Cień mojego dziecka

Okładka książki Cień mojego dziecka
Pieter Frans Thomése Wydawnictwo: Czarne Seria: Przez Rzekę biografia, autobiografia, pamiętnik
112 str. 1 godz. 52 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Seria:
Przez Rzekę
Tytuł oryginału:
Schaduwkind
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2011-09-07
Data 1. wyd. pol.:
2011-09-07
Liczba stron:
112
Czas czytania
1 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375362848
Tłumacz:
Alicja Oczko
Tagi:
śmierć śmierć dziecka żałoba
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
6,9 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
56
11

Na półkach: ,

Oczy w trakcie lektury miałem zaszklone bardziej niż zroszona droga w czasie ostrej zimy. Tyle bólu jest w stracie, to wydaje się oczywiste, ale ile pustki ma przyszłość, jakie kształty nabiera ta otchłań braku, jak uczyć się trzeba życia na nowo - bo każde słowo układa się już inaczej, każde słowo ciąży stratą, każda napotkana twarz emanuje niezrozumieniem sytuacji, obraża nieświadomością.

Nie ma określenia na rodziców, którzy tracą dziecko. Tam gdzie cierpienie i słowa, tam niewystarczalność języka.

Umieranie jest synonimem czasu, i dowiadujemy się tego patrząc na chorą córkę, która odchodzi powoli za szybą oddziału. Wtedy upływający czas, jako pojęcie i zjawisko, kojarzy się już tylko ze śmiercią - aż do naszej śmierci.

Pięknie napisana, pewne spostrzeżenia powtarzają się, na nowo ubierane, w inne garnitury porównań, ale powodem tego jest ból - tak się wyraża prawda. Na skazanej na porażkę próbie uchwycenia własnych uczuć.

"Rzeczywistość stale umiera i tylko słowa zmartwychwstają".

Dotyka jak żadna inna literatura - literatura, która sama potrzebuje zrozumienia, tak jak cmentarze potrzebują grobów, a groby kwiatów.
I jako czytelnik myślą pozostawiam wieniec, w którym wyraża się wdzięczność za przekazanie mi tych doświadczeń.

Oczy w trakcie lektury miałem zaszklone bardziej niż zroszona droga w czasie ostrej zimy. Tyle bólu jest w stracie, to wydaje się oczywiste, ale ile pustki ma przyszłość, jakie kształty nabiera ta otchłań braku, jak uczyć się trzeba życia na nowo - bo każde słowo układa się już inaczej, każde słowo ciąży stratą, każda napotkana twarz emanuje niezrozumieniem sytuacji, obraża...

więcej Pokaż mimo to

avatar
797
781

Na półkach:

"Ze wszystkich szaf, ze wszystkich kątów może wyskoczyć panika. Wszędzie czai się bezradność. Mamy się na baczności, staramy się nie patrzeć. Nie na ubranka w koszu na pranie. I na pewno też nie na kołyskę, czerwony kocyk z plamą od mleka, czapeczkę pilotkę. Nie! Nie patrzeć!!! Tak przebiera się podłe nieszczęście, i to akurat w najukochańsze rzeczy."
[...]
https://www.speculatio.pl/cien-mojego-dziecka/

"Ze wszystkich szaf, ze wszystkich kątów może wyskoczyć panika. Wszędzie czai się bezradność. Mamy się na baczności, staramy się nie patrzeć. Nie na ubranka w koszu na pranie. I na pewno też nie na kołyskę, czerwony kocyk z plamą od mleka, czapeczkę pilotkę. Nie! Nie patrzeć!!! Tak przebiera się podłe nieszczęście, i to akurat w najukochańsze...

więcej Pokaż mimo to

avatar
244
79

Na półkach: ,

Książka nie w moim stylu. Sporo w niej metafor, jednak w moim odczuciu, zbyt mało opisanych uczuć towarzyszących stracie dziecka. Treść książki okazała się dla mnie nieprzystępna. Rozumiem, że każdy inaczej przeżywa stratę kogoś bardzo bliskiego. Jest to sprawa bardzo indywidualna, jednak po książce spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Książka nie w moim stylu. Sporo w niej metafor, jednak w moim odczuciu, zbyt mało opisanych uczuć towarzyszących stracie dziecka. Treść książki okazała się dla mnie nieprzystępna. Rozumiem, że każdy inaczej przeżywa stratę kogoś bardzo bliskiego. Jest to sprawa bardzo indywidualna, jednak po książce spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
245
54

Na półkach: , , ,

Czy można ocenić czyjś ból po stracie bliskiej osoby?
Czy można ocenić sposób w jaki ktoś próbuje okiełznać, oswoić, pogodzić się z tragedią na którą nie był przygotowany?
Każdy z nas inaczej radzi ( albo i nie radzi) sobie z bólem, tęsknotą, cierpieniem. Każdy próbuje nauczyć się żyć dalej.
"Cień mojego dziecka" to niewątpliwie książka przepełniona bólem i rozpaczą. Książka w której ojciec( Pieter Frans Thomése ) próbuje pogodzić się ze stratą swojego dziecka. To trudne wyzwanie. Pełne goryczy, żalu, smutku, pytań bez odpowiedzi.
Książka zawiera wiele metafor,przemyśleń dlatego czytanie jej wymaga ciszy i dużego skupienia.
Uważam, że najlepiej czyta się ją podczas melancholijnego, trochę obniżonego nastroju - wtedy jeszcze lepiej można wczuć się w nastrój jaki panuje w utworze.

Czy można ocenić czyjś ból po stracie bliskiej osoby?
Czy można ocenić sposób w jaki ktoś próbuje okiełznać, oswoić, pogodzić się z tragedią na którą nie był przygotowany?
Każdy z nas inaczej radzi ( albo i nie radzi) sobie z bólem, tęsknotą, cierpieniem. Każdy próbuje nauczyć się żyć dalej.
"Cień mojego dziecka" to niewątpliwie książka przepełniona bólem i rozpaczą....

więcej Pokaż mimo to

avatar
848
121

Na półkach: , , , ,

Pieter Frans Thomése jest holenderskim pisarzem, który w swojej ojczyźnie jest naprawdę znanym i poczytnym literatem. Publikuje od 1990 roku, w którym to wydał powieść "Zuidland", za którą otrzymał nagrodę AKO Literatuurprijs, najważniejsze holenderskie wyróżnienie literackie. W Polsce wydano tylko "Schaduwkind" czyli "Cień mojego dziecka", co jest dla mnie niezrozumiałe, z powodu raczej pokaźnego dorobku autora (17 utworów). Warto w sumie wspomnieć, że za "Cień" także otrzymał nagrodę, którą było Max Pam Award.

Co do samej książeczki... Niepozornie wyglądająca okładka, która nieśmiało wychyla się spomiędzy grubszych tomów raczej nie zapowiadała fascynującej podróży i przygody. To ją właśnie charakteryzuje - jest niepozorna. Grzbiet - a to zazwyczaj je widzimy najpierw - nie daje po sobie nic poznać. Użyta do napisania tytułu kursywa - ot zachcianka wydawcy. Jednak, co warto powiedzieć, zaznaczyć, podkreślić, pogrubić, zakreślić, nakreślić, nagłośnić i nie wiem co jeszcze, nie sądźmy książek po okładkach i gabarytach. Nigdy, przenigdy. Gdybym tak robiła, prawdopodobnie nigdy nie przeczytałabym wielu wspaniałych książek. Prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnęła też po tę pozycję. Nigdy bym nie zauważyła, że pochodzi z serii "Przez Rzekę", w skład której wchodzi kilka publikacji, które traktują o chorobach, problemach, śmierci itp. Zaskakuje mnie też raczej niska ocena tej książki na (chyba) najpopularniejszym portalu zrzeszającym czytelników. Czasami bywa i tak, a moje narzekanie na to nic nie da.

Czytając tę książę, miałam wrażenie, że obracam się wokół upośledzonych uczuciowo i myślowo ludzi. I to nie jest tak, że cechuje mnie nietolerancja dla chorych, po prostu dotarło do mnie, że ludzie, którzy na co dzień są raczej rozgarnięci, którzy noszą miano inteligentnych, w pewnym zakresie mają zasłonięte klapkami oczy. Dlaczego? Już wyjaśniam. Czytając w miejscach publicznych, gdzie każdy siebie zna, nie można być niezaczepionym pytaniem "co czytasz?" oraz "a o czym to jest?". Mi to nie przeszkadza jakoś szczególnie - póki ludzie interesują się tym, czym jest książka - są szanse na to, że może w najbliższym czasie sami coś przeczytają. Jednak tym razem spotkałam się z dużą nietolerancją. Po wygłoszeniu w miarę krótkiej, treściwej i (jak to jest w moim stylu) metaforycznej odpowiedzi na drugie z pytań, tym razem dane mi było wysłuchać potoku jadu na temat ludzi, którzy "żywią się ludzką tragedią". Muszę przyznać - z jednej strony rozumiem oburzenie, jeśli chodzi o faktyczną pożywkę. Teraz każda tragedia jest upamiętniana serią książek znawców niczego. Jednak... dlaczego przekreślono coś, co nie jest taką właśnie pożywką, a co niejednokrotnie podkreślałam? To przykre.

Jako osoba dość młoda i właśnie z racji tego wieku nieposiadająca dzieci sądzę, że każdy przyszły i obecny rodzic powinien przeczytać tę książkę. Jako, że ma ledwie sto stron, nie powinno to przysporzyć problemów, ale uważam, że zdecydowanie warto. Warto poznać ból tak przejmujący, że człowiek nie jest w stanie żyć w świecie, który toczy się po stracie kogoś ukochanego. Świat jest dalej taki sam, a jednak nieodwracalnie się zmienił. Ostatnio nawet powiedziałam o tym kilku znajomym - reakcje były różne. Od wyrozumiałego potakiwania do irracjonalnego tekstu "a po co mi to?".

"Pisanie to wypróbowywanie zdań, żeby zobaczyć co mogą oznaczać. Wkraczanie na nowo w specyfikę języka, stawanie się początkującym i pytanie o nieznaną drogę. To znajdywanie tego, czego nie można było szukać, ponieważ zaistniało dopiero w chwili, gdy zostało znalezione."

To nie jest książka z ckliwymi i dosłownymi tekstami o tym, jak autorowi było żal po stracie córeczki. To nie jest książka, która zawiera w sobie zdania odnoszące się tylko do córeczki, do wielkości straty, do bólu. Wbrew pozorom, większość tekstu nie jest o dzieciątku. Więcej przeczytamy o rodzicach, którzy oszaleli z bólu i nieokiełznanego uczucia pokrzywdzenia przez los nie są w stanie pogodzić się z sytuacją. To nie jest tak, że robią sensację z ludzkiej tragedii. Autor, który był ojcem dziewczynki, za pomocą słów próbuje ułożyć sobie świat, który po jej stracie rozpadł się w proch. Usiłuje nadać przedmiotom i uczuciom nazwy, gdyż wszystko w zaistniałej sytuacji uległo zmianie. Wszystko się zmieniło, choć tak naprawdę nic nie jest inne, nic nie jest nowe. Świat nadal biegnie do przodu, sąsiedzi nadal spieszą się do pracy, ludzie nadal oddychają i się śmieją, słońce nadal wschodzi, kwiaty nadal rosną. A ich tragedia tak naprawdę nie jest zauważalna. Nie odbiła się w żaden widoczny sposób na innych. Pomimo tego, że oni odczuwają to w sposób niemożliwy do zniesienia, tak naprawdę świat się nie zawalił. Tak naprawdę nic się nie zmieniło, wszystko pozostało po staremu. Umarła tylko kolejna osoba.

"Ignorujemy dni, lecz one nas nie dostrzegają. Wloką nas za sobą, prowadzą w miejsca uderzająco podobne do tych, które znaliśmy. A jednak wszystko jest inne. Czy podczas naszej nieobecności ktoś specjalnie poprzestawiał przedmioty? O wszystko się obijamy, ciągle się potykamy, ponieważ nie mamy zielonego pojęcia, dokąd trafiliśmy."

Chciałabym napisać, że jest to książeczka pełna heroicznej wiary w to, że będzie dobrze. Że autor oraz narrator dają cholerną nadzieję na to, że przyszłość będzie lepsza, że wszystko się jakoś ułoży, że będzie dobrze, że z czasem ich rany się zasklepią, że będzie dobrze, że będzie dobrze, że będzie dobrze... Ale nie będzie. I narrator nie mami pięknymi słówkami o tym, jak cudowna przyszłość wszystkich czeka. Bo doskonale rozumie, że są osoby, których przyszłość urwała się bezpowrotnie, która nigdy nie nadejdzie, nigdy nie stanie się teraźniejszością. A jednocześnie nadzieja tam jest. Spoziera z każdego słowa, z każdego rozdziału, który został zamieszczony. Współistnieje z każdą stroną - tak naprawdę bez nas samych nie byłoby nadziei. Bo to ona nas żywi. Ona nas trzyma.

"Nadzieja to mocny materiał. Odcina się ją, a ona znów odrasta. Coś zostaje zabrane, zamknięte, zniszczone, i dokładnie w tym miejscu ponownie zaczyna wyrastać nadzieja."

Spotkałam się, całkowicie przez przypadek, z krótką notką dotyczącą tej książki na jakimś blogu. Autorka w kilku lakonicznych zdaniach napisała co sądzi o książce, o czym ona jest i co jej się w niej nie podobało. Zaskoczyło mnie - bardzo zaskoczyło, iż uznała, że książka zawiera zbyt mało uczuć targających człowiekiem po tak ogromnej stracie. Zaraz, zaraz... czyli te wszystkie zdania dotyczące tego, że każda chwila rozsypuje się w drobny mak, że pomimo tego, iż wszystko jest takie samo, tak naprawdę nic takie nie jest, cała rozpacz, która została wyrażona w stwierdzeniu, że jeśli coś jeszcze jest, to nie w aniołkach, ale w "cieniu mojego dziecka", nie jest opisem uczuć targających człowiekiem? Czy to nie nakreśla aż nazbyt wyraźnie przejmującego cierpienia? Zważywszy na fakt, iż pisane jest to przez mężczyznę, a więc i z punktu widzenia mężczyzny, brak tu typowych dla kobiety rozterek, potoku łez, zaklinania świata. Jest próba zrozumienia sytuacji, próba zaakceptowania tego, co się stało, próba życia po tragedii, która zniszczyła wszystko. Autor niemal dosłownie opowiada o tym, że potrzebuje (niczym Różewicz w wierszu "Ocalony") mistrza, by na nowo nauczył go żyć z tym, co przyszło mu przeżyć... A jednak są osoby, które twierdzą, że tu nie ma opisu uczuć. Nie potrafię tego zrozumieć.

A co do pokoju... sądzę, że to właśnie to zdanie opisuje stan narratora. Pragnienie, by wszystko się skończyło - razem z króciutkim życiem jego dzieciątka. I świat, którego środkiem jest on sam mógłby się wreszcie spokojnie zawalić, dając mu tym samym możliwość wytchnienia.

Pieter Frans Thomése jest holenderskim pisarzem, który w swojej ojczyźnie jest naprawdę znanym i poczytnym literatem. Publikuje od 1990 roku, w którym to wydał powieść "Zuidland", za którą otrzymał nagrodę AKO Literatuurprijs, najważniejsze holenderskie wyróżnienie literackie. W Polsce wydano tylko "Schaduwkind" czyli "Cień mojego dziecka", co jest dla mnie niezrozumiałe, z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
405
39

Na półkach: , ,

Za dużo poetyki, filozofii i analizowania, a za mało szczerych odczuć. Nie wypada krytykować takiego dzieła, ponieważ każdy ma swój sposób na radzenie sobie z żałobą, ale takie są moje przemyślenia. Książka wydaje się być zimna i zdystansowana (co z drugiej strony mogło być jej zamierzeniem). Wydaje mi się, że należy "Cień Mojego Dziecka" traktować jako słowną pamiątkę po zmarłej córce autora.

Za dużo poetyki, filozofii i analizowania, a za mało szczerych odczuć. Nie wypada krytykować takiego dzieła, ponieważ każdy ma swój sposób na radzenie sobie z żałobą, ale takie są moje przemyślenia. Książka wydaje się być zimna i zdystansowana (co z drugiej strony mogło być jej zamierzeniem). Wydaje mi się, że należy "Cień Mojego Dziecka" traktować jako słowną pamiątkę po...

więcej Pokaż mimo to

avatar
542
359

Na półkach:

wszelka próba opisania bólu, pustki, niemocy po stracie dziecka chyba jest wielkim wyzwaniem, być może trudem nadaremnym. Thomasé w króciutkich obrazkach-impresjach-szkicach usiłuje zbudować pomnik ze słów dla swojej córeczki, która odeszła jako niemowlę...

To takie współczesne "Treny" - intelektualisty, agnostyka (chyba), ojca.

wszelka próba opisania bólu, pustki, niemocy po stracie dziecka chyba jest wielkim wyzwaniem, być może trudem nadaremnym. Thomasé w króciutkich obrazkach-impresjach-szkicach usiłuje zbudować pomnik ze słów dla swojej córeczki, która odeszła jako niemowlę...

To takie współczesne "Treny" - intelektualisty, agnostyka (chyba), ojca.

Pokaż mimo to

avatar

Książka doprawdy poruszająca. Z każdego słowa zawartego w niej wylewa się niewyobrażalny ból, który dogłębnie porusza serce. Pisane niesamowitym językiem, pełnym wielu ciekawych metafor, co zmusza do chwilowego zastanowienia. Opowieść zrozpaczonego ojca, który próbuje się odnaleźć po stracie swego nowo narodzonego dziecka. Jednak nie brakuje tu zdań, które wyrażają tak wiele uczuć, jakie trzyma w sobie każdy człowiek po stracie kogoś bliskiego. Niesie w sobie nieco uniwersalizmu. Za to duży plus.

Książka doprawdy poruszająca. Z każdego słowa zawartego w niej wylewa się niewyobrażalny ból, który dogłębnie porusza serce. Pisane niesamowitym językiem, pełnym wielu ciekawych metafor, co zmusza do chwilowego zastanowienia. Opowieść zrozpaczonego ojca, który próbuje się odnaleźć po stracie swego nowo narodzonego dziecka. Jednak nie brakuje tu zdań, które wyrażają tak...

więcej Pokaż mimo to

avatar
805
218

Na półkach: , ,

Bardzo trudna książka...

Bardzo trudna książka...

Pokaż mimo to

avatar
1012
143

Na półkach: , , ,

bardziej poezja niz proza. pełno metafor i dziwnych zabiegów myslowych, wymaga duzo skupienia zeby zrozumiec o czym autor do mnie rozmawia

bardziej poezja niz proza. pełno metafor i dziwnych zabiegów myslowych, wymaga duzo skupienia zeby zrozumiec o czym autor do mnie rozmawia

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Pieter Frans Thomése Cień mojego dziecka Zobacz więcej
Pieter Frans Thomése Cień mojego dziecka Zobacz więcej
Reklama
Więcej
zgłoś błąd