Literacki spokój ducha – książki, dzięki którym choć trochę lepiej można zrozumieć depresję
Paraliżujący strach, narastające przygnębienie. Apatia. Słowem – niepokój. Nie chciałbym tłumaczyć, jakie konkretnie uczucia mogą towarzyszyć osobom cierpiącym na depresję, bo to nad wyraz delikatna, bardzo indywidualna kwestia. Literatura, jak to często zresztą z nią bywa, potrafi przynieść prawdziwe ukojenie, a także pomóc lepiej zrozumieć różnego rodzaju problemy, z jakimi borykają się inni. Warto o tym pamiętać szczególnie 23 lutego, w Światowy Dzień Walki z Depresją.
Światowy Dzień Walki z Depresją. Okiem naukowca
Światowy Dzień Walki z Depresją, przypadający 23 lutego, to dobry pretekst do tego, aby porozmawiać, wyjaśnić, a przede wszystkim zrozumieć, czym jest ona w istocie. Opisać zjawisko spróbował swego czasu Antoni Kępiński, lekarz psychiatrii – naukowiec, ale i filozof. Humanista z prawdziwego zdarzenia, który w historii literatury zapisał się jako autor „Melancholii”. To właśnie na jej łamach wyjaśnił przyczyny depresji, jak i narastających stanów nerwicowych, które potrafią występować w różnych chorobach psychicznych. I choć od premiery pierwszego wydania publikacji minęły już całe lata, a eksperci rozwijają coraz nowsze teorie psychologiczne, to „Melancholia” nie traci w zasadzie nic ze swojej pierwotnej mocy. Kępiński starał się bowiem rozpoznać nie tylko problem, co przede wszystkim zdiagnozować pacjenta. Dostrzec ludzki pierwiastek. Lekarz psychiatrii starał się zresztą, aby diagnoza była możliwie całościowa, odnosząca się do różnych dyscyplin, żeby wspomnieć tylko biologię, neurologię, socjologię, filozofię czy etykę. Bo istota problemu może pozostawać niezwykle złożona.
Zmagania z prozą życia
Każdego dnia podejmujemy małe wielkie wybory. Wcielamy się w różne role. Staramy się wypełniać określone wzorce. Mierzymy się z wyzwaniami, które potrafią nas jednak przygnieść. Sztuką jest jednak podejmowanie walki. Z pietyzmem pisze o tym Irvin David Yalom, lekarz, autor powieści i prac naukowych, emerytowany profesor psychiatrii na Stanford University. Jest on również wprawionym literatem, czego dowodem „Mama i sens życia”, „Kat miłości” czy chociażby „Istoty ulotne”. W swoich zbiorach opowiadań Yalom przywołuje bardzo konkretne przykłady – zmagania z prozą życia – które poznał w czasie swojej pracy z pacjentami. Autor uwrażliwia nas na to, że źródło zewnętrznych zachowań podopiecznych wiąże się z wewnętrzną reakcją na egzystencjalne problemy. Nieuchronna śmierć, brak oparcia, poczucia stabilizacji. Izolacja. Poszukiwanie sensu. Tym właśnie między innymi w swojej pracy zajmował się Yalom.
W niezwykły sposób obraz codzienności – fragmentaryczny, ale wielowątkowy – przedstawiła niedawno Natalia Fiedorczuk-Cieślak w swojej książce „Jak pokochać centra handlowe”, nagrodzonej zresztą Paszportem „Polityki”. Zwyczajne krzątanie – zakupy, pranie, przeglądanie się w lustrze, chwila refleksji, selekcjonowanie odzieży, moment zadumy. Świątynia ciszy. A wszystko w epoce, gdy liczy się szybkość. Ilość, a nie jakość. Autorka w bardzo realistyczny, niepozbawiony jednak empatii sposób przybliża czytelnikowi doświadczenia kobiety, która zmaga się między innymi z depresją poporodową, ale też innymi zaburzeniami. Nie jest to banalny poradnik, lecz określony obraz rzeczywistości. Uwrażliwia na to, co obce, a także przedstawia spojrzenie z zupełnie innej perspektywy, co jest już nierzadko wartością samą w sobie. Pomaga zrozumieć, czym w istocie może być depresja.
W słodko-gorzki sposób ujęto natomiast opisy zawarte w książce spisanej piórem Stephena Chbosky’ego. Bo jest to opowieść stworzona w formie listów pisanych do nieznanego przyjaciela przez nastolatka imieniem „Charlie”, nieśmiałego i wycofanego, ale równocześnie bystrego, wrażliwego ucznia pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. I to właśnie początek terapeutycznej podróży, w której międzyludzkie relacje stanowią podstawę wyjścia z traum, skrajnie kryzysowych sytuacji. W czasie adolescencji, przedziwnej fazie życia między dzieciństwem a dorosłością, nie brakuje bowiem prawdziwych wyzwań.
Demony dojrzewania – ucieczka w inny świat
Tolerancja, akceptacja, dorastanie – zewnętrzna i wewnętrzna metamorfoza. Oto i dobrze znane hasła, które stopniowo wypełniają się treścią, gdy każdy z nas przechodził czas dojrzewania. Być może najbardziej fascynujący, ale z pewnością też niezwykle trudny. Bo wtedy właśnie najpełniej kształtuje się nasza osobowość.
Ekstremalnym tego przykładem wyjętym z kart literatury jest książka „13 powodów”, na podstawie której zrealizowano popularny serial produkcji Netflixa. Bohaterem opowieści jest Clay Jensen, zwykły uczeń zwyczajnej szkoły średniej. Pewnego dnia znajduje on jednak niezwykłe pudełko zostawione pod drzwiami swojego domu. W jego wnętrzu ukryto siedem ponumerowanych kaset magnetofonowych, których autorką jest Hannah Baker, koleżanka z klasy Claya, a co ważniejsze – jego niespełniona sympatia. Dziewczyna nie mogła poradzić sobie z własnymi demonami, presją, emocjonalnymi toksynami… Przed śmiercią nastolatka nagrała swoją historię, w której wyjaśnia przyczyny tragedii. Na kasetach zarejestrowano trzynaście doświadczeń, które doprowadziły Hannę do podjęcia decyzji o odebraniu sobie życia. Problem winy, przebaczenia, poszukiwanie prawdy, ofiary i winnych… „13 powodów” pozostawia trwały ślad w pamięci. Przy okazji należy podkreślić, że w przypadku objawów depresyjnych warto zawczasu prosić o pomoc – czy to bliskich i przyjaciół, czy też specjalistów, np. lekarzy i psychologów.
Istnieją również inne świadectwa z czasu dorastania. „Żółwie aż do końca”, powieść spisana piórem Johna Greena, to niezwyczajna w formie i wymowie książka, w której dwie nastolatki podejmują się śledztwa – odnalezienia zaginionego miliardera. Pokusą jest nagroda, ale również coś więcej. Przekroczenie własnych barier, ograniczeń. Przezwyciężenie strachu i lęków – czasami pozornie niezrozumiałych. Bo Aza Holmes cierpi na OCD, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, inaczej mówiąc: nerwicę natręctw. Autor bestsellerowej powieści „Gwiazd naszych wina” w przeszłości sam borykał się z tym problemem, przez co historia ma wymiar autobiograficzny, a także terapeutyczny. Literatura potrafi oswajać, nazywać, a wreszcie pomaga radzić sobie z wyzwaniami.
Bywa też tak, że opowieści spisane piórem innych ludzi stają się ucieczką. Fantazją. Lepszym światem. Choć czasami tylko pozornie. Lektura książki „Życie to nie bajka” nastraja do zadawania sobie niełatwych pytań. Bo jest to opowieść o dziewczynie, która uciekając przed trudnościami życia – nieznośną prozą codzienności, szarzyzną – wpadła w szczególny rodzaj pułapki stworzonej przez prawdziwy obłęd. To przejmująca historia schizofreniczki, która miała odwagę rzucić wyzwanie chorobie.
Odkryciem mogą być też „Wszystkie jasne miejsca”, czyli opowieść o harmonijnym dojrzewaniu. Dzieleniu podobnych przeżyć, akceptacji. A wszystko dlatego, że kiedy Finch i Violet, bohaterowie książki spisanej piórem Jennifer Niven, spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. Potem, już po traumatycznych wydarzeniach, przekroczeniu emocjonalnej granicy, wszystko stopniowo zaczyna się zmieniać. Para nastolatków wspólnie poznaje rzeczywistość, a czyni to w sposób, jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Doświadczenie współodczuwania, empatii, jest też obecne choćby na kartach „Margo”, gdzie tytułowa nastolatka, nazywająca swój dom „pożeraczem”, musi odnaleźć wewnętrzny spokój. Towarzyszy jej w tym Judah – starszy chłopak z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, który ukazuje zupełnie inną perspektywę na codzienność.
Być wrażliwym, aby zrozumieć
Jest coś paraliżującego w sytuacji, gdy nie potrafimy ani dokładnie nazwać, ani określić, z czym mierzymy się każdego dnia. Może to być presja oczekiwań – zawodowych, partnerskich, rodzinnych. Ambicja potrafi doszczętnie wypalić wnętrze każdego z nas. Czasem czujemy zagubienie. Brak akceptacji. Narastającą samotność. Niezgodę na to, jak kształtuje się nasza rzeczywistość. Naturalnie wymienione wyżej książki to nie wszystkie, które odnoszą się do problemu. Bo przecież dotyczy tego – w mniejszym lub większym stopniu – przejmujący „Szklany klosz” Sylvii Plath, „Pożegnanie jesieni” Witkacego czy „Pani Dalloway” Virginii Wolf. Depresja niejedno ma imię.
Za sprawą literatury zyskujemy nowe umiejętności – potrafimy choćby wczuć się w sytuację innych. Zrozumieć, a czasem nawet tylko zauważyć problem. I niech to będzie początek.
O komentarz na temat problemu depresji poprosiliśmy Joannę Zapałę, która zawodowo zajmuje się tym zagadnieniem.
Miliony osób na całym świecie borykają się z objawami depresji. Według doniesień Światowej Organizacji Zdrowia, w 2020 roku depresja, obok choroby niedokrwiennej serca, będzie główną przyczyną niepełnosprawności w społeczeństwie. Nie ma żartów – depresja to jedna z najczęściej stawianych obecnie diagnoz w ośrodkach zdrowia. Ta choroba to nie tylko obniżony nastrój, anhedonia i utrata zainteresowań, ale również ryzyko izolacji społecznej, utraty związków, zdrowia czy nawet życia. Według Kendlera depresja powstaje w wyniku interakcji pomiędzy czynnikami osobowościowymi oraz obciążającymi zdarzeniami życiowymi. Dlaczego tak wiele osób obecnie choruje na depresję? Odpowiedź jest prosta. Jesteśmy przebodźcowani i zalewani falami informacji, których nie jesteśmy w stanie przetworzyć. Żyjemy pod ogromną presją zarówno w szkołach, jak i miejscach pracy. Cierpimy na poczucie samotności, ponieważ rozluźniają się więzi międzyludzkie i rodzinne. Brakuje nam czasu na zadbanie o własne potrzeby i pasje, a do tego towarzyszy nam ciągła potrzeba zdobywania dóbr materialnych.
Dlatego warto rozmawiać, dawać sobie wsparcie, prosić o pomoc. Razem możemy więcej! Potrafimy skutecznie leczyć depresję. A psychoterapia jest nie tylko dobrą strategią leczenia, ale również sposobem na samopoznanie.
Joanna Zapała, specjalista psycholog kliniczny, psychoterapeuta. Dyrektor Centrum Psychoterapii Integralnej w Poznaniu.
komentarze [27]
Kiedyś słyszałem komentarz ,po śmierci znanego aktora.Samobójstwo po depresji.
Ale dlaczego : przecież on był zczęśliwy.Bo miał pieniądze i dlaczego się zabił ? Tymczasem depresja nie ma nic wspólnego z zarobkami.



















