Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Piosenki dla Pauli

Tłumaczenie: Izabela Rosińska
Cykl: Piosenki dla Pauli (tom 1)
Wydawnictwo: Jaguar
6,57 (778 ocen i 130 opinii) Zobacz oceny
10
98
9
69
8
117
7
152
6
112
5
94
4
43
3
38
2
29
1
26
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Canciones para Paula
data wydania
ISBN
9788376861142
liczba stron
640
język
polski
dodała
Jadźka

Jedna z najpopularniejszych hiszpańskich powieści obyczajowych dla młodzieży, książka-fenomen, wielokrotnie wznawiana i szeroko komentowana. Grono jej wielbicielek na Facebooku liczy kilkanaście tysięcy osób. Paula ma siedemnaście lat, głowę pełną marzeń i gorące serce. Jak większość nastolatek, śni o wielkiej miłości. Może już ją znalazła? Od dłuższego czasu dziewczyna spędza całe godziny na...

Jedna z najpopularniejszych hiszpańskich powieści obyczajowych dla młodzieży, książka-fenomen, wielokrotnie wznawiana i szeroko komentowana. Grono jej wielbicielek na Facebooku liczy kilkanaście tysięcy osób.

Paula ma siedemnaście lat, głowę pełną marzeń i gorące serce. Jak większość nastolatek, śni o wielkiej miłości. Może już ją znalazła? Od dłuższego czasu dziewczyna spędza całe godziny na rozmowach z internetowym znajomym, Angelem, jej bratnią duszą. Chłopak jest od niej pięć lat starszy i pracuje w branży muzycznej. Paula wierzy, że to ten jedyny... Ale dzień, w którym wreszcie mają się spotkać, obfituje w niespodzianki.

Angel otrzymuje życiową szansę przeprowadzenia ważnego wywiadu z gwiazdą rockowej sceny. Z tego powodu spóźnia się na spotkanie. Siedząc w kawiarni, Paula poznaje innego mężczyznę. Przez przypadek. Obydwoje czytają tę samą powieść. Los, fatum, przeznaczenie? Tuż przed wyjściem Alex podmienia książki, licząc na to, że Paula będzie chciała odzyskać swój egzemplarz.

Kiedy wreszcie Paula i Angel wpadają na siebie w drzwiach kawiarni, okazuje się, że mają sobie do powiedzenia nawet więcej niż przypuszczali... Życie Pauli staje się coraz bardziej skomplikowane. Spotyka się z Angelem. Rozmawia z Aleksem. Ma tajemniczego wielbiciela.

Miłość nie jest łatwa, gorące uczucia rodzą gorący gniew, a czyjeś szczęście może skazać kogoś innego na cierpienie.

 

źródło opisu: http://wydawnictwo-jaguar.pl/book.php?sr=piosenki-...(?)

źródło okładki: www.wydawnictwo-jaguar.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 548
Przecherezada | 2015-08-09
Na półkach: Przeczytane

Piosenki dla Pauli – czyli jak umierają złudzenia odnośnie kondycji współczesnej literatury młodzieżowej

Niewiele jest książek, na które czekam. W gruncie rzeczy nauczona doświadczeniem wiem, że najlepsze są niespodzianki, czyli pozycje, co do których oczekiwań nie miałam wcale, bądź miałam, lecz szczątkowe. I tak po równie długiej, co bolesnej lekturze „Piosenek” stwierdzam, że wracam do metody chybił-trafił. Dla własnego zdrowia, bo nie lubię rozczarowań.
Na HIT Niebieskiego Dżinsa polowałam od około roku. Albowiem (na swoje szczęście) kupuję tylko te książki, które mnie zachwyciły. A wiele takich nie mam. Z każdą kolejną czytaną recenzją polowałam z coraz słabszą motywacją. Tym niemniej dotarłam do chwili, gdy w mojej nieocenionej lokalnej bibliotece pojawiły się „Piosenki dla Pauli”. Ucieszyłam się, mimo wszystko. A potem, niestety, zaczęłam czytać.
Na początek zaserwowano mały spoiler odnoście treści. A ja go, głupia zignorowałam. Albowiem już od pierwszych stron z każdej dosłownie litery wyskakuje infantylność. Infantylność absolutnie niestrawna, bo nie broni jej ani przeskok czasowy (tłumaczący niegasnącą słodycz literatury mojej wczesnej młodości) ani wiek bohaterów (bo PODOBNO są to ludzie dorośli, w co nadal wątpię). Niebieski Dżinsu najwyraźniej wyimaginował sobie, że jest drugim Moccią i zaserwował czytelnikowi pseudo-emocjonalną papkę. Bez polotu.
Paulę zniecierpiałam w momencie, gdy padła o niej pierwsza wzmianka. Co za pusta, durna, dziecinna bohaterka Nie wiem, jak wielka posucha na płeć piękną musi tam panować, że ma takie monstrualne powodzenie. A jeśli bycie taką jak Paula gwarantuje przysłowiowe „rwanie jak w burakach”, to chyba zaczynam rozumieć, dlaczego jestem singlem. Podejście do szkoły, życia, przyjaźni, rodziny… że nie wspomnę o loffcianiu (bo przez szacunek dla słowa na Em go nie użyję). Ale mimo wszystko żałosna makolągwa na pierwszym planie to jakaś współczesna moda i bywa, że postaci drugiego planu da się, mimo wszystko znieść. Suguski są płytkie i bezbarwne, nie żeby Paula była w czymkolwiek lepsza. Określenie „gimbaza” oddaje wszystkie moje uczucia, więc nie będę się produkować. Jedynie Diana ma jakąś tam osobowość, niestety przyćmiewa ją blask uroku Pauli. A co do absztyfikantów… Angel jest odpychający. Jego relacja z Paulą polega (z tego co zrozumiałam) na taplaniu się w wodzie/czekoladzie/czułościach. Byle nie w szczerości. Gdyby mój facet do każdego zdania dodawał „kochanie” czy inny lepki cukierek (pozostając w „Piosenkowej” metaforyce) poparzyłabym go żelazkiem. Albo przynajmniej uderzyła kablem. Alex też jest odpychający, a przy okazji, tak jak jego konkurent, pogrążony we własnej zaje…fajności. Z nich wszystkich najwięcej sympatii wzbudził Mario, a i tak go nie lubię. Reasumując… chyba oczekiwałam, że na przeszło sześciuset stronach bohaterowie będą mieli większe dylematy niż iść na randkę, zadzwonić, odkochać się, uprawiać seks, zakochać się, nie dzwonić, nie iść na randkę, odkocha… Ale cóż. Wyszło jak zwykle.
Swoją drogą, porażająca jest świadomość książkowej młodzieży. Nauka lata im koło miejsca w którym plecy tracą szlachetną nazwę. Uczucia innych osób (włącznie z rodzicami, którzy sprowadzani są do roli przeszkody) balansują mniej więcej w głębi tegoż samego miejsca. A zarazem, na każdym kroku, podkreślana jest ich dorosłość. I tak kolejny raz upewniam się, że niektórzy utknęli z pojęciem dorosłość włożonym w miejsce pojęcia dojrzałość. I smutam. Zadając sobie pytanie, dokąd ten świat zmierza. Czy to ja się starzeję? Lub, o z grozo, wyrastam z literatury młodzieżowej? Chyba czas kolejny raz wrócić półki „zaczytane doszczętnie”, zanim zwątpię.
Język powieści jest ciężki do przetrawienia. Nie lubię niczym nie usprawiedliwianego chaosu (denerwował mnie już u Mocci, choć jego rozgrzeszam, bo pisze nieporównywalnie bardziej interesująco). Niepotrzebne przeskoki czasowe - litości, jeśli pisze, że ktoś myślał NOCĄ, a tuż pod tym, że ktoś grał NOCĄ, to doprawdy nie trzeba opatrzać tego dopiskiem „w tym samym czasie”. No chyba że autor uznaje czytelnika za równie bezmyślnego jak jego postaci. Co do samej narracji - Irytował y mnie określenia „pisarz” czy „dziennikarz”. Biły mnie po oczach prawie jak określenia „czarnowłosa” czy „krótkoobcięty” używane zamiast imion bohaterów. Do tej pory myślałam, że takie zamienniki istnieją tylko w rzeczywistości opowiadań blogowych. Ale nie. W tej powieści hasają sobie częściej niż prawdziwe, poniekąd dość ładne, imiona. Język bohaterów równie płytki jak oni. Mdły, nadmiernie epatujący źle pojętym romantyzmem (?!) i zacukrowany na imen. Nawet na moje pobieżne czytanie (od trzysetnej strony nie dałam rady wnikać w głębiej, a chciałam skończyć, dla przyzwoitości, którą, w przeciwieństwie do bohaterów, posiadam, a co!) nie dawał się zdzierżyć. To ma być hit? Fenomen? Głos pokolenia? Powieść, o zgrozo, o miłości???
No właśnie. Słowo na Em. O ile małoletnie (choć dorosłe!) bohaterki jakoś można zrozumieć (no dobra, nie można, ale można próbować przepuścić to przez filtr wieku) to facetów nie bardzo. Z pewnej mentalnej płycizny zazwyczaj się, kurczę, wyrasta. I nie, dwa miesiące rozmów plus dwa tygodnie znajomości to nie jest prawdziwy związek, a wszyscy tam, bez mała, tak sądzą. Po trzykroć LITOŚCI! Tym bardziej, że nikt tam nie prowadzi rozmów, tam się albo płytko bredzi, albo myzia. A najczęściej jedno i drugie. W gruncie rzeczy poziom słów i poziom uczuć bohaterów balansuje sobie na dwóch różnych ścieżkach. Gdybym miała opisać miłość na podstawie „Piosenek dla Pauli”… może lepiej, że nie muszę. Bo kolejny raz bym zasmutała.
Ogólnie szokuje mnie fakt, jak płytko powieść osadzona jest w rzeczywistości. Idźmyż wszyscy tam, gdzie chwalą cię na każdym kroku, wszyscy cię kochają, a jedynym słusznym dylematem jest wybór między serią z metra ciętych, wystrzałowych ciach o zabójczych uśmiechach. Nic dziwnego, że chowane na takich powieściach pokolenie (bez uogólnień, ale niestety – to widać) wyrasta na puste, egocentryczne i zapatrzone w siebie. I chyba wolałabym, żeby moje dziecko nic nie czytało, niż czytało takie wypaczające bzdury. Bowiem lepszy świat wartości przedstawiają „Pokemony” czy „Dragon Ball”, że nie wspomnę o nieśmiertelnych Montgomery czy Siesickiej. I tak, kolejny raz rozczarowana, wyżyłam się hejterskopodobnym słowotokiem. Trochę ulżyło. Ale z pewnością nie wrócę do kolejnej części tego niestrawnego potworka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Awaria małżeńska

Dwie poczytne autorki: Socha (ur. 1973) i Witkiewicz (u. 1976) zrobiły psikusa i połączyły siły, aby utrudnić mnie ocenę tej książk...

zgłoś błąd zgłoś błąd