rozwiń zwiń

Star Carrier: Pierwsze uderzenie

Okładka książki Star Carrier: Pierwsze uderzenie
Ian Douglas Wydawnictwo: Drageus Publishing House Cykl: Star Carrier (tom 1) fantasy, science fiction
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Star Carrier (tom 1)
Tytuł oryginału:
Star Carrier: Earth Strike
Wydawnictwo:
Drageus Publishing House
Data wydania:
2013-05-09
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-09
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364030024
Tłumacz:
Justyn Łyżwa
Tagi:
science fiction militarne SF fantastyka militarna hard science fiction
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
568 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
264
12

Na półkach:

Bardzo nierówna książka! Pierwsze 1/3 to opis bitwy, pełen wojskowego żargonu. Już sam pierwszy przypis stanowiący doktorat na temat tego jaki stopień wojskowy w Polsce jest odpowiednikiem jakiego stopnia w USA nastawił mnie bardzo negatywnie. Na szczęście pozostałe 2/3 jest zdecydowanie lepsze. Budowana jest otoczka fabularna, jest jakaś tajemnica którą ludzkość stara się rozwiązać.

Bardzo nierówna książka! Pierwsze 1/3 to opis bitwy, pełen wojskowego żargonu. Już sam pierwszy przypis stanowiący doktorat na temat tego jaki stopień wojskowy w Polsce jest odpowiednikiem jakiego stopnia w USA nastawił mnie bardzo negatywnie. Na szczęście pozostałe 2/3 jest zdecydowanie lepsze. Budowana jest otoczka fabularna, jest jakaś tajemnica którą ludzkość stara się...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
282
25

Na półkach:

Pierwszy tom battle space opery. W zasadzie poświęcony w dużej mierze jednej bitwie oraz zarysowaniu świata oraz bohaterów. Na plus ciekawe przedstawienie rozwoju świata wraz z konsekwencjami rozwoju pewnych nurtów, technik. Ciekawi kosmici. Może nie pod względem tajemnicy ich możliwości i ilości macek ale formy przedstawienia. Autor próbuje na rożne sposoby pokazać jak wykształcenie w innym środowisku, społeczeństwie, używanie innej metody komunikacji wpływa na obawy, uprzedzenia, rozumienie, logikę i postrzeganie inteligentnego życia. Jak to utrudnia kontakt nie tylko wśród ludzi którzy dzielą ten sam gatunek ale inne zwyczaje a szczególnie pomiędzy cywilizacjami i jak to utrudnia lub uniemożliwia prawdziwe zrozumienie. Często jednostki/cywilizacje się słyszą ale nie rozumieją tego co przekazują. Z wad: dużo opisów technicznych i batalistycznych momentami za dużo, jednak jest to nieuniknione przy budowaniu bardziej złożonego świata szczególnie osadzonego w przyszłości. Wadą nie jest przedstawienie bohaterów, ich losów i trosk i chociaż często wieje "klasykiem" to stają się dosyć wiarygodni. Czy ich polubimy to inna rzecz. Jeden z nich - pilot jest najdokładniej sportretowany i jaka rzadko tu uzasadnienie czemu jest outsiderem jest dosyć sensowne to nie sprawiło żebym go szczególnie polubił, znielubił również nie, ot nawet ciekawy ale są lepsi.
Prawdę mówiąc gdyby nie ten niewielki nacisk w książce na różnice w spostrzeganiu wynikłe ze środowiska itp książka byłaby raczej szkicem do miniserialu sf a nie pełnoprawną i wartą przeczytania powieścią. Ot taki średniak z paroma fajnymi elementami i nic więcej.

Pierwszy tom battle space opery. W zasadzie poświęcony w dużej mierze jednej bitwie oraz zarysowaniu świata oraz bohaterów. Na plus ciekawe przedstawienie rozwoju świata wraz z konsekwencjami rozwoju pewnych nurtów, technik. Ciekawi kosmici. Może nie pod względem tajemnicy ich możliwości i ilości macek ale formy przedstawienia. Autor próbuje na rożne sposoby pokazać jak...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
113
44

Na półkach:

Jak dla mnie rewelacyjna powieść, ale nie sugerujcie się moją opinią bo jestem fanem kosmicznych zmagań ludzkości z przeważającymi siłami najeźdźców z kosmosu :)

Jak dla mnie rewelacyjna powieść, ale nie sugerujcie się moją opinią bo jestem fanem kosmicznych zmagań ludzkości z przeważającymi siłami najeźdźców z kosmosu :)

Pokaż mimo to

2
Reklama
avatar
156
16

Na półkach: , , , ,

,,Pierwsze uderzenie" to wstęp do historii mającej rozgrywać się w XXV wieku. Ludzkość rozwija się już na tyle, że z powodzeniem zaczyna podbijać swoje najbliższe podwórko w kosmosie. Jednak nie wszystkim się to podoba - enigmatyczna rasa Sh'daar nie jest zachwycona rozwojem ludzkości i chce go zablokować. Wysyłają ludziom ultimatum: albo zaprzestają rozwoju technologicznego i poddają się Galaktycznemu Imperium, albo... no, kuku, koniec rasy ludzkiej jako takiej. I nie są to czcze groźby, bo choć Sh'daar nie pokazują się osobiście, to wysyłają inne rasy, aby odwaliły za nich czarną robotę. I wcale to nie jest lepiej dla ludzkości, bo już pierwsi - Turushowie - to niełatwy przeciwnik, a to dopiero początek. Galaktyczne Imperium ma się rozciągać na prawie całą Drogę Mleczną. Wlicza się w to tysiące, jak nie miliony światów i ras. Do tego sami ,,panowie” nie kwapią się pokazać osobiście, ale jeśli byli w stanie podporządkować sobie taki ogrom istnień na różnym poziomie rozwoju... czy ludzie w ogóle mają jakąkolwiek szansę z taką potęgą?

Tak, jest tu dużo kozakowania, wybuchów, epickich scen, wybuchów, walki, jeszcze więcej wybuchów - ale od początku czuć, że ludzie to jednak stoją na tej gorszej pozycji i to nie jest chwalebna wojna, ale dosłownie walka o przetrwanie. Stosunek liczebności sił jest dla nas miażdżący i w gruncie rzeczy przez większość czasu możemy liczyć tylko na szczęście lub efekt zaskoczenia. Lub wprost ułańską fantazję pilotów myśliwców grawitacyjnych. Trup ściele się tu gęsto i nawet jeśli większość to dosłownie nołnajmy, tak ciężar każdej śmierci ma tu znaczenie - bo zawsze uszczupla i tak ciągle za małe i za słabe siły ludzi.

Na pewno nie jest to najbardziej oryginalny motyw, przewija się często-gęsto w space operach, ale mimo to walki potrafiły trzymać mnie w napięciu. Z oczywistych przyczyn główni bohaterowie i statek flagowy całej serii - lotniskowiec Ameryka - są nietykalni, tylko że i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa. Bo w tym świecie nikt nie wyczaruje kolejnego okrętu w pięć minut. Każdy stracony statek to poważny problem, a tych idzie w piździec sporo. Co prawda po obu stronach konfliktu, ale nawet jeśli ludziom uda się pokonać Tushów, to prawdopodobnie po nich przyjdą kolejni, być może gorsi…

Kiedyś narzekałam, że Douglas to może niekoniecznie potrafi gładko prowadzić czytelnika po swoim świecie, tak jeśli chodzi o spojrzenie na konflikt z różnych pozycji - chapeau bas. Chyba należy zaznaczyć, że prawie połowa książki to tak naprawdę jedna bitwa - w kilku fazach i nie przez cały czas na zasadzie piu-piu, tylko akcja często zwalnia albo nawet zatrzymuje się na chwilę, aby przyjrzeć się taktyce i zaplanowaniu całego starcia. Koening i Gray to dwa różne światy i dwa różne obrazy pokazujące w sumie to samo - wojnę. To, co ich łączy to na pewno nieszablonowe myślenie, które może okazać się zbawienną przewagą w wojnie z Tushami i samymi Sh'daar. Jednak ze swoich pozycji muszą wykorzystywać je w inny sposób i te obie ścieżki - dowódcy oraz zwykłego pilota - nie lecą sobie gdzieś obok siebie, ale ściśle ze sobą koegzystują.

Bohaterowie stają się bohaterami na inny sposób. Admirał Koening nie należy do zbyt potulnych, ale zna też granice, nie będąc ,,jedynym słusznym obrońcą Ziemi, bo inni to ,,idioci", tylko kompetentnym facetem, który potrafi lawirować pomiędzy rozkazami tak, aby wyjść na swoje. Jego zasada ,,jeśli nie dostałem rozkazu, nie mogę go złamać" to złoto i sporo mówi o postawie Koeninga. On nie chce się buntować, obalać dowództwa i pruć na wroga jako ostatni sprawiedliwy - jeśli trzeba, będzie siedział grzecznie i cicho, dostosowując się do obecnej polityki. A jeśli sytuacja będzie tego wymagała (lub w końcu się zdenerwuje) każe komuś spierdalać z fotela.
Natomiast Trevor Gray... to Trevor Gray. Gość, który nie potrafi odnaleźć się w społeczeństwie, a interakcje międzyludzkie czasem go przerastają. W sumie całkiem często. Nie dlatego, że to jakiś edgy outsider - tylko urodził się i wychowywał poza tym rozwiniętym światem, dorastał jako wyrzutek i w sumie było mu tak dobrze, ale został zmuszony nie tylko do powrotu na łono społeczeństwa, ale i wstąpienia do armii. Jednak gdy siada za sterami myśliwca staje się innym człowiekiem - wtedy dopiero jest na swoim miejscu i wie co robić oraz jak się zachować. Nawet jeśli musi mieć kontakt z tą znienawidzoną technologią, której za nic nie rozumie.

Nie wiem, czy to wyszło Douglasowi umyślnie, czy tylko przypadkiem - ale sprawa rozbieżnego spojrzenia bohaterów na temat technologii też jest ciekawa. Koening z nią dorastał, dla niego wideo-konferencje, w których jego świadomość przenosi się do wirtualnych pokoi albo inne cuda na kiju - wszystko to jest tak naturalne jak oddychanie. Z jego perspektywy chyba nigdy nie dostrzegłam chwili zwątpienia. Technologia i rozwój są dobre, służą człowiekowi i są tylko narzędziem. Natomiast Gray to dosłownie dzikus - dorastał bez tych wszystkich implantów i dostępu do sieci itp.. Po wcieleniu do armii korzystanie z tego całego dobrodziejstwa nie tylko jest dla niego trudne, ale i niekomfortowe. Z jego perspektywy pojawia się o wiele więcej wątpliwości co do tego, czy ta technologia to na pewno taka dobra. I to wątpliwości sprawiających wrażenie całkiem słusznych - bo czy z takim poziomem rozwoju i ingerencji w ludzkie ciało (a nawet umysł) nie dałoby się na przykład ,,przeprogramować" człowieka wbrew jego woli? Ciągłe poczucie bycia na widoku, inwigilowanym, strach o wolną wolę - Gray to po części odpowiedź na zachwyt rozwojem nauki i technologii. Taki głosik przypominający, że to też może nieść zagrożenia. I, cholercia, czytając jego perspektywę ciągle miałam z tyłu głowy, że może jednak ten świat nie jest wcale tak idealny pod tym względem? Że ludzie tam już tak przyzwyczaili się do technologii, że nie zauważają, jak ta przejmuje nad nimi kontrolę. Wyzbyli się indywidualności i prywatności na rzecz wygodnego, beztroskiego życia.
Było o wojnie, było o bohaterach, było o technologii - zostali jeszcze obcy. Wygląd? Całkiem w porządku, są wystarczająco obcy, abym uwierzyła, że spłodziło ich skrajnie inne środowisko niż to na Ziemi. Do tego po ich fizjonomii i fizjologii, a nawet psychice widać wpływ świata, z którego pochodzą. Są inni, obcy, trudni do zrozumienia również dla czytelnika, choć Douglas stara się przywoływać znajome obrazki - ale tylko po to, aby dobitniej pokazać, że jego kosmici nie są podobni do niczego, co znamy. Rośliny? Zwierzęta? Glony? Wykształcone przez nas schematy nie mają odpowiednika w zetknięciu z tym światem. Tylko że nie to najbardziej zaintrygowało mnie w wizji Douglasa. To nie wygląd, nie sposób odżywiania czy technologia obcych jest atutem Star Carriera. Chodzi tu o sam kontakt ludzi z innymi rasami - bo skoro rozwijały się w zupełnie innym środowisku, na zupełnie innych zasadach, to w jaki sposób mamy się z nimi dogadać? I to jest dość ciekawe. Na początku czytania odnosi się wrażenie o dość klasycznym spojrzeniu na wojnę ludzko-obcą. Ot, obcy chcą nas kuku, bo tak, my się ratujemy. Z czasem jednak coraz wyraźniej na pierwszy plan wychodzi problem w komunikacji. Bo co z tego, że ludziom udało się przetłumaczyć język kosmitów, skoro słowa to tylko jeden ze składników. Ważny, ale nie jedyny. Jak porozumieć się z kimś, o psychice kogo nie wiemy praktycznie nic? Tak samo o kulturze. Nawet sposobie wyrażania się. Co z komunikacją niewerbalną? Może głównym powodem tej całej wojny jest to, że Sh'daar nie zrozumieli ludzi. A później ludzie nie zrozumieli Sh'daar. I nie dlatego, że któraś ze stron kłamała i chciała oszukać drugą - ale dlatego, że istniała ogromna bariera w komunikacji. W trakcie pierwszego tomu ta bariera względem Turushów odrobinę opada, ale ludzie nadal są dalej niż bliżej zrozumienia tego, co Tushowie chcą im przekazać.

Czy Star Carrier to najlepsza seria science-fiction w kosmosie jaka istnieje? Śmiem wątpić. To może najlepsza, jaką czytałam? Na pewno jedna z lepszych! To w gruncie rzeczy zwykła, czysta rozrywka dla fanów space opery - co prawda od czasu do czasu zachęci do ruszenia głową i zastanowienia się nie tylko nad intrygą przedstawioną w książce, ale również nad otaczającym nas światem. Tylko właśnie - zachęci, ale nie wymusza. Można dobrze bawić się i bez tego, aczkolwiek trzeba być przygotowanym na zalew terminów i wyjaśnień stricte naukowych. Jeśli to Wam nie przeszkadza, a nawet lubicie taki styl, polecam zapoznać się ze Star Carrierem. To nie jest oryginalna historia, nie ma pięćdziesięciu warstw i miliona plot twistów - to tak naprawdę dość prosta opowieść nie tylko o wojnie, ale i odkrywaniu kosmosu, przekraczaniu granic oraz oczywiście skutkach barier w komunikacji. Dobre czytadło do poduchy, czy dla osób lubiących poznawać nowe światy.

,,Pierwsze uderzenie" to wstęp do historii mającej rozgrywać się w XXV wieku. Ludzkość rozwija się już na tyle, że z powodzeniem zaczyna podbijać swoje najbliższe podwórko w kosmosie. Jednak nie wszystkim się to podoba - enigmatyczna rasa Sh'daar nie jest zachwycona rozwojem ludzkości i chce go zablokować. Wysyłają ludziom ultimatum: albo zaprzestają rozwoju...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
310
172

Na półkach:

Fajna się czyta.

Fajna się czyta.

Pokaż mimo to

0
avatar
17
4

Na półkach:

Star opera

Star opera

Pokaż mimo to

0
avatar
49
29

Na półkach:

Parę słów o tym tytule

Parę słów o tym tytule

Pokaż mimo to video - opinia

1
avatar
645
32

Na półkach: , ,

Początkowo ciężko się wbić z powodu bardzo militarnego podejścia do tematu. Ale wraz z rozwojem akcji, wszystko staje się łatwo przyswajalne. Postaci do polubienia. Końcówka to petarda, przez którą nie mogę doczekać się kolejnego tomu!

Początkowo ciężko się wbić z powodu bardzo militarnego podejścia do tematu. Ale wraz z rozwojem akcji, wszystko staje się łatwo przyswajalne. Postaci do polubienia. Końcówka to petarda, przez którą nie mogę doczekać się kolejnego tomu!

Pokaż mimo to

3
avatar
126
73

Na półkach: , ,

Obcy, kosmiczne bitwy wspaniale opisane, ciągła akcja itp... wspaniała space opera. Cóż więcej aby odpocząć od codzienności.

Obcy, kosmiczne bitwy wspaniale opisane, ciągła akcja itp... wspaniała space opera. Cóż więcej aby odpocząć od codzienności.

Pokaż mimo to

1
avatar
584
111

Na półkach:

Bardzo mi się spodobała ta książka i mam zamiar przeczytać całą serię. Może nie jest to dzieło na miarę Władcy Pierścieni Tolkiena ale czyta się naprawdę rewelacyjnie.

Historia przedstawiona w tej książce bardzo wciąga a przedstawienie inteligentnej rasy pozaziemskiej z którą ludzie walczą jest mega fajne.

Nic tylko czytać.

Bardzo mi się spodobała ta książka i mam zamiar przeczytać całą serię. Może nie jest to dzieło na miarę Władcy Pierścieni Tolkiena ale czyta się naprawdę rewelacyjnie.

Historia przedstawiona w tej książce bardzo wciąga a przedstawienie inteligentnej rasy pozaziemskiej z którą ludzie walczą jest mega fajne.

Nic tylko czytać.

Pokaż mimo to

6

Cytaty

Więcej
Ian Douglas Star Carrier: Pierwsze uderzenie Zobacz więcej
Ian Douglas Star Carrier: Pierwsze uderzenie Zobacz więcej
Ian Douglas Star Carrier: Pierwsze uderzenie Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd