Jak być ogierem do końca życia

Okładka książki Jak być ogierem do końca życia
Hanna Bakuła Wydawnictwo: Edipresse literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Edipresse
Data wydania:
2015-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-25
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379450695
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
5,6 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
407
347

Na półkach:

Słabe to. Na siłę.

Słabe to. Na siłę.

Pokaż mimo to

avatar
337
291

Na półkach:

Pomimo całej jej krytyki, odbieram autorkę jako wielką miłośniczkę mężczyzn. Piętnuje ona zawsze zmęczonych, nudnych, narcystycznych, szpanujących, zasypiających z otwartymi ustami, bekających (i nie tylko)
facetów. Jednak jak sama pisze, aż się pali poznać ogiera 50+.
Krytyka zawsze w cenie i to jest plus książki.
Minus natomiast za instrumentalne traktowanie ludzi, uczucia nie istnieją dla autorki lub są starannie skrywane.
Dobre przesłanie : nie ma złych facetów, są tylko źle dobrani.

Pomimo całej jej krytyki, odbieram autorkę jako wielką miłośniczkę mężczyzn. Piętnuje ona zawsze zmęczonych, nudnych, narcystycznych, szpanujących, zasypiających z otwartymi ustami, bekających (i nie tylko)
facetów. Jednak jak sama pisze, aż się pali poznać ogiera 50+.
Krytyka zawsze w cenie i to jest plus książki.
Minus natomiast za instrumentalne traktowanie ludzi,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
777
41

Na półkach: ,

Niestety Pani Rybotycka zarżnęła być może bardzo dobrą książkę.

Niestety Pani Rybotycka zarżnęła być może bardzo dobrą książkę.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
685
347

Na półkach: , , ,

Hanna Bakuła jak zwykle niezawodna. Swoim ciętym językiem, ironią i trafnością spostrzeżeń na temat męskim przywar,jest w stanie rozbawić niejedną kobietę. Mężczyzn natomiast "kastruje" słowem ;)

Hanna Bakuła jak zwykle niezawodna. Swoim ciętym językiem, ironią i trafnością spostrzeżeń na temat męskim przywar,jest w stanie rozbawić niejedną kobietę. Mężczyzn natomiast "kastruje" słowem ;)

Pokaż mimo to

avatar
471
257

Na półkach: ,

Uwielbiam Hannę Bakułę. I właśnie w takim wydaniu jak w tej książce. Doskonała lektura na urlop - paniom z pewnością poprawi nastrój, a panom ..... nie wiem jak zareagują ;). Dużo prawdy o kobietach i mężczyznach serwowanej z przymrużeniem oka. Hanna Bakula, znawczyni męskiej duszy i ciała okrasiła książkę ironicznym humorem. Mnie rozbawiła.

Uwielbiam Hannę Bakułę. I właśnie w takim wydaniu jak w tej książce. Doskonała lektura na urlop - paniom z pewnością poprawi nastrój, a panom ..... nie wiem jak zareagują ;). Dużo prawdy o kobietach i mężczyznach serwowanej z przymrużeniem oka. Hanna Bakula, znawczyni męskiej duszy i ciała okrasiła książkę ironicznym humorem. Mnie rozbawiła.

Pokaż mimo to

avatar
142
97

Na półkach:

Pani Bakuła to obserwatorka pierwsza klasa. Na facetach się zna bo nie jednego w życiu doświadczyła. Zabawna książka na leżak w słoneczne dni. Z humorem o facetach i relacjach damsko męskich.

Pani Bakuła to obserwatorka pierwsza klasa. Na facetach się zna bo nie jednego w życiu doświadczyła. Zabawna książka na leżak w słoneczne dni. Z humorem o facetach i relacjach damsko męskich.

Pokaż mimo to

avatar
1206
160

Na półkach: ,

Rewelacyjna interpretacja Barbary Rybotyckiej! Polecam audiobook, nie tylko do sprzątania - 1* dodatkowo.
Ta książka wpisuje się w ciąg kilku moich ostatnich lektur i jest świetną, ostrą, satyryczną odtrutką.
Stereotypy? No cóż, z czegoś się ukształtowały - przywołam tu Boya-Żeleńskiego. Gorycz? Nie widzę. Jednostronność? Nie sądzę - pod lupą znalazły się nie tylko samce, ale i ich target.
To nie jest poradnik.
To nie jest literatura popularnonaukowa.
To jest satyra.
Ktoś się boi Hanny Bakuły?

Rewelacyjna interpretacja Barbary Rybotyckiej! Polecam audiobook, nie tylko do sprzątania - 1* dodatkowo.
Ta książka wpisuje się w ciąg kilku moich ostatnich lektur i jest świetną, ostrą, satyryczną odtrutką.
Stereotypy? No cóż, z czegoś się ukształtowały - przywołam tu Boya-Żeleńskiego. Gorycz? Nie widzę. Jednostronność? Nie sądzę - pod lupą znalazły się nie tylko samce,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
350
340

Na półkach: , , ,

Zastanawiam się jak mam podjeść do tej książki. Czytając, widziałam w jej poradnik. Nietypowy, dużą dawką humoru, lecz jednak styl pisania przypominał poradniki. Lecz później zobaczyłam, iż zaliczana jest do literatury obyczajowej, czy też współczesnej. Przez co chyba trudniej ją ocenić.

1. Jako poradnik.
Tą formę książka najbardziej przypomina. Jednak "porady" autorki, kwalifikacja mężczyzn dość nietypowy sposób, raczej nie nadaje się do wcielania w życie. Owszem jest zabawnie, jednak porad tych lepiej nie wcielać w życie.

Aczkolwiek, czasem można przytaknąć autorce. Choć kwalifikacja autorki to tworzenie stereotypów. Chyba nam to nie jest do szczęścia potrzebne.

2. Jako literatura współczesna.
Chyba idealnie wpasowuje się w tą kategorię. Bo im trudniej ją dopasować do jednego z gatunku, to tym bardziej jest współczesne (choć nie bierzcie tego na serio - są to takie tam moje spostrzeżenia ;)).

3. Jako książka obyczajowa.
Chyba do tej kategorii nie pasuje bardziej niż nawet do poradnika. Bo dla mnie książka obyczajowa powinna opowiadać jaką historię, mającą swój początek i koniec. Tutaj są po prostu kwalifikacje ogierów do różnych grup, typów i ich opis. Bardziej mogę tu znaleźć jakąś wiedzę - niepotrzebną, absurdalną, lecz wciąż wiedzę.

4. Jako książka naukowa.
No cóż, jak już zapewne zauważyliście - wiedza zawarta w książce nie jest naukowa. Dużo jest do tego brakuje. Jednak pomysł grupowania ogierów (ogier = facet) przypomina trochę naukę... ;)

Książka ma kilkanaście rozdziałów. Pierwsze z nich dotyczą podstawowej wiedzy, tzn. wyjaśnienia pojęć (co to jest ogier? co siedzi w ogierze?) i poradom (Jak być ogierem w każdym wieku? Jak zdobyć ogiera? Zakup ogiera. Sposób na ogiera). Po nich przechodzimy do różnych kwalifikacji: (wiekowej, geograficznej, regionalnej). Pojawia się nawet astrologia (czyli ogiery wg znaków zodiaku). Każdy przy tym grupowaniu znajdzie coś dla siebie. Po kwalifikacji, katalogu czempionów znowu mamy porady. Lecz teraz dotyczą one zatrzymania danego rodzaju ogiera, oddania ogiera w dobre ręce i inne.

Więc coś ma z książki naukowej. ;)

Czyta się to to świetnie. Naprawdę wciąga. Chyba przez ten język, w którym nie brakuje humoru. Naprawdę trudno się nie uśmiechnąć przy kwalifikacji. Trudno też czasem nie odnieść wrażenie, że danym typem miało się jednak do czynienia.

Jednak można też wyczuć w książce dużą dawkę zgorzknienia. Czasem ma się wrażenie, jakby autorka widziała same minusy w każdym typie ogiera. Jakby każdy facet był z zasady zły. Trochę to smutne.

Mam ogromny problem z tą książką, bo poza humorem i dość trafną kwalifikacją ogierów, nie widzę w tej książce niczego, co mogłoby przynieść jaką korzyść. Ba, widzę nawet negatywne skutki jej lektury.

Ta książka jest dobra do zabicia czasu. Dobra, by poprawić sobie nastrój. Dobra, by zapomnieć o problemach. Lecz równocześnie jest zła, jeśli potraktujemy ją zbyt serio. Jest średnia. Po prostu.

Podsumowując: przeczytać można, nie traktować jej serio trzeba, zapomnieć o "mądrych" wyjaśnieniach powinno się.

Zastanawiam się jak mam podjeść do tej książki. Czytając, widziałam w jej poradnik. Nietypowy, dużą dawką humoru, lecz jednak styl pisania przypominał poradniki. Lecz później zobaczyłam, iż zaliczana jest do literatury obyczajowej, czy też współczesnej. Przez co chyba trudniej ją ocenić.

1. Jako poradnik.
Tą formę książka najbardziej przypomina. Jednak "porady" autorki,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
739
739

Na półkach:

Książka przedstawia obiegowe stereotypy o mężczyznach, warte tyle co horoskopy, - zresztą jest nawet taki rozdział, określający faceta w zależności od znaku zodiaku.
Cóż widać artystka ma sporo wolnego czasu i przemyśleń, choć i praktyka też niczego sobie, więc można jej wierzyć, lub nie ;-).
Wyśmiane są też panie, szczególnie te od "noża" i to mnie najbardziej ubawiło, bo chyba wszyscy znamy historie pani H.B. z chirurgami. Ale ale, bo zaraz będzie, że jako maczo-sraczo nie umiem znieść krytyki ...
Więc tak; Bardzo cenne i trafne satyryczno-zgryźliwe spostrzeżenia, w lekkiej i dość krótkiej formie (4,50 min.) Brawo dla czytającej Beaty Rybotyckiej - zrobiła to brawurowo.

Książka przedstawia obiegowe stereotypy o mężczyznach, warte tyle co horoskopy, - zresztą jest nawet taki rozdział, określający faceta w zależności od znaku zodiaku.
Cóż widać artystka ma sporo wolnego czasu i przemyśleń, choć i praktyka też niczego sobie, więc można jej wierzyć, lub nie ;-).
Wyśmiane są też panie, szczególnie te od "noża" i to mnie najbardziej ubawiło,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
834
834

Na półkach:

Dość uważnie przeczytałem książkę Pani Bakuły w formie audiobooka doprawdy znakomicie przeczytaną przez Panią Beatę Rybotycką.
Tak więc na początek ocena lektora: daję tej pani 10 punktów na 10 możliwych. Lepiej tego przeczytać się nie da, nie wyobrażam sobie nawet jak to mógłby ktokolwiek zrobić lepiej. Zatem polecam zapoznanie się z tą książką w tej formie, doprawdy znakomitej.
Teraz przejdziemy do oceny samej książki.
Na początek to co najłatwiejsze: forma przekazu. Duże poczucie humoru (plus), bardzo wysoki poziom złośliwego cynizmu (dla mnie plus z minusem), niezłe pomysły „klasyfikacji ogierów” podług najróżniejszych kryteriów, w różnych kategoriach (plus). Wysoki poziom zgorzknienia przebijający się z kart tej książki pod płaszczykiem cynicznego humoru (za zgorzknienie - minus). Wrażenie ogólne - coś jakby ta książka była formą odreagowania i odkompleksienia w związku z nieudanymi epizodami z własnego życia, które ku przestrodze mają służyć przekazywaniu swoich doświadczeń innym kobietom i uchronieniu ich od popełnionych przez autorkę życiowych błędów. Przy zestawieniu klasyfikacji ogierów podług znaków zodiaku można nawet domniemywać, spod jakiego znaku musiał być ten „ex” autorki.
Teraz zawartość merytoryczna.
Sporo bardzo trafnych spostrzeżeń o naturze czysto socjologicznej, ze szczególnym wyróżnieniem wszystkiego, co negatywne. Trzeba by założyć jakąś monstrualną lupę, by znaleźć coś zdecydowanie pozytywnego w samczej populacji. Jak powiadam - jest to bardzo trafne, bo i sam nie mam jakiegoś wysokiego mniemania o własnej płci.
Ale nawet jeśli my mężczyźni wszyscy prawie jesteśmy tak bezwartościowymi gnojkami, to i w tak marnej populacji znajdują się czasem perełki, dla których autorka nie stworzyła ani jednej kategorii.
Niemniej, jak powiedziałem - obserwacje socjologiczne prezentowane w tej książce przez autorkę są bardzo, bardzo trafne.
I teraz przystąpię do mojego tradycyjnego marudzenia.
1. Autorka zdaje się nie rozumieć natury głębszych więzi międzyludzkich (partnerów związku), ani emocjonalnie, ani seksualnie, ani w związku z podłożem społeczno-kulturowym, choć może pod tym ostatnim względem zarzut jest najsłabszy (pewne rzeczy w tym aspekcie jednak autorka rozumie).
2. Najsłabszą częścią książki, tak słabą że ocierającą się o żałosność są rozważania autorki w ostatnich rozdziałach dotyczące więzi seksualnych w związkach. Autorka powiela tu wszelkie stereotypy i wzorce, wszelkie błędy, które można spotkać bodajże we wszystkich znanych mi poradnikach zajmujących się tą problematyką, a najpoważniejszym wykroczeniem jest postawienie własnej seksualności jako niedościgłego wzorca, do którego cały świat winien się dopasować niczym do jakiejś normy ISO Unii Europejskiej, a wszyscy, którzy do tego wzorca nie pasują winni być ośmieszeni i wykpieni przez pisarkę. Dla autorki cała seksualność człowieka w związku sprowadza się do sprawności w poruszaniu organami płciowymi, przy czym po co i dlaczego ludzie mają chcieć to robić - autorka nie ma najmniejszego pojęcia.
Gdyby książka zatrzymała się na zagadnieniach czysto socjologicznych (statystycznych), bez rozgrzebywania zagadnień podłoża więzi międzyludzkich w związkach (emocjonalnych, intelektualnych i seksualnych), o których autorka w moim rozumieniu nie ma zielonego pojęcia - moja ocena ogólna książki byłaby wyższa. Natomiast moja irytacja spowodowana czytaniem zwłaszcza ostatniego rozdziału (czy dwóch ostatnich, nie wiem, to w końcu był audiobook) - spowodowała zaniżenie tej oceny.
Albo więc napisała za dużo, albo za mało, bo powierzchownie pisać nie należy: albo dogłębnie - albo wcale.
Co mnie tak wkurzyło?
Autorka nie zadała sobie pytania, jaka jest, a zwłaszcza jaka być powinna natura przyciągania się ludzi, która prowadzi do więzi intelektualnej, emocjonalnej i seksualnej. Nie zadała dobrze pytania, dlaczego tyle związków kończy się klęską i rozwodami, no może padła tam odpowiedź, ale powierzchowna, że przyczyna jest natury seksualnej, ale na czym polega ta przyczyna natury seksualnej? O niezrozumieniu niczego świadczy porada o natychmiastowym wskakiwaniu do łóżka celem sprawdzenia każdego partnera. Autorka nie rozumie, jak poważny jest to błąd i dlaczego. Błąd – wcale nie z jakichś „kołtuńskich” powodów.
Pozwolę sobie zatem zrobić małe uzupełnienie i dopisać to, co w moim rozumieniu powinno zastąpić żałosne rozważania autorki.
Na czym polega mechanizm „zakochiwania się”?
Otóż ludzie, zwłaszcza u progu życia, w młodym wieku - patrzą na swojego partnera powierzchownie oceniając jego/jej przydatność pod względem fizycznym i zakochują się nie w tym, kim JEST ta osoba naprawdę, ale w tym, kim MYŚLĄ, ŻE TA OSOBA JEST. I teraz następuje gra aktorska polegająca na tym, by domyślić się jak PRZYPODOBAĆ SIĘ partnerowi/partnerce, próbować zagrać kogoś, kogo ta druga osoba chce mieć w związku/w łóżku. Nie pokazują SIEBIE, tylko OSOBĘ, KTÓRĄ PARTNER (prawdopodobnie) CHCE WIDZIEĆ. Obie strony widzą zatem nie samych aktorów, ale rolę, jaką grają wobec siebie. To jakby ktoś zakochał się w Hansie Klossie będąc przekonaną, że kocha Stanisława Mikulskiego. I teraz, jeśli wejdą sobie do łóżka natychmiast, jak radzi Pani Bakuła, to serial brazylijski potrwa dalej, tylko przeniesie się do łóżka. Ona będzie udawała, że ona tak lubi i on też, choć najczęściej to bardziej ona będzie udawała, a on będzie dążył do samozaspokojenia się używając jej jako wibratora...
Jeśli przeniosą to dalej, do związku... ileż można tak udawać... pojawi się znudzenie, znużenie, bo najskrytsze struny pozostaną nieznane i nieporuszone.
Zatem jak należałoby podejść do wyboru partnera/partnerki?
Potrzebna jest najpierw 1). samoświadomość tego, kim jesteśmy i co w nas siedzi oraz konieczne jest 2). pokazywanie PRAWDZIWEGO oblicza, a nie teatralnej roli.
A jeśli wówczas stracimy owego wymarzonego kandydata na partnera?
To unikniemy życiowego nieszczęścia!
Co jest naszym prawdziwym obliczem? Co powoduje przyciąganie? Dlaczego jedna osoba nam się „podoba”, a inna „nie podoba”?
Na poziomie małoletniego „zakochiwania się chemicznego” zbiór elementów tworzących nasz gust - przebywa poza naszą świadomością, jest podświadomy. Zatem kobieta pragnąca podświadomie związku z partnerem opiekuńczym i władczym będzie patrzyła łaskawym wzrokiem na przewodnika stada i mięśniaka z siłowni, a kobieta dążąca do dominacji może dojrzeć atrakcyjność w nieśmiałości potencjalnego partnera. Poziom takiego postrzegania prawie ZAWSZE bywa poziomem ułudy dlatego, iż choćby ta przywoływana tu przykładowo pozorna początkowa nieśmiałość - może być maską skrywającego się pod nią tyrana, który objawi się później. Ale przy szybkim wejściu do łóżka a la Bakuła zjawisko nie ujawni się.
Trzeba by zatem owe „upodobania” wyciągnąć z podświadomości do świadomości i mieć stan umysłu, który ja nazywam samoświadomością własnej natury seksualnej.
Drugim krokiem jest skonfrontowanie tego co siedzi we mnie, czyli mojej samoświadomości z tym, co siedzi w kandydatce na partnerkę, a to wcale nie wymaga wskakiwania do łóżka, tylko metabolizmu informacyjnego z obu stron.. I do tego celu wymyślono coś takiego, jak narzeczeństwo, długie wieczory na długie, głębokie, tajemne rozmowy... Te długie rozmowy przełamują tabu, bo poziom pragnień związanych z chęcią bliskości intymnej ułatwia szczerość, zatem gdy ze zdziwieniem odkryjemy jak bardzo pragnienia partnera odbiegają od naszych oczekiwań - wszystko szczęśliwie rozpada się, a jeśli jest zgodność, to pragnienie bliskości wzrasta i rozmowy stają się niczym długa, bardzo długa gra wstępna..
Czym jest ta natura seksualna w telegraficznym skrócie?
Jeśli seksualność rozumieć, jako MATERIALNA FORMA okazywania i tworzenia więzi małżeńsko-partnerskiej, to jej struktura oparta jest na posiadaniu pewnych oczekiwań w różnych dziedzinach. Pewne cechy potencjalnego partnera będą nam się jawiły jako bardzo atrakcyjne (przyciągacze, lub inna nazwa - fetysze), jako cechy nie do zniesienia (odpychacze, lub inna nazwa - antyfetysze), jako pożądane, choć bez nich mogłoby się ostatecznie obejść (mini-fetysze), oraz cechy niefajne, które nie dyskwalifikują, ale osłabiają przyciąganie (mini-antyfetysze) bądź jako zupełnie neutralne.
Nasz umysł analizuje te cechy potencjalnego partnera w trzech sferach:
1. cechy fizyczne, czyli wygląd zewnętrzny
2. cechy psychiczne, intelektualne, w tym temperament, sposób bycia i komunikowania się, poziom i rodzaj kultury, zgodność wartości i bycie człowiekiem z określonej cywilizacji
3. cechy, które objawiają się w intymności, pragnienia intymne i upodobania intymne, sposób w jaki osoba pragnie dotykać, być dotykaną, delikatność, czy ostrość, nawet takie detale, jak sposób całowania się, odbioru pocałunku, jego formy, wszystko, wszystko...
Jeśli cechy/upodobania/pragnienia są ANTYFETYSZAMI dla jednej ze stron, a POŻĄDANE-OCZEKIWANE dla drugiej strony związku (zwłaszcza w strefie 3, seksualnej), to najprzystojniejszy amant, najpiękniejsza modelka, najinteligentniejszy i najfajniejszy ktoś na świecie - wywoła na dłuższą metę wstręt do intymności i nastąpi koniec związku. Koniec niekiedy sztucznie wydłużany: ten związek czasem rozpada się latami, jest w nim stronom coraz gorzej, mają poczucie zmarnowanego życia.
Nie będę się nad tym rozwodził, mądremu tyle wystarczy, a niemądremu cała książka czy rozprawa nie pomoże...
Pani Bakule raczej na pewno nie..
Bez zrozumienia przywoływanych tu zagadnień ani Pani Bakuła, ani całe zastępy jej podobnych nie pojmą, dlaczego w jakimś związku mimo początkowego wrażenia wzajemnej atrakcyjności partnerów u niego z biegiem czasu pewien organ robi się coraz mniejszy i miększy, a u niej wysycha..

Dość uważnie przeczytałem książkę Pani Bakuły w formie audiobooka doprawdy znakomicie przeczytaną przez Panią Beatę Rybotycką.
Tak więc na początek ocena lektora: daję tej pani 10 punktów na 10 możliwych. Lepiej tego przeczytać się nie da, nie wyobrażam sobie nawet jak to mógłby ktokolwiek zrobić lepiej. Zatem polecam zapoznanie się z tą książką w tej formie, doprawdy...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Hanna Bakuła Jak być ogierem do końca życia Zobacz więcej
Reklama
Więcej
zgłoś błąd