Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny

Okładka książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny autora Katarzyna Droga, 9788367014267
Okładka książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny
Katarzyna Droga Wydawnictwo: Mova literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2021-10-27
Data 1. wyd. pol.:
2021-10-27
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367014267
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny

Średnia ocen
7,1 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny

avatar
381
110

Na półkach:

To naprawdę dobra i wciągająca książka. Autorka idealnie odnajduje równowagę między angażującym stylem pisania a trudną momentami tematyką. Historie opisywanych kobiet są niezwykle ciekawe same w sobie, ale nadanie im charakteru niemalże powieściowego sprawia, że czyta się je jednym tchem. Przy okazji jest to kawał historii polskiej medycyny i gdybym czytała tę książkę, gdy byłam nastolatką, to zapewne dziś byłabym lekarzem.

To naprawdę dobra i wciągająca książka. Autorka idealnie odnajduje równowagę między angażującym stylem pisania a trudną momentami tematyką. Historie opisywanych kobiet są niezwykle ciekawe same w sobie, ale nadanie im charakteru niemalże powieściowego sprawia, że czyta się je jednym tchem. Przy okazji jest to kawał historii polskiej medycyny i gdybym czytała tę książkę, gdy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
7660
7639

Na półkach:

Piękne opowieści o sile która jest potrzebna żeby podążać za marzeniami.

Piękne opowieści o sile która jest potrzebna żeby podążać za marzeniami.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
5

Na półkach:

Przepiękne historie. Warto przeczytać, zwłaszcza jeśli jak ja uprawiacie ten trudny, aczkolwiek piękny zawód.

Przepiękne historie. Warto przeczytać, zwłaszcza jeśli jak ja uprawiacie ten trudny, aczkolwiek piękny zawód.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

342 użytkowników ma tytuł Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny na półkach głównych
  • 193
  • 141
  • 8
50 użytkowników ma tytuł Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny na półkach dodatkowych
  • 24
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny

Inne książki autora

Katarzyna Droga
Katarzyna Droga
Pisarka, dziennikarka, redaktorka. Od lat tworzy literackie portrety nietuzinkowych kobiet, jest autorką powieści biograficznych o Hance Ordonównie, Aleksandrze Piłsudskiej oraz o Hance Bielickiej. Zajmują ją dzieje rodzin i dziedzictwa pokoleń, napisała podlaską sagę „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” i „Pokolenia. Powrót do domu”. Jest Podlasianką, urodziła się w Zambrowie, Liceum Ogólnokształcące ukończyła w Łapach. Absolwentka wydziału filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Po ukończeniu studiów pracowała jako nauczycielka języka polskiego, potem jako dziennikarz i redaktor w prasie edukacyjnej i kobiecej, była także współtwórcą wydawcą czasopism młodzieżowych. W latach 2008-2017 była redaktorką naczelną magazynu „Sens” w Wydawnictwie „Zwierciadło”. Obecnie współpracuje z magazynem Twój Styl, mieszka na Podlasiu w domu nad Narwią, gdzie może oddać się swojej pasji pisania.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Narzeczone Chopina Mag­da­ Knedler
Narzeczone Chopina
Mag­da­ Knedler
Sama dałam się oszukać, bo byłam święcie przekonana, że to jest biografia. A przecież miałam już kilka książek Magdy Knedler na koncie i mogłam się spodziewać takiej a nie innej książki. To opowieść o kobietach Chopina, stylizowana na przeprowadzone z nimi wywiady. I niestety muszę przyznać, że trochę przemęczyłam tę książkę. Zdarzało mi się już mieć problemy z narracją u tej autorki, jednak przy "Narzeczonych Chopina" miewałam momenty, kiedy chciałam po prostu jak najszybciej mieć to za sobą, ale nie mogłam. Po prostu ciężko się czytało, każda z kobiet opowiadała w inny sposób, ale każdy momentami nużył lub nawet irytował. Bardzo nie podobały mi się próby nawiązania kontaktu z Krzysztofem, który przeprowadzał wywiady, bo i tak przecież nie dostawaliśmy żadnego odzewu w tych monologach i to wychodziło po prostu dziwnie. W ogóle postać Krzysztofa, choć poniekąd konieczna do przedstawienia historii w taki a nie inny sposób, jakoś mi tu nie pasowała. On był tutaj najsłabszym ogniwem. A szkoda, bo widać, ile pracy włożono w tę książkę, ile badań było przeprowadzonych, żeby w ogóle ona mogła powstać. Byłam zaciekawiona tymi historiami, chciałam wiedzieć więcej, lepiej poznać te kobiety oraz to, jak wyglądały ich relacje z Chopinem. W kartach tej książki ich osobowości są naprawdę widoczne. Autorka w świetny sposób uchwyciła głębię każdej osoby oraz ich uczuć. Dzięki temu formatowi można było poznać człowieka, a nie same suche fakty. Gdyby nie narracja, byłabym tą książką naprawdę zachwycona. A tak to tak jestem "tylko" pod ogromnym wrażeniem. Bo trzeba przyznać, że jest to kawał dobrej literatury.
Chodząca-Parodia - awatar Chodząca-Parodia
oceniła na74 miesiące temu
Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu Rosalie Gilbert
Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu
Rosalie Gilbert
Czy średniowiecze może być seksowne? Odpowiedź znajdziecie w tej książce. Książka podchodzi do tematu luźno, z humorem i z tym co lubię najbardziej z cynicznym sarkazmem. Autorka wyśmiewa stare czasy jednocześnie nam je prezentując. Dla mnie temat niezwykle interesujący, ponieważ ciekawi mnie temat seksualności i relacji damsko-męskich oraz lubię historię, a w szczególności epokę mroku. Autorka przeprowadza nas po temacie seksualności kobiet w średniowieczu rozdział po rozdziale, opowiadając o np. sposobach radzenia sobie z niechcianymi zalotami lub z przemocą seksualną, w jaki sposób radzono sobie z chorobami przenoszone droga płciową i nie tylko, różnego rodzaju przepisy na mikstury i wcierki lub maści. Jaki był wpływ kościoła na seksualność kobiet albo jakie oczekiwania miało społeczeństwo w stosunku do kobiet. Ogólnie uważam, że temat został potraktowany rzeczowo, ale zwięźle. Wyciągnęłam z tego wiedzę