Jeśli kochacie ten nadnaturalny, piękny dźwięk przekartkowywanego komiksu, jego charakterystyczny zapach, formę przedstawianych w tego typu medium wydarzeń i w końcu doświadczanie zawartości danego, ulubionego numeru komiksu, np. w sobotnie śniadanie o poranku, czy jako lekturę zamiast codziennego wydania prasy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby od tej niezwykłej strony poznać dość specyficznego ,,jegomościa”, postać ze stajni Marvela, komiksowego ,,Domu Pomysłów” Stana Lee, uważanego za antybohatera i bohatera zarazem… zawadiackiego Wade’a Wilsona, czyli nie inaczej jak tylko Deadpoola, jednego z najbardziej pokręconych projektów sylwetek świata superbohaterów w dziejach narracji graficznych, ba!, w dziejach (choć to bardziej subiektywna opinia) popkulturowej myśli ludzkiej.
Kim jest w takim razie Deadpool? Na pewno to komiksowa postać, którą powinno się traktować jako bardziej neutralną niż superbohaterską, jako kogoś, kto jest w stanie zrobić i znieść wszystko. No bo, jak ogarnąć czy jakoś objąć w ramy rozumowania wyrzuconego za sprawianie kłopotów z Wojska, niesubordynację i podejrzewanie o rozstrojenie osobowości przyszłego Najemnika, który niegdyś stanie się tym przebijającym ,,czwartą ścianę” spandexowym Deadpoolem ? Jak ogarnąć postać z marvelowskich wojaży superheroes, której tzw. ,,czynnik regenerujący”, który uaktywnił się po zgłoszeniu się jej do programu o nazwie ,,Weapon X”, i po nafaszerowaniu ciała tego kogoś praktycznie tym samym jak u Wolverina substratem, co w konsekwencji dało (temu komuś!) tak nadludzką cechę, dzięki której ,,ucięta głowa!” nie sprawia tej osobistości żadnego problemu, ,,no ależ Panie… w końcu ona odrośnie!”? Jak tu nie fascynować się ,,takim cosikiem superbohaterskim”. No, bo rzecz jasna chodzi tylko i aż o naszego Pana ,,zakładowego”, o Deadpoola, który być może dzięki owemu programowi realizowanemu przez tajemniczy nazwijmy to ,,Departament”, współpracujący m.in. z kanadyjskim Rządem, spowodował tak obszerną destabilizację psychiczną, że w końcu gdy on sam wcześniej przed aktem ,,reinkarnacji” był po prostu Wadem Wilsonem i stał się tym Deadpoolem, którego znamy z komiksów, dochodzi do dziwnego wniosku, że ,,odtąd nie stara się wcale przywiązywać jakiejkolwiek uwagi do wydarzeń - w jego przypadku - sprzed założenia czerwono czarnej maski, zakrywającej jego przeżartą eksperymentalnym leczeniem twarz”. ,,Mr. D” jest dziwadłem zarówno pozytywnym, ale i z lekka negatywnym. Jest zbyt szalony by ,,polofciał” go absolutnie każdy fan komiksu amerykańskiego, od którego, co jest raczej prostym potwierdzeniem niż odkryciem nowego kontynentu, zaczyna praktycznie każdy komiksomaniak współczesnego świata.
Nasz ,,najemnik z nawijką” wie tyle o sobie, że to chyba geek czytający komiks, musi wiedzieć o nim zdecydowanie więcej. Deadpool zdaje się żyć chwilą; ciężko niekiedy zrozumieć to, czy jako Wade lub jako zabijaka od brudnej roboty w Marvelu zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich działań. Można odnieść wrażenie, że ,,Mr. D” chce ciągle mieć czystą kartę i zapominać o wielu sprawach, zdarzeniach, krzywdach, które ,,nawyrządzał” wielu istotom, stąd m.in. sądzę w każdym komiksie, w którym on występuje obecne zdaje się być tzw. ,,zbratanie się z śledzącym go fanem”, czyli inaczej mówiąc/pisząc: zwracanie się do niego jak na ,,Ty”, słynne ,,przebijanie czwartej ściany” – jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych symboli i znaków rozpoznawczych świadczących, że mamy przed sobą ,,mocno innawego”, dziwacznego, po prostu będącego ,,krejzi” w każdy możliwy sposób Deadpoola. Z perspektywy samej postaci oznacza to jedno: to coś bardzo w jego stylu, w naturze Wade’a, który nie inaczej… jakby sam zdawał sobie sprawę z tego, że jest częścią dwóch światów: swojego – komiksowego, i tego – niedoświadczanego przez niego – płaszczyzny obserwatora analizującego dwuwymiarowy zeszyt MARVEL’a, czy wydanie zbiorcze, którego jest istotną składową. I jak tu nie szanować, po fanowsku ,,nie czuć tej geekowskiej” mięty do tego antyherosa, a może jednak herosa? To jest po prostu niemożliwe – jemu zawsze towarzysz oryginalny vibe i komiksowa moc!
