rozwińzwiń

Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

Okładka książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii autora Krisztina Tóth, 9788364887512
Okładka książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii
Krisztina Tóth Wydawnictwo: Książkowe Klimaty Seria: Węgierskie Klimaty literatura piękna
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Węgierskie Klimaty
Tytuł oryginału:
Vonalkód
Data wydania:
2016-06-04
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-04
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364887512
Tłumacz:
Anna Butrym
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii i



Przeczytane 276 Opinie 0 Oficjalne recenzje 130

Opinia społeczności książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historiii



Książki 1873 Opinie 430

Oceny książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

Średnia ocen
6,8 / 10
99 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

avatar
1041
770

Na półkach: , ,

Ktoś, kto pisał blurba do książki Linie kodu kreskowego, bardzo starał się wydobyć ogólny sens z tego tomiku opowiadań węgierskiej autorki. Uważam jednak, że nie trafił, w to co autorka chciała przekazać. Zresztą wcale nie jest łatwo odnaleźć ten jeden momencik, w którym Tóth pisze, dlaczego właśnie takie opowiadania są zestawione razem.

Przekonałam się ostatnio, że lubię surowe opowiadania, proste, nie udające niczego. I Krisztina Tóth pisze właśnie tak. Bardzo podobał mi się jej język. Nie wulgarny, bez patosu i przesady, choć opisujący trudne doświadczenia różnych osób z różnych etapów dojrzewania. Jest młodość, studia, nastoletniość, dzieciństwo wczesne i nieco późniejsze. W każdym tekście bohaterką jest jakaś dziewczyna, która przeżywa silne emocje i taki jest klucz doboru tych opowiadań.

Natomiast generalnie opowieści ułożone są dość chaotyczne, co też może być specjalnie, żeby czytelnik nie pomyślał, że to wszystko wciąż o jednej bohaterce, bo raczej nie. Tóth pisze migawkami z życia różnych kobiet. Opisuje ich traumy z młodości, nieszczęścia, przypadki, pechowe sytuacje zapamiętane na zawsze. Poważne i takie, z których można się śmiać po latach, że człowiek był tak naiwny.

||||I||II|| Szara rzeczywistość

I to wszystko w komunistycznej i postkomunistycznej rzeczywistości Węgier. Niektóre obrazki rozpoznamy z własnych wspomnień, np. szał na kolorowe plastikowe piórniki zamykane na magnes. Kto taki miał był szczęśliwcem. Bohaterka tego opowiadania kradnie go koleżance, po czym przyznaje się do tego, sama siebie zaskakując. Inne są o okrutnym porzuceniu, wyalienowaniu, zdradzie, namiętności, tajemnicach rodzinnych, dziecięcych zazdrościach wobec koleżanki zza żelaznej kurtyny, która na dodatek poderwała upatrzonego chłopaka.

Czasami też są o małych sukcesach, które z biegiem czasu okazują się chichotem losu. To są tego typu opowieści. Niemiłe, nieprzyjemne, wyciągające być może jakieś głęboko ukryte wspomnienia. A jednak te tytułowe Linie kodu kreskowego coś znaczą. Przede wszystkim chodzi o jedną linię – grubą kreskę, którą w imię lepszego życia trzeba te wszystkie złe historie odkreślić. Odłączyć się od nich na ile się da, przebaczyć sobie i innym.

||||I||II|| Każdy ma coś

Według mnie właśnie o tym jest ta książka – o tym, że każdy ma jakąś smutną lub złą przeszłość. Trudne momenty, z którymi nie może sobie poradzić nawet w dorosłości. Myśli, które przychodzą znikąd i choć wieki minęły od wspomnienia, nadal nas przechodzą ciary żenady. Bez zdrowego podejścia do przeszłości, trudno mieć dobrą teraźniejszość.

Linie kodu kreskowego bardzo długo czekały na półce na swoją kolej, być może to wcale nie przypadek. Być może wcześniej ta książka nie byłaby dla mnie zrozumiała i nie wyniosłabym z niej aż tyle, albo odebrałabym ją zupełnie inaczej. Jednak faktycznie trafiła w moje ręce w dobrym momencie i dzięki temu potrafiłam ją należycie docenić.

Ktoś, kto pisał blurba do książki Linie kodu kreskowego, bardzo starał się wydobyć ogólny sens z tego tomiku opowiadań węgierskiej autorki. Uważam jednak, że nie trafił, w to co autorka chciała przekazać. Zresztą wcale nie jest łatwo odnaleźć ten jeden momencik, w którym Tóth pisze, dlaczego właśnie takie opowiadania są zestawione razem.

Przekonałam się ostatnio, że lubię...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
956
939

Na półkach:

Trudna sprawa z opowiadaniami. Czasami się je czyta i zanurza w atmosferze, by tuż po zakończeniu książki nie pamiętać w zasadzie już nic. Tak mam z Liniami kodu kreskowego Krisztiny Tóth. Tóth jest Węgierką, niemal moją rówieśniczką. Jej opowiadania osadzone są częściowo w czasach socjalizmu, częściowo już w wolnej gospodarce. Te pierwsze są “straszne”. Węgierska prowincja to bieda, zgrzebność i systemowa przemoc. Nie jestem pewien, czy młodsi czytelnicy, nie posiadający takiego doświadczenia, nie potraktują tych pierwszych opowiadań, jako zupełną kreację autorki. Coś tak przygnębiającego, że niemożliwego do zaistnienia w rzeczywistości.

[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/linie-kodu-kreskowego/

Trudna sprawa z opowiadaniami. Czasami się je czyta i zanurza w atmosferze, by tuż po zakończeniu książki nie pamiętać w zasadzie już nic. Tak mam z Liniami kodu kreskowego Krisztiny Tóth. Tóth jest Węgierką, niemal moją rówieśniczką. Jej opowiadania osadzone są częściowo w czasach socjalizmu, częściowo już w wolnej gospodarce. Te pierwsze są “straszne”. Węgierska prowincja...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
218
216

Na półkach: , ,

"Linie kodu kreskowego" to zbiór opowiadań z życia kobiet, zapisanych w formie wspomnień. Nie wiemy kim są owe postacie nie znamy ich wieku, obecnego miejsca zamieszkania, nie wiemy o nich nic, poza tym, co same przedstawiają. A o czym mówią? O wydarzeniach, które wywarły duży wpływ na ich życie, czasem drobnych, czasem bardzo ważnych, jak miłość, zdrada, relacje rodzinne, wszystkie jednak zdają się być definiowalne w formie linii. Tak jak każde z opowiadań nosi podtytuł "linia.....", tak samo życie ubrane jest w graficzny wzór liniowy rodem z zeszytu do matematyki, nawet jeśli jest to zajęta linia telefoniczna. Liryczny język autorki, pozbawiony wulgaryzmów, czasami bliższy poezji niż prozie, daje wrażenie wycieczki do świata baśni, z którego opisane wydarzenia szybko przywracają nas do rzeczywistości. Dzięki "Liniom kodu kreskowego" możemy również poznać elementy rzeczywistości Węgier z okresu komunizmu, a gdzie sam kod kreskowy był symbolem lepszego i piękniejszego świata tzw. Zachodu, a do którego tak niewielu miało dostęp.

Pełną treść recenzji znajdziecie tutaj:
http://nietoperzczytaioglada.blogspot.com/2018/05/linie-kodu-kreskowego-pietnascie.html?m=1

"Linie kodu kreskowego" to zbiór opowiadań z życia kobiet, zapisanych w formie wspomnień. Nie wiemy kim są owe postacie nie znamy ich wieku, obecnego miejsca zamieszkania, nie wiemy o nich nic, poza tym, co same przedstawiają. A o czym mówią? O wydarzeniach, które wywarły duży wpływ na ich życie, czasem drobnych, czasem bardzo ważnych, jak miłość, zdrada, relacje rodzinne,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

308 użytkowników ma tytuł Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii na półkach głównych
  • 189
  • 113
  • 6
57 użytkowników ma tytuł Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii na półkach dodatkowych
  • 33
  • 9
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

Inne książki autora

Okładka książki Mama miała operację Viktória Hitka, Krisztina Tóth
Ocena 8,1
Mama miała operację Viktória Hitka, Krisztina Tóth
Krisztina Tóth
Krisztina Tóth
Poetka, prozaiczka, tłumaczka poezji francuskiej, witrażystka, recenzentka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską Magdalena Tulli
Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską
Magdalena Tulli Justyna Dąbrowska
„Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską” Autor: Justyna Dąbrowska, Magdalena Tulli Gatunek: wywiad Tytuł oryginału: Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską Data wyd. oryginału: 2017-10-11 Wydawnictwo: Znak Literanova Okładka: miękka Liczba stron: 264 Ocena: 8/10 Istnieją książki, po których przeczytaniu mam ochotę wręczyć je każdej napotkanej osobie. Żeby przeczytała, pomyślała i poczuła to, co ja - czyli ulgę, że ktoś też tak ma i jeszcze o tym napisał. JAKA PIĘKNA ILUZJA. MAGDALENA TULLI W ROZMOWIE Z JUSTYNĄ DĄBROWSKĄ Tę pozycję wręczyłabym każdej napotkanej kobiecie. Bo chyba my - baby, często wzdychamy w zadumie do świata którego nie ma, bo jest zbyt idealny, żeby mógł w ogóle przetrwać. FABUŁA “Jaka piękna iluzja’ to bardzo osobista i mądra rozmowa pisarki Magdaleny Tulli z psychoterapeutką Justyną Dąbrowską. Pani Justyna zgrabnie i nienachalnie pyta o życie, o kobiecość, macierzyństwo, emocje i relacje. Natomiast pisarka nie boi się mówić o rzeczach trudnych, przy czym robi to w pewny siebie sposób pokazująć tym samym, że wie czego chce i jaką ścieżkę wybrała. Sprytnie zmusza czytelnika do przemyśleń nad własnym życiem. To książka o tym, że życie po trochu jest zbudowane z ułudy, a niewielką pozostałą część stanowią nasze własne wybory. Ale także o tym, że sens mają rzeczy i zdarzenia, jeśli im go nadamy. DLA KOGO Ta książka to piękny pomocnik w autoterapii. Polecam go każdej kobiecie oraz osobom interesującym się tematami psychologii i terapii. WRAŻENIA Pozycja, która w przemyślany, nienachalny sposób skłania do refleksji. Mimo formy rozmowy jest czymś na kształt wiwisekcji psychologicznej. Dla mnie ta książka jest formą pomocy w dialogu ze światem i samą sobą.
double_bookspresso - awatar double_bookspresso
ocenił na84 lata temu
Broda zalana krwią Daniel Galera
Broda zalana krwią
Daniel Galera
Powieść specyficzna, która silnie wciąga w swoje uniwersum mimo znikomej akcji, niekiedy wręcz ospałej. To co prawda gorąca, namiętna Brazylia, ale żadne tam wielkomiejskie, intensywne Rio czy Sao Paulo, a mała, położona nad samy rozległym oceanem Garopaba, ożywiająca się jedynie w sezonie, później zaś znów zapadająca z letarg na całe długie miesiące. Nasz bohater przyjeżdża tu, by uzyskać jakieś informacje o swoim dziadku, który mieszkał w Garopabie całe lata i ponoć został tutaj zamordowany. Ponoć, ponieważ nikt nie widział ciała, a całą sprawę otacza podejrzane milczenie. Wiedzie go ciekawość i wspomnienie ostatniej rozmowy z ojcem, przed popełnieniem przez niego samobójstwa. Same nieszczęścia i dopusty boże w tej rodzinie. Nasz bohater pozostaje w tak dużym konflikcie z bratem, że tylko matka ma szansę jakoś między nimi pośredniczyć. Każdy tu jakiś osobny, sam na sam w własnymi demonami. Dziadek wybrał samotność, podobnie ojciec… teraz wkracza na tę drogę on, chłopak bez imienia – wnuk. Pod względem psychologicznym rzecz bardzo ciekawie przez autora poprowadzona, umotywowana i zwieńczona naprawdę zaskakującym zakończeniem. Rozpytując o dziadka bohater zderza się ze ścianą, milczącą i niechętną, nieustępliwą. Dziwne wrażenie potęguje się jeszcze, gdy w odzewie na drastyczny artykuł o brutalnej zbrodni na młodej dziewczynie napotykamy podobny mur, jakby miasteczko celebrowało na zewnątrz szczęśliwość i beztroskę, ukrywając jakąś straszną prawdę, nie przyjmując do wiadomości niczego, co mogłoby tę plastikową dekorację zaburzyć. Właśnie ów tajemniczy niepokój, przeczucie czegoś więcej, o wiele więcej, co w każdej chwili może wychynąć spod powierzchni, nie pozwala nam oderwać się od powieści, po prostu przykuwa do niej. Bohater cierpi na dość rzadką neurologiczną przypadłość – nie potrafi zapamiętać twarzy poznanych osób na dłużej niż parę minut. Jest to dla niego duży problem, a dla nas dodatkowa wartość, bowiem otrzymujemy wnikliwą charakterystykę przewijających się przez jego życie ludzi, tak, jak próbuje ich sobie skatalogować w umyśle.. Nasz bohater „odrzuca twarz i uczy się rozpoznawać ludzi po ich stosunku do życia, problemach, historiach, ubraniach, gestach, głosach, po sposobie pływania, po postępach, jakich dokonują w wodzie. Ich cechy tworzą diagram, który potrafi przywoływać i studiować w wolnych godzinach.” To lepsze nic za każdym razem pytać – czy ja cię znam? W tym miejscu, w Garopabie, dość często aura, natura, zdaje się przejmować władzę nad światem, nad człowiekiem, każąc mu się jej poddać, podporządkować swoją aktywność temu, co mu podyktuje, a niekiedy po prostu zatrzymać się, zastygnąć i chłonąć widowisko, jakie dla niego przygotowała. Kojące, gdy „woda staje się gładka i lustrzana, a fale tworzą spokojne i długie rzędy, które załamują się nieopodal plaży, wzbijając grzebienie pary pod słońce, pojawiające się właśnie nie wiadomo skąd. Wierzchnia warstwa ślizga się po falach w kierunku przeciwnym do ich biegu. Ocean wycofuje się, pas piasku powiększa się i temperatura nieco spada.” Albo obrazy wręcz hipnotyczne, przyprawiające o szybsze bicie serca, kiedy to „Ciemne chmury wznoszące się jak górskie szczyty zmierzają w stronę plaży, złowieszczy mur rozciągający się na niemal całej szerokości horyzontu, ale coś w nim jest nie tak. Burza porusza się i jednocześnie nie porusza.” Mężczyźni tutaj polują, sieciami, harpunami, kuszą, żyją na co dzień obok ogromnych fok i wielorybów, są świadkami ich wymierania z powodu ekologicznych zaniedbań. Wieczorem odwiedzają bary, korzystają z uciech płatnych dziewcząt i emocji pokera na pieniądze. To dzikie życie, zależne od chwili, kaprysu pogody i porannego kaca. Ta drapieżność i nieumiarkowanie rozsadzają zdania powieści, każą im niepokojąco drżeć, trzeszczeć, grozić eksplozją. Idylliczny widoczek słonecznej plaży i surferów pomykających po falach jest zaledwie listkiem figowym przykrywającym prawdziwą rzeczywistość, surową, przesądną i bardzo bliską prymitywnej natury. ”To trochę przerażające. Legendy mogą być niegroźne, ale ludzie, którzy w nie wierzą, czasem tacy nie są.” Mamy tu posmak tajemnicy, duchy snują się po plaży, nawiedzają domy, jakby ziemia u brzegu oceanu nie chciała ich puścić w dalszą drogę, jakby miały tutaj jeszcze jakieś zadanie do wykonania. Być może rzeczywiście mają… Realizm magiczny wespół z zatrważającą rzeczywistością miasteczka zastygłego w posezonowym niebycie, rodzi niepokój, który plącze ludziom myśli i przywołuje zwiewne fatamorgany. Ocean zdaje się rozmawiać z człowiekiem, dawać mu znaki, ostrzegać, wielkie cielska wielorybów podpływają bardzo blisko, wyrzucając fontanny wody. Człowiek czuje się tutaj bardzo mały i bezbronny wobec bezkresnej panoramy na styku wody i nieba, niczym nie ograniczonej, a myśli o reinkarnacji, duchowym odrodzeniu, coraz silniej wybrzmiewają w oczyszczonym samotnością umyśle. Każdy pragnie wiedzieć, skąd się wywodzi, poszukuje siebie w wizerunkach przodków, próbuje zrozumieć własne pragnienia i wybory w kontekście rodzinnych wzorców. Bohater tej klimatycznej i zaskakującej powieści próbuje poskładać własną tożsamość z rozbitych fragmentów, w których legendę trudno odróżnić od prawdy, a poszukiwania te konfrontują go z samym sobą, z tym, czego z własnej przeszłości nie przepracował, z dramatyczną historią dziadka i ojca, w końcu także z podejrzliwą i zabobonną społecznością smaganej przez oceaniczne wiatry Garopaby. Jej mieszkańcy obawiają się ruszania tego, o czym nie chcą pamiętać, co pochowali mentalnie na zarośniętym cmentarzu. Kroczymy tu po cieniutkiej linii odgraniczającej halucynację, mroczną marę od realnego świata i często dajemy się tej iluzji uwieść. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na82 lata temu
Pamięć Péter Nádas
Pamięć
Péter Nádas
Pamięć. Péter Nádas Uznana za jedno z najważniejszych postmodernicznych dzieł literatury światowej, Pamięć eksploruje pojęcie wspomnień i ich znaczenia w tworzeniu ludzkiego doświadczenia wystawionego na działanie traumatycznych, kolektywnych wydarzeń. Nádas, który wspominany w kontekście nagrody Nobla, stworzył powieść alinearną, rekonstruującą chronologię wydarzeń poprzez oddanie kontroli nad nią bohaterowi. Jego wspomnienia, refleksje meandrują pomiędzy Węgrami lat 50-tych, dzieciństwem i rodzinnymi relacjami, przez podzielony Berlin przełomu lat 70-tych i 80-tych. Autor w precyzyjny, niczym skalpel, sposób dokonuje wiwisekcji swojej przeszłości. Poddając analizie logicznej i emocjonalnej swoje związki, pierwsze relacje erotyczne i zależności pomiędzy nim i ludźmi wokół. Analiza ta choć niezwykle precyzyjna, momentami wręcz naturalistyczna, oddaje nieposkromioną żądze dotarcia do wnętrza własnego jestestwa. Targany wewnętrznymi sprzecznościami główny bohater ukazuje siebie odartego z fałszu słów i oddanego na pastwę odczuć rządzących jego ciałem i umysłem. Nádas bardzo konkretnie portretuje dualność głównego bohatera, i w sensie orientacji i manewrowania pomiędzy systemami. Bo nie da się ukryć, że jest to powieść, której wydźwięk niesie humanitarne znaczenie klęski w obliczu pojęć stalinizmu, wydarzeń 1956 roku i totalitarnego systemu, wpływającego na funkcjonowanie obywateli w państwie symulowanej wolności wyboru. Dzieło, liczące 800 stron, nie stanowi łatwej przeprawy, jednak jego bogate w treści, refleksje i opisy przesłanie rekompensuje czas z nim spędzony. Jest to kolejny przykład węgierskiego geniuszu, który zdecydowanie zasługuje na Nobla. Współpraca barterowa z Biurem Literackim
Swiezakksiazkowy - awatar Swiezakksiazkowy
ocenił na91 miesiąc temu
Wstać znowu o ludzkiej porze Joshua Ferris
Wstać znowu o ludzkiej porze
Joshua Ferris
Joshua Ferris - młode (relatywnie, coś, jak niegdyś młodzieżówka SLD) pokolenie pisarzy amerykańskich. Nie przeskoczył swoich wielkich poprzedników, ale też nie przynosi im wstydu. Dziwne odczucie. Chciałem się zakumplować z bohaterem tej książki, zupełnie, jak w dzieciństwie. Główna postać to dziwak, trochę aspołeczny ekscentryk, który w gruncie rzeczy chciałby myśleć zwyczajnie, chciałby prowadzić proste życie, cieszyć zwykłymi rzeczami. Przekonujący. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a narrator jest bardzo wiarygodny. Logiczny, autorefleksyjny, przenikliwy, zabawny. Ta książka to prawie kryminał i prawie thriller w jednym. Tajemniczy ktoś stojący za niezamówioną stroną internetową. Prześladowca i potencjalny zbawca w jednej osobie. Chyba w jednej, choć niewykluczone, że to ONI. Są i Żydzi. Cyklistów i reptilian brak. Na okładce dla zachęty podana jest opinia Stephena Kinga, że to “Stomatologiczny Paragraf 22”. Może coś w tym być, choć słabo pamiętam książkę Vonneguta, bo cholera, umiem czytać już dobrze ponad cztery dekady. Wrażenie absurdalności wielu zjawisk, ludzkich działań i motywacji jakoś znajome. Może z Paragrafu 22, a może po prostu z życia? Książka wciągnęła mnie na tyle, że irytowałem się, gdy musiałem ją odłożyć i czymś pożytecznym się zająć, iść do pracy na przykład. Kolejny raz przy lekturze tej powieści przypomniało mi się dzieciństwo i czasy czytania książek nocą pod kołdrą. Rozczarowanie, że trzeba przerwać, bo bateria w latarce się kończy. Wydana jest niestety nieco niechlujnie. Sporo przegapionych w korekcie błędów. Zbytnio to nie przeszkadza, bo treść mocno wciąga, ale z rytmu wybija. Tak czy owak, lektura zajmująca i dająca dużo radości; w tle wcale niebanalne myśli z pogranicza filozofii, religii czy socjologii. Lekkość pióra imponująca, choć to pewnie też zasługa tłumaczki — Magdaleny Słysz. Doceniam też, że pani tłumacz dodała przypisy dotyczące specyficznych, kulturowych elementów występujących w książce. To pomaga. Bo skąd do licha mam wiedzieć, co dla przeciętnego Amerykanina oznacza jakieś zagranie w baseballu? Lubię przypisy od tłumaczy. Wyobrażacie sobie Lolitę bez przypisów? Niedościgły mistrz Robert Stiller. Po skończeniu lektury przeczytałem tu opinię, że Ferris ordynarnie ściągał ze stylu Philipa Rotha. Hmmm, trochę to nieprzekonujące. Naśladować czyjś styl w jakiejś krótkiej formie, to mogę sobie wyobrazić, ale w powieści? Może mam marną wyobraźnię? Czytałem parę książek Rotha i doceniam jego wielkość, ale nigdy nie przyssałem się tak do żadnej jego powieści tak, jak do Wstać znowu o ludzkiej porze. Faktem jest, że nasz odbiór powieści zależy wielce od tego, w jakim punkcie własnego życia coś czytamy. Możemy docenić coś, co kiedyś wydawało się nam mierne, możemy też rozczarować czymś, co pamiętamy jako dzieło genialne. Tak właśnie miałem z Darem Humboldta i od tego czasu nie czytam dwa razy tych samych książek. Tyle jest nowych do przeczytania, a utrata dobrych wspomnień to jednak utrata. Cieszę się, że z jakiegoś powodu kupiłem akurat tę książkę. www.urodzonybluznierca.pl
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na77 lat temu
Świat w płomieniach Siri Hustvedt
Świat w płomieniach
Siri Hustvedt
Harriet Burden, po mężu Lord, jest artystką, która na własnej skórze odczuła, jak trudno być artystką w męskim świecie sztuki, na dodatek będąc żoną znanego i cenionego marszanda. Kiedy ktoś pyta znajomych jej męża, czy kojarzą Harriet, to niewielu mówi o jej sztuce, za to wielu o tym, jakie niesamowite przyjęcia wydawała… Bez komentarza. Kiedy mąż umiera, Harriet przechodzi przez okres głębokiej depresji, a później postanawia zrobić coś bardzo nieortodoksyjnego, swoisty eksperyment. Znajduje trzech mężczyzn artystów i „przywdziewa ich maski”, żeby pokazać trzy swoje prace - wielkie, dziwne instalacje. Każdy z nich godzi się na wypożyczenie swojej twarzy i nazwiska. I przy dwóch pierwszych mistyfikacjach wszystko idzie dobrze, gorzej przy trzeciej, bo artysta o pseudonimie Rune okazuje się przebiegłym facetem, który przywłaszczy sobie prace Harriet, a o niej powie, że przecież ona może mówić, co chce, oskarżać go bezpodstawnie, bo ma problemy psychiczne po śmierci męża (kobieta wariatka, kobieta histeryczka, kobieta ze zbyt silnymi emocjami – jak ja „uwielbiam” ten stereotyp). A „Poniżej” to jego dzieło, to jego kreacja, to jego pomysł. A potem na dodatek Rune umiera w dość niespodziewanych i może nieco podejrzanych okolicznościach. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy Harriet próbuje głośno powiedzieć, że to ona jest autorką tych prac. Niektórzy wierzą, ale wielu nie. Przecież kobieta nie mogła stworzyć czegoś takiego. Przecież jeśli mężczyzna podpisał to swoim nazwiskiem, to kończy to dyskusję – on jest autorem. Ona może go inspirowała, może raz czy dwa pojawiła się w pracowni… Może… Powieść określana jest jako błyskotliwa i prowokacyjna. Zgadzam się. Została nominowana do Bookera w 2014, co świadczy o tym, że coś w niej jest. Też się zgadzam, rzeczywiście jest to dowód talentu autorki i jej literackiej wyobraźni, ale jednocześnie trzeba powiedzieć to jasno i głośno - ten literacki kunszt i wyobraźnia nie przełożyły się w tej powieści na linearne, „klasyczne” prowadzenie fabuły. Hustvedt skonstruowała opowieść, która jest jak szalona, fragmentaryczna układanka, jak utwór muzyczny, w którym kilka linii melodycznych pojawia się zaskakujących momentach, łączy ze sobą, zagłusza jedna drugą, przez chwilę brzmi synchronicznie, a potem rozjeżdża się absolutnie. Dlaczego tak jest? Bo „Świat w płomieniach” zapewne przypominałby projekty swojej powieściowej bohaterki – skomplikowane, zaskakujące, momentami zachwycające, momentami obrzydliwe, miniaturowe w jednym miejscu, przerysowane, karykaturalne lub monstrualne w drugim. I tak jak osoby oglądające dzieła Harriet Burden muszą się pochylić, spojrzeć uważnie, zauważyć detale i szczegóły, w których autorka przemyca całe mnóstwo informacji, które łatwo przegapić, jeśli nie jest się bardzo skupionym, to czytelnicy stają się takimi samymi uważnymi detektywami. Hustvedt nie napisała tradycyjnej powieści. Ona dała nam zbiór tekstów. Znajdziecie tu obszerne fragmenty dzienników Harriet, która ta pisała z pasją i bez ograniczeń ani ilościowych, ani tematycznych. Będą artykuły, listy, zapisy wywiadów i rozmów. Będą punkty widzenia całego mnóstwa osób, które z Harriet miały kontakt oraz takich, które wcale