Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy

Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1155
359

Na półkach:

Rzetelna robota, ale bez szału...

Rzetelna robota, ale bez szału...

Pokaż mimo to

avatar
534
68

Na półkach: ,

Czyta się dość opornie.

Czyta się dość opornie.

Pokaż mimo to

avatar
199
18

Na półkach:

Książka poprawna, ale nie odkrywcza. Brakuje mi omówienia prozy Konwickiego, autorka skupia się wyłącznie na życiorysie pisarza. Nie jest to jakąś wielką ujmą, ale przydałoby się coś o tym napisać.

Książka poprawna, ale nie odkrywcza. Brakuje mi omówienia prozy Konwickiego, autorka skupia się wyłącznie na życiorysie pisarza. Nie jest to jakąś wielką ujmą, ale przydałoby się coś o tym napisać.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
14648
1972

Na półkach: ,

fascynujące spotkanie z pisarzm, reżyserem, artystą wielkiego formatu. To nei tylko autor ektur szkolanych, ale i niesłychanie ciekawa osobowośc, której przeżycia stanowia kanwę wielu filmów. W swoich dziełąch filmowych, choć zaszufladkowany jako reżyser kina autorskiego, artystycznego, odnosił się do typowych spraw, które bliskie były wykłym ludziom. Prowadził rozrachunek z przeszłością, w Rojstach opisyał partyzanckie życie, ale nie heroizm był mu w głowie. Potrafił zaszokować scenami przemocy w stosunku do ludności cywilnej. Jego botarerowie zawsze są uwikłani w moralne dylematy, prowadzą rachunek sumienia.
Nie ukrywam, że Lidia Sadkowska- Mokkas wykonałą wręcz tytaniczną pracę gromadząc wszystkie potrzebne dokumenty, zdjecia, pamiątki, kolekcjonując wspomnienia jego przyjaciół, adwersarzy czy krytykó literackich. Ile wspólnego miał Konwicki z MiŁoszem, Mickiewiczem, podobnie bowiem mitologizował ukochaną Wileńszczyznę.
Badaczka wskazuje wiele autobiograficznych tropów w twórczości Konwickiego. Jego protagoniści to często csieroty, bękarty, wychowywane przez dziadków.
Urodzony w wilię św. Jana, w 1926 roku w Nowej Wilejce, która jest obecnie dzielnicą Wilna. Wyrzutek o drobnoszlacheckiej, polskiej paranteli. Ojciec Michałł Konwicki dał mu w spadku skłonnośc do gruźlicy, a z matką w dziecięctwie spędził zaledwie półtora roku. Jego wszechświat to okolice podmiejskie, wileńska bieda, rytm życia odmierzany świętami. Rozrywki takie jak płąwienie koni, Kaziuki, akcenty wielokulturowości. Początku wojny śwoatowej nie oczuł, okupacja zaczełą się w 1941 roku, pustkę i oczekiwanie na koniec wojny wypełniał harcerską konspiracją, tajnymi kompletami, akcesem do AK. Dezinformacja, chaos struktur wyzwoleńczych. Moralny rozkłąd swojego plutonu. Przedostał się do Białegostoku, potem na Śląsk. osiadł w Gliwicach, by przenieśc się do Krakowa. Stawiał tam pierwsze kroki jako dziennikarz i redaktor w "Twórczości". Kraków to była ostoja kultury, stał się recenzentm teatralnym, zanurzał się w polskiej kulturze, poznał Borowskiego, Bratnego. Wybrał Warszawę.
Czy tworzył na potrzeby socrealizmu? Czy udzielał się podczas zebrań partyjnych, czy trzymał z "pryszczatymi'? czy można go rozgrzeszyć z proletariackich ciągot? Powstały przecież produkcyjniaki Na budowie, gdzie wychwalał stawianie Nowej Huty.
Ciesze się, że autorka opisuje całkształt jego twórczości, że daje mu też zabrać głos niejako w swej obronie. Jego przyjacielami byli Dudek, Holubek, Dygat. List 34, marzec 68', rozmowy z Moczarskim. Na szczęście zwziął rozbrat z partią, zwócił się ku filmowi. Ostatni dzięń Lata, zaduszki, ukoronowaniem zaś jest słynne Salto, jakiś przebłysk geniuszu jeśłi chodzi o sceny pociągowe i postać Cybulskiego. Najbardziej lubię Kronikę wypadków miłosnych za nieśpieszny rytm, piękno przyrody, doskonałe poprowadzenie młodych aktorów.
warto też poznać życie osobiste Konwickiego, ukochana żonę, przedwczesną śmierć młodszej córki Ewy Anny, jego podróżnicze pasje. Biografia kompletna, doskonale oddająca osobowość twórczą tego intelektualisty. Bogato ozdobiona licznymi zdjęciami, fragmentami rozmów z jego ulubionymi aktorami, współpracownikami czy przyjaciółmi. Gorąco polecam, bo warto sięgnąć po tę lekturę, zawierajacą pewien klucz do jego twórczości i klarowną analizę najważniejszych powieści.

fascynujące spotkanie z pisarzm, reżyserem, artystą wielkiego formatu. To nei tylko autor ektur szkolanych, ale i niesłychanie ciekawa osobowośc, której przeżycia stanowia kanwę wielu filmów. W swoich dziełąch filmowych, choć zaszufladkowany jako reżyser kina autorskiego, artystycznego, odnosił się do typowych spraw, które bliskie były wykłym ludziom. Prowadził rozrachunek...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1110
142

Na półkach:

"Droga na skróty"

Moja miłość do Tadeusza Konwickiego-literata rozpoczęła się stosunkowo późno, bo dopiero w czasach studenckich. Przeczytałam "Sennik współczesny" i co tu kryć zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, tj. od pierwszej linijki. Potem były inne utwory, filmy, wywiady z nim, rozmowy o nim. Konwicki stał się moją małą obsesją, stał się - co pewnie, by mu się nie spodobało - tak bardzo "mój". To nie jeden z autorów, ale Autorów, z tych, których "czuję", o których można by powiedzieć przekornie, że rozumiemy się bez słów, choć słowa odgrywają w naszej autorsko-czytelniczej relacji niebagatelne znaczenie. Ta moja zaborczość wobec jego osoby wynikała przede wszystkim z tego, że - w przeciwieństwie do innych pisarzy - literaturoznawcy (w tym też i moi wykładowcy) nigdy, ale to nigdy nie mieli na niego monopolu, nie mogli: ani jego, ani jego utworów posegregować i umieścić w odpowiednich przegródkach i tym "monopolem" łaskawie nas obdarzać. Oczywiście próbowali, ale on - jak to miał w zwyczaju - skutecznie ich próby torpedował, otwierając odbiorcom drogę do samodzielnego, a przez to niezwykle intymnego "spotkania,". I "spotkanie" to było dla mnie dość niezwykłym doświadczeniem, rodzajem swoiście pojmowanej zabawy "w kotka i myszkę". Gdy już wydawało mi się, że udało mi się go uchwycić, to zaraz się wymknął, zmuszając do dalszych wysiłków. Myślę, że w tym właśnie tkwi jego fenomen, w tej pozornej nieuchwytności, niejednoznaczności. Napisałam "pozornej", bo Konwickiego trzeba tak naprawdę "poczuć"; Konwicki to przede wszystkim oddziaływanie na sferę emocjonalną, na naszą podświadomość. I chyba dopiero teraz jestem w stanie zrozumieć powody mojego rozbratu z koleżankami i kolegami z roku (oczywiście z tymi, co w ogóle czytali, bo - co może i niektórych dziwić - mimo wybranego kierunku czytających aż tak wielu nie było). Powody, które można zamknąć w słowie "elitarność", prościej mówiąc: Konwicki nie był/nie jest dla wszystkich. Tajemnica tej "elitarności" tkwi w naszych indywidualnych predyspozycjach, w naszej wrażliwości, a może i nadwrażliwości, jakiejś duchowej niespokojności, czy też wewnętrznym "niepoukładaniu". Nie, nie chcę tu wywyższać tych (w tym przede wszystkim siebie), co mogą "pochwalić się" takimi cechami, a przez to w większym stopniu zbiżyć się do Autora. W końcu każdy w inny sposób i z różną intensywnością odczuwa bliskość z tym, czy innym pisarzem, pisarką. Niby to oczywisty fakt, ale wówczas, w czasach studenckich, tak oczywisty już dla mnie nie był, zwłaszcza jeśli dotyczył Konwickiego. Chcąc nie chcąc, pogodziłam się z tym, że w tej miłości będę osamotniona. Z czasem nawet mnie to cieszyło, bo nie musiałam jej z nikim dzielić. I tak na przestrzeni lat jednostronnie "poznawałam się z nim" coraz bardziej, aż doszłam do etapu całkowitej eksploatacji. Na sentymentalny powrót zdecydowałam się dopiero teraz, kiedy w moje ręce wpadła (no, może nie wpadła, bo z premedytacją została kupiona) książka Lidii Sadkowskiej-Mokkas "Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy". Spodziewałam się po tej książce... Szczerze, to sama nie wiem, czego się spodziewałam. W każdym razie na pewno nie tego, co zaserwowała autorka.

"Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy" to bardzo porządnie napisana praca naukowa, i jak to z takimi porządnymi pracami bywa, całość opiera się głównie na odtwórczym wplataniu cytatów (im ich więcej, tym lepiej). Istotą takich prac - oprócz rzetelności w ich przepisywaniu, i zaopatrywaniu w przypisy - jest umiejętne ich wkomponowanie w całość, przy minimalnym wkładzie własnym. I tę umiejętność jedynie możemy podziwiać bądź krytykować. W tym opasłym tomiszczu nie znajdziemy niczego, czego byśmy samodzielnie nie odkryli (wystarczy zapoznać się z twórczością literacką, filmową...). Co gorsza, autorka nie wykazuje nawet cienia chęci, by pokusić się o ich samodzielną interpretację, odwołując się w takich miejscach do słynnych nazwisk literaturoznawców. Co znacznie gorsze, z obawy lub błędnie rozumianego obiektywizmu i wiary w niego, rezygnuje z podzielenia się z czytelnikami swoim stanowiskiem, krótko mówiąc: nie znajdziemy w tej książce fragmentu, który moglibyśmy potraktować jako prywatne zdanie (rozumiem, że autorka była grzeczną studentką, która przyswoiła sobie odgórny "prikaz" wykładowców, mówiący o tym, iż chowanie swojego zdania za zdaniem autorytetów i autorytecików jest koniecznością). No może przesadzam. W książce pojawia się pewien wyimek, z którego pobrzmiewa jej cichutki głosik. Dotyczy on obaw o... los Pałacu Kultury. Taaak. Wprawdzie te obawy podzielał też i sam Konwicki, ale umieszczenie (oczywiście nie wprost, no bo przecież polonistce się nie godzi) jedynie w tym konkretnym przypadku, to chyba trochę za mało, jak na samodzielną, "dorosłą" pracę.

Z całym szacunkiem do autorki, ale z perspektywy odbiorcy nie widzę sensu czytania podobnego typu biografii, tym bardziej, że Konwicki dla chcących go poznać pozostawił wiele materiału. Ułatwienie? Droga na skróty? Bo chyba tak należy tę autorki odtwórczość, wtórność tłumaczyć. To zaś świadczyłoby o braku szacunku do opisywanego, do jego niezwykłej twórczości i nadal nie dawałoby nam odpowiedzi na pytanie: po co? Wydaje mi się, że czytanie tej książki można przyrównać do zwiedzania miejsc z przewodnikiem (notabene, miejscom ważnym i mniej ważnym dla Konwickiego autorka poświęca znaczną uwagę i opisuje je z niezwykłą skrupulatnością). Cóż... Z jej notki biograficznej wynika, że jest licencjonowanym przewodnikiem, więc nie ma się co dziwić, że "zboczenie zawodowe" wzięło górę i wkradło się do tej książki...

Zatem czytać, czy nie czytać? Napiszę tak: jeśli nie znacie wcale lub dobrze twórczości Konwickiego, to nie czytajcie, ta droga na skróty, niekoniecznie doprowadzi Was do Autora, Scenarzysty, Reżysera, Człowieka (pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że sprowadzi Was na manowce, ale - niestety! - nie te cudne, Stachury, popsuje Wam przyjemność stopniowego, ale niezwykle intymnego obcowania z możliwe, że z duchowym pobratymcem); jeśli chcecie odbyć sentymentalną powtórkę, bo zwyczajnie się stęskniliście, a nie chcecie sięgać ponownie po jego utwory, oglądać filmów jego i o nim, etc., etc., to możecie do niej zajrzeć. Możliwe, że zaboli Was (mnie trochę zabolało), że można o nim pisać tak bezemocjonalnie, chłodno, powierzchownie, płytko, choć z pełną salonową, polonistyczną kurtuazją i czołobitnym szacunkiem, wynikającym jedynie z nawyku podporządkowania się - nazwijmy to w uproszczeniu - wymogom (ten ostatni rozdział o odchodzeniu jakoś nie wynagradza i nie wygładza mi całości). Moim zdaniem szacunek powinien wynikać z własnego przekonania, a z racji tego, że autorka tym przekonaniem się z nami nie podzieliła, to siłą rzeczy podejrzewać muszę o jego brak.

Naprawdę trudno mi było ocenić tę książkę. Konwickiemu za całokształt należy się dziesiątka, ze zdaniem autorytetów Sadkowskiej-Mokkas czasem się zgadzam, czasem nie. Za całą odtwórczą działalność, za zamieszczenie (patrz: "Myśli zebrane") i posegrowanie tematyczne cytatów z utworów i filmów (za to szczególnie) - pięć gwiazdek to w moim mniemaniu wystarczająca i niezbyt krzywdząca ocena.

"Droga na skróty"

Moja miłość do Tadeusza Konwickiego-literata rozpoczęła się stosunkowo późno, bo dopiero w czasach studenckich. Przeczytałam "Sennik współczesny" i co tu kryć zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, tj. od pierwszej linijki. Potem były inne utwory, filmy, wywiady z nim, rozmowy o nim. Konwicki stał się moją małą obsesją, stał się - co pewnie, by mu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
29
29

Na półkach:

Przyznaję – zgrzeszyłem. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Mało, że zainfekowałem się „konwicczyzną”, to jeszcze zarażałem nią innych. Czasem skutecznie, czasem nie. Ale wdzięczny jestem Konwickiemu za dwie rzeczy: że zaczął pisać i że przestał pisać. Ta druga decyzja znamionuje klasę pisarza, a cokolwiek miała wspólnego z wyczerpaniem sił życiowych, nie przedłużyła stanu, w którym ograniczył świat przedstawiony do samego siebie i czworokąta ulic, w których się poruszał. Stanu, gdzie - pomimo nadal pięknego języka zapisu - już niewiele mógł dodać do sumy wcześniejszych arcydzieł. Fantaści, a właściwie fantazyści powinni Konwickiego czytać obowiązkowo; nikt przed nim nie potrafił umiejętniej zawiesić czasu i realności, jednocześnie konkretnej i całkowicie fasmantagoryjnej. I nikt już nie potrafi tak budować nastroju opisami przyrody, których opuszczanie w trakcie lektury należy traktować jak wyjątkową zbrodnię, prostactwo i głupotę.
Pomny niegdysiejszego olśnienia i utrzymującej się długo miłości do pisarstwa Pana Tadeusza (o filmach nie wspomnę) bez namysłu sięgnąłem po biografię pióra Lidii Sadkowskiej-Mokkas. Formuła książki jest trochę nietypowa; życiorys odfajkowany w zasadzie na początku dzieła, potem następują epizody-rozdziały o rzeczach ważnych dla Konwickiego-pisarza i Konwickiego-człowieka, od kawiarni Czytelnika do kota Iwana, od relacji z przyjaciółmi do metod pracy twórczej. Przy okazji poszczególnych rozdziałów, tytułem dygresji dopowiada autorka to wszystko, co nie zmieściło się w przyjętych ramach konstrukcyjnych.
Jak się to czyta?
Znacie takie prace magisterskie, solidne, bez najmniejszego podejrzenia o plagiat, gdzie wszystkie cytaty dokładnie opatrzono przypisami z nazwiskami autorów? Tyle, że mało błyszczące, w dużej mierze odtwórcze, z bezpiecznymi wnioskami, zgodnymi z tym, co mówią autorytety?
„Cudzoziemiec tranzytowy” ma coś z takiej pracy. Są w nim wszystkie znane źródła, rzetelnie przytoczone, omówione, pokazane. Nic, co byłoby zaskakujące, wyszukane własnym sumptem, wydarte spod książkowych i publicznych wypowiedzi bohatera biografii, a niechby nawet zgrabnie ukradzione od współczesnych i zstępnych. Nie ma też próby zmierzenia się z fenomenem życia i twórczości Konwickiego, próby opisania własnego do nich stosunku, malowniczych hipotez, podpartych niebanalnym rozumowaniem czy polemicznego, osobistego dialogu. Nie ma pasji, choć ciepłego pochylenia się nad postacią pisarza Lidii Sadkowskiej-Mokkas nie sposób odmówić.
No i jeszcze ktoś nie przepatrzył rękopisu merytorycznie i korektorsko, przez co pojawiło się na przykład pytanie o sensowność stosowania soli do wyrobu domowych lodów (hmm... Pani Lidio, spało się na fizyce w szkole?), nadużyty wielokrotnie termin „chytry Litwin”, albo podmianka operatora i odtwórcy głównej roli w „Ostatnim dniu lata”. Niby drobiazgi, ale nie powinny ujrzeć światła dziennego w gotowym dziele.
I na tym bym skończył recenzję, ale jest ostatni rozdział biografii.
W nim moje kręcenie nosem nie ma podstaw. Coś, co nazwałbym „rzeczowym smutkiem” przejmuje do głębi, tam dzieją się rzeczy wynagradzające wcześniejsze niedostatki, wyczuwa się dotknięcie metafizyki i ciężar odchodzenia.
Daty i wyimki z twórczości – swoisty dodatek reżyserski – tylko dla pedantów i profanów, całkowicie niezaznajomionych z „konwicczyzną”.
Cudo? Niekoniecznie.
Czytać? Tak!
Tadeusza Konwickiego też. Koniecznie.

Przyznaję – zgrzeszyłem. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Mało, że zainfekowałem się „konwicczyzną”, to jeszcze zarażałem nią innych. Czasem skutecznie, czasem nie. Ale wdzięczny jestem Konwickiemu za dwie rzeczy: że zaczął pisać i że przestał pisać. Ta druga decyzja znamionuje klasę pisarza, a cokolwiek miała wspólnego z wyczerpaniem sił życiowych, nie przedłużyła...

więcej Pokaż mimo to

avatar
423
159

Na półkach:

Solidnie napisana praca zaliczeniowa.

Solidnie napisana praca zaliczeniowa.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy


zgłoś błąd