Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gambit

Cykl: Algorytm wojny (tom 1)
Wydawnictwo: Ender
6,41 (402 ocen i 70 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
23
8
57
7
114
6
93
5
54
4
24
3
17
2
5
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362730063
liczba stron
320
język
polski
dodał
RL89

Nagle oszalałe Sztuczne Inteligencje zniszczyły znany nam świat. Wędrujemy wśród gwiazd i w blasku supernowych toczymy wojny. Na ponurych planetach i ciemnych księżycach walczymy o artefakty sprzed Dnia. Ale dziś spowiła nas mgła. Zimna, bezkształtna, kradnąca dźwięki kolory i dusze mgła. Skrywa przyjaciół i wrogów, zabiera nadzieję a w jej miejsce sączy strach. Ale my trwamy. Na rozkaz. 40...

Nagle oszalałe Sztuczne Inteligencje zniszczyły znany nam świat. Wędrujemy wśród gwiazd i w blasku supernowych toczymy wojny. Na ponurych planetach i ciemnych księżycach walczymy o artefakty sprzed Dnia.

Ale dziś spowiła nas mgła. Zimna, bezkształtna, kradnąca dźwięki kolory i dusze mgła. Skrywa przyjaciół i wrogów, zabiera nadzieję a w jej miejsce sączy strach. Ale my trwamy. Na rozkaz.

40 regiment Unii Europejskiej otrzymuje zadanie zabezpieczenia planety New Quebec. Już wkrótce okaże się, że wyszkolenie i honor nie ułatwiają wyborów, które wymagają ofiar i poświęcenia.

Twarde SF w mrocznym klimacie Obcego, tajemnicą rodem z powieści Philipa K. Dicka i bitwami w stylu Johna Ringo.

 

źródło opisu: warbook.pl

źródło okładki: warbook.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1988
Janusz Szewczyk | 2016-06-11
Przeczytana: 09 czerwca 2016

Długo się wahałem co napisać, gdyż książki M. Cholewy mają pewną renomę i zdobywają nagrody branżowe przez co spodziewałem się czegoś tak ciekawego jak wojenne opowieści Luciusa Sheparda. Niestety nic z tego. Ten debiut powieściowy M. Cholewy nie należy do udanych, chyba że autor miał zamiar napisać tekst nasenny. W takim przypadku jest to pełen sukces – czasami usypiałem po lekturze dowolnych dwóch stron. W książce po prostu niewiele się dzieje (tzn. oczywiście jest tam jakaś intryga, ale koncentruje się ona w ostatnich podrozdziałach i trudno ją zauważyć ziewając w trakcie lektury monotonnych opisów łażenia w błocie z żelastwem w ręku), postaci nie budzą u czytelnika żadnych wyraźnych odczuć, a popularnie stosowany chwyt z polskim głównym bohaterem u Cholewy nie działa, bo bohater ten (niejaki Wierzbowski) jest prawie zupełnie nijaki i sflaczało-obwisły przez większą część książki. Wrażenia bezbarwności i braku cech charakterystycznych poszczególnych postaci potęgowane są dodatkowo przez rutynową powtarzalność żołnierskiego życia, w której z założenia skromna paleta możliwych zachowań jest przez autora dodatkowo ograniczona. Żołnierze UE stanowią smętną gromadką osobników płci obojga i zróżnicowanej narodowości. Grupka ta rzadko jada i niczego nigdy nie wydala, łyka stymulanty i uzdatnianą wodę, ale nie upija się i od prochów stroni (naćpany żołnierz UE jest chyba nie do pomyślenia), spiera się, ale nie bije ze sobą a o seksie uprawianym czy to we własnym zakresie czy w zespołach o zróżnicowanej liczebności nigdy nie słyszała (jeśli słyszała to doskonale to skrywa i jeden raz tylko ktoś wspomina pornosy). Rzadko kto przeklina, poza jednym żołnierzem. To już coś, ale troszeczkę za mało by akcja stała się porywająca. Tak naprawdę pewne przyśpieszenie pojawia się w fabule dopiero w drugiej części książki, gdzie ujawniony zostaje prawdziwy cel misji na planecie zwanej Bagnem, a bitwa i ucieczka po niej stają się okazją do kontaktów z wrogami – i chyba tylko w tych końcowych fragmentach są jakieś niespodzianki i daje się odczuć jakieś emocje. Nawet raz się roześmiałem (przy opisach amerykańskich racji żywnościowych) i raz wzruszyłem. Szkoda, że to tylko dwa podrozdziały w całej książce.
Samo miejsce akcji też nie zachęca do lektury - autor zrzucił żołnierzy na niedawno terraformowaną planetę, pozbawioną nieomal całkowicie życia biologicznego. Z pewnością jest to zasadnicze ułatwienie dla prowadzenia akcji – nic bohaterów nie gryzie, nic nie włazi im nocą do gaci, nic nie wysysa krwi, nic nie wyskakuje z krzaków z gorącym pragnieniem spożycia wysokokalorycznych organizmów białkowych i nic oprócz dzielnych wrogów nie szturmuje pozycji naszych równie bohaterskich żołnierzy. Planeta stanowi jedno wielkie mokradło, gdzie inteligentni przecież ludzie uporczywie wyszukują miejsca o najniższym poziomie wody, by móc zakopać tam w błocie swoje maszyny bojowe. To, że oprócz płycizn muszą tam też być zagłębienia nie przychodzi jakoś bohaterom i autorowi do głowy, dzięki czemu transport wodny nie istnieje na planecie w całości pokrytej wodą, a wszyscy uporczywie chodzą pieszo w błocie, jeżdżą ciężkim sprzętem szukając wspomnianych płycizn lub budują sztuczne drogi. O pontonach nie słyszeli? Dobrze, że czasem coś lata, ale zwykle zaraz jest zestrzeliwane albo ciągle się psuje, dzięki czemu znowu lądujemy w błocie.
Co ciekawe w kosmosie wojsko UE walczy z Amerykanami (?!) i Chińczykami, którzy chyba jako jedyni oprócz Europejczyków ocaleli i uciekli z Ziemi po buncie oszalałych sztucznych inteligencji (Rosjanom zapewne silniki nie odpaliły gdy nastał dzień masowej zagłady i ewakuacji). Europejczycy dalej dzielą się na narodowości tak jak obecnie, a autor nigdzie nie zdradza jakim wspólnym językiem rozmawiają. Podejrzewałem esperanto, bo przecież nie posługiwaliby się angielskim – językiem wroga, ale rozmowa z jeńcem pokazała, że nikomu użycie języka wrogów nie przeszkadza.
Podobno następne książki w tym cyklu są znacznie lepsze. Wierzę, bo trudno oczekiwać żeby były słabsze. Może po prostu w kolejnych tomach M. Cholewa nauczył się wlewać życie w swoich bohaterów. W „Gambicie” przypominają oni raczej zombie. A może tak właśnie jest w wojsku?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Ćwiek

Opinie czytelników


O książce:
Czekając na barbarzyńców

Mocna, brutalna, zmuszająca do refleksji nad wolnością, sensem walki o ideały. Kunsztownie napisana.

zgłoś błąd zgłoś błąd