-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać297 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Biblioteczka
2017-01-12
2016-12-05
Film Imię Róży, który oglądałem wiele (naprawdę wiele) lat temu, różni się od pierwowzoru, czyli od książki. To znaczy... nie jest spłyconą adaptacją, lecz okrojoną wizualizacją arcydzieła Umberto Eco. Zabierając się do słuchania audiobooka, pamiętałem, kto był mordercą, kto rozwiązał zagadkę, kto był dobry a kto zły, więc wiedziałem, że radość ze słuchania przysporzy mi lektor – pan Krzysztof Gosztyła swym głosem, a nie fabuła, którą znałem – jakże się myliłem.
czas trwania: 28:05 min
O lektorze jeszcze kiedyś skrobnę kilka słów, gdyż na rynku audiobooków jest on klasą samą dla siebie!
Zatem Imię Róży. Jest XIV wiek wczesne lata owych niespokojnych czasów. Kościół i Cesarstwo ściera się coraz bardziej. Władza świecka i kościelna mająca wpływ na życie codzienne każdego człowieka naszego kontynentu rywalizuje ze sobą już prawie otwarcie.
Nauki Św Franciszka, ze swą rewolucją w kwestii ubóstwa i posłuszeństwa są już ugruntowane i posiadają swe tradycje w Kościele.
Pojawiają się tu rozważania o ludzkiej chuci, o pracy nad sobą, o ubóstwie i bogactwie. Dyskusje o stanie sakiewki ludzi Kościoła (jakże i dziś aktualne). Dyskusje filozoficzne i matematyczne, metafizyczne i duchowe. Polemiki artystyczne i naukowe (mechaniczne). Są obrazy abstrakcyjne i materialistyczne. Jest tu mega dawka dwustronnego spojrzenia na pogląd czy problem nie tylko religijny, ale humanistyczny – jakikolwiek: miłość, materializm, sprawiedliwość, krzywda, piękno, praca.
Autor przytaczane nauki i odkrycia zapomnianych dziś naukowców, przypominane spory historyczne ówczesnych możnych i władnych cesarzy, papieży, książąt czy wpływowych biskupów.
I to wszystko wpisane w małe śledztwo Wilhelma, szlachetnego naukowca, znanego dominikanina byłego mistrza inkwizycji, o nieprzeniknionym umyśle i bystrości przewyższającej mu współczesnych, który został poproszony o wyjaśnienie tajemnicy śmierci jednego z zakonników w klasztorze. Jak się okazuje, trupów zakonników pojawia się coraz więcej. Jest Atsso – młody adept Dominikanów, który towarzyszy swemu mistrzowi i całą historię opisuje z perspektywy kilku dziesięcioleci, jako starzec dumnie kroczący w przedsionki łona Abrahama.
Z filmu pamiętałem, kto stał za całą intrygą, więc słuchałem 3/4 książki ze świadomością, że ten a ten za chwilę okaże się intrygantem i spiskowcem. Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród kolejnych trupów, owa postać wyszczerzyła do mnie swe średniowieczne zębiska. ...musiałem najwidoczniej źle zapamiętać!!!!!!!! To nie ten gość był mordercą!!!!! Radość słuchania od tego momentu zwielokrotniła się, gdyż cały schemat, który ułożyłem sobie w głowie legł jak domek z kart podczas przeciągu w pokoju.
Dla mnie osobiście te dziesiątki godzin spędzone z Wilhelmem i Atssem było wędrówką w świat głodny wiedzy, sprawiedliwości i piękna. Przezachwycająca dyskusja-konfrontacja franciszkanów z dominikanami, przezabawna wizja-sen młodego Atsso, czy samo dedukcyjne i naukowe śledztwo dominikanina Wilhelma. To perełki tej audioksiążki.
Nie jest to łatwa i przyjemna pozycja. Imię Róży nie pozostawia obojętnym osoby, która słuchała uważnie treści książki mistrza Eco. Szkoda, że autor, pan Umberto Eco zmarł w zeszłym (2016) roku.
Naprawdę polecam, choć tomiszcze to przeogromne.
Audiobookowy mol.
Film Imię Róży, który oglądałem wiele (naprawdę wiele) lat temu, różni się od pierwowzoru, czyli od książki. To znaczy... nie jest spłyconą adaptacją, lecz okrojoną wizualizacją arcydzieła Umberto Eco. Zabierając się do słuchania audiobooka, pamiętałem, kto był mordercą, kto rozwiązał zagadkę, kto był dobry a kto zły, więc wiedziałem, że radość ze słuchania przysporzy mi...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-11-04
Na "Lubimyczytać" przeczytałem, że jest to: „SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE”.
Czy ja wieeem? Żeby to było aż takie spektakularne? No dobra. Jest element paranormalny, jest postać zła do szpiku kości.... i to tyle. Od początku wiemy kto, kogo i kiedy. Kwestią wątpliwą jest „dlaczego”. Ale to akurat w książkach Stephena Kinga nie zawsze było najważniejsze.
W pierwszej części czyli w „Panu Mercedesie” mamy maniaka Bradiego Hartsfielda i bohaterskiego detektywa Billego Hodgessa ze swą przypadkowo zebraną ekipą. W drugiej części mamy inne postacie i w końcówce znów detektywa Billego Hodgessa ze swą przypadkowo zebraną ekipą. Trzeci tom to z kolei powrót do oryginalnej fabuły. Czyli morderca Bradie odzyskuje przytomność w szpitalu i uświadamia sobie, że posiada nowe zdolności – komu to zawdzięcza? Nieważne, (choć słuchacz dowiaduje się) ważne, że może kontynuować swoje spektakularne dzieło.
Jednym słowem wszystko już wiemy od początku. Fabuła audiobooka jak w Panu Mercedesie rozwija się w oparciu na początkowe odkrycie sekretu. Przygoda trwa. Napięcie choć budowane inaczej, bo od tyłu, jest nawet intrygujące.
Pojawia się także wątek dotyczący detektywa, który budzi niepokój w czytelniku i do samego końca autor trzyma nas w napięciu. Napięcie ….jak rozwiąże się ten niepokojący wątek? Słuchamy i obstawiamy jak na loterii. Dopiero ostatni rozdział rozwiewa wszelkie wątpliwości. Bang – ale czy to jest spektakularne? No nie wiem.
Zdolność Bradiego też niby niesamowita, ale czy spektakularna? Po raz kolejny: No nie wiem.
Jak to u Kinga bywa, nie główny wątek, nie fabuła, nie akcja, jak by dziwaczna i pokręcona nie była, nie jest najważniejsza. To człowiek stanowi centrum zainteresowania autora.
Wg mnie, to właśnie człowiek i interakcje w jakie wchodzi z drugim człowiekiem sprawiają, że jego powieści są tak niesamowite. Odwieczne pytanie o sens istnienia nie stanowi tu sedna powieści. ;) Wydaje mi się, że King więcej uwagi przywiązuje do opisania człowieka i jego relacji z innymi, niż do biegu akcji.
Dla mnie osobiście to duży plus, kiedyś bowiem, zauważyłem, jakże intrygujące może być podglądanie ludzi w ich życiu, gdy nie wiedzą że są obserwowani. W każdym z nas siedzi ukryty mały „Big brother”.
Otóż w pewne wakacje będąc w szkole średniej, dorabiałem sobie do kieszonkowego sprzedając lody w centralnym miejscu turystycznym w jednej z europejskich stolic. Bywały okresy, podczas, których przez długie dziesiątki minut nie było klientów, a ja nie mogłem opuścić swego stoiska, więc obserwowałem otoczenie. Obserwowałem turystów, gdy zmęczeni siadali by odpoczywając posilić się i odświeżyć. Obserwowałem ludzi zdenerwowanych, szukających odpowiedniego adresu. Obserwowałem zakochane pary i kłócące się pary. Obserwowałem zachwycone reakcje ludzi na występy ulicznych artystów. Odkryłem, jak ludzkie emocje mają wpływ na otoczenie i nastrój innych ludzi. Niezwykłe odkrycie. Ciekawe czy Stephen King też tego próbuje, poszukując inspiracji do ukształtowania postaci do swych kolejnych powieści.
Może właśnie mistrz horrorów tak właśnie buduje swoje postacie – przez obserwacje. Kto wie, może i ja kiedyś napiszę parę zdań, które ktoś opublikuje i zdobędę sławę i uznanie na całym świecie ;)
hehehehe.... pomarzyć fajna rzecz, spróbuj mój czytelniku :)
Czy coś mam dodać o czytaczu, Panu Janie Peszku? Nieeee. To artysta najwyższej próby. Jego interpretacja jest naturalną konsekwencją wyboru lektora do Pana Mercedesa czy Znalezione nie kradzione. Gdyby wydawca wyznaczył do tej książki innego lektora, była by to porażka. Zatem zachęcam do lektury.
pozdrawiam,
audiobookowy mol.
Na "Lubimyczytać" przeczytałem, że jest to: „SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE”.
Czy ja wieeem? Żeby to było aż takie spektakularne? No dobra. Jest element paranormalny, jest postać zła do szpiku kości.... i to tyle. Od początku wiemy kto, kogo i kiedy. Kwestią wątpliwą jest „dlaczego”. Ale to akurat w książkach Stephena Kinga nie...
2016-10-05
„Znalezione nie kradzione” to ciąg dalszy przygód emerytowanego detektywa Hodgesa. W sumie to Hodges i ekscentryczna Holly Gibney i młody Jerome pojawiają się dopiero po wysłuchaniu 3/4 audioksiążki i stanowią jakby dodatek. To drugoplanowe postacie. Gdyż w tej audioksiążce główną rolę odgrywa książka, powieść, rękopis.
Moja ocena: 8/10
autor: Stephen King
lektor: Jan Peszek
wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
czas trwania: 14:04min
W roku 1978 John Rotshstein emerytowany genialny pisarz, mieszkający na odludnej farmie w Newhampshire zostaje zamordowany podczas nocnego włamania. Zawartość jego sejfu skrywała prócz ok 20 tysięcy dolarów, przede wszystkim notatniki z rękopisami jego twórczości nigdy nie opublikowanej. Sam pisarz został obsypany licznymi nagrodami za trylogię opublikowaną w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych o John’ym Goldzie, młodym buntowniku, bohaterze Ameryki z tamtych lat. Od tamtej pory John Rotshstein nic nie wydał i w owym 1978r. w jego domu pojawia się ogarnięty chorą ciekawością i pragnieniem zemsty młody mężczyzna, który pozbawia go życia. Swój skarb zakopuje i za zupełnie inne przestępstwo, trafia do więzienia na kilkadziesiąt lat. W roku 2010 pewien uczeń liceum odnajduje zakopany skarb i odkrywa nie tylko pieniądze, ale prawdziwą miłość życia – literaturę Johna Rotshsteina. W międzyczasie na wolność wychodzi morderca pisarza i pragnie za wszelką cenę odzyskać „swoją” własność.
To tak w skrócie, na zachętę. Gdyż tak naprawdę to nad pozycją Stephena Kinga powinno się usiąść z kawą i ciastkami na całą noc…. a i to nie wyczerpało dyskusji o jego książce.
Jest to druga część, po Panu Mercedesie, opowieść o losach ludzi, powiązanych masakrą pod targami pracy w małym amerykańskim miasteczku.
Cała historia zawarta w „Znalezione nie skradzione” to historie o relacji pisarz – czytelnik. Autor – odbiorca. Stephen King snuje swoistą rozprawę filozoficzną, lub co najmniej magisterską o skutkach nadmiernego zafascynowania się treścią książki. Czy pisarz jest ważniejszy czy dzieło, które stworzył? Bohater powieści ma prawo dominować w świadomości czytelnika, czy raczej odbiorca nie powinien utożsamiać się z podmiotem lirycznym?
Może to brzmi zbyt zagmatwanie, ale samą książkę i perypetie młodego Pita Sobersa słucha się przez głos pana Jana Peszki arcyciekawie. Pan Peszek (czytał również Pana Mercedesa) naprawdę superancko interpretuje drugą część audioksiążek Kinga.
Narrację prowadzoną w tej książce polubi ten, kto już zna Pana Mercedesa. Sposób opowiadania wydarzeń to fascynujący styl, jakże płodnego, Stephena Kinga. Brak tu może paranormalnych wydarzeń czy niesamowitych stworów jednak końcówka tego audiobooka zapowiada arcyciekawe wydarzenia w tomie trzecim.
…zawsze jest jednak jakieś ale. Końcówka końcówki, nawiązująca do części pierwszej jest iście przesmaczna i z szerokim uśmiechem zapraszająca do tomu trzeciego.
Skorzystam … i to już niedługo.
Pozdrawiam,
Audiobookowy Mol.
„Znalezione nie kradzione” to ciąg dalszy przygód emerytowanego detektywa Hodgesa. W sumie to Hodges i ekscentryczna Holly Gibney i młody Jerome pojawiają się dopiero po wysłuchaniu 3/4 audioksiążki i stanowią jakby dodatek. To drugoplanowe postacie. Gdyż w tej audioksiążce główną rolę odgrywa książka, powieść, rękopis.
Moja ocena: 8/10
autor: Stephen King
lektor: Jan...
2016-10-10
Audiobook „Osobliwy dom Pani Peregrine” wysłuchałem w dwa dni. Ponad dziewięć godzin słuchania zleciało jak mrugnięcie okiem.
Moja ocena: 8/10
autor: Ransom Riggs
lektor: Krzysztof Banaszyk
wydawnictwo: Media Rodzina
czas trwania: 9:42 min
Pan Krzysztof Banaszyk to nie tylko zmutowany bohater opowiadań Sapkowskiego, to przede wszystkim doskonały aktor. A lektor z niego również wspaniały.
Całą historię młodego chłopca z przedmieść Florydy, który po tajemniczej śmierci dziadka (emigranta z Polski), udaje się do Europy, a konkretniej na jedną z wysepek Walii by szukać odpowiedzi na dręczące go pytania, lektor opowiada tak, że przestają się liczyć ziemniaki w garnku na gazie, zmywanie piętrzących się naczyń w zlewie. Droga do pracy zdaje się zbyt krótka, a korki po pracy niewystarczająco długie. Gdy już rozpocząłem słuchanie „Osobliwego domu…” każda chwila nie przeznaczona na słuchanie tej opowieści to strata czasu. To zasługa fabuły, ale i niezapomnianego głosu lektora. Panie Krzysztofie – Brawo Ty!
Otóż jak to się zaczęło? Nietypowo, bo od trailera na Youtubie. Zobaczyłem zwiastun filmu, który ma wejść do kin: „Mrs Peregrine’s home for peculiar children” (Dom Pani Peregrine dla osobliwych dzieci) i postanowiłem że zobaczę ten film w kinie. Kilka dni później Audioteka miała weekendową promocję na tego audiobooka. Jedyne 18,20zł kusiło przez dobę. W niedzielę wieczorem nabyłem tę pozycję i ściągnąłem na komórkę. Zacząłem słuchać w poniedziałek, we wtorek skończyłem i po tygodniu wybrałem się do kina. Nie żałuję audioksiążki, filmu….. nie do końca.
Czy mam opisać fabułę? Nie chcę, bo audioksiążka opowiedziana przez pana Banaszyka to przecudowna przygoda przeżyta pośród dzieci o osobliwych zdolnościach, przebywających w bezpiecznym schronieniu pod czuwającym okiem Pani Peregrine, która sama potrafi zamienić się w Sokoła i każdy, kto zamierza wybrać się na film, powinien wysłuchać, względnie przeczytać tę pozycję. Film różni się znacząco od oryginału, gdyż fabuła w książce była zbyt mało „holiwoodzka” i reżyser wraz z producentem uznali, że należy ją podrasować. Efekt tego jest taki, że audioksiążka to cudowna przygoda dla dzieci i młodzieży i niektórych dorosłych, a film to miejscami przerażający horror z happy endem dla starszej młodzieży i żadnych dorosłych, a tym bardziej dzieci. Ta mieszanka Harrego Pottera z X-Menami, w wersji dla dzieci jest zjadliwa, ale tylko w audioksiążce czytanej przez Pana Krzysztofa.
Prócz osobliwych zdolności dzieci, mamy w tle historię młodego polskiego chłopca, żydowskiego pochodzenia, który próbował sprostać ogromowi tragicznych wydarzeń II Wojny Światowej …w zasadzie przez całe życie.
Polecam na deszczowy weekend. Na czas sprzątania w domu lub piwnicy tudzież garażu. Historia opowiedziana przenieziemsko.
Pozdrawiam,
Audiobookowy Mol.
Audiobook „Osobliwy dom Pani Peregrine” wysłuchałem w dwa dni. Ponad dziewięć godzin słuchania zleciało jak mrugnięcie okiem.
Moja ocena: 8/10
autor: Ransom Riggs
lektor: Krzysztof Banaszyk
wydawnictwo: Media Rodzina
czas trwania: 9:42 min
Pan Krzysztof Banaszyk to nie tylko zmutowany bohater opowiadań Sapkowskiego, to przede wszystkim doskonały aktor. A lektor z niego...
2016-08-05
Książka www.1939.com.pl
Audiobook o żołnierzach… ale nie tylko.
Od czego zacząć? No dobrze…. Wiedźmin czytający powieść o II wojnie światowej. Brzmi intrygująco, prawda?
Trochę faktów:
ocena: 8/10
autor: Marcin Ciszewski
lektor: Krzysztof Banaszyk
wydawnictwo: Ender Sławomir Brudny
czas trwania: 11:40 min
Tak oto Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy z pierwszych lat XXI wieku, który przenosi się w jakiś sposób w czasy Kampanii Wrześniowej II Wojny Światowej.
Otóż aktor wcielający się w rolę Geralta z Rivii w sadze o białowłosym wiedźminie realizuje się całkiem udanie przy sensacyjno-fantastycznej opowieści o losach współczesnego oddziału Polskiego Wojska przeniesionego za pomocą nowoczesnego sprzętu w przeszłość na arenę, gdzie rozgrywają się wydarzenia Kampanii Wrześniowej II Wojny Światowej.
Wraz z Polską jednostką w manewrach uczestniczył mały oddział Amerykański w ramach współdziałania partnerów NATO ze swym tajemniczym sprzętem – MDSem.
Naprawdę z wielkim entuzjazmem przymierzałem się do tej pozycji od wielu miesięcy. W końcu nabyłem tę audioksiążkę. I… nie zawiodłem się. Mogę się czepiać szczegółów, opisów walk. Ale co tam. Klimat jest niezły, akcja się toczy jednopoziomowo – brak wielu wątków. Jest ktoś zły, cyniczny i egoistyczny. Jest też bohater dobry, a w zasadzie kilka głównych postaci. Jest urządzenie tajemnicze – MDS, które spowodowało całą tę zawieruchę. Ale jak się można było spodziewać zawsze jest ukryte drugie dno. Skrywany przez autora tajemny powód całej fabuły książki. Nie inaczej jest i tutaj. Czy cyniczny i banalny? – sam oceń słuchaczu.
Przy wojskowym nazewnictwie sprzętu i działań i żołnierzy nie brakuje intrygi, wątku miłosnego, zdrady, elementu zaskoczenia i pokrzepiającego serce ożywienia historycznych postaci naszej Ojczyzny. Mamy tu Wołyńską Brygadę Kawalerii , Sztab dowodzenia Wojska Polskiego, Armię Łódź, 16 Brygadę Pancerną Wermachtu itp. Potyczki Niemców z jednostkami specjalnymi z 2007r. na lądzie i w powietrzu.
Słuchałem z radością i zaintrygowaniem… do czasu. Pod koniec liczyłem na wielkie BUM i happy end. Cóż…. pozostawiam ocenę słuchaczowi.
Mimo wszystko lektor pierwsza klasa a fabuła intrygująca.
Polecam i pozdrawiam,
audiobookowy mol.
PS. Na Audiotece też same pozytywne opinie.
PS. 2. Zaciekawiony i zaintrygowany słuchacz napewno odnadzie w necie kolejne wojenne pozycje Pana Marcina z cyklu www.
Książka www.1939.com.pl
Audiobook o żołnierzach… ale nie tylko.
Od czego zacząć? No dobrze…. Wiedźmin czytający powieść o II wojnie światowej. Brzmi intrygująco, prawda?
Trochę faktów:
ocena: 8/10
autor: Marcin Ciszewski
lektor: Krzysztof Banaszyk
wydawnictwo: Ender Sławomir Brudny
czas trwania: 11:40 min
Tak oto Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy z pierwszych lat...
Ten audiobook to nie powieść. To nie książka, to zbiór opowiadań. Czytam na necie same pochlebne recenzje. Marketing działa, produkt musi się sprzedać. A to dziełko kosztuje nie mało. Kiedyś Andrzej Sapkowski powiedział, że książka nie powinna kosztować więcej niż butelka wódki, by ludzie mieli jakiś wybór (czy jakoś tak). Ale żeby od razu 39,99zł za flaszkę?
Do zakupu plików skusiły mnie dwa czynniki. Miano „Książki roku 2015” w kategorii horror oraz promocja na virtualo. Już wielokrotnie pisałem, że nie znoszę kupna samych plików. Wolę pudełko do postawienia na półce. Jednak zakup tej audioksiążki w formie plików jakoś przebolałem.
Pozytywnych opinii szukajcie sobie w necie, ja powiem tylko tyle, że nie podeszła mi forma krótkich opowiadań grozy. Rozpędzam się z fabułą, zaprzyjaźniam z bohaterami, wchodzę do świata zbudowanego z wyobraźni, by za dosłownie za kilkanaście minut porzucić ich dla nowej przelotnej znajomości. Kurczę, to trochę nie w moim stylu. Ja lubię kogoś poznać na dłużej. Zaprzyjaźniając się i wpuszczając go do mojego świata oczekuję tego samego – zaproszenia i szeroko otwartych drzwi do jego świata. Te krótkie formy literackie są po prostu, zbyt pobieżne. Szkoda.
Jednakoż. Stephen tutaj buduje klimat, jak to tylko on potrafi. A potrafi na kilku stronach zbudować coś co może stanowić wyjście do niejednego filmu. Coś w postaci miniserialu „Z Archiwum X”. Każdy odcinek jest o czymś innym, z tą różnicą, że główni bohaterowie też się zmieniają.
Przypadł mi do gustu „odcinek” o wysepce, na której pojawiają się nazwiska, osób które... spotka nieubłagany los.
Odcinek o dziwnym dzieciaku był... dziwny, ale opowiedziany z ciekawej perspektywy.
Samochód pożerający ludzi.... tandetne, choć klasyczne dla Kinga. Reszta? Oceń sama słuchaczko/słuchaczu audiobooków.
A lektor? Roch Siemianowski ma głos nie do przecenienia. Jak herbata miętowa na obżarty brzuchol, jak kieliszek wody na niepodlewany od miesięcy kaktus, jak ostrza kosiarki na kwietniowy wybujały trawnik, jak zapach świeżo wydanej książki dla mola książkowego.
Polecam dla osób chcących poczuć namiastkę klimatu „klasycznego Kinga”, a szkoda im czasu na długie powieści.
Audiobookowy mol.
Ten audiobook to nie powieść. To nie książka, to zbiór opowiadań. Czytam na necie same pochlebne recenzje. Marketing działa, produkt musi się sprzedać. A to dziełko kosztuje nie mało. Kiedyś Andrzej Sapkowski powiedział, że książka nie powinna kosztować więcej niż butelka wódki, by ludzie mieli jakiś wybór (czy jakoś tak). Ale żeby od razu 39,99zł za flaszkę?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo zakupu...