Narzeczona Schulza

Okładka książki Narzeczona Schulza
Agata Tuszyńska Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
324 str. 5 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie
Data wydania:
2015-08-27
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-27
Liczba stron:
324
Czas czytania
5 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308054338
Tagi:
Schulz Drohobycz Józefina Szelińska
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
277 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
7
7

Na półkach:

Książka opowiada historię życia Józefiny Szelińskiej, zwanej Juną – drohobyckiej nauczycielki, z którą słynny malarz i prozaik Bruno Schulz planował wspólną przyszłość. Biografia opowiada o ich znajomości, a także o późniejszym samotnym życiu Juny, której udało się przetrwać wojnę i okupację. Po części jest to także opowieść o samym Schulzu – mówi nie tylko o życiu pisarza – do momentu śmierci w roku 1942, lecz także o dalszych losach stworzonych przez niego dzieł. Bo mimo że para rozstała się w 1937 roku, dawna narzeczona Schulza wciąż pielęgnowała pamięć o nim. Jednak ze względu na to, że przez całe życie towarzyszył jej strach, który odczuwała, będąc z pochodzenia żydówką, była w tym niezwykle dyskretna i zdecydowała się aż do śmierci pozostać w cieniu. Z mroku wydobyła ją Agata Tuszyńska, pisząc biografię, w której dawna Muza artysty wychodzi na światło dzienne.

Jak wynika z podtytułu książki stanowi ona “apokryf”. Rozumiem, że w przypadku tego typu gatunku literackiego (nazwanego tak oczywiście nie do końca serio) ważne jest zachowanie krzty niedosłowności i tajemnicy, a także zostawienie czytelnikom i czytelniczkom prawa do domysłu. Autorka nie kryje, że i dla niej Juna jest niewiadomą; w przeciwieństwie do wielu innych spośród swoich bohaterek, nie miała okazji porozmawiać z nią osobiście, stąd zapewne obrana przez biografkę forma. Tym, co jednak budzi czytelniczy niedosyt, jest brak odautorskiego komentarz Tuszyńskiej na temat metody przyjętej w pracy nad tekstem. Brakowało mi chociażby krótkiej wzmianki dotyczącej sposobu pozyskiwania informacji o bohaterce książki, procesu ich weryfikacji, przeprowadzonych rozmowach…

Również sam sposób prowadzenia przez Tuszyńską narracji wydaje się zaskakujący. Historia Juny przedstawiona jest na zmianę z perspektywy pierwszej i trzeciej osoby. Mam wrażenie, że w ten sposób biografka chciała dać swojej bohaterce przestrzeń do zabrania głosu i niejako pozwolić jej opowiedzieć własną historię. Mnie jako czytelniczkę wybijało to jednak z rytmu lektury i tworzyło pewien dysonans – poznawałam historię Juny, dowiadując się o jej rozterkach i emocjach, często za sprawą wewnętrznych monologów, które prowadziła sama ze sobą. Równocześnie miałam świadomość tego, że stanowią one jedynie pewien konstrukt biografki oparty na przypuszczeniach (jak rzeczywiście myślała bohaterka i czy autorka na podstawie zebranych informacji mogła – i czy udało jej się – oddać jej rzeczywiste uczucia, czy raczej posługiwała się tylko własnymi przekonaniami dotyczącymi tego, jak jej zdaniem powinna myśleć osoba takiej w sytuacji? To wszystko pozostaje w strefie domysłu). Moim zdaniem czyni to niestety Junę jeszcze bardziej nieuchwytną. “Narzeczona Schulza” może się okazać ksiażką ciekawą dla osób zainteresowanych postacią wybitnego pisarza i malarza. Jednak sama narzeczona Schulza, choć nareszcie wyszła z cienia – w świetle dnia okazała się sztuczna i przezroczysta.

Książka opowiada historię życia Józefiny Szelińskiej, zwanej Juną – drohobyckiej nauczycielki, z którą słynny malarz i prozaik Bruno Schulz planował wspólną przyszłość. Biografia opowiada o ich znajomości, a także o późniejszym samotnym życiu Juny, której udało się przetrwać wojnę i okupację. Po części jest to także opowieść o samym Schulzu – mówi nie tylko o życiu pisarza...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
2
2

Na półkach:

Nie udczułbym tej książki tak silnie, gdybym się nie pomylił, ale warto było. Moja nadgorliwa wyobraźnia nadała bohaterom i ich romantycznym zmaganiom większej realności i wyrazistości, dodając zarazem przyjemności z odsłaniania tajemnic.

Ze zdziwieniem odkryłem, że Bruno Schulz (autor „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, malarz, 1892 – 1942) miał „normalną” narzeczoną, Józefinę Szelińską, Junę. Dowiedziałem się też, jakie uzasadnienie ma cudzysłów przy tym przymiotniku i dlaczego tajemnica narzeczeństwa była przez Junę skrywana aż do śmierci.

Ochrzczona katoliczka z ciężkim od lęków cieniem żydostwa oraz wypisany ze wspólnoty, chodzący do kościoła żyd, nie mogą pobrać się z powodów spiętrzonych formalności urzędowo-kościelnych. Oboje są nauczycielami w najlepszym drohobyckim liceum. Bruno uczy jedynie rysunku i robótek, bo nie ukończył studiów ani na Budownictwie Lądowym Politechniki Lwowskiej, ani na Wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych; dużo maluje i rysuje. Wystawia, choć marzy o sławie pisarskiej. Juna z tytułem doktora historii sztuki uczy języka polskiego. On drobny, chorowity, wyglądem jakby prowokował wręcz do urągania; ona świadoma swojej piękności szatynka, wyniosła Junona. Tłumaczy „Proces” Józefa Kafki, ale to on podpisuje pracę, przyjmuje zapłatę i przywdziewa laur autorstwa.

Jej miłości nie powstrzymuje ani dwuznaczna reputacja wybranego, ani odkrycie twardych dowodów na prawdziwość przerażających pogłosek – jakby skandale wokół nieprzyzwoitych treści wystawianych prac ostrzegały niewystarczająco. Z początku te niskie sprawy dość skutecznie przesłania uwielbienie dla wielkiego talentu. Lecz zaraz pojawiają się żrące podejrzenia o braku uczuciowej wzajemności. Że nie jest się tą jedyną najważniejszą, najpiękniejszą, najmądrzejszą – a za to jest się eksploatowaną i hańbioną bezlitośnie muzą. I błysk uświadomienia, że najpiękniejsze słowa w intymnych listach służyły ukochanemu jedynie jako ćwiczenia literackie. Pewnie za mgielną zasłonę poniżających dewiacji także. I tląca się niepewność, którą jednakże skrzętnie podsyca swoim oddechem.

Cytaty:

…Ja też wiedziałam, po co jestem w jego życiu. Po to, żeby wszystko utulić, przygarnąć, otoczyć czymś, co uśmierzy ból. To była służba, ukłon w stronę jego talentu. Ja – ziemska, ku niemu – „nieziemskiemu”. Ja do obsługi życia – on sztuki. Na taką niewolę gotowa byłam się zgodzić. Bo przecież sam mnie wypatrzył…*

…Wiedziałam jednak, zdążyłam się już przekonać, że codzienność go przerażała i przerastała. Nad kartką papieru, w moich objęciach był wolny. Znałam jego potrzeby. I nie czułam się przez to wykorzystywana. …Przecież mnie pragnie, oczekuje. Zobowiązałam się…*

…Kiedy tak naprawdę, dogłębnie poczuła, że nie zostanie żoną ani matką jego dzieci? Tego mroźnego popołudnia? Wcześniej? Jak się to w niej zbierało? Ta wiedza tajemna, to przekonanie? Z kim przegrała? Z uliczną dziewką? Czy może ze sztuką? SZTUKĄ. Może chociaż dużymi literami?...*

…I tak się chybotałam. Ciekawił mnie przecież nadal i pociągał. Prawie magnetycznie. Ale czasami ten „las niesamowitości”, ten rytuał lęków, ten każdego dnia sporządzany, jak sam mówił: „codzienny i wieczny testament” prawdziwie mnie przerażał. …Oboje byliśmy od siebie uzależnieni…*

W tle mamy mizerotę tamtych czasów na wschodniej prowincji. Wspólna walka z szarością egzystencji. Wkrótce już tylko o zachowanie życia – bo nastają okupacje niemiecka wraz z sowiecką jedne po drugiej. Rychła i potworna śmierć ukochanego ani miłości, ani urażonej dumy nie pacyfikuje. Może nawet wręcz przeciwnie. I na zawsze.

Nie ułatwia też świadomość posiadania skarbu – uczucia obcowania z WIELKIM ARTYSTĄ. Najpierw, gdy geniusz się rodził w latach trzydziestych, a ona jest blisko niego, potem po kilku dekadach ponownie, kiedy jest odkrywany dla świata przez takich ludzi jak Jerzy Ficowski i Artur Sandauer (obaj z różnych światów) – już w realiach PRL-u.

Zostało tylko pielęgnowanie tego jednostronnego narzeczeństwa przez cale długie samotne życie. Raczej cerberowanie, by na koniec skąpo wydzielać historykom, swoim kolegom zawodowym, okruchy diamentów z materialnego komponentu tego skarbu: zdania z listów, fragmenty nieznanych szkiców, siekając tajemnicę na tajemniczki, jednocześnie obsesyjnie zasłaniając całą sobą – resztę.

Czytając tę książkę przeżywałem emocje, jakie towarzyszą lekturze wybitnych literackich romansów, wiedząc jednocześnie, że bohaterami są prawdziwi ludzie, a wydarzenia nie są fikcją.

Jak zawsze z książką, tak i przy tej, zacząłem od próby wciągnięcia się w treść. No, i że oderwałem się dopiero po epilogu, coś mnie tknęło i wtedy przeczytałem okładkę – tytuł i nazwisko twórczyni. No tak, autorką jest przecież Agata Tuszyńska, a nie jak myślałem cały czas – sama Józefina Szelińska. Szelińska nie pozostawiła po sobie żadnego pamiętnika. Autorka zadała sobie więc szlachetnego trudu, by wspomnienia o Schulzu i życiu z nim – napisać za Junę. Tak sugestywnie, że ma się wrażenie autentyku. Dopiero na wewnętrznej okładce, pod tytułem, znalazłem wszystko wyjaśniające słowo: Apokryf. Nabrałem się, jak widać zgodnie z cichymi intencjami autorki i wydawnictwa. Choć przecież powinienem był odebrać sygnał, jakim było używanie niekiedy zaimka w drugiej osobie. Ale pretensji nie mam.

Agata Tuszyńska jest profesorem, poetką, biografką i wielokrotnie nagradzaną pisarką o międzynarodowej renomie. W podziękowaniach wyjaśnia, że zrekonstruowała życie Juny i Bruna między innymi ze wspomnień ich uczniów oraz odbyła wiele konsultacji naukowych.

Książka kończy się spisem źródeł, jest wzbogacona 22 ilustracjami – fotografiami i reprodukcjami rysunków B. Schulza. Posiada wiec też walor dokumentu, ale przecież też biografii czy fikcji dokumentalnej. Kapituła Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki „Gryfia” wyróżniła w 2016 roku tę nowatorską wielogatunkowość utworu.

Zadowoleni z przeczytania tej książki będą miłośnicy romansów obyczajowych, biografii, wspomnień oraz zainteresowani historią malarstwa i literatury.

* Wszystkie cytaty z: Agata Tuszyńska, “Narzeczona Schulza”, Kraków, Wydawnictwo Literackie.

Nie udczułbym tej książki tak silnie, gdybym się nie pomylił, ale warto było. Moja nadgorliwa wyobraźnia nadała bohaterom i ich romantycznym zmaganiom większej realności i wyrazistości, dodając zarazem przyjemności z odsłaniania tajemnic.

Ze zdziwieniem odkryłem, że Bruno Schulz (autor „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, malarz, 1892 – 1942) miał...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
73
72

Na półkach:

Uwielbiam twórczość Schultza, jej baśniowość, metaforyczność, czar. Sięgnęłam po tę książkę, aby poznać go bliżej i... zakochałam się w stylu pisania Agaty Tuszyńskiej. Ze strzępków informacji stworzyła obraz ukochanej Schultza - Juny Szelińskiej, oddając jej głos i ukazując jej oczami związek z wielkim artystą. Wiem, że to subiektywny obraz, wiem, że jako biografia ma zapewne niewielką wartość, ale o mój borze szumiący, jak to zostało pięknie napisane! Jak subtelnie, poetycko, och! Prawdziwie "po schultzowemu".

Uwielbiam twórczość Schultza, jej baśniowość, metaforyczność, czar. Sięgnęłam po tę książkę, aby poznać go bliżej i... zakochałam się w stylu pisania Agaty Tuszyńskiej. Ze strzępków informacji stworzyła obraz ukochanej Schultza - Juny Szelińskiej, oddając jej głos i ukazując jej oczami związek z wielkim artystą. Wiem, że to subiektywny obraz, wiem, że jako biografia ma...

więcej Pokaż mimo to

15
Reklama
avatar
387
387

Na półkach:

Agata Tuszyńska stworzyła portret Józefiny Szelińskiej, kobiety, która w latach 30. była narzeczoną wybitnego polskiego pisarza i rysownika Brunona Schulza. Z fragmentów listów, rysunków i wspomnień tych, którzy z Schulzem się zetknęli utkała opowieść równie barwną jak proza tego twórcy- niejednoznaczną, podszytą erotyzmem i cierpieniem, gęstą od namiętności i pełną niedopowiedzeń i tajemnic.
Obraz Juny (tak była nazywana) "sklejony jest z dwóch kawałków fotografii. Jeden to Ona. Drugi... wyraźnie inny... Może On. Bruno?"- tak kończy się cała książka i jest to najtrafniejsza charakterystyka tego, co zrobiła autorka. Jej książka opatrzona jest podtytułem: Apokryf. Dlatego ta historia jest bardzo subiektywna. Narratorką jest sama Szelińska, a od czasu do czasu wspomaga ją zewnętrzny narrator- to on prostuje fakty i sprowadza domysły na twardy grunt.
Bohaterka książki przez wiele lat żyła w cieniu Geniusza. Była, jak sama mówi, muzą z małej (litery) Artysty z wielkiej.
Ona obsługiwała jego życie, aby on mógł służyć sztuce. Porządkowała rzeczywistość, pomagała oswoić lęki, otaczała ramieniem w trudnych chwilach. Zawsze skromnie z tyłu, aby nie zaszkodzić natchnieniu, nie wytrącić pióra z dłoni. Ona stała na ziemi, a on " w jakiejś metafizycznej mgławicy szybował nad tym swoim Drohobyczem, z rzadka tylko zauważając rzeczywistość". Kobieta, która się umniejszała, a była wielka. Po wojnie stała na straży pamięci o nieżyjącym już wówczas Schulzu i pielęgnowała wspomnienia o nim.
Moja kobieca duma burzy się przeciwko takiej postawie, jaką prezentuje Juna. Stała się podnóżkiem u stóp mężczyzny, wybaczała nielojalność, zdrady, ciągłe zwodzenie, a w dodatku nawet po śmierci dawnego narzeczonego nie była w stanie (albo nie chciała) ułożyć sobie życia. Skazała się na życie w mauzoleum wielkiego artysty, powoli pokrywała kurzem, podczas gdy jego sława lśniła coraz bardziej.
Twórczość Brunona Schulza to bezdyskusyjny wytwór geniusza. Oniryczna, pełna zmysłowości ( ach, ta służąca Aniela i obsesja ojca na jej temat!), barw, zapachów i dźwięków małego żydowskiego miasteczka. Napisana językiem nieporównywalnym z żadnym innym. Agacie Tuszyńskiej udało się podkreślić toksyczne przywiązanie Juny do Brunona właśnie poprzez język. Bohaterka używa typowych dla Schulza głębokich metafor, gęstych od znaczeń, intelektualnych i prostych zarazem.
"Narzeczona Schulza" to książka ważna. Nie jest ona biografią sensu stricte, ale w ciekawy sposób przybliża obraz wielkiego twórcy i czasów, w których żył. Mamy tu duszny i klaustrofobiczny klimat prowincji i rozbuchane szaleństwo okresu międzywojennego w Warszawie i Paryżu. Wyczuwalna jest groza nadchodzącej wojny, ruchów antysemickich, wreszcie koszmar okupacji- najpierw radzieckiej, a później hitlerowskiej oraz absurd okresu stalinowskiego w Polsce.
Polecam tę książkę tym, którzy lubią poznawać nietuzinkowe postaci i tym, których fascynuje proza Brunona Schulza.

Agata Tuszyńska stworzyła portret Józefiny Szelińskiej, kobiety, która w latach 30. była narzeczoną wybitnego polskiego pisarza i rysownika Brunona Schulza. Z fragmentów listów, rysunków i wspomnień tych, którzy z Schulzem się zetknęli utkała opowieść równie barwną jak proza tego twórcy- niejednoznaczną, podszytą erotyzmem i cierpieniem, gęstą od namiętności i pełną...

więcej Pokaż mimo to

119
avatar
123
93

Na półkach:

Mam z tą książką wielki problem: napisała ją Agata Tuszyńska, której pozostałe dzieła były świetne i zapadające w pamięci, ale w tej brakuje zdecydowanie życia. Bardzo brakuje też zdjęć (te kilka ilustracji to zdecydowanie za mało), a całość sprawia wrażenie, jakby napisała ją na kolanie trzynastolatka. Nie takiej książki spodziewałam się po mistrzyni, mam nadzieję, że to jednorazowa wpadka.

Mam z tą książką wielki problem: napisała ją Agata Tuszyńska, której pozostałe dzieła były świetne i zapadające w pamięci, ale w tej brakuje zdecydowanie życia. Bardzo brakuje też zdjęć (te kilka ilustracji to zdecydowanie za mało), a całość sprawia wrażenie, jakby napisała ją na kolanie trzynastolatka. Nie takiej książki spodziewałam się po mistrzyni, mam nadzieję, że to...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
2266
481

Na półkach: , ,

Często wielcy, ponadprzeciętni artyści-a takim bez wątpienia był Bruno Schulz-okazują się osobami niepotrafiącymi poradzić sobie w codzienności oraz w relacjach z najbliższymi,szczególnie gdy ci mają wobec nich oczekiwania i wiążą nadzieje na przyszłość.
Historia przedstawiona przez Agatę Tuszyńską jest subiektywnym spojrzeniem autorki na związek uczuciowy łączący pisarza z Józefiną Szelińską,Juną oraz ich późniejsze indywidualne losy.Całość napisana pięknym, niemal poetyckim dwugłosem.Oprócz narratora wypowiada się sama bohaterka-kobieta,której sensem istnienia stało się katalogowanie pamięci o drohobyckim geniuszu.Nie umiała z nim być,ale żyć bez wspomnień o nim też nie potrafiła.

Często wielcy, ponadprzeciętni artyści-a takim bez wątpienia był Bruno Schulz-okazują się osobami niepotrafiącymi poradzić sobie w codzienności oraz w relacjach z najbliższymi,szczególnie gdy ci mają wobec nich oczekiwania i wiążą nadzieje na przyszłość.
Historia przedstawiona przez Agatę Tuszyńską jest subiektywnym spojrzeniem autorki na związek uczuciowy łączący pisarza z...

więcej Pokaż mimo to

85
avatar
1159
99

Na półkach: , , ,

Przepiękna opowieść.
Przesycona emocjami do tego stopnia, że gdy już dobiegnie końca, trzeba się wyciszyć, uspokoić i odczekać, żeby móc sięgnąć po kolejną książkę. Ostatni raz zdarzyło mi się to przy „Pamiętniku Babuni” Caty Ryrych.

To opowieść Agaty Tuszyńskiej o Józefinie (Junie) Szelińskiej i o Brunonie Schulzu, takim, jakiego według Tuszyńskiej widziała go Szelińska, stąd podtytułowy apokryf. Fakty przeplecione „grą pamięci i wyobraźni”. Trzeba przyznać, że po mistrzowsku. Nie istnieją (a przynajmniej nic nie wiadomo o tym, aby istniały) materiały źródłowe na temat Szelińskiej, oprócz jej korespondencji z Jerzym Ficowskim. Juna nie napisała wspomnień, nie prowadziła dzienników, nie ocalała jej korespondencja z Schulzem.

Kilka lat wcześniej Sławomir Koper poświęcił Józefinie Szelińskiej dokładnie jedną stronę w rozdziale o Brunonie Schulzu w „Życiu prywatnym elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej” (Deborze Vogel – połowę strony), ale cały rozdział liczy stron 23, wraz z fotografiami. Wzmianka jest interesująca, ale zbyt skąpa, aby Junę poznać, zrozumieć, polubić. Musiała poczekać, aż pamięć o niej przywróci Tuszyńska. Na marginesie, nie sądzę, żeby Schulz kiedykolwiek czuł przynależność do jakichkolwiek elit, nie ulega natomiast wątpliwości, że był twórcą wybitnym.

Książka zawiera przepiękne fotografie, których oczekiwałam więcej. Jak na przykład tego pięknego przedwojennego zdjęcia Juny z wakacji w Jastarni. Brak też fotografii osób, które przewijają się w opowieści, jak właśnie Vogel, Romy Halpern, Tadeusza Szturma de Sztrema, ale uznaję to za zabieg celowy – to w końcu opowieść Juny i o Junie, fotografie osób i dzieł zamieszczone w książce to te, które ona znała i pamiętała.

Co dalej dzięki tej książce? Ano lektura listów Brunona Schulza, „Okolic sklepów cynamonowych” i „Regionów wielkiej herezji” Ficowskiego.

No i oczywiście nie mógł mi umknąć pewien szczegół, wywiedziony z apokryficznych fiszek Juny. Bruno Schulz kochał koty.
„Czemu istnieją tylko szpitale dla ludzi, a żadne dla biednych i chorych kotów? – pytał. (…) wiele z nich kręciło się po jego mrocznym domu.”

Myślę, że ucieszyłby się, gdyby dowiedział się, że teraz już takie szpitale istnieją.
A może wie?

Przepiękna opowieść.
Przesycona emocjami do tego stopnia, że gdy już dobiegnie końca, trzeba się wyciszyć, uspokoić i odczekać, żeby móc sięgnąć po kolejną książkę. Ostatni raz zdarzyło mi się to przy „Pamiętniku Babuni” Caty Ryrych.

To opowieść Agaty Tuszyńskiej o Józefinie (Junie) Szelińskiej i o Brunonie Schulzu, takim, jakiego według Tuszyńskiej widziała go Szelińska,...

więcej Pokaż mimo to

39
avatar
2446
2372

Na półkach:

POMINIĘTO PODTYTUŁ: APOKRYF
Ocenianie Schulza wyłącznie na podstawie książki Tuszyńskiej jest wielce niebezpieczne, a nim wyjaśnię dlaczego podaję dane z LC:
Agata Tuszyńska - "Narzeczona Schulza" 6,89 (203 ocen i 57 opinii)
Jerzy Ficowski - "Regiony wielkiej herezji i okolice" 7,52 (46 ocen i 2 opinie)

Tuszyńska naumyślnie dała podtytuł "Apokryf", by podkreślić subiektywność własnej wizji i dlatego poznanie np pracy Ficowskiego p r z e d dziełem Tuszyńskiej, wydaje się wskazane. (Mnie najbardziej u Ficowskiego ubawił "kobold", jakim narzeczona mianowała Schulza)

Mam raczej złe relacje z twórczością Tuszyńskiej, bo "Rodzinnej historii lęku" dałem pałę, "Tyrmandowie. Romans amerykański" oceniłem na 5 gwiazdek, a kontrowersyjnej książki "Oskarżona Wiera Gran" nie przeczytałem, wskutek prasowych doniesień o awanturze sądowej Szpilman – Gran.

Mimo to, z zapałem przystąpiłem do lektury, bo ubóstwiam Schulza i nic co jego dotyczy nie pozostaje mnie obce (trawestacja Terencjusza: "Homo sum, humani nihil a me alienum puto")

I znowu mam szczęście, że mój ulubiony recenzent Jarosław Czechowicz uprzedził mnie w sformułowaniu moich wrażeń:
http://krytycznymokiem.blogspot.com/2015/09/narzeczona-schulza-agata-tuszynska.html

"...Kto jest przedmiotem, a kto podmiotem opowiadania... To bowiem rzecz o Schulzu z innej perspektywy, kolejna książka o nim, być może bardzo intymna, jedna z intymniejszych. To także, a może przede wszystkim, narracja... o samej Tuszyńskiej, odzwierciedlająca jej punkt widzenia i wrażliwość, kiedy z nielicznych materiałów źródłowych tworzy zapierającą dech w piersiach rozmachem i poetyckością opowieść o trudnej relacji i pamięci po niej..... .....Jakkolwiek patrzeć na tę książkę, z pewnością ujmuje swą perspektywą badawczą. Tuszyńska wchodzi w bardzo intymne sfery, by nie tyle obedrzeć je z tajemnicy, ile nadać nowe znaczenie tym faktom, wokół których budowane są jej fantazje..... ......Tuszyńska, świetnie wychwytując
pewne niuanse z faktów i budując z nich dynamiczną opowieść, podkreśla najpierw ten zachwyt stanem dostępu do wyobraźni geniusza, a potem rozczarowania płynące z poznawania skrytych potrzeb Schulza, którym Szelińska nie była w stanie wyjść naprzeciw... .....Tuszyńska od początku do końca opowiada w tej książce o swoich odczuciach, prezentuje własne fantazje, kreśli sytuacje niemożliwe i wybiera je z możliwości życia Schulza i Szelińskiej..."

Tuszyńskiej nie brakuje odwagi (aby nie powiedzieć tupetu), brakowało natomiast mojej akceptacji na jej wersję oceny osoby Schulza, jego narzeczonej i ich wzajemnej relacji, lecz swoim zaangażowaniem mnie przekonała, co pozwoliło mnie dojrzeć piękno jej opowieści i postawić 10/10

POMINIĘTO PODTYTUŁ: APOKRYF
Ocenianie Schulza wyłącznie na podstawie książki Tuszyńskiej jest wielce niebezpieczne, a nim wyjaśnię dlaczego podaję dane z LC:
Agata Tuszyńska - "Narzeczona Schulza" 6,89 (203 ocen i 57 opinii)
Jerzy Ficowski - "Regiony wielkiej herezji i okolice" 7,52 (46 ocen i 2 opinie)

Tuszyńska naumyślnie dała ...

więcej Pokaż mimo to

78
avatar
701
697

Na półkach:

Tyle pozytywów zostało o tej książce napisanych przez czytelników a ja miałam pewne zachwiania. Z początku zachwyciłam się przede wszystkim językiem i stylem autorki,której kiedyś towarzyszyłam w chorobie i odchodzeniu jej męża czytając "Ćwiczenia z utraty".
Po zachwycie przyszło zmęczenie dłużyzną jednego wątku i ciągłe powroty do tego co już było.I tak do końca miałam skrajne emocję.

Tyle pozytywów zostało o tej książce napisanych przez czytelników a ja miałam pewne zachwiania. Z początku zachwyciłam się przede wszystkim językiem i stylem autorki,której kiedyś towarzyszyłam w chorobie i odchodzeniu jej męża czytając "Ćwiczenia z utraty".
Po zachwycie przyszło zmęczenie dłużyzną jednego wątku i ciągłe powroty do tego co już było.I tak do końca miałam...

więcej Pokaż mimo to

26
avatar
2569
772

Na półkach: , , , , ,

Jestem zauroczona powieścią Tuszyńskiej. Pokazuje życie dwojga ludzi: Bruno Schulza i Józefiny Szelińskiej, bez oceny , bez krytyki. Tych dwoje tak różnych od siebie ludzi połączyła miłość. Oboje byli nauczycielami, ale jakże różnymi. Ona spełniająca się, on raczej w tej roli uwięziony. Ona szukająca w życiu coraz to nowych wyzwań i wrażeń, on zamknięty w swoim świecie. Dla niego całym światem był Drohobycz, dla niej tylko przystankiem. Jest to wspaniała opowieść o trudnej miłości, o granicach oddania się drugiemu człowiekowi. Rozdziela ich ostatecznie wojna, gdzie oboje muszą walczyć o przeżycie. On w Drohobyczu przeżywa koszmar holocaustu i ginie. Jej udało się przeżyć, ale żyje właściwie pamięcią o nim. Jest to powieść, gdzie udało się autorce ze strzępów informacji, z listów, rozmów jak z puzzli przedstawić portrety psychologiczne Schulza i Józefiny.
Książka niezwykła, tak jak jej bohaterowie. Powtórzę za @Renax: „Jest to biografia-marzenie, biografia - wzór pisarstwa biograficznego, i wielka literatura sama w sobie.” I tak jak Ona gorąco ją polecam.

Jestem zauroczona powieścią Tuszyńskiej. Pokazuje życie dwojga ludzi: Bruno Schulza i Józefiny Szelińskiej, bez oceny , bez krytyki. Tych dwoje tak różnych od siebie ludzi połączyła miłość. Oboje byli nauczycielami, ale jakże różnymi. Ona spełniająca się, on raczej w tej roli uwięziony. Ona szukająca w życiu coraz to nowych wyzwań i wrażeń, on zamknięty w swoim świecie....

więcej Pokaż mimo to

124

Cytaty

Więcej
Agata Tuszyńska Narzeczona Schulza Zobacz więcej
Agata Tuszyńska Narzeczona Schulza Zobacz więcej
Agata Tuszyńska Narzeczona Schulza Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd