Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze

Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
Seria: Orient Express
Wydawnictwo: Czarne
6,73 (26 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
4
7
9
6
5
5
2
4
3
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Theatre of Fish
data wydania
ISBN
9788375367867
liczba stron
568
język
polski
dodał
Michał

John Gimlette, autor fenomenalnego Dzikiego wybrzeża, zaprasza w kolejną niezwykłą podróż, tym razem na niedostępne, skute lodem ziemie Nowej Fundlandii i Labradoru. Punktem wyjścia dla tej eskapady stał się pamiętnik jego pradziadka, doktora Eliota Curwena, który latem 1893 roku pracował jako lekarz na tym najdalej na północ wysuniętym skrawku imperium brytyjskiego. W opowieści Gimletta...

John Gimlette, autor fenomenalnego Dzikiego wybrzeża, zaprasza w kolejną niezwykłą podróż, tym razem na niedostępne, skute lodem ziemie Nowej Fundlandii i Labradoru. Punktem wyjścia dla tej eskapady stał się pamiętnik jego pradziadka, doktora Eliota Curwena, który latem 1893 roku pracował jako lekarz na tym najdalej na północ wysuniętym skrawku imperium brytyjskiego. W opowieści Gimletta przeszłość przeplata się z teraźniejszością, historyczne konflikty zderzają się ze współczesnymi problemami, a barwne postacie sprzed wieków stają obok dzisiejszych mieszkańców tych niegościnnych brzegów. Czytelnik zaś rusza w brawurową podróż do nieznanej krainy dorsza.

 

źródło opisu: Czarne, 2014

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1455
Rafael | 2015-01-01
Przeczytana: 02 stycznia 2015

Literatura podróżnicza? No nie do końca. Ta książka jest bardziej esejem historycznym niż opisem podróży. Stąd też mój dość mały zawód, bo tego się nie spodziewałem. Ale po kolei.
John Gimlette zabiera nas w podróż śladami swojego pradziadka Eliota Curwena, będącego połączeniem misjonarza, filantropa i badacza. I serwuje nam bardzo dużo opisów podróży jego członka rodziny. Jak dla mnie ilość ich jest aż niestrawna. W książce mamy również mnóstwo historycznych szczegółów dotyczących Nowej Funlandii i Labradoru. Ponownie jest ich za dużo, przynajmniej dla zupełnego laika jakim ja jestem. Przez prawie całą książkę byłem nimi bombardowany, aż po skończonej lekturze odetchnąłem z ulgą, że to już po wszystkim.

Ale nie mogę odmalowywać wszystkiego w ponurych barwach, bo byłoby to mocno niesprawiedliwie. Autor zręcznie prowadzi nas po Nowej Funlandii i przybliża nam sylwetki ludzi, którzy zdecydowali się prowadzić życie w tych nieprzyjaznych warunkach. I dowiadujemy się bardzo wiele o tytułowych rybach. Rybach, bo większość życia mieszkańców jest nimi związane. Dla obywatela Nowej Funlandii liczył się tylko dorsz. Nic innego nie było ważne. Doskonałym przykładem tego przytoczonym przez autora było to, że jedynym wkładem Nowej Funlandii w Wystawę Światową w 1851 roku była flaszka oleju z wątroby dorsza. Niestety teraz po wielkich przemianach tej ryby już prawie nie ma.

Mieszkańcy byli przyzwyczajeni od samego początku do radzenia sobie samemu i zwalczania przeciwności losu. Zniszczony dom przez kataklizm - szli do lasu i stawiali sobie nowy. Proste. Taka postawa i dzieje historii wykształciły w nich poczucie odrębności i swoistą dumę z tego, że są Nowofunladczykami. Oraz specyficzne poczucie humoru. W Saint John's, mieście wielokrotnie dręczonym przez pożary, ludzie żartowali sobie, że zaczynają się denerwować dopiero, gdy przez dłuższy czas nie widzą ognia. Mają też swoje podejście do religii. Chodzenie do kościoła to po prostu jakieś inne zajęcie na niedzielę, oderwanie od codzienności.
Gimlette pisze na różne tematy i porusza wiele problemów. I przez to czytamy o działalności misjonarzy morawskich, alkoholiźmie, zagładzie Beothuków, bezrobociu, czy aferze pedofilskiej.

Mimo wszystko, po skończonej lekturze, stwierdzam, że wezmę przykład z odkrywców Nowej Funlandii - Wikingów. Po nieudanej próbie kolonizacji uciekli stamtąd czym prędzej i nie wrócili. Ja zrobię podobnie i nie wrócę do lektur o tym zakątku świata.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Inwigilacja

Książki Remigiusza Mroza są jak bumerang. Odkładasz książkę z myślą, że już po żadną więcej nie sięgniesz, bo kolejny raz autor daje Ci zbyt dużą dawk...

zgłoś błąd zgłoś błąd