Noworoczne postanowienia dla książkowego mola

Tomasz Pindel
04.01.2020

„NIE BĘDĘ
Pić więcej niż czternaście jednostek alkoholu tygodniowo.
Palić.
Marnować pieniędzy na: maszynki do makaronu, miksery do lodów i tym podobne kuchenne urządzenia, których nigdy nie użyję (…).
Zachowywać się w domu jak niechluj – mam sobie wyobrażać, że ktoś mnie obserwuje.
Wydawać więcej niż zarabiam.”
(przeł. Z. Naczyńska)

Noworoczne postanowienia dla książkowego mola

 

Tak zaczyna się jedna z najsłynniejszych list noworocznych postanowień i zarazem jedna z najsłynniejszych powieści przełomu wieków (tego ostatniego), czyli „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding. Plany panny Jones były całkiem, zdałoby się, realistyczne i, rzekłbym, dość typowe – typowy był też ich los: tak jak miażdżąca większość tych, którzy coś sobie obiecują, tak i bohaterka nader konsekwentnie i w sumie szybko złamała wszystkie (albo prawie wszystkie) obietnice.

I na tym właściwie można by zakończyć rozważania nad noworocznymi postanowieniami, bo skoro zasadniczo nikt ich nie dotrzymuje, to po kiego czorta w ogóle je sobie wymyślać. Tylko się człowiek w efekcie podłamuje i to zaraz na początku roku. Z drugiej jednak strony naturalną ludzką skłonnością jest dążenie do – no może nie że od razu doskonałości, ale w każdym razie jakiejś poprawy i rozwoju. I nawet jeśli różnie nam to wychodzi (patrz: niedawny bestseller pana Toma Phillipsa pod jakże budującym tytułem „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”), to jeszcze nie powód, by całkowicie odpuścić.

Reklama

Nie będziemy się tu jednak zajmować ogólnymi postanowieniami w rodzaju tych, jakie podejmowała urocza Bridget, bo jako członkowie społeczności czytelniczej możemy potraktować początek roku jako świetną okazję do pewnych decyzji o charakterze czytelniczym właśnie. Lubimyczytać.pl od roku już podsuwa różnorakie pomysły w ramach comiesięcznych wyzwań, ale przecież możliwości jest cały wachlarz.

Najbardziej klasyczne wydają się postanowienia ilościowe. Skoro stan polskiego czytelnictwa konsekwentnie upada – albo już nawet upadł i teraz po prostu leży – możemy poczuć się w obowiązku, wziąć sprawę na klatę i podśrubować własne normy czytelniczej wydajności. Ustalamy jakąś średnią miesięczną, mobilizujemy się i czytamy na akord.

Ma to jednak poważne mankamenty, przede wszystkim natury psychologicznej. Czytanie to nie sport wyczynowy, nie o osiągi tu idzie, a skupienie na wynikach może ująć naszej pasji sporo uroku i prowadzić do głębokich wypaczeń. Czytanie na ilość oznaczać może bowiem selekcję książek pod kątem ich objętości: zamiast zmierzyć się z „Lodem” czy choćby „Innymi pieśniami” Jacka Dukaja poprzestaniemy wyłącznie na szczuplutkiej „Extensie”; z dorobku Sienkiewiecza wybierzemy co najwyżej skromny wybór nowel; z Szymborskiej pojedyncze tomiki, bo wiersze zebrane popsułyby nam osiągi. Nie, nie, nie tędy droga.

Natomiast samo notowanie przeczytanych książek to już pomysł przydatny – tych z P.T. Czytelników, którzy na LC skrupulatnie zapisują kolejne pochłonięte tytuły, nie trzeba przekonywać. Ja sam prowadzę dzienniczek lektur od prawie trzech dekad (z pożałowania godną dwuletnią przerwą w czasach licealnych – czym ja się wtedy zajmowałem?!) i jest to nawyk ze wszech miar pożyteczny. Nie tylko pozwala ocenić, ile czytamy, ale nade wszystko co. Człowiek jest w stanie przypomnieć sobie książki towarzyszące mu w najróżniejszych momentach, objawia nam się w ten sposób czytelniczy soundtrack naszego życia. Poza tym zerkanie w tytuły sprzed lat to świetny test dla książki: są takie, które od razu stają mi żywo w pamięci; są takie, których tytuł nic mi nie mówi – nie ma lepszej weryfikacji jakości literackiego dzieła. Także kto jeszcze nie notuje, ten może takie właśnie postanowienie noworoczne sobie postawić: obciążające nie jest, a przyjemne i pożyteczne.

Reklama

Jak widać, prowadzenie czytelniczej buchalterii pozwala ocenić jakość tego, co się czytało. Spojrzałem sobie kiedyś na lekturowy urobek minionego roku i stwierdziłem, że na wysoką notę zasługuje raptem kilka, może kilkanaście z tej dobrej setki tytułów. To mnie zafrasowało, bo kiedy człowiek wyjdzie już z tak zwanej pierwszej młodości, zdaje sobie sprawę, że w ciągu całego życia wcale nie czytamy aż tak imponującej liczby książek. Wniosek z tego płynie taki, że warto starannie dobierać lektury i nie tracić czasu na byle co – więc kończenie niezbyt ciekawej książki na siłę i z zaciśniętymi zębami jest bez sensu (chyba że jest się recenzentem). I to właśnie może być także dobre postanowienie na nowy rok: dbałość o jakość lektur.

No ale noworoczne postanowienia mogą przybrać formę znacznie bardziej konkretną, wchodząc tym samym na pole czytelniczych wyzwań, tyle że zakrojonych na szeroką, bo dwunastomiesięczną skalę. W zeszłym roku na przykład postanowiłem przeczytać – w rytmie jedną książkę na miesiąc – serię J.K. Rowling o Harrym Potterze. Ej, proszę się nie śmiać, ja wiem, że dla zdecydowanej większości czytelników hogwarcka saga to oczywista oczywistość, przeczytana dawno temu i wiele razy. No ale ja metrykalnie jestem za stary, żeby się załapać na potterowski boom we właściwym dlań czasie. Owszem, przeczytałem kiedyś pierwszy tom, potem z dziećmi wysłuchałem na audiobooku ze trzy pierwsze, no ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby zabrać się za to porządnie, zawsze dawałem pierwszeństwo innym lekturom, no a przecież to łyso tak – Harry’ego Pottera nie znać. Więc to akurat polecałbym przede wszystkim rodzicom potteromaniaków: jeden tom na miesiąc to nie jest żadne obciążenie, bo czyta się to gładko i szybko, a dobrze wiedzieć, czym żyją miliony.

Szerzej na to patrząc, właśnie zmierzenie się z jakimś cyklem może zadziałać jako bardzo dobre postanowienie na cały rok. Możliwości jest sporo, weźmy chociażby „W poszukiwaniu utraconego czasu” Marcela Prousta: machnąć ciurkiem wszystkie siedem tomów to rzecz niebagatelna i istnieje ryzyko, że nas znuży (ja w każdym razie należę do tych, którzy lubią lekturowy płodozmian), ale jeśli to sobie zmyślnie porozkładamy na cały rok, może to się okazać atrakcyjnym patentem. W podobny sposób możemy podejść do twórczości dowolnego pisarza: po co oglądać się na Sejm, który uchwala sobie jakieś tam rocznicowe „roki” tego czy owego twórcy. Możemy sami na absolutnie własny użytek przyjąć sobie, że 2020 będzie naszym Rokiem Bolesława Prusa – i zimą zatopimy się w upalnym Faraonie, wiosną zmierzymy z „Lalką”, latem pofiglujemy z nowelami, a jesienią przyjrzymy się „Emancypantkom”; albo Astrid Lindgren – taki wielki comeback do dziecięcych lektur, z dobudówką tego, czegośmy w pacholęctwie nie przeczytali, to może być prawdziwa przygoda; Jorge Luisa Borgesa – jego warto czytać powoli, więc jeden tom opowiadań na miesiąc to zalecana dawka – i tak dalej, bo przecież możliwości jest moc. Każdy z nas ma takich autorów, co to wiemy, że dobrze by było się zabrać, ale czytelnicza bieżączka ciągle nas od tego odwodzi.

Innym patentem jest zmierzenie się z jakimś niebywale opasłym dziełem, które tak normalnie i na jeden raz lekko nas przeraża, ale rozłożone na okrągły roczek sprawić może sporo frajdy i dać satysfakcję. Idealnie nadaje się do tego na przykład „Europa” Normana Daviesa, która ma akurat dwanaście rozdziałów, więc jeśli w styczniu zaczniemy od starożytności, to ani się spostrzeżemy i w grudniu będziemy w wieku XX. Poza tym jest to pozycja tak naładowana informacjami, że można ją de facto czytać w kółko. Równie dobrze sprawdzić się może jako postanowienie cudowne i przerażające rozmiarami „Zdarzyło się” Włodzimierza Kalickiego. Sporo ponad tysiąc stron zawiera dokładnie tyle rozdziałów, ile dni liczy rok, a każdy z nich opisuje jakieś historyczne wydarzenie z tego właśnie dnia: niesamowita wędrówka w czasie i przestrzeni, a do tego Kalicki opowiada to wszystko w wielce zajmujący sposób. To idealny materiał na postanowienie lekturowe dla osób sumiennych i ceniących sobie politykę drobnych kroczków.

No ale nie ma się co napinać na początek roku: postanowienie można podjąć spokojnie jakoś tak do końca stycznia, w końcu to pierwszy miesiąc, więc będzie się liczyć, a na razie należy skupić się na tym, od jakiej by tu książki zacząć nowy rok. Bo na początek warto zaserwować sobie coś naprawdę smakowitego.

No to od czego, P.T. Czytelnicy, zaczniecie ten rok? I macie jakieś czytelnicze postanowienia?

Fotografia otwierająca: Ian Schneider / Unsplash

 

Reklama

komentarze [70]

Sortuj:
0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:19

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:19

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:19

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


Reklama
0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:18

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:17

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
1492
konto usunięte
31.01.2020 08:17

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


310
0
11.01.2020 13:54

W wyzwaniach "ilościowych" nie chodzi o bicie rekordów, czy nawet o przeczytanie koniecznie założonej w wyzwaniu liczby książek. Szkoda, że redaktor Pindel zamiast zrozumieć zjawisko, wyszydza. Nieładnie. Zwłaszcza, że prowadzenie listy - które zachwala w pierwszym punkcie - jest logiczną konsekwencją udziału w takim wyzwaniu. Dla większości to rodzaj samodyscypliny - by...

więcej

1085
30
08.01.2020 22:35

A ja uważam, że najlepiej jak jakość i ilość idą w parze ;)
Książkowe postanowienia to chyba jedyne jakie robię i nawet spełniam, więc jak co roku zaczynam od tradycyjnego już ustawienia liczby i nie, nie robię tego dla ścigania się (chyba że z samą sobą) tylko dla samomobilizacji, monitoringu i zwykłej radości. Wszystko zależy od podejścia i racjonalnego określenia celu -...

więcej

0
1492
09.01.2020 07:19

Właśnie. Się tak zastanawiam czy czytać kilka książek świątecznych (romanse ze świętami w tytule), czy nie. Czy 'odpękać' i zająć się innymi.


2882
727
09.01.2020 10:36

Nigdy nie pociągały mnie książki świąteczne, szkoda mi czasu. Niestety najczęściej są to dość słabe książki.


1085
30
09.01.2020 12:04

Ja stwierdziłam, że za dużo dobrych książek czeka w niekończącej się kolejce, żeby tracić czas na te miałkie.. Rezygnacja nie jest łatwa, ale chyba niewiele się traci a ile można zyskać ;) A ostatnio wyjątkowo skusiłam się na książkę 'świąteczną', bo okołomedyczną i myślałam, że to sprawdzony autor i niestety mocne rozczarowanie.


4199
3959
10.01.2020 07:06

A ja je bardzo lubię.Zwlaszcza polskich pisarek


0
1492
10.01.2020 08:06

W sumie po co się uszczęśliwiam na siłę... Dzięki, dziewczyny.


172
71
08.01.2020 09:52

W tym roku chciałabym ograniczyć kupowanie książek, a więcej wypożyczać z biblioteki. Planuję również na chwilę odstawić kryminały, wrócić do czasów nastoletnich i przeczytać całą Jeżycjadę.


4199
3959
08.01.2020 12:56

Ja też bym chciał,lecz.Wiele moich wymarzonych książek.Jest właśnie po za biblioteką.


172
71
09.01.2020 08:57

Na szczęście moja biblioteka jest bardzo dobrze wyposażona :)


4199
3959
10.01.2020 07:06

Ja mam 3, dwie 😊 mają to co lubię .Czyli nowości, kryminały i fantasy i obyczajówki.A trzecia pustki.


1505
241
08.01.2020 09:16

A ja zamierzam w tym po raz 4 przeczytać moja ukochaną książkę PTAKI CIERNISTYCH KRZEWÓW. Uwielbiam! Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Mają na to wpływ pewnie moje życiowe doświadcenia. Inaczej patrzyłam na ta historię jako 16 latka, inaczej patrzę teraz...


zgłoś błąd