Pętla dobrego samopoczucia

Okładka książki Pętla dobrego samopoczucia autorstwa Carl Cederström, André Spicer
Okładka książki Pętla dobrego samopoczucia autorstwa Carl Cederström, André Spicer
Carl CederströmAndré Spicer Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Wellness Syndrome
Data wydania:
2016-09-05
Data 1. wyd. pol.:
2016-09-05
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301187583
Tłumacz:
Łukasz Żurek
Pętla dobrego samopoczucia to książka o tym, jak dobre samopoczucie przekształciło się w obowiązek i obróciło się przeciwko nam. Carl Cederström i Andre Spicer zaprezentowali błyskotliwe studium przymusu dobrego samopoczucia i sposobów, w jakie przerodziło się ono w moralny imperatyw odwracając tym samym naszą uwagę od politycznego i społecznego zaangażowania.
Przekonujące i zabawne, a niekiedy przerażające case studies pokazują, że popadliśmy w prawdziwy obłęd, którego wyznacznikami są aplikacje do pomiaru regularności wypróżnień, ilości spożywanych kalorii, aktywności czy długości snu. Autorzy na konkretnych przykładach pokazują, że dyktat dobrego samopoczucia wtłoczył nasze ciała i umysły w machiny kapitalizmu i doprowadził do wzrostu społecznej frustracji, rozpadu zachowań społecznych i narodzin pasywnego nihilisty zatopionego we własnym ciele.
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pętla dobrego samopoczucia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pętla dobrego samopoczucia

Średnia ocen
6,7 / 10
62 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Pętla dobrego samopoczucia

avatar
892
766

Na półkach:

Sięgając po książke myślałem, że będzie to poradnik, dzięki któremu dostanę receptę na to co robić aby czuć się dobrze. Okazało się jednak iż moje wyobrażenie o tej książce było błędne. W książce nie znajdziemy bezpośrednich rad na temat dobrego samopoczucia. Autorzy podchodzą do tematu dość niekonwencjonalnie. Opisują wiele przykładów z bieżącego życia gdzie na różne sposoby ktoś próbuje sprzedać swój pomysł na dobre samopoczucie. Stale jesteśmy bombardowani w reklamach, programach telewizyjnych, najnowszych trendach krążących w socjalnych mediach różnymi pomysłami czy też wzorami na temat tego co robić aby czuć się dobrze. Wiele coachów, trenerów, celebrytów próbuje sprzedać nam, nawet wcisnąć na siłę sposób na dobrze samopoczucie. Często obiecuje się nam iż dobre samopoczucie, szczęście nie wymaga większego wysiłku. Autorzy w książce zwracają uwagę na wiele pułapek w które możemy wpaść słuchająć różnych rad. Nie zawsze sposoby na dobre samopoczucie muszą być błędne. Myślę, że ważny jest zdrowy rozsądek. Jednak popadanie w trendy, najnowsze krzyki mody może być niebezpieczne. Ważne jest patrzeć krytycznie na to co widzimy, na to co ktoś próbuje nam sprzedać. Tylko poprzez krytyczne myślenie możemy siebie ocalić przed pogrążeniem siebie w pętlę pesudo dobrego samopoczucia. I chyba tak bym podsumował tą książkę. To co często sprzedawane jest jako sposób na dobre samopoczucie, powoduje tak naprawdę pseudo dobre samopoczucie.

Sięgając po książke myślałem, że będzie to poradnik, dzięki któremu dostanę receptę na to co robić aby czuć się dobrze. Okazało się jednak iż moje wyobrażenie o tej książce było błędne. W książce nie znajdziemy bezpośrednich rad na temat dobrego samopoczucia. Autorzy podchodzą do tematu dość niekonwencjonalnie. Opisują wiele przykładów z bieżącego życia gdzie na różne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
644
487

Na półkach: , , ,

Lubię książki, które mnie denerwują i zmuszają do wejścia w dyskusję z przedstawianymi tezami. I to właśnie była taka książka - opis okładkowy sugerował, że będzie to krytyka hurra-psychologii każącej być zawsze uśmiechniętym, nieustannie pracować nad sobą, a jeśli w życiu nam coś się nie udaje, to tym bardziej każą nam się uśmiechać i pracować nad sobą, otwierać się na dary wszechświata, być proaktywnym itp. itd. Coś dla mnie, bo mam uczulenie na takie porady.
Pozycja autorstwa Carla Cederströma i Andre Spicera mówi jednak o czymś więcej. Jej dwie główne tezy sprowadzają się do analizy przymusu dobrego samopoczucia, który tak bardzo się rozpanoszył w życiu społecznym, że przestaliśmy go zauważać. Przymus ten jest bezlitosny i zmienia całe ludzkie życie w pracę nad sobą - swoim ciałem, zdrowiem, relacjami, nastawieniem, efektywnością w pracy, nic (chyba) nie uchroniło się przed tym przymusem.
Druga teza mówi, że zrzucenie na jednostkę całej odpowiedzialności za swoją sytuację życiową jest bardzo wygodne dla pracodawców i rządzących, bo zdejmuje z nich obowiązek zapewnienia dobrych warunków pracy i życia. Dzięki temu rządy mogą oszczędzać miliony, a wyciskający siódme poty szefowie mogą cisnąć jeszcze bardziej, bo pozytywnie nastawieni pracownicy jak Bob Budowniczy zawsze dają radę, nie chorują (bo to przecież straty dla firmy),nie są grubi, nie palą papierosów, biegają i chodzą na jogę.
Trochę się momentami autorzy zapędzają w swoich argumentach, ale może ja mam wyprany mózg, jak ofiara propagandy samorozwoju. Nie wykluczam.
Cenne w książce było zwrócenie uwagi na fakt, że wcale nie żyje się nam lepiej, kiedy na siłę i wbrew faktom, staramy się być zawsze na fali. Pozytywne myślenie nie leczy raka, ani mu nie zapobiega oraz nie sprawi, że będziemy płynęli przez życie od jednego sukcesu do następnego zmieniając pracę na coraz lepszą a ciało na coraz zdrowsze.

Książka cierpi na syndrom napompowania treści, podobny do "24/7" Crary'ego. Początek, pierwsza połowa, są świetne w obu przypadkach, ale reszta rozciągnięta i naciągana, coraz bardziej wydumana i splątana. Niemniej jednak obie są dobrymi strawami dla umysłu - dla oszczędzenia czasu i waszej większej efektywności przeczytajcie ich pierwsze połowy ;)

Lubię książki, które mnie denerwują i zmuszają do wejścia w dyskusję z przedstawianymi tezami. I to właśnie była taka książka - opis okładkowy sugerował, że będzie to krytyka hurra-psychologii każącej być zawsze uśmiechniętym, nieustannie pracować nad sobą, a jeśli w życiu nam coś się nie udaje, to tym bardziej każą nam się uśmiechać i pracować nad sobą, otwierać się na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6818
3839

Na półkach:

Wiele wydawnictw oferuje nam poradniki dotyczące tego jak żyć lepiej, w jaki sposób cieszyć się lepszym samopoczuciem, odnosić sukces, cieszyć się powodzeniami. Szczęście stało się takim samym towarem jak każdy inny: produkty uszczęśliwiają, pozwalają na czerpanie radości. Poradniki uczą nas, że tylko szczęśliwi osiągają naprawdę bardzo wiele. Czerpanie przyjemności z wszystkiego staje się ważniejsze niż samo doświadczanie codzienności, która nie zawsze daje nam powód do uśmiechu. Na przekór tym wszystkim prądom Carl Caderström i Andre Spicer napisali książkę „Pętla dobrego samopoczucia”. W tej monografii naukowej znajdziemy liczne odwołania do filozofii, różnorodnych kultur oraz religii, w których pojawia się pojęcia szczęścia. Wszystko to zostaje zestawione ze współczesnym dążeniem do wielkiego szczęścia, co autorzy postrzegają jako swoistą pułapkę, ponieważ już nie jest dobrowolnym dążeniem tylko stało się społecznym przymusem, przez co nie możemy już sobie pozwolić na przeżywanie nieszczęść, smutek, rozpaczanie. Media i poradniki atakują nas różnorodnymi przepisami, które każdy z nas powinien wdrożyć w życie.
„Pętla dobrego samopoczucia” z założenia jest publikacją krytykującą wszelkie przepisy na szczęście. Czasami autorzy są bardzo przekonujący, innym razem zabawni. Publikacja pozwala nam przyjrzeć się współczesnym prądom, początkom poradników, odnaleźć się w oceanie poradników połączonych z państwowymi dążeniami obywatela niechorującego, mającego idealną sylwetkę, bardzo wydajnego, podnoszącego kwalifikacje, konsumującego i płacącego duże podatki. W dążeniu do szczęścia kładzie się nacisk na maksymalizowanie zarobków, minimalizowanie chorób, przez co stosuje się społeczny terror wobec osób otyłych, palaczy i wszystkich tych, którzy nie uprawiają żadnych sportów.
Spojrzenie autorów pozwala na nieco inną analizę państwowych dążeń oraz wyścigi szczurów, które wcale nie służą nam tylko celom wyższym. Carl Caderström i Andre Spicer pozwala zrozumieć w jaki sposób przez nowe dążenia społeczności zmierzają ku nowemu niewolnictwu. Jest to zniewolenie dobrowolne, oparte na konkurencji, próbie pokazania, że jesteśmy w stanie przekroczyć granice własnego ciała, zapanować nad umysłem. Obaj naukowcy zauważają, że te nowe prądy są wynikiem dążeń, które powstały w USA, gdzie kreowano „Amerykański sen”, czyli możliwość zdobycia fortuny i rewelacyjnego zdrowia tylko, kiedy wystarczająco dużo się pracowało. Zaznaczają, że takie podejście do życia sprawia, ich na osoby nieradzące sobie z codziennością patrzymy jako ludzi gorszych, niezainteresowanych polepszeniem swojego bytu, zdrowia, otoczenia, zwiększenia wkładu w życie społeczne. Bycie biednym w tym ujęciu postrzegane jest jako samodzielne skazywanie się na nieszczęście i uzależnianie od innych.
Publikacja jest bardzo przemyślana, z wieloma wnioskami możemy się zgodzić, na wiele spojrzeć z innej perspektywy. Na pewno jest to ważny głos pozwalający na zdystansowanie wobec większości współczesnych prądów. Sporym plusem publikacji jest odwołanie do różnorodnych filozofii, przegląd najważniejszych prądów i pokazanie w jaki sposób zostają one uproszczone w politycznej retoryce.
Książkę polecam studentom oraz absolwentom uczelni. Myślę, że ze względu na prosty język mogą po nią sięgnąć również licealiści poszerzający swoje umiejętności szerszego patrzenia na wiele spraw.

Wiele wydawnictw oferuje nam poradniki dotyczące tego jak żyć lepiej, w jaki sposób cieszyć się lepszym samopoczuciem, odnosić sukces, cieszyć się powodzeniami. Szczęście stało się takim samym towarem jak każdy inny: produkty uszczęśliwiają, pozwalają na czerpanie radości. Poradniki uczą nas, że tylko szczęśliwi osiągają naprawdę bardzo wiele. Czerpanie przyjemności z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

228 użytkowników ma tytuł Pętla dobrego samopoczucia na półkach głównych
  • 151
  • 73
  • 4
21 użytkowników ma tytuł Pętla dobrego samopoczucia na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Pętla dobrego samopoczucia

Inne książki autora

Okładka książki Dead Man Working Carl Cederström, Peter Fleming
Ocena 3,0
Dead Man Working Carl Cederström, Peter Fleming
Carl Cederström
Carl Cederström
adiunkt na Uniwerytecie Sztkoholmskim, gdzie zajmuje się teorią organizacji i etyką biznesu oraz prowadzi zajęcia z zarządzania zasobami ludzkimi. W kręgu jego zainteresowań naukowych znajduje się także filozofia szczęścia. Wykładał na Cardiff Business School oraz na Wydziale Filozofii w The New School for Social Research. Współautor książki Dead Man Working z Peterem Flemingiem oraz książki-wywiadu z Simon Critchley How to Stop Living and Start Worrying.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Pętla dobrego samopoczucia przeczytali również