historyczną. Jednakże... Były pewne wady, które mnie rozpraszały. Dajmy na ten przykład te krótkie niby rozmówki sfabularyzowane na dany temat rozdziału. Wcale nie śmieszne i zajmowało to z pół strony, jak nie więcej. Uważam to za zbędny zabieg, wręcz upierdliwy. Irytowało mnie kiedy autorka przedstawiając jakiś cytat historyczny, tłumaczyła akapit niżej co przed chwilą przeczytałam. I niby nic w tym złego nie było, ale w 90% to było to dokładnie to samo tylko ze przekształconymi zdaniami, aby brzmiało to trochę inaczej. Coś w stylu "spisz moją pracę domową, ale tak aby facetka się nie domyśliła, że to to samo". Przez to miałam wrażenie, że czytam bardzo kiepską pracę magisterską... Aby tylko było te X stron i X słów. Szkoda, że znaczna większość danych dotyczy Francji i Anglii. Możliwe, że stamtąd najwięcej było źródeł do tematu książki, ale Europa to nie tylko te dwa państwa. Dwa razy do tej książki podchodziłam. Za pierwszym razem odstawiłam ją na bok i nie byłam w stanie do niej wrócić. Moje drugie podejście było takie, aby przeczytać ją jeszcze raz i tym razem ją dokończyć. Tak jednym zdaniem kończąc. Polecam każdemu zainteresowanemu, który ma wiedzę na ten temat na poziomie laika.
Voulor - awatar Voulor
ocenił na71 rok temu
Mistrzyni Manuela Gretkowska
Mistrzyni
Manuela Gretkowska
Manuela Gretkowska od lat przyzwyczaja czytelników do prozy bezkompromisowej, ubranej w erudycyjny kostium i nasączonej feministycznym pazurem. W swojej powieści „Mistrzyni” autorka bierze na warsztat postać niezwykłą – Lucynę Ćwierczakiewiczową, ikonę XIX-wiecznej Warszawy, kobietę, która z przepisów na konfitury uczyniła narzędzie emancypacji. To historia gęsta od emocji, aromatów i intelektualnych prowokacji, którą oceniam na mocne 7/10. Główna bohaterka nie jest postacią łatwą do polubienia, i to właśnie stanowi o sile tej książki. Gretkowska kreśli portret kobiety apodyktycznej, genialnej w swej pragmatyczności, a jednocześnie boleśnie uwięzionej w epoce, która nie przewidywała dla kobiet roli równej mężczyznom. „Mistrzyni” to nie tylko opowieść o kuchni i salonach, to przede wszystkim studium władzy – tej domowej, społecznej i tej nad własnym losem. Autorka z ogromną swadą oddaje klimat ówczesnej Warszawy, budując scenografię z detali, które niemal można poczuć: od zapachu drogich perfum po odór błota na ulicach. Styl Gretkowskiej jest, jak zawsze, błyskotliwy i drapieżny. Autorka potrafi w jednym zdaniu połączyć fizjologię z filozofią, co nadaje powieści specyficznego, nieco cynicznego posmaku. Dialogi iskrzą od ironii, a refleksje nad rolą kobiety w świecie zdominowanym przez patriarchat są uderzająco aktualne. Gretkowska nie byłaby sobą, gdyby nie przemyciła w tekście licznych dygresji i ostrych komentarzy do współczesności, co dla wiernych fanów będzie atutem, choć dla purystów gatunkowych może być momentami rozpraszające. Momentami powieść wpada w nieco zbyt publicystyczne tony. Autorka chwilami tak bardzo chce podkreślić nowoczesność poglądów swojej bohaterki, że traci z oczu subtelność narracyjną, czyniąc z Ćwierczakiewiczowej bardziej tubę dla własnych przekonań niż postać z krwi i kości. Także tempo książki bywa nierówne – genialne, dynamiczne sceny salonowe przeplatają się z fragmentami, które sprawiają wrażenie przeładowanych nadmiarem faktografii czy zbyt gęstą metaforą. Mimo to, „Mistrzyni” to pozycja, obok której trudno przejść obojętnie. Manuela Gretkowska udowadnia, że biografia fabularyzowana może być literackim majstersztykiem, jeśli tylko autor ma odwagę patrzeć na historię bez zbędnego pietyzmu. To książka o kobiecie, która nie prosiła o miejsce przy stole, lecz sama je sobie zbudowała. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy cenią inteligentną prozę z silnym przesłaniem społecznym i odważnym podejściem do historii. To rzetelny kawałek literatury, który potrafi zarówno zirytować, jak i zachwycić – a to zawsze cecha książek ważnych.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na714 dni temu
