Krasnoludki nie przyjdą

Okładka książki Krasnoludki nie przyjdą
Sara Shilo Wydawnictwo: Czarne Seria: Proza Świata literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Proza Świata
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2013-01-14
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-14
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375364934
Tłumacz:
Agnieszka Podpora
Tagi:
powieść izraelska powieść hebrajska Agnieszka Podpora
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oficjalne recenzje i

Bez króla falafela



1641 92 42

Oceny

Średnia ocen
7,1 / 10
122 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
2490
58

Na półkach: ,

Życie to nie bajka. Krasnoludki nie przyjdą pomóc w potrzebie: posprzątać, naprawić, pocieszyć. Jakżeż to banalnie brzmi, prawda? Wyświechtały się te słowa z biegiem czasu i na nikim nie robią już wrażenia. Ot, kolejna oczywista oczywistość. Bywa jednak, że w jednej chwili, niczym za sprawą katiuszy spadających z nieba na małe izraelskie miasteczko, dotychczasowe życie wali się w gruzy i trzeba się zmierzyć z całym ciężarem tego, co naprawdę niosą ze sobą, te rzucane lekko na co dzień wyrażenia.

Kres beztroskich dni Simony Dadon nadszedł wraz ze śmiercią jej męża. Niegdyś miała wszystko: pieniądze, uznanie i podziw otoczenia. Dziś z dawnej świetności nie pozostało nic, bo kimże jest wdowa z sześciorgiem dzieci w na wskroś patriarchalnej społeczności? "Kiedy umiera mąż, kobieta powinna stać się na powrót dziewczyną, tą, którą była, zanim go poznała. Żeby mogła zacząć tam, skąd ją wziął. A nie, że zostawia ją samą z dziećmi na pustyni, kiedy jest już umęczona porodami." [1]

Wieczorem, w przeddzień szóstej rocznicy śmierci Masuda, kiedy na miasto po raz kolejny spadają katiusze, Simona zamiast jak zwykle udać się do schronu, idzie na pobliskie boisko, z nadzieją, że któraś z rakiet zakończy wreszcie jej obecną, żałosną codzienność. Wyzywając los jednocześnie opowiada nam o dniach pełnych goryczy i rozczarowania. O nieustannej harówce. O ludzkiej niechęci. O obłudnej litości podszytej złośliwą satysfakcją. "I nie ma dnia, żeby któraś nie przypomniała mi o erze Naszej Simony, erze królowej. Całą tę zazdrość, co mi się zbierała u nich przez lata przechadzek po miasteczku, oddają mi teraz z nawiązką. Ale nie hurtowo, o nie! Rata po racie mi dozują. Nie wiem kiedy skończy się ten dług." [2]

Pięknym językiem opowiada nam Simona swoją "niepiękną" historię. I choć z początku może się on wydawać nieco chaotyczny, to kiedy złapie się jego melodię, nie sposób nie dać się oczarować. Te krótkie, poszarpane zdania mają hipnotyzującą moc. W pełni też oddają zamęt jaki powstał w głowie kobiety, matki sześciorga dzieci, która poczuła, że więcej nie zniesie i zapragnęła, by to wszystko się wreszcie skończyło.

"Krasnoludki nie przyjdą" to historia rodziny, która popękała, a powstałe w momencie śmierci ojca rysy, tylko pogłębiały się z czasem. Pracująca całymi dniami matka niewiele czasu ma dla swoich dzieci, te więc muszą radzić sobie same. Autorka oddaje głos czworgu najstarszym, których opowieści ukazują nam ogrom zniszczeń, jakie wzrastanie samopas w poczuciu ciągłego zagrożenia, uczyniło w ich psychikach. Ma się wrażenie, że prócz adresu niewiele tych młodych ludzi łączy, choć bardzo chcieliby, żeby było inaczej...

Powieść Sary Shilo to przejmująco smutna pieśń rozpisana na pięć głosów, z których pierwszy i ostatni najmocniej rezonują w myślach po zamknięciu książki. Raport z beznadziei i rozczarowania matki oraz opowieść Eti, jedynej dziewczynki w młodszym pokoleniu, która postanawia zawalczyć o tę rodzinę. Rozstajemy się z Dadonami w tym samym czasie, w którym ich poznaliśmy, kiedy na miasteczko seriami spadają katiusze. To w ciasnym, wypełnionym strwożonymi ludźmi schronie, niepewna jutra młoda dziewczyna dochodzi do wniosku, że jeszcze nie wszystko stracone, i że trzeba podjąć próbę posklejania tego, co zostało. Bo warto... mimo wszystko. I to jest ta jedyna, mała iskierka nadziei na dwustu pięćdziesięciu stronach, z którą autorka zostawia nas, byśmy sami rozstrzygnęli czy ta historia ma szansę na pozytywny dalszy ciąg.

------
[1] Sara Shilo, "Krasnoludki nie przyjdą", Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, str. 12
[2] Tamże, str. 19

Życie to nie bajka. Krasnoludki nie przyjdą pomóc w potrzebie: posprzątać, naprawić, pocieszyć. Jakżeż to banalnie brzmi, prawda? Wyświechtały się te słowa z biegiem czasu i na nikim nie robią już wrażenia. Ot, kolejna oczywista oczywistość. Bywa jednak, że w jednej chwili, niczym za sprawą katiuszy spadających z nieba na małe izraelskie miasteczko, dotychczasowe życie wali...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

„Krasnoludki nie przyjdą”, nie pomogą osamotnionej wdowie z sześciorgiem dzieci, która uważa, że powinno być inaczej (s.7,8 z 444 ebooka):
„..Kiedy umiera mąż, kobieta powinna stać się na powrót dziewczyną, tą, którą była, zanim go poznała. Żeby mogła zacząć tam, skąd ją wziął. A nie, że zostawia ją samą z dziećmi na pustyni, kiedy jest już umęczona porodami. A jej ciało poorane bliznami…”
„Krasnoludki nie przyjdą”, więc Simona wstaje „za piętnaście czwarta” i musi zmagać się z losem…
Niesamowita opowieść, której Jarosław Czechowicz poświęcił wyczerpującą recenzję, którą oczywiście polecam:
https://krytycznymokiem.blogspot.com/2013/02/krasnoludki-nie-przyjda-sara-shilo.html
Czechowicz kończy swoją ocenę słowami:
„..Sara Shilo napisała powieść gęstą od znaczeń i mocno przygnębiającą… …Takie bolesne książki potrzebne są po to, by zrozumieć, że życia nie przeżyją za nas krasnoludki; w całej jego gorzkości i smutku musimy to zrobić sami.”
Zgoda, lecz jest pewne „ale”… Uwielbiam mądrości żydowskie, jak i literaturę żydowską, począwszy od Bubera, poprzez Szolem Alejchema, Kacyzne, Singera, po Amosa Oza, lecz jest to żydostwo „europejskie”, a tu mamy afrykańsko-azjatyckie z wpływami arabskimi. Bohaterka pochodzi z Maroka, mieszka przy libańskiej granicy, a jej język obfituje w naleciałości arabskie. Skutkuje to również inną filozofią życiową i innymi obyczajami. Po przeczytaniu wpadłem w zadumę i odkryłem clou: tu nie ma rabbiego!!! I dlatego samotność pogłębia zmagania z losem. Przecież to rabbi pełni w pewnym stopniu rolę krasnoludków…
Wstrząsająca powieść, lecz ja jej w ogóle i w szczególe (np. związek Kobi z Simoną) nie przyswajam, jej atmosfera mnie męczy i wpędza w ponury nastrój. Więc nie mogę dać więcej niż 6/10

„Krasnoludki nie przyjdą”, nie pomogą osamotnionej wdowie z sześciorgiem dzieci, która uważa, że powinno być inaczej (s.7,8 z 444 ebooka):
„..Kiedy umiera mąż, kobieta powinna stać się na powrót dziewczyną, tą, którą była, zanim go poznała. Żeby mogła zacząć tam, skąd ją wziął. A nie, że zostawia ją samą z dziećmi na pustyni, kiedy jest już umęczona...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1378
606

Na półkach: ,

Lubię wkraczać na nieznane mi literackie ścieżki. Tym razem moja ciekawość zaprowadziła mnie na spotkanie z prozą wielokrotnie nagradzanej izraelskiej autorki Sary Shilo.

Krasnoludki kojarzą nam się z bajkami, fikcją, czymś nierealnym, a mimo wszystko wielokrotnie w ciągu zwyczajnych, codziennych czynności odwołujemy się do tego alternatywnego świata fantazji. Kto z nas, zwłaszcza będąc dzieckiem, nie liczył na pomoc małych pomocników, które szybko i sprytnie uprzątnęłyby pokój z porozrzucanych zabawek? Tytuł książki jest dosyć przewrotny, bo to nie jest bajka. To realizm i bezwzględna rzeczywiśtość.

Simona Dadon została na świecie sama z szóstką dzieci. Jej małżonek Mas'ud Dadon, nazywany królem falafela, został użądlony przez osę i padł bez życia w kałużę oleju. W tym tragicznym dla rodziny dniu Simona nie wie, że pod sercem nosi bliźniaki. Od tego momentu musi ze wszystkim radzić sobie sama, a katiusze lecą z nieba... Skończyła się era „Naszej Simony”, kobiety rozpieszczanej przez męża, podziwianej przez otoczenie, która żyła w dostatku i poważaniu.

"Szkoda, że nie mogę się rozerwać na dwadzieścia kawałków. Każdy kawałek rzuciłabym w inny kąt miasta, żeby chociaż jeden dostał katiuszą i wreszcie wszystko by się skończyło."

Książka Shilo jest zwyczajna i niezwykła zarazem. Opowiedziana z perspektywy poszczególnych członków rodziny podkreśla inne, ważne dla danego narratora/domownika, aspekty życia i skupia się na wydarzeniach dla niego najważniejszych. Ta żonglerka ukazywania życia rodziny pod różnymi kątami jest niebywale ciekawa. Bo nie dość, że każdy z nas w różnym wieku ma inne problemy, co innego zaprząta nam głowę, inne zagadnienia są tymi palącymi, to również posługujemy się innym językiem adekwatnym do wieku.
Powieść Shilo jest kalejdoskopem, który wyczarowuje unikalne, poruszające obrazy wykreowane ręką Simony, Itzika, Dudi, Kobi i Eti Dadon.

Książka Shilo jest odrębna, osadzona w obcych nam, ludzi Europy Zachodniej realiach, a zarazem uniwersalna. Z jednej strony autorka pokazuje uprzedzenia do Arabów i wyjątkowość narodu Izraela, z drugiej zaś kreśli historię, która mogłaby się wydarzyć w dowolnym miejscu na ziemi. A to wszystko opisane prostym, mocnym językiem z domieszką subtelnej, hipnotyzującej wirtuozerii.

"... ziarenka mojego śmiechu wybuchały jedno po drugim, a winogrona jego śmiechu pęczniały i puszczały sok, który od razu zmieniał się w wino. Mój śmiech i jego śmiech płynęły razem tamtym statkiem."

"Kiedy przychodzi mi do głowy jakaś myśl, to wyobrażam ja sobie bardziej jak wiatr. Wlatuje do środka foliowej torby, którą ktoś wyrzucił na ulicy, i podrywa ją do góry, aż widać tylko małą plamkę na niebie. A po jakimś czasie to już nawet ta plamka znika, i nie ma nikogo, kto by zwrócił uwagę, że jakaś myśl Dudiego przemknęła po świecie."

Książka Shilo jest niepozorna, a niesie potężny ładunek emocjonalny. Prosta, a wielowymiarowa. I na pewno warta przeczytania! Polecam serdecznie!
www.naczytniku.blogspot.com

Lubię wkraczać na nieznane mi literackie ścieżki. Tym razem moja ciekawość zaprowadziła mnie na spotkanie z prozą wielokrotnie nagradzanej izraelskiej autorki Sary Shilo.

Krasnoludki kojarzą nam się z bajkami, fikcją, czymś nierealnym, a mimo wszystko wielokrotnie w ciągu zwyczajnych, codziennych czynności odwołujemy się do tego alternatywnego świata fantazji. Kto z nas,...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
424
66

Na półkach: ,

Jest to chyba jedna z tych książek, które wdrążyły mi się głęboko w serducho i, mimo że rozstaliśmy się z jej bohaterami już kilka dni temu, uparcie nie daje o sobie zapomnieć. Nie chcę rozpisywać się o fabule, bo ta została już świetnie przedstawiona we wcześniejszych recenzjach, a ja mam tendencję do haotyczności. Między nami, nie zamierzałam nawet zabierać się za tą recenzję, ale coś w środku nie pozwala mi na odłożenie jej tak po prostu na półkę.
Zacznijmy z grubej rury - nie dostrzegłam w niej absolutnie nic radosnego lub dającego nadzieję. Nie znalazłam nawet jednej sytuacji, w której widać promyk słońca. Pierwszy rozdział był dla mnie jak podchody z trudnym przeciwnikiem, kolejne – ciężka i wyczerpująca bitwa. Odetchnęłam z ulgą, gdy przewróciłam ostatnią stronę i zdałam sobie sprawę, że nadal jestem w swoim pokoju, a na podwórko nie spadają żadne katiusze. Mało która powieść tak potrafi swego czytelnika wytargać i bezceremonialnie wypluć.
Przeplatały się we mnie różne nastroje – od współczucia przechodziłam w niedowierzanie, by zaraz znienawidzić daną postać, a po chwili już jej żałować i życzyć wyjścia na prostą. Autorka niezwykle trafnie uchwyciła portret człowieka wraz z jego słabościami i nietrwałością. Jej bohater nie jest waleczny i nieustraszony, nie biegnie na pomoc głodnym sierotom. Zamiast tego chakrakteryzuje się po prostu prawdziwością - z całym swoim ludzkim egoizmem, lękami i rozterkami. Najbardziej uderzająca była dla mnie część Simony, choć mocnego wyrazu nie odmawiam także fragmentowi Kobiego.
Całość jest dla mnie poruszającym portretem rodziny, z którą chyba nikt nie chciałby się utożsamiać. Czytając tę historię, miałam wrażenie, jakby pozwolono mi wślizgnąć się pomiędzy ich cztery ściany, usiąść w zaniedbanej kuchni i cichcem oderwać skrawek intymności, do którego wcale nie miałam prawa.
Jest to trudna historia, ale czy życie jest zawsze łatwe i przyjemne?

Jest to chyba jedna z tych książek, które wdrążyły mi się głęboko w serducho i, mimo że rozstaliśmy się z jej bohaterami już kilka dni temu, uparcie nie daje o sobie zapomnieć. Nie chcę rozpisywać się o fabule, bo ta została już świetnie przedstawiona we wcześniejszych recenzjach, a ja mam tendencję do haotyczności. Między nami, nie zamierzałam nawet zabierać się za tą...

więcej Pokaż mimo to

avatar
294
89

Na półkach: ,

W teorii wiem, że książka jest świetnie napisana. Jest przejmująca i zawiera wiele niezwykle trafnych i intelignetnych przypowieść. Niestety "męczyłam ją". Gdy siadałam do lektury, czułam się, jakbym miała odrabiać niechciane zadanie domowe.
Więc tak - uważam, że powieść jest bardzo wartościowa, ale przyjemności mi nie sprawiała.

W teorii wiem, że książka jest świetnie napisana. Jest przejmująca i zawiera wiele niezwykle trafnych i intelignetnych przypowieść. Niestety "męczyłam ją". Gdy siadałam do lektury, czułam się, jakbym miała odrabiać niechciane zadanie domowe.
Więc tak - uważam, że powieść jest bardzo wartościowa, ale przyjemności mi nie sprawiała.

Pokaż mimo to

avatar
1152
245

Na półkach: ,

Poruszająca, prawdziwa, ludzka. Takie historie do mnie przemawiają.

Poruszająca, prawdziwa, ludzka. Takie historie do mnie przemawiają.

Pokaż mimo to

avatar
1775
724

Na półkach: , , , , ,

Moje zainteresowania dotyczą bardziej Żydów środkowoeuropejskich, o tych pochodzących z krajów Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej praktycznie nic nie wiem. Dlatego też tym chętniej chwyciłam za "Krasnoludki nie przyjdą" Sary Shilo.
Rodzina Simony to Żydzi pochodzący z Maroka, sama kobieta emigruje do Izraela w wieku nastoletnim. Na statku po raz pierwszy styka się ze swoim przyszłym mężem - w parę lat po tym będą już małżeństwem z kilkorgiem dzieci. On będzie właścicielem knajpki z falafelem, ona będzie się zajmowała dziećmi i domem.
Wszystko kończy się wraz z jego przedwczesną śmiercią.
Sara Shilo przedstawia w swojej debiutanckiej powieści bardzo ciekawy obraz Żydów orientalnych - niby swoich, ale nie do końca. Niby zadomowionych w Izraelu, chociaż i tak dalej dziwnie traktowanych przez innych mieszkańców okolicy.
Oj, widać, że Izrael nie jest spójny narodowościowo.
Podobało mi się niemożebnie zestawienie punktu widzenia zarówno matki, jak i jej starszych dzieci. Każde z nich jest bowiem oddzielną jednostką, mającą swoje uczucia, postrzegającą świat inaczej.
Polecam, naprawdę warto to przeczytać.
Dłuższa opinia tutaj: --> https://czechozydek.wordpress.com/2015/02/26/sara-shilo-krasnoludki-nie-przyjda/

