Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.

Okładka książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna. autora Simon Kuper, 9788393665334
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.
Simon Kuper Wydawnictwo: Wiatr od Morza reportaż
350 str. 5 godz. 50 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Ajax, the Dutch, the War
Data wydania:
2013-10-21
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-21
Liczba stron:
350
Czas czytania
5 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788393665334
Tłumacz:
Łukasz Golowanow
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.i

Przenikanie światów



931 55 94

Oceny książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.

Średnia ocen
7,2 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.

avatar
3628
1874

Na półkach: , , ,

Co futbol ma wspólnego z Holokaustem? Cóż, gra nie zawsze jest tylko grą, Simonowi Kuperowi jednak bardziej chodziło o opisanie tego, jak zachowywali się Holendrzy podczas II wojny światowej, w szczególności wobec Żydów, których żyło przed wojną w Holandii sporo. Co przeciętny Polak w ogóle wie na temat II wojny światowej w Holandii? Holokaustu w Holandii? Zgoła nic. Holandia raczej nie kojarzy się nam z tym tematem (bo z piłką nożną już bardziej). Temat zatem oryginalny z mojej perspektywy - właśnie jako że kultura holenderska jest szczególnie nasycona futbolem, a w Holandii w czasie wojny piłka nożna stała się popularna jak nigdy wcześniej, stąd spojrzenie na II WW właśnie przez tę soczewkę. Celem Kupera było odbrązowienie tego wizerunku Holandii, jako państwa "dobrego", które stawiło Niemcom opór i w ogóle to się nacierpiało. Taa, a Żydzi, których w Holandii było wielu, to zniknęli nie wiadomo gdzie... wszak Annie Frank prawie udało się uratować. Prawie czyni wielką różnicę - i w tym przypadku dosłownie: między życiem a śmiercią.

Futbol w Holandii był też ucieczką od monotonii, jak pisze autor, gdyż w tym kraju podczas wojny nie za wiele się działo. Więc w tej książce jest też dużo o futbolu, o tym, jak ta dziedzina wyglądała przed wojną, o legendarnych holenderskich klubach Ajaxie, Sparcie, Feyenordzie, o tym, jak to Niemcy marzyli o tym, żeby wygrać w piłkę z Austrią (!),co Hitler myślał o futbolu i skąd wziął się tak dobrze znany dziś niemiecki styl grania w piłkę. Kuper wspomina też pewnego śląskiego (świetnego) piłkarza, który podpisał kenkartę i grał w fusbal dla III Rzeszy i dlatego próżno szukać go dziś w kronikach polskiego futbolu.

Kończy tę książkę autor już w czasach współczesnych (książka napisana w 2003 roku, wydanie polskie i angielskie 10 lat później),zauważając, że dzisiejsza Holandia stała się o wiele mniej tolerancyjna, wraz ze wzrostem nastrojów antyimigranckich; co więcej na stadiony powracają przyśpiewki antyżydowskie - nie tylko antysemickie, ale i jakby nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, skoro Żydów w Holandii już nie ma… Podobnie zresztą zdumiewają autora antysemickie przyśpiewki polskich kibiców. Myślę, że ten temat się nie zdezaktualizował.

Rzecz jasna mity i stereotypy mają to do siebie, że trzymają się dobrze. Świat nadal ma o Holandii bardzo dobre zdanie, jako o ostoi tolerancji i postępu. W porównaniu z nastrojami w takiej Polsce, to i tak pewnie nie ma o czym mówić... Nie chodzi o to, żeby teraz wszyscy myśleli, że Holendrzy (czy jakiś inny naród) są źli i nietolerancyjni (i byśmy mogli się poczuć lepsi od nich),tylko o to, że jak zwykle to jest kwestia, której nigdy nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, bo świat nie jest czarno-biały, jak to usilnie chce nam wmówić coraz więcej osób. Nie chodzi też o to, żeby ktoś się poczuł urażony, tylko o to, żeby mówić prawdę, nawet kiedy ta prawda jest nieprzyjemna. I żeby pamiętać o ofiarach, a nie udawać, że ich nie było. A to dlatego, że przeszłość rzutuje przyszłość. Mieliśmy kilkadziesiąt lat pokoju w Europie, bo II wojna światowa tak wszystkich przeraziła. Ale słusznie autor zauważa, że dziś niestety pamięć o tragediach II wojny światowej, ogromnych cierpieniach, szkodach jakie wyrządził nacjonalizm, rasizm - zanika. Dorosły kolejne pokolenia, dla których to są już tylko daty w podręcznikach, jeśli w ogóle chce im się ten podręcznik otworzyć.

Futbol holenderski nie znajduje się na liście moich zainteresowań, więc książka leżała w mojej biblio kupę lat (a trafiła do niej nie pamiętam jak),a tymczasem okazała się przeciekawa, co zawdzięcza też wyjątkowo lekkiemu stylowi autora. Polecam zarówno osobom interesującym się historią II wojny światowej, jak i fanom futbolu, bo poszerza obydwie te perspektywy. I oczywiście miłośnikom Holandii.

Co futbol ma wspólnego z Holokaustem? Cóż, gra nie zawsze jest tylko grą, Simonowi Kuperowi jednak bardziej chodziło o opisanie tego, jak zachowywali się Holendrzy podczas II wojny światowej, w szczególności wobec Żydów, których żyło przed wojną w Holandii sporo. Co przeciętny Polak w ogóle wie na temat II wojny światowej w Holandii? Holokaustu w Holandii? Zgoła nic....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
203
202

Na półkach: ,

Za kilka dni na półkach księgarni pojawi się książka brytyjskiego dziennikarza sportowego żydowskiego pochodzenia, Simona Kupera, pod tytułem „Futbol w cieniu Holokaustu”. Pozycja ukazała się na Zachodzie w 2003 roku. Zapyta ktoś: po co gdańskie wydawnictwo Wiatr od Morza porywa się na druk książki po dziesięciu latach od jej premiery? Bo jej treść nic nie straciła na aktualności, bo to pasjonująca literatura faktu, bo warto promować publikacje, które odkłamują nawet drobny fragment historii największego ludobójstwa w dziejach ludzkości. Ale po kolei.

Podtytuł książki Kupera („Ajax, Holendrzy i wojna”) – to jednocześnie tytuł angielskiego oryginału – już wiele mówi o jej tematyce. Autor porwał się na niełatwe zadanie: opowiedzieć o Holokauście holenderskich Żydów poprzez pryzmat historii tamtejszych klubów piłkarskich, z nazywanym najbardziej „żydowskim” klubem w Kraju Tulipanów amsterdamskim Ajaksem na czele. Wśród członków klubu nie brakowało osób pochodzenia żydowskiego, Żydzi kibicowali Ajaksowi, Żydzi współtworzyli też jego potęgę na początku lat siedemdziesiątych, kiedy zespół trzykrotnie zdobywał Puchar Mistrzów. Podobnie jak… osoby, które wzbogaciły się na kolaboracji z niemieckim okupantem. Dziwi też truizm władz klubu, które stwierdziły po wojnie, że z końcem okupacji Ajax nie miał pośród swoich członków żadnych ofiar, które musiałby opłakiwać. Nie dodały jednak, że stało się tak tylko dlatego, że w 1941 roku z klubu usunięto członków żydowskiego pochodzenia, którzy ginęli potem w komorach gazowych obozów koncentracyjnych.

Pamięć Holendrów jest wybiórcza, co Autor punktuje bardzo zdecydowanie. Na przykład w Rotterdamie pamięta się o dziewięciuset ofiarach niemieckiego bombardowania miasta w maju 1940 roku, ale o dziesięciokrotnie większej liczbie Żydów wywiezionych z miasta na śmierć – już niekoniecznie. Kuper podkreśla, że holenderska kolaboracja z nazistami osiągnęła praktycznie te same rozmiary co holenderski ruch oporu. Z Holandii zniknął największy odsetek żydowskich obywateli kraju po Polsce. Nawet Francja Vichy nie dorównywała rygoryzmowi holenderskiej policji i państwa holenderskiego w działaniach skierowanych przeciwko Żydom – pomocy w ich wyłapywaniu i organizacji transportów kolejowych do obozów zagłady. Nie wszyscy Holendrzy byli więc goed („dobrzy”)… Dziwi w świetle tych faktów ogromny sentyment, którym Holendrów darzy się w Izraelu.

Książka to też panorama piłki nożnej lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, kiedy rodził się międzynarodowy futbol. Wzrost popularności tego sportu sprawił, że do swoich celów piłkę nożną zaczęły wykorzystywać władze krajów totalitarnych. Nazistowski salut angielskich piłkarzy przed meczem z Niemcami w maju 1938 roku urósł do rangi symbolu uległej wobec Hitlera polityki appeasementu premiera Neville’a Chamberlaina. Korzystając ze zwycięskiego pochodu Wehrmachtu po Europie, Niemcy próbowali namawiać – także za pomocą szantażu – wybitnych piłkarzy z podbitych państw do gry dla Trzeciej Rzeszy. Kuper zestawia Ślązaka Ernesta Wilimowskiego i Alzatczyka Oscara Heisserera, kapitana reprezentacji Francji. Wilimowski, jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii polskiej piłki nożnej, zgodził się na grę w barwach okupanta. Francuz zaprotestował, za co wkrótce wcielono go do niemieckiej armii.

Książka jest bogato ilustrowana czarno-białymi zdjęciami. Cenne są przypisy autora polskiego przekładu, Łukasza Golowanowa, i jego redaktorów, wyjaśniające słabo znane w Polsce niuanse niderlandzkiej historii. Brawa należą się za czujność i reakcję na stwierdzenia Autora typu: „We wschodniej Europie ludzie korzystali ze stwarzanych przez wojnę okazji, by mordować okolicznych Żydów” (s. 194). To krzywdzące uogólnienie, mając zwłaszcza na uwadze, że Autor nie wspomina o istotnych okolicznościach (ale przypis już tak). W końcu to Polacy mają najwięcej drzewek w Jad Waszem, tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci, to na terenie naszego kraju powstała jedyna w Europie organizacja powołana do niesienia pomocy Żydom… W egzemplarzu recenzenckim, nie licząc kilku literówek, zauważyłem jeden błąd. Na stronie 54 jako datę igrzysk olimpijskich w Berlinie podano 1935 zamiast 1936 roku.

Bynajmniej nie jest to książka wyłącznie dla fanów futbolu. Wydaje się, że nie jest to też grupa docelowa, o której myślał Kuper, zabierając się za jej napisanie. Autor nie narzuca się Czytelnikowi, który z piłką nożną ma niewiele wspólnego, suchymi piłkarskimi statystykami. Jego pióro jest bardzo dynamiczne, styl pisania reportażowy. Autor obficie ubarwia treść książki dodatkowymi smaczkami, z pozoru niemającymi wiele wspólnego z jej tematyką (słyszeliście, że młody Diego Maradona mógł zagrać w barwach Sparty Rotterdam?!). Warto sięgnąć po tę publikację.

Za kilka dni na półkach księgarni pojawi się książka brytyjskiego dziennikarza sportowego żydowskiego pochodzenia, Simona Kupera, pod tytułem „Futbol w cieniu Holokaustu”. Pozycja ukazała się na Zachodzie w 2003 roku. Zapyta ktoś: po co gdańskie wydawnictwo Wiatr od Morza porywa się na druk książki po dziesięciu latach od jej premiery? Bo jej treść nic nie straciła na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1291
1291

Na półkach: , , ,

Bez dwóch zdań: wartościowa książka, dotykająca trudnej, a wręcz niewygodnej problematyki. Jakże inna od wielu publikacji poświęconej piłce. Właściwie z powodzeniem mógłbym ją postawić także na półce z etykietą „historia”.
Podtytuł nieco mylący, bo wątki holenderskie niewątpliwie dominują, ale znalazło się sporo miejsca dla tematu organizowania w Europie międzynarodowych gier piłkarskich tuż przed wojną oraz w czasie wojny, kontynuacji rozgrywek ligowych na kontynencie, powoływania do hitlerowskiej kadry zdolnych piłkarzy z krajów okupowanych – pojawia się zatem casus: Ernest Wilimowski, Oscar Heiserrer, Fritz Keller.
Pojawia się wątek mało zrozumiałej sympatii obywateli Izraela względem Holendrów i „odwiecznej przyjaźni między oboma narodami”, aczkolwiek przytoczone przez Autora fakty świadczą raczej o braku udzielania pomocy Żydom w czasie II wojny światowej. Eksterminacja mniejszości żydowskiej w Holandii osiągnęła niebywały poziom, symptomatyczne też jest pomijanie w historii piłkarskiego Ajaxu Amsterdam czasów okupacji. Lata 1940-45 w dziejach Holandii to mroczny czas, z czego nie zdawałem sobie sprawy...
Autorowi udało się porozmawiać z ostatnimi żyjącymi świadkami tamtych czasów, co z pewnością stanowi duży walor książki. Jeżeli miałbym jakieś uwagi, to razi nieco chaotyczna konstrukcja rozdziałów oraz zmienność poruszanych tematów. Zbyt często Pan Simon Kuper przenosi się w czasie, jakby nie chciał uronić choćby cząstki zgromadzonego materiału faktograficznego i chciał poruszyć wszystkie aspekty uprawiania sportu w czasie wojny. Ale w sumie – bardzo mocne osiem.

Bez dwóch zdań: wartościowa książka, dotykająca trudnej, a wręcz niewygodnej problematyki. Jakże inna od wielu publikacji poświęconej piłce. Właściwie z powodzeniem mógłbym ją postawić także na półce z etykietą „historia”.
Podtytuł nieco mylący, bo wątki holenderskie niewątpliwie dominują, ale znalazło się sporo miejsca dla tematu organizowania w Europie międzynarodowych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

272 użytkowników ma tytuł Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna. na półkach głównych
  • 194
  • 75
  • 3
80 użytkowników ma tytuł Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna. na półkach dodatkowych
  • 48
  • 9
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.

Inne książki autora

Simon Kuper
Simon Kuper
Brytyjski dziennikarz sportowy żydowskiego pochodzenia. Przyszedł na świat w Ugandzie, w młodości przeprowadził się z rodzicami do Holandii. Później mieszkał w RPA, Anglii, Niemczech, USA, Szwecji i na Jamajce. Studiował w Oxfordzie i na Harvardzie. Obecnie mieszka w Paryżu z żoną i dziećmi. Pisał dla „Observera” i „Guardiana”, obecnie współpracuje z „Financial Times”. W pracy dziennikarskiej skupia się na obserwowaniu sportu „z perspektywy antropologicznej”. Opublikował dwie bardzo dobrze przyjęte książki poświęcone historii piłki nożnej: Football Against the Enemy oraz Ajax, the Dutch, the War (tytuł polski: Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tor! Historia niemieckiego futbolu Ulrich Hesse
Tor! Historia niemieckiego futbolu
Ulrich Hesse
Przeczytałem wersję ebookową. Książka zaczyna się ciekawą przedmową Mateusza Borka, po czym - zgodnie z nazwą polskiego wydawnictwa - otrzymujemy istną kopalnię wiedzy nt. niemieckiego futbolu. Wydawało mi się, że co nieco wiem na ten temat, byłe jednak w srogim błędzie. Autor zawarł historię niemieckiego futbolu od zarania jej dziejów, przez obie wojny światowe, finały MŚ i ME, powstanie Bundesligi, rywalizacje niemieckich klubów w pucharach (ale także między sobą, jak np. Bayernu z Borussią Mönchengladbach),po rok 2013. Język jest przystępny, gratulacje dla tłumacza, Piotra Żelaznego. Na końcu dołączono trochę statystyk (mistrzowie Niemiec, finały europejskich pucharów z udziałem niemieckich drużyn itp.). Zdarzyły się niestety Autorowi 2 pomyłki, spieszę z wyjaśnieniem: str. 83 - może nie błąd sensu stricte, ale sposób, w jaki Autor opisał mecz z Anglią na Wembley w 1972, sugeruje, że był to turniej finałowy Euro, a w rzeczywistości było to 1. spotkanie z dwumeczu w ramach eliminacji (ćwierćfinał). Wygrana RFN nie dawała im jeszcze awansu do turnieju finałowego (choć, oczywiście, znacznie ją przybliżyła). str. 261 - wg Autora Niemcy na mundialu w 1990 od ćwierćfinału nie zdobyli bramki z gry; nie jest to prawda, udała im się ta sztuka w półfinale z Anglią (1:1, k. 4:3) Polecam tę książkę każdemu entuzjaście historii piłki nożnej.
Darosław - awatar Darosław
ocenił na911 miesięcy temu
Futebol. Brazylijski styl życia Alex Bellos
Futebol. Brazylijski styl życia
Alex Bellos
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Przy okazji Argentyny pisałem, że „Gdyby chcieć przedstawić historię jakiegoś kraju poprzez piłkę nożną, to Argentyna byłaby chyba najlepszym wyborem” - i taką książką byli „Aniołowie o brudnych twarzach” Wilsona. Kto wie jednak, czy prawda ta nie pasuje jeszcze bardziej do Brazylii, co znakomicie przedstawia w swojej ksiażce Bellos – brytyjski dziennikarz, który przemierzył Brazylię wszerz i wzdłuż, niczym bracia Grimm zbierający ludowe historie w XIX-wiecznych Niemczech. W „Futebolu..” widać ogrom wykonanej pracy – zebrany materiał składa się na imponującą mozaikę tego, w jak wielu aspektach życia Brazylijczyków i w jak wielu przestrzeniach istnienia całego narodu i kraju funkcjonuje piłka nożna. Nie jest to prosta historia brazylijskiej piłki, choć oczywiście nie zabraknie opisu najważniejszych wydarzeń (przegrane i wygrane finały Mistrzostw Świata),poznamy też najważniejszych piłkarzy (i dowiemy się, dlaczego Pele jest uznawany za najlepszego piłkarza na świecie, ale w samej Brazylii bardziej ceni się Garrinchę, zajrzymy też za kulisy przegranego mundialu z 1998 i dowiemy się, co stało się wówczas Ronaldo i dlaczego w tej sprawie zeznawał przed komisją śledczą),poznamy też źródła popularności tej dyscypliny w Brazylii (okaże się, że piłka nożna jest bardziej brazylijska, niż angielska!). Bellos sięga jednak dalej – pokazuje, że w Brazylii piłka nożna sięga dalej i głębiej, niż gdziekolwiek indziej można byłoby w ogóle pomyśleć. Poznamy więc sekrety piłki guzikowej, samochodowej i błotnej (przyznaję, o żadnej wcześniej nie słyszałem!),spróbujemy rozeznać się w zawiłościach lokalnych lig (właśnie tak!) i tego, jak we wszystko zamieszana jest polityka. Całość uzupełniona jest wykazem startów Brazylii na mundialach i opisem najważniejszych klubów piłkarskich z Brazylii, trzeba jednak zaznaczyć, że „Futebol...” daleki jest od bycia encyklopedią brazylijskiej piłki – to niezwykle wciągający, znakomicie napisany reportaż o kraju, który żyje piłką nożną tak dalece, że wymyśla dla niej coraz to nowe formy zastosowania. Pasjonująca lektura i wspaniała opowieść o Brazylii!
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na811 miesięcy temu
Running. Autobiografia mistrza snookera Ronnie O'Sullivan
Running. Autobiografia mistrza snookera
Ronnie O'Sullivan Simon Hattenstone
Ronnie ,,Osa” O’Sullivan, legenda snookera, dziedzictwa i kultury sportu w ogóle. Jeden z największych snookerzystów w dziejach, mistrz dziedziny, która mimo iż uważana często za zbyt bierną, od blisko dekady staje się w naszych polskich, rodzimych stronach, coraz popularniejsza. Kto chociaż raz oglądał cokolwiek na kanałach telewizyjnych takich jak: Eurosport bądź Eurosport 2, czy zagranicą słynne na Wyspach Brytyjskich, Sky, i ma do czynienia z tymi programami, które te stacje realizują, ten na pewno wie o czym mowa. Transmitowane na jej ,,obszarze” snookerowe rozgrywki (ostatnimi czasy bardzo, ale to bardzo często),na pewno zwróciły uwagę niejednego entuzjasty sportu. Bo jest to królewska, iście dostojna dyscyplina, okraszona wykwintną grą, która jakby nie patrzeć, mimo iż jest pochodną billarda, z billardem nie ma nic wspólnego. A powiedzieć, że wygląda na zbyt dziwną i specyficzną, to zdecydowanie za mało. Historie pewnych snookerzystów, tuz tych rozgrywek - a o jednym z nich w dalszej części deliberacji będzie mowa - ich niezwykłe osobowości, doświadczenia, rozpoznawalność, wszystko to prosto i wyraźnie mówi nam, że warto odłożyć niektóre klasyczne dyscypliny, choć na chwilę, i zainteresować się właśnie Snookerem. I pierwsze, co się rzuca w oczy, gdy pierwszy raz włączymy dowolny snookerowy pojedynek, to sama jego fizyczność: niezwykłe jest to, że panowie i panie ubrani są w eleganckie stroje wyjściowe, stojąc przy specjalnym stole, czy jakkolwiek się przy nim poruszając, uderzając na przemian w trybie meczowego pojedynku specjalnym kijem w bile, które mają wpaść do sześciu otworów w odpowiedniej regulaminowej kolejności. Snookerowy stół ma odpowiednie wymiary, a gra dość skomplikowane reguły; sami zawodnicy nie mają łatwo: mogą oni wykonywać czynności dostosowane do regulaminu gry. Sama mechanika relacji w tej rozgrywce, na linii zawodnik-kij-bila: sposób wyprowadzania kija, kąty uderzenia, rodzaje uderzeń etc., to już czysta bajka; piszę o tym z punktu widzenia widza, a nie profesjonalisty (komentatora, dziennikarza, czy byłego zawodnika) – kogoś, kto spędził wiele godzin przed ekranem telewizora, śledząc wydarzenia z któregoś z kanałów Eurosportu, oglądając niejedno zmaganie danej dwójki graczy, i wiele się w ten sposób o Snookerze dowiadując. Dlatego też, to krótkie ,,smagnięcie” treścią wielu informacji o tej dziedzinie wykwintnego i dystyngowanego sportu, stanowi jedynie część małego wstępu – a właściwie to drobną wzmiankę do wstępu – tego czym, dlaczego i jak jest ,,Snooker”. ,,Osa”, w zgodnej opinii wielu fachowców, to jeden z najbardziej utalentowanych Snookerzystów w historii tej dyscypliny. Zawodowcem został w wieku 16 lat, a rok później, cóż, jak na taki geniusz przystało: Ronald Antonio O’Sullivan wygrywa swój pierwszy profesjonalny turniej snookerowy. Umysł zainteresowanego Snookerem laika staje w płomieniach, wręcz pęcznieje z niedowierzania, gdy wpatruje się w tablicę osiągnięć Ronniego: sześciokrotny mistrz świata, autor najszybszego maksymalnego brejka (wbite 147 punktów z najwyższego rozstawienia),którego zaliczył w 5 minut i 20 sekund! Poza tym to rzeźnik w zaliczeniach tego rodzaju brejków tudzież wbić: ma on ich na koncie 15. Naprawdę to dopiero początek jego osiągnięć, nie wspominając o tytułach rankingowych, które ,,wpadły" na jego konto: wygranych turniejach, w których większość odznaczała się określonym prestiżem i wagą – Ronnie ma na koncie 37 takowych wiktorii, co jest astronomicznym wynikiem w historii zawodniczych osiągnięć tej dyscypliny. O'Sullivan to swego rodzaju indywiduum. Z perspektywy nieznającego go fana Snookera, widzącego jego całego jedynie wśród telewizyjnych kamer podczas transmisji zmagań na Eurosporcie, czy innej stacji sportowej, ,,Osa” wygląda na człowieka skromnego, na swój sposób skoncentrowanego, poświęcającego się swej snookerowej pasji całym sercem; niekiedy przejawia on cechy showmana, a nie raz introwertyka skupionego tylko na grze przy stole. Obserwując zmagania ,,Osy” podczas niejednego spotkania (ranga meczu nie ma znaczenia),przypatrując się mowie jego ciała, nie sposób nie wspomnieć o tym, że Ronnie grą niewerbalną, specyficznymi oznakami i przyruchami rąk, barków, twarzy etc., zdarza się zdradza oznaki znudzenia tudzież rozgoryczenia snookerowym spotkaniem – tak, jakby miejscami był gdzie indziej, jakby to, co dzieje się na stole obecnie i wokół niego nie miało już żadnego znaczenia: bez spolaryzowania swoich umiejętności tu i teraz, tak aby pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać dany mecz. Bo przecież snooker to jego życie, czyż nie? I tu natrafiamy na pewien problem: złożoność ,,niematerialnego Ja” O’Sullivana. Tego typu cechy przejawiające to, jak złożoną osobą Ronnie jest, są wskazówką do tego, że jest to obsesyjny perfekcjonista mający swoje wady – bo przecież nikt nie jest nieomylny, ani idealny jak wzór olimpijskiego bóstwa. Dlatego też, same gesty, mowa ciała Ronniego, ta niedająca się zapomnieć aparycja jego osoby: obgryzanie paznokcie i wargi, tiki na twarzy, i wiele, wiele innych oznak ,,rozstrojenia” koncentracji i skupienia podczas meczów (o czym wspominałem nieco wyżej),którą trzeba mieć – wszystko to, co zaobserwowałem podczas godzin śledzenia meczów z jego udziałem, nakłoniło mnie do bliższego poznania tego sportowca. Tak naprawdę, dowiedzieć się o Ronniem można tyle ile pozwolą na to media: telewizja, internet, wywiady udzielane prasie etc. O dorwaniu co nieco faktów zakulisowego życia angielskiej gwiazdy snookera, raczej należy zapomnieć, zwłaszcza jeśli polegamy tylko i wyłącznie na łatwych telewizyjno-internetowych informacjach. Co innego w tym względzie stanowi autobiografia w formie książki, spisana przez O’Sullivana we współpracą z Simonem Hattenstone’em, ze skromnym podtytułem "Running", którą to niniejszym omawiam i recenzuję. I bez żadnych wylewności, cukierkowania i przejaskrawiania tematu, dodam przede wszystkim: nie ma to jak prawdziwe, szczere słowa – jeśli rzeczywiście taki jest dany sportowiec, czy osoba publiczna, pisząca o sobie w dziele biograficznym – wydane nie w celu zarobkowym, ale w celu ukazania historii bez ogródek, z całego bardziej przekichanego, cierpkiego lub nie swojego życia, życia profesjonalisty sportu, która to ma dotrzeć do wszystkich ty u których oglądanie zawodnika w zmaganiach swojej rozgrywki sportowej to za mało. Autobiografia to najbardziej intymne poznanie, zbliżenie do sportowca, którego podziwiamy – jeśli nie możemy ścisnąć temu komuś ręki, zamienić z nim kilka słów, pobyć z nią/nim choćby jeden wieczór. Tego typu publikacją jest książka, nad której specyfiką postanowiłem ,,się pochylić”, pisząc małe recenzenckie ,,co nieco” w tym względzie. W Polsce "Autobiografia mistrza snookera" została wydana za pośrednictwem firmy SQN. Omawiać w niniejszej deliberacji wszystkiego o tej pozycja nie można: ani o każdej drobnej zasłudze O’Sullivana w tej grze, ani o jego wszystkich prywatnych demonach narkotykowo-alkoholowo-rodzinnych go gnębiących, ani o tym, od deski do deski: czym jest sam Snooker. Pierwsze istotne coś, co pozycja ta wykłada nam dlaczego ,,Osa” jest po prostu geniuszem, i tym bardziej należy go z perspektywy tej najsłynniejszej królewskiej modyfikacji billarda doceniać, to to, jak rozbudowaną i skomplikowaną ma on osobowość, ile elementów z jego życia złożyło się na to, że został snookerzystą klasy światowej, ba!, galaktycznej – w końcu 6 tytułów mistrza świata w tej introwertycznej i trudnej dyscyplinie sportu same się nie zdobędą, czyż nie? ,,Osa" to człowiek odważny, nie żyjący w cieniu własnych lęków, lecz przezwyciężający własne słabości: Ronnie, gdy był całkowicie dorosły, na pewnym etapie swojej kariery sportowej nie bał się sięgnąć po pomoc psychologa, Steve’a Petersa, który, jak sam Ronnie przyznaje, uratował jego miłość do snookera, a także szacunek do samego siebie, tak, że mógł połączyć tą pasję, jak i swój zawód, z powinnościami rodzinnymi (Ronnie Jr. był dla niego oczkiem w głowie; rozpad małżeństwa, tyrady sądowe, alimenty, ojciec za kratkami, który trafił tam za głupi błąd, do którego nie mógł przyznać się przed własnym synem, genialnym snookerzystą ,,Osą” O’Sullivanem, i wiele, wiele innych). I za to, za wiele innych zasług, cech, naturalności - w 2012 roku postanowił pracować jak wolontariusz w wiejskim gospodarstwie w Hainault; miał to być odpoczynek po zdobytym tytule Mistrza Świata, jak i dobry czas na refleksję i poukładanie sobie tego i owego w głowie - powinien należeć się szacunek angielskiemu zawodnikowi snookera. Nie zapominajmy o jednym: to ktoś do szaleństwa zakochany w bieganiu, zakochany w sportowej rutynie, pokazujący, że atleta – nieważne jaką dziedzinę by prezentował – jest ulepiony z tej samej gliny co ,,zwykły śmiertelnik”. Że sportowiec (tym bardziej Snookerzysta) swą kategorią zmagań sportowych, które uprawia, i które podziwia świat tak samo kocha, jak i nienawidzi. Sullivan nie zatyka sobie ust, nie siedzi skulony pod stołem. Nie boi się mówić, że snooker wyniszcza psychicznie, że tłumi emocje i nie pozwala na większą interakcję między zawodnikami; że z zamkniętą na cztery spusty jadaczką przy potężnym stole, o napiętym równo rozłożonym suknie, snookerzyści, potrafią tak godzinami trwać, grać, snuć się jak zombie i nie wypowiedzieć żadnego słowa. W swej autobiografii ,,Osa" zachowuje się naturalnie; to, jak opisał siebie, sprawia, że staje się on jednym z moich sportowych idoli, za którego determinacją będę starał się podążać w mym sportowym życiu. Zawodnik pokazuje, że nie boi się przeciętności; nie obawia się sławy, ani jej braku. Kocha bieganie – to ten sport, samo zerwanie z nałogiem, pogodzenie się jako tako z żoną, również pomoc psychoterapeuty, wzorowanie się na sportowych idolach, jak Haile Gebrselassie, Tiger Woods, Roger Federer, Ray Reardon (który nauczył ,,Osę” wydobycia z kunsztu technicznego snookera wszystkiego, co się da, w tym stabilizacji gry, nowych psychologicznych umiejętności i intuicji – w końcu przewidywanie ruchów przeciwnika w Snookerze jest nader ważne) sprawiły, że Ronnie jest tym kim jest obecnie, że dotrwał do sześciu tytułów mistrzowskich, że właśnie nie zważa na nic, mknie przed siebie, kochając życie i wciąż biegając, zmierzając tym samym po kolejne siódme trofeum Mistrza Świata w Snookerze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na104 lata temu

Cytaty z książki Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna.

Więcej
Simon Kuper Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna. Zobacz więcej
Więcej