Jeśli pośród tych deadpoolowskich wojaży nie zawędrowaliście na skraj psychodelicznych historii, to chyba oznaka że albo nie żyjecie, albo jesteście we wnętrzku komiksu z Deadpoolem, albo… jesteście w jakiejś symulacji, która się chyba zacięła! Od moich ostatnich graficznych dwuwymiarowych przygód z ,,Mr. D” minęło grubo ponad 2 lata. Trochę to wstyd, a trochę nie. Najważniejsze, że o Deadpoolu wciąż pamiętam i wciąż jestem w miarę na bieżąco z amerykańskimi nowościami komiksowymi z naszym najemnikiem w roli głównej. Jednak chyba deadpoolowski łut szczęścia, jakiś wybitny mega-fuks sprawił, że dorwałem w swoje ręce (częściowo zaproponował mi ten numer mój dobry znajomy) dość specyficzny komiks ze stajni Domy Pomysłów Stana Lee, biorący na swój ruszt lekko to ujmując ,,interpretację marvelowskich genialnych Tajnych Wojen”, cholernie istotnego wydarzenia decydującego przed wielu laty o losie Świata, ba!, Światów rzeczywistości Marvela. I żeby było ciekawiej, owy komiks, nad którym zresztą niniejszym się pochylam, omawiam i recenzuję, zaintrygował mnie od razu swoją nazwą: ,,Tajne tajne wojny Deadpoola”. Nie tylko sam tytuł komiksu, ale i jego zawartość oraz nietuzinkowa ,,kreska” wręcz w bezgraniczny do opisania sposób przyparły mnie, popkulturowego geeka, do krutacko potęznego ,,muru niesamowitości” – nie chodzi nawet o to, że sam komiks miał okazać się wybitny: on był po prostu tak ,,innawy”, tak momentami wkurzający a w innych sytuacjach inspirujący i śmieszkowy, że nie da się go inaczej według mnie ocenić niż po prostu wysoko. Niska nota nie wchodzi w grę: o dziwo ukazano tu najlepsze, jak i najsłabsze strony niszczyciela postaci Deadpoola, ale i sądzę… legendarnego wydarzenia ,,Secret Wars”, o którym to wspomniałem, a które są fabularnym oczkiem w głowie samego Deadpoola; bo przecież tylko on sam mógł napisać tak szajbnięty scenariusz.
Tak, w ,,Tajnych tajnych wojnach Deadpoola” sytuacja przedstawia się nie inaczej jak tylko… następująco: sprzeczny wewnętrznie Wade Wilson pasuje idealnie do sprzecznego i trochę pogiętego w tejże graficznej powiastce motywu fabularnego. Co ciekawe narrację rozpoczynamy prawie że typowo deadpoolowsko: ,,szalony spokój” roztacza się na pierwsze i kolejne kadry, strony. Nie spodziewałem się, że teoretycznie to, co w klasycznych Secret Wars miało miejsce, można by wyrzucić do kosza. Bo to, co rozegrało się w tym wydaniu wokół Deadpoola, według tej historii z Marvel NOW! Powinno po raz drugi, na nowo!, odmienić losy Multiversum. Nie inaczej, okazuje się, że Wilson, stety bądź nie – a to zależy od naszych gustów – brał udział w Tajnych Wojnach: ,,Mr. D” po prostu wkracza na główną scenę Crossoveru i niespodziewanie dla klasycznej historii zaczyna robić po prostu swoje. Można to porównać do sytuacji, gdy Deadpool przechodzi chodnikiem, robi coś śmiesznego i przez przypadek potrąca jakiegoś pierwszego lepszego przechodnia, mówiąc do niego coś w stylu: ,,Z drogi Nerdzie!, jestem nieznośnym Deadpoolem. Czas na jazdę!”. Cóż, jak widać… chyba nie do końca ,,Tajne Wojny” potrzebowały Deadpoola. Sam komiks M Lolliego, C. Bunna i innych artystów branży można zatem traktować jak alternatywne ,,10 min dla Secret Wars”, albo jako ciekawostkę. Wielbiący ,,Chimichangę” najemnik, który często lubi przyznawać, że jest na swój sposób ,,oryginalnie niepełnosprawny umysłowo” również zamieszanie podczas tego eventu potraktował jako dobrą rozrywkę i ciekawostkę dla jego i tak zajętego i napiętego ,,obowiązkami” życia.
Przełączenie się na historie deadpoolowe w komiksie, ale nie w oryginalnej linii Marvela, lecz na te znane jako ,,Marvel NOW!” było dla mojego doświadczenia fana dobrym wyborem. Mogłem postawić na ,,Deadpool Classic”, czy jakieś Crossovery. Wyszło jak wyszło i… wyszło bardzo dobrze. Nienagannie szalona rozrywka, masa gagów w stylu Deadpoola i ta interpretacja niesłychanych i bezcennych dla ,,Marvel Worldu" Secret Wars. No tak… czegóż tu chcieć więcej. Jeśli chodzi o poszczególne wątki, czy barwną szatę graficzną, kadrowanie i ,,reżyserkę” tego dwuwymiarowego akcyjniaka, którego zapewne sam ,,spłodził” Deadpool, okazało się, że jest co najmniej ponadprzeciętnie. Nasz ,,Wejdzik” jest wszędzie, nawet wtedy, gdy ,,teoretycznie” nie ma go w kadrze. Nie pasuje jedynie miejscami poważniejszy tom snucia tejże opowieści, jakby zbyt nachalnie ,,wtrącił się w nieswoje sprawy” Deadpool.
Samo życie, ten komiks trzeba po prostu zaakceptować – tu dzieje się całkiem sporo i wywala nam języki na brody; nie ma czasu zastanawiać się, co tu do końca ,,nie pykło”, bo nim się spojrzymy a finał praktycznie przemknie nam przed oczami. Nie inaczej ,,Pan D” jest tutaj jako komentarz komiksowych twórców do klasyków w historii treści superbohaterskich, którym ogromny na calutkie Multiversum Marvela event ,,Tajne Wojny” jest, i to zapisując się na kartach komiksu w sposób kapitalny. Deadpool jest śmieszkowym hołdem dla tego typu historii. I albo to akceptujemy, albo taka ,,zabawa” w komiksie nie jest dla nas.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Extraordinary X-Men: Przystań X
Extraordinary X-Men Tom 1 Przystań X to komiks z serii Marvel Now! 2.0.
Pierwszy tom Extraordinary X-Men to klasyczny przykład nowego rozdania, które w gruncie rzeczy trzyma się sprawdzonego przepisu. Z inicjatywy Storm powstaje Przystań X – bezpieczne miejsce dla mutantów zagrożonych śmiercionośną dla nich mgłą terrigenową. Mutanci znów muszą się jednoczyć, ratować swoich i chronić przyszłość gatunku. Brzmi znajomo? I dobrze – bo choć fabuła nie zaskakuje, to daje dokładnie to, czego fani mogą oczekiwać.
Historia rozwija się powoli, miejscami wręcz ospale – to bardziej wprowadzenie niż konkretny punkt zwrotny. Dużo miejsca poświęcono rekrutowaniu nowych członków, powrotowi znanych twarzy (tak, ten Wolverine) i budowaniu fundamentów pod dalsze wydarzenia. Nie ma tu fajerwerków, ale też nie ma rozczarowania – klasyczny średniak.
Najbardziej przypadła mi do gustu warstwa graficzna. Dynamiczna, żywa, nowoczesna i kolorowa – dokładnie tak powinny wyglądać komiksy o mutantach. Przystań X to udany start, który jednak nie wychodzi poza strefę komfortu. Świetna oprawa wizualna i znane twarze sprawiają, że to pozycja przyjemna, choć niezbyt ambitna.
Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DK3-uy4MWcD/?igsh=MW9ncTE5bnNjaHB1MA==
Extraordinary X-Men Tom 1 Przystań X to komiks z serii Marvel Now! 2.0.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom Extraordinary X-Men to klasyczny przykład nowego rozdania, które w gruncie rzeczy trzyma się sprawdzonego przepisu. Z inicjatywy Storm powstaje Przystań X – bezpieczne miejsce dla mutantów zagrożonych śmiercionośną dla nich mgłą terrigenową. Mutanci znów muszą się jednoczyć, ratować swoich...
Od czasu wydarzeń przedstawionych w „Śmierci X” minęło osiem miesięcy. W zbierającym pięć pierwszych zeszytów Extraordinary X-Men tomie, zatytułowanym „Przystań X”, ponownie spotykamy część bohaterów tamtej historii. Jak wypada faktyczna „jedynka” komiksów o mutantach w Marvel Now 2.0? Cóż, całkiem nieźle!
Tom „Przystań X” autorstwa Jeffa Lemire'a z rysunkami Humberto Ramosa, ukazał się na polskim rynku 23 stycznia 2019 roku. Zawiera w sobie pięć zeszytów oryginalnie wydanych w Stanach, między listopadem 2015 i styczniem 2016 roku.
Scott Summers nie żyje, Mgła Terrigenu sieje spustoszenie wśród Dzieci Atomu a ogół społeczeństwa pała do Homo Superior nienawiścią i odrazą większą, niż kiedykolwiek wcześniej. Sytuacja mutantów po niedoszłym końcu świata zdecydowanie nie jest godna pozazdroszczenia. Jednakże właśnie w takich okolicznościach ich gwiazda zawsze świeciła najjaśniej. Nawet jeśli motyw wymierania wydaje się być aż nadmiernie znajomym w tej serii, zazwyczaj wypadał przynajmniej nie najgorzej.
Tym razem również nie jest źle. Jeff Lemire postanowił spojrzeć na problem reformowania się społeczności X-men z perspektywy kilku bohaterów i ich wybór wydaje się jak najbardziej przemyślany. Co prawda, do pewnego momentu, historie rodzeństwa Rasputin oraz duetu Jean Grey – Wolverine zdają się podążać bardzo podobnym torem i dialogi między poszczególnymi można by zamienić miejscami, utrzymując ten sam efekt, ostatecznie jednak można się wciągnąć w ich perypetie.
Dodatkowo całkiem ciekawie zapowiada nam się wątek przeniesionego z przyszłości Logana oraz oryginalnej Jean Grey, przybyłej wprost z początkowego okresu istnienia szkoły Xaviera. Dynamika tego duetu musi być bowiem zupełnie inna niż kiedyś. Wątpliwości może za to budzić Storm. Mam wrażenie, że jej historia od jakiegoś czasu stoi w miejscu i pozostaje pytanie, czy Lemire ma pomysł na to, jak rozwinąć przywódczynię mutantów w inny sposób niż kolejne rozważanie nad tym, czy na ową przywódczynię w ogóle się nadaje. W obliczu braku klasycznych Cyclopsa i Wolverine'a, coraz bliżej jej do pozycji zajmowanej niegdyś przez Xaviera, to zaś może postawić przed nią zupełnie inne wyzwania. Tak samo jak przed całą masą drugoplanowych postaci.
Wątek problemów Nightcrawlera został tutaj mocno zarysowany i z pewnością będzie rozwijany, postać Kurta wydaje się być bowiem niezbędna dla tej serii i tej ekipy. Podobnie jak zastrzyk świeżej krwi w formie młodych mutantów, którzy u boku nieźle pisanego Icemana, mogą wkrótce stanowić prawdziwy rdzeń społeczeństwa X-men .
Dialogi między nimi nie wypadają sztucznie i widać potencjał na całkiem ciekawie tworzącą się chemię, co zawsze było niezwykle ważne w opowieściach o tej komiksowej społeczności.
Z perspektywy całej historii, Mister Sinister wydaje się być dość bezpiecznym wyborem jako pierwszy antagonista nowej serii. Możliwe nawet, że zbyt bezpiecznym. Plan, który próbuje wprowadzić w życie wypada wiarygodnie w kontekście jego przestępczego CV, nie stanowi jednak tak naprawdę większego zagrożenia. Na dobrą sprawę jego rolę „przeszkadzajki” mógłby pełnić każdy, mniej lub bardziej, ogarnięty złoczyńca. Na jego niekorzyść działa z pewnością ostateczny efekt jego genetycznych eksperymentów, który nie wzbudził oczekiwanego ładunku emocjonalnego nie tylko wśród czytelników, ale chyba również u samych X-men.
Dobrze wypada za to oprawa graficzna całego komiksu. Humberto Ramos legitymuje się całkiem przejrzystym stylem rysunku, który pasuje mi do mutantów. Logan i Colossus są tak kanciaści jak powinni być, nie ma problemu z odróżnieniem jednego bohatera od drugiego, dynamika zaś oddana jest naprawdę przyzwoicie.
Podsumowując, jest to komiks zdecydowanie godny polecenia. Chociaż obecny tutaj skład X-men daleki jest od tego najbardziej klasycznego, znanego najszerzej w popkulturze, znajdziemy tu liczne znajome wątki i wiele ikonicznych postaci. Jako „jedynka”, Przystań X spisuje się naprawdę nieźle i mimo iż daleko mu do przełomowych komiksów o mutantach, udanie wprowadza w ich świat, dając obietnicę na całkiem udane historie w przyszłości. W skali 1-10, solidne 6,5.
Od czasu wydarzeń przedstawionych w „Śmierci X” minęło osiem miesięcy. W zbierającym pięć pierwszych zeszytów Extraordinary X-Men tomie, zatytułowanym „Przystań X”, ponownie spotykamy część bohaterów tamtej historii. Jak wypada faktyczna „jedynka” komiksów o mutantach w Marvel Now 2.0? Cóż, całkiem nieźle!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom „Przystań X” autorstwa Jeffa Lemire'a z rysunkami Humberto...
Niezbyt lubiłem to co się działo z komiksami o X-men pomiędzy historiami „Avengers kontra X-men” i „Tajnymi wojnami”. Moim zdaniem jedynie seria „All New X-men” naprawdę nadawała się do czytania, a na resztę nie było specjalnie pomysłu. Jednakże po „Tajnych Wojnach” zaczyna się kolejny nowy rozdział w historii X-men. Na dodatek za scenariusz serii „Extraordinary X-men” odpowiada Jeff Lemire, autor takich serii jak „Czarny młot” czy „Łasuch”. Czy to mogło się nie udać?
Mutanci ponownie są zagrożonym gatunkiem. Tym razem przyczyną są rozpylone po Ziemi chmury mgieł Terrigenu, które wielu zwykłym ludziom dają nadludzkie moce, ale są trucizną dla mutantów. Na szczęście X-men dowodzeni przez Storm stworzyli Przystań X czyli miejsce schronienia dla mutantów. Jednakże Ororo dopiero kompletuje swoją drużynę.
Widać, że fabuła nie jest zbyt oryginalna. Przypomina bardzo sytuację niedługo tuż po historii „Ród M”. Z tym, że tutaj zagrożenie wydaje się bardziej namacalne, a także gdyby się uprzeć, to można łatwo przed nim uciec.
Jednakże z nawet najbardziej oklepanych motywów można wyciągnąć coś sensownego. Niestety bohaterowie zachowują się bardzo nierozsądnie i czasami łapałem się za głowę, bo zachowywali się jak początkujący herosi, a nie doświadczeni wojownicy. Zresztą dotyczy to nie tylko bohaterów, ale też jednego ze złoczyńców, który na początku rzeczywiście wzbudza odrazę swoim okrucieństwem, ale szybko robi się niezamierzenie śmieszny, kiedy zostaje ujawnione co wymyślił.
Od biedy komiks jako tako broni się relacjami między bohaterami. Szczególnie relacja podstarzałego Logana z młodą Jean wydaje się dosyć specyficzna i ciężko powiedzieć czy traktować ją jako uroczą czy niepokojącą. Interesująco też zapowiada się rozwój Nigthcrawlera, a także pewne problemy Collosussa. Trochę nijako za to wypadają Storm, Forge czy ku mojemu zaskoczeniu Magik, której dawna współpraca ze zbuntowanym Cyclopsem nie jest w ogóle poruszana.
Za warstwę graficzną odpowiada Huberto Ramos, którego nie jestem fanem. Jego karykaturalny styl niespecjalnie pasuje do głównonurtowego komiksu superbohaterskiego. Udaje mu się tu wprawdzie narysować parę niezłych scen akcji, ale niestety jest też wiele kadrów,gdzie ciężko zorientować się co się dzieje.
Odnoszę wrażenie, że Jeff Lemire nie odnajduje się w X-men i na szybko coś wymyślił. Komiks jest co najwyżej przeciętny i mogę go polecić głównie osobom, które nie mają specjalnego doświadczenia z historiami o mutantach.
Niezbyt lubiłem to co się działo z komiksami o X-men pomiędzy historiami „Avengers kontra X-men” i „Tajnymi wojnami”. Moim zdaniem jedynie seria „All New X-men” naprawdę nadawała się do czytania, a na resztę nie było specjalnie pomysłu. Jednakże po „Tajnych Wojnach” zaczyna się kolejny nowy rozdział w historii X-men. Na dodatek za scenariusz serii „Extraordinary X-men”...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa i więcej recenzji na GeekLife.pl
Zapraszam :)
Źle się dzieje wśród mutantów. Scott Summers nie żyje, ale przed śmiercią dokonał jakiejś bliżej nieopisanej zbrodni i tym samym potwierdził obawy całego świata. Ludzie znów boją się mutantów i znów atakują wszystkich posiadaczy genu X. Mało tego, podczas swojej akcji Cyclops zadarł z Inhumans, którzy w odwecie wypuścili do atmosfery trującą dla mutantów mgłę terrigenową. Mgła nie tylko rani, ale sprawia, że na świecie przestają pojawiać się nowi mutanci. Ororo/Storm stojąca na czele X-Men tworzy Przystań X, tajemniczą kryjówkę, w której gromadzą się mutanci z całego świata uratowani przez X-Men.
Tajne Wojny mocno przetasowały postaci. Trzon X-Men tworzą Storm (Ororo),Magik (Ilyana Rasputin) oraz Iceman (Bobby). Colossus (Piotr Rasputin),Nightcrawler (Kurt) oraz Jean Grey wybrali życie poza społecznością mutantów, ale nie mogą odmówić pomocy przyjaciołom. Do drużyny dołącza Staruszek Logan, który dalej nie rozumie, jak znalazł się w świecie, gdzie wszyscy X-Men (no, większość) żyją, a przyszłość, w której spędził pięćdziesiąt brutalnych lat… w ogóle się nie wydarzyła.
Przystań X od początku rzuca nas w wir akcji. Do końca nie wiadomo kto z kim i dlaczego. Przede wszystkim nie mamy pojęcia, co dokładnie zrobić Scott i skąd aż tak duże reperkusje wobec mutantów. Tajemnica nie otrzymuje wyjaśnienia, a te poznamy dopiero za jakiś czas w komiksie zatytułowanym Death of X. Sprawia to, że nawet osoby znające ostatnie burzliwe losy X-Men poczują się nieco zagubione.
Niemniej początkowy chaos dość szybko przestaje doskwierać. Sytuacja, w której znaleźli się X-Men przedstawiona jest dość enigmatycznie, ale wynagradzają to doskonałe interakcje pomiędzy postaciami. Fantastycznie w roli liderki wypada Storm, Bobby daje radę jako etatowy żartowniś, a Staruszek Logan i młodziutka Jean Grey tworzą duet jakiego dawno wśród X-Men nie było. Trudno przewidzieć, jak potoczą się losy tej ekipy, ale pierwszy tom ze scenariuszem Jeffa Lemire zdecydowanie daje radę!
Ta i więcej recenzji na GeekLife.pl
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapraszam :)
Źle się dzieje wśród mutantów. Scott Summers nie żyje, ale przed śmiercią dokonał jakiejś bliżej nieopisanej zbrodni i tym samym potwierdził obawy całego świata. Ludzie znów boją się mutantów i znów atakują wszystkich posiadaczy genu X. Mało tego, podczas swojej akcji Cyclops zadarł z Inhumans, którzy w odwecie wypuścili do...
X-Meni nie mają łatwo w życiu. Owszem, posiadają moce, za jakie wielu zwyczajnych śmiertelników dałaby się pokroić, ale co z tego, skoro sprawiają one, że mutanci nader często stają się dla innych wrogiem numer jeden? Ta tematyka przewija się w wielu komiksach przedstawiających ich perypetie, pojawia się także w pierwszym tomie odświeżonego „Extraordinary X-Men”. Scenarzystą serii został Jeff Lemire, autor będący obecnie „na fali”. Ten wysoki status jest zresztą całkowicie zrozumiały, bo Kanadyjczyk co i rusz dostarcza nam kolejnych, niezwykle emocjonujących opowieści. Ale czy „Przystań X” ma szanse trafić na listę jego highlightów?
Mutanci potrzebują nowego schronienia. Stworzona przez Storm Przystań X ma dać im wytchnienie przed prześladowaniami, które na nowo rozgorzały na całym świecie. Homo superior nigdzie nie mogą czuć się bezpieczni, ponadto, poddani społecznemu ostracyzmowi, muszą się ukrywać, żeby nie paść ofiarą samosądów. Jakby problemów było mało, X-Meni szukają antidotum na tak zwaną ospę M oraz uwolnioną przez Inhumans mgłę terrigenową, która powoduje, że nie rodzą się już nowi nosiciele genu x. Pojawiają się też nowe zagrożenia, z których każde może nieść śmiertelne konsekwencje nie tylko dla mutantów, ale dla całego świata.
Wiedząc, że za fabułę „Przystani X” odpowiedzialny jest Jeff Lemire, można było spodziewać się samych dobrych rzeczy. Jednak oczekiwania oczekiwaniami, a rzeczywistość okazała się dalece mniej kolorowa, pierwszy tom nowej serii o mutantach cierpi bowiem na kilka znaczących bolączek. Podstawową jest bezrefleksyjna akcyjność. Komiks nie niesie ze sobą praktycznie niczego ponad dość jednowymiarową nawalankę. X-Meni co chwilę konfrontują się z przeciwnikami, jednak w kolejnych potyczkach zwyczajnie brakuje emocji. Na pewnym etapie łapiemy się na tym, że na dobrą sprawę mamy głęboko gdzieś czy protagoniści wyjdą z konfrontacji zwycięsko.
Ta obojętność odbiorcy bierze się choćby z wykorzystywania przez Lemire’a starych pomysłów i patentów. Tak, zdaję sobie sprawę, że X-Menom zdarzało się już podróżować w czasie, a poszczególne wersje bohaterów miały wpływ na wydarzenia w przeszłości i przyszłości, jednak nie może to być kluczem na fabularne bolączki i rozwiązaniem kolejnych problemów, na które trafiają protagoniści. Z przyszłości przybywa chociażby Logan, który w innej rzeczywistości stał się zgubą większości X-Men, a tutaj dostaje kolejną szansę na odkupienie win. Jasne, ciężko rozstać się z tak charakterną postacią, ale przywrócenie jej do głównego biegu wydarzeń mogło odbyć się w mniej oczywisty sposób. Z jednej strony za ten stan rzeczy powinniśmy winić Jeffa Lemire’a, wszak to on podpisał się pod całością, z drugiej jednak ciekawe ile było w tym wszystkim presji wydawcy, który zapewne po prostu boi się większych eksperymentów i chce unikać wszelkich kontrowersji, dlatego też jak ognia unika bardziej autorskiego spojrzenia na danych bohaterów.
Wszelkie restarty mają zazwyczaj te same założenia i chodzi w nich o odświeżenie postaci lub, jak w tym przypadku, całych drużyn. Najczęściej w tych momentach następuje też powrót do najbardziej znanych motywów towarzyszących konkretnemu tytułowi. Nie inaczej jest w tym przypadku, oto bowiem homo superior po raz kolejny muszą mierzyć się z nietolerancją i nienawiścią całego świata. Lemire’owi trzeba uczciwie przyznać, że starał się, żeby motyw nie sprawiał wrażenie aż tak odgrzewanego, jaki w istocie jest. Robił co mógł, chociażby wprowadzając wątek strasznej, lecz na razie bliżej nieokreślonej zbrodni, popełnionej przez Scotta Summersa, która stała się zaczynem całej nienawiści. Cóż jednak z tego, gdy cała reszta to elementy ograne dotąd na setki sposobów, takie jak formowanie drużyny czy mozolne docieranie się jej członków oraz budowanie mocniejszej więzi dzięki konfrontacji z wrogiem. Za dużo tego samego. Zwyczajnie szkoda Lemire’a na taką sztampę.
Nie powiem, żeby szczególnie dobre wrażenie robiła warstwa graficzna albumu. Humberto Ramos obrał mocno kreskówkowy styl, który albo się lubi, albo nie. Do mnie akurat nijak nie trafia, a w odbiorze jego rysunków nie pomaga zwłaszcza wizualny chaos, który pojawia się od czasu do czasu, głównie w scenach walk. Kadry potrafią być wtedy nieczytelne i razić słabym przedstawieniem detali. Nie zaskakuje design poszczególnych postaci. Niektóre zostały poddane lekkiemu liftingowi, ale w zasadzie są to tacy X-Meni, jakich znamy. To akurat dobrze.
Pierwszy tom nowej odsłony „Extraordinary X-Men” jest niestety komiksem rozczarowującym. Wiązałem duże nadzieje z faktem, że to Jeffa Lemire’a poproszono o napisanie nowych przygód mutantów, ostatecznie okazało się jednak, że dano mu za mało swobody twórczej, co zaowocowało opowieścią wtórną, nastawioną wyłącznie na akcję. Jako komiks rozrywkowy da się rzecz jasna „Przystań X” przeczytać, jednak tylko wtedy, jeśli akceptuje się, że nie otrzymamy tu niczego bardziej ambitnego. W mojej opinii jest to komiks, który łatwo wchodzi, ale tez równie łatwo wypada z pamięci. Szkoda, bo spodziewałem się po nim jednak czegoś więcej.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2019/02/extraordinary-x-men-tom-1-przystan-x.html
oraz na łamach serwisu Arena Horror - http://arenahorror.pl/ARENA_HORROR/komiksy/extraordinary_x_men_przystan_x.HTML
X-Meni nie mają łatwo w życiu. Owszem, posiadają moce, za jakie wielu zwyczajnych śmiertelników dałaby się pokroić, ale co z tego, skoro sprawiają one, że mutanci nader często stają się dla innych wrogiem numer jeden? Ta tematyka przewija się w wielu komiksach przedstawiających ich perypetie, pojawia się także w pierwszym tomie odświeżonego „Extraordinary X-Men”....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toX-Meni w nowych rękach
All New X-Men i Uncanny X-Men Briana Michaela Bendisa były jednymi z najlepszych serii, jakie miało do zaaferowania Marvel Now. Scenarzysta nie tylko odświeżył ich losy, czyniąc bohaterów przy tym atrakcyjnymi dla zupełnie nowych czytelników, ale także poruszył wiele ciekawych tematów i stawiał ważne pytania. Jego następcę czekało więc trudne zadanie godnego kontynuowania opowieści, a zarazem otwarcia nowego rozdziału przygód marvelowskich mutantów. Powierzono je cenionemu autorowi, twórcy Czarnego młota i Łasucha, Jeffowi Lemire, a ten… Właśnie, jak z niego wybrnął i co czeka na czytelników w jego Extraordinary X-Men?
Zacznę, tradycyjnie, od fabuły. Wszystko sprowadza się tym razem do tego, że mutantom znów grozi zagłada. Wybuch bomby terrigenowej w trakcie „Nieskończoności” doprowadził do przebudzenia się genu u ukrytych Inhumans, obdarowując mocami kolejne pokolenie. Jednak teraz okazuje się, jak wielkim zagrożeniem dla mutantów jest mgła terrigenowa. Nie dość bowiem, że wywołuje u nich bezpłodność, to jeszcze powoduje tzw. Ospę M, która prowadzi do zabójczej degeneracji ciała. Storm, wraz z Icemanem i Magik, uciekając przed zagrożeniem, tworzą Przystań X, miejsce, gdzie wszyscy obdarowani będą mogli znaleźć schronienie przed mgłą. Problem w tym, że nie każdy pali się do ucieczki, a jednocześnie niełatwo jest zebrać nową drużynę. Tymczasem problemów z każdą chwilą przybywa i stają się coraz dziwniejsze…
Całość mojej recenzji na portalu Planeta Marvel: https://planetamarvel.net/extraordinary-x-men-przystan-x-recenzja
X-Meni w nowych rękach
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAll New X-Men i Uncanny X-Men Briana Michaela Bendisa były jednymi z najlepszych serii, jakie miało do zaaferowania Marvel Now. Scenarzysta nie tylko odświeżył ich losy, czyniąc bohaterów przy tym atrakcyjnymi dla zupełnie nowych czytelników, ale także poruszył wiele ciekawych tematów i stawiał ważne pytania. Jego następcę czekało więc trudne zadanie...