Śladami bogów

Okładka książki Śladami bogów
Sándor Márai Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Czytelnik
Data wydania:
2021-05-26
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-26
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307034966
Tłumacz:
Irena Makarewicz
Tagi:
Sándor Márai literatura węgierska dziennik podróż
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
94 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
171
38

Na półkach:

Opis podróży sprzed niemal wieku.

Opis jaki może się podobać, choć czuć jeszcze młodość autora. Obrazy, krótkie historie, anegdoty - na pierwszy rzut oka niepozorne, czasami celne, czasem monotonne.

Jestem jednak przekonany, że teraz , dla nas - niosą więcej treści niż autor mógł sobie wyobrazić. Dopełniają wiele aktualnych historii.

Dowód na to, że zmienia się tylko sposób postrzegania niezmiennego Świata.

Opis podróży sprzed niemal wieku.

Opis jaki może się podobać, choć czuć jeszcze młodość autora. Obrazy, krótkie historie, anegdoty - na pierwszy rzut oka niepozorne, czasami celne, czasem monotonne.

Jestem jednak przekonany, że teraz , dla nas - niosą więcej treści niż autor mógł sobie wyobrazić. Dopełniają wiele aktualnych historii.

Dowód na to, że zmienia się tylko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
162
132

Na półkach:

Marai od dawna jest moim ulubionym pisarzem, dlatego nie jestem obiektywny. Zdziwienie wywołuje fakt, że tak wybitny reportaż tudzież eseje z podróży SM napisał w wieku 26 lat. Nie mogę wyjść z podziwu. Co za głębia, co za delikatność opisów, co za stanowczość opinii. Obrazy są tak plastyczne i mocne, że nie muszę - jak to się dzieje po lekturach reportaży podróżniczych, w tym przecenianego Kapuścińskiego - zagłębiać się w encyklopedie, oglądać filmy na YT z tych regionów. Wolę zachować w pamięci opis SM. Całkowicie mi wystarczy i czuje się tym nasycony.
PS. Jak za każdym razem delektuję się tym autorem, ale również świetnym tłumaczeniem Ireny Makarewicz.

Marai od dawna jest moim ulubionym pisarzem, dlatego nie jestem obiektywny. Zdziwienie wywołuje fakt, że tak wybitny reportaż tudzież eseje z podróży SM napisał w wieku 26 lat. Nie mogę wyjść z podziwu. Co za głębia, co za delikatność opisów, co za stanowczość opinii. Obrazy są tak plastyczne i mocne, że nie muszę - jak to się dzieje po lekturach reportaży podróżniczych, w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
120
45

Na półkach:

Luźny cykl reportaży, które przyjemnie się czytało. Nie są jednak wnikliwe, czasem na jakieś blachę tematy. Bardziej zbiór wybiórczych refleksji z podróży. Mimo wszystko, podobała mi się perspektywa opowieści z lat 20. XX w. Między wierszami można wyczuć różnicę i zmianę jaka nastąpiła na świecie w ciągu tego wieku.

Luźny cykl reportaży, które przyjemnie się czytało. Nie są jednak wnikliwe, czasem na jakieś blachę tematy. Bardziej zbiór wybiórczych refleksji z podróży. Mimo wszystko, podobała mi się perspektywa opowieści z lat 20. XX w. Między wierszami można wyczuć różnicę i zmianę jaka nastąpiła na świecie w ciągu tego wieku.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
358
323

Na półkach: ,

Wbrew tytułowi nie jest to relacja z podróży mistycznej. Znajdujemy tu raczej zacięcie reporterskie, w efekcie którego otrzymujemy obraz Bliskiego Wschodu widziany oczyma turysty. Inteligentnego i wrażliwego, ale jednak turysty. Wraz z wszystkim charakterystycznymi dlań obrazkami. Bazarami, pustyniami, ruinami, wykopaliskami, legią cudzoziemską i modlącymi się ludźmi. W zasadzie ta opowieść nie różniłaby się niczym od wielu innych bedekerów, gdyby nie wyczuwalna, acz zupełnie nie przytłaczająca atencja Autora właśnie dla modlących się.

Ostatecznie my również uważamy, że nie ma na Świecie większej tajemnicy niż ludzka tęsknota za Bogiem.

Wbrew tytułowi nie jest to relacja z podróży mistycznej. Znajdujemy tu raczej zacięcie reporterskie, w efekcie którego otrzymujemy obraz Bliskiego Wschodu widziany oczyma turysty. Inteligentnego i wrażliwego, ale jednak turysty. Wraz z wszystkim charakterystycznymi dlań obrazkami. Bazarami, pustyniami, ruinami, wykopaliskami, legią cudzoziemską i modlącymi się ludźmi. W...

więcej Pokaż mimo to

avatar
36
26

Na półkach:

Parę inteligentnych uwag, błyskotliwych spostrzeżeń, trochę wniosków się w przyszłości sprawdziło, trochę nie. Raczej krytykant i malkontent był w podróży z tego Sandora. Takie inteligenckie pitu pitu.

