Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
karodi 
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 10 godzin temu
Aktywności
2017-03-28 21:53:12

Monika, jesteśmy tylko ludźmi, każdemu zdarzy się jakiś błąd, literówka, nieodpowiednia interpunkcja itd. Nie wszyscy jesteśmy po filologii polskiej, by znać wszystkie zasady pisowni (ja również nie jestem) ;). Często liczy się przekaz i chęci. Czasem też nie jesteśmy w stanie sami wyłapać błędów. Czytanie książek pomaga, ale nie wyklucza pomyłek ;). Nawet w zredagowanych profesjonalnie... Monika, jesteśmy tylko ludźmi, każdemu zdarzy się jakiś błąd, literówka, nieodpowiednia interpunkcja itd. Nie wszyscy jesteśmy po filologii polskiej, by znać wszystkie zasady pisowni (ja również nie jestem) ;). Często liczy się przekaz i chęci. Czasem też nie jesteśmy w stanie sami wyłapać błędów. Czytanie książek pomaga, ale nie wyklucza pomyłek ;). Nawet w zredagowanych profesjonalnie książkach zdarzają się błędy, heh ;).

pokaż więcej

więcej...
 
2017-03-28 00:34:51
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-20 16:33:02

Od kiedy pamiętam byłam "kolorowym" dzieckiem z wielką wyobraźnią, co przekładało się na moje prace plastyczne. Rzeczy ekstrawaganckich zrobiłam na pewno wiele, ale ten konkurs przypomniał mi o jednej sytuacji, która być może przebije wyczyn Podkowińskiego (a może i nie) i choć wtedy powinno to wywołać mały skandal, to tego skandalu nie wywołało ;).

Na pewnych zajęciach w jednej z pierwszych...
Od kiedy pamiętam byłam "kolorowym" dzieckiem z wielką wyobraźnią, co przekładało się na moje prace plastyczne. Rzeczy ekstrawaganckich zrobiłam na pewno wiele, ale ten konkurs przypomniał mi o jednej sytuacji, która być może przebije wyczyn Podkowińskiego (a może i nie) i choć wtedy powinno to wywołać mały skandal, to tego skandalu nie wywołało ;).

Na pewnych zajęciach w jednej z pierwszych klas szkoły podstawowej, mieliśmy za zadanie plasteliną wykleić godło Polski. Zadanie wydawałoby się proste i klarowne. Dzieci zabrały się ochoczo za białą, czerwoną i żółtą plastelinę, i zaczęły tymi barwami wyklejać godło. A co zrobiłam ja? Wykleiłam orzełka wszystkimi kolorami tęczy. Nie dostałam za to uwagi, nikt nie krzyczał, że zhańbiłam polskie godło, ani, że mój orzełek jest brzydki. Wręcz przeciwnie- mój kolorowy orzełek zawisł na tablicy na ścianie, obok innych białych orzełków. Mimo to z tego miejsca chcę przeprosić wszystkich urażonych moją postawą i nasz symbol państwowy. Nie chciałam źle, byłam dzieckiem i nie miałam jeszcze tej świadomości- no rozumiecie ;).

pokaż więcej

więcej...
 
2017-03-20 15:40:42
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-03-19 22:08:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"dusza- całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość; w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci"

~ Słownik Języka Polskiego PWN (dwie pierwsze z podanych definicji)
___________________________________________

Jeśli dusza to coś...
"dusza- całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość; w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci"

~ Słownik Języka Polskiego PWN (dwie pierwsze z podanych definicji)
___________________________________________

Jeśli dusza to coś materialnego, a książka jest historią w dużej mierze fikcyjną, to czy Dusza może stać się nagle rzeczywista i materialna, może mieć las, jezioro i mieszkańców? Opowieść "Kto zamieszkał w naszej Duszy?" pokazuje nam, że owszem. Całość okraszona jest ciekawą, przyjemną (mimo wszystko) historią, ukazującą świat, który kryje się w każdym z nas. Świat naszych emocji i zakłóceń z nimi związanych. Świat, nad którym kontrolę czasem przejmuje nieproszony gość... Ale od początku ;).

"Trzymanie wszystkiego w sobie sprawia, że to wszystko narasta, pęcznieje, aż pewnego dnia pęknie."

Pomysł na książkę zauroczył mnie od pierwszego przeczytania opisu i byłam jej ciekawa niemiłosiernie. Gdy do mnie dotarła, to tkwiłam akurat w innym fikcyjnym świecie, więc czas do czytania nowej pozycji trenował moją cierpliwość. A był to trener strasznie wymagający, bez chwili na przerwę, długa rozgrzewka, a potem jeszcze kilka serii rozdziałów.

Przez książkę X (kto śledzi moje opinie, ten zgadnie tytuł) przebrnęłam, ochłonęłam po niej chwilę i wzięłam mój nowy książkowy nabytek w ręce. Jeszcze raz spojrzałam na opis. Kiedy przeczytałam w nim, że to opowieść dla dzieci i dorosłych, to na myśl przyszedł mi od razu "Mały Książę", do którego też powróciłam jako dorosła czytelniczka. Nieświadomie zaczęłam porównywać te dwie książki, choć czułam też, że się nie da- te pozycje to dwie różne bajki, w przenośni i dosłownie. "Kto zamieszkał w naszej Duszy?" również jednak, nadaje się faktycznie i dla młodszego, i starszego czytelnika, gdyż napisana jest w miarę prostym, zrozumiałym językiem, ale niesie głębszy sens i przesłanie. Nawet napisałabym, że mimo tego prostego języka, jest lepszą propozycją dla osoby dorosłej, gdyż wtedy można dostrzec analogię zmyślonej historii do rzeczywistości, która w opisanym przykładzie (nie napiszę jakim, żeby nie spoilerować) bywa często podobna.
___________________________________________

"Samotność, to niepokojąca cisza, która wypełnia wszystko wokół. (...) To taki rodzaj ciszy, gdzie słyszysz tylko swój wewnętrzny krzyk."

Zachwycił mnie pomysł (tak, musiałam to napisać po raz drugi i tak- wiem, że się powtarzam). Już po przeczytaniu mogłam wciąż powiedzieć, że idea na tą książkę jest świetna. Znam temat niestety z autopsji i takie ujęcie tematu bardzo mi się spodobało. Doszukiwałam się w książce "znajomych elementów" i je znalazłam. Ta książka w pewien sposób przełamuje tabu (bo temat opisany w książce, myślę, to wciąż temat, o którym mówi się za mało). Autor we wstępnych słowach do czytelnika przyznaje, że to miała być z początku forma autoterapii i w takim wypadku mam nadzieję, że taka to forma pomogła ;).
___________________________________________

Minusy? Myślę, że gdyby świeciło tylko Słońce, to nikt nie mógł by docenić piękna nocy i na odwrót. Tak więc i w tym przypadku nie jest do końca różowo i są rzeczy, których można się przyczepić (nie złośliwie, ale oka też na to już przymknąć się nie da). Przeczytałam na stronie autora w jednym poście, że książka została wydana samodzielnie, bez profesjonalnej korekty i redakcji. To widać niestety drogi autorze ;). Sama nie jestem humanistką, staram się pisać poprawnie, ale jesteśmy wszyscy ludźmi i pomylić się zdarzy. Stąd właśnie potrzeba kolejnej, profesjonalnej pary oczu, które wyłapią wszelkie niedociągnięcia ;).

Mimo małej objętości książki zabrakło mi też podziału na rozdziały (piszę to z uśmiechem tutaj), gdyż zatrzymać się w czytaniu było ciężko ;). Pomysł wciąga. I czyta się przyjemnie. Mimo, że to opowieść bajkowa i trudno tu doszukiwać się wyszukanych metafor, czy cytatów z pięknym językiem i wyszukanym doborem słów.
___________________________________________

Za redakcję (czy raczej jej brak) ocena w dół (bo to jednak, mimo wszystko, wpływa też na odbiór). Tak to nie wykluczyłabym 7 ;).

pokaż więcej

 
2017-03-16 19:42:35

A537 odgarnęła kosmyk włosów z czoła. Poprawiła spódnicę na kolanach, przetarła chusteczką zaparowane okno w autobusie i spojrzała przez nie, by po chwili stwierdzić, że świat, jaki zostawiła po wejściu do autobusu nie zmienił się od tej chwili tak diametralnie. Właśnie jechała do babci do szpitala, która znów trafiła tam przez ból szyi. Od kiedy ludzie potrafili sami zwalczyć raka i poważnie... A537 odgarnęła kosmyk włosów z czoła. Poprawiła spódnicę na kolanach, przetarła chusteczką zaparowane okno w autobusie i spojrzała przez nie, by po chwili stwierdzić, że świat, jaki zostawiła po wejściu do autobusu nie zmienił się od tej chwili tak diametralnie. Właśnie jechała do babci do szpitala, która znów trafiła tam przez ból szyi. Od kiedy ludzie potrafili sami zwalczyć raka i poważnie nie chorowali, drobne infekcje i obrzęki kwalifikowały ich do szpitali. Apteki miały wciąż oblężenie, nawet większe niż kiedyś, bo przeziębienia, zapalenia pęcherza, siniaki, bóle głowy były częstsze (człowiek chorował częściej, ale mniej poważnie i koncerny farmaceutyczne nadal miały zyski).

W szybie przez chwilę odbijały się brązowe oczy A. Uznano ten kolor oczu za najbardziej ludzki i taki gen pozostawiono u wszystkich ludzi. Poza tym A. miała ciemne włosy i była idealnego wzrostu (nie za wysoka, ale i nie za niska), miała idealną wagę i ciemną karnację. Jak wszyscy. Za wszystko bowiem odpowiadały jej unormowane geny.

Poza tym A. była całkiem normalną dziewczyną. Bardzo nieśmiałą i skrytą, przez co w dzieciństwie miała mało przyjaciół (wiadomo, jakie potrafią być okrutne dzieci).

- Pięćset Trzydzieści Siedem to nigdy nic nie wie!- śmiały się. Numer był jak nazwisko. Tyle, że każdy miał inny. Zapamiętać wszystkie nie było jednak trudno, gdyż każdy posiadał niewyobrażalnie pojemną pamięć.
__________________________________

Tacy właśnie będą "ludzie jutra"...

pokaż więcej

więcej...
 
2017-03-16 02:28:48

Powietrze znów się paliło. Właściwie to tylko jej się zdawało, że się pali. Paliło się jedynie słońce i ją w policzki, które trzymała przy oknie pędzącego pociągu. Świat stawał się taki nierealny. Szybko przesuwał się przed jej oczami, drzewa przyjemnie szumiały, a może to wiatr szumiał i na nich grał...?

To nie było jej miasto. To było TO miasto. Jeden z wielu punktów na trasie jej życia. A...
Powietrze znów się paliło. Właściwie to tylko jej się zdawało, że się pali. Paliło się jedynie słońce i ją w policzki, które trzymała przy oknie pędzącego pociągu. Świat stawał się taki nierealny. Szybko przesuwał się przed jej oczami, drzewa przyjemnie szumiały, a może to wiatr szumiał i na nich grał...?

To nie było jej miasto. To było TO miasto. Jeden z wielu punktów na trasie jej życia. A jednak lubiła TAM jeździć. Sama, lecz nie samotna- z światem, który jak pies dreptał jej przy nodze. Uwielbiała to. Wędrówki po TYM czy TAMTYM mieście, bo czasem były też TAMTE miasta. A czasem nie było czasu, gdy tak jeździła.

Siadała nad rzeką i obserwowała jak słońce odbija się w wodzie. Łapała cienie na fotografiach i bańki mydlane. Łapała życie w płuca i ciepłe powietrze. To było latem. To wszystko i nic. Nic, które się nie liczyło.

To wtedy czuła się naprawdę wolna. To "wtedy" to moje wtedy, a "ona" to po prostu ja... ;).

pokaż więcej

więcej...
 
2017-03-16 01:20:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

A teraz pytanie za milion złotych. Uwaga, czytam:

Książka "Krwawy fiolet" Dia'i Reeves jest:
a) zaskakująca
b) przerażająca
c) wciągająca
d) wszystkie możliwości

Telefon do przyjaciela jest nieaktywny, gdyż Twój znajomy został pożarty przez stwora, publiczność też jest poza zasięgiem, a pół na pół odetnie Ci połowę kończyn.
___________________________________________

"Szaleństwo nigdy nie...
A teraz pytanie za milion złotych. Uwaga, czytam:

Książka "Krwawy fiolet" Dia'i Reeves jest:
a) zaskakująca
b) przerażająca
c) wciągająca
d) wszystkie możliwości

Telefon do przyjaciela jest nieaktywny, gdyż Twój znajomy został pożarty przez stwora, publiczność też jest poza zasięgiem, a pół na pół odetnie Ci połowę kończyn.
___________________________________________

"Szaleństwo nigdy nie było tak pociągające", głosi hasło na okładce. Trudno mi się z tym hasłem nie zgodzić, gdyż książka ta wciąga od pierwszego rozdziału, właściwie to wciąga już sam opis, a po drodze jeszcze "podziękowania". W sumie to można zacząć nawet od tytułu i okładki (a co będziemy się ograniczać). Ale że "Krwawy fiolet"?! I tu przystanęłam. Nie dość, że krwawy to jeszcze fiolet (kolor tajemnicy, magii, co idealnie oddaje też książkę). Normalna osoba przewróciłaby oczami i się wzdrygnęła, osoba z szaleństwem wytatuowanym na dłoniach z radością przyklaśnie i entuzjastycznie rozpocznie lekturę. No więc mnie można wrzucić do tego drugiego worka.

"- Ładnie tutaj, prawda?
<Podejrzanie ładnie>, zgodził się tatko. <Gdzie są rzeźnie? Ropa wylewająca się z każdej dziury w ziemi? Gdzie ogień i siarka?>"

Książka ta budziła we mnie skrajne emocje. Czasem irytowała, czasem obrzydzała, a czasem zachwycała. Cały czas za to wciągała. Dia miała naprawdę ciekawy pomysł i go zrealizowała, i jak też możemy przeczytać w opisie "autorka daje popis obłędnej wyobraźni opowiadając historię jak z sennego koszmaru (...)", w czym nie ma ani krzty przesady. Niektóre sytuacje są tak absurdalne, jakby wyjęte ze snu, gdzie często nic nie ma sensu. Kreacja głównej bohaterki jest kompletna od początku do końca. Świat w książce stale intryguje, zasypuje nowymi pomysłami. Nie ma tu przycisku STOP. "Sen" po prostu płynie, dając nam co jakiś czas nowe wątki, ale nie traci ani na chwilę na jakości. Szaleństwa. Co może być i plusem, i minusem.

Minusem jest dlatego, że to wszechogarniające szaleństwo, absurd i obłęd mogą w pewnym momencie przytłaczać. Czasem może przydałoby się jakieś zatrzymanie, oddech, zejście z tej karuzeli (tak, by nie zwrócić drugiego śniadania, co jest całkiem możliwe przy tego typu atrakcji). Jednak biorę pod uwagę też to, że jest to debiut autorki (doszły mnie takie słuchy przynajmniej), za co daję dużego plusa i kwalifikuję ten debiut do udanych.

PS. Nie polecam czytać tej książki przy jedzeniu osobom nadwrażliwym.
___________________________________________
- Ta książka jest obłędna.
- Chyba obłąkana raczej.

pokaż więcej

 
2017-03-08 22:48:10
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-08 22:47:30
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-08 22:31:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Delirium (tom 1)

"Noszę twe serce z sobą (noszę je w moim
sercu) nigdy się z nim nie rozstaję (gdzie idę
ty idziesz ze mną; cokolwiek robię samotnie
jest twoim dziełem, kochanie)

i nie znam lęku (...)"

~ Cummings Edward Estlin "***Noszę Twe serce z sobą"
___________________________________________

"Ze wszystkich chorób najgorsze są te, które pozwalają człowiekowi wierzyć, że ma się dobrze".

...
"Noszę twe serce z sobą (noszę je w moim
sercu) nigdy się z nim nie rozstaję (gdzie idę
ty idziesz ze mną; cokolwiek robię samotnie
jest twoim dziełem, kochanie)

i nie znam lęku (...)"

~ Cummings Edward Estlin "***Noszę Twe serce z sobą"
___________________________________________

"Ze wszystkich chorób najgorsze są te, które pozwalają człowiekowi wierzyć, że ma się dobrze".

Przeczytałam tą książkę dwa razy. Raz- zachwycona od palców u stóp do czubka głowy porównaniem "miłości jako choroby" i sama chorując na delirię (a było to chyba niedługo po polskiej premierze książki) oraz drugi- w ostatnich dniach, gdyż książka spodobała mi się na tyle, by do niej powrócić i za nią "zatęskniłam" (ach, znów ta deliria).

Myślę, że lepiej czytało mi się tą książkę, gdy byłam młodsza i takim czytelnikom chyba ta książka jest dedykowana- młodzieży. Niektóre opisy mogą być dla dorosłego czytelnika za ubogie, zbyt ogólne (np. opis pocałunków lub raczej- jego brak), a np. dialog Aleksa z Frankiem wydawać się może wymuszony ("- Wiesz, jak to jest. - Wiem, jak to jest"). Mimo tych szczegółów książkę czyta się bardzo dobrze, z przyjemnością wręcz, pomysł intryguje, fabuła wciąga. Do tego dobre wrażenie robi okładka, która poniekąd łączy się z treścią (ale nie będę tutaj pisać spoilerów ;) ).

___________________________________________

"Właśnie tak czuję się teraz. Zagubiona i odnaleziona, i znów zagubiona, wszystko naraz".

"Delirium" daje nowe spojrzenie na miłość. Miłość- choroba, którą trzeba leczyć. Miłość- choroba, od której się umiera. Choć te porównania często krążą w powietrzu, to Lauren Oliver nakreśliła to wprost, dodała do tego bohaterów, historię i stworzyła świetną książkę. Tak- mimo paru opisów, dialogów, zachowań bohaterów, które mogą drażnić, ta książka jest dla mnie świetna. Być może dlatego, że nie czytałam wcześniej podobnych, a być może dlatego, że to pierwsza taka książka, która wykreowała społeczeństwo, w którym miłość się leczy- nie wiem. Nie wiem też, czy byłabym na tyle odważna, by żyjąc w takim społeczeństwie stawić opór w imię miłości, czy raczej prowadziłabym bezpieczne życie i dała się wyleczyć. Wiem tylko jedno- to książka warta przeczytania.

___________________________________________
"jest nas więcej niż możesz sobie wyobrazić"

pokaż więcej

 
2017-03-02 19:33:02

Siedzę na łóżku z laptopem na kolanach i czytam: "Wyobraźcie sobie zatem, że możecie uratować przed doszczętnym zniszczeniem jedno dowolne dzieło – obraz lub książkę. Co by to było i dlaczego?". Przygryzam nerwowo wargę. "Tylko jeden obraz lub książkę? Ktoś oszalał...".

Uwielbiam sztukę. Za bardzo w tym przypadku. Więc, żeby odpowiedzieć na to pytanie musiałabym:
a) założyć własne...
Siedzę na łóżku z laptopem na kolanach i czytam: "Wyobraźcie sobie zatem, że możecie uratować przed doszczętnym zniszczeniem jedno dowolne dzieło – obraz lub książkę. Co by to było i dlaczego?". Przygryzam nerwowo wargę. "Tylko jeden obraz lub książkę? Ktoś oszalał...".

Uwielbiam sztukę. Za bardzo w tym przypadku. Więc, żeby odpowiedzieć na to pytanie musiałabym:
a) założyć własne wydawnictwo
b) zdobyć prawa autorskie do wszystkich ważnych (dla mnie, świata i sztuki) książek, ksiąg i obrazów
c) wydać książkę lub raczej księgę z wszystkimi ww. książkami, księgami i obrazami. Każda kolejna książka/księga byłaby przedzielona wkładką ze zdjęciem okładki. Dalej: informacje o autorze, wydawnictwo, rok wydania, ISBN itd. Obrazy opisane dokładnie: tytuł, autor, rok/lata powstania, technika, rozmiar, muzeum, w którym się znajdowało. Wydruk najwyższej jakości z dokładnym odwzorowaniem kolorystyki okładek książek i obrazów.

Kompletnie nie wiem tylko, jakby taką księgę się przenosiło lub czytało (najgrubsze księgi świata przy tym by wysiadały; żal mi by było tylko drzew, z których serc by ta księga powstała). Tytuł roboczy: "Książki, księgi i obrazy, które uratowałabym przed doszczętnym zniszczeniem". I księgę o tym zacnym tytule bym właśnie ocaliła ;).

I może poza tym tomiszczem udałoby się przemycić parę dzieł (zasady są po to, by je łamać), ale ciii... ;).

pokaż więcej

więcej...
 
Moja biblioteczka
16 5 22
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (9)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd