego inteligentnego chłopaka z osiedla przyczep mieszkalnych, który pewnego dnia odbił się od dachu jednej z nich tak mocno, że wylądował dopiero na pozycji żywej legendy popkultury.
Ale zanim do tego doszło, chłopakowi po drodze kompletnie odbiło, autor podsumował to tak:
"Gdyby Iggy nie istniał, chyba nikt nie odważyłby się go wymyślić. Bo kto przy zdrowych zmysłach uwierzyłby w kogoś tak pokręconego?"
A czegóż to w tym długim locie nie było: pijaństwo, narkomania, seksoholizm, samookaleczenia, rynsztok, złodziejstwo, żebranina, porzucenie syna, życie na walizkach, życie w Berlinie, wielka przyjaźń z Dawidem Bowie, szpital psychiatryczny, Warszawa, powrót w chwale i co tam jeszcze chcecie...
Personalnie Iggy to nie mój typ, zupełnie, ale książka napisana świetnie, no może momentami zalatuje ubóstwieniem bohatera, ale zważywszy na miłość autora do muzyki...
Serdecznie polecam.
* to oczywiście "Passenger"
Yuval Noah Harari, powiedział kiedyś:
"Historia to opowieść o tym, co garstka ludzi robiła w czasie, gdy cała reszta ludzkości orała pola i nosiła wodę"
I myślę że stwierdzenie to doskonale oddaje istotę życia Jima Osterberga, znanego szerzej jako Iggy Pop, ten facet po prostu robił wszystko aby nie zostać zapomnianym i wygląda na to, że mu się udało...
A książka...
2018-12-27
Yuval Noah Harari, powiedział kiedyś:
"Historia to opowieść o tym, co garstka ludzi robiła w czasie, gdy cała reszta ludzkości orała pola i nosiła wodę" *
I myślę że stwierdzenie to doskonale oddaje istotę życia Davida Roberta Jonesa, znanego szerzej jako David Bowie, ten facet zrobił bardzo wiele aby nie zostać zapomnianym i wdrapać się na sam szczyt... normalnie "Numero Uno, stary!"
Książka amerykańskiego dziennikarza muzycznego Paula Trynki - David Bowie. STARMAN. Człowiek, który spadł na ziemię, z całą pewnością przyczyni się do utrwalenia jego legendy.
Trynka, to zawołany fan Iggy'ego Popa, który pisząc jego biografię zauważył jak niezwykła relacja łączyła go z Davidem Bowiem. Przyjaźń obu rockmanów stała się punktem wyjścia do napisania tej niezwykłej biografii. Fenomen pisarski amerykańskiego dziennikarza objawił się w tej pracy powtórnie, Trynka czaruje słowem, ma w sobie wręcz niezwykłą pasję do muzyki i to widać i czuć na każdej stronie jego książki.
Całe te 500 stron druku, to podróż na wskroś i na przełaj poprzez muzyczny życiorys człowieka zmiennego jak kameleon, wchłaniającego wszelakie mody i style, a jednak bynajmniej nie wtórnego.
To niezawodnie jakaś magiczna receptura na konstruowanie wciągających zdań sprawiła iż czytało mi się tę pracę tak dobrze, bo przecież gdyby muzyka była globusem, to David z całą pewnością dryfowałby gdzieś na antypodach moich muzycznych zainteresowań, tuż obok swego kumpla Iggiego.
Skąd więc pomysł na tę właśnie książkę?
Ano było wiele o tej postaci w poprzedniej przeczytanej przeze mnie biografii... pomyślałem sobie: "skoro tak wiele ich łączyło, sprawdzić trza, jak to od tej drugiej strony było".
Tutaj to już chyba mamy połączenia do sześcianu, chęć przeczytania książki, wypływająca z przeczytania książki, którą przeczytało się po przeczytaniu poprzedniej książki...
Sprawdziłem... i nie żałuję!
Ta biografia to niezwykła opowieść o życiu i twórczości pewnego ambitnego chłopaka z drugorzędnej dzielnicy Londynu, który pewnego dnia postanowił że zostanie "Numero Uno", parł do przodu jak czołg i nie zatrzymał się wcześniej, niż na pozycji legendy popkultury.
Ale zanim do tego doszło, chłopak po drodze pomagał zapomnianym już nieco amerykanom jak Lou Reed czy Iggy Pop, zajmując się produkcją ich płyt, na ile bezinteresownie, tę tajemnicę David zabrał ze sobą na drugą stronę...
A czegóż w tym długim scenicznym żywocie nie było: upadki i wzloty, miłość do Angie, miłość do kokainy, symulowany homoseksualizm (choć pierwsza żona Davida twierdzi iż jego związek z Mickiem Jaggerem to fakt), kosmiczne ilości nikotyny, życie intelektualne w Berlinie, niezwykła przyjaźń z Iggym popem, brytyjski Hitler, Warszawa, nowojorska przyjaźń z Johnem Lennonem, aktorstwo, malarstwo, związek z Iman, rak... i co tam jeszcze chcecie...
Personalnie David to nie mój typ, są tacy którzy zarzucają mu wtórność a nawet uciekanie się do plagiatu... ale czy to rzeczywiście jest wadą?
Podobno sam wielki Pablo Picasso powiedział kiedyś: "Dobrzy artyści kopiują, geniusze kradną"
I niech tak już zostanie...
Serdecznie Polecam.
* Dwie moje opinie, o dwu biografiach, dwu bliskich sobie osób, autorstwa jednego pisarza, zaczynające się jednym cytatem...
Nie przez przypadek i nie z lenistwa to uczyniłem, chodziło mi o podkreślenie tego, jak bardzo ten cytat do obu tych panów pasuje, obaj pragnęli zapisać się na kartach historii i raczej nie przebierali w środkach by to osiągnąć...
Choć oczywiście każdy z nich na swój własny sposób...
Yuval Noah Harari, powiedział kiedyś:
"Historia to opowieść o tym, co garstka ludzi robiła w czasie, gdy cała reszta ludzkości orała pola i nosiła wodę" *
I myślę że stwierdzenie to doskonale oddaje istotę życia Davida Roberta Jonesa, znanego szerzej jako David Bowie, ten facet zrobił bardzo wiele aby nie zostać zapomnianym i wdrapać się na sam szczyt... normalnie...
2018-12-05
Butny faszysta... ten podtytuł polski wydawca wykoncypował z pewnością ze znanego powszechnie faktu iż Mussolini zwykł nosić buty...
W oryginale szwedzkim pełny tytuł brzmi: "Mussolini. En studie i makt", co na język bardziej zrozumiały w naszych szerokościach geograficznych przełożyć można jako "Mussolini. Studium władzy".
Nie żebym jakoś specjalnie potrafił porozumiewać się w języku wikingów, ale Google twierdzi że w oryginalnym tytule nie uświadczysz żadnego buta... No chyba że pomysłodawcy polskiego tytułu chodzi o półwysep apeniński, który niewątpliwie zdekompletowane obuwie przypomina.
Wracając do treści samej opowieści, biografia to dość nietypowa, rzekłbym iż miejscami mało biograficzna. Zdarzają się w niej rozdziały w których Duce jest wręcz niewidzialny, tak wiem był niewysoki ale żeby aż tak?
Na wstępie autor funduje nam szerokokątny pejzaż Włoch, końca XIX i początków XX wieku, dla osób jak ja nieobeznanych z tematem, lektura to wciągająca a i pouczająca zarazem.
Ale Benito, gdzieś nam się zawieruszył w tym apenińsko-politycznym landszafcie... ach tak, przecież on pacholęciem będąc rozmiary jeszcze mniej skonkretyzowane mieć musiał niż w późniejszych czasiech i stąd ta niska zawartość Mussoliniego w jego własnej biografii.
Dalej jest już bardziej Musoliniaście, a co za tym idzie znacznie ciekawiej, no przynajmniej dla mnie, bo ja już tak jakoś mam że lubię biografie ludzi, a nie okoliczności i warunków...
Rodzina, nauka, praca, wojna, dziennikarstwo, socjalizm, niezadowolenie, dryf na prawo, oportunizm, dojście do władzy, pierwsze sukcesy.
Benito w pierwszej połowie swego życia, był niesłychanym wręcz pragmatykiem, obserwował, kalkulował, nie wyrywał się przed szereg, wkraczał dopiero kiedy miał całkowitą pewność że warto.
Dzięki takiej postawie został premierem, a w efekcie Il Duce, zainicjował industrializację kraju, budowę autostrad, osuszane bagien, meliorację i mechanizację rolnictwa.
Ale sukcesy odmieniły Mussoliniego, zaczął popadać w megalomanię, nabrał też z czasem przeświadczenia o swej nieomylności.
Göran Hägg przedstawia nam Duce jako człowieka słabego zdrowia, można rzec nawet schorowanego. Jego dążenie do jednowładztwa odseparowało go od innych ludzi, został praktycznie sam. Nie dzielił ciężaru podejmowania decyzji ze współpracownikami, brał na siebie nie tylko funkcję premiera, ale również po kilka tek ministerialnych na raz, co wiązało się z bezustanną presją. Skutkiem życia w dużym stresie była choroba wrzodowa żołądka, powodująca poważne problemy gastryczne i permanentny ból, który była w stanie uśmierzyć jedynie morfina...
Mussolini aż do połowy lat trzydziestych jawi nam się jako sprawny polityk i administrator, jednakże późniejsze lata to istny festiwal jego pomyłek z których niewątpliwie największą był sojusz z niejakim Adolfem H. znanym szerzej jako Führer. Sojusz ów doprowadził do wasalizacji Włoch a w efekcie do upadku samego Duce i ruiny kraju.
Książka niewątpliwie wartościowa, choć ja osobiście preferuję biografie bardziej skupione na osobie ich bohatera, a nieco mniej na czasach, miejscach i okolicznościach...
Niemniej jednak poczytać warto!
Butny faszysta... ten podtytuł polski wydawca wykoncypował z pewnością ze znanego powszechnie faktu iż Mussolini zwykł nosić buty...
W oryginale szwedzkim pełny tytuł brzmi: "Mussolini. En studie i makt", co na język bardziej zrozumiały w naszych szerokościach geograficznych przełożyć można jako "Mussolini. Studium władzy".
Nie żebym jakoś specjalnie potrafił porozumiewać...
2018-09-10
To że Polański dobrym reżyserem jest, było dla mnie sprawą oczywistą.
Jednakże odkrycie iż jest tak wspaniałym gawędziarzem, było dla mnie miłym zaskoczeniem.
Autor, za pomocą niezwykle lekkiego i klarownego języka, oprowadza nas po swoim życiu, od jego zarania aż po lata osiemdziesiąte...
Opisuje swe okupacyjne perypetie w Krakowskim getcie, wywózkę rodziców do obozów, okrucieństwo i bezwzględność Niemców.
Swe powojenne fascynacje sportem, chuligańskie wybryki, mroki stalinizmu w Krakowie i Łodzi, trudne lata nauki w Łódzkiej "filmówce".
Aż po zachłyśnięcie się "zachodem" i emigrację...
W swej autobiografii Roman Polański umiejętnie buduje nastrój, przedstawia nam siebie, jako sympatycznego faceta który po prostu da się lubić...
Opowiada nam o swej spełnionej miłości, i o bezgranicznym bólu, po stracie żony Sharon Tate.
W sposób brawurowy zdobywa pełnię naszej uwagi i sympatię... aż do nieszczęsnej historii z Samanthą...
Powiem tak, pojęcia nie mam czy wyrok za gwałt na nieletniej, był zgodny czy niezgodny z sądową procedurą. Nie wiem też czy zostały spełnione wszelkie wymagania formalne kalifornijskiego prawodawstwa... I po prostu nie wnikam.
Dla mnie akt seksualny 40 letniego faceta z trzynastolatką, to ni mniej ni więcej tylko pedofilia... i nie ważne jest jak bardzo w jego opinii tego chciała.
Zdrowy moralnie człowiek, wysłałby ją do odrabiania zadań domowych, a nie udzielałby małolacie praktycznych korepetycji z seksuologii.
I wypisywanie pierdoł w rodzaju: powiedziała mi że zaczęła współżycie w wieku lat ośmiu... niczego tu nie usprawiedliwia!
Książka napisana świetnie, postać autora niezaprzeczalnie ciekawa, aczkolwiek nie do końca sympatyczna.
Poczytać warto.
To że Polański dobrym reżyserem jest, było dla mnie sprawą oczywistą.
Jednakże odkrycie iż jest tak wspaniałym gawędziarzem, było dla mnie miłym zaskoczeniem.
Autor, za pomocą niezwykle lekkiego i klarownego języka, oprowadza nas po swoim życiu, od jego zarania aż po lata osiemdziesiąte...
Opisuje swe okupacyjne perypetie w Krakowskim getcie, wywózkę rodziców do obozów,...
2017-04-09
To zdecydowanie moja ulubiona biografia Jobsa, z pewnością nie jest tak popularna jak książka Waltera Isaacsona - "Steve Jobs" ale autorzy pokazują nam coś, co Isaacsonowi chyba trochę umknęło...
Z pozycji tej dowiadujemy się że Jobs był nie tylko gburowatym geniuszem, był również wielowymiarowym człowiekiem.
I właśnie ten element ludzki współzałożyciela Apple jest tym, co w tej książce najbardziej cenię.
"Droga Steve'a Jobsa" to wciągająca podróż, epopeja w której niedojrzały i arogancki chłopak z wolna przepoczwarza się w charyzmatycznego biznesmena.
Schlender i Tetzeli uchwycili w doskonały sposób istotę tej przemiany prowadząc nas przez burzliwe życie swego bohatera.
Podzielili się nami jego fascynacjami i marzeniami, sukcesami i nieporozumieniami z Wozniakiem, pokazali upadek, niepowodzenia z Next, aż po triumf studia Pixar i wielki powrót do Apple'a.
Moim zdaniem "Droga" to lektura bardziej osobista, emocjonalna, głębsza, bardziej inspirująca i żywa niż inne biografie Jobsa które czytałem.
"iCon" czy "Steve Jobs, człowiek, który myślał inaczej" to z pewnością książki rzeczowe ale suche, wypełnione po brzegi wydarzeniami i datami z życia Steve'a Jobsa, lecz niejako bez Steve'a Jobsa.
Myślę że trudno będzie napisać o Stevie cieplej i sympatyczniej, no chyba że zrobi to ktoś z rodziny :)
Serdecznie polecam.
To zdecydowanie moja ulubiona biografia Jobsa, z pewnością nie jest tak popularna jak książka Waltera Isaacsona - "Steve Jobs" ale autorzy pokazują nam coś, co Isaacsonowi chyba trochę umknęło...
Z pozycji tej dowiadujemy się że Jobs był nie tylko gburowatym geniuszem, był również wielowymiarowym człowiekiem.
I właśnie ten element ludzki współzałożyciela Apple jest tym, co...
2017-12-16
Cóż przyznać muszę, iż był taki czas, kiedy myślałem że "Steve Jobs" Waltera Isaacsona to najlepiej napisana biografia ever...
Książka ta postawiła poprzeczkę tak wysoko, że każdy kolejny przeczytany "życiorys" wyglądał przy niej jak dziecinna próba pozbierania do kupy faktów i dat.
Było tak, aż do teraz... "Człowiek, który zrozumiał naturę" to książka która po prostu sama się czyta.
Humboldt narysowany jest w niej tak żywo, tak sympatycznie, tak realnie że po lekturze czuję się tak, jak gdybym znał Go osobiście.
To nie jest typowa "laurka", nie jest to również pean na piedestale ku czci.
Autorka posługując się chyba jakimś szóstym zmysłem, na tych 544 stronach zawarła istotę życia naturalisty i podróżnika.
Z głębokim zrozumieniem i empatią opisała jego pasje, marzenia, rozterki i wreszcie przyjaźnie, tak męskie przyjaźnie Humboldta, które w jego epoce dały początek wielu niesmacznym plotkom.
Alexander był zagorzałym republikaninem i krytykiem kolonializmu, co w ówczesnych Niemczech nie było najlepiej postrzegane.
Jego poglądy zainspirowały młodego kreola, niejakiego Simóna Bolívara do rozróby w południowoamerykańskich koloniach korony hiszpańskiej, co w efekcie doprowadziło do ich wyzwolenia.
Inspirował Napoleona Bonaparte cesarza francuzów, korespondował z Thomasem Jeffersonem prezydentem USA i strofował go za posiadanie niewolników!
Przyjaźnił się z Johannem Wolfgangiem von Goethe i został mentorem Charlesa Darwina... normalnie człowiek instytucja.
Ta książka to nieomal wzorcowa biografia, wspaniały przykład na to jak należy pisać tego typu literaturę!
Oczywiście zawiera mnóstwo faktów, wspomnień, cytatów i dat, ale podane jest to wszystko w taki sposób, że dzięki niej, zacząłem rozglądać się za biografiami intensywniej :)
Serdecznie polecam.
Cóż przyznać muszę, iż był taki czas, kiedy myślałem że "Steve Jobs" Waltera Isaacsona to najlepiej napisana biografia ever...
Książka ta postawiła poprzeczkę tak wysoko, że każdy kolejny przeczytany "życiorys" wyglądał przy niej jak dziecinna próba pozbierania do kupy faktów i dat.
Było tak, aż do teraz... "Człowiek, który zrozumiał naturę" to książka która po prostu...
Wygląda na to że Walter Isaacson jest człowiekiem który urodził się po to, aby pisać świetne biografie!
Tym razem jednak, nie jest to biografia żadnej znanej nam z historii postaci, co sprawia że jest ona powiedzmy... dość nietypowa.
Jest to opowieść o narodzinach, dzieciństwie i dojrzewaniu pewnej idei, idei która zmaterializowała się w naszym świecie i stała się czymś tak powszechnym i oczywistym, że jej efekty są nieomal niepostrzegalne.
Śmiało można rzec że jest to doskonale napisana, porywająca, fascynująca, opisana za pomocą not biograficznych jej pomysłodawców i twórców, biografia pewnej maszyny, cyfrowej maszyny, znanej powszechnie jako komputer.
Isaacson w swej książce opisuje dzieje owej maszyny i całej rzeszy jej współczesnych powinowatych schwytanych w sieć. Spoglądając na nie poprzez pryzmat zmagań pomysłodawców, twórców, ojców, ciotek, prababek i innych cudaków, których losy nierozerwalnie splecione są z ideą cyfryzacji.
Czegóż to możemy się z tej księgi (760 stron!) dowiedzieć?
Ano rzeczy raczej niezwykłej i chyba w powszechnej świadomości jeszcze nieobecnej .
Otóż, idea komputera pojawiła się już w XIX wieku, a nawet wcześniej!
Niejaki Charles Babbage - angielski matematyk, astronom i mechanik wynalazł i zbudował ustrojstwo zatytułowane - Maszyna różnicowa. Jego wynalazek zainteresował pewną młodą damę, nazywała się ona Ada hrabina Lovelace i żeby było jeszcze ciekawiej, była córką George'a Byrona znanego podówczas powszechnie, romantyka wierszoklety.
Ada okazała się znacznie mniej romantyczna niż ojciec i zamiast wyszywać makatki jako przystało porządnej damie, zdobyła wykształcenie matematyczne (jako jedna z pierwszych kobiet w całym imperium!)
Dostrzegła ona niesamowity potencjał w urządzeniu Babbage'a.
Dumała i dumała i wykoncypowała sobie że można by stworzyć coś, co sprawiłoby aby praca urządzenia była programowalna. Dzięki temu dałoby się poszerzyć profil jego zastosowań i tak w jej głowie pojawił się pierwszy algorytm, pradziadek wszystkich programów komputerowych.
Maszyna okazała się jednak zbyt prosta i Babbage musiał zaprojektować nową którą nazwał - Maszyną analityczną, niestety z przyczyn finansowych nie zdołał zrealizować tego projektu. Kto wie jak potoczyłyby się losy ludzkości, gdyby mu się udało, być może żylibyśmy w świecie przypominającym ten z powieści steampunkowych ;)
OK, powróćmy do rzeczywistości - prawie sto lat później, projekt maszyny analitycznej stał się inspiracją do skonstruowania pierwszego komputera przez...
Hmmm... żeby się tego dowiedzieć, musicie przeczytać tę książkę :P
Nie jestem geekiem komputerowym ani zbytnim fanem elektroniki. Ba, można śmiało powiedzieć że moja wiedza w tej dziedzinie ogranicza się do umiejętności włączenia i wyłączenia komputera (no, jak widać wiem też jak korzystać z klawiatury). Muszę jednak stwierdzić że lektura "Innowatorów" pochłonęła mnie bez reszty.
Serdecznie polecam.
Wygląda na to że Walter Isaacson jest człowiekiem który urodził się po to, aby pisać świetne biografie!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem jednak, nie jest to biografia żadnej znanej nam z historii postaci, co sprawia że jest ona powiedzmy... dość nietypowa.
Jest to opowieść o narodzinach, dzieciństwie i dojrzewaniu pewnej idei, idei która zmaterializowała się w naszym świecie i stała się czymś...