Speer. Architekt śmierci

Okładka książki Speer. Architekt śmierci
Martin Kitchen Wydawnictwo: Prószyński i S-ka reportaż
Kategoria:
reportaż
Tytuł oryginału:
Speer. Hitler's Architect
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2017-05-30
Data 1. wyd. pol.:
2017-05-30
Język:
polski
ISBN:
9788380971455
Tłumacz:
Sebastian Szymański
Tagi:
Sebastian Szymański

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Ciebie zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
94
74

Na półkach:

Ciężko ocenić tę książkę. Z jednej strony autor zapoznał się/wykorzystał liczną bibliografię i starał się (inna sprawa czy skutecznie) opisać działania Speera, z drugiej w tekście są rażące błędy faktograficzne lub nielogiczności jak np. stwierdzenie(str 444), że w dniu 15 listopada 1944 niedobór paliwa jest spowodowany ofensywą w Ardenach. Gdzie indziej jest mowa o przesłuchaniu Speera przez Aliantów w marcu 1945. Stwierdzenie o "silnikach średnioprężnych" jest chyba efektem pomyłki tłumacza, chociaż warto sprawdzić w tekście źródłowym. Widząc takie błędy nie jestem w stanie za bardzo zaufać innym informacjom.

Co do zawartości i sposobu prezentacji - dla mnie chaotycznie zostało pokazane działanie Speera podczas wojny, ciągłe "przeciąganie liny", kto z kim, przeciwko komu - tekst zmęczył, uważam, że autor nie poradził sobie z "wielowątkowością". Mnożenie wątków, czasów nie sprzyja jasności przekazu, stąd taka a nie inna ocena. Zdecydowanie najlepszy początek i koniec (od końca wojny), choć i tutaj ciągłe powtarzanie niektórych wątków (np. czy i co wiedział o unicestwieniu Żydów, czy warunkach w obozach) sprzyja raczej ilości stron a nie klarowności przekazu. Reasumując zawiodłem się tą publikacją.

Ciężko ocenić tę książkę. Z jednej strony autor zapoznał się/wykorzystał liczną bibliografię i starał się (inna sprawa czy skutecznie) opisać działania Speera, z drugiej w tekście są rażące błędy faktograficzne lub nielogiczności jak np. stwierdzenie(str 444), że w dniu 15 listopada 1944 niedobór paliwa jest spowodowany ofensywą w Ardenach. Gdzie indziej jest mowa o...

więcej Pokaż mimo to

avatar
275
176

Na półkach: , , , , ,

Celem tej obszernej biografii nadwornego architekta Hitlera i następnie ministra uzbrojenia kojarzonego z rzekomym „cudem militarnym” (Militärwunder) trzech ostatnich lat II wojny światowej jest obalenie fasady apolitycznego technokraty o duszy artysty, którą Albert Speer z taką skrupulatnością próbował zbudować przed historykami, dziennikarzami oraz niemiecką i światową opinią publiczną. I trzeba przyznać, że Martin Kitchen, dotąd nieznany mi autor, wykonał to zadanie z iście niemiecką precyzją (choć Niemcem nie jest). Mamy tu do czynienia z całkowitą demaskacją tej prominentnej osobistości III Rzeszy.
Urodzony w Mannheim (dzisiejsza Badenia-Wirtembergia) Speer miał dwóch braci, ojciec należał do kręgu ludzi zamożnych dzięki odnoszącemu sukcesy finansowe biznesowi architektonicznemu, natomiast matka była oziębłą uczuciowo arywistką z aspiracjami do brylowania na salonach towarzyskich, a wychowanie dzieci pozostawiała guwernantkom, z których jedna Mademoiselle Blum, co ciekawe, była pół-Zydówką. Ojcu Speera wiodło się tak dobrze, że cała rodzina przeprowadziła się do willi w Heidelbergu w niemal arystokratycznym stylu, z długim podjazdem i imponującym iście królewskim wejściem, luksusowo umeblowanym wnętrzem, służącym w liberii z rodzinnym herbem oraz limuzyną – jednym słowem przepych, jak na tamte czasy. Ten wcześniej wspomniany chłód uczuciowy w domu na pewno w pewien sposób ukształtował osobowość Speera. Jak każdy młody człowiek Speer przeszedł pewien okres buntu, interesował się sportem (najpierw piłką nożną, potem kajakami), co wywoływało zgrozę u matki, wg niej czynności na wskroś proletariackie i kojarzące się z biedotą. Jednak było to tylko krótkie intermezzo, ponieważ Speer wyniósł z domu liberalne poglądy, czytał „Frankfurter Zeitung“ popierające traktat wersalski i szczerze znienawidzone przez prawicę, uczęszczał do prywatnych szkół, tak więc nie było w nim nic z reformatora, celował raczej w błyskotliwą karierę i duże pieniądze (jak ojciec). Poza tym w dalszym etapie edukacji był raczej typem samotnika, stronił od zabaw, picia alkoholu. Przemawiały do niego bardziej wędrówki na łonie natury, wspinaczka, muzyka Wagnera, czym w pewnym sensie kompensował sobie braki w relacjach z ludźmi. Edukację ukończył z wyróżnieniem, i mimo zainteresowania matematyką poszedł w ślady ojca, czyli studiował architekturę w słynnej Wyższej Szkole Technicznej w Berlinie-Charlottenburgu. Niestety okazał się architektem pozbawionym talentu, co sprawiło że nie udało mu się dostać do elitarnego kręgu Hansa Poelziga, przedstawiciela Nowego Obiektywizmu (Neue Sachlichkeit). Speerowi zdecydowanie brakowało wyobraźni i własnego stylu, stąd jego epigonizm, najpierw Tessenowa kładącego nacisk na praktyczność i prostotę, a potem swojego poprzednika na dworze Hitlera, czyli Paula Ludwiga Troosta. Cała rodzina Speerów miała dość miękkie lądowanie podczas kryzysu inflacyjnego, dzięki pokaźnemu majątkowi patriarchy, więc Albert nie miał styczności z biedą, co spotkało np. Himmlera, czy Goebbelsa i oczywiście Hitlera. Małżeństwo z Margarete Weber na pierwszy rzut oka nosi znamiona mezaliansu, lecz patrząc dokładniej, Speer wybrał córkę poważanego i całkiem dobrze sytuowanego przedsiębiorcy i miejskiego dygnitarza, więc nie doszło tu do jakiegoś faux pas. Pomimo otrzymania większego ciepła w domu Weberów, związek ten, podobnie jak w przypadku rodziców Speera, był bardziej kontraktem niż udanym pożyciem małżeńskim na każdym szczeblu. Tradycyjna rola ojca i matki, którym hołdowała ideologia narodowego socjalizmu, sprawiała że to głównie Margerete była odpowiedzialna za wychowanie dzieci, natomiast ojciec robił karierę. Choć wraz ze wzrostem znaczenia Speera w reżimie i coraz bliższą relacją z Hitlerem, matka również zaczęła przekładać życie towarzyskie nad życie rodzinne i pozostawiać wychowanie osobom trzecim. Pierwsza styczność Speera z Hitlerem nastąpiła podczas wiecu w piwiarni Neue Welt w Berlinie. Speer, podobnie jak inni przedstawiciele zamożnych środowisk społecznych, byli niemal odurzeni retoryką Hitlera, pomimo używania wielu banałów, i co gorsza, najeżoną błędami językowymi. Legitymację partyjną NSDAP Speer uzyskał rok później, w 1931. Jego kariera ruszyła „z kopyta” po przejęciu władzy przez Hitlera w 1933, choć wcześniej wykonywał już pomniejsze projekty renowacyjne dla nazistowskich aparatczyków. Wówczas Hitler dostrzegł jego potencjał, choć Speer nadal był tym drugim za Troostem, którego styl nie był zbyt wyszukany (nazywany kajutowym z racji wyposażania wnętrz na luksusowych liniowcach), jednak miał w sobie pewną dozę elegancji i umiarkowania. Po nagłej śmierci Troosta Speer został ulubieńcem Hitlera i jednocześnie jedną z najbliższych mu osób na całym dworze. Wydaje się, że Hitler znalazł w Speerze bratnią duszę, entuzjastę Wagnera, kogoś z kim mógł pofolgować swoim gigantomańskim i bombastycznym zapędom. Speer był świetnym organizatorem, lecz talentu architektonicznego nie miał za grosz, więc tym bardziej trafił w gusta Hitlera, pozującego na niespełnioną artystyczną duszę. Przebudowa Kancelarii Rzeszy (Reichskanzlei) była kwintesencją tego braku smaku i umiaru. Zbudowana jedynie w celu by przytłaczać mężów stanu i polityków obcych państw, niezbyt praktyczna, przepełniona nadmierną ornamentacją i ozdobnikami, urządzona bez ładu i składu – coś, co miało być znakiem rozpoznawczym Speera. Jednak jednym z najbardziej kluczowych projektów, jaki Hitler zlecił swojemu nadwornemu i czołobitnemu „artyście” była przebudowa Berlina w Germanię, która miała stać się stolicą świata po odniesionym przez reżim Endsieg na każdym z frontów. Speer jako Główny Inspektor Budownictwa dla Stolicy Rzeszy jest odpowiedzialny za wypędzenie ok. 70 tysięcy Żydów z zajmowanych lub będących ich własnością nieruchomości, co uczynił z entuzjazmem i bez żadnych skrupułów, aby uzyskać olbrzymi metraż pod gigantomańskie i mitomańskie pomysły dyktatora. Oczywiście większość z tych wypędzonych wylądowała ostatecznie w obozach koncentracyjnych lub pracy przymusowej i nie zdołała dożyć czasów pokoju. Co znamienne, największym osiągnięciem Speera była widowiskowa Katedra Świateł w Norymberdze, a więc przedsięwzięcie nie mające nic wspólnego z architekturą, a co gorsza sam pomysł został zaczerpnięty od operatora Leni Riefenstahl, Waltera Frentza, co tylko potwierdza, że Speer był jedynie zręcznym naśladowcą pozbawionym własnych autorskich przemyśleń i tłumaczy tą niemal homoerotyczną fascynację Hitlera Speerem, którego pseudo architektoniczne rysunki również zdradzały brak własnego stylu i dyletanckie imitatorstwo. Wraz z fiaskiem Unternehmen Barbarossa pod koniec 1941, wielu wysoko postawionych dygnitarzy państwowych, partyjnych oraz wojskowych w głębi zdawało sobie sprawę, że tego przedsięwzięcia nie da się już doprowadzić do skali poprzednich oszałamiających osiągnięć Wehrmachtu. Fritz Todt jako minister odpowiedzialny za uzbrojenie zdradził Hitlerowi swoje poważne zastrzeżenia odnośnie kontynuowania zmasowanego wysiłku wojennego, co okazało się jego ostatnią audiencję, bo zginął w wypadku lotniczym następnego dnia (do dziś nie do końca wiadomo, czy było to zaaranżowane morderstwo polityczne, czy nieszczęśliwy wypadek). Co ciekawe, tym samolotem miał również lecieć Speer, ale z racji długiej narady z Hitlerem nt. projektów budowlanych na terenach wschodnich, zrezygnował w ostatniej chwili. Cud militarny przypisywany Speerowi po przejęciu schedy do Todtcie oparty był głównie na podkręconych i zafałszowanych statystykach, do czego został specjalnie utworzony Centralny Urząd Statystyki kierowany przez dr. Wagenführa. Przekręt polegał na tym, że jako punkt odniesienia brało się początek objęcia urzędu przez Speera, czyli okres stagnacji, a wraz z wzrostem produkcji broni (co było zasługą Todta i jego przemyślanych posunięć, a nie Speera) rosły statystyki ministerstwa za dany rok. Stąd, nawet podczas rujnującej niemieckie miasta i przemysł alianckiej ofensywy bombowej, statystyki produkcji były nadal wysokie, jedynie żołnierze na froncie i ich dowódcy zachodzili w głowę, gdzie podział się ten cały sprzęt. Można tu wysnuć całkiem zasadne analogie z dzisiejszymi korporacjami i ich managementem ukrywającym niewygodne fakty zmanipulowanym ujęciem statystycznym w postaci rozbudowanych tabel i wykresów. W książce pojawia się adekwatny termin na tego rodzaju specjalistów od wciskania kitu, notabene użyty przez Marksa, „fachidiot” czyli po prostu profesjonalny idiota, i pasuje tu jak ulał. Podczas procesu norymberskiego Speer przyjął linię obrony, wedle której całą winę za fatalne traktowanie siły roboczej w postaci jeńców wojennych i przymusowych pracowników „pozyskiwanych” poprzez łapanki lub z kacetów zarządzonych przez SS Himmlera wierne zasadzie „vernichtung durch arbeit”, zrzucił na Pełnomocnika Rzeszy ds. Wykorzystania Siły Roboczej Fritza Sauckela. Chociaż dokumenty, te których nie udało się zniszczyć lub zmanipulować samemu Speerowi i jego współpracownikom, dobitnie świadczą, że Sauckel podlegał bezpośrednio rozbudowanemu imperium Speera, któremu to on zlecał jako podwładnemu pozyskanie jak największej liczby pracowników do zapracowania na śmierć w obozach przy wielkich zakładach lub podziemnych fabrykach, np. Mittelbau-Dora.
Warto również zaznaczyć, że to Speer jako osoba odpowiadająca za przydział materiałów budowlanych walnie przyczynił się do rozbudowy obozów koncentracyjnych, jak Mauthausen czy Auschwitz. Speer bardzo sprytnie powoływał się na ogólną odpowiedzialność za zbrodnie, o których rzekomo nie miał zielonego pojęcia celem jej rozmycia i zrzucenia całej winy na klikę Hitlera w postaci prymitywów, bandytów, parweniuszy rządnych władzy i pełnych resentymentów. W odróżnieniu do nich Speer przyjął pozę eleganckiego, błyskotliwego i gładkiego inteligenta-technokraty, czym zwiódł swoich oskarżycieli. Wydaje się, że Alianci nie unieśli brzemienia odpowiedniego i sprawiedliwego osądzenia wszystkich person czerpiących niemałe korzyści zarówno z prześladowań przedwojennych, jak i przemysłowego unicestwiania rasowo niepożądanych jednostek podczas wojny. O ironio, Speera przed stryczkiem uratowali sędziowie brytyjscy i francuscy, którzy kupili jego wizerunek niewinnego apolitycznego inteligenta wtłoczonego w tryby bezlitosnej technologicznej machiny narodowosocjalistycznej, przekonując amerykańskiego sędziego do zmiany zdania. Podczas dwudziestu lat samotniczego odbywania wyroku w Spandau Speer wyszedł z przygotowywanym i przepracowanym latami pomysłem na siebie. Jego osobność, brak empatii i jakiejkolwiek moralności jeszcze się pogłębiły. Obojętny i oschły stosunek do rodziny, a szczególnie żony, którego zapowiedzi było widać już wcześniej, teraz ujawnił się w pełnej okazałości. Z psychologicznego punktu widzenia w jego osobowości można znaleźć cechy narcystyczne, a nawet socjopatyczne. Był człowiekiem wydrążonym z jakiejkolwiek duchowości, a jego notoryczne sypanie głowy popiołem i skrucha były jedynie pozą będącą częścią misternego planu ucieczki od winy i odpowiedzialności za zło, którego był nie tylko świadkiem, ale również współwykonawcą. Niestety, ale swoją postawą stworzył wygodne alibi dla Niemców, tych biernych, jak i czynnych podczas dwunastu lat rządów nazistowskich, zmywając z siebie i ze społeczeństwa winę za nieludzkie potworności reżimu i zrzucając je na wąską grupę wtajemniczonych i wynaturzonych sługusów Hitlera-potwora. A co gorsza udział w tej maskaradzie brał badacz i dziennikarz Joachim Fest oraz wydawnictwo Ullsteina, notabene przejęte w 1960 r. przez kontrowersyjnego magnata prasowego Axela Springera (tak, tego samego wydającego np. Newsweek, Fakt, Super Express, czy będącego właściciel takich witryn jak Onet.pl). Można więc śmiało powiedzieć, że przyczynili się walnie do powszechnego zjawiska w powojennych Niemczech polegającego na odsuwaniu od siebie winy za przeszłość, stąd tyle osób w społeczeństwie czuło się wręcz ofiarami denazyfikacji – określenie Entnazifizierungsopfer (ofiara denazyfikacji) czy Entnazifizierungsgeschädigte (poszkodowany przez denazyfikację) były nagminne. Jednak tak skrzętnie budowany przez Speera wizerunek zaczął się powoli sypać, dzięki nowo odkrywanym przez badaczy dowodom, szczególnie chodzi tu o nie zredagowaną wersję kroniki, którą przekazał młodemu historykowi najbliższy współpracownik Speera Rudolf Wolters, powodowany rozżaleniem za brak należytej wdzięczności ze strony swojego pryncypała, któremu oddał tyle przysług po wojnie. Odznaczający się wręcz służalczą lojalnością Wolters zlecił swojej ówczesnej kochance (notabene Żydówce, która uniknęła losu wielu innych) przepisywanie nakazów i rozmyślań Speera przemycanych podczas pobytu w więzieniu na papierze toaletowym, co miało stanowić później kościec jego „Dzienników ze Spandau”. Sukces wydawniczy „Dzienników” oraz „Wspomnień” zawdzięcza więc Speer głównie Woltersowi oraz wygładzeniu przez redaktorów swojego siermiężnego tekstu - sprzedaż idzie w miliony egzemplarzy. Nie skłoniło to jednak takich badaczy jak Fest do kategorycznej zmiany koncepcji w biografii Speera, chociaż już w tym czasie ilość twardych dowodów świadczących o tym, że Speer nie tylko przebiegle mijał się z prawdą, ale kłamał w żywe oczy była przytłaczająca – wg Festa nadal był w jakimś sensie uwikłany, ale jednocześnie nie ponosił konkretnej winy. Niestety ten fałszywy obraz Speera jako niewinnego technokraty nadal rezonuje w świadomości wielu, i nawet biografia Kitchena, napisana w starym stylu, oparta na żmudnym i krytycznym badaniu źródeł, warstwa po warstwie odzierająca tą postać z kłamstw i mistyfikacji nie poczyniła tak pożądanego wyłomu w wizerunku. Co nie zmienia faktu, że warto się z nią zapoznać, żeby wyrobić sobie zdanie.

Celem tej obszernej biografii nadwornego architekta Hitlera i następnie ministra uzbrojenia kojarzonego z rzekomym „cudem militarnym” (Militärwunder) trzech ostatnich lat II wojny światowej jest obalenie fasady apolitycznego technokraty o duszy artysty, którą Albert Speer z taką skrupulatnością próbował zbudować przed historykami, dziennikarzami oraz niemiecką i światową...

więcej Pokaż mimo to

avatar
804
618

Na półkach: , ,

Albert Speer, jeden z prominentów III Rzeszy a na dobrą sprawę druga ważna w niej, zaraz po Hitlerze osoba jest postacią wielce kontrowersyjną. Urodzony w zamożnej rodzinie zaczynał jako skromny architekt, by stać się w nazistowskich Niemczech Głównym Inspektorem Budowlanym a w czasie wojny ministrem uzbrojenia. W czasie gdy był Głównym Inspektorem Budowniczym zaprojektował wiele budynków (w tym kancelarię Hitlera), które odznaczały się monumentalizmem, kiczem i które przytłaczały swą pretensjonalnością. W czasie wojny Speer dwoił się i troił, aby zapewnić surowce i siłę roboczą co niestety pod jej koniec mocno kulało i sytuacja z dnia na dzień stawała się coraz bardziej beznadziejna. Po samobójstwie Hitlera Speer stał się na dobrą sprawę zupełnie bezradny. Na procesie w Norymberdze zataił wiele ważnych faktów odcinając się od pozostałych nazistów i dzięki błyskotliwości i inteligencji zdołał się wybronić co ocaliło go przed wyrokiem śmierci, zamiast którego otrzymał karę dwudziestu lat pozbawienia wolności. Karę odsiedział w Spandau, gdzie czytał i spisywał swoje wspomnienia oraz uprawiał ogród i chodził na długie spacery. Po wyjściu na wolność opublikował swoje wspomnienia, które stały się bestsellerem a sam Speer niemal celebrytą.
Autor niniejszego opracowania zastanawia się na ile postawa Speera jako skruszonego nazisty była prawdziwa a na ile była pozą. Faktem jest, że dał się „uwieść” Hitlerowi i jego tłumaczenia, że nic nie wiedział o zagładzie Żydów w obozach śmierci są bardzo wątpliwe. Martin Kitchen snuje przypuszczenia, że architekt Hitlera poprzez wyparcie pewnych faktów starał się zbudować pozytywny obraz samego siebie. Po wyjściu z więzienia stwierdził, że odbył już swą pokutę i chciał normalnie żyć. Wiele faktów z przeszłości nie pozwalało mu jednak spokojnie spać i możemy tylko domyślać się czy naprawdę żałował tego co zrobił. Na zewnątrz przyjął bowiem maskę skruszonego człowieka, ale niewiele brakowało aby ta maska opadła.
Martin Kitchen według mnie solidnie i bardzo dokładnie opracował biografię Alberta Speera. Nie obyło się jednak bez nudnych fragmentów, opisujących mało istotne fakty czy podające wiele nazw czy liczb. Jest to jednak opracowanie historyczne więc należy się liczyć z tym, że nie wszystko opisane tutaj będzie równie ciekawe. Jednak drobiazgowość Autora zasługuje na uznanie. Jak należy ocenić Alberta Speera? Czy fakt zamykania oczu na to co działo się w obozach koncentracyjnych można wybaczyć? Zostawiam to do samodzielnej oceny czytelnika. Tymczasem polecam biografię Alberta Speera, inteligentnego i wyrafinowanego nazisty . Siedem gwiazdek.

Albert Speer, jeden z prominentów III Rzeszy a na dobrą sprawę druga ważna w niej, zaraz po Hitlerze osoba jest postacią wielce kontrowersyjną. Urodzony w zamożnej rodzinie zaczynał jako skromny architekt, by stać się w nazistowskich Niemczech Głównym Inspektorem Budowlanym a w czasie wojny ministrem uzbrojenia. W czasie gdy był Głównym Inspektorem Budowniczym zaprojektował...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3744
2619

Na półkach:

Kiedy w 1963 roku ukazała się książka Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła” większość ludzi była oburzona spojrzeniem etyczki na totalitaryzm. Pokazanie machiny zła jako niezawodności urzędniczych trybików wypełniających rozkazy, oderwanych od refleksji moralnej, skupionych na swojej sprawie porażało, bo nikt nie chciał wierzyć, że każde społeczeństwo jest narażone na takie losy. Przecież musiało być w nim coś takiego, co doprowadziło do wielkich mordów. Kiedy jednak czytamy biografie kolejnych twórców, znaczących dowódców, architektów, lekarzy biorących udział w ludobójstwie okazuje się, że są to banalne życiorysy przeciętnych, dla których faszyzm był jedyną szansą na zrobienie kariery. Do takich średniaków w swojej profesji należał również Albert Speer, architekt doskonale wyczuwający oczekiwania dyktatora. Jedyne, co odróżniało go od innych zbrodniarzy wojennych to umiejętność przyznania się do winy. Ponad to miał bardzo ważną cechę ludzi sukcesu: potrafił otaczać się mądrzejszymi od siebie i wykorzystywać ich potencjał, rozdzielać zadania. To sprawiało, że każde zadanie jakiego się podjął realizowano przed czasem. Do tego idealnie wpisywało się w potrzeby Adolf Hitlera oczekującego, że dzieła twórców będą utwierdzały otoczenie w jego wielkości, sile, mądrości.
Martin Kitchen w książce „Speer. Architekt śmierci” przybliża czytelnikom życie najważniejszego z architektów III Rzeszy. Poza zwyczajnymi informacjami o pochodzeniu, studiach, początkach kariery oraz małych kroczkach w projektowaniu ważnej dla Adolfa Hitlera siedziby znajdziemy takie ważne projekty jak spektakularna przebudowa Berlina w Germanię oraz wykorzystanie więźniów obozów koncentracyjnych do stworzenia Riese w Górach Sowich. Sprawne przesiedlenia, doskonale rozplanowane zadania pozwalały mu także na projektowanie widowiskowych wieców narodowych socjalistów, a później również odpowiedzialny za uzbrojenie i obiekty wojskowe. Jego rzetelność, skrupulatność, dokładność oraz terminowość przyczynił się do rozwoju produkcji wojennej, co z kolei przełożyło się do przedłużenia wojny. Martin Kitchen ukazuje swoim czytelnikom postać niezwykłą, wielkiego planistę, potrafiącego nie tylko planować na wielką skalę, ale też wprowadzać na bieżąco korekty, realizować kilka projektów i przyciągać ludzi gotowych mu pomóc w realizacji zadania. Mimo tego dostajemy też postać bardzo życiowo popełniającą błędy. Do tego człowieka odważnie przyznającego się do wkładu w zbrodnie wojenne oraz potrafiącego okazać skruchę, czym zaskoczył sędziów i być może to przyczyniło się do wydania na niego nieco innego wyroku.
Kolejną rzeczą, która zaskakuje w jego życiorysie to ciągła aktywność. Nawet w więzieniu nie pozostawał bezczynny, a po wyjściu stał się publicystą, wykładowcą oraz uczestnikiem filmów dokumentalnych o II wojnie światowej, w których kreował siebie jako architekta nieświadomego hitlerowskich zbrodni. Martin Kitchen podąża za Matthiasem Schmidtem obalającym mit niewinności oraz poczciwości Alberta Speera, dzięki czemu dostajemy do ręki książkę wartościową i bardzo pouczającą. Do tego Wydawnictwo Prószyński i S-ka zadbało o stronę techniczną, wizualną: publikacja jest starannie wydana. Solidna, kartonowa, śliska oprawa, bardzo dobrze zszyty średniej jakości papier oraz bardzo dobrze dobrane fotografie w środku książki sprawiają, że książka przyciąga wzrok. Dzięki dobrze rozmieszczonemu tekstowi prawie siedemset stronową książkę czyta się bardzo przyjemnie. Sprzyja temu również rzeczowość, dosadność, obrazowość oraz bardzo dobre tłumaczenie pozwalające na płynne, lekkie czytanie. Strona czynna sprawia, że akcja w tej obszernej lekturze mknie w zadziwiającym tempie i nim czytelnik się obejrzy ma za sobą naprawdę obszerną publikację historyczną. Martin Kitchen daje nam w publikacji ważny przekaz, który można podsumować jego słowami: "(...) możemy pozbyć się Hitlerów i Himmlerów ale nie Speerów. Wciąż są z nami. Są natychmiastowo rozpoznawalni i równie niebezpieczni".
Uważam, że po książkę powinien sięgnąć każdy, kto choć troszkę interesuje się II wojną światową. Autor nie tylko przybliża nam losy architekta Hitlera, ale też pokazuje wiele ważnych wydarzeń wojennych. Nie zabraknie tu również wątku polskiego.

Kiedy w 1963 roku ukazała się książka Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła” większość ludzi była oburzona spojrzeniem etyczki na totalitaryzm. Pokazanie machiny zła jako niezawodności urzędniczych trybików wypełniających rozkazy, oderwanych od refleksji moralnej, skupionych na swojej sprawie porażało, bo nikt nie chciał wierzyć, że każde...

więcej Pokaż mimo to

avatar
192
49

Na półkach:

Może być, autor pisał prostym, dobrym językiem ale elokwentnie dosadnym. Zdarzały się powtórzenia ale pewnie autor miał już w głowie pewne matryce i po prostu w kilku rozdziałach je powielił. Z ciekawostek ciekawe s. 503 Żonę gauleitera R. Webera z Alzacji władze francuskie w ramach zemsty razem z 12 letnią córką sprzedały do Paryskiego burdelu. Tam wielokroć zgwałcone popełniły samobójstwo. Świadczy to tylko o tym, że Francuzi to skarlała rasa.

Może być, autor pisał prostym, dobrym językiem ale elokwentnie dosadnym. Zdarzały się powtórzenia ale pewnie autor miał już w głowie pewne matryce i po prostu w kilku rozdziałach je powielił. Z ciekawostek ciekawe s. 503 Żonę gauleitera R. Webera z Alzacji władze francuskie w ramach zemsty razem z 12 letnią córką sprzedały do Paryskiego burdelu. Tam wielokroć zgwałcone...

więcej Pokaż mimo to

avatar
335
328

Na półkach:

Książka, która demaskuje Speera-architekta Hitlera, a potem Ministra Uzbrojenia jako rzekomo "dobrego nazistę", który nic nie wiedział o zagładzie Żydów. Książka sprawnie opisuje poszczególne etapy życia Speera, jednak nie odpowiadał mi jej styl-po 20 minutach wpadałam w senność. Spodziewałam się też większych fajerwerków, a książka miejscami jest nudna.

Książka, która demaskuje Speera-architekta Hitlera, a potem Ministra Uzbrojenia jako rzekomo "dobrego nazistę", który nic nie wiedział o zagładzie Żydów. Książka sprawnie opisuje poszczególne etapy życia Speera, jednak nie odpowiadał mi jej styl-po 20 minutach wpadałam w senność. Spodziewałam się też większych fajerwerków, a książka miejscami jest nudna.

Pokaż mimo to

avatar
1066
845

Na półkach: , ,

Bardzo ważna książka.
Gdyby zapytać kim był Albert Speer, większość odpowiedziałaby, standaryzując: Ministrem gospodarki III Rzeszy, architektem Hitlera i tym, który mimo trudnej sytuacji "usprawniał" niemiecką gospodarkę. Padły by słowa o cudzie itp...
Nasz punkt widzenia wykreował sam Speer, publikując wspomnienia, czy "Dzienniki ze Spandau". Obraz skruszonego i zdolnego nazisty również miałem przed oczyma zabierając się za tą lekturę.
Tymczasem prawda jest zaskakująco inna. Przebrnąwszy, nie bez przyjemności, przez kolosalny tom, mam już zupełnie inne spojrzenie na tą postać.
Obraz Ministra ukazany jest przez pryzmat jego dokonań. Całkowicie pominięto prywatną sferę życia. Niewiele wiemy co robił po pracy, jak znosiła to rodzina. Całość publikacji podporządkowana jest czynom.
Najpierw poznajemy młodego i ambitnego architekta. Plany przebudowy Berlina i innych miast. Zbrodnicze pozyskiwanie lokali mieszkalnych i pierwsze bezprawne działania Speera. Działania, które później zostaną przez niego samego ukryte przed opinią publiczną. Później, kiedy nie było miejsca na przebudowy i trzeba było wspierać działania wojenne - drobiazgowo zgłębiamy jego rolę w tej machinie. Na koniec mamy Proces Norymberski i skrót powojennych prób wybielania samego siebie.
Książka jest starannie wydana, w twardej oprawie choć na ekonomicznej klasie papierze. W środku trochę zdjęć na kredowych wkładkach. Fotografie dobrze dobrane i ciekawe.
Czyta się sprawnie, mimo ogromu informacji. Książka została przetłumaczona starannie i nie natrafiłem podczas lektury na jakieś zgrzyty. Lektura wciąga, chwalić tu należy znakomity warsztat autora.
Pisarz bierze się za barki, ze wszystkimi mitami na temat Speera. Systematycznie i dokładnie miażdży każdy z nich. Po skończeniu lektury mamy przed oczyma zupełnie innego człowieka. Odartego z iluzji własnych kłamstw.
Niniejszą opinię pozwolę sobie zakończyć cytatem z ostatniego rozdziału:
"... możemy pozbyć się Hitlerów i Himmlerów ale nie Speerów. Wciąż są z nami. Są natychmiastowo rozpoznawalni i równie niebezpieczni."
Dlaczego? Tego dowiecie się czytając książkę.
Ps. Dlaczego wciąż wydawcy urządzają konkurs na "najbardziej durny podtytuł publikacji"? Tytuł oryginału "SPEER: Hitler`s Architect". Na okładce polskiego wydania widnieje: " Speer architekt śmierci". Żałosne... Dlaczego nie zostawili "SPEER architekt Hitlera"? Przecież to nie kryminał, tylko książka historyczna. Osoby do których jest kierowana uśmiechają się ironicznie widząc takie działania.

Bardzo ważna książka.
Gdyby zapytać kim był Albert Speer, większość odpowiedziałaby, standaryzując: Ministrem gospodarki III Rzeszy, architektem Hitlera i tym, który mimo trudnej sytuacji "usprawniał" niemiecką gospodarkę. Padły by słowa o cudzie itp...
Nasz punkt widzenia wykreował sam Speer, publikując wspomnienia, czy "Dzienniki ze Spandau". Obraz skruszonego i zdolnego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1627
1610

Na półkach: ,

Bohater niniejszej książki, to Berthold Konrad Hermann Albert Speer, ur. 19 marca 1905 roku, zm. 01 września 1981 roku w Londynie. Był jednym z przywódców hitlerowskich Niemiec.
W 1931 roku wstąpił do NSDAP i od tego momentu rozpoczęła się jego znajomość z Hitlerem. W 1932 roku jako architekt wykonał pierwsze zlecenia projektowe dla partii i dla Hitlera. Od tego momentu nazywany był architektem Hitlera. 5 lat póżniej został mianowany generalnym inspektorem budowlanym stolicy III Rzeszy. Rozpoczął przygotowywanie planów przebudowy miasta w stolicę świata. Był to tzw. Plan Germania. Centralnym budynkiem nowego centrum miała być wielka hala zgromadzeń, naśladująca rzymski Panteon, o kopule wysokości 300 metrów. By móc wyburzyć dużą część berlińskiego centrum, Speer osobiście nadzorował w okresie od października 1941 roku do kwietnia 1942 roku deportację 23 tysięcy Żydów niemieckich. Ich mieszkania potrzebne były do przesiedlenia mieszkańców z wyburzanych budynków.
Na przełomie 1941 i 1942 roku Speer dostaje nowe zadania. Jest ministrem uzbrojenie Niemiec. Do nowego zadania przykłada się z równą energią, co do prac architektonicznych. Jego staraniom przypisuje się fenomenalny rozwój niemieckiej produkcji wojennej od 1942 roku. Po raz kolejny objawia się jego geniusz. Historycy są zdania, że był genialnym planistą o wyjątkowych zdolnościach. Był wg. potomnych także przykładem najbardziej twórczego umysłu technicznego I połowy XX wieku. Potrafił planować na wielką skalę i wprowadzać na bieżąco niezbędne korekty. Szkoda, że działał dla Hitlera w czasie II wojny światowej, a jego największym dokonaniem było dostarczanie fuhrerowi dokładnie tego, czego oczekiwał.
Nie będę dalej opisywać jego dokonań, jest ich zbyt dużo i nie w tym rzecz. Chciałem nakreślić sylwetkę i rolę, jaką Speer odegrał w przebiegu wojny.
Z pewnością jest to postać niejednoznaczna,a w zasadzie za taką chciał Speer uchodzić. Przez całe czas II wojny światowej i tuż po niej sednem jego działalności było przekonanie, iż był on niewinny, nie był zbrodniarzem, nie był jak go nazywano architektem śmierci, był porządnym człowiekiem. Chodzi o kwestię, czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i holokaustu jako takiego, czy nie. Wg. niego słowa nazista i dobry nie wykluczały się.
Po zakończeniu II wojny światowej, Speer zostaje aresztowany i osądzony w procesach w Norymberdze. Został skazany na 20 lat więzienia. Oskarżono go m.in. o organizację deportacji milionów robotników przymusowych do Niemiec. Przyznał się do winy i jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę i ubolewanie.
Mimo, iż przez cały powojenny okres Speer kreował się na "dobrego nazistę" zdawałoby się, iż nikt mu nie wierzył. Błąd. Mit przyzwoitego narodowego socjalisty Albert a Speera, był przez lata akceptowany przez znanych historyków. Mit ten polegał na odrzuceniu tego, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość: że wykształceni, inteligentni i kulturalni ludzie mogą w pewnych okolicznościach zachowywać się jak oportunistyczne potwory i bardzo szybko nauczyć się czerpać korzyści z okrucieństw ludobójczych zbrodni. Nie da się być inżynierem, technokratą i nie przykładać tym samym ręki do zbrodni dyktatora, fuhrera, potwora.
Mit dobrego nazisty zdecydowanie odrzucił autor tej książki. Kitchen, brytyjsko-kanadyjski historyk w ciekawy sposób opowiada o samym Speerze, jednocześnie obalając jego autokreację. Krok po kroku autor obala mity, jakie jego bohater stworzył wokół siebie i swojego udziału w II wojnie światowej. Ukazuje nam człowieka niewątpliwie inteligentnego, nawet bardzo,z wyjątkowym zmysłem organizacji i unikalnymi zdolnościami naginania karku, pozbawiania siebie sumienia, dostosowywania się do danej sytuacji i pełnego czerpania z niej korzyści. Jednocześnie Kitchen ukazuje, co konkretnie zrobił Speer, które z jego dokonań, decyzji miało wpływ na przebieg wojny, na śmierci kolejnych tysięcy niewinnych ludzi. Rozdział po rozdziale poznajemy postać i dokonania architekta śmierci.
Opowieść jest bardzo ciekawa, poparta bogatym materiałem źródłowym. Książkę czyta się z ciekawością, ale jednocześnie z niedowierzaniem. Jeszcze długo po zakończeniu lektury osoba Speera, jego podejście do kwestii własnego udziału w hitlerowskiej zagładzie, pozostają w pamięci. Trudno otrząsnąć się z tej lektury.
Co istotne, cała opowieść osadzona jest mocno w realiach nie tylko historycznych, ale i społecznych. Kitchenowi udało się dobrze oddać klimat, realia III Rzeszy, także na poziomie społecznym, a nawet lekko rozrywkowym. Wiem, brzmi jak groteska, ale tak jest. Wszak Speer i jego koledzy nie tylko walczyli i tworzyli dla fuhrera. Oni także żyli prywatnie, doskonale się bawili, czerpali pełnymi garściami z możliwości, jakie im daje bycie "panami świata".
Autor prezentuje także losy bohatera po jego zwolnieniu z więzienia czyli po 1966 roku, ukazuje jego dalsze koleje losu, pracę na uczelni, szacunek jakim się cieszył (wiem, brzmi to niesamowicie, abstrakcyjnie, kuriozalnie), a ot wszystko w otoczeniu ówczesnych realiów społeczno-kulturalnych. Cenna lekcja historii, pod każdym względem.
Martin Kitchen potwierdził moją teorię, że ludzie w sprzyjających okolicznościach, przekonani o swojej bezkarności, są zdolni do najgorszych czynów.
Książka ponadczasowa. Powinni ją przeczytać współcześni (światowi, ale i rodzimi) rządzący i podejmujący decyzje, o których codziennie słyszymy w tv, czytamy w gazetach.

Bohater niniejszej książki, to Berthold Konrad Hermann Albert Speer, ur. 19 marca 1905 roku, zm. 01 września 1981 roku w Londynie. Był jednym z przywódców hitlerowskich Niemiec.
W 1931 roku wstąpił do NSDAP i od tego momentu rozpoczęła się jego znajomość z Hitlerem. W 1932 roku jako architekt wykonał pierwsze zlecenia projektowe dla partii i dla Hitlera. Od tego momentu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
695
678

Na półkach:

„Mit przyzwoitego narodowego socjalisty, którym architekt Hitlera Albert Speer otaczał się aż do śmierci, był przez lata akceptowany przez znanych historyków. Mit ten polegał na odrzuceniu tego, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość: że wykształceni, inteligentni i kulturalni ludzie mogą w pewnych okolicznościach zachowywać się jak bestie w ludzkim ciele i być równie moralnie odrażający jak psychopaci. Był to mit oparty na negacji faktu, że człowiek niewyróżniający się niczym szczególnym, taki jak Albert Speer, opisujący samego siebie jako apolitycznego technokratę, mógł nie tylko być uwikłany w nazistowskie zbrodnie, ale też stać się jednym z największych nazistowskich zbrodniarzy”.

Dla każdego kto, choć trochę, interesuje się historią nazizmu czy II wojną światową, nie ulega wątpliwości iż Albert Speer był jednym z kluczowych filarów III Rzeszy a jego miejsce na procesie norymberskim (wśród takich zbrodniarzy jak: Hermann Goering, Joachim von Ribbentrop, Alfred Rosenberg, Hans Frank, Ernst Kaltenbrunner…) było jak najbardziej uzasadnione i w pełni sobie na nie zasłużył.

Główny architekt Adolfa Hitlera, od 8 lutego 1942 minister odpowiedzialny za uzbrojenie i amunicję, szef Organizacji Todta, wykorzystując swoje nieprzeciętną inteligencję i prawdziwy zmysł organizatorski (trzeba to otwarcie przyznać) znacznie przyczynił się, zarówno bezpośrednio jak i pośrednio do przedłużenia działań wojennych a tym samym, do spotęgowania ogromnych zniszczeń, śmierci milionów żołnierzy i ofiar cywilnych. To jemu należy przypisać dynamiczne zwiększenie (oraz utrzymanie) wysokiego tempa produkcji zbrojeniowej, przeznaczonej na cele militarne, w tym czołgów, samolotów, dział, amunicji, benzyny, paliwa lotniczego i rakietowego. Bez jego, niewątpliwych talentów i twórczego umysłu, klęska hitlerowskich Niemiec miała by miejsce zdecydowanie szybciej.

Podczas procesu norymberskiego jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę z powodu zbrodni narodowego socjalizmu (któremu zawdzięczał, przecie,ż wyniesienie na szczyty władzy) co dało mu podstawę by przez przez kolejne lata, zasłaniając się niewiedzą czy niepamięcią, kreować swój wizerunek tzw. „dobrego nazisty”. Swoją drogą to bardzo popularna przypadłość wśród nazistowskich zbrodniarzy-ot taka dygresja. Speer jednak robił to w sposób na tyle inteligentny, przemyślany i skuteczny iż udało mu się zawiść wielu, nawet uznanych, publicystów i historyków, nie mówiąc już o zwykłych obywatelach.

Na szczęście nie udało się mu to ze wszystkimi…

Mamy w swoich rękach bardzo obszerną publikację brytyjsko-kanadyjskiego historyka Martina Kitchena, zatytułowaną „Speer.Architekt śmierci”, w której autor obala historyczne kłamstwa związane z tą postacią i bezlitośnie rozprawia się z fałszywym, tworzonym dla medialnych potrzeb, wizerunkiem tego, niewątpliwego zbrodniarza.

Aby w pełni zrozumieć złożoność tej postaci autor opisuje nam jego życie osobiste i zawodową karierę, które (wpisane naturalnie, i jest to bardzo ważny kontekst, w zmieniające się polityczne i społeczne tło ówczesnych XX –wiecznych Niemiec) z młodego, utalentowanego i ambitnego architekta, uczyniła aktywnego nazistę (wstąpił do NSDAP 1 marca 1931) i bliskiego współpracownika Adolfa Hitlera, wspierając i wcielającego w życie jego obłąkańczą, germańską wizje przyszłego świata. Autor w sposób niezwykle wnikliwy i dobrze udokumentowany, kreśli jego oszałamiająca, nawet jak na ówczesne standardy, karierę, pozycje wśród hitlerowskiej elity władzy, zakres wciąż powiększających się kompetencji i wpływów (bardzo interesujące wątki dotyczące Adolfa Hitlera oraz stosunków i relacji panujących wśród najwyższych niemieckich dygnitarzy, partyjnych i państwowych) oraz szereg decyzji, których podjęcie w konsekwencji zaprowadziło go najpierw na norymberską ławę oskarżonych, a potem cele, osławionego, wiezienia Spandau (wyrokiem sądu został skazany na dwadzieścia lat).

Te zresztą fragmenty książki, dotyczące więziennych losów Alberta Speera, zdecydowanie mniej znane czytelnikowi, mnie osobiści zainteresowały najbardziej. Podobnie jak jego dalsze kolej losów, już po zwolnieniu z więzienia w 1966 roku, jako publicysty czy wykładowcy, często udzielającego się w prasie i mediach ( i chętnie zapraszanego do rożnych audycji) podejmujących tematykę II wojny światowej czy nazizmu.

Z książki wyłania się obraz genialnego organizatora, doskonałego planisty, zdecydowanie odbiegającego intelektem, kulturą i sposobne bycia od innych nazistowskich przywódców ( by nie powiedzieć kreatur), który wszystkie swoje zalety poświecił urzeczywistnieniu zbrodniczej idei, nie bacząc na to, do czego ona prowadzi. . Zdeklarowanego nazisty, który wbrew temu co twierdzi, miał pełną świadomość tego co wokół niego się dzieje i jak straszliwie zbrodnie popełniane są przez naród niemiecki na mieszkańcach podbitych krajów. W celu potwierdzenia tych tez, autor publikuje materiały z których jasno wynika iż był on odpowiedzialny za wysiedlenie z Berlina tysięcy Żydów, nie obca była mu wiedza o tym jak traktowani są przez SS robotnicy przymusowi w podległych mu zakładach i do jakich dantejskich scen dochodzi w obozach koncentracyjnych. Co więcej, po latach udał dotrzeć się do dokumentów z których jasno wynika iż Speer był autorem projektów rozbudowy obozu w Auschwitz, w tym wież wartowniczych, nowych baraków dla więźniów, kostnic i pieców krematoryjnych(!!!).

Ukazuje całą brutala prawdę o nazistowskim przestępcy i zbrodniach brunatnego reżimu, których nie da się wymazać z historii XX wieku i które powinny na zawsze stać się przestrogę dla rządów i narodów świata.
„Speer. Architekt śmierci” Martina Kitchena, to niesłychanie ciekawa propozycja dla wszystkich, którzy chcą poznać mechanizmy funkcjonowania hitlerowskiego państwa przez pryzmat życia i kariery jednego z jej wysokich przedstawicieli. Gorąco polecam.

„Mit przyzwoitego narodowego socjalisty, którym architekt Hitlera Albert Speer otaczał się aż do śmierci, był przez lata akceptowany przez znanych historyków. Mit ten polegał na odrzuceniu tego, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość: że wykształceni, inteligentni i kulturalni ludzie mogą w pewnych okolicznościach zachowywać się jak bestie w ludzkim ciele i być...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3897
1967

Na półkach: ,

Tematyka II wojny światowej jest niesłychanie obszerna i bardzo dobrze udokumentowana. Tutaj raczej nie ma miejsca na zakłamanie, czy przeinaczanie faktów. Oczywiście, są różne teorie spiskowe, próba retuszowania, zatajania niektórych zdarzeń, jednak są to sytuacje, nie takie znowu częste, jakby się mogło wydawać. A ostatnimi czasy sporym powodzeniem cieszą się biografie największych zbrodniarzy i tych, którzy pretendowali do tego tytułu, zazwyczaj z powodzeniem.

"Speer. Architekt śmierci", to biografia człowieka, który przez całe życie usiłował wszystkich przekonać, że narodowy socjalista, w takim państwie jak nazistowskie Niemcy, może być przyzwoitym człowiekiem. I trzeba mu przyznać, wywiązał się ze swojego zadania znakomicie. W jego banialuki uwierzyła większość szanowanych historyków. Autor w swojej książce, obala wszystkie te mity. Pokazuje nam prawdziwe oblicze Speera i jego zaangażowanie w koszmar, jaki na świat sprowadzili niemieccy włodarze.

Słowem podsumowania, całkiem udana publikacja, która w rzeczowy sposób przedstawia nam nie tylko Speera, ale i wszystkie znaczące postaci niemieckiej polityki. Wcale nie ogólny zarys historii, oraz ciekawe przedstawienie głównej postaci tragedii. Polecam, zachęcam do lektury, tradycyjnie nie tylko pasjonatów książek historycznych, ale i tych, którzy, jak np. ja lubią wiedzieć nie co więcej, a ksiązki to najlepsze źródło informacji.

Tematyka II wojny światowej jest niesłychanie obszerna i bardzo dobrze udokumentowana. Tutaj raczej nie ma miejsca na zakłamanie, czy przeinaczanie faktów. Oczywiście, są różne teorie spiskowe, próba retuszowania, zatajania niektórych zdarzeń, jednak są to sytuacje, nie takie znowu częste, jakby się mogło wydawać. A ostatnimi czasy sporym powodzeniem cieszą się biografie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Speer. Architekt śmierci


zgłoś błąd