rozwińzwiń

Krakowski kredens

Okładka książki Krakowski kredens autora Mateusz Kraft, 9788379001361
Okładka książki Krakowski kredens
Mateusz Kraft Wydawnictwo: Psychoskok literatura piękna
182 str. 3 godz. 2 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2013-03-26
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-26
Liczba stron:
182
Czas czytania
3 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379001361
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krakowski kredens w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Krakowski kredens



książek na półce przeczytane 8238 napisanych opinii 3787

Oceny książki Krakowski kredens

Średnia ocen
6,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Krakowski kredens

avatar
602
130

Na półkach:

Zepsuty nasz świat pokazany od środka.

Zepsuty nasz świat pokazany od środka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
395
73

Na półkach: ,

Bardzo dobrze się czyta, ciekawa kompozycja gdzie każdy rozdział jest poświęcony jednemu bohaterowi powieści a osią wydarzeń jest choroba seniora rodu, żal że te nowelki kończą się wielką niewiadomą.... co dalej? Zakończenie jest niespodziewane, jakby z innego koszmaru. Mam nadzieję,że autor napisał dopiero preludium do opowieści o ludzkich słabościach, opowieści o życiowych wyborach i porażkach, opowieści o zakłamaniu i obłudzie, gdzie szlachetność, przyzwoitość jest prawie niemożliwa do znalezienia.To będzie wstrząsające dzieło, jeżeli już preludium do niego burzy spokój czytającego, a jeśli nie burzy?..... no cóż

Bardzo dobrze się czyta, ciekawa kompozycja gdzie każdy rozdział jest poświęcony jednemu bohaterowi powieści a osią wydarzeń jest choroba seniora rodu, żal że te nowelki kończą się wielką niewiadomą.... co dalej? Zakończenie jest niespodziewane, jakby z innego koszmaru. Mam nadzieję,że autor napisał dopiero preludium do opowieści o ludzkich słabościach, opowieści o...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5038
3785

Na półkach: , ,

Co za dużo, to niezdrowo. Pisarze też powinni trzymać się tej zasady, ale autor "Krakowskiego kredensu" tego nie zrobił. No i upchał w swojej krótkiej powieści mnóstwo tematów i z teraźniejszości, i z czasów drugiej wojny światowej, przez co tak naprawdę żaden problem nie został przedstawiony wnikliwie.
Cały czas odnosiłam wrażenie, że Mateusz Kraft tylko ślizga się po tematach i wciąż odczuwałam niedosyt. Tym bardziej, że okładkowa recenzja zapowiada intrygująca i interesującą fabułę. Szkoda, że autor nie wykorzystał potencjału tkwiącego w podjętej tematyce.
Zastrzeżenia mam też do stylu i języka - momentami wydaje się niechlujny, czasem zbliża się do urzędniczej mowy spod znaku "dnia dzisiejszego" i "godzin porannych".

Na szczęście powieść ma też zalety. Akcja jest wartka i trzyma w napięciu. Zainteresować mogą tajemnice rodzinne i wzajemne animozje, wydarzenia sprzed wielu lat, zwłaszcza wojenna przeszłość leciwej głowy rodziny, a także jej korzenie. Wielka szkoda, że ten właśnie wątek, moim zdaniem najciekawszy, potraktowany został po macoszemu.

Czy polecam? Owszem, można przeczytać, ale nie należy nastawiać się na wielkie przeżycia duchowe. To książka, jakich wiele na naszym rodzimym rynku księgarskim. Na pewno ma ona jakieś ambicje, ale jest przykładem niewykorzystanej szansy.

Co za dużo, to niezdrowo. Pisarze też powinni trzymać się tej zasady, ale autor "Krakowskiego kredensu" tego nie zrobił. No i upchał w swojej krótkiej powieści mnóstwo tematów i z teraźniejszości, i z czasów drugiej wojny światowej, przez co tak naprawdę żaden problem nie został przedstawiony wnikliwie.
Cały czas odnosiłam wrażenie, że Mateusz Kraft tylko ślizga się po...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Krakowski kredens na półkach głównych
  • 60
  • 30
20 użytkowników ma tytuł Krakowski kredens na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Smak kamienicy Maria Kordykiewicz
Smak kamienicy
Maria Kordykiewicz
Przyjemna i nostalgiczna opowieść o historii pewnej zwyczajnej rodziny. Osią całości jest należąca do rodziny kamienica w Chojnicach - to w niej toczy się życie rodzinne oraz wszystkie codzienne i niecodzienne sprawy. Początek opowieści przypada na okres tuż przed wybuchem II wojny światowej. Małżeństwo w średnim wieku, urzędnik kolei oraz jego druga żona, żyją spokojnie wraz z dorastającymi synami męża z poprzedniego związku. Wszystko zmienia początek wojennej zawieruchy -jeden z synów, walczący początkowo w Kampanii Wrześniowej po stronie Polski, przeżywa wiele trudnych chwil. Jego skomplikowana sytuacja sprawia, że do domu wraca na bardzo krótko, a jego nie tak dawno poślubiona żona ostatecznie zostaje sama z trójką maleńkich dzieci w środku szalejącej wojny. Teściowie starają się pomagać. Szczęśliwie po zakończeniu zawieruchy rodzina znów może być razem, a figle dzieci sprawiają, że fabuła wtacza się na o wiele weselsze tory: ważnych wydarzeń rodzinnych, obchodów świąt, losów najmłodszego pokolenia i ich wspomnień związanych z kamienicą oraz bliskimi. Prostota języka i całej opowieści jest ogromną siłą tej książki. Nie ma tu zbędnych przedłużeń, jest za to naświetlona niezwykle trudna sytuacja osób mieszkających na ówczesnych terenach pogranicznych w obliczu działań wojennych, a także pokazanie zwykłego, codziennego życia w ciepłym, życiowo mądrym tonie. Opowieść warta przeczytania.
StellateBooks - awatar StellateBooks
ocenił na77 miesięcy temu
Regina zamyka drzwi Jacek Melchior
Regina zamyka drzwi
Jacek Melchior
Ta książka bardzo mi się podobała. Przyznam, że nie linearna narracja trochę zbija z tropu, ale po kilku stronach można się przyzwyczaić. Historia właściwie zaczyna się od końca - poznajemy bohaterkę u kresu jej drogi - starą, schorowaną i samotną - ale żyjącą w luksusowym mieszkaniu w dobrej części Wiednia - i strona po stronie dowiadujemy się jak potoczyło się jej życie. Regina imponuje niezwykłą ambicją - i chociaż jej ambicja może śmieszyć czy irytować w dzisiejszych czasach, trzeba pamiętać że młodość Reginy przypadła na zupełnie inną epokę. Urodzona w biednej, wielodzietnej rodzinie, w tzw. głębokiej prowincji, od dziecka marzy żeby wyrwać się gdzieś dalej, i mieć życie inne i lepsze, od tych jakie dzielą jej rodzice. Jedyną inspiracją i mentorką jest ciotka, która mieszka w mieście o ona jedyna rozumie Reginę i jej ambicje. Krok po kroku, wykorzystując swoje atuty - odwagę, urodę, przebojowość - kobieta osiąga swoje cele, chociaż płaci za to dość wysoką cenę. Z perspektywy życia na emigracji, charakterystyka Reginy jako rodaczki na tzw. Zachodzie, jest bardzo trafna. Spotkałam i doświadczyłam podobnej mieszaniny uczuć - trochę podziwu, dużo zazdrości i poczucia niesprawiedliwości. Domyślam się że to może być dość egzotyczne dla osób które dorastały po przystąpieniu Polski do UE, tych którzy nie musieli nigdzie harować na czarno, ani brać każdej najpodlejszej pracy za grosze, tudzież trząść się ze strachu przed wpadką i deportacji i cierpieć niezliczonych upokorzeń obywateli gorszej kategorii. Niesamowicie prawdziwie brzmi opis kiedy Regina napawa się satysfakcją i swoistym schadenfreude, dowiadujac sie o bestialskich przestępstwach popełnionych przez Austriaków, tych niby doskonałych i cywilizowanych Europejczyków. Bardzo dobrze napisana książka, z bardzo dobrze zbudowanymi postaciami. Na pewno sięgnę po inne książki tego autora.
Fantasticania - awatar Fantasticania
oceniła na101 rok temu
Niebezpieczna jej uroda Tomasz Kuza
Niebezpieczna jej uroda
Tomasz Kuza
Poszukiwałam książki z wątkiem zakazanego romansu, a znalazłam powieść obyczajową z kontrowersyjnym tematem, ale nie żałuję, zawsze to jakaś odmiana :) Uwielbiam skrajne emocje i nietuzinkowe tematy i tutaj niewątpliwie to otrzymałam, ale nie obyło się bez przeszkód... Czytając, na początku zastanawiałam się skąd ta książka ma tyle dobrych opinii. Przyznam, że w pewnym momencie miałam ochotę ją odłożyć, ale przecież tyle osób nie może się mylić? Myślę, że dobrze zrobiłam, ponieważ zakazany romans jest dopiero preludium do całej akcji… Ogromną zmyłką jest okładka, która moim zdaniem nie współgra z treścią. Sceny intymne są w większości dobrze i obrazowo opisane. Czytając miałam nieodparte wrażenie, że autor chciał wcielić w życie większość męskich fantazji prześcigając się w coraz to nowszych pomysłach, ale nie obyło się bez małych potknięć. Każdy ma inną wrażliwość. To co dla jednych jest fantazją u innych wywołuje śmieszność i przyznam, że po jednym z dialogów musiałam przerwać czytanie i nieco się uspokoić, co jak sądzę nie było zamierzeniem autora. Przytoczę fragment: „– Ach! – krzyknęła i ciężkie piersi zakołysały się nad nim. Przesunęła nimi kilkakrotnie po jego twarzy. Sutki były gotowe do ssania. W wyobraźni zobaczył przy nich dziecko. Cóż za widok! Zaczął ją ssać. Zamarła z półprzymkniętymi oczami, z sykiem wciągając powietrze przez lekko rozchylone usta. Pomyślał, że można by było podłączyć do tych wymion dojarkę. Powiedział jej o tym bez wahania, bo nigdy nie krytykowali swoich fantazji. Uśmiechnęła się, nie otwierając oczu. – Taką od krowy? Mógłbyś mnie w czasie dojenia – westchnęła. Pobudziła mu wyobraźnię. Ujrzał to w oborze, na sianie, wśród zapachu krów i świeżego nawozu, który teraz nie wydawał się wcale taki śmierdzący. Kochałby ją nawet ubrudzoną w gnoju. Prawie zdarł z niej spodnie, stękając z wysiłku przy pokonywaniu szerokich bioder. Musiała pomóc mu rękami” - jak czytamy nie obyło się bez dosadności i nawiązania do ówczesnych (1997 r.) polskich realiów ;) Jeśli chodzi o tematykę książki – owszem jest kontrowersyjna, ale takie rzeczy się zdarzają i nie można robić z tego tematu tabu, zaś inną sprawą jest to, czy jako społeczeństwo tolerujemy takie postępowanie. Autor jak najbardziej przybliżył pobudki takich zachowań, ale uczynił to typowo z męskiego, jednostronnego punktu widzenia, momentami zdecydowanie uprzedmiotawiając płeć przeciwną. Zdecydowanie zabrakło mi tutaj estetyki słowa i kontemplacji odczuć, dbałości o szczegóły. Nie przemawiają do mnie zwroty typu: „w najskrytszych fantazjach, do których nie przyznawał się nawet przed sobą, wielokrotnie oglądał tę wypiętą, podaną do tyłu dupę” czy „zapragnął tylko posiąść tę wielką dupę” - opisujące wybrankę głównego bohatera. Na pewno zabrakło mi też pewnych elementów w treści. Pedofile w więzieniach są najniższą kategorią więźniów w hierarchii, a tutaj naszemu bohaterowi przez długi czas udawało się zachować w sekrecie swoje przewinienie w co nie chce mi się wierzyć. Byłoby to możliwe, ale mało prawdopodobne. Jest jeszcze kilka takich momentów, w których autora poniosła nieco fantazja ;) Najbardziej w odbiorze książki przeszkadzał mi język autora. Ostatnimi czasy zostałam przyzwyczajona do dość rozbudowanej erudycji różnorakich autorów, a tutaj dopadła mnie asceza formy. Momentami miałam wrażenie, że książka ta została napisana przez jej głównego bohatera, czyli oskarżonego więźnia. Dominowała w niej mowa potoczna, co dla dosadnych dialogów było naturalną konsekwencją, ale w innych przypadkach już nie. To zdecydowanie obniża walory estetyczne, ale nie ujmuje wciągającej fabule. Książka daje do myślenia i wzbudza emocje. Nie wszystko jest takie jakim się wydaje i zawsze należy brać pod uwagę okoliczności ludzkich zachowań. Autor osiągnął na pewno jeden sukces: mimo, że wiem iż bohater książki postąpił źle (i to nie raz) to nie potrafię go przekreślić. Złe czyny powstają u dobrych ludzi i w każdej chwili możemy znaleźć się po drugiej stronie barykady. Książka zdecydowanie dla dorosłych czytelników i tych o mocnych nerwach – ze względu na poruszane tematy, nie tylko pedofilii.
Luna - awatar Luna
oceniła na69 lat temu
Dziennik Edwarda Chomika Miriam Elia
Dziennik Edwarda Chomika
Miriam Elia Ezra Elia
Książeczkę można potraktować na różne sposoby. Czy jest o chomiku? Tak ,oczywiście. Teraz tylko zależy ,którą drogę wybierzemy. Napisana przez rodzeństwo Miriam i jej brata Ezra Elia, na cześć ich posępnego chomika Edwarda, który pojawił się na krótko w ich życiu i równie szybko zniknął. Dla dzieci do samodzielnego czytania ta książka zupełnie się nie nadaje. Skierowana jest do dorosłych czytelników, czy też młodzieży. Kto kocha gryzonie z pewnością lektura również mu się spodoba. Napisana w formie dziennika ,którego narratorem jest chomik Edward. Na pierwszej stronie brat z siostrą zaznaczyli, że dokonali przekładu z języka chomiczego. Książeczka jest małego formatu. Twarda oprawa . Ilustracje czarno-białe, ale bardzo wymyślne typu komiksowego, a zarazem wykonane prostą kreską. Książkę można przeczytać w formie bajki nawet dziecku, ale na pewno nie w tej postaci co jest napisana. Omijając pewne fragmenty, po swojemu koloryzując, będziemy w jakiś sposób, dany sobie ją czytać. Tylko po co? Dla dzieci jest mnóstwo pięknych innych książeczek o chomikach. Czyli pozostańmy przy tym, że to rodzaj bajkowej trochę humorystycznej opowieści dla starszego czytelnika. Przemyślenia i uczłowieczenie chomika, który rzekomo robi coś na złość człowiekowi, można w ten sposób traktować jako rodzaj satyry skierowanej z całą stanowczością nie do gryzonia. Drugie podejście to potraktowanie książki jako z natury mądrej , filozoficznej, w której występuje chomik jako rewolucjonista w walce o wolność. Zależy jeszcze o jaką wolność tu chodzi . W przebraniu chomika występuje człowiek zniewolony . Czym? Może być to każdy z nas. Więzień polityczny, kobieta walcząca o swoje prawa, człowiek zniewolony miłością, inwalida w wielkim mrówkowcu bez dostępu do windy, w klatce swojego mieszkania. Więźniem może być też człowiek z depresją ,a jego cela to własna głowa. Można wymieniać tak dalej. Każdy kto przeczyta lekturę to sobie sam wybierze o kogo chodzi. Mnie nasuwa się od razu Andrzej Poczobut, choć wiem ,że nie ma z tym nic wspólnego. Są to moje wyłącznie osobiste skojarzenia. Trzeci sposób rozumowania książki to jest protest przeciwko hodowcom tych sympatycznych zwierzątek, bezmyślnie kupujących chomika i traktujący je w sposób instrumentalny. Wiele osób kupuje futrzaka jako chwilową zabawkę dla dzieci, nie mając żadnej wiedzy o tych gryzoniach. A zwierzę każde tak samo czuje jak człowiek i ma swoje potrzeby. I nie wystarczy , że nasypie się mu ziarenek do miseczki lub włoży garstkę sianka. To są podstawowe potrzeby tylko i wyłącznie. Po pierwsze chomik jest samotnikiem, niezależnym zwierzęciem i naprawdę nie lubi żadnego towarzystwa swojego gatunku. Każdy chomik potrzebuje osobnej klatki. Próby łączenia ich w jednej klatce, nawet dużej, to dla tego gatunku ogromny stres, który może przerodzić się w agresję między osobnikami i prowadzić do walki, zranienia czy nawet zagryzienia. Chomiki są żywiołowe , ciekawskie. Uwielbiają kopać i biegać, stąd najczęstszą zabawką wkładaną do klatki jest kołowrotek. Ale sam w sobie nie wystarczy i jest tylko dodatkiem. Chomikowi trzeba zapewnić specjalną klatkę , dla niego przeznaczoną i takie są na rynku z odpowiednim wyposażeniem. Chomik prowadzi zawsze nocny tryb życia ,a w dzień śpi. Dlatego trzeba szanować granice zwierzątka. Kula , w której zamknięty chomik biega po pokoju nie jest odpowiednią zabawką. Nie ma tam odpowiedniej wentylacji, brak możliwości swobodnego wyjścia z jej wnętrza. W rezultacie jest bardzo stresogenna. Zabawa stoi wyłącznie tylko po stronie człowieka . Przypadek z labiryntem z tektury i książek jest również tylko jednostronną zabawą dla właściciela. Ten zamiast bawić się z chomikiem, bawi się nim , męcząc go. Ruch poza klatką przez chomika jest obowiązkowy , przynajmniej godzinę dziennie w sposób kontrolowany. Nadzór jest konieczny, gdyż może on wejść w jakąś szczelinę , pojemnik , z którego już nigdy nie wyjdzie , jeśli go sami nie znajdziemy. To było tak pokrótce odpowiedź na piekło, które zgotowało rodzeństwo Panu Edwardowi w klatce i nazwało go posępnym chomikiem. Rzeczywiście od tego mógł dostać depresji zwierzęcej. A jego postępowanie wynikało nie ze złośliwości w stosunku do człowieka, nie z rodzaju morderczych instynktów tylko z chomikowych praw natury. Polecam lekturę tym, którym zwierzęta są bliskie sercu oraz wszystkim z zacięciem filozoficznym bez odrazy do gryzoni.
Anka - awatar Anka
oceniła na102 lata temu
Nocny gość Fiona McFarlane
Nocny gość
Fiona McFarlane
Na samym początku książki dowiadujemy się, że Ruth jest emerytowaną staruszką, której mąż, Henry, zmarł kilka lat temu, a synowie już dawno wyprowadzili się z rodzinnego domu. Dom Ruth nie jest już wa tak idealnym stanie, w jakim główna bohaterka potrafiła go utrzymać jeszcze jakiś czas temu. Kobieta ze względu na swoje lata nie ma już na to siły. Ogródek wokół domu też już dawno stracił na swoim pięknie. Ruth nie prosi o pomoc, ponieważ uważa, że jest to równoznaczne z poddaniem się, brakiem chęci do dalszej walki z postępującą starością. Dlatego, mimo iż brakuje jej pomocnej dłoni, trudzi się ze wszystkim sama. Lecz pewnego dnia, tak po prostu, przed jej domem zjawia się Frida i oznajmia, że będzie jej opiekunką. Czyż to nie cudowne? Nie prosić o nic, a jednak to dostać? Frida spadła Ruth z nieba. Na początku główna bohaterka książki przyjęła wiadomość o opiekunce z niechęcią, jednak z czasem zaczyna się do niej przywiązywać i nawet ją polubiła. Jest jednak jedna rzecz, która niepokoi Ruth. Tajemnicze odgłosy słyszalne tylko w nocy, które Ruth przypominają tygrysa. Obecność Fridy łagodzi jej lęk i pozwala na moment zapomnieć o tych tajemniczych odgłosach. Czy jednak intencje opiekunki są szczere i prawdziwe? Komu powinna zaufać Ruth - swojej niezawodnej intuicji czy może raczej Fridzie, która nie do końca jest tą osobą, za którą się podaje? W życiu Ruth pojawia się jeszcze jedna osoba - Richard. Czy uczucia, którymi darzyli siebie w młodzieńczych latach, mogą przetrwać tak długie lata i pozwolić tym dwóm osobom, w podeszłym już wieku, zakochać się w sobie na nowo? Książka nie jest gruba, a mimo to czytałam ją dobrych parę dni. Na początku, przyznaję, miałam wrażenie, że książka jest tak naprawdę o niczym. Nie wiadomo skąd pojawia się opiekunka, która przez praktycznie całą książkę gra tajemniczą, skrytą, choć dość pewną siebie i zdeterminowaną kobietę. Książka na początku wydawała mi się bardzo nudna, jednak fabuła stopniowo zaczęła się rozkręcać. Praktycznie cały czas zadawałam sobie pytanie "A może tygrys naprawdę istnieje? Co jeśli to wszystko prawda?". A może Ruth wcale nie powinna obawiać się tygrysa, a czegoś zupełnie innego? Ogólnie zakończenie książki mnie lekko przygnębiło i zasmuciło, jednak myślę, że dla osób, które lubią dużo rozmyślać, książka będzie idealna, żeby zastanowić się trochę nad pojęciem starości. Zapraszam: https://ksiazkowyswiatwyobrazni.blogspot.com/2016/05/11-nocny-gosc-fiona-mcfarlane.html
wercix99 - awatar wercix99
ocenił na79 lat temu
Łosoś norwesko-chiński Michał Krupa
Łosoś norwesko-chiński
Michał Krupa
Pierwsza książka Michała Krupy „Cześć, mam na imię Michał” poruszała społecznie bardzo ważne kwestie: uzależnienia i degradacji człowieka. Książka była napisana delikatnie, sprawiając wrażenie rozmowy podczas terapii lub zapisów pod jej wpływem. Można było oczekiwać, że autor w kolejnych książkach będzie kontynuował ten swój sposób pisania, ale ku memu zaskoczeniu stało się inaczej. Z jednej strony dobrze, a z drugiej nie za bardzo. „Łosoś norwesko – chiński” nosi piętno pośpiechu w pisaniu. Na szczęście nie wpływa to negatywnie na przekaz. Pierwsze, co może nas uderzyć w jego książce to obnażanie narodowej ignorancji: od pisarzy przez język po stosunki międzyludzkie. Wprawną ręką przerysowuje bohaterów, uwypukla ich negatywne cechy, przez co stają się groteskowi, a ich zachowania zmuszają nas (nawet jeśli bardzo się staramy zachować powagę) do śmiechu. Głównym bohaterem jest Maciej Prus: przeciętny polski samiec po studiach pseudo – ścisłych (czyli takich, w których więcej trzeba intuicji niż wiedzy konkretnej). Wszystkie postaci wkraczające w akcję zadają mu podstawowe pytanie: Potomek tego Prusa?”. Oczywiście okazuje się, że nic poza nazwiskiem nie wiedzą o TYM sławnym Prusie. Coś ktoś ze szkoły pamięta, ale nie do końca to jest to. Z podobnymi sytuacjami i ja mam do czynienia. Lepiej wykształceni pytają się czy jesteśmy potomkami generała Sikorskiego. Zawsze muszę tłumaczyć, że on miał córkę, więc nazwisko po nim nie przetrwało. Mniej wykształceni pytają się, czy mam Radka w rodzinie. No mam, ale to nie ten słynny, o którym myślicie. Czyli takie paradoksy są jak najbardziej prawdopodobne. Przygoda zaczyna się od kryzysu wieku średniego. czterdziestoletni bohater postanawia spisać filozoficzne refleksje na temat własnego życia. Pisanie oczywiście idzie mu bardzo nieudolnie, a z pomocą przychodzi zawsze kumpel Filip wyciągający Macieja ze stanów zwątpienia i zawieszenia twórczego polegającego na niemocy napisania pierwszych zdań. Wiadomo, że one są najważniejsze: od nich zależy czy ewentualny czytelnik będzie zainteresowany całością. Ta świadomość zabija wszelką moc kreatywną potencjalnego pisarza. Po wielu mękach i próbach Filip ratuje przyjaciela z opresji: kupuje mu tygodniowe wczasy w Ruchanku Dolnym, w którym znajduje się osobliwy hotel stworzony w celach wzajemnej erotycznej konsumpcji. Nie brakuje tam luksusów, a usytuowanie w Puszczy Noteckiej sprawia wrażenie odcięcia od codzienności. I tym jest dla wielu odwiedzających. Wyjazd w to miejsce staje się początkiem wielkich przygód w stylu „Kronik Jakuba Wędrowycza” Pilipiuka. Szybko i przypadkowo nawiązana łóżkowa znajomość wrzucą Macieja w wir wydarzeń. Stanie się celem dla trzech wywiadów. W całej akcji bohater (mimo zagrożenia życia) skupia się na pięknej agentce Agacie, która staje się dla niego niezdobytym obiektem seksualnym. Kobiety dla niego spełniają jedynie funkcję erotyczną, przez co muszą być ładne. Reszta się nie liczy. Często jednak odkrywa, że kobiety z jego grupy wiekowej są już brzydkie (jakby nie widział wpływającego czasu na swoim ciele). Całość sprawia wrażenie przerysowanego i ujętego w ramy powieści „Trzeciego szympansa” Jareda Diamonda. Do tego Jakubiak z polskiego wywiadu jest piękną karykaturą wszystkich „super facetów”, w których wcielił się Schwarzenegger: taki troszkę „Arni” z „13 posterunku”. Książka lekka, przyjemna i śmieszna, a do tego przesycona nieprawdopodobnymi zdarzeniami, starciami, ucieczkami, pościgami, przelewem krwi i niszczeniem wszystkiego, co stanie na drodze. Na szczęście wszystko ma swój szczęśliwy koniec. Ze względu na krwawe sceny i sporą dawkę erotyki polecam wszystkim pełnoletnim.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na78 lat temu

Cytaty z książki Krakowski kredens

Więcej
Mateusz Kraft Krakowski kredens Zobacz więcej
Mateusz Kraft Krakowski kredens Zobacz więcej
Mateusz Kraft Krakowski kredens Zobacz więcej
Więcej