Głupie pytania. Krótki kurs filozofii Jan Hartman
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Jan Hartman
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu. I co się okazało? Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka. Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien),lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi),lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć? Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną. A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył! Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie. I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji. Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik),by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas. Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana. I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem! To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią. Nie było łatwo! Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii. Było fascynująco intelektualnie! To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na75 lat temu
Wstać znowu o ludzkiej porze Joshua Ferris
Wstać znowu o ludzkiej porze
Joshua Ferris
Joshua Ferris - młode (relatywnie, coś, jak niegdyś młodzieżówka SLD) pokolenie pisarzy amerykańskich. Nie przeskoczył swoich wielkich poprzedników, ale też nie przynosi im wstydu. Dziwne odczucie. Chciałem się zakumplować z bohaterem tej książki, zupełnie, jak w dzieciństwie. Główna postać to dziwak, trochę aspołeczny ekscentryk, który w gruncie rzeczy chciałby myśleć zwyczajnie, chciałby prowadzić proste życie, cieszyć zwykłymi rzeczami. Przekonujący. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a narrator jest bardzo wiarygodny. Logiczny, autorefleksyjny, przenikliwy, zabawny. Ta książka to prawie kryminał i prawie thriller w jednym. Tajemniczy ktoś stojący za niezamówioną stroną internetową. Prześladowca i potencjalny zbawca w jednej osobie. Chyba w jednej, choć niewykluczone, że to ONI. Są i Żydzi. Cyklistów i reptilian brak. Na okładce dla zachęty podana jest opinia Stephena Kinga, że to “Stomatologiczny Paragraf 22”. Może coś w tym być, choć słabo pamiętam książkę Vonneguta, bo cholera, umiem czytać już dobrze ponad cztery dekady. Wrażenie absurdalności wielu zjawisk, ludzkich działań i motywacji jakoś znajome. Może z Paragrafu 22, a może po prostu z życia? Książka wciągnęła mnie na tyle, że irytowałem się, gdy musiałem ją odłożyć i czymś pożytecznym się zająć, iść do pracy na przykład. Kolejny raz przy lekturze tej powieści przypomniało mi się dzieciństwo i czasy czytania książek nocą pod kołdrą. Rozczarowanie, że trzeba przerwać, bo bateria w latarce się kończy. Wydana jest niestety nieco niechlujnie. Sporo przegapionych w korekcie błędów. Zbytnio to nie przeszkadza, bo treść mocno wciąga, ale z rytmu wybija. Tak czy owak, lektura zajmująca i dająca dużo radości; w tle wcale niebanalne myśli z pogranicza filozofii, religii czy socjologii. Lekkość pióra imponująca, choć to pewnie też zasługa tłumaczki — Magdaleny Słysz. Doceniam też, że pani tłumacz dodała przypisy dotyczące specyficznych, kulturowych elementów występujących w książce. To pomaga. Bo skąd do licha mam wiedzieć, co dla przeciętnego Amerykanina oznacza jakieś zagranie w baseballu? Lubię przypisy od tłumaczy. Wyobrażacie sobie Lolitę bez przypisów? Niedościgły mistrz Robert Stiller. Po skończeniu lektury przeczytałem tu opinię, że Ferris ordynarnie ściągał ze stylu Philipa Rotha. Hmmm, trochę to nieprzekonujące. Naśladować czyjś styl w jakiejś krótkiej formie, to mogę sobie wyobrazić, ale w powieści? Może mam marną wyobraźnię? Czytałem parę książek Rotha i doceniam jego wielkość, ale nigdy nie przyssałem się tak do żadnej jego powieści tak, jak do Wstać znowu o ludzkiej porze. Faktem jest, że nasz odbiór powieści zależy wielce od tego, w jakim punkcie własnego życia coś czytamy. Możemy docenić coś, co kiedyś wydawało się nam mierne, możemy też rozczarować czymś, co pamiętamy jako dzieło genialne. Tak właśnie miałem z Darem Humboldta i od tego czasu nie czytam dwa razy tych samych książek. Tyle jest nowych do przeczytania, a utrata dobrych wspomnień to jednak utrata. Cieszę się, że z jakiegoś powodu kupiłem akurat tę książkę. www.urodzonybluznierca.pl
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na77 lat temu
Alan Turing. Enigma Andrew Hodges
Alan Turing. Enigma
Andrew Hodges
Książkę polecam czytelnikom zainteresowanym życiem Alana oraz faktami dotyczącymi II wojny światowej i rozpracowaniem maszyny Enigma. Tym zainteresowanym głównie biografią mówię, jak poprzednicy, że przeczytanie bardzo grubej książki, wydanej drobną czcionką z wieloma przypisami, pełnej fachowych terminów może być trudne. Historia zaczyna się krótkim rozdziałem na temat rodziców Alana Turinga, wyborów szkoły z internatem. Z okresu wczesnych lat szkolnych możemy dowiedzieć się dużo na temat prac szkolnych, które sprawiały Alanowi trudności. Już na tym etapie jego nauczyciel matematyki zauważył, że ma w klasie geniusza matematycznego. Wszystko jest wzbogacone autentycznymi notatkami nauczycieli i wychowawców w internacie. Dowiadujemy się z nich, że obawy wzbudzały antyspołeczne nastawienie Alana do rówieśników i sztuki życia. Czytelnicy, którzy obejrzeli ekranizację książki, odnajdą tutaj opis przyjaźni i fragmenty listów Alana i jego najlepszego przyjaciela Chrisa. Rozdział kończy się wyjaśnieniem jego śmierci , którego Alan do końca swojego życia będzie wspominał. Stracił swojego przyjaciela, ale zyskał serdeczną przyjaciółkę w osobie matki Chrisa. Lata studiów to nowy pokój w akademiku, nowi znajomi i nowa miłość. Osoby, które widziały film, poznają kilka ciekawostek o jego dalszym prywatnym życiu. Alan będąc młodym studentem czyta książki matematyków i poprawia swoją kondycję biegając i ćwicząc wioślarstwo. Wraz z osiągnięciem pełnoletności staje się bardziej samodzielny i niezależny. Szuka autorytetów, swojej grupy, podobnych ludzi, ale dla niektórych on sam jest zbyt zwyczajny. Poszerza swoje zainteresowania naukowe o fizykę. W nauce szuka głoszenia prawdy i samodzielnego myślenia. W kolejnych miesiącach jesteśmy świadkami pierwszych sukcesów bohatera na temat teorii prawdopodobieństwa i statystyki. Alan staje się bardziej dowcipny, pogodny i towarzyski. W jego pokoju, obok zdjęcia Christophera znajdują się czasopisma eksponujące męską urodę. Temat jego orientacji seksualnej, ostrożne próby zainicjowania kontaktów z mężczyznami zajmuje w książce dużo miejsca. Wkrótce Alan wraca do Europy i tworzy maszynę do mnożenia. Niebezpieczeństwo wybuchu wojny jest już pewne. Alan zostaje zatrudniony jako jeden z krypto analityków.
Krystian - awatar Krystian
ocenił na711 miesięcy temu
Rachunek Jonas Karlsson
Rachunek
Jonas Karlsson
Ty w tym wszystkim zapomniałeś jak wygląda słońce Pewien człowiek pewnego ranka odnajduje w skrzynce pocztowej rachunek, opiewający na 5 700 000 koron szwedzkich. Wie skąd i od kogo, ale nie wie, dlaczego. Czy czegoś to nie przypomina, czy gdzieś nie czytaliśmy o podobnym przypadku? Właśnie. Nie chcę określić Karlssona mianem „szwedzkiego Kafki”, ale szwedzki autor nie pozostawia wyboru. Fabuła nie ma aż tak wielkiego znaczenia w powieści – znacznie bardziej liczy się utrzymana w lekkiej formie gorzka refleksja o szczęściu współczesnego człowieka. O tym, że żyjąc w „dzisiejszych czasach”, nie jesteśmy w stanie spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: tak, moje życie jest szczęśliwe. Świetne u Karlssona jest właśnie odbijanie się od Kafki – Józef K. krążył po korytarzach podejrzanych kamienic (w poszukiwaniu siedziby sądu). Korytarzach ciemnych, ponurych, przygniatających klaustrofobią i duchotą. Jak K. próbował odnaleźć jakikolwiek sens, ale wciąż tylko dochodził do kolejnych granic coraz większych absurdów. Jak kluczył, drążył, cierpiał. Bezimienny bohater – czasem określany jako obiekt, najczęściej jest nikim (albo każdym…) – Karlssona próbuje się dodzwonić do centrali W.R.D. (czyli ośrodka, który wystawia obywatelom rachunki za szczęście, ale musi czekać najpierw dwie godziny, później czas oczekiwania skraca się do trzydziestu minut, aby w końcu ulec cudownemu rozciągnięciu do sześciu godzin. Kiedy bohater zjawia się w siedzibie W.R.D. celem wyjaśnienia kilku wątpliwości związanych z jego rachunkiem – zostaje zarzucony mnóstwem cyfr, procedur, niezrozumiałych nazw i przeliczników wziętych znikąd. Czy czegoś to nam nie przypomina, czegoś aż zbyt dobrze znanego, może jakieś kwestie urzędowe, załatwianie spraw bankowych…? Czy szczęście jest tym, co potrafimy docenić? Skoro bohater jest typowym nikim – szaraczkiem, pracującym w wypożyczalni filmów, bez przyjaciół/znajomych, bez głębszych zainteresowań – to dlaczego musi zapłacić aż tyle? I czy zaznane szczęście (jak widać, język powieści przenika już nawet tu) jest automatycznie wynikiem wyrządzonego i doznanego dobra? Kwestie, wydawałoby się, banalne, ale z drugiej strony – również truizm – chyba najtrudniej formułować odpowiedzi na najprostsze pytania. A Karlsson się tego podejmuje. Nie potrzeba mu przy tym traktatów, pełnych zawiłości logicznych, moralnych i wszelakich. Niespełna dwieście stron powieści; gdyby nieco zmniejszyć margines, wyszłoby może 140-150. Lekka, nieco absurdalna fabuła – i wypływają odpowiedzi. Gorzkie. I jednocześnie takie, że po sformułowaniu na piśmie (szczególnie tym recenzenckim),przypominałyby zbiór truizmów i umoralniających sentencyjek, w rodzaju: śpieszmy się kochać drobne radości dnia, przecież tak szybko mijają. Chyba właśnie na tym polega siła opowieści (powiastki filozoficznej) Karlssona. Unikając formułowanych wprost banałów w stylu Coelho, zmusza do refleksji każdego z osobna, ale do refleksji osobistej, niewypowiadanej głośno. Chcę uniknąć absurdalnych porównań – chociaż to z Kafką było nie do pominięcia – ale tak potrafią, moim zdaniem, pisać autorzy naprawdę dobrzy. Podczas lektury, wtórowanej szczerymi uśmiechami (bo Karlsson, choć Szwed, ma kapitalne poczucie absurdalnego humoru!),jednak zaczynamy się zastanawiać nad sobą i resztą świata. Bardzo dobra lektura. Po bezbarwnym Szczygle – Donny Tartt nie umiem ani skrzywdzić, ani pochwalić za Szczygła– znakomity przerywnik. Lekko, z sensem, acz bardzo gorzko.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu
Kawa Andrzej Fiedoruk
Kawa
Andrzej Fiedoruk
Każdy wywiad, program, artykuł w gazecie czy właśnie książka o kawie jest dla mnie ciekawą pozycją, mimo iż uważam że wiem na ten temat trochę więcej niż przeciętny Kowalski, to i tak każde zetknięcie się z kawą np. w formie pisanej sprawia mi przyjemność. Z tej książki dowiedziałem się na przykład które kraje przodują w produkcji kawy, a które wypijają jej najwięcej, co ciekawe jedno z drugim kompletnie się nie łączy. Zwalczony został mit Włochów jako kawoszy i Brytyjczyków jako herbaciarzy. Dość szczegółowo opisano też skąd jaka kawa pochodzi i dlaczego. Wątki historyczne, które zazwyczaj z chęcią bym pominął, tu skondensowane do krótkich ciekawostek, jak ta związana z Cejlonem - dziś imperium herbaty, a niegdyś kawy. Ale, zawsze jest jakieś ale. Jakby ktoś chciał poznać kawę od kuchni, to ta pozycja nie wyczerpuje tematu. Ku mojego zaskoczeniu nie ma nic o rodzajach kaw do picia (typu cappuccino czy espresso),nie mówiąc o metodach parzenia jak vario czy mój ukochany chemex. Nawet o samych ekspresach do kawy wychwyciłem chyba tylko jedno czy dwa zdanie. Twórcy tej książki skupili się bardziej na kawie jako owocu, jako ziarnie, jako fundamencie, a nie na temat jego późniejszej obróbki, z którą spotyka się każdy z nas. I jeszcze jedno. Miałem nieodparte wrażenie, że to obcojęzyczna pozycja tylko przetłumaczona na polski, gdyż mimo iż pisała to Polka, nie ma w niej o nas. Nawet jak wymienia w których krajach europejskich ile statystycznie pije się kawy na głowę, to na próżno szukać tam Polski. Musiałem to sobie wygooglać, a wystarczyłyby dwa-trzy zdania. Podsumowując, "Kawa" Iki Graboń to to nie jest, ale z kilku przepisów na pewno skorzystam, jak kawa po turecku z kardamonem, kawa po jamajsku czy wiedeńsku. Ja znalazłem tu coś dla siebie, może Ty też znajdziesz, tym bardziej, że po odjęciu przepisów to raptem 65 stron.
kamson89 - awatar kamson89
ocenił na76 lat temu
Przeglądarka. Felietony poufałe Anna Janko
Przeglądarka. Felietony poufałe
Anna Janko
Z twórczością Pani Anny Janko miałam zapoznać się po raz pierwszy dzięki zaprezentowanej przez nią autorskiej książce wydanej w formie zbioru felietonów pt.'' Przeglądarka. Felietony poufałe'', w której to zwróciła moją szczególną uwagę tym, że potrafi ona ocenić szczerze sytuacje obserwowane przez nią w świecie wirtualnym. Każdy z przeczytanych przeze mnie felietonów ukazuje bolesną prawdę na temat życia, emocje z nim związane w trudnych sytuacjach, refleksje i uwagi połączone z jej osobistymi odczuciami, jak widzą problem sytuacyjny różni użytkownicy korzystający z portalów społecznościowych, ale są oni nie do końca pełni i świadomi wypisywanych przez siebie wypowiedzi. Uważam, że napisane przez autorkę tematy przedstawionych tekstów felietonów nie były dla niej łatwe do napisania, gdyż musiała sama odkrywać wiele tajemnic twarzy ludzkiej natury lub czy też osobowości, by móc mocno się w niej zagłębić, aby Czytelnik mógł z łatwością odczytać jej przekaz wynikający z całości zinterpretowanych z nich treści. Mogłabym podać przykład jednego z felietonów, który zrobił na mnie ogromne wrażenie pod względem podjętego w nim tematu: ''Dzikie ciało, piękny umysł'', wywołało we mnie głębokie wzruszenie i myślę, że wiele osób po jego przeczytaniu dowie się, z jakimi problemami chorobowymi występującymi u dzieci autystycznych muszą przechodzić rodzice im wiernie towarzyszący. Książkę tę czytało mi wyjątkowo dobrze ze względu na dobrze zobrazowaną w niej rzeczywistość i podawane przez autorkę przykłady z życia wzięte oraz te, które są znane nam z wirtualnej obserwacji. Wydawnictwu Zwierciadło dziękuje za podarowanie mi do zrecenzowania egzemplarza książki pt. autorstwa Pani Anny Janko pt. '' Przeglądarka. Felietony poufałe''. Polecam przeczytać tę książkę.
Anna - awatar Anna
oceniła na96 lat temu
Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską Magdalena Tulli
Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską
Magdalena Tulli Justyna Dąbrowska
„Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską” Autor: Justyna Dąbrowska, Magdalena Tulli Gatunek: wywiad Tytuł oryginału: Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską Data wyd. oryginału: 2017-10-11 Wydawnictwo: Znak Literanova Okładka: miękka Liczba stron: 264 Ocena: 8/10 Istnieją książki, po których przeczytaniu mam ochotę wręczyć je każdej napotkanej osobie. Żeby przeczytała, pomyślała i poczuła to, co ja - czyli ulgę, że ktoś też tak ma i jeszcze o tym napisał. JAKA PIĘKNA ILUZJA. MAGDALENA TULLI W ROZMOWIE Z JUSTYNĄ DĄBROWSKĄ Tę pozycję wręczyłabym każdej napotkanej kobiecie. Bo chyba my - baby, często wzdychamy w zadumie do świata którego nie ma, bo jest zbyt idealny, żeby mógł w ogóle przetrwać. FABUŁA “Jaka piękna iluzja’ to bardzo osobista i mądra rozmowa pisarki Magdaleny Tulli z psychoterapeutką Justyną Dąbrowską. Pani Justyna zgrabnie i nienachalnie pyta o życie, o kobiecość, macierzyństwo, emocje i relacje. Natomiast pisarka nie boi się mówić o rzeczach trudnych, przy czym robi to w pewny siebie sposób pokazująć tym samym, że wie czego chce i jaką ścieżkę wybrała. Sprytnie zmusza czytelnika do przemyśleń nad własnym życiem. To książka o tym, że życie po trochu jest zbudowane z ułudy, a niewielką pozostałą część stanowią nasze własne wybory. Ale także o tym, że sens mają rzeczy i zdarzenia, jeśli im go nadamy. DLA KOGO Ta książka to piękny pomocnik w autoterapii. Polecam go każdej kobiecie oraz osobom interesującym się tematami psychologii i terapii. WRAŻENIA Pozycja, która w przemyślany, nienachalny sposób skłania do refleksji. Mimo formy rozmowy jest czymś na kształt wiwisekcji psychologicznej. Dla mnie ta książka jest formą pomocy w dialogu ze światem i samą sobą.
double_bookspresso - awatar double_bookspresso
ocenił na84 lata temu
Broda zalana krwią Daniel Galera
Broda zalana krwią
Daniel Galera
Powieść specyficzna, która silnie wciąga w swoje uniwersum mimo znikomej akcji, niekiedy wręcz ospałej. To co prawda gorąca, namiętna Brazylia, ale żadne tam wielkomiejskie, intensywne Rio czy Sao Paulo, a mała, położona nad samy rozległym oceanem Garopaba, ożywiająca się jedynie w sezonie, później zaś znów zapadająca z letarg na całe długie miesiące. Nasz bohater przyjeżdża tu, by uzyskać jakieś informacje o swoim dziadku, który mieszkał w Garopabie całe lata i ponoć został tutaj zamordowany. Ponoć, ponieważ nikt nie widział ciała, a całą sprawę otacza podejrzane milczenie. Wiedzie go ciekawość i wspomnienie ostatniej rozmowy z ojcem, przed popełnieniem przez niego samobójstwa. Same nieszczęścia i dopusty boże w tej rodzinie. Nasz bohater pozostaje w tak dużym konflikcie z bratem, że tylko matka ma szansę jakoś między nimi pośredniczyć. Każdy tu jakiś osobny, sam na sam w własnymi demonami. Dziadek wybrał samotność, podobnie ojciec… teraz wkracza na tę drogę on, chłopak bez imienia – wnuk. Pod względem psychologicznym rzecz bardzo ciekawie przez autora poprowadzona, umotywowana i zwieńczona naprawdę zaskakującym zakończeniem. Rozpytując o dziadka bohater zderza się ze ścianą, milczącą i niechętną, nieustępliwą. Dziwne wrażenie potęguje się jeszcze, gdy w odzewie na drastyczny artykuł o brutalnej zbrodni na młodej dziewczynie napotykamy podobny mur, jakby miasteczko celebrowało na zewnątrz szczęśliwość i beztroskę, ukrywając jakąś straszną prawdę, nie przyjmując do wiadomości niczego, co mogłoby tę plastikową dekorację zaburzyć. Właśnie ów tajemniczy niepokój, przeczucie czegoś więcej, o wiele więcej, co w każdej chwili może wychynąć spod powierzchni, nie pozwala nam oderwać się od powieści, po prostu przykuwa do niej. Bohater cierpi na dość rzadką neurologiczną przypadłość – nie potrafi zapamiętać twarzy poznanych osób na dłużej niż parę minut. Jest to dla niego duży problem, a dla nas dodatkowa wartość, bowiem otrzymujemy wnikliwą charakterystykę przewijających się przez jego życie ludzi, tak, jak próbuje ich sobie skatalogować w umyśle.. Nasz bohater „odrzuca twarz i uczy się rozpoznawać ludzi po ich stosunku do życia, problemach, historiach, ubraniach, gestach, głosach, po sposobie pływania, po postępach, jakich dokonują w wodzie. Ich cechy tworzą diagram, który potrafi przywoływać i studiować w wolnych godzinach.” To lepsze nic za każdym razem pytać – czy ja cię znam? W tym miejscu, w Garopabie, dość często aura, natura, zdaje się przejmować władzę nad światem, nad człowiekiem, każąc mu się jej poddać, podporządkować swoją aktywność temu, co mu podyktuje, a niekiedy po prostu zatrzymać się, zastygnąć i chłonąć widowisko, jakie dla niego przygotowała. Kojące, gdy „woda staje się gładka i lustrzana, a fale tworzą spokojne i długie rzędy, które załamują się nieopodal plaży, wzbijając grzebienie pary pod słońce, pojawiające się właśnie nie wiadomo skąd. Wierzchnia warstwa ślizga się po falach w kierunku przeciwnym do ich biegu. Ocean wycofuje się, pas piasku powiększa się i temperatura nieco spada.” Albo obrazy wręcz hipnotyczne, przyprawiające o szybsze bicie serca, kiedy to „Ciemne chmury wznoszące się jak górskie szczyty zmierzają w stronę plaży, złowieszczy mur rozciągający się na niemal całej szerokości horyzontu, ale coś w nim jest nie tak. Burza porusza się i jednocześnie nie porusza.” Mężczyźni tutaj polują, sieciami, harpunami, kuszą, żyją na co dzień obok ogromnych fok i wielorybów, są świadkami ich wymierania z powodu ekologicznych zaniedbań. Wieczorem odwiedzają bary, korzystają z uciech płatnych dziewcząt i emocji pokera na pieniądze. To dzikie życie, zależne od chwili, kaprysu pogody i porannego kaca. Ta drapieżność i nieumiarkowanie rozsadzają zdania powieści, każą im niepokojąco drżeć, trzeszczeć, grozić eksplozją. Idylliczny widoczek słonecznej plaży i surferów pomykających po falach jest zaledwie listkiem figowym przykrywającym prawdziwą rzeczywistość, surową, przesądną i bardzo bliską prymitywnej natury. ”To trochę przerażające. Legendy mogą być niegroźne, ale ludzie, którzy w nie wierzą, czasem tacy nie są.” Mamy tu posmak tajemnicy, duchy snują się po plaży, nawiedzają domy, jakby ziemia u brzegu oceanu nie chciała ich puścić w dalszą drogę, jakby miały tutaj jeszcze jakieś zadanie do wykonania. Być może rzeczywiście mają… Realizm magiczny wespół z zatrważającą rzeczywistością miasteczka zastygłego w posezonowym niebycie, rodzi niepokój, który plącze ludziom myśli i przywołuje zwiewne fatamorgany. Ocean zdaje się rozmawiać z człowiekiem, dawać mu znaki, ostrzegać, wielkie cielska wielorybów podpływają bardzo blisko, wyrzucając fontanny wody. Człowiek czuje się tutaj bardzo mały i bezbronny wobec bezkresnej panoramy na styku wody i nieba, niczym nie ograniczonej, a myśli o reinkarnacji, duchowym odrodzeniu, coraz silniej wybrzmiewają w oczyszczonym samotnością umyśle. Każdy pragnie wiedzieć, skąd się wywodzi, poszukuje siebie w wizerunkach przodków, próbuje zrozumieć własne pragnienia i wybory w kontekście rodzinnych wzorców. Bohater tej klimatycznej i zaskakującej powieści próbuje poskładać własną tożsamość z rozbitych fragmentów, w których legendę trudno odróżnić od prawdy, a poszukiwania te konfrontują go z samym sobą, z tym, czego z własnej przeszłości nie przepracował, z dramatyczną historią dziadka i ojca, w końcu także z podejrzliwą i zabobonną społecznością smaganej przez oceaniczne wiatry Garopaby. Jej mieszkańcy obawiają się ruszania tego, o czym nie chcą pamiętać, co pochowali mentalnie na zarośniętym cmentarzu. Kroczymy tu po cieniutkiej linii odgraniczającej halucynację, mroczną marę od realnego świata i często dajemy się tej iluzji uwieść. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na82 lata temu
Człowiek Tomasz Rożek
Człowiek
Tomasz Rożek
„Człowiek” Tomasza Rożka okazał się fascynującą podróżą przez złożony świat człowieka. Ta książka mnie o tyle zaskoczyła, że byłam przekonana, że będzie ona dotyczyła raczej tego jak funkcjonuje organizm człowieka, tymczasem pomysł Autora na nią był zupełnie inny. kontynuuje swoją fascynującą podróż po wszechświecie w drugim tomie swojej serii, zatytułowanej Autor postawił sobie za cel wyjaśnić czytelnikowi wszelkie aspekty złożonej człowieczej egzystencji, zatem choć odwołuje się do aspektów anatomicznych, to nie brak tu również wiedzy historycznej, dlatego że Autor dąży do poszukiwania odpowiedzi na pytania związane z analizą naszego pochodzenia, naszej tożsamości, czy to głębokie zagłębienie się w pytania dotyczące naszego pochodzenia, czy naszej tożsamości. A że tematy jakie Tomasz Rożek będzie poruszał wymagają rozległej wiedzy specjalistycznej to w książce nie brak licznych zaproszonych gości, którzy wypowiadać się będą z pozycji ekspertów. To właśnie te wywiady przeprowadzone przez autora będą rzucały światło na różnorodne aspekty ludzkiego istnienia. W powiązaniu zatem z zaproszonymi interlokutorami Rożek badał będzie losy ewolucji człowieka, będzie analizował zarówno nasze fizyczne cechy, jak i naszą zdolność do myślenia, wreszcie sprawdzał będzie wytworzą przez człowieka umiejętności do kreowania wydarzeń społecznych i kulturalnych. Poprzez te wywiady czytelnik odkrywał zatem będzie nie tylko to, kim jesteśmy teraz, ale także jak dalece odeszliśmy od naszych prymitywnych korzeni. Książka jest bogato ilustrowana, co sprawia, że nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia stają się tutaj zrozumiałe. Infografiki pomagają czytelnikowi zrozumieć trudne koncepcje, a przykłady, analogie i ciekawostki nadają tekstowi lekkości i dostępności. Rożek doskonale balansuje między nauką a zabawą, co sprawia, że lektura jest nie tylko pouczającą lekcją, ale także dobrą rozrywką. To co mnie jednak najbardziej zainteresowało w tej książce to kwestie związane z biocybernetyką. I w tym zakresie Autor snuje wszelkie możliwe scenariusze rozwoju ludzkości, wywołując pytania o naszą przyszłość jako gatunku. Czy złączymy się z maszynami? Jakie będą konsekwencje takiej ewolucji? Jeśli zatem lubicie niebanalne książki, niosące w sobie ciekawe treści polecam Wam serdecznie lekturę "Człowieka" Tomasza Rożka. A jeśli ta Wam się spodoba, to może sięgnięcie również po „Kosmos”, czyli pierwszą część cyklu. Polecam obie.
Pink Mag - awatar Pink Mag
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Pętla dobrego samopoczucia

Więcej

Ludzie pozbawieni nadziei na poprawę swojego życia w sposób, który ma jakąkolwiek wartość, utwierdzają się w fakcie, że to, co się liczy, to psychiczne samodoskonalenie: poznawanie swoich uczuć, jedzenie zdrowej żywności, lekcje baletu lub tańca brzucha, zanurzenie się w mądrości Wschodu, uczenie się jak "utrzymywać relację", "pokonywanie strachu przed przyjemnością".

Ludzie pozbawieni nadziei na poprawę swojego życia w sposób, który ma jakąkolwiek wartość, utwierdzają się w fakcie, że to, co się liczy, to...

Rozwiń
Carl Cederström Pętla dobrego samopoczucia Zobacz więcej

Analiza lęku i rozpaczy, wpisanych nieuchronnie w sam fakt istnienia.".

Analiza lęku i rozpaczy, wpisanych nieuchronnie w sam fakt istnienia.".

Carl Cederström Pętla dobrego samopoczucia Zobacz więcej

Każdy wybór jest dla nas tragiczny ponieważ zawsze wiemy, że istnieje świat równoległego wyboru niemożliwy do zrealizowania.".

Każdy wybór jest dla nas tragiczny ponieważ zawsze wiemy, że istnieje świat równoległego wyboru niemożliwy do zrealizowania.".

Carl Cederström Pętla dobrego samopoczucia Zobacz więcej
Więcej