Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Przerwane milczenie

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Świat Książki
5,8 (91 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
2
8
9
7
15
6
24
5
18
4
12
3
5
2
3
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Shattered Silence: The Untold story of a Serial Killer's Daughter
data wydania
ISBN
9788377994351
liczba stron
320
język
polski
dodała
Booka

Długo nie wiedziała, kim jest jej ojciec. Miała dziesięć lat, gdy rodzice się rozwiedli, a piętnaście, gdy poznała okrutną i bolesną prawdę. Jej tata był zabójcą. Zabijał, nie raz, zabijał wiele razy. Melissa przez całe życie ukrywała prawdę o swoim pochodzeniu, nikomu nie mogła powierzyć strasznej prawdy, by nie żyć z piętnem córki mordercy. W swojej książce opowiada o przemianie jaką...

Długo nie wiedziała, kim jest jej ojciec. Miała dziesięć lat, gdy rodzice się rozwiedli, a piętnaście, gdy poznała okrutną i bolesną prawdę. Jej tata był zabójcą. Zabijał, nie raz, zabijał wiele razy. Melissa przez całe życie ukrywała prawdę o swoim pochodzeniu, nikomu nie mogła powierzyć strasznej prawdy, by nie żyć z piętnem córki mordercy. W swojej książce opowiada o przemianie jaką przeszła - od zagubionego dziecka, przez młodą gniewną, po pogodzoną z życiem dorosłą kobietę. Pełna szczerości, podnosząca na duchu historia o optymizmie i odkrywaniu radości, nawet w obliczu przytłaczających przeciwności losu.

 

źródło opisu: http://www.swiatksiazki.pl/przerwane-milczenie-m-b...(?)

źródło okładki: http://www.swiatksiazki.pl/pub/mm/img/220/90080698.jpg

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 923
Gabriela P | 2014-11-03
Na półkach: 2014
Przeczytana: 29 października 2014

Melissa G. Moore jest najstarszą córką K.H. Jaspersona, seryjnego mordercy znanego jako Happy Face Killer, który w latach 1990-1995 zamordował ponad osiem kobiet w kilku stanach Ameryki. „Przerwane milczenie” to dokładnie to, co sugeruje tytuł. To szczere wyznanie kobiety, która dorastała w najbardziej dysfunkcyjnym środowisku jakie osobiście mogę sobie wyobrazić. Bardzo długo w jej otoczeniu nie było zbyt wielu dorosłych, od których mogłaby się uczyć normalnych, zdrowych zachowań. Niedostępna emocjonalnie, wycofana i słaba matka, okrutny ojciec, który od najmłodszych lat pokazywał jej rzeczy, których ponownie, nie umiem sobie do końca wyobrazić.

Bo jak wyobrazić sobie, że twój własny ojciec na twoich kilkuletnich oczach morduje małe, słodkie, puchate kociaki? I w dodatku głośno się z tego śmieje. Z tego co zrobił, z tego jaka była twoja reakcja... Niepojęte, prawda? A jednak tego właśnie doświadczyła Melissa. Tego, i wielu innych, równie przerażających rzeczy.

Moja recenzja będzie recenzją nietypową, gdyż bardziej od zachęcenia do czytania, mam ochotę spróbować odeprzeć kilka zarzutów z jakimi się spotkałam przeglądając inne opinie na temat tej książki. Jeśli więc nie macie na to ochoty, przejdźcie po prostu do ostatniego akapitu.

Mówi się, że każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje, i tylko swoje zachowanie czy podejmowane decyzje. Nie mamy żadnego wpływu na wybory innych ludzi, nawet nam najbliższych, nie tak naprawdę, bo koniec i tak jest taki, że odpowiedzialność spoczywa na nich, nie na nas. Tyle, jeśli chodzi o czystą, mało praktyczną, czy też mało życiową teorię. Faktem jest, że kiedy w naszych domach dzieje się źle, i mam tu na myśli przemoc, alkoholizm, narkotyki itp., szuka się winnych, szuka się najprostszych wyjaśnień: dlaczego? Dlaczego to dzieje się akurat nam? Dlaczego mnie? A potem, względnie szybko... Co zrobiłam/łem takiego, by na to zasłużyć?

Obarczanie się winą za grzechy naszych bliskich to mechanizm tyleż przerażający, co niestety również niemalże pierwotny. Wystarczy spojrzeć na dzieci/małżonków/rodziców alkoholików czy narkomanów. Większość z nich w najgorszej chwili uzależnienia ich bliskich, i swojego współuzależnienia, co również jest faktycznym problemem, winę za ich stan zrzuca na siebie. Dlaczego akurat na siebie? Kiedy ktoś zadaje nam ból, nie ważne czy jest to ból psychiczny czy fizyczny, nasz umysł przerabia to na czystą logikę. Skoro bliska nam osoba rani akurat NAS, to musi to mieć związek właśnie z NAMI. Logika, a racjonalność, to jednak tylko z pozoru podobne pojęcie. Po jakimś czasie nie da się udawać, że problemu nie ma, lecz wciąż nie wiadomo, jak sobie z nim poradzić. Szukanie winnych jest więc naturalnym odruchem prowokowanym przez nic innego jak bezsilność.

Wybaczcie mi ten, jakże długi i być może niepotrzebny bądź niezrozumiały, wątek, jednak by przejść dalej w mojej recenzji potrzebowałam coś wyjaśnić. Coś, co na szczęście, nie każdy rozumie, bo wychował się w pozbawionej większych dysfunkcji rodzinie. Zrozumienie mechanizmu poczucia winy i ignorowania rzeczywistości jest potrzebne, by jakkolwiek móc pojąć zachowanie, uczucia i motywacje autorki, a te, mogę Wam obiecać, są chwilami zwyczajnie niepojęte. Przynajmniej z punktu widzenia osób, które o dysfunkcjach w rodzinie i ich niszczącym wpływie na psychikę, szczególnie dzieci, niewiele wiedzą. Żeby nie wyszło, że swoje informacje wyciągam z kapelusza, niczym magik swojego białego króliczka, temat dysfunkcji, powielania schematów obronnych, poczucia winy czy prostej ślepoty i niedopuszczania do siebie nawet najoczywistszych faktów, jest tematem mi bliskim. Pozostanę na tym stwierdzeniu.

Wiele osób nie rozumiała Melissy, gdy mówiła o ojcu, gdy nazywała go tatusiem, gdy razem z rodzeństwem biegła, by się do niego przytulić, gdy wracał do domu, nawet po tym, jak zamordował jej koty. Nawet później, kiedy już zaczynała przeczuwać, że coś jest z nim nie tak. Jasne, to jest dziwne, jeśli zapomni się o tym, że była dzieckiem i od najmłodszych lat uczyła się samych niewłaściwych schematów zachowania. Czego mianowicie? A no tego, że się NIE rozmawia, NIE nazywa się swoich emocji, NIE zadaje pytań. Tego, że świat jest, jaki jest, zły i przerażający, a dorośli dzielą się na biernych, wycofanych, jak jej matka, bądź agresywnych i przerażających, jak ojciec i chwilami dziadek. To była jej rzeczywistość, wszystko, co znała. To była jej normalność. Ciężko więc oczekiwać, by kilku czy kilkunasto letnie dziecko mimo wewnętrznych przeczuć, potrafiło wyciągnąć z nich właściwe wnioski.

Czy tego całego horroru można było uniknąć? Oczywiście. Prawdopodobnie tak samo, jak można było uniknąć wszystkich wojen. Gdyby odpowiedni ludzie znaleźli się na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, bliscy Jaspersona zauważyliby i zareagowali na jego odbiegające od wszelkich norm zachowanie, to pewnie, można by było wszystkiego uniknąć. Co pozbawia ludzi sumienia z takim natężeniem, by odczuwać przyjemność z zabijania wciąż jest zagadką. Mówi się o winie w brakach w rozwoju umysłów, traumach, gdyby poszukać, można by znaleźć jeszcze parę innych teorii. Jasne jest jednak, że ojciec Jaspersona nie był najmilszym, najczulszym ojcem na świecie. Wręcz odwrotnie... Te rodziny były dysfunkcyjne pokoleniami. W mniejszym lub większym stopniu, ale były. O matce Melissy mogłabym napisać kolejny akapit, ale nie o to mi chodzi. Chciałabym tylko zauważyć, że podczas gdy to Jasperson jest w tej całej historii potworem, jego otoczenie nie rzadko było równie chore, jak on sam.

Jedyne, z czym się zgodzę, to przerysowania zastosowane przez Melisse. Jestem wstanie uwierzyć w jej przeczucia, gdyż dzieci takie jak ona, wychowane w ciągłym poczuciu zagrożenia mają znacznie mocniej wykształconą intuicje i jest to fakt wielokrotnie udowodniony. Ta intuicja szczególnie dobrze działa wtedy, gdy źródłem zagrożenia jest osoba, przez którą, de facto, ich umysł pokusił się o te wszystkie umocnienia. Niekiedy jednak nawet ja miałam wrażenie, że Melisse nieco poniosła wyobraźnia, oraz zapewne odzyskane podczas terapii, a wcześniej wyparte przez nią wspomnienia. Czasem tak bywa, że kiedy coś traumatycznego do nas wraca, dla własnego spokoju ducha próbujemy to ubarwić w taki sposób, by było zjadliwsze. W końcu nie bez powodu nasz umysł postanowił nas wcześniej oszczędzić...

Wbrew temu, co sugeruje wiele powieści, szczególnie tych z gatunku NA, które nieodmiennie działają mi na nerwy właśnie przez wzgląd na to, co zaraz napiszę, radzenie sobie z traumami wszelkiego rodzaju, to nie kwestia dni, tygodni, miesięcy, a lat. Czasami całego życia. To nie kwestia zaledwie odnalezienia właściwej drogi, a wrócenia do początku i obrania nowej, właściwej, a na to potrzeba czasu. Rycerze w lśniących zbrojach, na pięknych rumakach są wprawdzie pomocni, ale nie czynią cudów. Niestety.

Dlatego właśnie Melissa tak późno zrozumiała kim był jej ojciec i co ważniejsze, kim ONA była dla niego. To dlatego tak długo usilnie próbowała widzieć w nim tylko te przejawy dobroci, jego hojność, uśmiech i fakt, że nigdy, tak do końca, ich nie zostawił. Mellisa musiała sama zrozumieć jak chore jest jej myślenie i równie samotnie nauczyć się „zdrowego” postrzegania rzeczywistości. Osiągnęła coś, co niekiedy nie udaje się nawet ludziom na terapiach, a na tą Mellisa trafiła stosunkowo późno. Osobiście podziwiam ją za to, jak sobie poradziła. Niekiedy może i brzmi jak ktoś, kto próbuje nam sprzedać kolejnego Boga do kolekcji, lecz to i tak nie ma dla mnie większego znaczenia. Czegoś trzeba się uchwycić, na czymś skupić swój wzrok, by łatwiej było pokonać wszelkie trudności. Dla niej był to Bóg, jej mąż i dzieci.

Podsumowując; „Przerwane milczenie” to książka obowiązkowa dla wszystkich osób, których fascynują seryjni mordercy. Dzięki Mellisie możemy poznać świat seryjnego mordercy, ale nie ten w którym zabija i wygłasza swoje chore wizje świata, a ten, który go otacza. Świat jego „normalnego” życia, w którym jest zmuszony udawać poczytalnego, ojca, męża, syna, pracownika, a nawet, o zgrozo, człowieka. Być może zdarzają się chwilami spokojniejsze, nieco nudniejsze urywki, jednak w ogólnym rozrachunku to naprawdę dobra książka. Nie polecam jej jednak nikomu, kto nie gustuje w tematyce. To trudna historia, tym bardziej, że niestety prawdziwa.

Dzisiaj bez oceny. Nie umiem ocenić walki Mellisy o własną przyszłość. Nie sądzę też, by istniała ku temu odpowiednia skala...

----
http://vegaczyta.blogspot.com/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
KOMORNIK czyli śmieszna opowieść o emigracji

Kocham Cie jak Irlandię śpiewał wiele lat temu zespól Kobranocka i zdawać by się mogło ze to właśnie te słowa przyświecały dziesiątkom tysięcy rodaków...

zgłoś błąd zgłoś błąd