Moje zainteresowania dotyczą bardziej Żydów środkowoeuropejskich, o tych pochodzących z krajów Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej praktycznie nic nie wiem. Dlatego też tym chętniej chwyciłam za "Krasnoludki nie przyjdą" Sary Shilo.
Rodzina Simony to Żydzi pochodzący z Maroka, sama kobieta emigruje do Izraela w wieku nastoletnim. Na statku po raz pierwszy styka się ze...

więcej Pokaż mimo to

avatar
383
76

Na półkach: , ,

Książka jest na pewno ciekawa ze względu na perspektywę kulturową, relacjonuje też sytuację, więc jest mocno osadzona w katiuszowej historii.
Podział narracyjny też jest dobrą opcją, ale czegoś mi w tej książce mi zabrakło...

Książka jest na pewno ciekawa ze względu na perspektywę kulturową, relacjonuje też sytuację, więc jest mocno osadzona w katiuszowej historii.
Podział narracyjny też jest dobrą opcją, ale czegoś mi w tej książce mi zabrakło...

Pokaż mimo to

avatar
117
51

Na półkach:

Pogranicze Izraela, tuż przy granicy z Libanem. Niewielkie miasteczko, niemal codziennie rozrywane przez rakiety Hezbollahu. Rodzina marokańskich imigrantów.

Książka Shilo intryguje już chociażby przez wzgląd na całą tę otoczkę. Bo ile wiemy o takim Izraelu? Ile tak naprawdę wiemy o całym Półwyspie Arabskim? Czasami zobaczy się w telewizji urywek z płaczącymi palestyńskimi dziećmi albo zdjęcie zbombardowanej syryjskiej dzielnicy... Ale półleżąc na kanapie z puszką Kasztelana Niepasteryzowanego w ręku łatwo zapomnieć, że przecież żyją tam LUDZIE. Nie dramatyczne obrazy, nie przejaskrawione, pełne patetycznego tragizmu postaci, ale normalni, żywi ludzie. I w tej powieści to właśnie było dla mnie najciekawsze - facet sprzedający smaczne falafele, rozmowa pracownic żłobka przy popołudniowej kawie, dzieciak kombinujący skąd wziąć pieniądze na kino.

Do tego zdecydowanie na plus mocna, intensywna proza autorki. Powiedz "czarna rozpacz", a w mojej głowie natychmiast pojawi się obraz siedzącej samotnie w bramce, dłubiącej w ziemi Simony... To najlepiej świadczy o talencie do operowania słowem izraelskiej pisarki.

Stety czy niestety, na tym nie koniec. Jest jeszcze jej odważny (zbyt odważny?), zamaszysty koncept - rozpisana na pięć głosów historia wielkiej straty i wielkiego kłamstwa. Mas'ud, król falafela, nie żyje.

Opowieści owdowiałej żony i osieroconych dzieci momentami potrafią naprawdę chwycić za serce. Jak zachwycająco smutna bajka Eti albo cudowna bezpretensjonalność Dudiego. A jednak w tym kwintecie niektóre z głosów wydają mi się niestety odrobinę fałszować. Zwłaszcza postaci Kobiego i Itzika są w moim odbiorze dziwne, nienaturalne. Być może po prostu nie potrafię się z nimi utożsamić, ale czytając ich historie miałem wrażenie, że Shilo nieco przesadziła, zagalopowała się.

Przedobrzyła z przyprawami do zupełnie smacznego skądinąd hummusu.

Ale mniejsza z tym, yalla! Nie ma bowiem co się skupiać na jednym czy drugim zgrzycie. Choć nie obyło się bez 'ale', "Krasnoludki nie przyjdą" to interesująca, wyrazista lektura, na pewno na długo ją zapamiętam. Przeczytaj.

Pogranicze Izraela, tuż przy granicy z Libanem. Niewielkie miasteczko, niemal codziennie rozrywane przez rakiety Hezbollahu. Rodzina marokańskich imigrantów.

Książka Shilo intryguje już chociażby przez wzgląd na całą tę otoczkę. Bo ile wiemy o takim Izraelu? Ile tak naprawdę wiemy o całym Półwyspie Arabskim? Czasami zobaczy się w telewizji urywek z płaczącymi palestyńskimi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
782
77

Na półkach:

Uwielbiam tę książkę! :)

Uwielbiam tę książkę! :)

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Sara Shilo Krasnoludki nie przyjdą Zobacz więcej
Sara Shilo Krasnoludki nie przyjdą Zobacz więcej
Sara Shilo Krasnoludki nie przyjdą Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd