Rogi 
status: Czytelnik, dodał: 3 książki, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-05-18 10:43:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Córki Wawelu" traktują tyle o kresie świetności dynastii Jagiellonów, co o sytuacji społecznej kobiet w epoce późnego średniowiecza i wczesnego renesansu. Strukturalnie jest to książka rozbita na dwie wyraźnie rozdzielne połowy: jedną stanowi fabularyzowana historia karlicy Dosi, której unikalna perspektywa pozwala Brzezińskiej eksplorować życie jagiellońskich królewien, a na drugą składają... "Córki Wawelu" traktują tyle o kresie świetności dynastii Jagiellonów, co o sytuacji społecznej kobiet w epoce późnego średniowiecza i wczesnego renesansu. Strukturalnie jest to książka rozbita na dwie wyraźnie rozdzielne połowy: jedną stanowi fabularyzowana historia karlicy Dosi, której unikalna perspektywa pozwala Brzezińskiej eksplorować życie jagiellońskich królewien, a na drugą składają się uporządkowane tematycznie wykłady historyczne. Żadna z tych połówek nie udźwignęłaby 800-stronicowej książki sama w sobie, ale ich połączenie jest zaskakująco zgrabne i zwyczajnie przyjemne w odbiorze. Niestety, w ostatnim akcie "Córek Wawelu" mści się zastosowanie pomieszanej chronologii; zamiast wyczekiwanej kulminacji czekała mnie tam tylko nudna, spóźniona próba zawiązania wątków w całość.

pokaż więcej

 
2019-05-11 14:16:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Wierzę, że "Kwiaty dla Algernona" napisane były z sercem i dobrymi zamiarami, ale samo to - i minimum literackiej przyzwoitości - to za mało, bym mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to dobra, albo nawet znośna książka. Keyes sam wkłada mi do ręki broń, mówiąc ustami głównego bohatera: "Ten film kłamał (...) Nic nie dzieje się tak prosto. (...) Kawałki układanki wciska się na siłę na... Wierzę, że "Kwiaty dla Algernona" napisane były z sercem i dobrymi zamiarami, ale samo to - i minimum literackiej przyzwoitości - to za mało, bym mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to dobra, albo nawet znośna książka. Keyes sam wkłada mi do ręki broń, mówiąc ustami głównego bohatera: "Ten film kłamał (...) Nic nie dzieje się tak prosto. (...) Kawałki układanki wciska się na siłę na miejsce, ponieważ scenarzysta, reżyser czy kto tam jeszcze życzy sobie mieć je tam, gdzie zupełnie nie pasują. Nie ma wrażenia prawdy." I to samo mógłbym powiedzieć o "Kwiatach dla Algernona" - jest to powieść skrajnie niewiarygodna, opierająca się na podstawowych błędach logicznych i posługująca się bezczelną manipulacją, by wycisnąć z czytelnika łzę wzruszenia. Zamiast porządnie zastanowić się nad swym tematem przewodnim, Keyes częstuje czytelnika banalnym - i przy okazji nieprzekonującym - morałem, że inteligencja jest nic niewarta bez dojrzałości emocjonalnej. Niestety, ale literatura traktująca o rozumie sama powinna być rozumna - a przynajmniej nie mniej rozumna niż jej czytelnik.

pokaż więcej

 
2019-05-05 16:25:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jestem stałym czytelnikiem Zielińskiej od dziesięciu lat, od czasu, kiedy zamieszczała jeszcze opowiadania grozy w niszowych antologiach, na długo przed publikacją pierwszej powieści ("Przypadek Alicji") w 2014 roku; nie przegapiłem ani jednej z jej indywidualnych publikacji, z których "Sorge" jest czwarta. Niestety, nowa książka rozczarowała mnie srogo: mam wrażenie, że autorka zabrnęła w... Jestem stałym czytelnikiem Zielińskiej od dziesięciu lat, od czasu, kiedy zamieszczała jeszcze opowiadania grozy w niszowych antologiach, na długo przed publikacją pierwszej powieści ("Przypadek Alicji") w 2014 roku; nie przegapiłem ani jednej z jej indywidualnych publikacji, z których "Sorge" jest czwarta. Niestety, nowa książka rozczarowała mnie srogo: mam wrażenie, że autorka zabrnęła w ślepy zaułek. Losy bohaterek rozwijają się przewidywalnym rytmem, a rozdęte opisy miasteczka i wciąż powtarzające się retrospekcje sprawiają, że tęsknie myślę o surowej redakcji, która spuściłaby trochę powietrza z nadmuchanych akapitów. W poprzednich powieściach Zielińskiej motorem lektury były wieloznaczność i tajemnica, a sens symboli wyjaśniał się stopniowo: w "Sorge" znaczenie flaminga, trzasku i skrzydłokwiatu, a także podwójnej nazwy miasteczka, w którym toczy się akcja, jest oczywiste od początku. Zwyczajnie brakuje tu bodźca do czytania, skoro autorka kroczy dobrze udeptaną ścieżką: żałoba, kompleks ocalonego i lęk przed utratą wspomnień to tematy praktycznie wyczerpane przez współczesną literaturę, i obawiam się, że Zielińska niewiele do nich wniosła. "Sorge" kładzie nacisk przede wszystkim na kobiety i symboliczne "udzielenie im głosu": trzy główne postaci - dziewczyna, Tula i Adela - zdają się reprezentować trzy różne etapy w życiu kobiety, a powieść w założeniach traktuje o braku porozumienia i wzajemnego wsparcia. Doceniam, że Zielińskiej marzy się żeńska solidarność, żałuję tylko, że nie udało się jej zawrzeć tego marzenia w lepiej skonstruowanej i ciekawszej fabule.

pokaż więcej

 
2019-05-05 13:37:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Dziewczyna z konbini" to historia o społecznym nieprzystosowaniu, kwestionująca pojęcie normalności tak, jak nieczęsto się w literaturze udaje. Murata atakuje temat poprzez nakreślenie dwóch znakomitych postaci: narratorka, tytułowa dziewczyna z konbini, to socjopatka odnajdująca spokój w pozorowanych emocjach sklepowego mikrokosmosu; Shiraha zaś to facet uzależniony od pogardy, ofiara presji... "Dziewczyna z konbini" to historia o społecznym nieprzystosowaniu, kwestionująca pojęcie normalności tak, jak nieczęsto się w literaturze udaje. Murata atakuje temat poprzez nakreślenie dwóch znakomitych postaci: narratorka, tytułowa dziewczyna z konbini, to socjopatka odnajdująca spokój w pozorowanych emocjach sklepowego mikrokosmosu; Shiraha zaś to facet uzależniony od pogardy, ofiara presji środowiska, ale także niezdolności do zdefiniowania samego siebie. Ze zderzenia tych dwóch osobowości wypływa frapująca historia obyczajowa, która każdemu rozgarniętemu literackiemu kołu dyskusyjnemu zapewniłaby materiał do wielogodzinnej debaty. "Dziewczyna z konbini" napisana jest prosto i bezpośrednio, bez ozdobników i dygresji: Murata strzela, żeby zabić i nie bierze jeńców. Bez wątpienia jedna z najlepszych książek, jakie miałem w rękach w tym roku.

pokaż więcej

 
2019-05-04 19:56:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Opowiadania Grabińskiego to niezaprzeczalna ramota, ale ramota najlepszego gatunku - taka, która wciąż bawi, nawet jeśli w nieco inny sposób niż kiedyś. Zamierzona przez autora groza raczej rzadko przeziera spod klasycznej formuły opowieści niesamowitej, na dzień dzisiejszy okrzepłej i przewidywalnej, lecz niedostatek dreszczyku wynagradzają okazjonalne zaskakujące puenty, szybka - jak na ten... Opowiadania Grabińskiego to niezaprzeczalna ramota, ale ramota najlepszego gatunku - taka, która wciąż bawi, nawet jeśli w nieco inny sposób niż kiedyś. Zamierzona przez autora groza raczej rzadko przeziera spod klasycznej formuły opowieści niesamowitej, na dzień dzisiejszy okrzepłej i przewidywalnej, lecz niedostatek dreszczyku wynagradzają okazjonalne zaskakujące puenty, szybka - jak na ten rodzaj literatury - akcja, a przede wszystkim - przeuroczy staroświecki język. Jest to twórczość bardzo charakterystyczna: wśród znaków rozpoznawczych prozy Grabińskiego znajdują się pociągi parowe, stacje kolejowe, ogień, pożary, opętania, namiętne romanse i postrzały w głowę (nie liczyłem, ile opowiadań wieńczy śmierć od kuli w łeb, ale było tego sporo). Warto zaznaczyć, że "Muzeum dusz czyśćcowych" to nie tyle ścisłe "the best of" autora, co raczej reprezentatywny przekrój kariery: jakościowo bywa więc różnie, dlatego też czytelnicy niepewni, czy styl Grabińskiego przypadnie im do gustu, mogą rozważyć zakup mniej obszernego zbioru (może "Znaki niesamowite" z wydawnictwa C&T?). Podsumowując, nie sądzę, by "Muzeum dusz czyśćcowych" miało odmienić komuś życie, ale dla fanów staroci i/lub opowieści niesamowitej jest to klasyk wart poznania.

pokaż więcej

 
2019-04-30 16:27:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Lem

Ryzyko artystyczne to podstawa każdego wielkiego dzieła; rzadko zdarzają się jednak utwory pozornie niczym nie skrępowane, niepohamowane, niestroniące ani od prościutkiego, dziadkowego humoru, ani od głębszej filozoficznej myśli, ani od absurdu, ani groteski, ani w ogóle żadnego tematu, nieważne jak ważkiego czy - wręcz przeciwnie - prozaicznego. "Dzienniki gwiazdowe" takie właśnie są - raz po... Ryzyko artystyczne to podstawa każdego wielkiego dzieła; rzadko zdarzają się jednak utwory pozornie niczym nie skrępowane, niepohamowane, niestroniące ani od prościutkiego, dziadkowego humoru, ani od głębszej filozoficznej myśli, ani od absurdu, ani groteski, ani w ogóle żadnego tematu, nieważne jak ważkiego czy - wręcz przeciwnie - prozaicznego. "Dzienniki gwiazdowe" takie właśnie są - raz po raz balansują na granicy nieśmieszności, rażą przaśnością (celową lub nie), żeby naraz przeskoczyć w tryb filozoficzny i zaskoczyć czytelnika zgrabnie ujętą myślą, a potem nagle wysupłać się z humorystycznego przyodziewku i przejść płynnie w formułę opowieści niesamowitej a la Stefan Grabiński. Pisząc przygody Ijona Tichego, Lem jadł ryzyko artystyczne na śniadanie i - w odróżnieniu od swoich bardziej zdyscyplinowanych książek i cykli - nie stawiał sobie niemal żadnych barier czy przeszkód. Stąd komedyjka o konkurujących producentach pralek sąsiaduje z horrorem o szalonym cybernetyku, a głupkowata scena spaceru po hodowli żywych mebli płynnie przechodzi w opowiadanie o zawiłej relacji między religią a postępem technologicznym. Mam do "Dzienników" całą masę zastrzeżeń, przede wszystkim na polu humoru i estetyki (np. żarty z Afryki w opowiadaniu "Profesor A. Dońda" to przykład obciachowego peerelowskiego "miękkiego" rasizmu). Jednocześnie mam jednak uczucie, że oto przeczytałem coś naprawdę wyjątkowego, być może nawet najbardziej niepodrabialną wśród książek Lema.

PS. Gdyby kilka dekad temu pisanie fanfików było tak popularne, jak dziś, założę się, że Ijon Tichy stałby się faworytem pisarzy amatorów. Lubię sobie wyobrażać, co też mogłoby się z tego urodzić.

PPS. Opinię pisałem po przeczytaniu wydania "Dzienników gwiazdowych" z 2015 roku (Wydawnictwo Literackie), które nie jest wydaniem kompletnym; pominięte teksty ukazały się potem w dodatkowym wydawnictwie zatytułowanym "Dzienniki gwiazdowe II", za które zabiorę się w następnej kolejności.

pokaż więcej

 
2019-04-29 21:46:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Miliard lat przed końcem świata" opowiada o grupie naukowców, którzy pod wpływem eskalacji dziwacznych wypadków dochodzą do wniosku, że na ich życie oddziałuje nieokreślona siła wyższa: pozornie jest to książka o skłonności natury do samoregulacji i/lub o dążeniu do krańców naukowego poznania (wszystko to w przaśnej scenerii leningradzkiego blokowiska, na tle stołów zastawionych flaszkami... "Miliard lat przed końcem świata" opowiada o grupie naukowców, którzy pod wpływem eskalacji dziwacznych wypadków dochodzą do wniosku, że na ich życie oddziałuje nieokreślona siła wyższa: pozornie jest to książka o skłonności natury do samoregulacji i/lub o dążeniu do krańców naukowego poznania (wszystko to w przaśnej scenerii leningradzkiego blokowiska, na tle stołów zastawionych flaszkami alkoholu i szklankami herbaty). Kusi jednak, by odczytywać dzieło Strugackich raczej jako manifest pokolenia rosyjskiej inteligencji, stojącej przed wyborem: konformizm czy emigracja? spokój czy ustawiczna walka? Książka pełna jest fałszywych tropów: wśród najbardziej intrygujących wymieniłbym losowe luki w tekście, sugerujące fragmentaryczność i niewiarygodność narracji, i chorobliwie szczegółowe ewidencjonowanie spożywanych przez postaci płynów, ze szczególnym wskazaniem na herbatę. Skłaniam się ku opinii Wojciecha Kajtocha (patrz: "Bracia Strugaccy (zarys twórczości)"), że te i podobne zabiegi mają na celu zaktywizowanie wyobraźni czytelnika, skłonienie go do pilnego poszukiwania ukrytych przesłań, a same w sobie niekoniecznie są znaczące; byłbym szczęśliwszy, gdyby stało za tym coś więcej, ale i tak trudno mi się gniewać. "Miliard lat przed końcem świata" to książka równie krótka, co fascynująca, jedna z tych, które utykają w pamięci na długo i proszą się o powtórne lektury.

pokaż więcej

 
2019-04-24 10:11:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Ekumena (tom 4) | Seria: Fantastyka i Groza

"Lewa ręka ciemności" opowiada o planecie Gethen, zamieszkanej przez odrębny szczep ludzkości o szczególnych cechach: wszyscy mieszkańcy są obojnakami, których cechy płciowe ujawniają się tylko w krótkim okresie przywodzącym na myśl ruję. Patrząc na planetę oczami wysłannika z Ziemi, LeGuin pozwala sobie na garść przemyśleń o wpływie popędu seksualnego, płci biologicznej i płci kulturowej na... "Lewa ręka ciemności" opowiada o planecie Gethen, zamieszkanej przez odrębny szczep ludzkości o szczególnych cechach: wszyscy mieszkańcy są obojnakami, których cechy płciowe ujawniają się tylko w krótkim okresie przywodzącym na myśl ruję. Patrząc na planetę oczami wysłannika z Ziemi, LeGuin pozwala sobie na garść przemyśleń o wpływie popędu seksualnego, płci biologicznej i płci kulturowej na kształtowanie się społeczeństw: robi wprawdzie co najmniej ze dwa kroki za mało z perspektywy współczesnych gender studies, ale i tak zmierza we właściwym kierunku. "Lewa ręka ciemności" postarzała się z godnością, jak przystało na dobrą, emocjonującą prozę przygodową; może to dlatego, że mam słabość do motywu podróży w ekstremalnych - w szczególności arktycznych - warunkach, ale też LeGuin zwyczajnie zna się na swoim rzemiośle.

pokaż więcej

 
2019-04-16 20:01:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Lekki bagaż" czytało mi się najlepiej ze wszystkich trzech wydanych dotychczas książek Cieplak: tematyka jest interesująca, postaci wiarygodne, wątki dobrze poprowadzone. Powieść traktuje o byciu wolontariuszem i o dogasającym idealizmie, i chociaż nie doznałem podczas lektury większych oświeceń, to dobrze było skonfrontować swój ogląd rzeczywistości ze spojrzeniem kogoś bardziej w temacie... "Lekki bagaż" czytało mi się najlepiej ze wszystkich trzech wydanych dotychczas książek Cieplak: tematyka jest interesująca, postaci wiarygodne, wątki dobrze poprowadzone. Powieść traktuje o byciu wolontariuszem i o dogasającym idealizmie, i chociaż nie doznałem podczas lektury większych oświeceń, to dobrze było skonfrontować swój ogląd rzeczywistości ze spojrzeniem kogoś bardziej w temacie zorientowanego. Zawodzi tylko zakończenie - powieść urywa się po prostu, niektórym wątkom skąpiąc satysfakcjonującej konkluzji. Obawiam się, że nijakie finały to teraz już cecha charakterystyczna prozy Cieplak.

pokaż więcej

 
2019-04-10 22:31:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Albo ostatecznie straciłem do Snerga cierpliwość, albo "Nagi cel" jest jeszcze gorszy od poprzedzającego go "Według łotra". Znów pojawia się tu koncepcja wielowarstwowej rzeczywistości, znów mamy świat jako plan filmowy, tyle że tym razem sytuacja jest jasna: wszystko niemal, co spotyka bohatera, jest nierzeczywiste, istnieje wyłącznie na trójwymiarowym ekranie (to żaden spojler, wszystko to... Albo ostatecznie straciłem do Snerga cierpliwość, albo "Nagi cel" jest jeszcze gorszy od poprzedzającego go "Według łotra". Znów pojawia się tu koncepcja wielowarstwowej rzeczywistości, znów mamy świat jako plan filmowy, tyle że tym razem sytuacja jest jasna: wszystko niemal, co spotyka bohatera, jest nierzeczywiste, istnieje wyłącznie na trójwymiarowym ekranie (to żaden spojler, wszystko to wyjaśnia się już po parunastu stronach). Tym trudniej zaangażować się w idiotyczną szpiegowską intrygę, wokół której osnuty jest główny wątek. Gdybyście spytali Hitchcocka, czy publiczność będzie odczuwać suspens, wiedząc, że tykająca bomba jest tylko iluzją, pewnie postukałby się w czoło. Snerg natomiast mimo to z uporem maniaka stara się zrobić z "Nagiego celu" powieść sensacyjną, chociaż ewidentnie brakuje mu do tego warsztatu i pomysłu. Zwrotami akcji na ostatnich dziesięciu stronach nie da się niestety zmazać złego wrażenia. Wątpliwe wątki filozoficzne - tyczące się natury materii i subiektywnego postrzegania rzeczywistości - wyprowadzone są jeszcze biedniej niż w "Według łotra", a ostatni gwóźdź do trumny stanowią liczne sceny prostackiego podrywu (jak na dzisiejsze standardy - zwyczajnego molestowania seksualnego), nieprzekonująco uzasadnione fabularną koniecznością; uważam je za nie dość, że seksistowskie, to jeszcze upiorne i wstrętne. Niestety, jak dotąd za jedyną udaną książkę Wiśniewskiego-Snerga mam wciąż jego gęsty od absurdu debiut, "Robota", ale ów sukces to ewidentnie fuks, wypadek przy pracy, a nie preludium błyskotliwej kariery.

pokaż więcej

 
2019-04-07 13:31:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" jest kompetentnie napisaną powieścią, która dotyka wprawdzie ważnych tematów, ale na samym dotykaniu się kończy. Miała zapewne stanowić rozliczenie z grzechami amerykańskiej przeszłości, przyprawione elementami realizmu magicznego, ale niestety wyszedł z tego tylko płytki, pretensjonalny banał. Brakuje iskry: czegoś, co ożywiłoby świat przedstawiony,... "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie" jest kompetentnie napisaną powieścią, która dotyka wprawdzie ważnych tematów, ale na samym dotykaniu się kończy. Miała zapewne stanowić rozliczenie z grzechami amerykańskiej przeszłości, przyprawione elementami realizmu magicznego, ale niestety wyszedł z tego tylko płytki, pretensjonalny banał. Brakuje iskry: czegoś, co ożywiłoby świat przedstawiony, postaci, fabułę. Sceny realistyczne to ilustracje truizmów: że na południu Stanów panuje bieda, że policja dyskryminuje czarnych, że system więziennictwa to kpina, że pod co drugim kamieniem w Missisipi czai się rasista, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu samosądy były na porządku dziennym; Ward chyba naprawdę starała się poruszyć serce i sumienie czytelnika, ale bezskutecznie. Starczy powiedzieć, że nie bez powodu nagłówki prasowe nie są uważane za dobrą prozę, tak samo jak wykres słupkowy nie jest tym samym, co wnikliwa analiza danych. Motywy nadprzyrodzone jakimś cudem wnoszą do tej historii nawet mniej; czytając, nie czułem dosłownie nic. Przyszło mi za to do głowy, że skoro istnieje termin "Oscar bait" (przynęta oscarowa), potrzebujemy też analogicznego określenia tyczącego się prestiżowych nagród literackich, w tym wypadku: "National Book Award bait". "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie", mimo sztuczności i przewidywalności, nie jest w żadnym razie książką tragiczną czy obraźliwą, ale szczerze żałuję czasu włożonego w lekturę; kwalifikuje się do najgorszej z możliwych szufladek, tej z napisem "zbędne".

pokaż więcej

 
2019-04-03 19:36:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Saga Endera (tom 1)

Gdyby podejść do problemu matematycznie, wyszłoby, że nic mi się w "Grze Endera" nie podobało: ani postaci, ani świat przedstawiony, ani dylematy moralne, ani wizja przyszłości, ani przedstawienie obcych - czyli "robali", ani wątki polityczne. Powieść ta jest jednak trochę więcej niż sumą swych części: Card umie prowadzić akcję z wzorcową gracją, zawsze obiecując czytelnikowi coś ciekawego za... Gdyby podejść do problemu matematycznie, wyszłoby, że nic mi się w "Grze Endera" nie podobało: ani postaci, ani świat przedstawiony, ani dylematy moralne, ani wizja przyszłości, ani przedstawienie obcych - czyli "robali", ani wątki polityczne. Powieść ta jest jednak trochę więcej niż sumą swych części: Card umie prowadzić akcję z wzorcową gracją, zawsze obiecując czytelnikowi coś ciekawego za parę stron i nigdy nie zbaczając z kursu. Nawet jeśli Ender nie interesował mnie jako postać, jego zwycięstwo bądź porażka ciekawiły mnie jako zwrot fabularny; w głębi duszy jestem prostym czytelnikiem i łatwo padam ofiarą dobrego rzemieślnika. Mój największy problem z "Grą Endera" da się sprowadzić do niemożności zawieszenia niewiary: nie kupuję tej rzeczywistości, jej nieletnich genialnych dowódców, wielopoziomowych wojskowych manipulacji i młodocianych politycznych ninja. Ale wiem, że mając piętnaście lat przełknąłbym to wszystko bez popitki i zapewne emocjonowałbym się Enderem usiłującym dowieść swojej męskości; książkę polecam, jeśli jesteście jeszcze w bliskim kontakcie z waszym wewnętrznym dzieckiem.

pokaż więcej

 
2019-03-26 20:07:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Nieuprzejmość" ma naprawdę mocny start, przede wszystkim dzięki dwóm potężnym zaletom stylu Kochmańskiej: analitycznemu podejściu do relacji międzyludzkich i precyzji w konstruowaniu wiarygodnych postaci. To ostatnie może być jednak złudzeniem; powieść czyta się jak coś opartego w dużej mierze na prywatnych obserwacjach, możliwe więc, że w życiu Kochmańskiej była jakaś Julka, Karolina, Kaja,... "Nieuprzejmość" ma naprawdę mocny start, przede wszystkim dzięki dwóm potężnym zaletom stylu Kochmańskiej: analitycznemu podejściu do relacji międzyludzkich i precyzji w konstruowaniu wiarygodnych postaci. To ostatnie może być jednak złudzeniem; powieść czyta się jak coś opartego w dużej mierze na prywatnych obserwacjach, możliwe więc, że w życiu Kochmańskiej była jakaś Julka, Karolina, Kaja, Andrzej i inni, a ich osobowości zostały odciśnięte przez kalkę bardziej niż wykreowane. Dobre wrażenie rozpływa się, kiedy po pierwszych stu stronach staje się jasne, że "Nieuprzejmość" nie zmierza do niczego: sytuacje powtarzają się, raz za razem popełniane są te same błędy, nieprzepracowane problemy pozostają nieprzepracowane, do pozornie nieuchronnych konfrontacji nieuchronnie nie dochodzi, nic nigdy się nie zmienia; i możecie twierdzić, że przecież właśnie do tego Kochmańska dąży, że ten brak struktury, celu czy sensu jest częścią przesłania o nijakich dramatach współczesnej klasy średniej; na co ja odpowiadam, że tok rozumowania autorki był całkowicie jasny po mniej więcej pięćdziesięciu stronach, więc czemu właściwie "Nieuprzejmość" jest powieścią, a nie opowiadaniem lub kilkuczęściowym cyklem felietonów? Na zakończenie czy podsumowanie nie ma co liczyć, narracja urywa się w arbitralnie wybranym momencie i zostawia czytelnika z pustką w sercu, z chłodnym rozczarowaniem. Szkoda, bo zapowiadało się bardzo dobrze.

pokaż więcej

 
2019-03-24 09:28:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Klasyka grozy

"Upiorna opowieść" to współczesny klasyk horroru, garściami czerpiący z tradycji romansu gotyckiego i wyładowany po brzegi nawiązaniami do utworów z gatunkowego kanonu. Gdyby jednak był to tylko 600-stronicowy hołd dla archaicznej literatury grozy, nie miałbym tu czego szukać, bo zwyczajnie nie podzielam fascynacji Strauba; tak się jednak składa, że "Upiorna opowieść" to bardzo dobra książka... "Upiorna opowieść" to współczesny klasyk horroru, garściami czerpiący z tradycji romansu gotyckiego i wyładowany po brzegi nawiązaniami do utworów z gatunkowego kanonu. Gdyby jednak był to tylko 600-stronicowy hołd dla archaicznej literatury grozy, nie miałbym tu czego szukać, bo zwyczajnie nie podzielam fascynacji Strauba; tak się jednak składa, że "Upiorna opowieść" to bardzo dobra książka także w oderwaniu od literackiej tradycji, z której wyrasta, i prawdopodobnie najlepszy horror, jaki czytałem przez ostatnie pięć lub więcej lat. Straub opowiada tu historię stowarzyszenia starszych panów, których nękają złe sny i złe przeczucia. Rok temu jeden z członków stowarzyszenia umarł w zagadkowych okolicznościach; nie mogąc poradzić sobie z dręczącą ich od tego czasu nadnaturalną grozą, panowie wzywają na pomoc jego syna, pisarza grozy, który - chcąc nie chcąc - będzie musiał stać się doktorem Van Helsingiem tej opowieści. Dalej fabuła rozwija się w skomplikowany, wielowątkowy i momentami niepotrzebnie zagmatwany miszmasz horrorowych motywów, który dzięki dobrze napisanym postaciom, wiarygodnej małomiasteczkowej scenerii i rozbudowanej wewnętrznej mitologii ma szansę pozostać w mojej pamięci na długo.

pokaż więcej

 
2019-03-22 19:00:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Wczesne powieści McEwana są lekturami błyskawicznymi, choć nieszczególnie pozostającymi w pamięci: podczas gdy "Betonowy ogród" stanowił wariację na temat "Władcy much", "Ukojenie" sięga po elementy horroru czy thrillera, uciekając od gatunkowego banału głównie poprzez frustrujące niedopowiedzenia i nieprzewidywalność. Historia podana jest w sposób zwięzły i efektywny; widać tutaj całkiem już... Wczesne powieści McEwana są lekturami błyskawicznymi, choć nieszczególnie pozostającymi w pamięci: podczas gdy "Betonowy ogród" stanowił wariację na temat "Władcy much", "Ukojenie" sięga po elementy horroru czy thrillera, uciekając od gatunkowego banału głównie poprzez frustrujące niedopowiedzenia i nieprzewidywalność. Historia podana jest w sposób zwięzły i efektywny; widać tutaj całkiem już rozwinięty warsztat McEwana, który jednym zdaniem potrafi wywołać dokładnie takie skojarzenia, jakich potrzebuje. Elementy fabuły nie łączą się jednak w klarowny sposób, sprawiając, że przesłanie pozostaje w sferze mglistych przypuszczeń; ten brak pewników jednych będzie zachwycał, innych odrzucał, a jeszcze innych - w tym mnie - ani ziębił, ani grzał. Trudno nie polecić literatury równie sprawnej i wciągającej, ale "Ukojeniu" daleko jednak to lepszych dzieł McEwana.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
256 251 1422
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd