-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać43 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać444
Biblioteczka
2017-08-07
2017-11-27
Pamietam jak dziś, kiedy miałem jakieś 14 lat (a było to około 10400000 lat temu) usłyszałem Atmosphere w radiu i przepadłem. Można śmiało powiedzieć że od tamtej pory duch Joy Division nawiedza mnie dość regularnie.
Jako że bardzo sobie cenię twórczość tej załogi, a i czytać lubię niepomiernie, książka "Nieznane przyjemności" napełniła me serce niekłamaną radością.
Po lekturze muszę powiedzieć iż Peter Hook, naprawdę przyłożył się do roboty, w dość zajmujący sposób zaserwował nam całe oceany faktów z historii zespołu. Nakarmił nas smakowitą atmosferą brytyjskiego undergroundu końca lat 70-tych, normalnie ciary na plerach - po prostu "Punk's not dead"
Hooky, dzieli się z nami własnym spojrzeniem na problemy i postać Iana Curtisa, trochę go demitologizując. Dzięki niemu możemy zobaczyć młodego, zagubionego chłopaka z robotniczej dzielnicy i zrozumieć że postać z medialnych ołtarzyków to nie Ian, a jedynie jego cień, połączony pępowiną z naszymi portfelami.
W końcowych rozdziałach poczujemy również subtelną nutę goryczy, "mogliśmy zachować się inaczej", "gdybyśmy byli bardziej dojrzali", "jeśli tylko bylibyśmy mniej zadufani w sobie"... Tak, co by było gdyby...
Ale jest jak jest, a jest w tej pozycji:
392 strony ciekawej lektury,
392 strony bezsprzecznie zdolnego basisty,
392 strony całkiem niezłego gawędziarza.
I na koniec 392 strony faceta który erudytą z pewnością nie jest, więc "duchowej uczty" nie ma co oczekiwać...
Serdecznie polecam, nie tylko fanom Joy Division
Pamietam jak dziś, kiedy miałem jakieś 14 lat (a było to około 10400000 lat temu) usłyszałem Atmosphere w radiu i przepadłem. Można śmiało powiedzieć że od tamtej pory duch Joy Division nawiedza mnie dość regularnie.
Jako że bardzo sobie cenię twórczość tej załogi, a i czytać lubię niepomiernie, książka "Nieznane przyjemności" napełniła me serce niekłamaną radością.
Po...
2017-04-09
To zdecydowanie moja ulubiona biografia Jobsa, z pewnością nie jest tak popularna jak książka Waltera Isaacsona - "Steve Jobs" ale autorzy pokazują nam coś, co Isaacsonowi chyba trochę umknęło...
Z pozycji tej dowiadujemy się że Jobs był nie tylko gburowatym geniuszem, był również wielowymiarowym człowiekiem.
I właśnie ten element ludzki współzałożyciela Apple jest tym, co w tej książce najbardziej cenię.
"Droga Steve'a Jobsa" to wciągająca podróż, epopeja w której niedojrzały i arogancki chłopak z wolna przepoczwarza się w charyzmatycznego biznesmena.
Schlender i Tetzeli uchwycili w doskonały sposób istotę tej przemiany prowadząc nas przez burzliwe życie swego bohatera.
Podzielili się nami jego fascynacjami i marzeniami, sukcesami i nieporozumieniami z Wozniakiem, pokazali upadek, niepowodzenia z Next, aż po triumf studia Pixar i wielki powrót do Apple'a.
Moim zdaniem "Droga" to lektura bardziej osobista, emocjonalna, głębsza, bardziej inspirująca i żywa niż inne biografie Jobsa które czytałem.
"iCon" czy "Steve Jobs, człowiek, który myślał inaczej" to z pewnością książki rzeczowe ale suche, wypełnione po brzegi wydarzeniami i datami z życia Steve'a Jobsa, lecz niejako bez Steve'a Jobsa.
Myślę że trudno będzie napisać o Stevie cieplej i sympatyczniej, no chyba że zrobi to ktoś z rodziny :)
Serdecznie polecam.
To zdecydowanie moja ulubiona biografia Jobsa, z pewnością nie jest tak popularna jak książka Waltera Isaacsona - "Steve Jobs" ale autorzy pokazują nam coś, co Isaacsonowi chyba trochę umknęło...
Z pozycji tej dowiadujemy się że Jobs był nie tylko gburowatym geniuszem, był również wielowymiarowym człowiekiem.
I właśnie ten element ludzki współzałożyciela Apple jest tym, co...
2017-12-16
Cóż przyznać muszę, iż był taki czas, kiedy myślałem że "Steve Jobs" Waltera Isaacsona to najlepiej napisana biografia ever...
Książka ta postawiła poprzeczkę tak wysoko, że każdy kolejny przeczytany "życiorys" wyglądał przy niej jak dziecinna próba pozbierania do kupy faktów i dat.
Było tak, aż do teraz... "Człowiek, który zrozumiał naturę" to książka która po prostu sama się czyta.
Humboldt narysowany jest w niej tak żywo, tak sympatycznie, tak realnie że po lekturze czuję się tak, jak gdybym znał Go osobiście.
To nie jest typowa "laurka", nie jest to również pean na piedestale ku czci.
Autorka posługując się chyba jakimś szóstym zmysłem, na tych 544 stronach zawarła istotę życia naturalisty i podróżnika.
Z głębokim zrozumieniem i empatią opisała jego pasje, marzenia, rozterki i wreszcie przyjaźnie, tak męskie przyjaźnie Humboldta, które w jego epoce dały początek wielu niesmacznym plotkom.
Alexander był zagorzałym republikaninem i krytykiem kolonializmu, co w ówczesnych Niemczech nie było najlepiej postrzegane.
Jego poglądy zainspirowały młodego kreola, niejakiego Simóna Bolívara do rozróby w południowoamerykańskich koloniach korony hiszpańskiej, co w efekcie doprowadziło do ich wyzwolenia.
Inspirował Napoleona Bonaparte cesarza francuzów, korespondował z Thomasem Jeffersonem prezydentem USA i strofował go za posiadanie niewolników!
Przyjaźnił się z Johannem Wolfgangiem von Goethe i został mentorem Charlesa Darwina... normalnie człowiek instytucja.
Ta książka to nieomal wzorcowa biografia, wspaniały przykład na to jak należy pisać tego typu literaturę!
Oczywiście zawiera mnóstwo faktów, wspomnień, cytatów i dat, ale podane jest to wszystko w taki sposób, że dzięki niej, zacząłem rozglądać się za biografiami intensywniej :)
Serdecznie polecam.
Cóż przyznać muszę, iż był taki czas, kiedy myślałem że "Steve Jobs" Waltera Isaacsona to najlepiej napisana biografia ever...
Książka ta postawiła poprzeczkę tak wysoko, że każdy kolejny przeczytany "życiorys" wyglądał przy niej jak dziecinna próba pozbierania do kupy faktów i dat.
Było tak, aż do teraz... "Człowiek, który zrozumiał naturę" to książka która po prostu...
2017-05-05
Ta książka jest trochę jak czerwona pigułka w ręku Morfeusza...
Weźmiesz i już nigdy nie spojrzysz na Amerykę tak samo.
Znany historyk z Boston University, Howard Zinn wiedząc o tym iż "historię zwykle piszą zwycięzcy", zebrał się w sobie, przekopał tony dokumentów, akt, pamiętników i tekstów źródłowych, po czym skompilował to wszystko i zaprezentował nam alternatywną opowieść o losach swego kraju, tym razem widzianą oczyma tych przegranych.
Zaczął trochę szerzej, bo poza granicami USA, a mianowicie na Hispanioli.
Hispaniola we współczesnej literaturze polskiej znana jako Haiti, została "odkryta" w 1492 roku, przez niejakiego Cristóbala Colón, czy może bardziej swojsko - Krzysztofa Kolumba.
Krzysztof ów, w historiografii białego człowieka przedstawiany jest jako żeglarz, podróżnik, romantyczny bohater, heros... nieomal na miarę Odyseusza!
A tymczasem, spoglądając na jego postać oczyma rdzennych mieszkańców Ameryki, zaczyna nam się jawić jako taki skarlały Hitlerek, no wiecie: przybyłem, zobaczyłem, zniszczyłem.*
I im dalej w las, tym więcej drzew...
Weźmy na tapetę chociażby owianych już dziś legendą kolonistów z "Mayflower".
Kiedy przymierali głodem, "dzikusy" podzieliły się z nimi swymi skromnymi zasobami, w podzięce za co, biali kiedy tylko zaczęło im się lepiej powodzić, zagrabili ich ziemię i zasoby, ot odmienna kultura.
Od początku swego istnienia Stany Zjednoczone, nie dotrzymały warunków ani jednego traktatu zawartego z przedstawicielami rdzennej ludności Ameryki, innymi słowy: przybyłem, zobaczyłem, zagrabiłem.**
A ziemi tam był dostatek...
Oczywiście dopiero po wyrugowaniu z niej, jej rdzennych mieszkańców.
Bogaci Anglosasi rozparcelowali ją pomiędzy siebie tworząc olbrzymie latyfundia, kompletnie ignorując roszczenia białej biedoty, uprawiano tam głównie tytoń i oczywiście bawełnę.
Wielogodzinna praca w skwarze, była ponad siły białych najemników a i Indianie nie bardzo dawali radę.
Wdrożono więc genialnie prosty plan, importujmy Afrykanów, oni są nawykli do życia w ekstremalnych warunkach, jak postanowili, tak zrobili: przybyłem, zobaczyłem, zniewoliłem.***
Później w imię poszanowania wolności i prawa do samostanowienia, USA inkorporowały połowę terytorium sąsiedniego Meksyku. W kolejnych latach, na dłuższe lub krótsze okresy anektowały Kubę, Filipiny, Puerto Rico i Hawaje, wszystko to najprawdopodobniej w ramach walki z kolonializmem?
A co było dalej wszyscy chyba wiemy...
Jeśli nie, polecam przeczytać "Ludową historię Stanów Zjednoczonych"
Z poglądami autora można się zgadzać lub nie, z jego interpretacją zgromadzonego materiału również, ale jednego nie można mu odmówić, wykonał cholernie dobrą robotę faktograficzną i chwała mu za to, bo za kilkadziesiąt lat, mogłaby już pozostać jedynie wersja oficjalna...
*, **, *** - Należałoby lepiej udokumentować wszystkie te twierdzenia, poprzeć je odnośnikami do literatury źródłowej. Same stwierdzenia że tak było brzmią z gruntu spekulatywnie i jedni w nie uwierzą inni nie.
Ta książka jest trochę jak czerwona pigułka w ręku Morfeusza...
Weźmiesz i już nigdy nie spojrzysz na Amerykę tak samo.
Znany historyk z Boston University, Howard Zinn wiedząc o tym iż "historię zwykle piszą zwycięzcy", zebrał się w sobie, przekopał tony dokumentów, akt, pamiętników i tekstów źródłowych, po czym skompilował to wszystko i zaprezentował nam alternatywną...
2017-12-29
Andy Weir napisał całkiem dobrą książkę, dzieło omalże epickie, z tym że... niestety, nie jest to ta książka...
Jeśli zaś chodzi o tę powieść popularnego autora, to stwierdzam iż jest ona równie doskonała!
Jednakowoż, doskonałość owa jest nieco innej natury, otóż wolumin rzeczony, jest nieprzeciętnie wręcz... przeciętny.
Po kimś kto napisał "Marsjanina", naprawdę można było oczekiwać czegoś więcej.
Opisy surowych marsjańskich krajobrazów, codzienne zmagania bohatera graniczące z beznadziejnością, sprawiały że człek czuł się częścią tej epopei...
- A tu co?
- Ano nic!
Mierna, oklepana fabuła, byle jaka, grubą krechą naszkicowana bohaterka Jazz Bashara...
Bohaterka, która nawiasem mówiąc jest nader irytująca!
Akcja, jaka akcja? Feliks, Net i Nika mają więcej polotu!
Język zarówno narracji jak i dialogów jest prymitywny wręcz amatorski, aż trudno mi uwierzyć że napisała to ta sama osoba, ten sam Andy?!
Poleciłbym tę pozycję nastolatkom, gdyby nie obawa że mogą się przez nią uwstecznić.
Czekałem na tę książkę i ze smutkiem stwierdzam, iż jest to prawdziwe rozczarowanie.
Tylko dla zdesperowanych, kiedy naprawdę nie ma już co czytać...
Andy Weir napisał całkiem dobrą książkę, dzieło omalże epickie, z tym że... niestety, nie jest to ta książka...
Jeśli zaś chodzi o tę powieść popularnego autora, to stwierdzam iż jest ona równie doskonała!
Jednakowoż, doskonałość owa jest nieco innej natury, otóż wolumin rzeczony, jest nieprzeciętnie wręcz... przeciętny.
Po kimś kto napisał "Marsjanina", naprawdę można...
2017-11-03
2017-01-18
2017-08-26
2017-11-29
De gustibus non est disputandum...
Hmmm cóż, może i tak, ale to zdecydowanie najgorsza książka jaką czytałem w ciągu ostatnich kilku lat!
Jestem krakusem i "Krakowskie klimaty" które oferuje nam autorka w tej powieści, to jakiś totalne nieporozumienie (chyba że opis ów odnosi się do jakiegoś wszechświata równoległego - którego nie rozpoznaję?).
Opisana w książce kamienica musiałaby mieć chyba wielkość Empire State Building żeby pomieścić wszystkie te komnaty, sale, ukryte pomieszczenia i labirynty lochów które w sobie zawiera - halo ziemia! - Kraków to trochę nie ta skala.
Rozumiem że to niby kryminał i środowisko patogenne, ale ilość użytych tu wulgaryzmów po prostu mnie rozwala, bluzgi dla samych bluzgów?
Nie wymagam żeby autorka pisała tak czysto jak Agata Christie, bo to i czasy i obyczaje inne, ale Jo Nesbø jakoś z tym sobie radzi i nie razi.
Główni bohaterowie - Julia, Wiktor i Aron też nie porażają swą głębią, jawią się raczej jak postaci wycięte z pudełka po butach, a ich problemy interpersonalne i seksualne są zdecydowanie naciągane i nieciekawe.
De gustibus non est disputandum... ale mnie ta pozycja dość skutecznie zniechęciła do śledzenia dalszych losów jej bohaterów.
Chcecie poczytać coś ciekawszego?
Proponuję instrukcję obsługi blendera...
Zdecydowanie, nie polecam!
De gustibus non est disputandum...
Hmmm cóż, może i tak, ale to zdecydowanie najgorsza książka jaką czytałem w ciągu ostatnich kilku lat!
Jestem krakusem i "Krakowskie klimaty" które oferuje nam autorka w tej powieści, to jakiś totalne nieporozumienie (chyba że opis ów odnosi się do jakiegoś wszechświata równoległego - którego nie rozpoznaję?).
Opisana w książce...
2017-07-06
Wygląda na to że...
Mój gust literacki kolejny raz o całe parseki rozmija się z gustami innych czytelników?!
Aż dziw bierze że książka ta, ma tak dobre oceny gdyż... jest po prostu słabiusieńka!
Pan Mróz, po przeczytaniu kilku space oper i hard SF, postanowił przecedzić je przez sitko swego umysłu i wrzucić pozostałe fusy w tę pożal się Boże książkę science-fiction.
Poraża mnie widoczny tu na każdej nieomal stronie, brak szacunku dla inteligencji fanów gatunku.
Czy autor rzeczywiście wyobraża sobie, że jeśli tylko zacznie rzucać mięchem (notabene, same dialogi są na żenującym poziomie) i uruchomi kilka podpatrzonych u innych pisarzy schematów, to debile od fruwania po galaktyce to łykną?
Czy też jest na tyle cyniczny, iż zdając sobie sprawę że prawdziwi miłośnicy kosmosu i tak tego wiekopomnego dzieła nie kupią, liczy na wydarcie kilku srebrników z kiesy swych oddanych zwolenników?
Cóż, ta książka to kolejna pozycja która sprawia że staję się coraz bardziej Mrozoodporny.
Wrażenia po przeczytaniu tego "pomnika grafomanii" mogę zawrzeć w jednym zdaniu:
Niech już lepiej Mróz pisze te swoje kryminały!
Ad rem:
Postaci, jałowe... niczym karton z domieszką plastiku zawierającego toksyczne rozpuszczalniki mózgu.
Akcja, żywcem wzięta z greckiej tragedii, co i rusz rozwiązania typu "Deus ex machina".
Prawdopodobnie jest to wynikiem braku pomysłu na logiczne poprowadzenie fabuły.
O języku już wspominałem powyżej, dodam jedynie że to coś, co wysmażył Mróz, urąga naszej pięknej mowie, w znaczącej większości dialogów zawartych pomiędzy okładkami tej książki.
Mówiąc krótko, dno i siedem lat świetlnych mułu...
Tylko dla upartych i zdeterminowanych fanów pisarza.
Wygląda na to że...
Mój gust literacki kolejny raz o całe parseki rozmija się z gustami innych czytelników?!
Aż dziw bierze że książka ta, ma tak dobre oceny gdyż... jest po prostu słabiusieńka!
Pan Mróz, po przeczytaniu kilku space oper i hard SF, postanowił przecedzić je przez sitko swego umysłu i wrzucić pozostałe fusy w tę pożal się Boże książkę...
2017-05-10
2017-06-20
2017-05-14
Czytanie tej książki, jest jak lizanie od zewnątrz słoika z dżemem...
Niby wiesz że coś tam jest w środku i niby zdajesz sobie sprawę z tego, że jest to słodkie i aromatyczne, a jednak w ustach masz tylko posmak szkła i drobinek kurzu.
Akcji, jak to zwykle bywa u Evana Currie całe stada, strzelają się okręty, strzelają się marines, a giną oczywiście przeważnie ciapciaki z Priminae.
Cóż wygląda na to, że Eric Weston jest wyprodukowany z takiego rodzaju gumy, która jest w stanie odbić od siebie wszystko, bez uszczerbku na ciele i umyśle.
Ach przepraszam, byłbym zapomniał przecie on jest Amerykaninem, a takiemu to rola superbohatera należy się niejako z urzędu...
Autor niby coś tam bąka o wspólnym pochodzeniu Imperialnych i Priminae, ale co, jak, dlaczego?
Tego niestety nie wie nikt.
Kolejną tajemniczą, tajemnicą jest fakt, że najstarsze zapiski Prymusów dotyczą czasów kiedy posiadali już oni technologię lotów międzygwiezdnych, co oznaczać może że w życiu swym nie byli jaskiniowcami!
Czyżby ktoś ich stworzył?
Czyżby byli produktem jakiejś bardziej zaawansowanej cywilizacji?
Dlaczego nie pamiętają swej wspólnej przeszłości z imperialnymi?
Dlaczego z tamtych czasów pozostały im jedynie mroczne legendy?
Ludzkie DNA pełne jest tzw śmieci, czyli historycznych naleciałości po gadach, płazach i innych amebach, DNA ludzi z kosmosu: Priminae i Imperialnych jest prawie czyste, jakby ktoś odkurzaczem wyssał wszystko to, co zbędne...
Zaś te nieliczne ocalałe pozostałości śmieciowe są u nich prawie identyczne i znacząco różnią się od naszych, kim więc są?
Tego niestety z tej książki się nie dowiemy, nie dowiemy się gdyż autor kapie informacjami jak zepsuty kran, a to jego monotonne kap, kap, zaczyna mnie nieco irytować.
Co sprawia iż w mej rządnej spisku głowie, rodzą się podejrzenia że nawet on sam, nie ma żadnej koncepcji jak z tego wybrnąć...
A jednak poczytać warto.
Czytanie tej książki, jest jak lizanie od zewnątrz słoika z dżemem...
Niby wiesz że coś tam jest w środku i niby zdajesz sobie sprawę z tego, że jest to słodkie i aromatyczne, a jednak w ustach masz tylko posmak szkła i drobinek kurzu.
Akcji, jak to zwykle bywa u Evana Currie całe stada, strzelają się okręty, strzelają się marines, a giną oczywiście przeważnie ciapciaki z...
2017-09-13
Zanim ta książka wpadła mi w ręce nie miałem pojęcia ile można się dowiedzieć o lesie, obserwując zaledwie metr kwadratowy jego powierzchni?!
Nie miałem pojęcia ile można dowiedzieć się o rzeczach, daleko poza lasem, po prostu obserwując las.
Nie miałem pojęcia ile znaczy las dla ogólnie pojętej ekologii regionu, kontynentu, a nawet całej planety.
Nie miałem wreszcie pojęcia, ile ów las znaczy dla kształtowania się pogody, klimatu, geologii terenu, bioróżnorodności, przetrwania gatunków czy wreszcie samego doboru naturalnego.
Zapożyczając termin Mandala z buddyzmu, autor David George Haskell postanowił obserwować jeden niewielki fragment lasu - w ciszy, cierpliwie, bez emocji niczym mnich sypiący swą mandalę, a rezultaty tej pracy są niesamowite.
Czytając tę książkę zaczynamy zastanawiać się czy można ogarnąć całe uniwersum kontemplując "nieskończenie małe"?
"Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie – nieskończoność czasu."
- W. Blake
Serdecznie polecam.
Zanim ta książka wpadła mi w ręce nie miałem pojęcia ile można się dowiedzieć o lesie, obserwując zaledwie metr kwadratowy jego powierzchni?!
Nie miałem pojęcia ile można dowiedzieć się o rzeczach, daleko poza lasem, po prostu obserwując las.
Nie miałem pojęcia ile znaczy las dla ogólnie pojętej ekologii regionu, kontynentu, a nawet całej planety.
Nie miałem wreszcie...
2017-11-26
2017-07-20
2017-07-29
"Nie konsumuje się zbyt wiele, gdy się siedzi i czyta książki"
- Aldous Huxley
A jednak... książki też trzeba nabyć, no chyba że jest inaczej ;)
Ha-Joon Chang napisał o ekonomii w taki sposób że...
Jeżeli interesujesz się szeroko pojętą ekonomią i gospodarką, to jest to książka dla Ciebie.
Jeżeli nie masz pojęcia o ekonomii i nigdy cię ten temat nie interesował, to również jest to książka dla Ciebie.
Jeżeli zastanawia Cię fakt, że biedne państwa tak wolno nadrabiają dystans do bogatych, pomimo dobrodziejstw wszelakich oferowanego im tak hojnie globalnego rynku, to zdecydowanie jest to książka dla Ciebie.
Fenomenalna analiza rynku na przestrzeni kilkuset lat!
Autor ukazuje nam zależności gospodarcze od czasów kolonialnych po współczesność.
Książka napisana z polotem, prostym i przystępnym językiem. Czyta się ją praktycznie jak powieść, a potrafi niezawodnie poustawiać w głowie parę rzeczy.
Kapitalizm, to niewątpliwie najlepszy pod słońcem system gospodarczy.
Warto jednak pamiętać, że istnieje on jedynie po to, aby bogatym żyło się łatwiej :)
Serdecznie polecam!
"Nie konsumuje się zbyt wiele, gdy się siedzi i czyta książki"
- Aldous Huxley
A jednak... książki też trzeba nabyć, no chyba że jest inaczej ;)
Ha-Joon Chang napisał o ekonomii w taki sposób że...
Jeżeli interesujesz się szeroko pojętą ekonomią i gospodarką, to jest to książka dla Ciebie.
Jeżeli nie masz pojęcia o ekonomii i nigdy cię ten temat nie interesował, to...
2017-08-04
George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia.
Jakby to ująć, żeby nie brzmiało zjadliwie...
Sam sposób narracji momentami dość drobiazgowy, co przyznam mnie osobiście trochę nuży. Wolę biografie ukierunkowane raczej na osobę bohatera, niż na daty i wydarzenia.
Książki biograficzne Schlendera czy Isaacsona czyta się znacznie lepiej, nieomal jak powieści, a tu chwilami Sahara i gorący wiatr suchych faktów.
A teraz żeby nie było że marudzę...
W książce Briana Jaya Jonesa znajdziemy całą masę ciekawych informacji z życia Lucasa i świata Star Wars.
Poznamy skomplikowane relacje Georga z ojcem, dowiemy się dlaczego odrzucił ścieżkę kariery zawodowej zaplanowaną przez niego.
Znajdziemy informacje na temat pozafilmowych pasji Lucasa (o mało nie został kierowcą rajdowym).
Trudne relacje z ojcem, rajdowe pasje... czy czegoś Wam to nie przypomina?
Jednakże portret Lucasa odmalowany w tej książce nie jest zbyt fascynujący, lektura nie wciąga, nie powoduje wypieków na policzkach.
To raczej wysokiej jakości wyrób rzemieślniczy, dobry, solidny, rzetelny a jednak bezpłciowy i pozbawiony pasji.
Wyrób ten może jednak dopomóc nam w zbudowaniu sobie obrazu Georgea jako człowieka, zbzikowanego fascynata, kompletnie oddanego kreowaniu jednego z najciekawszych obrazów odległej galaktyki... dawno, dawno temu...
Polecam, w szczególności fanom GW.
George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia.
Jakby to ująć, żeby nie brzmiało zjadliwie...
Sam sposób narracji momentami dość drobiazgowy, co przyznam mnie osobiście trochę nuży. Wolę biografie ukierunkowane raczej na osobę bohatera, niż na daty i wydarzenia.
Książki biograficzne Schlendera czy Isaacsona czyta się znacznie lepiej, nieomal jak powieści, a tu chwilami Sahara...
2017-12-18
Ta niezbyt obszerna, omalże filigranowa książeczka jest po prostu śliczna!
Tak śliczna, no bo kto powiedział że faceci nie mogą używać tego słowa?
Składa się na nią niewielki zbiorek esejów z kwiatowego królestwa, może i nie zawierający wyników najnowszych badań z dziedziny botaniki... cóż, w końcu rok pierwszego wydania to 1907!
Ale za to jak napisany...
Nic dziwnego iż autor za swą twórczość w 1911 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla, w uzasadnieniu możemy przeczytać:
za „wielostronną działalność literacką, a w szczególności za utwory dramatyczne, wyróżniające się bogactwem wyobraźni i poetycką fantazją”
I ja się z takowym uzasadnieniem całkowicie zgadzam, ba jestem pod wrażeniem pięknego poetyckiego obrazu świata kwiatów, tych bliskich i tych egzotycznych. Książka napisana naprawdę nietuzinkowym językiem.
Wielkie brawa dla tłumacza który stanął na wysokości zadania i stworzył translatorską perełkę w zalewie otaczającego nas chamstwa i szmiry.
Zbiorek ów zawiera również zestaw przepięknych, niezwykle starannie wykonanych rycin, które same w sobie stanowią małe dzieła sztuki, a dla esejów są doskonałym dopełnieniem.
Serdecznie polecam.
Ta niezbyt obszerna, omalże filigranowa książeczka jest po prostu śliczna!
Tak śliczna, no bo kto powiedział że faceci nie mogą używać tego słowa?
Składa się na nią niewielki zbiorek esejów z kwiatowego królestwa, może i nie zawierający wyników najnowszych badań z dziedziny botaniki... cóż, w końcu rok pierwszego wydania to 1907!
Ale za to jak napisany...
Nic dziwnego iż...
Errata:
jest - "Pierwsza szczegółowa biografia projektanta kultowych produktów Apple"
powinno być - "Pierwsza szczegółowa biografia kultowych produktów Apple"
To chyba pierwsza przeczytana przeze mnie biografia jakiejkolwiek osoby, w której życie tej osoby jest jedynie tłem dla opisu produktów!
A szkoda, bo Jony Ive jest z pewnością postacią nietuzinkową.
Liczyłem iż z tej książki dowiem się czegoś więcej o jej bohaterze, czegoś ponad to, co można wyczytać w internecie... niestety zawiodłem się.
Autor skupia się bardziej na elementach kariery które doprowadziły Iva do Apple, jego projektach dla Apple, oraz na interpersonalnych rozgrywkach w Apple. Nieomal zupełnie pomijając marzenia, pragnienia, wewnętrzną filozofię życia, motywacje, ba nawet osobowość swego protagonisty.
Udałem się do swego zakątka dumania i rozmyślałem nad celem powstawania takich książek, książek które biografiami raczej nie są...
Dla kogóż więc jest ta książka?
Być może dla wiernego fandomu Appla, bo dla miłośników biografii z pewnością nie.
Mnie wygląda to jedynie na kolejną akcję marketingową Appla.
I nawet dość dobrze poprowadzona narracja i przystępny język Kahney'a nie są w stanie temu dziełu ułatwić drogi do gwiazd, słabiutkie pięć gwiazdek.
Przeczytać można, ale zbyt wiele się tu o Jonym nie dowiemy.
Errata:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tojest - "Pierwsza szczegółowa biografia projektanta kultowych produktów Apple"
powinno być - "Pierwsza szczegółowa biografia kultowych produktów Apple"
To chyba pierwsza przeczytana przeze mnie biografia jakiejkolwiek osoby, w której życie tej osoby jest jedynie tłem dla opisu produktów!
A szkoda, bo Jony Ive jest z pewnością postacią nietuzinkową.
Liczyłem iż z...