Parę inteligentnych uwag, błyskotliwych spostrzeżeń, trochę wniosków się w przyszłości sprawdziło, trochę nie. Raczej krytykant i malkontent był w podróży z tego Sandora. Takie inteligenckie pitu pitu.

Pokaż mimo to

avatar
1157
932

Na półkach: , ,

W 1926 roku Sándor Márai lat 26 wsiadł na statek, żeby popłynąć na Bliski Wschód. Wziął ze sobą charakterystyczny romantyzm tamtych czasów i ruszył oglądać świat spod podszewki. Niekoniecznie ten romantyzm mu tu wadzi, gdyż sam przecież pochodzi z niekoniecznie „zachodniego” kraju. Jego pochodzenie nakłada bardzo ciekawy filtr na jego obserwacje, których zapis znajdujemy w „Śladami bogów”.

Ciekawą sprawą byłoby rozpatrywanie czy to, co czytamy wydarzyło się naprawdę, czy jest to efekt zmyśleń lub koloryzowania autora. Zostawię tę kwestię śledczym z odpowiednich wydziałów, a sam polecę skupić się na mięsistym sposobie opowiadania, który Márai tu uprawia. Ma oko do detali – egipscy robotnicy noszący gruz czy żółte buty emigrantki z Łodzi – które dodają samej opowieści autentyczności właśnie.

Teraz przejdźmy do kwestii profetycznych, których też nie brakuje. Jak choćby ta o niezdejmowanej klątwie wojen na Bliskim Wschodzie. Márai ze stosunkowym brakiem namiętności ogołaca ten teren świata z nadziei, gdzie walka toczona jest właściwie nie wiadomo o co, bo Damaszek, o którym pisze, jest praktycznie wydmuszką, echem dawnej świetności.

Możliwe, że ta książka mówi o świecie, który nie istnieje. Możliwe, że ktoś uzna ją za stratę czasu. Ale możliwe jest również, że ktoś z tych obserwacji wyciągnie kiedyś słuszne wnioski na temat kształtu współczesności. A może klimatyczna spiekota unieważni je zupełnie.

W 1926 roku Sándor Márai lat 26 wsiadł na statek, żeby popłynąć na Bliski Wschód. Wziął ze sobą charakterystyczny romantyzm tamtych czasów i ruszył oglądać świat spod podszewki. Niekoniecznie ten romantyzm mu tu wadzi, gdyż sam przecież pochodzi z niekoniecznie „zachodniego” kraju. Jego pochodzenie nakłada bardzo ciekawy filtr na jego obserwacje, których zapis znajdujemy w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
55
46

Na półkach:

Reportaż sprzed stu lat opisujący podróż po Oriencie, bo to nie jest Bliski Wschód, to jest jeszcze Orient z przełomu epok. Jeszcze trwa kolonializm, jeszcze Europejczyk, ale też ze specyficznego regionu Europy, jedzie oglądać Orient oczami romantyka, chodź osąd spraw politycznych jest bardzo rzeczowy i trafny. Warto przeczytać chociażby ze względu na język i styl tej prozy, który jest jak gęsta gorąca czarna kawa, bywa że słodka, ale najczęściej gorzka. Marai opowiada niczym Szecherezada, ale krystalicznie czystą prozą kulturalnego Europejczyka kształconego w pisaniu na cyceroniańskiej łacinie. Najlepiej, moim zdaniem, wypada relacja z Egiptu: świeża wówczas sensacja archeologiczna, czyli odkrycie grobu i mumii Tutenchamona, zjadliwie plotkarski news o pożyciu Cartera z mumią czy wizyta w muzeum i oglądanie skarbów grobowych nie mają sobie równych. Ale jest coś jeszcze. Egipt kolonialny - właściwie nic nowego. Egipt od tysięcy lat był kolonią Hetytów, Greków, Rzymian, Arabów, Napoleona Bonapartego, Anglików. Zmieniają się w ciągu wieków kolonizatorzy, ale nie zmieniła się w czasach Maraiego bieda no i dyscyplina pracy. Ciekawa jestem, czy długi rząd robotników wynoszących gruz z wykopalisk, popędzanych batem nadzorcy, Marai wymyślił sobie, czy też rzeczywiście zobaczył. Bo jeżeli tak, to trafił mu się widok przyprawiający o zawrót głowy, przenoszący w czasie wstecz o kilka tysiącleci. Tak czy siak to wręcz parabola opisująca mentalność ludzi Wschodu i jej pełna goryczy wymowa pojawi się jeszcze nie raz: wszystko można zmienić: granice, ustrój polityczny, władców, ale przywiązanie ludzkie do tradycji jest głupawo niezmienne. Marai trafnie wnioskuje: niewiele wyjdzie dobrego z państwa żydowskiego w Palestynie, skoro Żydzi nie czują się w niej u siebie i nadal żyją w gettach, z tendencją do zamykania w nich również Arabów. Opowieść o kobiecie w żółtych butach, która wyemigrowała z Łodzi i żyje z mężem odcięta od świata w niewielkiej osadzie jest wręcz wstrząsająca. Wystrojona jak na spacer po Piotrkowskiej była mieszkanka Łodzi nie jest w stanie przystosować się do życia na pustyni, pielęgnuje mieszczańskie zwyczaje i tęskni.
Marai trochę kreuje się na jednego z legendarnych podróżników po Oriencie, zresztą ludzi całkiem mu współczesnych. Polityka miesza się z bajkowym opisem Orientu, jaki chcielibyśmy widzieć. Orientu z marzeń Europejczyków i takim jest opis wizyty u antykwariusza. Po stu latach nie ma już znaczenia, czy ta wizyta odbyła się naprawdę, czy jest tylko opisem marzenia. Ważne jest chyba tylko to, że jest to opowieść jak z przygód Sindbada Żeglarza. Marai chyba trochę się na niego kreuje. Pisarz czy raczej jego narrator trochę jest Sindbadem, trochę Lawrencem z Arabii, trochę Szecherezadą a także i to trzeba uwzględnić czytając te opowieści, sierotą po innej mitycznej krainie - C.K. Monarchii, która w latach dwudziestych była już ruiną obracającą się w mit. Onoszę wrażenie, że Sandor Marai wyruszył z mitycznej, nieistniejącej już krainy w inną, w ginący powoli Orient. To jego poszukuje w sklepach z antykami i jedwabiami, w oazach i uliczkach starego Kairu, Aleksandrii współczesnej przecież także Kawafisowi, w kolonialnym Bejrucie i oblężonym Damaszku. Orient jest tak samo prastary jak jego mit i nie istnieje w rzeczywistości. Jest tylko marzeniem o Raju, bezskutecznie ściganym przez wędrowca. Raj jednak nie istnieje. Jest Bliski Wschód, gdzie jak zwykle trwa oblężenie Damaszku. Z legendarnego miasta róż, jedwabiu, bazarów i stali nie zostało nic. Wszystko jest wymarłe i właściwie nic nie świadczy już o dawnej wielkości miasta. A może jej nigdy nie było? Może to tylko legenda? Marai trafnie konkluduje: wojna zawsze będzie w Syrii i na Bliskim Wschodzie, bo ludzie Wschodu od wieków żyją z wojny i dla wojny. Pokój na Bliskim Wschodzie jest jedynie projektem Europejczyków doświadczonych Wielką Wojną. Bliski Wschód pojmuje wojnę inaczej, czyli jak zawsze, jako cel istnienia, może nie jedyny, ale odwieczny.
Polecam do przeczytania jako niezwykłej urody prozę. Niektóre relacje, siłą rzeczy, już się przedawniły, niektóre są ciekawe jako relacja historyczna, jak na przykład opis świeżo zlaicyzowanej Turcji. Niestety, stwierdza pisarz, bez sułtanów to już nie to..... Zniknęła magia Orientu. Czytając możemy ruszyć w podróż jakiej już nie odbędziemy nie tylko ze względu na ograniczenia pandemiczne. Po prostu Orient w tamtym kształcie już nie istnieje. Jak wszystko zresztą. Aktualna pozostała jedna prawda: na wakacje do Egiptu czy Turcji jedziemy tak samo jak Sandor Marai: w poszukiwaniu Orientu i Raju. Jaki on przybierze dla każdego z nas kształt, to już osobna sprawa. Lekturę bardzo polecam.

Reportaż sprzed stu lat opisujący podróż po Oriencie, bo to nie jest Bliski Wschód, to jest jeszcze Orient z przełomu epok. Jeszcze trwa kolonializm, jeszcze Europejczyk, ale też ze specyficznego regionu Europy, jedzie oglądać Orient oczami romantyka, chodź osąd spraw politycznych jest bardzo rzeczowy i trafny. Warto przeczytać chociażby ze względu na język i styl tej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
114
8

Na półkach:

Przepiękna literacka podróż po Bliskim Wschodzie sprzed wieku. Polecam :)

Przepiękna literacka podróż po Bliskim Wschodzie sprzed wieku. Polecam :)

Pokaż mimo to

avatar
1233
5

Na półkach:

W sumie jednak dosyć pretensjonalna paplanina, którą podsumować można w ten sposób : marajemu nie podobało się nigdzie, gdzie był.

W sumie jednak dosyć pretensjonalna paplanina, którą podsumować można w ten sposób : marajemu nie podobało się nigdzie, gdzie był.

Pokaż mimo to

avatar
52
22

Na półkach:

Kunsztowny reportażowy opis, wysoka kultura słowa, tłumaczenie I.Makarewicz i dopieszczenie serii (A.Rucińska) na najwyższym poziomie. Uwielbiam ten poręczny format, tę lekkość druku, to narzuca styl obcowania z książką.

Kunsztowny reportażowy opis, wysoka kultura słowa, tłumaczenie I.Makarewicz i dopieszczenie serii (A.Rucińska) na najwyższym poziomie. Uwielbiam ten poręczny format, tę lekkość druku, to narzuca styl obcowania z książką.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Sándor Márai Śladami bogów Zobacz więcej
Sándor Márai Śladami bogów Zobacz więcej
Sándor Márai Śladami bogów Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd