„Spisek przeciwko Ameryce”, czyli co by było, gdyby…? Alternatywne wizje II WŚ

Marcin Waincetel
17.05.2020

Wojna. Podobno nigdy się nie zmienia. Inna sprawa, że historia zawsze pisana jest przez zwycięzców. A jak wyglądałby nasz świat, gdyby to nie alianci, a państwa Osi wygrały II wojnę światową? Zastanawiał się nad tym między innymi Philip Roth w powieści „Spisek przeciwko Ameryce”, pytał o to również Philip K. Dick za sprawą „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Literackie wizje – nieoczywiste i fascynujące – zostały również przeniesione na szklany ekran. Czy dowiadujemy się z nich czegoś o teraźniejszości? 

„Spisek przeciwko Ameryce”, czyli co by było, gdyby…? Alternatywne wizje II WŚ

George Orwell rok 1984Próba odpowiedzi na pytanie „Co by było, gdyby…?” to podstawa rozważań dla twórców, którzy kreują historie alternatywne. Gatunek wchodzący w skład fantastyki naukowej jest unikalną szansą na to, aby – bazując na przeszłości – snuć refleksje o tym, co ma dopiero nastąpić. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę choćby George Orwell, twórca „Roku 1984”, którego nie zaliczamy przecież do kręgu fantastyki naukowej, jednak... futurystyczna antyutopia – ostatnie, chyba najważniejsze ze wszystkich dzieł brytyjskiego publicysty i prozaika – to swego rodzaju alternatywa wobec rzeczywistości. A może inaczej – prognoza. Wynikająca z zagrożeń ujętych w totalitarny system, który dławi wolność jednostki. Wizja, przyznać trzeba, niezwykle sugestywna. Bo przecież Wielki Brat to dziś swoista ikona, popkulturowy symbol, a polityczną nowomowę można usłyszeć z ust wielu możnych naszego świata. Nazwisko tego autora w XXI wieku odmienia się zresztą przez wszystkie możliwe przypadki. A czy żyjemy w rzeczywistości orwellowskiej?

Bohaterowie czy złoczyńcy? „Spisek przeciwko Ameryce”, Philip Roth

Spisek przeciwko Ameryce, Philip RothCharles Lindbergh to wybitny pilot, dzielny żołnierz – ba, można powiedzieć, że narodowy heros! – któremu, jako pierwszemu w historii, udało się przelecieć Atlantyk. Co by było, gdyby wyborów prezydenckich w USA w 1940 roku nie wygrał po raz trzeci Roosevelt, ale właśnie bohaterski lotnik, a przy okazji zaciekły zwolennik izolacjonizmu? Oto pytanie, które podsuwa nam Philip Roth w bestsellerowym „Spisku przeciwko Ameryce”. Linbergh odpowiada do nieprzekonanych wyborców, że tak naprawdę „Nie wybieracie między Lindberghiem a Rooseveltem. To wybór między Lindberghiem… a wojną”.

Philip Roth, który przez wiele lat był wymieniany wśród kandydatów do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, odszedł w maju 2018 roku. Niedługo przed śmiercią zdążył spotkać się z nim David Simon, jeden z autorów serialowej ekranizacji „Spisku…”, aby omówić fundamenty pod telewizyjny projekt realizowany z myślą o HBO. Filmowiec znany między innymi z „Prawa ulicy” czy „Kronik Times Square” słusznie zauważył, że siłą prozy Rotha jest skupienie się na ludzkim pierwiastku, gdyż „Jest przede wszystkim znany jako autor historii, które głęboko poruszają czytelnika, bo traktują o kondycji człowieka”. Wszakże spiskują ludzie. Choćby Charles A. Lindbergh.

Reklama

I tak też w końcu nowo wybrany przywódca USA podpisuje pakt pokojowy z Niemcami i Japonią, równocześnie wysiedlając wspólnoty żydowskie. To paradoksalne, bo przywódcą został między innymi na skutek poparcia społeczności z Newark, a więc rodzinnego miasta Rotha. Powieść, jak i serial, zbudowany jest zresztą na zaskakujących kontrastach, moralnych wątpliwościach, politycznych spiskach i melodramatycznej aurze. I choć ekranizacja różni się nieznacznie sposobem narracji – bo w książce wydarzenia ukazane w formie dziecięcych wspomnień dorosłego Philipa Rotha, a w serialu do głosu dochodzą także inni bohaterowie – to całość może uchodzić za bardzo wierną, bardzo udaną też adaptację. W projekt zaangażowano zresztą uznanych aktorów, żeby przywołać tylko Winonę Ryder, Zoe Kazan czy Johna Turturro, wcielającego się w rabina Lionela Bengelsdorfa, konserwatystę, który zajął znaczący urząd w rządzie faszystowskiego prezydenta. Mini-serial HBO to pieczołowicie odwzorowana, mroczna, prowokująca wizja świata, który mógł się urzeczywistnić. Swoiste proroctwa zapisywali jednak również inni twórcy.  

„Spisek przeciwko Ameryce” ukazuje naszym oczom alternatywną wizję historii świata, opowiedzianą z perspektywy robotniczej, żydowskiej rodziny.

Inna perspektywa – „Człowiek z Wysokiego Zamku”, Philip K. Dick

Człowiek z wysokiego zamku Philip K. DickZnamy go za sprawą „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha”, „Ubika”, a także kultowej historii „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. Lecz Philip K. Dick, autor, który w szczególny sposób upodobał sobie badanie granic pomiędzy sztuczną inteligencją a człowieczeństwem, stworzył również powieść wprost odnoszącą się do alternatywnej historii dziejów. Dowodem „Człowiek z Wysokiego Zamku”, książka uhonorowana nagrodą Hugo w 1963 roku, na podstawie której Frank Spotniz, scenarzysta „Z Archiwum X”, zrealizował serial dla platformy Amazon. Za produkcję odpowiada zaś Ridley Scott, który w przeszłości mierzył się już z prozą amerykańskiego pisarza, realizując „Łowcę androidów”.

Reklama

Serialowa opowieść znów przenosi nas do lat 60. XX wieku, kiedy to ktoś znów ktoś manipulował ze zwrotnicą dziejów. W ponownie postawionym pytaniu, czyli „co by było, gdyby?”, zawarto jednak nieco inną odpowiedź. Bo nazistowskie Niemcy i Japonia zwyciężyły II wojnę światową, natomiast Stany Zjednoczone, podobnie jak reszta podbitych państw, znajdują się pod okupacją państw Osi, a niewielu ocalałych Żydów próbuje ukryć się pod przybranymi nazwiskami. Przewodnikami po mrocznym uniwersum są dla nas Joe Blake, młody mężczyzna, który dołącza do ruchu oporu na wschodzie kontynentu oraz Juliana Crain, mieszkanka San Francisco, która z entuzjazmem poznaje japońską kulturę, choć to Japończycy w brutalny sposób pozbawili życia jej ojca. Emocjonująca historia posiada również interesującą wymowę, bo w prozie Dicka alternatywna rzeczywistość odnosi się również do teorii wieloświatów. Bieg historycznych wydarzeń może być przecież iluzją… prawda? Półprawda? Oczywiste kłamstwo czy perfekcyjna sztuka manipulacji? 

Dyktatura wiecznie żywa – „Vaterland”, Robert Harris 

Robert Harris, brytyjski powieściopisarz, autor „Konklawe” i „Monachium”, który znany jest również ze współpracy z Romanem Polańskim (czy to za sprawą filmu „Oficer i szpieg”, a wcześniej „Autor widmo”), potrafi w zaskakujący sposób odwzorowywać historyczne realia. W konwencji thrillera ujął on choćby „Trylogię Imperium Rzymskiego”, gdzie w barwny sposób ukazał życie Cycerona oraz upadek Republiki. Jednak Harris znany jest również za sprawą książki „Vaterland”. I znów dobrze znane już nam pytanie, czyli „co by było, gdyby…?”.

„Vaterland” to przykład literatury spekulatywnej, w której fikcja łączy się z faktami, a przeszłość z przyszłością. Poznajemy zatem świat w roku 1964. Od zakończenia wojennych zmagań nazistowskie Niemcy zdołały sobie podporządkować Europę oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75. urodzin Hitlera. Bezapelacyjny triumf III Rzeszy odmienił rzeczywistość – nie może być jednak inaczej, skoro imperium sięga Uralu. Ale to, co najciekawsze, dzieje się nie tylko w makro, ale również mikroskali. Bo oto uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw znalezionych na brzegu podmiejskiego jeziora. Śledztwo prowadzi Xavier March, detektyw policji kryminalnej, wspierany przez amerykańską dziennikarkę. Prawda, którą odkryją, może obalić rządy i całkowicie zmienić bieg historii… Proza Harrisa jest literaturą angażującą nie tylko przez kryminalną otoczkę, emocjonalne portrety, ale również tytaniczną pracę ze źródłami, z czego doskonale znany jest zresztą rzeczony. Jednak czy dyktatura jest faktycznie wiecznie żywa?

Wojenna zawierucha – „Burza”, Maciej Parowski

Nie tylko światowi twórcy potrafią manipulować czasem, przeinaczać i na nowo redefiniować historyczną rzeczywistość. Rodzimym autorem, o którym warto w tym miejscu wspomnieć, jest nieodżałowany Maciej Parowski. Uznany dziennikarz i publicysta, wieloletni redaktor prowadzący „Nową Fantastykę”, odpowiedzialny za oszlifowanie wielu literackich talentów w naszym kraju. Parowski, znany za sprawą komiksowej wersji „Wiedźmina”, w przeszłości spisał również przejmującą „Burzę”. 

Reklama

Wojenna zawierucha, rozpoczęta we wrześniu 1939 roku, potoczyła się w zupełnie nieoczekiwany sposób… Do głosu doszła bowiem Matka Natura, której ulewne deszcze powstrzymały natarcie niemieckiej armii na Polskę. Hitler poniósł klęskę i został w niesławie zesłany na Wyspę Świętej Heleny. Tymczasem do świętującej zwycięstwo Warszawy zjeżdżają najwybitniejsi intelektualiści z Europy, powstaje też film z udziałem gwiazd światowego kina. Nietrudno się jednak domyślić, że nic nie trwa wiecznie, a na pewno nie pokój. Upadek jednego imperium nie oznacza bowiem, że zagrożenie minęło. Zwłaszcza kiedy na arenie pojawiają się sowieccy szpiedzy, a z delikatną materią rzeczywistości zaczynają eksperymentować przedstawiciele czarnej magii. Czy prawdziwa wojna może dopiero nadejść? Czy niepodległość to tylko iluzja? Maciej Parowski stworzył powieść unikalną, niełatwą, wymagającą w odbiorze, pełną kulturowych cytatów prawdziwego erudyty, jakim bez wątpienia był autor „Burzy”. Jak wyglądałaby nasza współczesność, gdyby Polska nie wykrwawiła się w teatrze wojennych działań? Na czym budowalibyśmy swoje mity? To proza niejednoznaczna, do której warto jest co jakiś czas wracać. Aby zasięgnąć nauki, wzruszyć się i zastanowić – nad tym, co jest, jak i nad tym, co zostało stracone. 

Wojna. Podobno nigdy się nie zmienia. Inna sprawa, że historia zawsze pisana jest przez zwycięzców. A także mistrzów słowa, którzy potrafią manipulować czasoprzestrzenią, karmić nas fascynującymi obrazami przeszłości, która nigdy nie nadeszła. „Spisek przeciwko Ameryce”, „Vaterland”, „Burza” oraz „Człowiek z wysokiego zamku” stanowią wskazówki do dalszych poszukiwań odpowiedzi na dobrze znane już nam pytanie… Co by było, gdyby? 

Fotografia otwierająca: Tim Mossholder / Pexels

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

345
3
15.05.2020 13:33

Zapraszam do dyskusji.


3904
3664
17.05.2020 10:11

Ludzie kochani,toż to mój konik.
Historia alternatywna. Choćby II Wojna.
Pozwolę sobie na kilka scenariuszy.

1) Polska wzorem Chorwacji ( Ustasze ),Słowacji ks.Tiso,i Serbii Milan Nedic .
Tworzy marionetkowy rząd.
2) Sojusz Niemiecko-Polski ,przeciw ZSRR.
3) Do wojny przystępują Iran i Turcja .Atakując południe Związku Radzieckiego.

4) Rok 1943 atak nie na Sycylię,lecz na...

więcej

84
42
21.05.2020 10:07

AD 1) Niewiele się zmienia. Z grubsza: Niemcy dalej nie mają benzyny i ciepłych szalików, rosyjscy żołnierze nie czekają do Germanii i zaczynają zbiorowe gwałty już w Polsce, tracimy ziemie wschodnie, za to nie dostajemy zachodnich.
AD 2) jw. Niemcy w Rosji dochodzą 75 kilometrów dalej.
AD 3) No way. Turcja prawdziwym cudem nie przegrała w I wojnie tego, co mogłaby chcieć...

więcej

Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

462
141
17.05.2020 20:03

A pamiętacie taką powieść Jamesa Herberta. Rok 1948. Tam był motyw że Niemcy użyli wirusa który zabił większość populacji na świecie. Ogólnie alternatywne wersje historii to fajna tematyka.


1138
1
18.05.2020 09:59

Jest też nie najgorsza SS-GB Lena Deightona
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/84053/ss-gb

Był też nie najgorszy serial na jej podstawie.


59
59
18.05.2020 11:03

Takie moje trzy grosze - w sumie nie na temat :)
Z wymienionych pozycji znam trzy - "1984" , "Człowiek z Wysokiego Zamku" i "Vaterland". Po resztę i tak nie sięgnę bo nie lubię gdybalizmu historycznego.
Mam jedną tylko uwagę : "1984" to jednak inna półka. Cala "fantastyka" w tej dystopii to mało ważne didaskalia. To tak naprawdę studium psychologii totalitaryzmu, systemu...

więcej

740
80
18.05.2020 23:59

Pamiętam, jak przechodziłam między półkami w bibliotece i bez konkretnego powodu sięgnęłam po "Człowieka z Wysokiego Zamku". Nie spodziewałam się takiej perełki! Czułam się niczym odkrywca skarbów. Gdyby nie miliony innych książek, z chęcią przeczytałabym ją po raz kolejny.


zgłoś błąd