Czas Karola Teresa Monika Rudzka
Czas Karola
Teresa Monika Rudzka
Na pewno istnieje słodkość, której nie jadłam od marki E.Wedel, ale to bardzo mały procent, bo smak większości produktów dobrze znam. Od charakterystycznie formowanej i znakowanej kosteczki czekolady, po paczkę cukierków Mieszkanki Wedlowskiej (w pierwszej kolejności zawsze Bajeczny),batonika Pawełka o smaku Toffi, wyciskanej czekotubki i crème de la crème jakim jest delikatnie rozpływające się w ustach Ptasie Mleczko (moja topka: śmietankowe i karmelowe). Muszę przestać wymieniać, bo skończy się to zaraz wizytą w sklepie. 😂 Teresa Monika Rudzka podjęła się zbeletryzowania historii rodziny Wedlów, którzy stworzyli czekoladowe imperium obecne na rynku po dziś dzień. Początkowo poznajemy historię nie oczami członków rodziny, a młodej służącej Joanki Miller. Opowieść sięga o wiele głębiej, bo zanim Karol Wedel otworzy cukiernię w 1851 roku mija w książce 10 lat. Bardziej skupienie jest na losach rodziny niż na szczegółach cukierniczego rzemiosła. Dla wielbicielek i wielbicieli sag rodzinnych może przypaść to rozłożenie do gustu. Wiem, że wszelkiego rodzaju przepisy i patenty są zastrzeżone, ale jedynie czego chciałabym więcej w tej powieści to właśnie poznanie świata czekolady, opisowości smaku i zapachu, które oddziaływałyby na wyobraźnię oraz funkcjonowania cukierni, a potem fabryki. Wiem, że w XIX wieku temat zamążpójścia i posiadania dzieci był kluczowy, ale z chęcią dowiedziałabym się również bardziej tej technicznej strony. Oczywiście, że wzmianki były, ale osobiście chciałabym ich więcej. Za to autorka serwuje nam smaczki związane z pobocznymi bohaterami w postaci fikcyjnych bohaterów znanych z powieści „Lalka” Bolesława Prusa, ale i rzeczywistych postaci świata kultury. Podobało mi się ukazanie determinacji Karola, który dopóki nie osiągnie w swoich oczach spełnienia własnych wyobrażeń, nie ugina się pod presją rodziny, że czas już otworzyć interes. Zawsze się lekko uśmiechałam, nawet wiedząc, że słowa pochodzą od autorki, a nie od Karola Wedla, gdy mówił, że chce, by jego marka była poważana i znana na długie lata, a ja wiem, że to się udało i może nawet w skali jakiej jednak sobie nie wyobrażał. Słodycz i gorycz tej opowieści spójnie się ze sobą splata.
LiniaDruku - awatar LiniaDruku
ocenił na72 miesiące temu
Straż graniczna Anna Gorczyca
Straż graniczna
Anna Gorczyca
Autorka zebrala dane, spisala je, uporzadkowala i dala do druku. Ksiazka troszeczke juz nieaktualna, od tego czasu Straz Graniczna jest w mediach na codzien i dzialanosc Strazy bardzo dzieli Polakow, w zwiazku z kryzysem w Bialowiezy. Ale wracajac do ksiazki, material jest przedstawiony bardzo dobrze, czytelnik jest wrecz zadziwiony tym ogromnym zakresem dzialanosci tego sektora. I nawet mysli sie, ze warto by bylo by cala dzialalnosc roznych sektorow byla przedstawiona w takich wlasnie ksiazkach, bysmy sie nauczyli doceniac ludzka prace i ogrom wyzwan z ktorymi pracownicy na codzien sie borykaja. Pomyslowosc bowiem wszelkiego rodzaju zlodzieji i przemytnikow jest bardzo imponujaca, o czym czytamy z wielka ciekawoscia. W pewnym momencie jednak zaczynamy sie nudzic tym powtarzanym schematem tego pisarstwa. Sa to zazwyczaj krociutkie rozdzialiki, ciut wieksze niz paragrafy, kazdy z osobnym podtytulem, tak samo przez setki stron. Autorka, jakby przewidujac to ze w pewnym momencie nam sie zacznie powaznie nudzic, przenosi nas za granice. Autorka opisuje rozmaite przestepstwa, w tym, wielokrotnie, transport nielegalnych emigrantow, nie podejmuje jednak zupelnie aspektu ludzkiego tego kryzysu humanitarnego. I nie mam na mysli tego jak odbierane jest to przez samych emigrantow, ale, jak to jest odbierane od strony pracownikow. Aresztowania, przewozenie