rozwińzwiń

Extraordinary X-Men: Przystań X

Okładka książki Extraordinary X-Men: Przystań X autora Jeff Lemire, 9788328134881
Okładka książki Extraordinary X-Men: Przystań X
Jeff Lemire Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Extraordinary X-Men (tom 1) Seria: Marvel Now! 2.0 komiksy
120 str. 2 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Extraordinary X-Men (tom 1)
Seria:
Marvel Now! 2.0
Data wydania:
2019-01-23
Data 1. wyd. pol.:
2019-01-23
Liczba stron:
120
Czas czytania
2 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328134881
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Extraordinary X-Men: Przystań X w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Extraordinary X-Men: Przystań X

Średnia ocen
6,2 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Extraordinary X-Men: Przystań X

avatar
457
457

Na półkach:

Extraordinary X-Men Tom 1 Przystań X to komiks z serii Marvel Now! 2.0.
Pierwszy tom Extraordinary X-Men to klasyczny przykład nowego rozdania, które w gruncie rzeczy trzyma się sprawdzonego przepisu. Z inicjatywy Storm powstaje Przystań X – bezpieczne miejsce dla mutantów zagrożonych śmiercionośną dla nich mgłą terrigenową. Mutanci znów muszą się jednoczyć, ratować swoich i chronić przyszłość gatunku. Brzmi znajomo? I dobrze – bo choć fabuła nie zaskakuje, to daje dokładnie to, czego fani mogą oczekiwać.
Historia rozwija się powoli, miejscami wręcz ospale – to bardziej wprowadzenie niż konkretny punkt zwrotny. Dużo miejsca poświęcono rekrutowaniu nowych członków, powrotowi znanych twarzy (tak, ten Wolverine) i budowaniu fundamentów pod dalsze wydarzenia. Nie ma tu fajerwerków, ale też nie ma rozczarowania – klasyczny średniak.
Najbardziej przypadła mi do gustu warstwa graficzna. Dynamiczna, żywa, nowoczesna i kolorowa – dokładnie tak powinny wyglądać komiksy o mutantach. Przystań X to udany start, który jednak nie wychodzi poza strefę komfortu. Świetna oprawa wizualna i znane twarze sprawiają, że to pozycja przyjemna, choć niezbyt ambitna.
Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DK3-uy4MWcD/?igsh=MW9ncTE5bnNjaHB1MA==

Extraordinary X-Men Tom 1 Przystań X to komiks z serii Marvel Now! 2.0.
Pierwszy tom Extraordinary X-Men to klasyczny przykład nowego rozdania, które w gruncie rzeczy trzyma się sprawdzonego przepisu. Z inicjatywy Storm powstaje Przystań X – bezpieczne miejsce dla mutantów zagrożonych śmiercionośną dla nich mgłą terrigenową. Mutanci znów muszą się jednoczyć, ratować swoich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
10
10

Na półkach:

Od czasu wydarzeń przedstawionych w „Śmierci X” minęło osiem miesięcy. W zbierającym pięć pierwszych zeszytów Extraordinary X-Men tomie, zatytułowanym „Przystań X”, ponownie spotykamy część bohaterów tamtej historii. Jak wypada faktyczna „jedynka” komiksów o mutantach w Marvel Now 2.0? Cóż, całkiem nieźle!

Tom „Przystań X” autorstwa Jeffa Lemire'a z rysunkami Humberto Ramosa, ukazał się na polskim rynku 23 stycznia 2019 roku. Zawiera w sobie pięć zeszytów oryginalnie wydanych w Stanach, między listopadem 2015 i styczniem 2016 roku.

Scott Summers nie żyje, Mgła Terrigenu sieje spustoszenie wśród Dzieci Atomu a ogół społeczeństwa pała do Homo Superior nienawiścią i odrazą większą, niż kiedykolwiek wcześniej. Sytuacja mutantów po niedoszłym końcu świata zdecydowanie nie jest godna pozazdroszczenia. Jednakże właśnie w takich okolicznościach ich gwiazda zawsze świeciła najjaśniej. Nawet jeśli motyw wymierania wydaje się być aż nadmiernie znajomym w tej serii, zazwyczaj wypadał przynajmniej nie najgorzej.

Tym razem również nie jest źle. Jeff Lemire postanowił spojrzeć na problem reformowania się społeczności X-men z perspektywy kilku bohaterów i ich wybór wydaje się jak najbardziej przemyślany. Co prawda, do pewnego momentu, historie rodzeństwa Rasputin oraz duetu Jean Grey – Wolverine zdają się podążać bardzo podobnym torem i dialogi między poszczególnymi można by zamienić miejscami, utrzymując ten sam efekt, ostatecznie jednak można się wciągnąć w ich perypetie.

Dodatkowo całkiem ciekawie zapowiada nam się wątek przeniesionego z przyszłości Logana oraz oryginalnej Jean Grey, przybyłej wprost z początkowego okresu istnienia szkoły Xaviera. Dynamika tego duetu musi być bowiem zupełnie inna niż kiedyś. Wątpliwości może za to budzić Storm. Mam wrażenie, że jej historia od jakiegoś czasu stoi w miejscu i pozostaje pytanie, czy Lemire ma pomysł na to, jak rozwinąć przywódczynię mutantów w inny sposób niż kolejne rozważanie nad tym, czy na ową przywódczynię w ogóle się nadaje. W obliczu braku klasycznych Cyclopsa i Wolverine'a, coraz bliżej jej do pozycji zajmowanej niegdyś przez Xaviera, to zaś może postawić przed nią zupełnie inne wyzwania. Tak samo jak przed całą masą drugoplanowych postaci.

Wątek problemów Nightcrawlera został tutaj mocno zarysowany i z pewnością będzie rozwijany, postać Kurta wydaje się być bowiem niezbędna dla tej serii i tej ekipy. Podobnie jak zastrzyk świeżej krwi w formie młodych mutantów, którzy u boku nieźle pisanego Icemana, mogą wkrótce stanowić prawdziwy rdzeń społeczeństwa X-men .

Dialogi między nimi nie wypadają sztucznie i widać potencjał na całkiem ciekawie tworzącą się chemię, co zawsze było niezwykle ważne w opowieściach o tej komiksowej społeczności.

Z perspektywy całej historii, Mister Sinister wydaje się być dość bezpiecznym wyborem jako pierwszy antagonista nowej serii. Możliwe nawet, że zbyt bezpiecznym. Plan, który próbuje wprowadzić w życie wypada wiarygodnie w kontekście jego przestępczego CV, nie stanowi jednak tak naprawdę większego zagrożenia. Na dobrą sprawę jego rolę „przeszkadzajki” mógłby pełnić każdy, mniej lub bardziej, ogarnięty złoczyńca. Na jego niekorzyść działa z pewnością ostateczny efekt jego genetycznych eksperymentów, który nie wzbudził oczekiwanego ładunku emocjonalnego nie tylko wśród czytelników, ale chyba również u samych X-men.

Dobrze wypada za to oprawa graficzna całego komiksu. Humberto Ramos legitymuje się całkiem przejrzystym stylem rysunku, który pasuje mi do mutantów. Logan i Colossus są tak kanciaści jak powinni być, nie ma problemu z odróżnieniem jednego bohatera od drugiego, dynamika zaś oddana jest naprawdę przyzwoicie.

Podsumowując, jest to komiks zdecydowanie godny polecenia. Chociaż obecny tutaj skład X-men daleki jest od tego najbardziej klasycznego, znanego najszerzej w popkulturze, znajdziemy tu liczne znajome wątki i wiele ikonicznych postaci. Jako „jedynka”, Przystań X spisuje się naprawdę nieźle i mimo iż daleko mu do przełomowych komiksów o mutantach, udanie wprowadza w ich świat, dając obietnicę na całkiem udane historie w przyszłości. W skali 1-10, solidne 6,5.

Od czasu wydarzeń przedstawionych w „Śmierci X” minęło osiem miesięcy. W zbierającym pięć pierwszych zeszytów Extraordinary X-Men tomie, zatytułowanym „Przystań X”, ponownie spotykamy część bohaterów tamtej historii. Jak wypada faktyczna „jedynka” komiksów o mutantach w Marvel Now 2.0? Cóż, całkiem nieźle!

Tom „Przystań X” autorstwa Jeffa Lemire'a z rysunkami Humberto...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2335
1611

Na półkach: ,

Niezbyt lubiłem to co się działo z komiksami o X-men pomiędzy historiami „Avengers kontra X-men” i „Tajnymi wojnami”. Moim zdaniem jedynie seria „All New X-men” naprawdę nadawała się do czytania, a na resztę nie było specjalnie pomysłu. Jednakże po „Tajnych Wojnach” zaczyna się kolejny nowy rozdział w historii X-men. Na dodatek za scenariusz serii „Extraordinary X-men” odpowiada Jeff Lemire, autor takich serii jak „Czarny młot” czy „Łasuch”. Czy to mogło się nie udać?

Mutanci ponownie są zagrożonym gatunkiem. Tym razem przyczyną są rozpylone po Ziemi chmury mgieł Terrigenu, które wielu zwykłym ludziom dają nadludzkie moce, ale są trucizną dla mutantów. Na szczęście X-men dowodzeni przez Storm stworzyli Przystań X czyli miejsce schronienia dla mutantów. Jednakże Ororo dopiero kompletuje swoją drużynę.

Widać, że fabuła nie jest zbyt oryginalna. Przypomina bardzo sytuację niedługo tuż po historii „Ród M”. Z tym, że tutaj zagrożenie wydaje się bardziej namacalne, a także gdyby się uprzeć, to można łatwo przed nim uciec.

Jednakże z nawet najbardziej oklepanych motywów można wyciągnąć coś sensownego. Niestety bohaterowie zachowują się bardzo nierozsądnie i czasami łapałem się za głowę, bo zachowywali się jak początkujący herosi, a nie doświadczeni wojownicy. Zresztą dotyczy to nie tylko bohaterów, ale też jednego ze złoczyńców, który na początku rzeczywiście wzbudza odrazę swoim okrucieństwem, ale szybko robi się niezamierzenie śmieszny, kiedy zostaje ujawnione co wymyślił.

Od biedy komiks jako tako broni się relacjami między bohaterami. Szczególnie relacja podstarzałego Logana z młodą Jean wydaje się dosyć specyficzna i ciężko powiedzieć czy traktować ją jako uroczą czy niepokojącą. Interesująco też zapowiada się rozwój Nigthcrawlera, a także pewne problemy Collosussa. Trochę nijako za to wypadają Storm, Forge czy ku mojemu zaskoczeniu Magik, której dawna współpraca ze zbuntowanym Cyclopsem nie jest w ogóle poruszana.

Za warstwę graficzną odpowiada Huberto Ramos, którego nie jestem fanem. Jego karykaturalny styl niespecjalnie pasuje do głównonurtowego komiksu superbohaterskiego. Udaje mu się tu wprawdzie narysować parę niezłych scen akcji, ale niestety jest też wiele kadrów,gdzie ciężko zorientować się co się dzieje.

Odnoszę wrażenie, że Jeff Lemire nie odnajduje się w X-men i na szybko coś wymyślił. Komiks jest co najwyżej przeciętny i mogę go polecić głównie osobom, które nie mają specjalnego doświadczenia z historiami o mutantach.

Niezbyt lubiłem to co się działo z komiksami o X-men pomiędzy historiami „Avengers kontra X-men” i „Tajnymi wojnami”. Moim zdaniem jedynie seria „All New X-men” naprawdę nadawała się do czytania, a na resztę nie było specjalnie pomysłu. Jednakże po „Tajnych Wojnach” zaczyna się kolejny nowy rozdział w historii X-men. Na dodatek za scenariusz serii „Extraordinary X-men”...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

68 użytkowników ma tytuł Extraordinary X-Men: Przystań X na półkach głównych
  • 47
  • 21
42 użytkowników ma tytuł Extraordinary X-Men: Przystań X na półkach dodatkowych
  • 16
  • 11
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Extraordinary X-Men: Przystań X

Inne książki autora

Okładka książki Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Ocena 0,0
Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Okładka książki Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Ocena 6,0
Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Okładka książki Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Ocena 7,4
Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Okładka książki Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Ocena 7,0
Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Okładka książki Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke
Ocena 6,8
Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Staruszek Logan: Strefy wojny Brian Michael Bendis
Staruszek Logan: Strefy wojny
Brian Michael Bendis Andrea Sorrentino
Staruszek Logan Tom 1 Strefy Wojny to komiks z serii Marvel Now 2.0. Bendis zmienia trochę założenia oryginalnego komiksu Wolverine Staruszek Logan. Historia owszem jest kontynuacją tamtego tomu, lecz osadzona zostaje podczas wydarzeń z Tajnych Wojen. Logan po śmierci rodziny przechodzi załamanie, ale do czasu gdy na jego farmie ląduje głowa Ultrona. Postanawia ruszyć w ciekawą podróż po Bitewnym Świecie aby odnaleźć swoje przeznaczenie. Tak, aby zrozumieć fabułę wymagana jest znajomość nie tylko poprzedniego tomu, ale też ogólnego położenia uniwersum Marvela podczas Tajnych Wojen. Opowieść koncentruje się na emocjonalnym aspekcie postaci Logana, ukazując jego wewnętrzną walkę oraz trudności w radzeniu sobie z nową, brutalną rzeczywistością. Historia jest pełna akcji, ale także pełna refleksji nad losem bohatera, który stara się odnaleźć sens w apokaliptycznym świecie. Rysunki w komiksie są dynamiczne, a całość ma mroczny, brudny, unikalny styl. Ilustracje świetnie oddają postapokaliptyczny klimat oraz uczucie beznadziei i bezsilności. Dodatkowo duże wrażenie robi efektywne ułożenie kadrów na stronie. Bardzo fajnie też przedstawiono kolejno odwiedzane zakamarki tego unikalnego świata. To interesująca lektura, zwłaszcza dla fanów mrocznych opowieści o Wolverine’ie, jednak wymaga nieco uwagi, by docenić głębsze warstwy fabuły. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DHA90nuslE-/?igsh=dmluNnRobHh3bW52
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na711 miesięcy temu
Staruszek Logan: Berserk Jeff Lemire
Staruszek Logan: Berserk
Jeff Lemire Andrea Sorrentino
Staruszek Logan Tom 2 Berserk to komiks z serii Marvel Now 2.0. Tomy Jeffa Lemire’a to jedno z ciekawszych podejść do postaci Wolverine’a, które łączy elementy klasycznych opowieści o superbohaterach z mroczną, postapokaliptyczną wizją przyszłości. Lemire przejął pisanie o tej postaci po Millarze i Bendisie. Wersja Lemire’a, choć kontynuuje historię, wprowadza wiele własnych elementów, które nadają jej świeży, choć wciąż mroczny charakter. Historia opowiada o Wolverinie, który w tej wersji jest już starym, zmęczonym życiem człowiekiem. Porzucił życie bohatera po tragicznych wydarzeniach, które zniszczyły świat. Został zmuszony do ukrywania się, a jego ciało powoli się starzeje, co nie sprzyja jego zdolnościom samoleczenia. Przyszłość oraz przeszłość, w której Logan przebywa jest nieprzyjazna, zdominowana przez bezwzględnych bohaterów-przestępców, którzy przejęli władzę po zniknięciu tradycyjnych superbohaterów. Czy można naprawić przyszłość dopuszczając się masowych morderstw w przeszłości? Lemire koncentruje się na wewnętrznych zmaganiach Logana i jego podróży przez ten brutalny świat. Autor nie zna litości i wręcz pastwi się nad bohaterem, wrzucając go w co raz to większe bagno. Podoba mi się zawarta tutaj ta niepewność czasu akcji i wersji uniwersum. Do końca tomu nie byłem przekonany, kto jest kim. Ciekawie rozegrane, choć jest to część większej historii, więc znajdziemy tu pewne schematy, a i odpowiedzi na pewne zagadnienia dopiero nadejdą. Unikalny styl ilustracji wyróżnia się dynamicznymi kadrami, złożonymi układami i specyficzną grą cieni. Dzięki temu komiks zyskuje mroczny, trochę niepokojący charakter, który idealnie pasuje do apokaliptycznej atmosfery. Użycie kolorów, często kontrastowych lub przyciemnionych, podkreśla ciężar fabuły i jej melancholijny ton. Dobra rzecz, choć nie wybitna. Komiks możesz zobaczyć na moim instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DHIs4xRsZyZ/?igsh=M3JiZDVxY2oxam9w
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na71 rok temu
All-New Wolverine: Cztery Siostry Tom Taylor
All-New Wolverine: Cztery Siostry
Tom Taylor David Lopez David Navarrot
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach All-New Wolverine #1-6, a następnie w tomie All-New Wolverine vol. I: Four Sisters ze scenariuszem Toma Taylora i z rysunkami Davida Lopeza oraz Davida Navarrota. Do omawianego komiksu podchodziłem bez żadnych większych oczekiwań i muszę powiedzieć, że niniejsza pozycja bardzo miło mnie zaskoczyła. Jak dla mnie niniejsze dzieło jest naprawdę dobre, stąd też moja ocena 7/10. Historia przedstawiona w albumie, nie jest czymś innowacyjnym, jednak jej zgrabne poprowadzenie sprawiło, że omawianą pozycję, czytało mi się bardzo przyjemnie. W omawianym komiksie mamy do czynienia z dwoma tzw. gościnnymi występami i muszę powiedzieć, że zostały one naprawdę w ciekawy sposób napisane. Pojawienie się zarówno jednej, jak i drugiej postaci je sensowne w kontekście przedstawionych wydarzeń. Powiem szczerze, że omawiany album sprawił, że chętnie sięgnę po kolejny tom cyklu „All-New Wolverine”, mimo początkowo niezbyt wielkiego zainteresowania. Omawiana pozycja to kolejny przykład, że nie zawsze trzeba, wielkiej i skomplikowanej historii, by komiks był dobry… Przypuszczam, że oczywiście znajdą się pewni… Hm… Trochę nie wiem, jak ich nazwać, więc powiedzmy „konserwatywni czytelnicy”, którzy będą narzekać na postać Laury i jej przedstawienie… Będą pisać o kolejnej „silnej feminie” itp.… Oczywiście w omawianym dziele można się dopatrywać przesłania, jednak każde dzieło ma jakieś przesłanie i promuje jakieś spojrzenie na świat… Jeśli ktoś ma problem z tzw. progresywnym czy feministycznym przekazem w popkulturze… To cóż, poradzę, mogę tylko zasugerować, by nie czytał więcej komiksów Marvela opowiadających o kobiecych superbohaterkach.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na71 rok temu
Avengers: Siedmiu wspaniałych Mark Waid
Avengers: Siedmiu wspaniałych
Mark Waid Adam Kubert Mahmud Asrar
Jak zawsze, gdy świat czeka zagłada, najpotężniejsi ziemscy bohaterowie muszą połączyć siły. Niestety tym razem jesteśmy po kolejnych problemach w świecie i Tony Stark nie ma pełnego budżetu. Kapitanem Ameryką jest były Falcon, a wolne okazują się trzy dzieciaki. A poza tym trafia się jeden android i świeża bogini. Brzmi cudownie, czyż nie? Pierwszym przeciwnikiem Całkiem Nowych i Zupełnie Innych Mścicieli jest typowy użytkownik twittera, za którego plecami stoi ktoś dużo groźniejszy. Nasi bohaterowie muszą połączyć siły, utrzeć swoją współpracę i pokonać złego, a następnie skonfrontować się po raz pierwszy z tym stojącym w cieniu. Zacząłem czytać „Avengersów” Waida jako spełnienie koszmaru komplecjonisty – chciałem przeczytać wszystko z Thor od Jamesa Aarona. Dodatkowo w głównej serii wiadomo, że ma ona relację z Samem Wilsonem (ex-Falcon),więc zawsze jakiś dodatek do postaci. Jednak okazało się, że najciekawszy wątek z tego komiksu to relacja Ms. Marvel i Novy, który na początku mocno jest wyeksponowany. A jak wiadomo, drużynówki na relacjach stoją, a wielki zły to wymówka do zebrania drużyny. Choć nie będę ruszał zbyt mocno z całej fabuły, to nie chce mi się pisać opinii do każdego tomu. Dlatego zostawię tu trochę opinii do całego runu Waida, by zdradzić, czy warto go czytać. I niestety trzeba przyznać, że podobnie jak Thor Aarona „Avengersi” są odrobinę rozgrzebani. Na szczęście Egmont wydał run Waida w całości jako „Avengersów”, a nie jak w oryginale „All-New, All-Different Avengers”. Ta jednolitość nie odbiera bardzo twardej odcinkowej struktury oraz gwałtownej zmiany po tomie 3, która jest spowodowana zmianą serii, a także dużym wpływem i obecnością crossoverów. Po prologu, którym jest ten tom „Avengersów”, dostajemy w poszczególnych tomach: niezwykłe poszukiwania ojca Novy (teasowany choćby w „Grzechu pierworodnym” Aarona),a potem prolog do II Wojny Domowej. Po tych 15 numerach Waid mamy przetasowanie drużyny i dopiero tam wracamy do rozprawy z naszym większym złym z tego tomu. Jest to satysfakcjonujący finał, ale dużo czekania. Najgorzej, że to jeszcze nie koniec. Zatem „Avengersi” Waida to kopalnia otwartych wątków, które są rozpoczynane i niekoniecznie szybko kończone, albo właśnie kończone gdzie indziej. Ostrzegam, bo komuś może to przeszkadzać. Wielki zły? 10 numerów później, choć miga wcześniej. Thor i Kapitan Ameryka? W Thorze. Ms. Marvel i Nova? „Champions” (chyba niewydany po polsku). W dodatku niestety komiks przewijany jest eventami, jak wyżej wspomniana Wojna Domowa. Jednak na szczęście wszystkie poza jednym da się zrozumieć bez kontekstu. Wydany na szczęście po polsku oddzielnie crossover „Impas” („Standoff”) jest zupełnie pomijalny i lepiej to zrobić. Jeśli chodzi o stronę graficzną to rysunek jest raczej typowy dla Marvela i komiksu amerykańskiego. Moim zdaniem nie dorównuje on jednak temu z "Thora" Aarona, gdzie mimo zmian pojawiały się bardziej wyraziste rysunki. Najciekawszym elementem graficznym jest jednak ułożenie kadrów. Mamy bardzo częste nachodzenie na siebie kadrów, małych dodatkowych pokazujących inną perspektywę i tym podobne. Nie jest to jedyne och zastosowanie, ale takie najbardziej zwracające uwagę. W sumie „Avengersi” Waida nie są jacyś tragiczni. Wątki, które się rozpoczyna, są bardzo ciekawie poprowadzone, mimo wyprowadzenia poza komiks. A jeśli ktoś dotrze do finału wielkiego złego, to jest on satysfakcjonująco zamknięty. Inaczej mówiąc, jest to średni komiks, który można czytać właśnie poszczególnymi wątkami albo wyrywkowo. I jak Mark Waid to zazwyczaj hit or miss, to niestety samym „Avengers” całościowo bliżej mu tego drugiego. W dodatku nie wiadomo do końca, do kogo jest skierowany – drużyna składa się przecież początkowo z dorosłych i nastolatków, co miesza te wątki. PS Jeśli macie już coś przeczytać to ANNUAL z tomu o II Wojnie Domowej. Jest przezabawny. Komiksy przeczytane dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na76 miesięcy temu
Deadpool: Nuworysz z nawijką Gerry Duggan
Deadpool: Nuworysz z nawijką
Gerry Duggan Mike Hawthorne
Deadpool: Nuworysz z nawijką, to pierwszy tom z nowej serii Marvel NOW! 2.0, który przynosi nam świeży oddech w życie Wade'a Wilsona, a zarazem starą dobrą chaosyczną zabawę, której można oczekiwać po Deadpoolu. W świecie, gdzie superbohaterowie są na porządku dziennym, Deadpool niespodziewanie wyrasta na szczyt popularności, stając się największym (i najbardziej problematycznym) superbohaterem świata. Fabuła skupia się na nowych wyzwaniach, przed jakimi staje Deadpool. Gdy staje się sławny i bogaty, jego życie obraca się o 180 stopni — staje na czele grupy bohaterów, dla których musi zarabiać pieniądze, bo jak się okazuje, altruizm to za mało, by pokryć koszty działania. W międzyczasie musi także zmierzyć się z oszustem, który grozi zniweczeniem jego nowo zdobytej reputacji. Co więcej, Wade decyduje się na wyjątkowo ryzykowny krok, używając swojej córki Ellie jako przynęty, by wyciągnąć przeciwnika z ukrycia. Scenarzysta komiksu, świetnie oddaje ducha Deadpoola, tworząc historię pełną napięcia, humoru i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Akcja jest szybka, dynamiczna i nie pozwala na nudę. Postać Deadpoola jest równie barwna i pełna życia, co zawsze, choć tym razem pokazuje również nowe oblicze jako lider i strateg. Artystycznie, prezentuje świat Deadpoola z wielką dbałością o szczegóły — od dynamicznych scen walki po bogato ilustrowane tła miejskie, które dodają głębi całej narracji. "Deadpool: Nuworysz z nawijką" to komiks, który może zaskoczyć nawet wiernych fanów postaci. Choć niektóre elementy tradycyjnej postaci Deadpoola, jak absurdalny humor czy brutalność, zostały nieco stonowane na rzecz bardziej skupionej fabuły, nadal jest to dzieło, które trzyma w napięciu i rozbawia do łez. Z humorem balansującym na granicy dobrego smaku i akcją, która nie pozwala oderwać się od strony, komiks ten zasługuje na ocenę 8/10. To nie tylko komiks dla starych fanów Deadpoola, ale również dla nowych czytelników, którzy szukają czegoś świeżego i ekscytującego w świecie superbohaterów. Deadpool w roli nuworysza i lidera to nowość, która wprowadza frapujące zmiany w dynamice znanej postaci, jednocześnie zachowując jej najbardziej charakterystyczne cechy. Sprawdźcie sami, jak Wade radzi sobie na nowej drodze do sławy i bogactwa!
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na81 rok temu
Staruszek Logan: Na granicy Jeff Lemire
Staruszek Logan: Na granicy
Jeff Lemire Andrea Sorrentino
Staruszek Logan Tom 3 Na Granicy to komiks z serii Marvel Now 2.0. To kontynuacja przygód Logana w alternatywnej przeszłości. Lemire ponownie dodaje do historii nowy, emocjonalny wymiar. To, co wyróżnia ten komiks, to sposób, w jaki zestawia dwie postacie Maureen — byłą żonę Wolverine’a w dwóch alternatywnych liniach czasowych. Pierwszą, którą Logan pamięta ze swojej tragicznej przeszłości, i drugą, młodszą, którą może jeszcze uratować. Jest to zderzenie dwóch rzeczywistości, dwóch wersji tej samej osoby, co ma głęboki wpływ na bohatera. Motyw chronienia młodszej Maureen, jednocześnie starając się wymazania z pamięci tej, którą stracił w brutalnym świecie, jest pełen tragizmu. Logan staje w obliczu niemal niemożliwego wyboru, a jego przeszłość nie przestaje go prześladować. Z jednej strony chce chronić dziecko, które przypomina mu utraconą rodzinę, z drugiej strony wie, że każdy jego ruch może przynieść cierpienie i śmierć osobom, na których mu zależy. To przerażające brzemię, które nosi Logan, jest w pełni zobrazowane nie tylko na poziomie fabularnym, ale także poprzez zestawienie jego wspomnień z teraźniejszością. Logan, choć już na granicy starości, nie może pozbyć się przeszłości, a każda próba zmiany przyszłości wydaje się prowadzić do nowych tragedii. Dodatkowo wyczekiwana apokalipsa nie nadchodzi, co sprawia, że bohater co raz bardziej gubi się w nowym świecie. Komiks, mimo swojej brutalności i mrocznego klimatu, zyskuje na warstwie psychologicznej, dając czytelnikowi coś więcej niż tylko kolejną akcję i walki. Pod względem ilustracji komiks nadal trzyma wysoki poziom. Surowy i bardzo kontrastowy styl pasuje idealnie, a ciekawy rozkład kadrów dodaje dynamiki scenom akcji. Seria rozkręca się z każdym kolejnym tomem. Polecam i biorę się za kolejne części. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DHsdnj6sXtV/?igsh=b244bHd2djF4dTJ0
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na811 miesięcy temu
Deadpool: Koniec błędu Tim Seeley
Deadpool: Koniec błędu
Tim Seeley Mike Norton Cullen Bunn Terry Pallot Tyler Crook Gerry Duggan Brian Posehn Phil Noto Scott Koblish Ben Blacker Ben Acker Emilio Laiso Mike Hawthorne Danilo Beyruth Amy Chu
Drugi tom Deadpoola, czyli najbardziej wygadanego superbohatera wszech czasów, w cyklu Marvel Now! 2.0. Wbrew wszystkiemu podobał mi się bardziej niż pierwszy tom. "Wszystkiemu", czyli temu, że prawie w ogóle nie porusza wątków z poprzedniego tomu. Główny wątek pozostaje więc chaosem. Ale tutaj dostałam wytchnienie w postaci backgroundu członków drużyny Deadpoola, czyli Najemników do wzięcia. Zaczynamy od zeszytu poświęconemu Deadpoolowi i jego kłopotom z pamięcią, gdzie Deadpool wreszcie jest zabawny, o wiele bardziej niż w całym pierwszym tomie. Potem jest tylko lepiej - gościnne występy rysowników w poszczególnych historiach to różnorodność stylów, kolorów i klimatów. Krótkie, zamknięte historie pozwalają lepiej poznać bohaterów bez wprowadzania zamętu. Aż dwie części poświęcone Masacre'owi, meksykańskiemu byłemu księdzu, który postanowił zawalczyć o sprawiedliwość z maczetą w dłoni, w tym jedna w całości po hiszpańsku - y ya estoy contenta (tłumaczenie umieszczono na końcu, więc bez obaw). Jedynie ostatni zeszyt był trochę... konsternujący. Przenosimy się w dość dziwną przyszłość, w której Deadpool jest kobietą, a wydarzenia nie mają raczej związku z bieżącą historią. Niemniej jednak poza końcówką bawiłam się bardzo dobrze, a przecież o to właśnie chodzi.
panna_lovegood - awatar panna_lovegood
ocenił na76 lat temu
Avengers: Impas. Atak na Pleasant Hill Mark Waid
Avengers: Impas. Atak na Pleasant Hill
Mark Waid Adam Kubert Mark Bagley Nick Spencer Marc Guggenheim Ryan Stegman Jesus Saiz Marcus To Daniel Acuña Joshua Williamson Gerry Duggan Mike Henderson Angel Unzueta Brent Schoonover Paul Renaud German Peralta Juanan Ramirez Frank Barbiere Matt Yackey
Lubię sięgać po komiksy Marvel lub DC, które są crossoverami, bowiem wtedy poznaję najwięcej postaci z tych uniwersów. Jest to też okazja, aby ujrzeć protagonistów lub antagonistów z niszowej półki, pojawiających się w komiksach epizodycznie, a w filmach po prostu nie występujących. Lub ewentualnie mających raz jakąś krótką scenkę, o której szybko się zapomina (patrz występ Dazzler w "X-Men: Dark Phoenix"). Dlatego ochoczo rzuciłem się na "Avengers Impas", który faktycznie początkowo bardzo mnie wciągnął, finał też miał przedni, ale w środku mocno wymęczył. Czemu? Cóż, za dużo powtórek. Tytułowe Pleasant Hill to miasteczko gdzie wszyscy żyją szczęśliwie, są pomocni, nie ma przestępczości i w ogóle ziścił się amerykański sen. Brzmi jak iluzja? Owszem, bo nią w praktyce jest. Tak naprawdę to zręczna manipulacja oraz zakłamanie rzeczywistości, gdyż całe miejsce oficjalnie nie istnieje i tak naprawdę jest super tajnym więzieniem SHIELD przeznaczonym dla najgorszych i najniebezpieczniejszych złoczyńców tego świata. Brzmi trochę jak Guantanamo, tyle że więźniowie żyją w wiecznej iluzji. Co jednak się stanie gdy ta opadnie? Cóż, wtedy mamy chaos, a w nim nie trudno o rewolucję super złoczyńców. Szczególnie gdy są srogo wkurzeni. Sam pomysł bardzo mnie zaciekawił, ale jeszcze bardziej osoba odpowiedzialna za stworzenie całej iluzji. Nie będę wam jej zdradzał, bo jest świetnie napisana, przemyślana i poprowadzona. Niestety, a raczej stety, takie postacie często nie zdają sobie sprawy jak ogromną mocą dysponują, dlatego ciężko im wytłumaczyć, że robią coś, co jest złe. Nawet jeśli szefowa SHIELD wmawia, że to dla dobra społeczeństwa. Ta linia konfliktu również została bardzo umiejętnie napisana oraz przedstawiona czytelnikowi. Podobnie jak starcie o samo Pleasant Hill. Niestety nie można tego samego powiedzieć o środkowej części opowieści, gdzie akcja strasznie się wlecze. Wadą całego tomu, jest fakt, że historia pierwotnie byłą opowiadana w wielu różnych seriach. Zatem mamy tutaj zeszyty z Avengers Standoff, Illuminati, New Avenger czy Agents of S.H.I.E.L.D. Skutkuje to powtarzaniem się na przykład danej sceny, tylko z punktu widzenia innej ekipy, a tych jest od cholery. Po pewnym czasie zaczęło mnie to męczyć. Do tego, nie zrozumcie mnie źle, ale część postaci była jak dla mnie bardzo... głupia. Słyszałem o dziwacznych bohaterach czy złoczyńcach z uniwersum Marvel, ale koczkodan w stroju agenta SHIELD, wchodzący w skład oddziału Wyjący Komandosi (sama nazwa jest tak durna, że aż wybuchłem gromkim śmiechem) zwyczajnie do mnie nie przemawia. A i tak natrafiłem tam na jeszcze bardziej, moim zdaniem, porąbane postacie. Czasami mam wrażenie, że po prostu twórcom komiksów się nudzi i tworzą dla zabawy takich bohaterów. Niemniej lekturę muszę zaliczyć do udanej. Była to z pewnością jedna z dłuższych pozycji komiksów Marvel jakie przeczytałem, choć nie najdłuższa. Z pewnością będę szukał w przyszłości podobnych crossoverów, licząc ze mniej mnie wymęczą, jeśli idzie o pewne wątki. Z tego tomu zapamiętam jednak kilka postaci oraz wątków, dlatego ciesze się, że go przeczytałem. Trochę żałowałem, że Deadpool miał tutaj tak mały wkład, podobnie Iron Man, ale i tak było ciekawie.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Amazing Spider-Man: Globalna Sieć. Wrogie Przejęcie. Dan Slott
Amazing Spider-Man: Globalna Sieć. Wrogie Przejęcie.
Dan Slott Giuseppe Camuncoli
Spider-Man to jeden z moich ulubionych komiksowych bohaterów, w czym z pewnością nie jestem osamotniony. Muszę jednak przyznać, że run Dana Slotta nie porwał mnie dotąd specjalnie. Jasne, jego „Superior” był czymś absolutnie świeżym, niemniej mimo sporych zmian w życiu Petera Parkera, nie mogłem się dotąd w stu procentach przekonać do kierunku zmian, w którym podążała dotąd ta historia. Wznowienie z roku 2015 w ramach Marvel Now 2.0, miało stanowić po części kolejny etap, ale także nowe otwarcie. Jak wyszło? Trudno stwierdzić jednoznacznie. Amazing Spider-Man: Globalna Sieć ,Tom 1. Wrogie Przejęcie ukazał się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Egmont, 23 stycznia 2019 roku. Zawiera w sobie pięć pierwszych zeszytów serii Amazing Spider-Man Vol.4 z podtytułem Worldwide, wydanych w Stanach między grudniem 2015 a lutym 2016 roku. Za scenariusz odpowiada Dan Slott, warstwa wizualna jest zaś autorstwa Giuseppe Camuncoli’ego. Tony Stark dla ubogich. Tak w pewnym momencie określili Petera Parkera dziennikarze i tak w pewnym sensie postrzega on swoją rolę w chwili obecnej. Jego firma stała się globalnym przedsiębiorstwem. Sponsoruje Shield, Avengers i wiele innych organizacji, będąc rewolucjonistą na polu elektroniki. Spider-Man także musi działać globalnie. To już nie jest Superbohater z sąsiedztwa. A przynajmniej nie takiego najbliższego. Ograniczonego zaledwie do kilku kontynentów. I jest to zdecydowanie zmiana, którą obserwuje się przyjemnie. Choć wiele wątków jest wprowadzonych właśnie w tym tomie, nie działa on niestety zbyt dobrze, jako klasyczna jedynka. Jasne, można się w tym wszystkim połapać, niemniej mamy tutaj do czynienia raczej z kontynuacją, niż nowym początkiem, co sugerowałaby zmiana numeracji. Podobnie jest choćby w przypadku najbliższego otoczenia pajączka, które zawiera wiele postaci, wprowadzonych wcześniej przez Slotta. Nie jest to więc idealne miejsce dla nowego czytelnika, który chciałby zacząć poznawać współczesne losy Spider-Mana. Mimo to, tempo całej opowieści, wyraźnie zarysowany główny wątek fabularny oraz konieczność zmierzenia się Petera z odpowiedzialnością większą, niż kiedykolwiek wcześniej, idealnie to wynagradza. Zwłaszcza, że jest to odpowiedzialność spoczywająca w większości na jego własnych barkach, nie jego pajęczego alter ego. Relacje, między Peterem a jego najbliższym otoczeniem także podlegają ciągłym zmianom, musi bowiem lawirować między odpowiedzialnością za nich oraz za ogromne rzesze pracowników i klientów Parker Industries. Dodatkowego kolorytu dodają tutaj złoczyńcy – wprowadzona właśnie w tej opowieści grupa Zodiak. Z jednej strony sztampowo wręcz kolorowa, sprawiająca wrażenie typowego, komiksowego stowarzyszenia przestępczego. Z drugiej zaś, biorąca właściwie na cel Petera Parkera i jego firmę, nie zaś samego Spider-Mana. Gdzieś w tle tego wszystkiego przewija się motyw zdrajcy, sabotującego wspólne poczynania Parker Industries oraz Shield a także majaczące na horyzoncie, znacznie poważniejsze zagrożenie, w postaci tajemniczego mężczyzny, mającego umiejętność przywracania zmarłych do życia. Motyw oczywiście bardzo mocno już ograny w marvelowym uniwersum, ale zawsze budzący sporo emocji i powodujący duże zamieszanie w światku bohaterów. Na wzmiankę zasługuje także rysownik, Giuseppe Camuncoli. Na przestrzeni lat przyzwyczaiłem się chyba do jego kreski i oceniam ją naprawdę wysoko. Podoba mi się estetyka, którą przyjmuje i naprawdę uważam, że bardzo pasuje do Spider-Mana i jego pajęczego towarzystwa. A to zawsze duży atut komiksu. Mamy więc do czynienia z naprawdę niezłym komiksem, ale raczej kiepską jedynką, pod kątem wprowadzenia nowego czytelnika w świat Spider-Mana. Sama historia, okraszona naprawdę dobrymi rysunkami, potrafi jednak wciągnąć i utrzymuje odpowiednie tempo. Ode mnie, więcej niż przyzwoite 6.8.
CrimeAlley - awatar CrimeAlley
ocenił na73 lata temu
Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 1 Frank Miller
Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 1
Frank Miller David Michelinie Roger McKenzie
Lektura pierwszego tomu „Daredevil: Wizjonerzy” to fascynująca lekcja historii sztuki komiksowej, która najwyraźniej przerosła rzeszę niedzielnych recenzentów wystawiających temu dziełu niskie noty. Trudno nie parsknąć śmiechem, czytając opinie o „staroświeckiej kresce”, podczas gdy mamy do czynienia z jednym z najważniejszych procesów ewolucyjnych w mediach wizualnych XX wieku. Miller nie wchodzi tu na gotowe; on na naszych oczach dokonuje brutalnej dekonstrukcji skostniałego stylu Marvela lat 70., w którym każdy musiał rysować jak klon Johna Buscemy. Początkowe zeszyty mogą zmylić ignoranta swoją poprawnością, ale już po chwili widać, jak Frank zaczyna „psuć” tę grzeczną anatomię na rzecz ekspresji. Statyczne kadry z zeszytu 158 ewoluują w dynamiczne panele w następnych zeszytach. Wielu narzekających na brak „nowoczesnych detali” kompletnie nie rozumie, że Miller jako jeden z pierwszych wprowadził do amerykańskiego mainstreamu brud i mrok nurtu noir. Zamiast rysować każdy mięsień, zaczął operować plamą cienia, co dla współczesnego czytelnika wychowanego na sterylnych grafikach komputerowych jest najwyraźniej barierą nie do przejścia. To tutaj rodzi się ta genialna, kanciasta dynamika, która później zdefiniuje „Powrót Mrocznego Rycerza” czy „Sin City”. Miller w tym tomie uczy się, jak rysować ciszę i deszcz, co dla przeciętnego użytkownika oceniającego komiks po „ładnych kolorkach” jest konceptem zbyt abstrakcyjnym. Szyderczo spoglądam na zarzuty o „uproszczenia”, bo to właśnie w nich tkwi siła storytellingu, którego dzisiejsi rzemieślnicy mogą Millerowi tylko zazdrościć. Ewolucja od klasycznego rzemiosła do drapieżnego, mangowego kadrowania w końcówce tomu to popis geniuszu, który wymaga od odbiorcy minimum intelektualnego wysiłku. Niestety, dla wielu „znawców” z sekcji komentarzy, szczytem artyzmu pozostaje pewnie przeładowana detalami kreska z lat 90., przy której subtelne operowanie światłocieniem Millera wydaje się „niedbałe”. To komiks dla koneserów, którzy potrafią dostrzec moment, w którym rzemieślnik staje się artystą, zostawiając w tyle całą armię kolorowych trykociarzy. Jeśli ktoś wystawia tu słabą ocenę, po prostu pomylił działy w księgarni. Pierwszy tom Daredevila to fundament, bez którego dzisiejszy mroczny komiks w ogóle by nie istniał, o czym warto pamiętać przed kliknięciem w ocenę.
Adrian - awatar Adrian
ocenił na724 dni temu
Tajne wojny: Wojna domowa Charles Soule
Tajne wojny: Wojna domowa
Charles Soule Matt Milla Leinil Francis Yu Gerry Alanguilan Sunny Gho
Album „Tajne Wojny Wojna Domowa” to tom należący do mini serii „Tajne Wojny”. Nie czytałem jeszcze głównego wydarzenia z cyklu, ale zamiast to czytałem tom „Staruszek Logan Strefa Wojny”. Wspominam o tym, by zarysować mój stan wiedzy o serii, by niektórych nie dziwiło to, co pisze o omawianym albumie, bo może ktoś będzie czytał moją opinię, znając już pozostałe komisy i nie będzie rozumiał mego stanowiska. W każdym razie, przechodząc do samego komiksu to największą jego zaletą jest jego zwartość, czyli to, że historia jest krótka, konkretna i nie ma żadnych dłużyzn. Oczywiście sama koncepcja podzielonych Stanów Zjednoczonych na dwie całkiem różne frakcje polityczno-społeczne (tak to ujmę). Trochę mroczny i nieco postapokaliptyczny charakter historii też mi się podobał. No i oczywiście plusem jak dla mnie są Tony Stak i Steven Rogers. Uwielbiam obie postacie, a ich starcie ideologiczne wydawało mi się już na wstępie mega ciekawe. Oczywiście w albumie zobaczymy też i inne postacie znane z komiksów Marvela, ale kluczowymi bohaterami są dwie wspomniane postacie. Finał historii zresztą to potwierdza, przyznam się, że takiego zakończenia się nie spodziewałem. Byłem pewien, że dostaniem 100% Happy End, a tu takie słodko gorzkie zakończenie (przynajmniej dla mnie). Niestety album jest osadzony w tzw. „Bitewnym Świecie”. – czyli jak zrozumiałem w takim zlepku fragmentów różnych rzeczywistości (światów) – Który jak się domyślam istniał tylko przez pewien czas. Bo z tego, co się zorientowałem multiwersum zostało odbudowane, więc jak nie patrzeć omawiane wydarzenia nie miały chyba miejsca? Z perspektywy przyszłych zdarzeń ta wojna domowa nie odbyła się… Bo w miejsce „Bitewnego Świata” pojawiło się ponownie multiwersum, ale nie wiem, czy dobrze główkuje. W każdym razie to mnie nurtuje i trapi… Bo jeśli to, co się wydarzyło nie ma znaczenia dla przyszłych wydarzeń, to historia traci mocno na znaczeniu i ważności, a albumy o charakterze iwnetowym, powinny wywoływać wpływ na dalsze losy danego uniwersum lub całego multiwersum… Inaczej dla mnie nie mają sensu. No ale może to być problem tylko dla mnie… Ja lubię i cenie sobie spójność i logiczność w uniwersach… Jeśli historia nie jest spójna i do niczego nie prowadzi trudno mi ją wysoko ocenić. Czy polecam ten komiks? Tak, to bardzo intensywna, krótka i ciekawa historia. Która prawdopodobnie nie wnosi za wiele do historii żadnego z uniwersum Marvela.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na83 lata temu
Tajne tajne wojny Deadpoola Cullen Bunn
Tajne tajne wojny Deadpoola
Cullen Bunn Matteo Buffagni Matteo Lolli
Jeśli kochacie ten nadnaturalny, piękny dźwięk przekartkowywanego komiksu, jego charakterystyczny zapach, formę przedstawianych w tego typu medium wydarzeń i w końcu doświadczanie zawartości danego, ulubionego numeru komiksu, np. w sobotnie śniadanie o poranku, czy jako lekturę zamiast codziennego wydania prasy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby od tej niezwykłej strony poznać dość specyficznego ,,jegomościa”, postać ze stajni Marvela, komiksowego ,,Domu Pomysłów” Stana Lee, uważanego za antybohatera i bohatera zarazem… zawadiackiego Wade’a Wilsona, czyli nie inaczej jak tylko Deadpoola, jednego z najbardziej pokręconych projektów sylwetek świata superbohaterów w dziejach narracji graficznych, ba!, w dziejach (choć to bardziej subiektywna opinia) popkulturowej myśli ludzkiej. Kim jest w takim razie Deadpool? Na pewno to komiksowa postać, którą powinno się traktować jako bardziej neutralną niż superbohaterską, jako kogoś, kto jest w stanie zrobić i znieść wszystko. No bo, jak ogarnąć czy jakoś objąć w ramy rozumowania wyrzuconego za sprawianie kłopotów z Wojska, niesubordynację i podejrzewanie o rozstrojenie osobowości przyszłego Najemnika, który niegdyś stanie się tym przebijającym ,,czwartą ścianę” spandexowym Deadpoolem ? Jak ogarnąć postać z marvelowskich wojaży superheroes, której tzw. ,,czynnik regenerujący”, który uaktywnił się po zgłoszeniu się jej do programu o nazwie ,,Weapon X”, i po nafaszerowaniu ciała tego kogoś praktycznie tym samym jak u Wolverina substratem, co w konsekwencji dało (temu komuś!) tak nadludzką cechę, dzięki której ,,ucięta głowa!” nie sprawia tej osobistości żadnego problemu, ,,no ależ Panie… w końcu ona odrośnie!”? Jak tu nie fascynować się ,,takim cosikiem superbohaterskim”. No, bo rzecz jasna chodzi tylko i aż o naszego Pana ,,zakładowego”, o Deadpoola, który być może dzięki owemu programowi realizowanemu przez tajemniczy nazwijmy to ,,Departament”, współpracujący m.in. z kanadyjskim Rządem, spowodował tak obszerną destabilizację psychiczną, że w końcu gdy on sam wcześniej przed aktem ,,reinkarnacji” był po prostu Wadem Wilsonem i stał się tym Deadpoolem, którego znamy z komiksów, dochodzi do dziwnego wniosku, że ,,odtąd nie stara się wcale przywiązywać jakiejkolwiek uwagi do wydarzeń - w jego przypadku - sprzed założenia czerwono czarnej maski, zakrywającej jego przeżartą eksperymentalnym leczeniem twarz”. ,,Mr. D” jest dziwadłem zarówno pozytywnym, ale i z lekka negatywnym. Jest zbyt szalony by ,,polofciał” go absolutnie każdy fan komiksu amerykańskiego, od którego, co jest raczej prostym potwierdzeniem niż odkryciem nowego kontynentu, zaczyna praktycznie każdy komiksomaniak współczesnego świata. Nasz ,,najemnik z nawijką” wie tyle o sobie, że to chyba geek czytający komiks, musi wiedzieć o nim zdecydowanie więcej. Deadpool zdaje się żyć chwilą; ciężko niekiedy zrozumieć to, czy jako Wade lub jako zabijaka od brudnej roboty w Marvelu zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich działań. Można odnieść wrażenie, że ,,Mr. D” chce ciągle mieć czystą kartę i zapominać o wielu sprawach, zdarzeniach, krzywdach, które ,,nawyrządzał” wielu istotom, stąd m.in. sądzę w każdym komiksie, w którym on występuje obecne zdaje się być tzw. ,,zbratanie się z śledzącym go fanem”, czyli inaczej mówiąc/pisząc: zwracanie się do niego jak na ,,Ty”, słynne ,,przebijanie czwartej ściany” – jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych symboli i znaków rozpoznawczych świadczących, że mamy przed sobą ,,mocno innawego”, dziwacznego, po prostu będącego ,,krejzi” w każdy możliwy sposób Deadpoola. Z perspektywy samej postaci oznacza to jedno: to coś bardzo w jego stylu, w naturze Wade’a, który nie inaczej… jakby sam zdawał sobie sprawę z tego, że jest częścią dwóch światów: swojego – komiksowego, i tego – niedoświadczanego przez niego – płaszczyzny obserwatora analizującego dwuwymiarowy zeszyt MARVEL’a, czy wydanie zbiorcze, którego jest istotną składową. I jak tu nie szanować, po fanowsku ,,nie czuć tej geekowskiej” mięty do tego antyherosa, a może jednak herosa? To jest po prostu niemożliwe – jemu zawsze towarzysz oryginalny vibe i komiksowa moc! Jeśli pośród tych deadpoolowskich wojaży nie zawędrowaliście na skraj psychodelicznych historii, to chyba oznaka że albo nie żyjecie, albo jesteście we wnętrzku komiksu z Deadpoolem, albo… jesteście w jakiejś symulacji, która się chyba zacięła! Od moich ostatnich graficznych dwuwymiarowych przygód z ,,Mr. D” minęło grubo ponad 2 lata. Trochę to wstyd, a trochę nie. Najważniejsze, że o Deadpoolu wciąż pamiętam i wciąż jestem w miarę na bieżąco z amerykańskimi nowościami komiksowymi z naszym najemnikiem w roli głównej. Jednak chyba deadpoolowski łut szczęścia, jakiś wybitny mega-fuks sprawił, że dorwałem w swoje ręce (częściowo zaproponował mi ten numer mój dobry znajomy) dość specyficzny komiks ze stajni Domy Pomysłów Stana Lee, biorący na swój ruszt lekko to ujmując ,,interpretację marvelowskich genialnych Tajnych Wojen”, cholernie istotnego wydarzenia decydującego przed wielu laty o losie Świata, ba!, Światów rzeczywistości Marvela. I żeby było ciekawiej, owy komiks, nad którym zresztą niniejszym się pochylam, omawiam i recenzuję, zaintrygował mnie od razu swoją nazwą: ,,Tajne tajne wojny Deadpoola”. Nie tylko sam tytuł komiksu, ale i jego zawartość oraz nietuzinkowa ,,kreska” wręcz w bezgraniczny do opisania sposób przyparły mnie, popkulturowego geeka, do krutacko potęznego ,,muru niesamowitości” – nie chodzi nawet o to, że sam komiks miał okazać się wybitny: on był po prostu tak ,,innawy”, tak momentami wkurzający a w innych sytuacjach inspirujący i śmieszkowy, że nie da się go inaczej według mnie ocenić niż po prostu wysoko. Niska nota nie wchodzi w grę: o dziwo ukazano tu najlepsze, jak i najsłabsze strony niszczyciela postaci Deadpoola, ale i sądzę… legendarnego wydarzenia ,,Secret Wars”, o którym to wspomniałem, a które są fabularnym oczkiem w głowie samego Deadpoola; bo przecież tylko on sam mógł napisać tak szajbnięty scenariusz. Tak, w ,,Tajnych tajnych wojnach Deadpoola” sytuacja przedstawia się nie inaczej jak tylko… następująco: sprzeczny wewnętrznie Wade Wilson pasuje idealnie do sprzecznego i trochę pogiętego w tejże graficznej powiastce motywu fabularnego. Co ciekawe narrację rozpoczynamy prawie że typowo deadpoolowsko: ,,szalony spokój” roztacza się na pierwsze i kolejne kadry, strony. Nie spodziewałem się, że teoretycznie to, co w klasycznych Secret Wars miało miejsce, można by wyrzucić do kosza. Bo to, co rozegrało się w tym wydaniu wokół Deadpoola, według tej historii z Marvel NOW! Powinno po raz drugi, na nowo!, odmienić losy Multiversum. Nie inaczej, okazuje się, że Wilson, stety bądź nie – a to zależy od naszych gustów – brał udział w Tajnych Wojnach: ,,Mr. D” po prostu wkracza na główną scenę Crossoveru i niespodziewanie dla klasycznej historii zaczyna robić po prostu swoje. Można to porównać do sytuacji, gdy Deadpool przechodzi chodnikiem, robi coś śmiesznego i przez przypadek potrąca jakiegoś pierwszego lepszego przechodnia, mówiąc do niego coś w stylu: ,,Z drogi Nerdzie!, jestem nieznośnym Deadpoolem. Czas na jazdę!”. Cóż, jak widać… chyba nie do końca ,,Tajne Wojny” potrzebowały Deadpoola. Sam komiks M Lolliego, C. Bunna i innych artystów branży można zatem traktować jak alternatywne ,,10 min dla Secret Wars”, albo jako ciekawostkę. Wielbiący ,,Chimichangę” najemnik, który często lubi przyznawać, że jest na swój sposób ,,oryginalnie niepełnosprawny umysłowo” również zamieszanie podczas tego eventu potraktował jako dobrą rozrywkę i ciekawostkę dla jego i tak zajętego i napiętego ,,obowiązkami” życia. Przełączenie się na historie deadpoolowe w komiksie, ale nie w oryginalnej linii Marvela, lecz na te znane jako ,,Marvel NOW!” było dla mojego doświadczenia fana dobrym wyborem. Mogłem postawić na ,,Deadpool Classic”, czy jakieś Crossovery. Wyszło jak wyszło i… wyszło bardzo dobrze. Nienagannie szalona rozrywka, masa gagów w stylu Deadpoola i ta interpretacja niesłychanych i bezcennych dla ,,Marvel Worldu" Secret Wars. No tak… czegóż tu chcieć więcej. Jeśli chodzi o poszczególne wątki, czy barwną szatę graficzną, kadrowanie i ,,reżyserkę” tego dwuwymiarowego akcyjniaka, którego zapewne sam ,,spłodził” Deadpool, okazało się, że jest co najmniej ponadprzeciętnie. Nasz ,,Wejdzik” jest wszędzie, nawet wtedy, gdy ,,teoretycznie” nie ma go w kadrze. Nie pasuje jedynie miejscami poważniejszy tom snucia tejże opowieści, jakby zbyt nachalnie ,,wtrącił się w nieswoje sprawy” Deadpool. Samo życie, ten komiks trzeba po prostu zaakceptować – tu dzieje się całkiem sporo i wywala nam języki na brody; nie ma czasu zastanawiać się, co tu do końca ,,nie pykło”, bo nim się spojrzymy a finał praktycznie przemknie nam przed oczami. Nie inaczej ,,Pan D” jest tutaj jako komentarz komiksowych twórców do klasyków w historii treści superbohaterskich, którym ogromny na calutkie Multiversum Marvela event ,,Tajne Wojny” jest, i to zapisując się na kartach komiksu w sposób kapitalny. Deadpool jest śmieszkowym hołdem dla tego typu historii. I albo to akceptujemy, albo taka ,,zabawa” w komiksie nie jest dla nas.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na717 dni temu
All New Wolverine: II Wojna Domowa Tom Taylor
All New Wolverine: II Wojna Domowa
Tom Taylor Ig Guara Marcio Takara
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach All-New Wolverine #7-12, a następnie w tomie All-New Wolverine vol. 2: Civil War II ze scenariuszami Toma Taylora i z rysunkami Iga Guary i Marcio Takary. Zacznę od tego, że ogólnie uważam, że omawiany komiks to naprawdę dobra pozycja, która nie dość, że ma wiele ciekawych własnych wątków, to jeszcze w bardzo ciekawy sposób wprowadza w do zagadnienia, które jest głównym tematem eventu „II Wojna Domowa”. Redakcja wydania zbiorczego podzieliła niniejszy album na dwie części, ja osobiście dokonałbym podziału na trzy… W każdym razie na początku albumu zostaje nam przedstawiona bardzo urocza historia (z mojej perspektywy, czyli miłośnika zwierząt). Omawiany fragment komiksu czytałem z ciągłym uśmiechem na twarzy… Jak ktoś lubi przyrodę podobnie tak jak ja, to zapewne również będzie czerpał wiele radości z wspomnianych stron komiksu… Przypuszczam jednak, że dla sporej części czytelników omawiany fragment albumu będzie w najlepszym przypadku nudny, a w najgorszym zapewne żenujący… Mi się on w każdym razie bardzo podobał, o czym już pisałem. Kolejną część albumu stanowi historia, w której Laura musi się zmierzyć z dwoma wyzwaniami… Pierwszy problem, z którym musi się zmierzyć nasza nową Wolverine, nie był czymś mega ekscytującym i ciekawym, natomiast drugi wątek poruszany w tej części komiksu wydał mi się zdecydowanie bardziej ciekawy. Myślę, że osoby nieczytające wcześniej eventu „II Wojna Domowa” zainteresują się jeszcze bardziej przedstawionymi wydarzeniami. W drugiej połowie komiksu mamy trzy „gościnne występy” innych superbohaterów, z czego dwa to typowe mało istotne cameo’a… Tylko trzeci superbohater, który pojawia się w omawianej historii odgrywa większą rolę w przedstawionych wydarzeniach. Muszę przyznać się wam, że mam pewne problemy z tzw. gościnnymi występami w komiksach Marvela… Rozumiem, że pojawienie się np. superbohaterów z drużyn Avengers w opowieści o X-men ma sprawić, że my czytelnicy będziemy czuć, że akcja przedstawionych wydarzeń dzieje się w jednym połączonym uniwersum… Nie lubię jednak sytuacji, kiedy znane i lubiane postacie są wprowadzane bez większego celu, poza tylko taki by połechtać fanów wspomnianych postaci. Na koniec powiem, że omawiana pozycja pod względem wizualnym wygląda naprawdę spoko, chodzi osobiście uważam, że poprzedni tom cyklu, jak dla mnie miał nieco ładniejsze rysunki. Albumowi „All New Wolverine: II Wojna Domowa” daje ostatecznie ocenę: 7/10, bo to naprawdę dobra pozycja, po którą warto sięgnąć.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Extraordinary X-Men: Przystań X

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Extraordinary X-Men: Przystań X


Video

Video