Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ostatni Lord Smok

Tłumaczenie: Maciej Pintara
Seria: Mistrzowie SF i Fantasy
Wydawnictwo: Amber
6,52 (64 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
5
8
9
7
18
6
14
5
7
4
4
3
2
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Last Dragonlord
data wydania
ISBN
8372451974
liczba stron
384
słowa kluczowe
ludzie, smoki, fantasy
język
polski

Obdarzeni magicznymi zdolnościami Ludzie Smoki zostali wybrani przez bogów, by służyć ludzkości radą i pomocą, strzec ładu i pokoju na świecie. Ale zło powraca w najbardziej przerażającej postaci. Potężny mag pragnie odrodzić zbrodnicze Bogactwo Krwi i niepodzielnie zapanować nad Ziemią. Groźba zagłady zawisa nie tylko nad ludzkością, ale i nad rasą Ludzi Smoków.

 

Brak materiałów.
książek: 0
| 2010-08-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 sierpnia 2010

O „Ostatnim lordzie smoku” nie słyszałam, do momentu, w którym książka wpadła w moje ręce. Stało się to za sprawą babci, która znalazła wymiętoszony tomik w swojej dzielnicowej bibliotece, przeczytała, po czym mi pożyczyła. Muszę przyznać, że miałam mieszane uczucia już wtedy, kiedy patrzyłam na okładkę. Tytuł wydał mi się w przełożeniu na polski mało zgrabny, opis z tyłu książki dość pospolity i mało odkrywczy. Na entuzjastyczne recenzje krytyków też popatrzyłam z przymrużeniem oka – wiele wychwalanych w taki sposób powieści zawiodło moje oczekiwania. W tym momencie jednak warto przytoczyć znane powiedzenie – nie oceniaj książki po okładce. Zdecydowałam się więc zajrzeć do środka.

Przeraziła mnie jedna rzecz, a mianowicie natłok przeróżnych określeń i terminów, zrozumiałych może dla pani Bertin, ale z pewnością nie dla czytelnika, który styka się z jej twórczością po raz pierwszy. Krótkie, wplecione w tekst wyjaśnienia, podane umiejętnie nie zabiłyby uroku powieści, a na pewno uczyniłyby ją bardziej przejrzystą. Mimo, że „Ostatni lord smok” to pierwszy tom z cyklu o ludziach-smokach, ja osobiście czułam się, jakbym wyjęła drugą, czy trzecią część z kolei.

Z początku styl, w jakim pisarka przedstawiała swój świat lub sposób, w jaki jej książka została przetłumaczona na język polski wydał mi się mało zgrabny. Zdania, choć każde osobno zbudowane ładnie, bez górnolotnych porównań, złożone w całość, prezentowały się odrobinę topornie. Potem wrażenie to zanikało, pojawiało się znowu, choć zazwyczaj w sposób ledwie widoczny. Nie mogłam się jednak go pozbyć aż do końca. Zadziwiające, że mimo to, „Ostatniego lorda smoka” pochłonęłam błyskawicznie, na koniec stwierdzając, że to lekka, sympatyczna w lekturze pozycja.

Jeśli chodzi o oryginalność przedstawionej historii, to opis z tyłu okładki przedstawił sobą dokładnie to, co treść. Grupka wybranych osób strzeże porządku i chroni ludzkość, a jednocześnie przeżywa kryzys – od lat ludzie-smoki nie doznali napływu świeżej krwi. Główny bohater odczuwa to jeszcze dotkliwiej, gdyż fakt, że nie narodziła się nowa kobieta-smok oznacza dla niego brak życiowej partnerki – osoby, dzielącej z nim zarówno ludzką, jak i smoczą duszę. Aż – zupełnie nieoczekiwanie – istota ta się znajduje. Zabawa polega na tym, że nie można jej o niczym powiedzieć, bo nie odkryła jeszcze swojej prawdziwej tożsamości i świadomość tego, kim jest, mogłaby być dla niej fatalna w skutkach. Mamy więc romans, przepleciony intrygą polityczną. I właściwie tyle. Postaci wydały mi się mało barwne, choć od biedy dało się u nich dostrzec jakieś rysy charakterystyczne. Dialogi zdecydowanie sztuczne, jedynie w niektórych miejscach przejawiały jakąś naturalność. Całość mogłabym podsumować jako przyjemną, acz przeciętną.

Właściwie to trudno mi powiedzieć, czemu gwiazdki nad tą opinią mówią, że książka jest „bardzo dobra”. Pozornie z mojej recenzji dałoby się wyciągnąć coś zupełnie innego. Muszę jednak przyznać, że czas spędzony nad powieścią Joanne Bertin zapamiętam jako chwile całkiem miłe. A chyba to się liczy – żeby książka podobała się, mimo tych wszystkich niedociągnięć. Autorce udało się zrobić coś niemożliwego – i za to ją cenię.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kasprowicz, Przybyszewski oraz ONA... Jadwinia

Bardzo kiepsko sie czyta. Poczatek jest ciekawy, widac ze Autor zadal sobie duzo trudu zdobywajac informacje i przegladajac zrodla. Natomiast druga...

zgłoś błąd zgłoś błąd