Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

W blasku gwiazd

Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Wydawnictwo: Black Publishing
6,1 (51 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
7
7
11
6
10
5
7
4
7
3
2
2
0
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Shine Shine Shine
data wydania
ISBN
9788380490239
liczba stron
339
język
polski
dodała
madziusia

Książka o wielkiej miłości i o pragnieniu wtopienia się w tłum, za które trzeba płacić okłamywaniem samego siebie. Sunny jest piękna i szczęśliwa. Żyje w świecie, w którym wszystko jest uporządkowane. Mieszka na spokojnym przedmieściu, jest mamą czteroletniego chłopca, świetnie radzi sobie z jego chorobą – autyzmem. Mąż Sunny Maxon to wybitny naukowiec, pracuje dla NASA. Leci w kosmos z...

Książka o wielkiej miłości i o pragnieniu wtopienia się w tłum, za które trzeba płacić okłamywaniem samego siebie.

Sunny jest piękna i szczęśliwa. Żyje w świecie, w którym wszystko jest uporządkowane. Mieszka na spokojnym przedmieściu, jest mamą czteroletniego chłopca, świetnie radzi sobie z jego chorobą – autyzmem.

Mąż Sunny Maxon to wybitny naukowiec, pracuje dla NASA. Leci w kosmos z ważną misją, dzięki której możliwa będzie kolonizacja Księżyca. Dzień po starcie Maxona Sunny, która znów jest w ciąży, ma wypadek samochodowy. Nie odnosi obrażeń, ale w wyniku uderzenia spada jej peruka. Sąsiedzi, którzy zbiegli się, by zobaczyć, co się stało, pierwszy raz widzą ją bez włosów, a więc taką, jaka jest naprawdę. Sunny będzie teraz musiała poradzić sobie ze swoją innością, z ciążą, z autystycznym synem i wszystkimi problemami. Całkiem sama, bo Maxon jest daleko, i jak się wkrótce okaże, być może nigdy nie wróci ze swojej misji.

 

źródło opisu: http://blackpublishing.pl/ksiazki/w-blasku-gwiazd

źródło okładki: http://blackpublishing.pl/ksiazki/w-blasku-gwiazd

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 93
Solveig | 2015-10-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 października 2015

„Wyobraziła sobie pudełko. Pudełko, w którym mogłaby ukryć wszystko, co działo się z nią i jej matką, pudełko, które mogłaby szczelnie zamknąć i otworzyć dopiero w przyszłości – a może nawet go nie otwierać. Wiedziała, że musiałaby tam umieścić dzikość śmierci, pustkę ostatnich godzin życia, strach przed zmierzeniem się ze światem bez jakiegokolwiek wsparcia czy pośrednika.”*

Ten fragment sugeruje nam, że bohaterka, która formułuje takie myśli musi mieć za sobą jakieś dramatyczne przeżycia i doświadczenia ogromnej samotności. Tak zwykle jest, kiedy czytamy jakąś opowieść – czujemy, że jedne wydarzenia konsekwentnie wynikają z innych, odczucia bohaterów są pochodną ich wyborów bądź losu, który tak czy inaczej ich formuje. Jednak w przypadku książki Lydii Netzer nie jest to wcale tak oczywiste.
Czytając tę powieść czułam nieustanny dysonans, który powodował, że niemal na głos zastanawiałam się, o co tutaj chodzi… Już po pierwszych kilku stronach główna bohaterka zaczęła mnie irytować, ale postanowiłam dać jej szansę, bo tak jak nie powinno się oceniać książki po okładce, tak i nie odrzucać jej po przeczytaniu zaledwie kilku akapitów. Niestety im dalej brnęłam, tym było coraz ciężej. Nie twierdzę, że życie Sunny było idealne, bo żadne takie nie jest, ale też daleko jej było do prawdziwego nieszczęścia. Urodziła się z rzadką chorobą - nie miała na ciele ani jednego włosa. Takie dziecko mógł spotkać naprawdę traumatyczny los, w zależności od tego, na jakiej szerokości geograficznej i w jakiej rodzinie przyszłoby na świat. Jednak matka Sunny bardzo ją kochała i robiła wszystko, aby jej córka nie czuła się w żadnym wypadku gorsza od innych dzieci, a wręcz dumna z tego, że w jakiś, może do końca niezrozumiały sposób, jest wyjątkowa. Podkreślała, że wartość człowieka nie kryje się w wyglądzie, a dziewczyna nie ma powodu wstydzić się swojej łysiny. Sunny dorastała, miała przyjaciół, chłopaków, była akceptowana, a z czasem zakochała się i wyszła za mąż za mężczyznę, o którym zawsze marzyła, a który również kochał ją bezgranicznie. Wspólnie zamieszkali, osiągali sukcesy zawodowe, pojawiło się pierwsze dziecko, w drodze było kolejne. I wszystko byłoby świetnie, gdyby któregoś dnia nie spadła jej z głowy peruka…
Jaka peruka, zapytacie? Ano właśnie. Przez większość życia Sunny pokazywała ludziom swoja łysą głowę – w szkole, na studiach, na imprezach i randkach – wszędzie. Nigdzie nie ma wzmianki o tym, by ktoś ją szczególnie źle z tego powodu potraktował, by nie miała powodzenia, była atakowana, wyśmiewana. Ale kiedy przeprowadziła się z mężem do nowego miasta, założyła perukę. Dlaczego? Nikt jej do tego nie zmuszał. Może miała dość swojej łysej głowy, ok. Ale to był jej wybór. Gdyby tak źle czuła się swoim ciele, taką decyzję podjęłaby już wcześniej. Zatem, o co chodzi? Może o chęć udawania kogoś, kim nie była? Ale, aby znaleźć odpowiedzi na te pytania czy choćby częściowo zrozumieć motywy postępowania tej kobiety, jej osobowość, musielibyśmy mieć choć minimalne przesłanki wynikające z treści. A tu nic. Brak spójności. Zostajemy wrzuceni w jakąś opowieść, przedzieramy się przez mnóstwo pseudopsychologicznych przemyśleń bohaterów, ale wszystko to jest takie mało realne, nieprzekonywujące. Jakby te ich problemy nie były wcale problemami, a tylko wydmuszką, która ma sprawić, że książka wyda się bardziej inteligentna, nowatorska. Tak się jednak nie dzieje, a wręcz przeciwnie – czytając czujemy się zmęczeni, poniekąd wykorzystani przez autorkę, jakbyśmy wkroczyli w historię, której tak naprawdę nie ma.

Sunny jest irytująca, bo wydaje się nam sztuczna w tym swoim nagłym proteście wobec świata. Wyrzuca perukę, jakby ktoś nałożył ją na jej głowę niczym niewolnicze kajdany i zaczyna się buntować negując właściwie wszystko i wszystkich, którzy ją otaczają. A przecież sama skrupulatnie konstruowała wokół siebie tę nieprawdziwą rzeczywistość. Wszystko kręci się wokół niej, autystyczny syn potraktowany jest marginalnie, bardziej jako pretekst do tego, by znaleźć kolejny argument na to, jak życie niesprawiedliwie ją potraktowało. Wątek męża, Maxona, przebywającego w kosmosie jest chyba najciekawszy, ale czytelnik nie może w pełni go docenić będąc wciąż "atakowanym" przez autorkę kolejnymi frustrującymi przemyśleniami Sunny, której osoba zajmuje w powieści zbyt wiele miejsca, a szkoda.
Poza charakterem głównej bohaterki trudność sprawia nam również konstrukcja całej książki. Retrospekcja jest bardzo często wykorzystywana zarówno w literaturze jak i w filmie, ale aby spełniła swoje zadanie musi być zastosowana umiejętnie. W powieści Netzer jesteśmy rzucani z jednego miejsca w drugie jak piłeczka w komorze losującej. Widzimy wypadek Sunny, za chwilę słuchamy o młodości jej matki, następnie wracamy do Maxona, matki, Sunny, Maxona – wszystkie wątki sprawiają wrażenie jakby były pisane bez specjalnej dbałości o płynność czy choćby pewną logiczność przekazu. Te wszystkie elementy mogą się pojawić w strumieniu świadomości, ale nie z taką prozą mamy tutaj do czynienia. Czujemy chaos, akcja się rwie, a wszystko podlane jest sosem filozoficzno-psychologicznych dywagacji, którym niestety wciąż brak autentyczności.

Uff, naprawdę ciężko mi było przelać te wszystkie refleksje po lekturze na papier. Zaczynam dochodzić do wniosku, że moje teksty upodabniają się w sposobie narracji do opowieści, którą przybliżają - im ona bardziej chaotyczna i ciężka, tym recenzja wychodzi bardziej chropawa i kanciasta. Ale może właśnie przez to jest bardziej przekonywująca...
Mimo tak wielu „ale” nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że jest to zła książka. Znajdą się na pewno czytelnicy, którym się ona spodoba, coś z niej do nich trafi. Pomysł miał naprawdę potencjał, ale autorka chciała chyba upchnąć zbyt wiele w swojej pierwszej powieści, jakby obawiała się, że jeśli teraz tego nie napisze, to już nigdy. Może stąd wynika ten nieustanny dysonans – czytamy o jednej postaci, ale ona przemawia do nas chórem różnych głosów. Może właśnie ta swego rodzaju „schizofrenia” głównej bohaterki sprawia, że nie potrafimy dotrzeć do tej prawdziwej Sunny i polubić jej świata?

* Lydia Netzer, W blasku gwiazd, wyd. Black Publishing, Wołowiec 2015, s. 112

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nazywam się Cukinia

Nazywam się cukinia to jedna z najcieplejszych książek jakie w swoim życiu przeczytałem. Historia dzieci z domu dziecka jest tak urocza, tak wzni...

zgłoś błąd zgłoś błąd