Chilijski nokturn

Okładka książki Chilijski nokturn autora Roberto Bolaño, 8373198237
Okładka książki Chilijski nokturn
Roberto Bolaño Wydawnictwo: Muza Seria: Salsa literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salsa
Tytuł oryginału:
Nocturno de Chile
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8373198237
Tłumacz:
Anna Topczewska
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chilijski nokturn w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Chilijski nokturn

Średnia ocen
6,1 / 10
73 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Chilijski nokturn

avatar
77
74

Na półkach:

Książka o specyficznej formie, bez rozdziałów i akapitów. Niemniej jest wyraźnie podzielona na kilka luźno powiązanych historii.
Największe wrażenie wywarła na mnie ostatania z nich. Można powiedzieć, że odbieram ją jako pewną metaforę. Czego? Może państwa pod totalitarnymi rządami? A może świata?
W pewnym domu odbywają się huczne przyjęcia, podczas gdy w piwnicy tegoż domu mają miejsce brutalne przesłuchania i tortury. Jedyną osobą, która czuje dziejące się zło jest dziecko. Reszta ekipy pije, rozmawia i i bawi się w najlepsze. Nawet gdy jeden z imprezowiczów trafia przez pomyłkę i po pijanemu do sali tortur, szybko zmyka i udaje, że nic się nie stało.
Wyróżniłam tylko tę jedną historię, ale w sumie wszystkie są wyjątkowe i bardzo symboliczne. Krwawe polowania na gołębie, szewc budujący monumentalny cmentarz, czy wreszcie mój ulubieniec: malarz z Gwatemali, który nigdy za nic nie dziękował

Książka o specyficznej formie, bez rozdziałów i akapitów. Niemniej jest wyraźnie podzielona na kilka luźno powiązanych historii.
Największe wrażenie wywarła na mnie ostatania z nich. Można powiedzieć, że odbieram ją jako pewną metaforę. Czego? Może państwa pod totalitarnymi rządami? A może świata?
W pewnym domu odbywają się huczne przyjęcia, podczas gdy w piwnicy tegoż domu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
84
66

Na półkach: ,

I tak czytając Bolano przegapiłem Nobla zeszłorocznego dla tegorocznej laureatki. I się zastanawiam czy jest prawda co pisał Roberto w Chilijskim nokturnie ? Czy cała dzisiejsza literatura jest jak judaszowe drzewo ? Zachęcam do lektury. Przepiękne tłumaczenie Anny Topczewskiej. Piękna po pięcioktoć książka o esencjonalnym stylu i języku. Chile to chyba gdzieś w Ameryce Południowej czyli poniżej talii Ameryki. Może z tego powodu powieść jest tak esencjonalna i intymna a jednocześnie krzykliwa i upojna. Choć nikt tu nie wspomina, że to talia kobiety. Z przyjemnością planuje 2666

I tak czytając Bolano przegapiłem Nobla zeszłorocznego dla tegorocznej laureatki. I się zastanawiam czy jest prawda co pisał Roberto w Chilijskim nokturnie ? Czy cała dzisiejsza literatura jest jak judaszowe drzewo ? Zachęcam do lektury. Przepiękne tłumaczenie Anny Topczewskiej. Piękna po pięcioktoć książka o esencjonalnym stylu i języku. Chile to chyba gdzieś w Ameryce...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
130
80

Na półkach: , ,

Przeczytanie 30 stron wyssało ze mnie tyle energii, że brakło mi jej na kolejne. W pewnym momencie nie wiedziałem o czym czytam. Zdania ciągną się przez cała stronę, "napszczone" kilkunastoma myślami które nie mają ze sobą nic wspólnego.
José Carlos Somoza w "Ustach" opowiada historię, która jest jednym olbrzymim zdaniem ( bodajże 40 stron ) i można? Można. Świetnie się czytało nie gubiąc się przy tym.
Książki Roberto Bolaño czytać się nie da.

Przeczytanie 30 stron wyssało ze mnie tyle energii, że brakło mi jej na kolejne. W pewnym momencie nie wiedziałem o czym czytam. Zdania ciągną się przez cała stronę, "napszczone" kilkunastoma myślami które nie mają ze sobą nic wspólnego.
José Carlos Somoza w "Ustach" opowiada historię, która jest jednym olbrzymim zdaniem ( bodajże 40 stron ) i można? Można. Świetnie się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

221 użytkowników ma tytuł Chilijski nokturn na półkach głównych
  • 120
  • 100
  • 1
48 użytkowników ma tytuł Chilijski nokturn na półkach dodatkowych
  • 34
  • 7
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Roberto Bolaño
Roberto Bolaño
Roberto Jonatán Bolaño Ávalos - pisarz/poeta pochodzący z Santiago, Chile. Jako nastolatek związał się z lewicowym ruchem skupionym wokół prezydenta Allende. Po przewrocie generała Pinocheta został aresztowany, ale w więzieniu spędził tylko kilka dni. Wyjechał, najpierw do Meksyku, a w 1977 do Europy. Rok później osiadł w Hiszpanii (Blanes na Costa Brava),gdzie mieszkał aż do śmierci. Początkowo utrzymywał się głównie z różnych prac dorywczych, rozpoznawalnym pisarzem stał się w połowie lat 80., jednak sławę przyniosły mu dopiero książki napisane pod koniec lat 90. Opublikowana w 1998 powieść Los detectives salvajes została uhonorowana prestiżowymi nagrodami Premio Herralde i Premio Rómulo Gallegos. W ostatnich latach życia Bolaño pracował nad monumentalną powieścią 2666, ukazała się ona dopiero po śmierci pisarza. W swoich utworach (z reguły niezbyt długich) Bolaño ukazuje różne aspekty chilijskiej historii (ze szczególnym uwzględnieniem puczu z 1973) i mentalności. Miesza zdarzenia autentyczne z wymyślonymi, na kartach jego powieści pojawiają się postaci realnie istniejące, np. Pinochet i Pablo Neruda (w Chilijskim nokturnie). W powieści Żołnierze spod Salaminy hiszpańskiego pisarza Javiera Cercasa Bolaño jest najważniejszym informatorem głównego bohatera.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Aura Carlos Fuentes
Aura
Carlos Fuentes
Jeśli lubiliście jak ja myszkować w dzieciństwie nocą po obcych chałupach w gościach, poświata księżyca drobnym pyłem prósząca albo latarka, klasyczna kieszonkowa, i nasłuchujesz skrzypień, ożywają wzory na zasłonie, chichot za oknem, tak Aura wam się spodoba. Albo marzenie takie w podstawówce: zapelętać się tam pod schodami na przykład i niech mnie zamkną na noc w tej starej szkole i biegam ciemnymi korytarzami, mój cień przesuwa się po zimnych murach, olbrzymi, śpiewam, krzyczę, echo w moim towarzystwie, wpadam do klasy biologicznej, gdzie szafa z eksponatami przyrodniczymi i śmieją się stamtąd w mej plamie światła - wypchany perkoz, kruk i szczupak, lis przyczajony na tablicy wychynął ze swej nory, splątane w słoikach błyszczące węże też jakby uśmiechnięte, szkielet stoi oczywiście, to wiadomo danse macabre. Albo jak sen, gdzie wchodzisz do mrocznego pokoju, potykasz się co chwila, o lepkie ściany obijasz, wyczuwasz pod nogami futro, czy to dywan, jakiś pisk, nadepnąłem chyba szczura. Ognik zapałki nic tu nie pomaga, zamiast coś rozświetlić to jakby ciemność wzmaga, ale się dostrajasz, na ścianach wotywne symbole ledwo lampkami podświetlone, srebrne serca chyba, flakony kryształowe i w głębi łóżko, a w nim drobna, pomarszczona, wzdychająca figurka, coś u jej boku ukazuje czerwone oczy, wytężasz wzrok, nosz kurwa królik i żuje coś w tej uporczywej ciszy. Bezgwiezdna noc i gęsty zapach roślin; kwiat wilczej jagody, słodkogorza, trzmieliny i dziewanny. Budzisz się chyba; błagalne, pełne bólu miauczenie gdzieś tam słychać. W opalizującym świetle przy tobie siedzi dziewczyna i ledwo ją oddzielasz od tej złotawej mgiełki co wszystko spowija, a ona nuci melodię i bierze cię w ramiona i twarz z pustymi oczami znajduje się tuż przy twojej. Znów się budzisz z niemym krzykiem - sen we śnie - spoglądasz na zegarek, który mierzy czas fałszywie, czas zmyślony dla zmylenia tego prawdziwego, co mknie ze śmiertelną szybkością i żaden zegar zmierzyć go nie może. Co za klimat panie Fuentes.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na94 miesiące temu
Plugawy ptak nocy José Donoso
Plugawy ptak nocy
José Donoso
Posadowiona na pograniczu realizmu magicznego i surrealizmu powieść, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia, by przy przekraczaniu owej granicy nie zatracić rozeznania w narracji i roli jej bohaterów. O ile Autor rozpoczyna legendą, to w kolejnych rozdziałach, których akcja rozgrywa się w Chile w latach 60-tych XX wieku, opisuje wydarzenia związane z miejscem i ludźmi, którzy mogą być potomkami osób z przedstawionej opowieści. Miejscem akcji jest opuszczony dom, niegdyś kontemplacji, a w czasie gdy rozgrywa się powieść, prowadzony przez zakonnice ośrodek, czy też przytułek dla starych kobiet, które mają tam swój świat, jakże inny od tego na zewnątrz, gdyż opuszczony i zaniedbany, jednak dla nich ważniejszy i bezpieczniejszy. Poprzez pryzmat świata zatrzymanego wewnątrz murów, jak i tego, związanego z życiem na zewnątrz, Autor ukazał istotę przemijania, przemiany ról życiowych i społecznych i odniesień, które dają preteks do podejmowania określonych działań i przybierania postaw, poprzez pryzmat których czujemy się bezpieczni. Nic nie jest tym, czym się wydaje, wszystko podlega zmianom, sługa może stać się kimś bardzo bogatym, zaś osoba piękna i dystyngowana zostać napiętnowana z tego właśnie powodu przez to, że różni się od oceniających. Zamknięta społeczność staruszek zastępują dziwolągi, postaci pokraczne z uwagi na różne deformacje fizyczne, to co brzydkie, staje się normą. `Nie wiadomo, czy zabieg ten nie posłużył Autorowi do skrytykowania stosunków społecznych i ustroju politycznego, to moje przypuszczenie. Brawa dla Pani tłumacz Zofii Chądzyńskiej, książka jest trudna i wymagająca, nie mniej z pewnością jej drobiazgowość pozwoliła wiernie przekazać zamysł Autora.
Marton - awatar Marton
ocenił na63 dni temu
Monsieur Pain Roberto Bolaño
Monsieur Pain
Roberto Bolaño
Ta książka jest genialna w swej niezrozumiałości! Szaleństwo, ciężkie i wilgotne powietrze Paryża, podejrzane praktyki lekarskie, powszechne niezrozumienie, rozczarowanie i przeszywająca samotność kipią dosłownie z każdej kartki! Czytam tę króciutką książeczkę już drugi raz i ciągle jej nie rozumiem, co czyni ją dla mnie jeszcze bardziej wyjątkową i tajemniczą. Na pewno sięgnę po nią po raz kolejny, z nadzieją, że zrozumiem chociaż odrobinę więcej niż poprzednio. "Monsieur Pain" jest książką, zagadkową - to jedyne co jest pewne. Czyta się ją szybko, pozornie wszystko rozumiejąc. Dopiero po odłożeniu jej na bok, rodzą się pytania - O czym jest ta książka? Kim są ci ludzie? Co tam się właściwie wydarzyło? Przez cały czas mam nieodparte wrażenie, że taką książkę mógł napisać człowiek o osobowości na pół Salvadora Dalego, na pół Franza Kafki. Wydarzenia w których bierze udział główny bohater - Pierre Pain, śledzimy jakby przez mgłę. Podobnie z resztą widzi je on sam. Pierre jest mesmerystą - uczniem Franza Antona Mesmera, twórcy koncepcji o magnetyzmie zwierzęcym i pseudonauki od jego nazwiska zwanej mesmeryzmem (polegała na przekonaniu o tym, że ludzki organizm wytwarza fluidy, odpowiedzialne za nasze emocje i uczucia). Pewnego dnia zostaje poproszony o zajęcie się przypadkiem monsieur Vallejo, którego męczy wysoka gorączka i nieustająca czkawka. Błahostka - można pomyśleć. Niestety śladem Pierre'a podążają dwaj tajemniczy Hiszpanie, którzy za wszelką cenę starają się pokrzyżować mu plany. Ciągle śledzony i obserwowany czuje się osaczony - we własnym mieście! W Paryżu! Przez dwóch Hiszpanów! Dochodzi do konfrontacji, której wyników Pierre się nie spodziewał. Niestety wydarzenia coraz bardziej się gmatwają. Bliscy znajomi znikają, dawno zapomniani wracają, w Paryżu dzieją się podejrzane rzeczy. Pain trafia w miejsca i robi rzeczy o które sam by siebie nie podejrzewał. Ktoś ciągle stara się mu zabiec drogę, przeszkodzić w działaniu. A wszystko to dzieje się w atmosferze tajemnicy, ciągłych niedomówień, niezrozumienia. Niskie i kręte korytarze szpitala w którym leży Monsieur Vallejo, zaczynają przekładać się na całą książkę. Rozciągają się i wiją niczym labirynt, ściany się zaciskają dusząc nas i bohatera, a czytelnik czuje się dziwnie ciężko - przytłoczony atmosferą wydarzeń i życiem Pierre'a, dziwnie niedoinformowany i zagubiony - tak samo jak główny bohater. Życie Pierre'a przeplata się z niepokojącymi wizjami, snami. Napięta atmosfera i niepokój drżący w powietrzu towarzyszy nam do ostatniej kartki. Historia przepełniona poetyckością, melancholią, smutkiem i... jakimś nienazwanym uczuciem na pograniczu współczucia i niepokoju. Wniosków i wyjaśnień szukać jednak należy w treści utworu, nie w jego zakończaniu - bo zakończenie niczego nie wyjaśnia.
margoz - awatar margoz
ocenił na79 lat temu
Filmy mojego życia Alberto Fuguet
Filmy mojego życia
Alberto Fuguet
To nie jest leksykon ukochanych produkcji autora. Filmy mojego życia prędzej mogłaby uchodzić za półautobiograficzą powieść niezbyt dobrze znanego w Polsce chilijskiego pisarza, Alberto Fugueta. Książka została na świecie bardzo dobrze przyjęta i rzeczywiście czyta się ją fajnie. To opowieść o życiu młodego chłopaka, urodzonego w Chile i spędzającego dzieciństwo w Stanach Zjednoczonych, jednak dorastającego w ojczyźnie. Dziś jako szanowany sejsmolog zajmuje się trzęsieniami ziemi… Poznajemy go jako oschłego naukowca, którego kontakt z bliskimi ogranicza się do kilku telefonów rocznie. Właśnie wyrusza z Chile na sympozjum naukowe w Japonii i międzylądowanie wypada mu w Los Angeles, gdzie spędził część swojej młodości. Siłą rzeczy powracają wspomnienia. Ich katalizatorem jest również kobieta, obok której Soler siada w samolocie. To właśnie ona zachęca go do sporządzenia listy najważniejszych filmów. Każdy rozdział to konkretny film, z reguły przebój lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Bohater wspomina, gdzie i w jakich okolicznościach go obejrzał, czasami dołącza jakieś przemyślenia dotyczące fabuły. Oczywiście stanowią one pretekst do rozważań o dojrzewaniu, opowieści o rodzinie, o odejściu ojca, o przeprowadzce z LA do Chile, o kumplach i pierwszej miłości. Autor nie zalewa swojej opowieści tonami sentymentalizmu. Pokazuje emigrantów chilijskich, burzliwą sytuację w tym kraju (prawicowa dyktatura Pinocheta),ale i zwykłe życie klasy średniej. Filmy mojego życia są lekturą dla osób, które cenią powieści obyczajowe, historie rodzinne, ale i filmy. Bo te filmy przez całą książkę się przewijają i bohater często do nich wraca. Ciekaw jestem, jak ten zabieg odbierze ktoś, kto nie lubi kina albo po prostu się nim nie interesuje. Czy lektura okaże się męcząca? Być może. Ja jako miłośnik filmów wcale się nie nudziłem. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na75 lat temu
Żołnierze spod Salaminy Javier Cercas
Żołnierze spod Salaminy
Javier Cercas
Wybitnie empatyczna opowieść z najstraszliwszą z możliwych wojen, bo domową, w tle. Teoretycznie o pewnym hiszpańskim faszyście, ale faktycznie o tych wszystkich prawdziwie nieznanych żołnierzach (mniejsza nawet, z której strony barykady),potrafiących w czasach nienawiści ocalić człowieczeństwo - i swoje, i Innego.... Taki jak tu obraz wojny, z żołnierskich dołów, a nie perspektywy zawsze dzielnych, bohaterskich i odznaczanych dowódców, widziany, bardzo mi odpowiada. Książka to „kompletna i prawdziwa” – nie da się zaprzeczyć tym słowom Autora (bo to także książka w książce). To także moja kolejna ważka rzecz o pamięci i historii oraz pułapkach w nich się kryjących, a także o niemożliwości ich poznania. „I teraz nie wiem, co było prawdziwe” - pisał Poeta w jednym z najwspanialszych swych wierszy. Prawdy możemy się u Cercasa tylko domyślać, a „jedyną odpowiedzią jest brak odpowiedzi; jedyną odpowiedzią jest jakaś tajemna i bezmierna radość ”…. Za nieporozumienie uznaję opinie, jakby to była rzecz o faszyście Sanchezie Mazasie (a może i jego apologia) - cudem ocalałym spod ognia republikańskiego plutonu egzekucyjnego, którego zaraz potem jeden ze ścigających żołnierzy mógł zabić, ale tego nie uczynił. Czy wraz z narratorem dowiemy się dlaczego? Tymczasem postać czołowego falangisty wydaje mi się raczej przedmiotem, a nie podmiotem tej opowieści jako całości, choć ilościowo faktycznie o nim sporo. Ale według mnie to raczej zwodniczy, a przemyślany zamiar Autora, który w drugiej części koncentruje się na kimś ze strony republikańskiej. Wydaje się nawet, że Cercas od początku zmierza tylko do tego, aby w końcu zacząć opowieść o swym prawdziwym bohaterze – Miralllesie; „o tych niepojętych chwilach, w których cała cywilizacja zależy od jednego człowieka”. O ile wcześniej bywa różnie, to ta część wciąga bez reszty i pozostawia czytelnika w osłupiającym podziwie… Chodzi bowiem o „mięso armatnie”, czyli szeregowych, nikomu nie znanych ludzi. „Żadna ulica w żadnym żałosnym miasteczku żadnego gównianego kraju nie będzie nigdy nazwana imieniem żadnego z nich” – słyszymy prostą, a wieczną prawdę o wojennym rzemiośle. Tak, tacy od zawsze aż po kres ludzkości są i pozostaną „mierzwą dziejów”. Ot, pionki na potwornej szachownicy w rozgrywce wielkich kosztem maluczkich - czym wszak jest każda wojna. Ale pionki z olbrzymią władzą: odbierania życia innym – ale też i ich ocalania. A nie chodzi wszak o kolegów z oddziału, tylko o wrogów – kimkolwiek by byli…. I czy była w ogóle kiedykolwiek taka przedziwna wojna, w której nie zabijano by bezbronnych…? „Te historie nikogo już nie obchodzą, nawet nas, którzyśmy je przeżyli. Był czas, kiedy obchodziły, ale teraz już nie. Ktoś zdecydował, że należy o tym zapomnieć, i coś panu powiem: ten ktoś chyba miał rację. Poza tym połowa tych historii to niezamierzone kłamstwa, a druga połowa to kłamstwa zamierzone”. To zdanie dedykuje swym rodakom – nie tylko w kontekście nadchodzących wyborów…. I jeszcze inny cytat, jakże zawsze i wszędzie prawdziwy: „Jedynym wspólnym, łączącym ich elementem, była według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem – poznawana przez filtr pamięci – zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska”. Albo taki, wart zadedykowania ajpienowi: " Bohaterowie są bohaterami tylko wtedy, kiedy umierają albo ktoś ich zabija. Prawdziwi bohaterowie rodzą się tylko na wojnie i umierają na wojnie. Nie ma żywych bohaterów (…). Są tylko umarli". Podczas lektury wielokrotnie przychodziła mi na myśl inna rzecz o „statystach historii”, czyli skandalicznie zapomniane arcydzieło „Sól ziemi” Józefa Wittlina. Piotr Niewiadomski to jeszcze bardziej „nikt” niż Mirallles, a przecież jak najsłuszniej tytułowy bohater…. Miałem też skojarzenia z niemniej empatycznym obrazem zwykłego, może nawet i tchórzliwego (czyli pragnącego po prostu przeżyć),żołnierza z wybitnego - o dziwo! - „Trenu” Bohdana Czeszki, postaci niewartej pamiętania – w przeciwieństwie do tej jego noweli. Bo jak czytamy u Cercasa, „można być dobrym pisarzem, będąc jednocześnie strasznym skurwysynem”… PS Czy Autor nie rzuca aby wyzwania - nam, Polakom? „Ze wszystkich historii w Historii najsmutniejsza jest niewątpliwie historia Hiszpanii, ponieważ kończy się źle”. Jeszcze nieco cytatów… Zastanawiałem się, czy te relacje będą odpowiadać rzeczywistym faktom, czy też, w nieunikniony pewnie sposób, przykryła je patyna półprawd i zmyśleń, jaka zwykle dodaje splendoru zdarzeniu dawnemu i dla jego uczestników niemal legendarnemu. Czyli to, co mi opowiedzą, będzie nie tym, co wydarzyło się naprawdę, ani nawet nie tym, co pamiętają, że się wydarzyło, lecz tylko tym, co pamiętają, że opowiedzieli już przy innych okazjach. Dla Aguirre, podobnie jak dla wszystkich, pisanie do prasy nie jest pisaniem. Nie potrafiła uniknąć pułapek, jakie w trakcie opowiadania zastawiała na nią nostalgia. Uważał ją za jedyną prawdziwą przygodę swego życia, a przynajmniej jedyną, którą mógł się szczycić bez obawy demistyfikacji. Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę. Rzeczywistość zawsze nas zdradza. Najlepiej więc nie dać jej na to czasu i zdradzić ją wcześniej. Nie pisze się zazwyczaj o tym, o czym chce się pisać, ale o tym, o czym się pisać potrafi. Co się tyczy ojczyzny, no cóż, nie wiadomo, czym jest ojczyzna, może po prostu usprawiedliwieniem dla świństwa albo lenistwa. Gorliwe podkreślanie lojalności często maskuje zdradę. Możliwe, że w głębi duszy przez całe życie w nic nie wierzył, a już najmniej w to, co głosił i czego bronił. „Jeżeli za coś nienawidzę komunistów ekscelencjo, to za to, że zmusili mnie, abym został falangistą”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Żółty deszcz Julio Llamazares
Żółty deszcz
Julio Llamazares
„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator. Chroniczna izolacja prowadzi głównego bohatera do urojeń i szaleństwa. Choć nie jest to horror w klasycznym rozumieniu, książka mroczna jest bardziej niż niejeden thriller. Duchy, halucynacje, brak nadziei i wszechobecna śmierć sprawiają, że „Żółty deszcz” klimatem nie ustępuje powieściom mistrzów grozy - choć nie o strach tu chodzi, a o cierpienie psychiczne, które wyniszcza powoli i bezgłośnie. Symbolika żółtej śmierci - opadu pyłowego z górskich roślin - staje się metaforą zgnilizny, przemijania i trudów życia. Książka pełna jest smutku, goryczy i bezradności. Narrator patrzy na świat oczami człowieka pogrążonego w głębokiej depresji - nie ma tu światła, ulgi ani ukojenia. Choć narrator odnotowuje zmiany pór dnia i roku, a przyroda trwa w swoim nieubłaganym rytmie, jego subiektywne poczucie czasu ulega zatarciu. Przeszłość, teraźniejszość i wizje przyszłości przenikają się nawzajem, tworząc stan psychicznego zawieszenia. W tym świecie nie ma rozwoju ani nadziei, jest tylko trwanie - monotonne, bolesne, oderwane od realnego czasu. Również przestrzeń - martwa, opuszczona wieś - nabiera cech emocjonalnych: jest równie bezwzględna i osamotniona jak sam bohater. Wiele uwagi autor poświęca przedmiotom: sznurowi, strzelbie, deskom, świeczce. Te rzeczy stają się czymś więcej niż tylko rekwizytami - są milczącymi świadkami przeszłości, śladami po dawnym życiu. Ich obecność nabiera symbolicznego ciężaru, bo przypomina o tym, co minęło, ale jeszcze nie znikło całkowicie. W surowym, pustym świecie przedmioty przejmują rolę niemego odbicia ludzkiego losu - nieruchome, zużyte, pozbawione celu. Jedyną istotą, która wnosi choć cień emocjonalnej obecności, jest suka - ostatnia żywa towarzyszka narratora. Jej obecność jest jak ostatnia nić łącząca człowieka z życiem, z relacją, z ciepłem, które w tym świecie niemal całkowicie zgasło. Styl Llamazaresa jest poetycki, opisowy, a zarazem szorstki i surowy - idealnie oddaje stan ducha bohatera i emocjonalny chłód pustoszejącego świata. To książka trudna, przytłaczająca, ale bardzo poruszająca. Nie daje ukojenia, ale zostaje w pamięci na długo.
Elektroencefalograf - awatar Elektroencefalograf
ocenił na78 miesięcy temu
Czerwony kwiecień Santiago Roncagliolo
Czerwony kwiecień
Santiago Roncagliolo
Jak każdy dobry thriller psychologiczny „Czerwony kwiecień” rozpoczyna się od odkrycia zwłok, tym razem w małej wiosce. Ciało, spalone i niemal zwęglone, jest zniekształcone do granic rozpoznania. Od tego momentu Felix Chacaltana Saldívar, zastępca prokuratora okręgowego, staje się naszym przewodnikiem. To on prowadzi nas przez świat napięcia, niedopowiedzeń i moralnej ambiwalencji, który Roncagliolo kreśli z chirurgiczną precyzją. Nie wiadomo, czy zbrodnia ma wytłumaczenie nadprzyrodzone, religijne w kontekście Wielkiego Tygodnia, czy też racjonalne, przyziemne. Arbitralne wybory Chacaltany, jego obserwacje zastanej przemocowej rzeczywistości, zwiększają napięcie, a finał, choć rozwiązujący zagadkę, pozostawia subtelny niepokój w czytelnikach. Postać Chacaltany jest przedstawiona w sposób wyjątkowy. Jest chronicznie samotny, dosadny, poszukujący sprawiedliwości i uznania, a jednocześnie podatny na wewnętrzne napięcia. To bohater, którego podziwiamy, ale nad którym wciąż się zastanawiamy. Czytelnik niemal wstrzymuje oddech, obserwując, jak protagonista stawia czoła presji rozwijających się dojmujących wydarzeń. Jego wyostrzony instynkt śledczy i poczucie obowiązku napędzają wybory, ale też ukazują jak trudna to praca. W punkcie kulminacyjnym ujawnia agresję wobec samego siebie. To odkrycie, subtelnie wplecione w mocną narrację, uniemożliwia mu powrót do dawnej równowagi, co nie jest bez znaczenia dla wektoru dróg postaci. Świat, który Roncagliolo buduje wokół Chacaltany, jest równie napiętnowany, jak jego psychika. Rdzenni mieszkańcy jawią się jako „inni”. Są małomówni, ostrożni, odmienni w zwyczajach, z dala od codzienności Limy. Policja i wojsko, niedofinansowani, brutalni i despotyczni, bywają odpowiedzialni za te same niewypowiedziane zbrodnie, co „Świetlisty Szlak”. Granice między oprawcą a ofiarą, między prawem a przemocą, stają się niemal niewidoczne, tworząc atmosferę nieustannego napięcia i moralnej dwuznaczności. Czas i miejsce akcji mają tu równie duże znaczenie jak sama intryga. Marzec i kwiecień 2000 roku w Ayacucho: mieście o bogatej historii archeologicznej i głęboko zakorzenionej tradycji rdzennych społeczności, stają się niemal trzecim bohaterem powieści. Ayacucho łączy w sobie traumę zdarzeń minionych związaną z wojną wewnętrzną z udziałem maoistowskiej organizacji, rytuały i rytmy życia, które wciąż kształtują codzienność. Każde z miejsc (Quinua, wzgórze Acuchiyamai, masakra w Uchuraccay, obchody Turupukllay) oraz elementy lokalnego języka i wierzeń splatają się z wiwisekcją psyche Chacaltany i budują strukturę opowieści.Kiedy zamknęłam „Czerwony kwiecień”, pozostał we mnie ciężar miejsca i czasu napisanych ludzką krwią na kartach świata, które Roncagliolo ożywia w każdym zdaniu. To powieść, która wymaga uwagi, refleksji i gotowości, by zmierzyć się z tym, co niewypowiedziane. Choć historia Félixa dobiegła końca, pozostaje pytanie: jak wiele cierpienia i milczenia może znieść człowiek, zanim sam stanie się częścią tego, co próbuje nieudolnie zrozumieć? Polecam sięgnąć po „Czerwony kwiecień” dopiero po przeczytaniu „Roku, w którym narodził się diabeł”, aby w pełni uwypuklić kontekst historyczny i dostrzec liczne powiązania między obiema lekturami.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na82 dni temu
Panowie z dzielnicy Gonçalo M. Tavares
Panowie z dzielnicy
Gonçalo M. Tavares
Książka jest zbiorem nieco surrealistycznych humoresek z podtekstem egzystencjalnym. Które oprócz tego, że nas śmieszą, bawią i prowokują, skłaniają też do nieco poważniejszych refleksji na temat ludzkich postaw wobec różnych aspektów rzeczywistości. Portugalski pisarz sprytnie miesza różne konwencje, odwołuje się do utworów znanych twórców, co jest widoczne już w samych imionach i nazwiskach bohaterów. Tytułowi panowie z dzielnicy Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino – to bohaterowie bardzo ekscentryczni, a przez to intrygujący. Przypominają ludzi, których codziennie mijamy na ulicy, znamy z widzenia, czasem zwracamy uwagę na ich specyficzne obyczaje, ale zawsze jest to znajomość powierzchowna. Niewątpliwie wszyscy oni są na tyle realni, żebyśmy mogli uwierzyć w rzeczywiste istnienie takich osób, nie tylko gdzieś w gorącej Portugalii, ale także tutaj, gdzie obecnie żyjemy. Wszyscy oni mają jakieś dziwactwa, które warunkują ich postawy życiowe. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Podtekst w tej historii jest bardzo wyrazisty, bowiem osobników z kompleksem "małości" fizycznej, intelektualnej czy mentalnej spotykamy w życiu całe mnóstwo. Obserwujemy, jak "podskakują", czyli ich wysiłki mające udowodnić otoczeniu wielki potencjał, którym rzekomo dysponują. Niektórym udaje się pięknie dorosnąć i z rozmachem rozwinąć skrzydła. Większość pozostaje żałośnie miałka, budząc politowanie. Ale w niektórych drzemią ukryte bestie. Co wtedy, gdy owe bestie zostaną obudzone? Z kolei artysta, pan Valery żyje w przekonaniu, że ktoś go śledzi, a lekarstwem na każdy kłopot jest dla niego kawa i rysowanie. Wybitny myśliciel Henri jest natomiast typem kawiarnianego gaduły, jednym z tych, którzy zamęczają towarzystwo swoją gadaniną i narcystycznymi popisami nakręcanymi przez kolejne porcje absyntu, które w siebie wlewa. Jego świat wypełnia absynt. Inni bohaterowie prezentują kolejne dziwactwa jak np. gromadzenie i zamykanie pustki w szufladzie, ucieczkę w świat filozofii i literatury, czy nieustanne rozważania o Bogu. A mój ulubieniec pan Kraus bez żadnej żenady poddaje błyskotliwej krytyce świat polityki. Robi to tak uniwersalnie, że jego komentarze pasują do każdego państwa czy sytuacji, bez względu na lokalizację i kontekst historyczny. Opowiadania Tavaresa ujmują czytelnika prostotą, język narracji i dialogów jest nieskomplikowany i zrozumiały. Właśnie dzięki temu czytelnik bez trudu może podjąć grę z autorem i szukać przekazów ukrytych pod tymi śmiesznymi historyjkami o butach, trójkątach, absyncie, cennych pustych szufladach i książkach. Książka "Panowie z dzielnicy" będzie doskonałą lekturą dla miłośników literatury zaprawionej humorem, groteską i sarkazmem oraz dla tych, którzy w prozie oprócz rozrywki lubią także to, co nazywamy drugim dnem. Na koniec kilka słów od mojego ulubionego pana Krausa: 🔰 "..mikroskop to urządzenie wynalezione po to, aby rzeczy małe czynić wielkimi, natomiast politycy zostali wynalezieni po to, aby rzeczy wielkie czynić małymi...". 🔰"Polityk nie czyta książek, czyta najwyżej ich tytuły. Z ludźmi postępuje tak samo." 🔰"Kiedy polityk opowiada nam o niebie i wyciąga palec w górę, mówiąc: "Widzicie?", właśnie w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się uważnie przedmiotom, które trzyma u siebie w piwnicy." I jeszcze coś o panu Juarroz: 🔰" Pan Jurraoz myślał o Bogu, który w przeciwieństwie do tego niepojawiającego się nigdy, pojawiałby się o każdej godzinie, każdego dnia, dzwoniąc do drzwi. Po głębokim rozważeniu tej hipotezy pan Jurraoz postanowił wyłączyć dzwonek." Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego, akcja książki rozgrywa w ciepłym kraju, w Portugalii (2).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Chilijski nokturn

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Chilijski nokturn