do obozow, przesluchania zabiedzonych i wymecoznych osob, czesto dzieci i kobiet, to zajecie bardzo trudne od strony psychologicznej. Z drugiej strony, Straz Graniczna jest obiektem krytyki roznych grup. Autorka, bojac sie najwyrazniej ze napisze cos co sie nie bedzie Strazy podobac, trzyma sie bardzo daleko od jakiejkolwiek krytyki, boi sie nawet czegos najprostszego - stawiania pytan (ktore sie czytelnikowi same nasuwaja). I tu jakby mamy jakiez uczucie zawodu, nie chodzi przeciez o atak na Straz Graniczna, nie tego szukalismy, ale wlasnie obiektywne i krytyczne spojrzenie, co nie wyklucza szczerego szacunku. Zamiast tego, wyszedl jej piekny panegiryk. A ja nie wiem jak to sie ma do reporterstwa. Krytykujac ksiazke z innej strony, trzeba tez stwierdzic ze o prawach regulujacych status uchodzczy, czy o procedurze skladania podania o azyl, o jakichkolwiek procedurach emigracyjnych, autorka nie wie nic. Uznala ze to poza tematem ksiazki. A wielka szkoda. Brak nawet najprostszych statystyk emigracyjnych.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na61 rok temu
Krawcowa z Paryża Georgia Kaufmann
Krawcowa z Paryża
Georgia Kaufmann
"Krawcowa z Paryża" to niezmiernie wciągającą i dobrze skonstruowana powieść, bardzo ciekawie łącząca w sobie zarówno wątek historyczny, obyczajowy, społeczny, w których tle odnajdziemy świat wielkich domów mody, bogactwo, życie elit. Tu wielki bogaty świat miesza się z brutalnym życiem, traumatyczna przeszłość i bolesne wspomnienia idą w parze ze szczęściem, radością, sukcesem, by po chwili zmienić się w rozpacz i poczucie straty. Można by powiedzieć, że stworzona przez autorkę fabuła to słodko-gorzka historia o kobiecie, na której życie ogromny wpływ miała jej przeszłości, która stara się wymazać z pamięci złe chwile, bolesne przeżycia, starcone uczucia i która mimo wszystko walczy o swoje marzenia i szczęście. Wykreowana przez Georgię Kaufmann bohaterka - Rose Kusstatscher to wyjątkowa młoda kobieta, pochodząca z rejonu włoskiego Tyrolu, która w wieku 16 lat pod koniec wojny opuściła rodzinne strony. Dziewczynie, mimo młodego wieku, dzięki ogromnemu talentowi, a przede wszystkim determinacji w działaniu, a także dzięki szczęściu udało się zrealizować marzenia. Droga na szczyty modowego imperium nie była łatwa, wymagała ciężkiej pracy, dobrych nauczycieli, wsparcia, a przede wszystkim wielu wyrzeczeń, poniesionych strat. Czy i jak bardzo Rose żałowała podjętych decyzji, zrezygnowania z macierzyństwa, zerwania wszelkich więzi z rodziną, czy gdzieś w głębi jej duszy i serca nie tkwiła bolesna zadra, żar tęsknoty... Wciągnęła mnie ta historia od pierwszych stron, z ogromną ciekawością i zainteresowaniem śledziłam losy głównej bohaterki, przeżywając wraz z nią trudy jej życia, bolesne decyzje, które niekiedy, może zbyt egoistycznie, musiała podjąć. Pamiętajmy jednak, że ta dziewczyna miała 18 lat ... Bohaterka może wzbudzać pewne kontrowersje, możemy ją jednocześnie podziwiać i oceniać krytycznie, ale właśnie dzięki temu, dzięki tym sprzecznościom postać Rose staje się postacią autentyczną, kobietą z krwi i kości, która potrafi kochać, opłakiwać stratę, odczuwać ból, obwiniać się za złe decyzje, która jest niekiedy wyrachowana, podstępna, która mimo wielu przeciwności osiąga zamierzone cele. Powieść bardzo mnie wciągnęła, wywołała wiele emocji; mocno kibicowałam Rosie w jej poczynaniach, upartym dążeniu do celu, choć nie wszystkie jej decyzje i zachowania usprawiedliwiałam czy rozumiałam. Styl powieści i jej fabuła powodują, że łatwo można zatracić się w lekturze, wraz z bohaterką podążać przez meandry jej życia. Polecam.
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na81 rok temu
Madame Piaf i pieśń o miłości Michelle Marly
Madame Piaf i pieśń o miłości
Michelle Marly
Biograficzne powieści o wielkich ikonach popkultury często wpadają w pułapkę nadmiernego hagiografizmu lub, przeciwnie, taniej sensacji. Michelle Marly w swojej książce Madame Piaf i pieśń o miłości na szczęście omija te rafy, serwując czytelnikom opowieść nasyconą zapachem powojennego Paryża, dymem tytoniowym i drżącym, gardłowym głosem „Wróbelka”. Moja ocena 7/10 odzwierciedla uznanie dla literackiego rzemiosła autorki, która z ogromną czułością, ale i niezbędnym dystansem, kreśli portret kobiety, dla której śpiew był jedyną formą przetrwania. Akcja powieści skupia się na kluczowym momencie w życiu Edith – roku 1944, kiedy to Paryż wyzwala się spod okupacji, a artystka staje przed trudnymi oskarżeniami o kolaborację. To właśnie ten dramatyczny rys nadaje książce głębi. Marly nie tworzy jedynie laurki; pokazuje Piaf jako postać skomplikowaną, targaną lękami, a jednocześnie posiadającą niebywałą intuicję artystyczną. Kluczowym wątkiem jest relacja Edith z młodym, wówczas nieznanym Yves’em Montandem. Autorka z wielką precyzją opisuje, jak Piaf, będąc już u szczytu sławy, staje się mentorką, kochanką i rzeźbiarką talentu Montanda, szlifując go na diament francuskiej piosenki. Styl Michelle Marly jest niezwykle plastyczny i zmysłowy. Czytelnik niemal słyszy stukot obcasów na bruku Montmartre i czuje napięcie panujące za kulisami legendarnych sal koncertowych. Opisy procesów twórczych – narodzin tekstów, które później stały się hymnami pokoleń – są najbardziej fascynującymi fragmentami książki. Marly udaje się uchwycić ten ulotny moment, w którym cierpienie prywatne zmienia się w uniwersalną sztukę. To właśnie ta „pieśń o miłości”, o której wspomina tytuł, jest główną bohaterką powieści, spajającą wszystkie wątki w jedną, emocjonalną całość. Dlaczego jednak nota zatrzymała się na siódemce? Mimo niezaprzeczalnego uroku, książka momentami popada w zbyt sentymentalne tony, które mogą nużyć czytelników szukających twardszej faktografii. Niektóre dialogi wydają się nieco zbyt „wyreżyserowane”, służąc bardziej ekspozycji faktów historycznych niż budowaniu naturalnej dynamiki między postaciami. Niemniej jednak, dla miłośników francuskiej piosenki i biografii beletryzowanych, jest to pozycja obowiązkowa. Wysoka ocena należy się za brak pruderii w opisywaniu trudnego charakteru Piaf i zero litości dla czytelnika w ukazywaniu ceny, jaką artystka płaciła za swoją pasję. Marly nie boi się pokazać Edith słabej, złośliwej czy zdesperowanej. To sprawia, że postać staje się ludzka, a jej triumfy na scenie smakują jeszcze wyraźniej. Madame Piaf i pieśń o miłości to rzetelnie skrojona, nastrojowa lektura, która pozwala choć na chwilę przenieść się do świata, gdzie miłość i ból brzmiały najpiękniej przy akompaniamencie akordeonu. To literacki hołd złożony kobiecie, która mimo drobnej postury, posiadała głos zdolny poruszyć fundamenty świata.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Amerykańskie milionerki Kazimierz Bem
Amerykańskie milionerki
Kazimierz Bem
Książka Kazimierza Bema „Amerykańskie milionerki” to fascynujący wgląd w czasy tzw. Gilded Age, czyli wieku pozłacanego, kiedy to fortuny rosły szybciej niż drapacze chmur w Nowym Jorku, a amerykańskie dolary zaczęły kupować europejskie tytuły szlacheckie. Autor, z precyzją historyka i zacięciem socjologa, kreśli portret kobiet, które nie chciały być jedynie ozdobą salonów, lecz stały się realnymi architektkami transatlantyckich relacji kulturowych. Publikację oceniam na mocne 7/10 – to lektura obowiązkowa dla fanów „Pozłacanego wieku” czy „Downton Abbey”. Głównym wątkiem książki jest zjawisko „dollardresses” – bogatych amerykanek, takich jak Consuelo Vanderbilt czy Jennie Jerome (matka Winstona Churchilla),które w poszukiwaniu prestiżu wychodziły za mąż za zubożałych brytyjskich arystokratów. Bem świetnie pokazuje transakcyjny charakter tych związków: Amerykanki wnosiły gigantyczne posagi, które ratowały dachy przeciekających zamków, w zamian otrzymując herby i miejsce w najwyższej socjecie starego kontynentu. Autor nie ogranicza się jednak do plotek; analizuje, jak ten napływ świeżej krwi i kapitału zmienił skostniałą strukturę brytyjskiej klasy wyższej. Największym atutem publikacji jest rzetelność faktograficzna. Kazimierz Bem wykonał tytaniczną pracę archiwalną, wyciągając na światło dzienne listy, pamiętniki i rachunki, które pokazują drugą stronę medalu – samotność w wielkich posiadłościach, zderzenie purytańskiej etyki pracy z europejską dekadencją oraz trudną walkę o podmiotowość w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Styl Bema jest lekki, erudycyjny i pełen dyskretnego humoru, co sprawia, że przez kolejne rozdziały płynie się z dużą przyjemnością. Dlaczego jednak siedem, a nie komplet punktów? Momentami autor zbyt mocno zagłębia się w szczegóły genealogiczne, co może nieco nużyć czytelnika mniej zaznajomionego z koligacjami klanów Astorów czy Vanderbiltów. Zabrakło mi też nieco szerszego spojrzenia na milionerki, które nie wyjechały do Europy, a budowały potęgę filantropijną w samych Stanach Zjednoczonych. Co znajdziesz w tej książce? Kulisy wielkich fortun: Jak powstawały majątki, które trzęsły światem. Psychologia sukcesu i porażki: Czy tytuł księżnej był wart milionów dolarów? Obraz epoki: Świat, w którym konwenans był ważniejszy niż szczęście. „Amerykańskie milionerki” to rzetelne studium ambicji, które pokazuje, że pieniądze mogą kupić zamek, ale rzadko kupują przynależność. To opowieść o kobietach, które stały się mostem między nowym a starym światem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Pół roku na Saturnie Małgorzata Sidz
Pół roku na Saturnie
Małgorzata Sidz
"Pół roku na Saturnie" autorstwa Małgorzaty Sidz to powieść, która wciąga do niezwykle prawdziwego i autentycznego świata. Przeczytałam ją z ciekawością i bez dużych oczekiwań. Kupiłam ją przypadkiem w krakowskim kiosku na dworcu, czując potrzebę poczytania czegoś w trakcie długiej podróży pociągiem. "Pół roku na Saturnie" to literatura piękna polska, mimo że nie aspiruję do miana wysokiej literatury, porusza wnikliwie tematy Korei Południowej, granic ludzkiej ciekawości czy sensu życia. Akcja toczy się w Seulu, gdzie 26-letnia Polka, wyjechała z ojczyzny do Korei Południowej. Przez pół roku próbuje odnaleźć siebie w innym kraju, wśród innych ludzi, w innych standardach. Bezimienna główna bohaterka przedstawia ciekawą interpretację świata, który będzie postrzegany jako gra, symulacja sterowana przez innych. Bohaterka przedstawia wiedzę i opinie na różnorakie tematy, co poszerza wiedzę czytelnika na różnych płaszczyznach. Powieść jest utrzymana w lekkiej i przystępnej formie do czytania, jest pełna naturalnych obserwacji i ciekawostek. Bezimienna postać pomimo braku nazwy jest bardzo barwną i pełną niespodzianek personą, poczułam iż jest ona moim odzwierciedleniem. Choć dzieli nas dekada różnicy w wieku, była zagubiona w tym świecie, miała mnóstwo pytań dotyczących samej siebie i świata. Poruszył mnie jeden z wątków o śmierci, gdy starszy pan przedłuża pożegnanie ze swoją martwą małżonką, zatraca się w tym i zapomina o swoich potrzebach co okazuje się dla niego zgubne. Ten krótki wątek w książce poruszył we mnie wiele emocji. Byłam zdruzgotana jednocześnie natchniona jak wielką miłością można darzyć kogoś kogo już z nami nie ma. Ta jedna sytuacja w książce była niewinną zabawą głównej bohaterki, a sprawiła iż łzy same napłynęły mi do oczu podczas podróży pociągiem. "Pół roku na Saturnie" to idealna lektura na podróż - lekka, pełna humoru i wiedzy. Idealna dla miłośników krótszych powieści, niosących głębię i duszę.
Zgniochq - awatar Zgniochq
ocenił na78 miesięcy temu

Cytaty z książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nigdy się nie bałam. Jak polskie lekarki pisały historię medycyny