Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Czy Wielki Wybuch był głośny. 11 rozmów o historii i życiu codziennym Wszechświata

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,25 (4 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
2
7
1
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380971271
liczba stron
488
język
polski
dodała
Ag2S

Książka dziennikarki radiowej, Karoliny Głowackiej i znakomitego fizyka, Jeana-Pierre’a Losoty mówi o sprawach fascynujących, ale czasem trudnych do zrozumienia. Autorzy postanowili w przejrzysty i przystępny sposób opowiedzieć o dokonaniach współczesnej astrofizyki – o tym, co wiemy dziś na temat otaczającego nas Wszechświata. Książka mówi więc o naszym miejscu we Wszechświecie, jego...

Książka dziennikarki radiowej, Karoliny Głowackiej i znakomitego fizyka, Jeana-Pierre’a Losoty mówi o sprawach fascynujących, ale czasem trudnych do zrozumienia. Autorzy postanowili w przejrzysty i przystępny sposób opowiedzieć o dokonaniach współczesnej astrofizyki – o tym, co wiemy dziś na temat otaczającego nas Wszechświata.
Książka mówi więc o naszym miejscu we Wszechświecie, jego początkach i przyszłości, planetach i dużych, małych, o czerwonych olbrzymach i białych karłach, o supernowych, gwiazdach neutronowych, pulsarach, kwazarach, czarnych dziurach… i wreszcie o falach grawitacyjnych, których odkrycie stało się jednym z najważniejszych wydarzeń naukowych ostatnich lat.
Karolina i Jean-Pierre, których rozmowy zostały zapisane w tej książce, to postacie stworzone przez autorów książki: dziennikarkę radiową, Karolinę Głowacką i wyśmienitego astrofizyka, Jeana-Pierra Lasotę. Oprócz imion, autorzy użyczyli postaciom wiele z siebie. Karolina Karolinie ciekawości, dociekliwości, wizji tego, co człowiek, który nie jest fizykiem wie o fizyce i – nie ukrywajmy – odwagi w rozmawianiu z profesorami. Jean-Pierre Jean-Pierre’owi użyczył wiedzy, poglądów, dowcipu, dokonań naukowych, wspomnień i odwagi w wystawianiu się na pytania młodych i bardzo dociekliwych osób.

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/Czy_Wielki_Wybuch_byl_glo...(?)

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Czy_Wielki_Wybuch_byl_glo...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 251
Carmel | 2017-05-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 02 maja 2017

"Czy Wielki Wybuch był głośny?" to fascynująca opowieść o Wszechświecie. Książka jest zapisem kilkunastu rozmów dziennikarki TOK FM, Karoliny Głowackiej z astrofizykiem, profesorem Jean-Pierre Lasotą. Całość czytało się świetnie. Skończyłem lekturę z niedosytem, że zbyt szybko dotarłem do końca. To głównie zasługa żywo prowadzonych dyskusji. Myślę, że publikacja jest przede wszystkim dla tych, którzy nie chcą głowić się nad detalami, a poszukują oferowanych przez naukę, aktualnych odpowiedzi o pochodzenie Wszechświata, jego przyszłość. To książka dla czytelnika zainteresowanego pochodzeniem Ziemi, znaczeniem procesów gwiazdowych w dostępności pierwiastków, które nas otaczają. W sporej części pracy, tematyką są osiągnięcia Einsteina. Stąd poznajemy istotę teorii względności i kosmologii, która stanowi podstawowe zastosowanie koncepcji Einsteina. Jak świecą gwiazdy? Czemu czas płynie różnie? Czemu przedmioty ulęgają skróceniu, gdy się poruszają? Czy czarna dziura jest czarna? Jak działają zegary atomowe? Czym jest promieniowanie reliktowe? Czemu teoria Newtona nie jest niepoprawna? Czy faktycznie w Wielkim Wybuchu coś wybuchło?

Całość nie wymaga od czytelnika żadnej technicznej wiedzy (poza podstawowym wyczuciem matematyki i fizyki szkolnej). Jedyne wymaganie, to ciekawość. Laika w książce świetnie reprezentuje Karolina, która zadaje pytania banalne i głębokie, a przez to wymagające precyzyjnej i dokładnej odpowiedzi na poziomie popularnym. W większości przypadków, profesor stanął na wysokości zadania. Stosował liczne opisy plastyczne, dawał analogie, akcentował ważne sformowania.

Ponieważ dziennikarka stara się naprawdę zrozumieć, pewne pytania wracają wielokrotnie. To chyba dobra wiadomość. Taka nieustępliwość, pozwala niemal każdemu czytelnikowi również pojąć opisywane, szczególnie trudniejsze, treści. Nie boi się pytań mniej mądrych (na szczęście takie wartościowanie należy stosować raczej do odpowiedzi, co profesora stawia w trudnej sytuacji). Drąży każdy temat, nie wstydzi się niewiedzy. Chce ze spotkania wydobyć jak najwięcej.

Chyba najlepsze fragmenty, tak dydaktycznie, to podany aktualny opis przebiegu wybuchu supernowych i zrewidowana koncepcja pochodzenia ciężkich pierwiastków (w wyniku zlewania się gwiazd neutronowych - str. 40-42) . Podobnie odbieram opis zjawiska zmienności upływu czasu, przez różne osoby, które poruszają się względem siebie (str. 189-190). To dylatacja czasu, tak często źle rozumiana. Tu Einsteinowski paradoks ma szansę zrozumieć każdy. Cały długi fragment o detekcji fal grawitacyjnych jest fascynujący - zarówno historia badań z opisem samego zjawiska, jak i ostateczny sukces w 2015 roku (str. 270-298). Profesor, jako zaangażowany w projekt LIGO (detektor, który zarejestrował fale grawitacyjne), przekazuje sporo ciekawych detali z przebiegu całego procesu dochodzenia do odkrycia (włącznie z walką z biurokracją o finansowanie). W sumie to pierwsze polskie popularne książkowe ujęcie fenomenu fal grawitacyjnych, w którym opis zjawiska kończy na ich odkryciu.

Na szczególną uwagę zasługuje zastosowany dydaktyczny chwyt, w którym Karolina miała za zadanie dokonać opisu eksperymentu myślowego, by zbadać otoczenie czarnej dziury. Profesor naprowadzał, dawał wskazówki, pomagał w formułowaniu wniosków (str. 347-358). Wyszło ciekawie, szczególnie, że czytelnik może wczuć się w rolę Karoliny. Tak mimochodem, stajemy się świadkami przygody, której efektem jest zrozumienie, czym czarna dziura jest. Ostatecznie, dziennikarka i czytelnik są w stanie prześledzić sens diagramu czasoprzestrzennego autorstwa Penrose'a, opisującego powstawanie czarnej dziury (str. 363-365). To takie przyjemne 'wow!' z własnego sukcesu. Czyż nie jest miłe wiedzieć i rozumieć, czemu sygnał wysłany z horyzontu czarnej dziury (w uproszczeniu mówiąc - z jej powierzchni), nigdy nie dotrze do odbiorcy?

Pozytywny efekt poznawczy z lektury dla każdego czytelnika - murowany. Sama Karolina początkowo widziała niewiele. Dzięki własnej dociekliwość przeszła proces. W efekcie mogła nawet sama opisać zjawisko przekazywania momentu pędy w dysku akrecyjnym (str. 371), a na początku rozmowy nie wiedziała zapewne, czym te dyski są! W nagrodę dostała wygląd nieba w okolicy Wielkiego Wozu, widziany z powierzchni czarnej dziury (zdjęcie z symulacji komputerowej - str. 385). Jak się okazuje, różnica w wyglądzie - kolosalna!

Przy okazji poznawania menażerii zjawisko kosmicznych, dostajemy sporo detali opisujących codzienność pracy naukowca. Profesor przytacza mnóstwo anegdot o fizykach i astronomach. Dzięki temu czytelnik może odetchnąć od trudniejszych partii tekstu. Jest o myśleniu geometrycznym Newtona, o nonszalancji Feynmana, o katarze siennym Heisenberga, który pomógł w sformułowaniu mechaniki kwantowej (str. 412). To kopalnia ciekawostek zaplecza nauki, słabości naukowców, ich wzlotów i upadków. Wspomniana jest ogromna rola kobiet w naukach ścisłych. Jak trudno przebijały się w tym męskim świecie, świadczy wybitna postać Very Rubin, astronomki, która wykazała doświadczalnie istnienie ciemnej materii (na podstawie rotacji galaktyk, patrz str. 161-163) . Mimo błyskotliwie zapowiadającej się kariery, nie dostała się do Princeton, bo wydział nie przyjmował wtedy kobiet (zaczął dopiero w 1975). Zapewne później uczelnia żałowała tej decyzji. Warto pamiętać tę postać szczególne, że kilka miesięcy temu zmarła. (12.2016).

Jest o kondycji edukacji w kontekście przedmiotów ścisłych, którą można krótko podsumować - jest źle. Odpowiadając na zarzut dziennikarki o obecną hermetyczność nauki, brak wystarczającej recepcji osiągnięć nauki w dobie szybkiej i łatwej dostępności do informacji na każdy temat, profesor odpowiada (str. 437-438):

"Chyba zawsze tak było. To, co się naprawdę zmieniło, to to, że teraz jest o wiele więcej informacji. Wiedza jest łatwiej dostępna, ale chyba gorzej rozumiana, bo z drugiej strony coraz mniej i gorzej uczy się matematyki i fizyki, gdyż uważa się, że to wiedza niepotrzebna, 'elitarna'. Krąży taki dowcip. Zadanie matematyczne w roku 1950: 'Drwal sprzedał drewno za 100 zł, wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?'. Rok 2005: 'Drwal sprzedał drewno za 100 zł, wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20 zł.'"

Pewne partie stanowić mogą dodatkowy, dydaktycznie pożądany, element wzbudzający ciekawość czytelnika, poprzez odwołanie się do codzienności. Dużo wysiłku profesor włożył w omówienie przyczyn ludzkiej trudności w przestawieniu się mentalnym na myślenie konsekwencjami teorii względności. Lasota przytacza sporo przykładów, jak niewielkie są efekty relatywistyczne w naszym otoczeniu. Pada wytłumaczenie pewnego zadania (często podawanego studentom do wyliczenia) z tyczką i stodołą o tej samej długości. Z jednej strony, wiemy, że obiekty ulęgają skróceniu przy dużych prędkościach, z drugiej strony wiem, że to zależy od obserwatora. Czy wbiegający do stodoły (z drzwiami otwartymi na przestrzał) z dużą prędkością człowiek z tyczką może, w wyniku skrócenia długości, umożliwić zamknięcie obu par drzwi, gdy znajduje się on w środku? Podobnie inspirujące, może się okazać dla czytelnika, przybliżenie opisu wpływu fali grawitacyjnej przebiegającej przez kawiarnię, w której autorzy prowadzili akurat rozmowę, na wygląd otaczającego nas świata. Co by się stało z odległościami miedzy stolikami i klientami skupionymi na piciu kawy? Czy mogliby coś odczuć? Zachęcam do lektury.

Każdy, szczególnie pasjonat jakiejś aktywności, trudno godzi się na artykułowane, przez innych, odstępstwa od własnego przekonania o przedmiocie dociekań szczególnie, gdy zajmuje się czymś od lat. Profesor Lasota kilkukrotnie wydał mi się trochę protekcjonalny w stosunku do dziennikarki. Przykłady takich wymian wyczytałem w rozdziale o Wielkim Wybuchu (na str. 146 pada nawet stwierdzenie "Jesteś nieuprzejmy"). Czuć, że między rozmówcami iskrzyło (może taki był plan?). Sam wspomniany rozdział, obfituje dla mnie w szereg niekonsekwencji, które mogą wywołać konsternację. Szczególnie opis nieskończoności Wszechświata, która jest jakoby faktem, został podany niejasno (str. 132-138) . Kilkanaście stron dalej okazało się jednak, że nieskończoność jest jednym z możliwych modeli (najbardziej prawdopodobnym), bo są inne , na przykład sferyczny (str. 151). Taka niefrasobliwość grozi niezrozumieniem u odbiorcy.

Dość irytujące było powtarzanie przez profesora, że w fizyce nie ma paradoksów (str. 198, 224) . Cały 'paradoks' polega na tym, że są, w takim sensie, że ludzie na podstawie niepełnych informacji, błędów logicznych dotyczących zjawisk, wyciągają wnioski pozornie sprzeczne (czyli paradoksalne). W tym sensie one jednak istnieją. Wymagając od dziennikarki pewnej dokładności w sformułowaniach (jej chyba należy dużo wybaczyć), sam dopuścił się mniej akceptowalnej (bo opisanej przez fachowca) nieścisłości w prezentacji diagramu czasoprzestrzennego (str, 214-215). Nie wyjaśnił, w jaki sposób należy wyskalować oś czasu, by twierdzenie trójkąta można było zastosować. To detal, ale jeśli w innych miejscach podaje się analogiczne szczegóły (wzór na rozwijanie szereg Taylora - str. 321 czy 'poczerwienienie grawitacyjne' fotonu - str. 245), to przykład z diagramem czasoprzestrzennym uznaję za niewystarczająco dobrze pokazany. Prowadzi do niejednoznaczności.

Ponieważ to rozmowa (nie wiem, w jakim stopniu dokonali autorzy 'auto-autoryzacji' spisanej rozmowy), to pewne nieścisłości mogły się pojawić. Nie jest więc prawdą, że promotorem doktoratu Feynmana był George Gamow (str. 162), bo był nim John Wheeler. W przykładzie z wolniejszym upływem czasu w silniejszym polu grawitacyjnym, zakradł się oczywisty błąd - odcinek czasu w przykładowej piwnicy będzie dłuższy, nie krótszy (str. 249).

"Czy Wielki Wybuch był głośny?" zasługuje na uwagę każdego ciekawego Wszechświata, jako całości. Sporo poruszanych w książce problemów konstytuuje naszą obecność i egzystencjalny sens istnienia (ciekawa dyskusja o zasadzie antropicznej - str. 444-447). To nienachlana dawka faktów o świecie oczami astrofizyki z szansą na zrozumienie przez każdego. Gorąco polecam.

============
krótka prezentacja książki i dyskusja:

https://www.youtube.com/watch?v=yvylFDxh1oI&feature=youtu.be
https://www.youtube.com/watch?v=T8tm7K8Zsv8

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Śniadanie u Tiffany'ego

Trochę się rozczarowałam. Nie wiem, czego właściwie oczekiwałam, ale na pewno czegoś lepszego. Mam taką zasadę, że najpierw czytam książki, dopiero p...

zgłoś błąd zgłoś błąd