Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mofongo

Tłumaczenie: Magdalena Ziomek
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Kochaj i gotuj". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Bukowy Las
7,43 (148 ocen i 43 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
18
8
50
7
33
6
23
5
7
4
2
3
1
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362478873
liczba stron
384
słowa kluczowe
kuchnia, Portoryko
język
polski
dodała
joly_fh

Dziesięcioletni Sebastian, syn mieszkających w Kalifornii imigrantów z Portoryko, jak wielu jego rówieśników marzy o tym, by zostać piłkarskim królem strzelców. Niestety, ma wrodzoną wadę serca i nie może biegać ani grać w piłkę. Jedynym ratunkiem dla chłopca może być kolejna ryzykowna operacja. Wiedzą o tym nie tylko lekarze, ale i jego rodzice, którzy odkąd się urodził, drżą o życie syna....

Dziesięcioletni Sebastian, syn mieszkających w Kalifornii imigrantów z Portoryko, jak wielu jego rówieśników marzy o tym, by zostać piłkarskim królem strzelców. Niestety, ma wrodzoną wadę serca i nie może biegać ani grać w piłkę. Jedynym ratunkiem dla chłopca może być kolejna ryzykowna operacja.

Wiedzą o tym nie tylko lekarze, ale i jego rodzice, którzy odkąd się urodził, drżą o życie syna. Rozdarty pomiędzy tym, czego pragnie, a troską najbliższych, często wyśmiewany przez kolegów z klasy, Sebastian znajduje schronienie w domku babci Loli, która po niedawnym wylewie przeszła swoistą przemianę. Babcia, kochająca wnuka i akceptująca go takim, jaki jest, wprowadza chłopca w tajniki portorykańskiej kuchni, okraszając każde danie ciekawymi rodzinnymi historiami. Sebastian z czasem odkrywa przyjemności, jakich dostarcza wspólne przygotowywanie i spożywanie posiłków, zdobywa nowych przyjaciół i przybiera na wadze, a co najważniejsze: zaczyna wierzyć, że wszystko jest możliwe. Spotkania przy babcinym stole stają się też swoistą terapią nie tylko dla dziecka, ale i dla jego skłóconych rodziców.

 

źródło opisu: Bukowy Las, 2013

źródło okładki: http://www.bukowylas.pl/ksiazki/mofongo

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 398
miiincik | 2013-08-15
Na półkach: 2013

Mówią, że nigdzie nie zjesz tak dobrze jak u mamy. To powiedzonko tyczy się głównie dorosłych, bo w dzisiejszych czasach dla dziesięcioletniego dziecka mama to zabiegana kobieta, która nie ma na nic czasu. Na gotowanie tym bardziej. W takim przypadku to zdanie powinno brzmieć tak: ‘Mówią, że nigdzie nie zjesz tak dobrze jak u babci’. Teraz, to jest najprawdziwsza prawda. Mając lat parę babcia jest dla ciebie prehistorycznym dinozaurem- osobą, która żyje na tym świecie już od tylu lat, że ty nawet nie możesz sobie tego wyobrazić. Ma wiele doświadczenia, zwłaszcza w przyrządzaniu rozmaitych potraw, które później, przy niedzielnym stole, pałaszuje z apetytem cała rodzina. W szczególności najmłodsze latorośle..

Sebastian to dziesięcioletni chłopiec z wrodzoną wadą serca. Dysfunkcja bardzo poważna, przeszkadzająca w życiu codziennym, skreślająca marzenia i plany. A jakie to plany może mieć dziesięcioletnie dziecko, pewnie się pytasz z nieukrywaną drwiną. Ja ci już odpowiadam, wręcz spowiadam się ze wszystkich tych tajemnic. Nasz mały bohater pragnie być piłkarzem. Biegać za piłką i być wolnym, niczym nieskrępowanym . Tak po prostu. Pewnie wydaje ci się to żałosne, przecież każdy chłopiec marzy o takiej karierze, lecz owy ‘każdy’ może to uczynić- a Sebastian nie. Serce mu na to nie pozwala. I rodzina również. Jedynie babcia zdaje się rozumieć chłopca- spędza z nim bardzo dużo czasu, rozmawia z nim, a także… gotuje dla swojego ukochanego wnuczka!

„- Kuchnia to serce domu- powtarzała wielokrotnie Lola- Kiedy dom ma przytulną kuchnię, w której bez przerwy coś się dzieje, cała rodzina jest zdrowa i silna.”

Cecilia Samartin jest amerykańską pisarką kubańskiego pochodzenia. Pracowała też jako psycholog, głównie z imigrantami. Jej książki, często utrzymane w klimacie realizmu magicznego i porównywane do powieści Isabel Allende, były tłumaczone na wiele języków i poza USA ukazały się między innymi w Norwegii, Danii, Niemczech i Hiszpanii. „Mofongo” z najcieplejszym przyjęciem spotkało się w chłodnej Skandynawii.

Z tą recenzją zwlekałam prawie tydzień i kiedy wreszcie wzięłam się w sobie i zaczęłam pisać to nie mam nic do powiedzenia. Wiecie dlaczego? Ta powieść jest irytująco poprawna. Do niczego nie można się przyczepić, lecz niczym też nie można się zachwycić. Niby średniak, ale średniak przecież ma wady, a „Mofongo” ich nie ma (tak czysto teoretycznie). Więc jak mam tę książkę opisać? Jak mam Wam przedstawić wszystkie te sprzeczne uczucia, które mieszają mi w głowie? Powieść Pani Samartin nie jest lekturą typową. Mimo, że opowiada historię dziesięcioletniego chłopca to tak naprawdę owego Sebastiana jest tutaj niewiele. Większą część opowieści zdominowała babcia Lola- głównie to jej zmiany charakteru. Przyznam, że czuję się troszkę oszukana, bo miała być wyciskająca łzy historia chorego chłopca, a tak naprawdę mamy do czynienia z obyczajówką pełną kulinarnych przepisów. Historia Sebastiana co i rusz zrzucana jest na dalszy plan, a szkoda, bo wątek ten miał ogromny potencjał. Co prawda zakończenie, przełom powieści troszkę wynagradza nam ignorancję głównego bohatera, lecz jeżeli już mówimy o samym końcu to wszystko działo się za szybko, człowiek nie zdążył wszystkiego przyswoić, ochłonąć po emocjonujących wydarzeniach.

Ostatnio zauważyłam, że nadeszła moda na książki obyczajowe z kuchnią w tle. Wymieniać można by było naprawdę wiele tytułów. Szczerze mówiąc ten trend mnie nie przekonuje. Jakby nie było jak chcę poznać interesujący przepis to zaglądam do Internetu lub do książek kucharskich, a jak chcę przeczytać książkę obyczajową to wybór mam naprawdę szeroki. Taki Misz-masz, 2 w 1, czyli tak naprawdę nie ma niczego. Zwłaszcza w przypadku „Mofongo”- ani fenomenalnej obyczajówki, ani dobrych przepisów. Na końcu książki umieszczona jest również lista receptur- fragmenty lektury z owymi dokładnymi instrukcjami. I pomińmy fakt, że większość składników jest niedostępna na polskim rynku. Zawsze można pstryknąć palcami i najważniejsze składniki posiłku wyczarować…

Czuję się oszukana, ale to już Wam mówiłam. Przez tę złość się powtarzam. Tak naprawdę w tej recenzji nic pożytecznego nie ma, więc w skrócie Wam jeszcze coś powiem. Styl autorki znośny, czyta się lekko, lecz autorka nie potrafi przekazać uczuć, emocji. Bohaterowie poprawni, lecz żadna persona nie wzbudziła mojej sympatii. Historia też znośna, ma w sobie cień oryginalności, lecz niczym tak naprawdę nie zachwyca.

MOJA OCENA:
6/10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści

Wspaniale się czytało mimo, że dzieckiem już dawno nie jestem. Nawet w głowie przez całą opowieść wybrzmiewał mi głos narratora, który prowadził mnie...

zgłoś błąd zgłoś błąd