nie musiały go mieć, bo przecież można mieć wyrobione zdanie na każdy temat nawet bez znajomości opowieści obu stron jednego zdarzania czy historii, prawda panowie krytycy i panowie eksperci od sztuki? Ale ku mojemu zaskoczeniu taka forma powieści nie odebrała jej ani grama emocjonalności. Śledzenie historii Burden wywołuje cały wachlarz odczuć, pośmiejecie się, zapłaczecie, poczujecie obrzydzenie i zachwyt. Jednak nie będę nawet ukrywać, że to nie jest książka dla każdego. Jest takie piękne słowo - „erudycyjna” i ono tu pasuje jak ulał, bo autorka miesza gatunki, pisze o całej gamie tematów, odwołuje się swobodnie do nauki, literatury i sztuki, co skutkuje tym, że na jednej stronie mamy króciutki esej o filozofii, na kolejnej rozważania o neuronauce, a wszystko „posypane” cytatami z kilku książek. Tu nie ma miejsca na niezaangażowane czytanie. Na dodatek nawet uważny czytelnik będzie stawiany w sytuacji, kiedy jedno zdanie będzie zawierać trzy słowa, których się nie rozumie. I tak, znacie mnie, ja nie lecę i nie sprawdzam od razu wszystkiego, nie robię notatek i nie przyklejam karteczek. Uznaję, że na tym się nie znam, za to zna się pisarka i jej powieściowa bohaterka, doceniam, podziwiam i szanuję, ale nie rozdzieram szat, że nie wiem. Przy okazji niskie pokłony dla tłumacza tej powieści, Jerzego Kozłowskiego, bo ja mogę się po jakimś terminie naukowym lub fragmencie cytatu „prześlizgnąć” wzrokiem i umysłem, on nie miał takiej możliwości.
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na81 miesiąc temu
Rok koguta Tereza Boučková
Rok koguta
Tereza Boučková
Czeska literatura kojarzy mi się przede wszystkim z humorem, chociaż – oczywiście – czytałam też poważną, a nawet wstrząsającą prozę, tyle że znacznie rzadziej. Taką poruszającą i zapadającą w pamięć książką jest „Rok koguta”. Główna bohaterka i narratorka to matka i żona. Alter ego autorki. Zmaga się ona z nawrotami depresji o trudami codziennego życia, które nasilają się, gdy jej dwaj adoptowani synowie zaczynają dorastać i popadają w konflikty z prawem. Z codziennych zapisków, które układają się w tytułowy rok, poznajemy teraźniejszość, ale dzięki retrospekcjom poznajemy przeszłość. To książka szczera do bólu. Autotematyczna i autobiograficzna. Narratorka wiele miejsca poświęca swoim rozterkom, które zrywają z polityczną poprawnością. Zastanawia się ona bowiem czy geny adoptowanych synów, będących Romami, wpłynęły na ich zachowanie, tym bardziej, że jedyny rodzony syn postępuje inaczej. A przecież cała trójka wychowywana była w takich samych warunkach… Za takie ujęcie tematu pisarka oskarżona została nawet o rasizm i spotkała się z ostracyzmem środowiska literackiego w swoim kraju. Mimo poważnej problematyki można odnaleźć w treści elementy humorystyczne. Często to jednak śmiech przez łzy albo czarny humor. Jakby w ten sposób bohaterka broniła się przed przytłaczającą rzeczywistością. Sporo fragmentów poświęconych jest literaturze, sztuce, filmowi. To także ciekawy aspekt powieści. Nie czyta się tej prozy łatwo. Na mnie działała ona przytłaczająco, jednak byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów, więc do niej wracałam. Dlatego polecam – warto zmierzyć się z „Rokiem koguta”.
allison - awatar allison
ocenił na78 miesięcy temu

Cytaty z książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii