Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

61 godzin

Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Cykl: Jack Reacher (tom 14)
Wydawnictwo: Albatros
7,15 (925 ocen i 117 opinii) Zobacz oceny
10
55
9
60
8
218
7
330
6
197
5
42
4
16
3
4
2
3
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
61 HOURS
data wydania
ISBN
9788376599991
liczba stron
432
język
polski

Inne wydania

Życie bez bagażu ma swoje plusy, ale może okazać się bolesne, gdy jest minus dwadzieścia stopni, z powodu śnieżycy zamknięto autostradę i nie można się szybko przenieść w cieplejsze klimaty. Taki los spotyka byłego wojskowego policjanta, Jacka Reachera, od lat prowadzącego życie nomady, kiedy autokar, którym podróżował, wpada w poślizg i ląduje w rowie. W końcu po długich perypetiach udaje się...

Życie bez bagażu ma swoje plusy, ale może okazać się bolesne, gdy jest minus dwadzieścia stopni, z powodu śnieżycy zamknięto autostradę i nie można się szybko przenieść w cieplejsze klimaty. Taki los spotyka byłego wojskowego policjanta, Jacka Reachera, od lat prowadzącego życie nomady, kiedy autokar, którym podróżował, wpada w poślizg i ląduje w rowie. W końcu po długich perypetiach udaje się przetransportować pasażerów do pobliskiego miasteczka Bolton, gdzie Reacher odkrywa, że miejscowy komisariat policji jest w stanie paranoi. W więzieniu kilka mil dalej, siedzi przywódca motocyklowego gangu handlującego metamfetaminą. Przemarznięty do szpiku kości Reacher staje się w Bolton kimś w rodzaju męża opatrznościowego: on jeden może uratować Janet Salter, koronnego świadka oskarżenia w sprawie o handel narkotykami, kiedy zejdą z posterunku pilnujące ją policjantki.

 

źródło opisu: Albatros, 2013

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,886,2419,61-godzin.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3543
żabot | 2014-12-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 grudnia 2014

To moja czwarta powieść z Reacherem w roli głównej. Po zachwytach nad „Jednym strzałem”, co mogło być efektem świeżości, im bardziej zagłębiam się w powieści Childe’a Lee, tym bardziej niekonsekwencje i naciąganie logiki przez autora zaczynają mnie irytować. Oczywiście nadal uważam przygody Jacka Reachera za dobrą literaturę rozrywkową, dobrze napisaną, trzymającą w napięciu, ale… coraz częściej zastanawiam się, dlaczego autor wystawia na próbę zdolności umysłowe czytelników.
Superman Reacher ląduje przez przypadek w niewielkim miasteczku, gdzie pobudowano duże więzienie. Praktycznie od samego początku widać, że coś w tym miasteczku „śmierdzi” a policja w jakimś stopniu w ten smrodek jest uwikłana. Odkryje to natychmiast każdy średnio rozgarnięty czytelnik, ale nie Reacher. Widać mróz spowalnia jego szare komórki ;-) – rzecz dzieje się zimą.
Każdy czytelnik niewiele później połapie się, że to komendant jest uwikłany w ciemne sprawki. Jeśli nawet nie jest bezpośrednio winien, to na pewno dużo wie i z niewiadomych przyczyn nie chce tego zdradzić. Reacherowi potrzeba na odkrycie tego kilkaset stron tekstu.
Zostawmy jednak stan umysłu bohatera w spokoju, przyjrzyjmy się jego zachowaniu. Nie tylko w tej powieści, ale w tej wyjątkowo, cała populacja Ameryki przedstawiona jest jak banda naiwniaków i idiotów. Oto pojawia się człowiek z nikąd, podróżuję do nikąd, nie ma bagażu, wystarczy jednak, ze przyzna się, że jest byłym wojskowym, że służył w żandarmerii i już wszyscy, którzy mają jakieś problemy spowiadają mu się niczym księdzu. A nie mówię o szarych obywatelach, ale o szeryfach, komendantach posterunków etc. Zaskakujące. W armii też na dowódczych stanowiskach siedzą idioci. Aż dziw, że NATO się jeszcze nie rozleciało. Dowiadujemy się, że Reacher onegdaj dowodził elitarną jednostką żandarmerii. Teraz dowodzi nią tajemnicza (oczywiście na pewno piękna i ponętna) kobieta. I co? Nie dziwię się, że Reacher ma możliwość bezproblemowego dodzwonienia się do swojej dawnej jednostki, ale zaskakujące jest, że wystarczy, że się przedstawi a obecna pani dowódca paple przez telefon całkiem sporo tajemnic obcemu, w sumie w ogóle nie znajomemu facetowi. Ba! Podejmuje się nawet sprawdzić i zdobyć całkiem sporo informacji mających niewątpliwie klauzule tajności lub choćby poufności. I to wszystko przez telefon, do tego nie szyfrowany. Agent 007 niech się schowa. Do tego wszystkie telefoniczne dialogi zaczynają przypominać jakiś sextelefon. Kogóż to NATO umieszcza na dowódczych stanowiskach. Zgroza!
No dobra, może coś przeoczyłem, może gdzieś na początku autor dał Reacherowi jakieś tajne uprawnienia, może to agent 008.
Mamy jednak w powieści parę innych nieścisłości a właściwie niezgodności tak chronologicznych jak i rzeczowych. W okolicy mieści się stary, opuszczony obiekt wojskowy. Jak dowiadujemy się, obiekt powstał 50 lat temu, a po dacie opublikowania powieści (2010) możemy wnosić, że powstał gdzieś w drugiej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku czy nawet w kolejnej dziesięciolatce. Za nieco późniejszą datą przemawia fakt, iż mowa jest o jądrowej psychozie Zimnej Wojny. A dowiadujemy się, że obiekt powstał jako podziemny atomowy schron niewiadomego z początku przeznaczenia. Autor wprowadza tu zupełnie niepotrzebny wątek. Tajnych, ale potem opuszczonych baz wojskowych na pewno w USA jest co niemiara, które mogły by być równie odpowiednim miejscem akcji. Sowieci detonują swoją pierwszą bombę w połowie 1949 roku. Ale posiadanie bomby to jedno, możliwości jej dostarczenia na teren wroga to drugie. Musiało upłynąć jeszcze kilkanaście lat, zanim Sowieci realnie zagrozili zbombardowaniem rakietowym terytorium USA. Dla przypomnienia kryzys kubański i próba rozmieszczenia rakiet na Kubie przez Chruszczowa to rok 1962. Dlaczego jest to takie ważne? Ano dlatego, że w opuszczonej bazie zmagazynowano jakoby co najmniej kilkanaście ton czegoś, co pozostało po II wojnie światowej w Europie. Po zakończeniu działań w Europie, na kontynencie pozostało jakoby około 40 ton czegoś, co przestało być potrzebne a czego nie można było sprzedać z zyskiem jako „demobil”, nie dało się w normalny sposób zniszczyć, czyli spalić (w gęsto zaludnionej, pomimo strat wojennych, Europie), trzeba było to odtransportować z powrotem do USA i ukryć. I tu absurd goni absurd. W czasie wojny w wyniku działań wojennych na dno Atlantyku poszły setki tysięcy ton statków wraz z ładunkiem. Wystarczy dostęp do cioci Wiki czy wujka Google’a, żeby szybko policzyć, ile miejsca zajmuje 40 ton „czegoś”. Przyjmując, że tajemnicza substancja ma podobną gęstość do cukru a wielkość torebki cukru i standardowego kontenera jest znana, można założyć, że tajemnicza substancja zmieściła by się w jednym kontenerze, najwyżej w dwu. Zamiast więc po cichu utopić transport gdzieś na środku Atlantyku (a to nie były czasy, kiedy ktokolwiek specjalnie przejmował się ochroną przyrody) Amerykanie kombinują, jak tajemniczy transport przewieźć drogą lotniczą do kraju. Ten absurd za chwilę ociera się o kolejny. Oto przez kilkanaście lat (!) kombinują, co z tym kłopotliwym transportem zrobić, by w końcu zmagazynować go na dnie atomowego schronu, który okazał się być niepotrzebny. No i potem zapominają i o ładunku i o schronie. Absurdalne. A przecież wystarczyło taki jeden kontener przetransportować na bezkresne połacie pustyń Nevady czy Teksasu, oblać benzyną i spalić. I nikt postronny by się o tym nie dowiedział.
Nie każdy się interesuje historią II wojny, ale wystarczyło logicznie pomyśleć o jaką substancję może chodzić, jeśli w powieści czarnym charakterem jest mafiozo uwikłany w narkotyki. Nie będę się chwalił, ale wpadłem na to przed Reacherem ;-). Może dlatego, że wiedziałem, że piloci bombowców byli karmieni amfetaminą. Nie tylko zresztą alianccy.
Zostawmy jednak ten wątek w spokoju. Spójrzmy na spektakularny koniec, czyli zapłon dużej ilości rozlanej nafty lotniczej w korytarzach podziemi bunkra. Niestety muszę tu trochę zdradzić treści książki, za co przepraszam.
Latynoski mafiozo zwany Platonem postanawia zlikwidować swój tajny magazyn, który właśnie mieści się w podziemiach bunkra. Mafiozo mieszka w Meksyku, ale swój Sezam umieszcza na terytorium USA. Już to jest dziwne. Mowa jest o 13 tonach amfetaminy ale i o nieprzebranych ilościach biżuterii, obrazów i innych precjozów. W jaki sposób zamierza to zrobić? Ano przylatuje do bazy z sześcioma gorylami ni mniej, ni więcej tylko Boenigiem 737. Cóż, samolot ten nie należy do największych, ale nie jest to również awionetka. Przypomnę, że rzecz dzieje się ładnych parę lat po ataku na WTC a tu po niebie USA lata sobie swobodnie duży samolot pasażerski o którym nic nikt nie wie. To nie jest samolocik, który może lecieć kilka metrów nad ziemią, żeby schować się przed radarami. W normalnych warunkach brak identyfikacji takiego samolotu wywołuje natychmiastowe poderwanie klucza myśliwców przechwytujących, które w razie dalszego braku reakcji pilota (brak kontaktu radiowego i chęci ucieczki) po prostu mogą go zestrzelić! Ale kto by się tam martwił o takie detale. A samolot z załadunkiem miał przecież wrócić do Meksyku. Ale obrona powietrzna w USA widać śpi w najlepsze.
Cóż robi Platon, mafiozo, przed którym drżą wszyscy z wyjątkiem Reachera. Ano popełnia największy błąd, którego nie zrobiłby absolutnie nikt logicznie myślący. Schodzi do podziemi z Reacherem zostawiając na górze swoich goryli, którym skądinąd nie dowierza do końca. Po prostu wchodzi z własnej woli do pułapki! Skończony idiota! Nie trzeba by było Reachera, wystarczyło by teraz przy wyjściu postawić oddzialik policji i taki by był koniec kariery Platona. Okazuje się, że dwóch z sześciu goryli to zdrajcy. Postanawiają wylać większość zmagazynowanej nafty lotniczej do korytarzy i spalić Platona. Z zakończenia powieści wynika, że im się to udało, choć zupełnie nie wiadomo, jak z opresji wyszedł Reacher. Jestem w trakcie lektury kolejnej książki i po ¼ tekstu nadal nie wiadomo, jak Reacher przetrwał. A przetrwał kataklizm totalny. Do korytarzy wrzucona jest płonąca flara, która powoduje zapłon rozlanej nafty i wybuch jej oparów. Pod ziemią rozpętuje się piekło, które bluzga ogniem wiele, wiele godzin. Dopiero po czterech dniach temperatura obiektu spada na tyle, że różne federalne służy mogą wejść do środka. I cóż się okazuje? Ano to, że autor ma poważne kłopoty z fizyką. Czym innym jest temperatura spalania a czym innym osiągana temperatura miejsca, w którym coś się spala. Że było to piekło, wiemy choćby po tym, że w promieniu wielu metrów od budynku została spalona ziemia a agenci federalni mieli niejakie problemy z identyfikacją wraku samolotu, który w sporej części po prostu się stopił. Od autora dostajemy jednak kuriozalną informację. Dowiadujemy się, że w podziemiach praktycznie wszystko się zwęgliło, pozostało jednak … wiele nienaruszonych w ogóle diamentów. Hm… diament to węgiel, specyficzny, ale węgiel. Z informacji w necie możemy dowiedzieć się, że diament nie jest w stanie przetrwać temperatury 1000 stopni. Przy tej temperaturze zaczyna się palić. Czy to bardzo wysoka temperatura? I tak i nie. Temperatura spalania paliwa lotniczego jest niższa, ale nie zapominajmy, że mamy sytuację wielogodzinnego inferna w podziemnym piecu. Piec się rozgrzewa, ciepło się kumuluje. Do tego stopnia, że – jak nas informuje autor – stopieniu uległy stalowe schody i ściany klatki schodowej szybu. Przerażające! No tak, tylko, że stal kwasoodporna topi się w temperaturze około 1400 stopni. Jak u licha mogły przetrwać diamenty? Nie mogły! Ba, Reacher też nie mógł. Nawet jeśli zdążył wybiec z bunkra tuż przed wrzuceniem tam flary. Przecież cały był umoczony w nafcie! W bunkrze wszystko spłonęło i stopiło się (z wyjątkiem diamentów ;-) ) wokół wytopiło śnieg w dużej odległości pomimo siarczystego mrozu, spaliło do niepoznania duży samolot, ale Reacher się uratował, o czym dowiemy się w kolejnej powieści. Jedynie doskwiera mu nadwerężenie licznych mięśni doznane w czasie ucieczki z szybu. Ani śladu choćby oparzenia palca. Superman? Transformers?

Ale w sumie to fajna powieść :-) .

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Artemis

Po przeczytaniu Marsjanina nie mogłam doczekać się na kolejną książkę tego autora. No i niestety Artemis to coś zupełnie innego. Jedyne co je łączy to...

zgłoś błąd zgłoś błąd