Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Czarny sakrament. Prawdziwe historie opętań i egzorcyzmów.

Tłumaczenie: Paweł Kopycki
Wydawnictwo: Fronda
7,37 (91 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
11
8
21
7
27
6
10
5
7
4
0
3
3
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Dark sacrament. True stories of modern-day demon possession and exorcism.
data wydania
ISBN
9788362268801
liczba stron
415
kategoria
religia
język
polski
dodała
Elena

Autorzy książki, Kiely i McKenna, przeprowadzili niezliczoną liczbę wywiadów z ofiarami opętań, ich rodzinami, świadkami i księżmi, którzy asystowali przy dokonywaniu wielorakich obrzędów egzorcyzmu. Wiele z opisanych tu przypadków opętania jest bardzo świeżych, a niektóre z nich wciąż jeszcze trwają. Stanowią one najbardziej zdumiewające przeżycia, jakich można w ogóle doświadczyć. „Weź do...

Autorzy książki, Kiely i McKenna, przeprowadzili niezliczoną liczbę wywiadów z ofiarami opętań, ich rodzinami, świadkami i księżmi, którzy asystowali przy dokonywaniu wielorakich obrzędów egzorcyzmu. Wiele z opisanych tu przypadków opętania jest bardzo świeżych, a niektóre z nich wciąż jeszcze trwają. Stanowią one najbardziej zdumiewające przeżycia, jakich można w ogóle doświadczyć. „Weź do ręki ten opowiadający o prawdziwych wydarzeniach thriller, a możesz być pewien, że już nigdy więcej nie spojrzysz na karty tarota (…) Przykuwająca uwagę i całkowicie pochłaniająca książka, od której nie sposób się oderwać. Ostrzegamy: nie czytaj tej książki nocą, kiedy jesteś sam w domu.” – „Publishers Weekly”*

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 77
Pasqual23 | 2012-02-17
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 lutego 2012

Kolejny już raz powtórzę jak mantrę, że najlepsze historie, scenariusze pisze ludzkie życie. Nieinaczej jest z książką Davida Kiely'ego i Christiny McKenny "Czarny sakrament". Książka jak nietrudno zgadnąć odwołuje się do tej najmroczniejszej strony wiary człowieka. Strony, której istnienia do tej pory wielu nawet zatwardziałych katolików nie potrafi zaakceptować. Pytanie - czy to czego nie potrafimy objąć racjonalnym wytłumaczeniem w rzeczywistości nie ma prawa istnieć? - wydaje się niewystarczającym dla wielu jednak wyjaśnieniem. I tu pojawia się dylemat. Wydaje mi się, że przy tego typu literaturze każdy na swój sposób przeżywa opisywane w niej historie. U każdego w zależności od siły wiary czy też stopnia wierzeń w zjawiska nadnaturalne i paranormalne wywołują zupełnie inny stopień intensyfikacji napięcia. Jednych przerażą (i to dosłownie). Inni przebrną jak przez zwykłą książkę. U reszty wywołają uśmiech na twarzy. Tak więc wszystko oscyluje wokół naszego nastawienia do religii, w tym przypadku ogólnie do chrześcijaństwa. Wspomniana trudność leży w tym przypadku po stronie recenzenta. Analizując książki tego rodzaju nie sposób uniknąć pytań i nawiązań do religii, dogmatów, co jednych może satysfakcjonować, a niewierzących przyprawić o wrzody. Próba wypośrodkowania swojej wypowiedzi, znalezienia "złotego środka" z jednej strony jest uczciwa względem odbiorców, gdyż bierze pod uwagę poglądy każdego człowieka. Pozostaje pytanie - czy tego typu wywodem recenzent jest uczciwy względem samego siebie, swoich osobistych przekonań. Nie chodzi mi bynajmniej o próbę nakłaniania bądź też narzucania komukolwiek swojego zdania. Ale zważając na opinie osób stojących w opozycji do niego samego, a co za tym idzie unikając drażliwych zagadnień i tematów, człowiek zaprzecza sam sobie, swojemu sumieniu. Finalny twór - w zamierzeniu autora obiektywna recenzja, szanująca w epoce naciąganego ekumenizmu poglądy i wierzenia bliźnich - staje się populistycznym bełkotem, starającym się ukryć między wierszami to, czego ludzie nie chcą słyszeć. Na co wolą mieć klapki na oczach.

"Czarny sakrament" wspomnianych autorów nie jest moim pierwszym spotkaniem z tematyką egzorcyzmów i opętań. Pomijając horrory na dużym ekranie czy na papierze bliżej udało mi się przyjrzeć tym zagadnieniom w książce Gabriele Amortha, głównego egzorcysty Rzymu - "Wyznania egzorcysty". Obie książki mimo, że skłaniają się ku tej samej problematyce, dzieli duża różnica. O ile ta druga podejmuje czysto religijną analizę ogólnie pojętego zła na różnych obszarach, wzbogacona osobistymi wspomnieniami egzorcysty, o tyle "Czarny sakrament" - chyba w założeniach autorów - jest przeznaczony dla szerszego grona odbiorców. Książka składa się z 3 części. Po krótkich rozważaniach o pochodzeniu słowa egzorcyzm, jego obecności w literaturze i popkulturze, a także przyjrzeniu się bliżej samym egzorcystom i wskazaniu pewnego modelowego ich wzorca, przechodzimy do dwóch głównych części książki. Składa się na nie 10 opowiadań, wspomnień osób, którym przyszło skonfrontować się z siłami ciemności. Wszystkie relacje odnoszą się do wydarzeń mających miejsce w Irlandii między 2. połową XX wieku i początkiem XXI. 5 opowiadań odnosi się do porządku protestanckiego, w których uczestniczył i po latach komentował kanonik William Lendrum. Pozostała część dotyczy obrządku katolickiego z udziałem ojca Ignacego McCarthy'ego. Książkę wieńczy historia egzorcyzmów, szkoda, że w głównej mierze ograniczona tylko do kraju Irlandii oraz zbiór modlitw używanych podczas rytuału "związania demona przysięgą i mocą Boga rozkazania mu odejścia i nie niepokojenia więcej dręczonego", jak należy rozumieć słowo egzorcyzmowania.

Z racji tego, że "Czarny sakrament" jest autorstwa dwójki świeckich autorów całość napisana jest bardzo prostym, czasami aż do przesady językiem. Pewnie z powodu tego, iż w przeważającej większości autorami przytaczanych wspomnień są prości ludzie. Opisywane wydarzenia skonstruowane są na modłę mini-powieści grozy, choćby ze względu na stopniowanie napięcia, ale i nie tylko. Podobał mi się pomysł ze swego rodzaju otoczką, rozbudowanym wstępem, który wprowadzał czytelnika w historię każdego z bohaterów. Życie jest ciężkie, a religia wymaga głębokiej wiary i wyrzeczeń, tak więc nie każda, skądinąd wstrząsająca relacja kończy się happy endem. Są również takie, w których osoba dręczona jest po dziś dzień. Niestety tak to już jest, jeśli osoba sama nie uwierzy i sama z siebie nie zechce poprawy swojego życia. Jeśli chodzi o samą budowę przytaczanych koszmarów wszystkie są zbudowane według tego samego schematu. Pojedyńcze odstępstwa od normy, przybierające z każdym miesiącem na sile. Ciekawa jest ludzka psychika, która z początku odrzuca to co do tej pory wydawało jej się niedorzeczne. Kiedy jednak dochodzi do bezpośredniej konfrontacji, realizują się znamiona, które nazywamy niezaprzeczalnym dowodem. Osoba taka próbuje na wstępie zbagatelizować problem, udać, że go nie ma, że to zwykłe omamy, przywidzenia. Dręczenia i dziwne zjawiska przybierają na sile. Ofiara zaczyna, bardziej w trosce o swoją rodzinę niż o samego siebie, szukać pomocy u lekarza lub miejscowych duchownych. Jeśli to nie zdaje rezultatu, Kościół sięga po broń ostateczną, w postaci egzorcyzmu. Żadna z przytoczonych historii nie jest przypadkiem opętania ekspiacyjnego. W każdej istniał jakiś powód, jakiś moment w przeszłości, czy to samego poszkodowanego czy jego krewnych, który zadecydował o opętaniu. Może bardziej konkretnie: nastąpiły pewne wydarzenia, które w wyniku kumulacji, osłabiły siłę ducha przyszłej ofiary, obudziły w niej uczucie nudy, zwątpienia, dostrzeżenia beznadziejności życia, świata; osłabiły siłę woli - choćby w trakcie kontaktów z tabliczką ouija, pozwalając złym siłom na dostęp do swojej duszy.

Bardziej do gustu przypadły mi jednak historie, w których brał udział kanonik Lendrum, może dlatego, że w historiach tych widać większy jego wkład i udział aniżeli w tych z wykorzystaniem Rituale Romanum. W obrządku katolickim udział duchownego i jego komentarz jest dużo skromniejszy, ale może to tylko moje subiektywne odczucie. Mimo, że wszystkie opowieści zbudowane są według tego samego planu, nie wszystkie są godne przytaczania i są w stanie zainteresować postronną osobę. Do moich ulubionych zaliczam: Chłopiec, który obcuje z demonami i Niespokojny duch dziewczynki o imieniu Sarah.

Jak zauważyliście pominąłem tutaj kwestię czy powyższe historie są prawdziwe itp. Czytając tego rodzaju literaturę zdaję sobie sprawę, że często można paść ofiarą fałszu czy obłudy. Któż nie pragnie w dzisiejszych czasach żerować na ludzkich niepokojach. Wierzę w istnienie Boga, tak samo wierzę w istnienie zła. Są to dwa nierozdzielne pojęcia. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, mówiąc: iż wierzy w dobro, ale nie ma czegoś takiego jak Szatan czy bliżej nieokreślone zło - że samym sobie zaprzeczają. Istnienie dobra nie wyłącza istnienia zła i na odwrót. To tak jak z plusem i minusem. Nie ma alternatywy, jest tylko koniunkcja. Dla mnie wszystkie historie są autentyczne, za czym stoją zbyt dokładne opisy, szczegóły. Duchowni i sami egzorcyści są również bardzo powściągliwi w tych sprawach, bardzo dokładnie obserwują i rozmawiają z daną osobą, ażeby wykryć wszelkie symptomy oszustwa bądź zwykłej choroby psychicznej. I tutaj przychodzi nam skonfrontować odkrycia nauki, czegoś namacalnego z czymś transcendentnym. Ale to już temat na inną dyskusję, do której z pewnością w swoim czasie powrócę. Gdyż nie jest to moje ostatnie spotkanie z tego typu literaturą.

Książkę powyższą oceniam na 7. Jest dobra, daje do myślenia - a to już duży plus, zmusza do spolaryzowania naszych poglądów. Dostrzeżenia tego czego nie potrafimy bądź nie chcemy dostrzec. Konfrontacji z naszymi lękami. Poza mocnymi historiami publikacja zawiera sporo ciekawostek. Mi w pamięć zapadła szczególnie jedna. Mianowicie papież Jan Paweł II za swego pontyfikatu przeprowadził w sumie aż trzy egzorcyzmy. Powszechnie uważa się, iż jest to robota, którą papież jako głowa Kościoła nie powinien brudzić sobie rąk. Swoją recenzję kończę cytatem poety, którego od czasów liceum dażę dużym szacunkiem dla jego twórczości, w sposób nietuzinkowy, bez żadnych ozdobników ukazujący otaczającą nas rzeczywistość. Tak więc za Charlesem Baudelairem:

"Moi drodzy bracia, nie zapominajcie nigdy, gdy słyszycie o chełpieniu się postępem oświecenia, że najbardziej wyrafinowaną ze sztuczek diabła było przekonywanie nas, że on nie istnieje."

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziennik Bridget Jones. Dziecko

Miejscami zabawna, czasem wywołująca parsknięcie śmiechem, ale potwierdzam przewijające się opinie, że jest to doskonały przykład sytuacji, gdy ekrani...

zgłoś błąd zgłoś błąd