Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,42 (9885 ocen i 426 opinii) Zobacz oceny
10
757
9
1 025
8
1 102
7
2 324
6
1 660
5
1 366
4
540
3
667
2
192
1
252
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788373272248
liczba stron
720
słowa kluczowe
Boryna, nagroda Nobla
kategoria
klasyka
język
polski
dodał
Krzysiek W

Inne wydania

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec XIX wieku. We wsi Lipce trwają jesienne prace polowe. Nikt nie spodziewa się mających wkrótce nadejść wypadków, które zaciążą na całej wiejskiej społeczności. Maciej Boryna, zaniepokojony losem swego gospodarstwa, podejmuje decyzję o małżeństwie. Jeszcze nie wie, że nadchodzi najbardziej nieszczęśliwy okres w jego życiu...

 

źródło opisu: Wydawnictwo Greg, 2010

źródło okładki: http://www.greg.pl/

Brak materiałów.
książek: 92
Piratka | 2015-10-03
Na półkach: Przeczytane

Wpierw garść cytatów z Waszych wpisów, dobranych moim zwyczajem tendencyjnie.
Elly "Reymont jest laureatem Nagrody Nobla w dziecinie literatury za rok 1924. Sam ten fakt powinien spowodować, że Polacy sięgną po jego książkę i przeczytają ją w całości" bez urazy ale wnioskowanie "non sequitur" a kryteria przyznawania tej nagrody są trudne do zrozumienia.
Carles "Ja byłam takim dziwnym dzieckiem, jeśli o lektury idzie, że zasadniczo je ceniłam. Owszem kilka "gniotków" mnie odpychało, ale był "szacun" i szczera sympatia i do Żeromskiego, i do Orzeszkowej i do tych mniej jeszcze lubianych przez szkolną gawiedź. A "Chłopi" Reymonta - oj, nie czułam tego wtedy i nie czuję teraz. Na dowód, że się starałam, że chciałam - te potężne tomy - dwa razy w życiu przeczytałam. Wtedy, jako smarkula, i rok temu jakoś. I nic się nie zmieniło. Nie czuję wcale. Przypadek beznadziejny." Znam to uczucie.
Dodi "Czytanie tej książki polecam każdemu, kto ma problemy z zasypianiem. I wcale nie żartuję... Mimo iż starałam się czytać ją w ciągu dnia, kiedy byłam w większym stopniu pełna energii, niż znużona, po paru stronach tej książki marzyłam jedynie o tym, bo się przespać, gdyż powieki same opadały ciężko na me oczy. Co do samej treści to również nie zachwyca. Cały czas szukam lektury, która obali stereotyp mówiący, iż KAŻDA lektura szkolna jest nudna, beznadziejna i niegodna przeczytania, jednak niestety póki co nie odnalazłam jeszcze takowej." Temat osobny, mnie kilka lektur się spodobało, ale to wyjątki od reguły ("Ania z Zielonego Wzgórza" czy "Dzieci z Bullerbyn").
JaneS "Cóż, nad książką nie mam zamiaru się rozwodzić. Z prostej przyczyny - szkoda mi na to „coś” czasu. Przeczytałam tylko pierwszy tom, gdyż tylko jeden obowiązuje mnie w szkole." Zazdroszczę, że tylko jeden tom, naszą klasę przymuszono do dwu.
Rachel3 "Zzzz... No nie mogę. Żeby to tak jeszcze po polsku było... A jak mnie starsza o rok przyjaciółka ostrzegała, że gorszej lektury nie miała, to nie wierzyłam..." Można zrozumieć, że gwarą są pisane dialogi, tylko czy narrator też od czasu do czasu musi nawijać w taki sposób że co trzecie słowo wymaga przypisu?
Koala "Nigdy, nigdy, nigdy więcej."

Trudno powiedzieć "o czym powieść jest w ogóle", jak mówi Masochista na Youtube (Mieciu Mietczyński) w tzw. streszczeniach lektur (a gdyby tak powstrzymał się od sypania wulgaryzmami byłoby jeszcze lepiej, lecz to już insza inszość). Jedyna tak jakby znana mi powieść Reymonta, do przeczytania pierwszej połowy zmuszono nas w ramach onych lektur, co skutecznie zniechęciło nie tylko mnie do dalszego ciągu i do autora tej książki.
Temat ani gorszy ani lepszy od innych. Tylko czy trzeba to opisywać w sposób tak za przeproszeniem upierdliwy? Powieść moim skrajnie subiektywnym zdaniem jakby lepsza od twórczości Żeromskiego, choć można było napisać coś bardziej zajmującego, jak choćby "Placówka" Prusa (którego powieści mego zachwytu skądinąd nie budzą).
Przygarść cytatów z ebooka. Scena w sądzie. Między innymi "o pobicie chłopaka za wypasanie końmi koniczyny. Pogodzili się — matka dostała pięć rubli, a chłopak nowe portki..." momencik, kto z kim się pogodził, bo nie załapałam? Tzw. pełna informacja. "Sprawa o woranie się. Odłożona z braku dowodów." Szalenie zajmujące. Zaś "sprawa Bartka Kozła z Lipiec o kradzież świni u Marcjanny Antonówny Pacześ" ciągnie się przez parę stron. W trakcie powódka "że to już ścierpieć nie mogła, wyciągnęła zwiniętą, chudą pięść do niego i syknęła: - Ty złodzieju świński! ty zbóju! ty!... - i rozczapierzyła palce, jakby go chycić chciała." Sensacja. "Sprawa ciągnęła się długo, aż do przerwy, w której sąd poszedł do sąsiedniej izby na naradę, a naród wysypał się do sieni i przed dom odetchnąć nieco: kto pojeść zdziebko, kto ze swoimi świadkami się zmówić, kto wywodzić krzywdy swoje, a jenszy znowuj wyrzekać na niesprawiedliwość a pomstować, jak to zwyczajnie bywa na rokach. Po przerwie i odczytaniu wyroków przyszła na stół sprawa Boryny." Taak, a jakie było rozstrzygnięcie w sprawie Kozioł vs. Pacześ? Zagadka. Skoro pisarz poświęcił tyle miejsca zeznaniom pozwanego, wywołującym śmiech na sali i jakimi obelgami obrzucała go powódka, sądzić by można co albo czegoś brakuje albo opisał to wszystko bez potrzeby. Ale, co tam, idziemy dalej, Boryna senior jest zakochany w córce owej powódki "stanął w cieniu i zapuścił wzrok w izbę. Lampka tliła się nad okapem, ale w kominie musiał się buzować tęgi ogień, bo słychać było trzask świerczyny i czerwonawe światło zapełniało ogromną, mroczną po kątach izbę; stara, skulona przed kominem, czytała cosik głośno, a Jagna przeciw niej twarzą do okna siedziała; w koszuli była tylko i z podwiniętymi do ramion rękawami — podskubywała gęś.
— Urodna jucha, to urodna! — myślał." No, ładnie się wyraził o narzeczonej. Chwilę później zaś "Piękna kobieta — pomyślał i odszedł spiesznie, bo mu uderzyło do głowy, aż się podrapał, zapiął pętlę i pasa przyciągnął." Pisarz chyba miał problem czy jego bohater ma myśleć gwarowo czy literacko.
Jagna przymuszona przez matkę wychodzi za Borynę, z pasierbem swym Antkiem robi ten tego, co jest przedmiotem plot we wsi, a żeby wam się nie nudziło drogie dziatki, Antek ma już żonę. Bardzo zajmujące, no naprawdę. W tak zwanym międzyczasie sprawa lasu. W "Placówce" Prusa Ślimak za rezygnację z prawa do bezpłatnego użytkowania lasu dostał 3 morgi (około 1,5 ha) jego sąsiady zapewne też, mowa o tym jako o sprawie dawno załatwionej, tu zaś, pod koniec drugiego tomu, walka z dworskimi o las. Wreszcie coś się dzieje. "borowy (...) pierwszy się rzucał w pojedynkę na całe kupy, rozbijał łby kolbą fuzji (...) Poszedł nań Stacho Płoszka, by go wstrzymać, bo już naród zaczął przed nim uciekać, to go uchwycił za orzydle, okręcił nad sobą i rzucił na ziem kiej ten snopek wymłócony, aż Stacho padł nieprzytomny". Borowy w końcu przez Antka zabitym zostaje i to na śmierć. Mimo, że sympatie moje jak i w "Starej Baśni" po stronie kmieci uciskanych, po zmęczeniu drugiego tomu ulga, że tylko tyle wymagano do przerobienia. Za co to, na co i dlaczego?
Opis Bożego Narodzenia ładny, tylko po co zdanie (dla fabuły w najlepszym razie zbędne) "W stajence ci to lichej urodzić się przyszło, tam w tych krajach dalekich, między obcymi, między Żydy paskudne". Za takie teksty dają Nobla?
W pamięci utkwiło mej coś co można określić jako nienawiść sytych do głodnych "każdy z osobna szedł, z paradą, a puszył się, wynosił i po ławkach przed wielkim ołtarzem zasiadał, i pierwszeństwo brał przed innymi, dufny w bogactwo swoje", widoczna zwłaszcza gdy parobek Boryny Kuba (weteran, co łatwo przeoczyć, Powstania Styczniowego, ten co później ginie tragicznie z innych powodów) po wejściu do kościoła "nie ostał dzisiaj w kruchcie jak zawdy, jak przystało la niego, jeno się mocno jął przepychać przez ciżbę i parł prosto aż przed wielki ołtarz — aż tam, gdzie stawały same gospodarze, gdzie stojał Boryna i wójt sam; (...) Patrzyli na niego ze zdumieniem i zgrozą, a często gęsto usłyszał przykre słowo i odebrał takie spojrzenie, jako ten pies, któren się tam ciśnie, gdzie go nie wołają." I później jeszcze z konsekwencją godną lepszej sprawy wypominano mu to. "I po co się pchać między najpierwsze, kiej wszyscy wiedzą, ktoś jest?" mam nadzieję że Reymont czynił tu aluzyję do tego co oznajmia Pismo "gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: "Usiądź na zaszczytnym miejscu!", do ubogiego zaś powiecie: "Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!", to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?" (Jk 2,2)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Deadhouse landing

Coraz bardziej żałuję, że Esslemont nie znalazł uznania w oczach polskiego wydawcy Malazańskiej Księgi Poległych czy też może raczej powinienem napisa...

zgłoś błąd zgłoś błąd