-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać91
Międzynarodowy Dzień Tłumacza – 7 ciekawostek o tłumaczach i tłumaczeniach
30 września każdego roku swoje święto obchodzą ci, o których czasem – czytając książki przełożone na język polski z innych języków – zapominamy. Mowa o tłumaczach i tłumaczkach – ich praca umożliwia czytelnikom i czytelniczkom poznawanie dzieł pisarzy i pisarek z całego świata. Oto kilka ciekawostek, które warto z okazji Międzynarodowego Dnia Tłumacza poznać.
Pixabay
Praca tłumacza bywa nazywana niewidzialną, ponieważ zazwyczaj, gdy mowa o danej książce, wspomina się tylko nazwisko jej autora. W artykule pt.: „Nie tylko po angielsku – tłumacze, którzy otwierają nam okno na literacki świat”, napisanym z okazji Międzynarodowego Dnia Tłumacza w zeszłym roku, przedstawiliśmy sylwetki kilku twórców i twórczyń, zajmujących się przekładem książek. To m.in. dzięki Andrzejowi Polkowskiemu, Jędrzejowi Polakowi, Stanisławowi Barańczakowi, Maciejowi Słomczyńskiemu, Michałowi Kłobukowskiemu, Jerzemu Jarniewiczowi, Annie Mizrahi, Wojciechowi Charchalisowi czy Tomaszowi Pindlowi możemy czytać po polsku dzieła Szekspira, Cervantesa, Tolkiena, J.K. Rowling, Orhana Pamuka czy Mario Vargasa Llosy. Zapraszamy do lektury tego tekstu, a także do zapoznania się z poniższymi ciekawostkami, związanych z tłumaczami i tłumaczeniami.
Ciekawostki o tłumaczeniach na Międzynarodowy Dzień Tłumacza
1. Tłumacze i tłumaczki mają swojego patrona
W Kościele katolickim za patrona osób dokonujących przekładów tekstów uważa się św. Hieronima ze Strydonu, który zmarł 30 września 420 roku w Betlejem, dlatego właśnie ostatni dzień września stał się dniem tłumaczy. Największym dokonaniem św. Hieronima jest przełożenie tekstu Biblii z języka greckiego i języka hebrajskiego na język łaciński – Biblia w tłumaczeniu św. Hieronima znana jest jako Wulgata. W 1546 roku na soborze trydenckim uznano Wulgatę za oficjalny i obowiązujący w Kościele katolickim przekład Biblii, od roku 1979 w liturgii łacińskiej w Kościele katolickim używa się Neowulgaty, czyli poprawionej wersji tłumaczenia dokonanego przez św. Hieronima.
Praca nad biblijnym tekstem zajęła jego pierwszemu tłumaczowi prawdopodobnie 24 lata – św. Hieronim zajmował się tym przekładem od roku 382 (gdy pracę tę zlecił mu papież Damazy I) do roku 406. Ponad 20 ostatnich lat swojego życia święty spędził w pustelni niedaleko Betlejem, otoczony przyjaciółmi, nie tylko mężczyznami, ale i kobietami. Jedna z nich – Paula, zapewniała mu środki do utrzymania oraz zaopatrywała w książki.
2. Pierwszy przekład powstał (najprawdopodobniej) niemal 4 tysiące lat temu
Jedną z najstarszych znanych ludzkości książek jest sumeryjska opowieść o Gilgameszu – to starożytna epopeja, którą spisano na tabliczkach z gliny niemal 4 tysiące lat temu. Epos stworzono pismem klinowym, które pojawiło się w Mezopotamii około roku 2700 p.n.e. Jako że opowieść o Gilgameszu jest jedną z najstarszych znanych współczesnym badaczom, to i jej tłumaczenia uznawane są za najstarsze przekłady w historii. Dzieło przełożono m.in. na języki azjatyckie, co czyni te przekłady pierwszymi znanymi tłumaczeniami z jednego systemu pisma na drugi. Przekładów tych dokonano około 2000 r. p.n.e., co oznacza, że zawód tłumacza znany jest ludzkości od bardzo dawna.
3. Cztery okresy w historii przekładów
Niewiele osób wie, że dzieje tłumaczeń można podzielić na cztery okresy.
Pierwszy z nich sięga czasów Cycerona i Horacego, którzy oprócz tego, ze sami byli wybitnymi i znanymi do dziś twórcami, również tłumaczyli dzieła innych autorów. Cyceron przełożył z greki na język łaciński m.in. poezję grecką, mowy Ajschinesa i Demostenesa, grecką literaturę filozoficzną. Epoka ta kończy się dopiero w roku 1791, wraz z wydaniem „Essay on the Principles of Translation” Alexandra F. Tylera.
Drugi okres trwa do roku 1946, czyli daty wydania książki francuskiego pisarza i tłumacza Velery’ego Larbauda pt.: „Sous l'invocation de saint Jérôme”. W książce Larbaud przedstawia tłumaczeniową działalność św. Hieronima. Według Laurbauda dokonywanie przekładów jest sztuką w wielu aspektach, m.in. literackim, technicznym, to także „radość stylu”.
Trzeci okres obejmuje dwie dekady XX wieku – od lat 40. do lat 60., gdy pojawiały się pierwsze prace na temat tłumaczenia maszynowego.
Czwarta epoka w historii przekładu rozpoczęła się w latach 60. XX wieku i trwa do dziś.
3. Najczęściej tłumaczeni pisarze i pisarki
UNESCO założyło specjalną bazę danych o nazwie Index Translationum, która ma zawierać tytuły wszystkich książek, które tłumaczone są na konkretne języki świata. Według danych UNESCO do najczęściej tłumaczonych pisarzy i pisarek należą:
Agatha Christie – jej książki przetłumaczono 7236 razy (liczba ta przedstawia ilość wszystkich tłumaczeń, a nie tłumaczeń na konkretne języki)
Juliusz Verne – jego książki przetłumaczono 4751 razy
William Szekspir – jego książki przetłumaczono 4296 razy
4. Nabokov oskarżył kiedyś tłumacza o własne błędy
Wojciech Charchalis, tłumacz z języków hiszpańskiego, portugalskiego i angielskiego, zaznaczył w jednym z wywiadów, że czasem zdarza się, iż średni pisarze trafiają na lepszych tłumaczy. Jako przykład podał twórczość Williama Whartona i Gabriela Garcii Márqueza. Charchalis dodał również, że nierzadko, gdy coś się czyta źle, winą obarczony zostaje tłumacz, a przecież autor oryginału mógł tak napisać swój tekst właśnie w taki nieułatwiający przyjemnej lektury sposób. Ten ostatni przypadek miał ponoć miejsce w przypadku powieści „Camera obscura” Nabokova. Autor nie znosił przekładu książki na angielski, którego dokonała Winifred Roy. Nazywał go „niechlujnym” i „pełnym błędów”. W końcu pisarz sam przetłumaczył na angielski tę książkę i nadał jej inny tytuł („Śmierć w ciemności”). Jednak w roku 2015 badacz twórczości Nabokova, John Colapinto, odnalazł oryginalną wersję „Camera obscura”, z którą pracowała Roy. Jego zdaniem rękopis „był bardzo źle napisany”, pełen pobocznych notatek. Badacz dodał, że najwyraźniej „Nabokov był zdolny do napisania drugorzędnej powieści”, a błędy w tłumaczeniu nie wynikały z niechlujstwa autorki przekładu – po prostu późniejszą wersję książki, przetłumaczoną już przez siebie, Nabokov poprawił. Co ciekawe, w późniejszych latach pisarz powrócił do niektórych wątków z tej powieści, by napisać słynną „Lolitę”. Już w oryginale w języku angielskim.
6. Źle przetłumaczone słowo może stać się przyczyną tragedii
Błędnie przetłumaczone słowo miało doprowadzić do zrzucenia bomby na Hiroszimę. To niefortunne słowo brzmiało „mokusatsu”, a wypowiedział je japoński premier Kantaro Suzuki w odpowiedzi na żądanie aliantów, by Japonia ogłosiła kapitulację podczas II wojny światowej. Słowo to oznacza „bez komentarza”, jednak angielscy tłumacze błędnie zinterpretowali je jako wyraz pogardy, jako „niewarte komentarza”. W odpowiedzi, dziesięć dni później, Stany Zjednoczone zrzuciły bombę na Hiroszimę. Decyzja ta kosztowała życie 80 000 osób.
7. Jakimi językami mówi Internet? Polski wysoko na liście
Ostatnia ciekawostka dotyczy nie tyle tłumaczy i tłumaczeń, a samych języków. W jakich językach najczęściej porozumiewa się cały świat w internecie? Jak wynika z danych zebranych z 10 milionów najpopularniejszych stron, przedstawianych w rankingach Alexa.com, najczęściej – co raczej nie jest niespodzianką – online używa się języka angielskiego. 60,4% stron na świecie jest dostępnych właśnie w języku angielskim. Na dalszych miejscach znalazły się: rosyjski, hiszpański, turecki, perski, francuski, niemiecki, japoński, wietnamski, chiński, portugalski, arabski, włoski, indonezyjski, grecki i – na 16. miejscu – polski. 0,6% treści najpopularniejszych w sieci serwisów można przeczytać w tym języku. Co ciekawe, inne zestawienie, sporządzone w roku 2017 i mówiące o ilości treści dostępnych w internecie w konkretnych językach, umieszcza polski na 10. miejscu na świecie. Wśród wszystkich istniejących stron internetowych te wykorzystujące język polski stanowią dokładnie 1%. Dla porównania, pierwszy jest język angielski – 51, 6% stron zawiera treści napisane właśnie w tym języku.
Tłumaczom i tłumaczkom z okazji ich święta życzymy wielu inspirujących wyzwań zawodowych i nieustającej weny twórczej!
Artykuł został opublikowany po raz pierwszy w 2022 roku.
komentarze [148]
Jak Dzień tłumacza, to oczywiście podbijam znowu Trzy tłumaczki[bookLink]4996139|Trzy tłumaczki[/bookLink]
Jak Dzień tłumacza, to oczywiście podbijam znowu Trzy tłumaczki[bookLink]4996139|Trzy tłumaczki[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJak dla mnie topka to pan Cholewa. Przetłumaczył bardzo trudną literaturę Terry'ego Pratchetta i to w taki sposób, że mogła wybrzmieć doskonale w języku polskim. Moim zdaniem rzecz znacznie trudniejsza do osiągnięcia niż np. dobre tłumaczenie literatury pięknej. Nikomu niczego nie umniejszając.
Jak dla mnie topka to pan Cholewa. Przetłumaczył bardzo trudną literaturę Terry'ego Pratchetta i to w taki sposób, że mogła wybrzmieć doskonale w języku polskim. Moim zdaniem rzecz znacznie trudniejsza do osiągnięcia niż np. dobre tłumaczenie literatury pięknej. Nikomu niczego nie umniejszając.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Poproszę o (wy)tłumaczenie jaki ma sens odgrzewanie tych samych ciekawostek, sprzed 4 lat?
Tłum ma czelność pytać 😌
Poproszę o (wy)tłumaczenie jaki ma sens odgrzewanie tych samych ciekawostek, sprzed 4 lat?
Tłum ma czelność pytać 😌
Jednym z moich ulubionych tłumaczy jest pan Janusz Ochab i już zacieram rączki na spotkanie z kolejną książką przedtłumaczoną przez niego Krąg czasu[bookLink]5175486|Krąg czasu[/bookLink]
Jednym z moich ulubionych tłumaczy jest pan Janusz Ochab i już zacieram rączki na spotkanie z kolejną książką przedtłumaczoną przez niego Krąg czasu[bookLink]5175486|Krąg czasu[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Kochani
Trochę się" naklikałam" , ale zdecydowanie macie race.! Kiedyś nasz język był bogatszy i w momencie kiedy tłumacz musiał polegać na własnej wiedzy korzystaniu ze słownika w formie papierowej tłumaczenia były bardziej rzetelne . Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością jeśli chodzi o j.Angielski , j. Rosyjski i j.. Niemiecki.
Angielskiego uczyłam się od 4 kl.podstawówki i obecnie uczę na kursach pozostałych języków uczyłam się w szkole i na kursach .i uczę się nadal. Moje korzenie tak ze strony ojca jak i matki są we Lwowie i na Krymie. Rosyjski nie był mi obcy od dziecka...
Popieram tłumaczenia tak z j. ojczystego na j. obcy jak i odwrotnie. to świetny sposób
na poprawę znajomości języka ! Nie zapominajmy też o słuchaniu w orginale bo z tym
różnie bywa tak w szkole jak i na kursach.
Kochani
Trochę się" naklikałam" , ale zdecydowanie macie race.! Kiedyś nasz język był bogatszy i w momencie kiedy tłumacz musiał polegać na własnej wiedzy korzystaniu ze słownika w formie papierowej tłumaczenia były bardziej rzetelne . Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością jeśli chodzi o j.Angielski , j. Rosyjski i j.. Niemiecki.
Angielskiego uczyłam się od 4...
W szkołach zwykle tłucze się gramatykę. Trochę słownictwa, choć niekoniecznie w kontekście. Gadania i słuchania mało.
Sama sobie się dziwię, że bakcyla złapałam 😄
W szkołach zwykle tłucze się gramatykę. Trochę słownictwa, choć niekoniecznie w kontekście. Gadania i słuchania mało.
Sama sobie się dziwię, że bakcyla złapałam 😄
To w ramach odświeżania starych dobrych artykułów mam dal redakcji pomysł na nowy - "egzotyczne" języki , z których mamy tłumaczenia na polski.
Przykładowo - Gorączka. Wybór opowiadań kurdyjskich[bookLink]4934133|Gorączka. Wybór opowiadań kurdyjskich[/bookLink] została przetłumaczona z kurdyjskiego (z dialektu kurmandżi). Koszt przekładu został dofinansowany przez prywatne przedsiębiorstwo działające w naszym kraju w branży gastronomicznej (cenna inicjatywa!).
Z kolei Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie[bookLink]4910090|Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie[/bookLink] po tybetańsku.
Może są jeszcze inne tego typu cenne inicjatywy, poszerzające horyzonty czytelników (i wydawców)? Warto zgłębić temat.
To w ramach odświeżania starych dobrych artykułów mam dal redakcji pomysł na nowy - "egzotyczne" języki , z których mamy tłumaczenia na polski.
Przykładowo - Gorączka. Wybór opowiadań kurdyjskich[bookLink]4934133|Gorączka. Wybór opowiadań kurdyjskich[/bookLink] została przetłumaczona z kurdyjskiego (z dialektu kurmandżi). Koszt przekładu został dofinansowany przez...
Jedno z moich najciekawszych doświadczeń związanych z tłumaczami to spotkanie z autorami przekładu książki uchodzącej za nieprzetłumaczalną:
Zniknięcia[bookLink]5010878|Zniknięcia[/bookLink]
Koncept "Zniknięć" polega na tym, że jest to książka bez litery "e". Ma to znaczenie symboliczne w kontekście języka oryginału (francuski), a także biografii autora. W kompozycji powieści (m.in. liczby rozdziałów) odgrywa rolę także pozycja "e" we francuskim alfabecie, która jest inna niż w polszczyźnie. Prowadziło to tłumaczy do podjęcia szeregu decyzji związanych nie tylko z poszukiwaniem synonimów (np. jak wyrazić przeczenie, skoro nie można używać najoczywistszego "nie"?). Najciekawszą z nich było napisanie na nowo trzech tekstów: inwokacji "Pana Tadeusza", jednego z trenów Kochanowskiego i "Fortepianu Chopina" Norwida tak, by nie zawierały litery "e". Przekład z polskiego na polski bez "e". Sama książka może mnie aż tak bardzo nie porwała (ot, eksperyment formalny, jakich wiele w postmodernizmie), ale przekład autorstwa René Koelblena i Stanisława Waszaka to majstersztyk!
Jedno z moich najciekawszych doświadczeń związanych z tłumaczami to spotkanie z autorami przekładu książki uchodzącej za nieprzetłumaczalną:
Zniknięcia[bookLink]5010878|Zniknięcia[/bookLink]
Koncept "Zniknięć" polega na tym, że jest to książka bez litery "e". Ma to znaczenie symboliczne w...
Tak, tak, choć tłumacze bardzo ciekawie opowiadali też o decyzji dotyczącej tego, jakiej to litery ma nie być w polskim przekładzie. Bo zdaje się, że "e" jest zarazem we francuskim literą o największej frekwencji i zastanawiali się np. nad tym, czy analogicznie w polskim przekładzie nie usunąć litery o najwyższej frekwencji w polszczyźnie, którą jest "a" ("e" dopiero na czwartej pozycji w rankingu 😉 ). W końcu zdecydowali się jednak na "e" właśnie ze względu na jej symboliczne znaczenie w oryginale.
Tak, tak, choć tłumacze bardzo ciekawie opowiadali też o decyzji dotyczącej tego, jakiej to litery ma nie być w polskim przekładzie. Bo zdaje się, że "e" jest zarazem we francuskim literą o największej frekwencji i zastanawiali się np. nad tym, czy analogicznie w polskim przekładzie nie usunąć litery o najwyższej frekwencji w polszczyźnie, którą jest "a" ("e" dopiero na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzytałam we fragmentach, ciężko się to czyta , jednak ta litera e jest bardzo potrzebna.
Czytałam we fragmentach, ciężko się to czyta , jednak ta litera e jest bardzo potrzebna.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDlaczego na lubimyczytac jest tyle "odgrzewanych kotletów"? Czy publicystyka jest tak "trudnym zajęciem", że nie dałoby się co roku wysmażyć nowego artykułu z zupełnie nowymi ciekawostkami?
Dlaczego na lubimyczytac jest tyle "odgrzewanych kotletów"? Czy publicystyka jest tak "trudnym zajęciem", że nie dałoby się co roku wysmażyć nowego artykułu z zupełnie nowymi ciekawostkami?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niektóre kotlety są bardzo smaczne i fajnie, że są przypominane, natomiast moim zdaniem niepotrzebnie są one opatrywane nowymi datami. Śmiało można je opisywać jako "najlepsze z archiwum LC".
Zgadzam się natomiast, że zawód tłumacza zasługuje na nowy artykuł!
Niektóre kotlety są bardzo smaczne i fajnie, że są przypominane, natomiast moim zdaniem niepotrzebnie są one opatrywane nowymi datami. Śmiało można je opisywać jako "najlepsze z archiwum LC".
Zgadzam się natomiast, że zawód tłumacza zasługuje na nowy artykuł!
Ciągle przybywa nowych osób i dla nich tematy są nowe. To tak jak z Kevinem w Święta, ciągle dorastają nowi, którzy go nie widzieli. 😀
Ciągle przybywa nowych osób i dla nich tematy są nowe. To tak jak z Kevinem w Święta, ciągle dorastają nowi, którzy go nie widzieli. 😀
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTłumacz będzie jednym z pierwszych zawodów, które zostaną zastąpione przez sztuczną inteligencję. Już teraz większość tłumaczy zajmuje się postedycją, czyli poprawianiem błędów po tłumaczeniach wykonanych przez narzędzia takie jak DeepL. Przetrwa jedynie zawód tłumacza przysięgłego oraz ustnego, choć ten drugi prawdopodobnie również zostanie stopniowo wyparty. Piszę to z perspektywy osoby zawodowo zajmującej się tłumaczeniami. 😁
Tłumacz będzie jednym z pierwszych zawodów, które zostaną zastąpione przez sztuczną inteligencję. Już teraz większość tłumaczy zajmuje się postedycją, czyli poprawianiem błędów po tłumaczeniach wykonanych przez narzędzia takie jak DeepL. Przetrwa jedynie zawód tłumacza przysięgłego oraz ustnego, choć ten drugi prawdopodobnie również zostanie stopniowo wyparty. Piszę to z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzyli to nieprawda, że szybciej przetłumaczy się coś od zera niż poprawi po LLMie? I co z CATami? Już się ich nie używa w długoterminowych projektach? Czy też takie projekty są czymś rzadkim?
Czyli to nieprawda, że szybciej przetłumaczy się coś od zera niż poprawi po LLMie? I co z CATami? Już się ich nie używa w długoterminowych projektach? Czy też takie projekty są czymś rzadkim?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zależy od LLM. Jeśli ktoś korzysta z DeepL i następnie wykonuje postedycję, trudno uwierzyć, że inny tłumacz w tym samym czasie zdołałby stworzyć tłumaczenie od podstaw o porównywalnej jakości. Jednak w przypadku braku indywidualnych klientów i pracy dla korporacyjnych biur tłumaczeń, często zdarza się, że tłumaczenie maszynowe jest na tyle kiepskie, że łatwiej zrobić je od nowa. Osobiście w takich sytuacjach przepuszczałem tekst przez DeepL, wprowadzałem poprawki, a dowiedzenie się tego później przez kogokolwiek czy udowodnienie mi korzystania z DeepL jest praktycznie niemożliwe. Szczególnie jak przetłumaczony tekst przepuścisz później jeszcze przez np. OpenAI z odpowiednim promptem 😊
Moim zdaniem płatne narzędzia CAT są skazane na wyginięcie. Ostatnią wersją Tradosa, którą zakupiłem, była edycja z 2019 roku (ciekawostka: wsparcie dla niej oficjalnie zakończyło się wczoraj) i do dziś żałuję tego zakupu. Obecnie w internecie dostępne są darmowe narzędzia CAT, oferujące znacznie lepsze wspólne pamięci tłumaczeniowe oraz słowniki.
Zależy od LLM. Jeśli ktoś korzysta z DeepL i następnie wykonuje postedycję, trudno uwierzyć, że inny tłumacz w tym samym czasie zdołałby stworzyć tłumaczenie od podstaw o porównywalnej jakości. Jednak w przypadku braku indywidualnych klientów i pracy dla korporacyjnych biur tłumaczeń, często zdarza się, że tłumaczenie maszynowe jest na tyle kiepskie, że łatwiej zrobić je od...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dzięki za obszerną wypowiedź. Sama, do pracy w korpo wspomagam się Reverso Context (gdy brakuje mi słowa lub nie jestem pewna kontekstu) i DeepL (gdy ułożę zdanie, lecz nie jestem pewna gramatyki), raz użyłam OpenAI do poprawienia stylu i ewentualnych błędów. Pewnie będę używać tego ostatniego częściej, bo nie wychodzi na zewnątrz (trenowany był na zewnętrznych danych i ma nie wypuszczać naszych na zewnątrz, w przeciwieństwie do DeepL czy Google Translate).
Które bezpłatne CATy polecasz i czemu akurat te?
Dzięki za obszerną wypowiedź. Sama, do pracy w korpo wspomagam się Reverso Context (gdy brakuje mi słowa lub nie jestem pewna kontekstu) i DeepL (gdy ułożę zdanie, lecz nie jestem pewna gramatyki), raz użyłam OpenAI do poprawienia stylu i ewentualnych błędów. Pewnie będę używać tego ostatniego częściej, bo nie wychodzi na zewnątrz (trenowany był na zewnętrznych danych i ma...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@Rick Sanchez A jakie i gdzie je można znaleźć?
@Rick Sanchez A jakie i gdzie je można znaleźć?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Obecnie najlepszym opensource CATem jest MateCat 😊 Jest prosty w obsłudze, w pełni darmowy, oraz posiada wspólną pamięć tłumaczeniową. Dowiedziałem się o nim parę miesięcy po zakupie ostatniego Tradosa i nadal nie mogę sobie wybaczyć, że wydałem na ten Tradosowy cashgrab blisko 2000 zł.
Słyszałem również coś o OmegaT, ale nigdy z tego nie korzystałem.
Podpowiem też, że jeśli macie jakąś zagwozdkę z technicznym słowem i nie ratuje was ani Reverso Context, ani DeepL, ani OpenAI, to warto wpisać takie słowo w google i na końcu dodać "ProZ". Np. "umowa zlecenia proz". Nie jest to w 100% skuteczna metoda, ale często pomaga.
Obecnie najlepszym opensource CATem jest MateCat 😊 Jest prosty w obsłudze, w pełni darmowy, oraz posiada wspólną pamięć tłumaczeniową. Dowiedziałem się o nim parę miesięcy po zakupie ostatniego Tradosa i nadal nie mogę sobie wybaczyć, że wydałem na ten Tradosowy cashgrab blisko 2000 zł.
Słyszałem również coś o OmegaT, ale nigdy z tego nie korzystałem.
Podpowiem też, że...
Dzięki wielkie. Co to jest to ProZ? To jakiś skrót?
Dzięki wielkie. Co to jest to ProZ? To jakiś skrót?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamChyba najbardziej bzdurne tłumaczenie widziałem w tekście technicznym przełożonym z angielskiego na polski. Kto potrafi przetłumaczyć wstecz na angielski słowa "mikrooprogramowanie kompilatora Basica"? 😂
Chyba najbardziej bzdurne tłumaczenie widziałem w tekście technicznym przełożonym z angielskiego na polski. Kto potrafi przetłumaczyć wstecz na angielski słowa "mikrooprogramowanie kompilatora Basica"? 😂
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA co to jest kompilator?
A co to jest kompilator?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Program, który przekłada język zrozumiały dla ludzi na język zrozumiały dla maszyny. Czyli tłumacz 😎
@Jureq człowieku, co Ty czytasz 😎 Kto dzisiaj jeszcze używa Basica? 😁
Program, który przekłada język zrozumiały dla ludzi na język zrozumiały dla maszyny. Czyli tłumacz 😎
@Jureq człowieku, co Ty czytasz 😎 Kto dzisiaj jeszcze używa Basica? 😁
Niektóre języki zrozumiałe dla programistów nie wymagają pośredniej fazy kompilacyjnej i są rozszyfrowywane przez silnik maszyny w locie - języki skryptowe.
Niektóre języki zrozumiałe dla programistów nie wymagają pośredniej fazy kompilacyjnej i są rozszyfrowywane przez silnik maszyny w locie - języki skryptowe.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Koniecznie przeczytajcie „Trzy tłumaczki".
Polecam też samokształceniowo spróbować tłumaczenia samemu. Byle nie poprawianego tłumacza automatu, czy jakiegoś generatywnej mimikry twórczego procesu przekładania z jednego języka na inny. Hardkorowo warto też spróbować przetłumaczyć kawalątek poezji. To kształci w tempie przyspieszonym.
Koniecznie przeczytajcie „Trzy tłumaczki".
Polecam też samokształceniowo spróbować tłumaczenia samemu. Byle nie poprawianego tłumacza automatu, czy jakiegoś generatywnej mimikry twórczego procesu przekładania z jednego języka na inny. Hardkorowo warto też spróbować przetłumaczyć kawalątek poezji. To kształci w tempie przyspieszonym.
Tłumaczenia z obcego na polski czy z polskiego na obcy? Bo to robi różnicę.
Tłumaczenia z obcego na polski czy z polskiego na obcy? Bo to robi różnicę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNa Polski.
Na Polski.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOk, czyli to ta łatwiejsza opcja. W sensie czucia języka, zanurzenia w nim. Co nie znaczy, że bym nie poległa. Po prostu miałabym większą szansę oddać sens i styl oryginału. Dzięki za pomysł:))
Ok, czyli to ta łatwiejsza opcja. W sensie czucia języka, zanurzenia w nim. Co nie znaczy, że bym nie poległa. Po prostu miałabym większą szansę oddać sens i styl oryginału. Dzięki za pomysł:))
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dwukrotnie brałam udział w zajęciach tłumaczeniowych z angielskiego (na polski). Momentami masakra - w sensie trudności. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w angielskim często powtarzają się te same wyrazy i to w ogóle nie razi, a w polskim kłuje w mózg w sposób nie do zaakceptowania.
Do dziś pamiętam moje męki z "white figure", która pojawiała się milion razy w jednej ze scen "Drakuli" i trzeba było jej szukać synonimów.
A z powodu "Portretu Doriana Greya" do dziś mam traumę :-)
Pamiętam, że był też któryś "Harry Potter", ale nawet nie spróbowałam, bo kompletnie nie znam tego świata i postaci.
Dwukrotnie brałam udział w zajęciach tłumaczeniowych z angielskiego (na polski). Momentami masakra - w sensie trudności. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w angielskim często powtarzają się te same wyrazy i to w ogóle nie razi, a w polskim kłuje w mózg w sposób nie do zaakceptowania.
Do dziś pamiętam moje męki z "white figure", która pojawiała się milion razy w jednej ze...
Jakiś czas temu tłumaczyłem artykuły „Sky & Telescope”. Język naukowy (Astronomia, Astronautyka) i nieco reportaży z imprez, biogramów, itp. Bez ekstrawagancji. Zdarzył się jednak artykuł o lądowniku Huygens na Tytanie (księżyc Saturna).
Technologicznie, technicznie i naukowo sukces. To była ta druga część tekstu. Pierwsza część była rodzajem mistycznego odwołania do krańców świata i granic poznania, bo wszak tak daleko i pomyślnie w tak nieprzyjaznym środowisku (ok. -170 st. C na powierzchni, atmosfera smogu azotowo-metanowego, na powierzchni zestalone węglowodowy i zbiorniki ciekłego metanu). Traf chciał, że ową mistykę okraszono cytatem jednego ze znanych wierszy A.E.Poego - Ultima Thule. I tum się spocił, bo wszystkie dostępne tłumaczenia dla zacytowania powielały jedno początkowe. Zero oryginalności, tłumaczenia starodawne (mocno przedwojenne).
Jakiś czas temu tłumaczyłem artykuły „Sky & Telescope”. Język naukowy (Astronomia, Astronautyka) i nieco reportaży z imprez, biogramów, itp. Bez ekstrawagancji. Zdarzył się jednak artykuł o lądowniku Huygens na Tytanie (księżyc Saturna).
Technologicznie, technicznie i naukowo sukces. To była ta druga część tekstu. Pierwsza część była rodzajem mistycznego odwołania do...
Ja z jakies powodu zawsze wole tlumaczenia na jezyk polski, niz np. czytac oryginal po angielsku. Gdy porownam oryginal z tlumaczeniem, to drugie wygrywa 99% czasu 😂bardzo dziekuje wszyskim tlumaczom, ze pozwalaja nam czytac wszystkie te wspaniale ksiazki z innych krajow.
Ja z jakies powodu zawsze wole tlumaczenia na jezyk polski, niz np. czytac oryginal po angielsku. Gdy porownam oryginal z tlumaczeniem, to drugie wygrywa 99% czasu 😂bardzo dziekuje wszyskim tlumaczom, ze pozwalaja nam czytac wszystkie te wspaniale ksiazki z innych krajow.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie przepadam za współczesnymi ponowymi tłumaczeniami. Wolę stare, sprzed wielu lat tłumaczenia. Mam wrażenie, być może mylne, że współcześni tłumacze mają "zniszczony" zmysł/język/styl i nie potrafią tego tak oddać, jak ci dawniejsi.
Nie przepadam za współczesnymi ponowymi tłumaczeniami. Wolę stare, sprzed wielu lat tłumaczenia. Mam wrażenie, być może mylne, że współcześni tłumacze mają "zniszczony" zmysł/język/styl i nie potrafią tego tak oddać, jak ci dawniejsi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa też jestem tradycjonalistą. Wole stare tłumaczenia. Maja w sobie to cos, czego brakuje współczesnym tłumaczom. Te nowe są jakby "na siłę" inne, i nie maja tego nerwu, tego czegoś.
Ja też jestem tradycjonalistą. Wole stare tłumaczenia. Maja w sobie to cos, czego brakuje współczesnym tłumaczom. Te nowe są jakby "na siłę" inne, i nie maja tego nerwu, tego czegoś.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA może to sprawa pisarzy a nie tłumaczy, więcej teraz się tłumaczy nowych rzeczy niż tych starych, chyba. 😀
A może to sprawa pisarzy a nie tłumaczy, więcej teraz się tłumaczy nowych rzeczy niż tych starych, chyba. 😀
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamChyba nie bardzo cenieni, skoro nawet LC nie chciało się napisać nowego artykułu.
Chyba nie bardzo cenieni, skoro nawet LC nie chciało się napisać nowego artykułu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nas też mało cenią. Pierwszy raz artykuł był opublikowany 30.09.2021 r.
- pod artykułem natomiast podano: "Artykuł został opublikowany po raz pierwszy w 2022 roku". Pięknie cyganicie LC! 😆 Za rok pewnie też się tu spotkamy.
Nas też mało cenią. Pierwszy raz artykuł był opublikowany 30.09.2021 r.
- pod artykułem natomiast podano: "Artykuł został opublikowany po raz pierwszy w 2022 roku". Pięknie cyganicie LC! 😆 Za rok pewnie też się tu spotkamy.
LC łączy ludzi, jak Nokia😜
LC łączy ludzi, jak Nokia😜
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKto w 2024? :D
Kto w 2024? :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJest i 2025 🥳
Jest i 2025 🥳
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zaraz... czyli co roku, na dzień tłumacza jadą z odgrzaniem tego samego artykułu? Od 4 lat z rzędu??

I CAN HAZ CHEASEBURGER?
Zaraz... czyli co roku, na dzień tłumacza jadą z odgrzaniem tego samego artykułu? Od 4 lat z rzędu??

I CAN HAZ CHEASEBURGER?
LC w pełnej krasie😅
LC w pełnej krasie😅
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamI to ludzie z mego miasta, ale poruta 😔
I to ludzie z mego miasta, ale poruta 😔
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Cleopatrapl nie pamiętam, co było, ale jeśli tak to wstyd 😈
@Cleopatrapl nie pamiętam, co było, ale jeśli tak to wstyd 😈
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW tym cała nadzieja, @Cleopatrapl 😄
W tym cała nadzieja, @Cleopatrapl 😄
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNiektóre powieści były tłumaczone kilkanaście razy jak np "Ania z Zielonego Wzgórza" vel"Anne z Zielonych Szczytów"
Niektóre powieści były tłumaczone kilkanaście razy jak np "Ania z Zielonego Wzgórza" vel"Anne z Zielonych Szczytów"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJak również "Mały Książę" tłumaczony na języki literackie i gwary (np. "Książę Szaranek") czy "Kubuś Puchatek" vel "Fredzia Phi-Phi".
Jak również "Mały Książę" tłumaczony na języki literackie i gwary (np. "Książę Szaranek") czy "Kubuś Puchatek" vel "Fredzia Phi-Phi".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzyli "Niedźwiodek Puch" i "Miś Kudłocek"?
Czyli "Niedźwiodek Puch" i "Miś Kudłocek"?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDokładnie, czytałaś może? Te gwarowe wersje.
Dokładnie, czytałaś może? Te gwarowe wersje.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNiestety nie czytałam ich. Ledwo znam gwarę wielkopolską (ze szkoły, nie z domu). Śląską jedynie z kabaretów, a okruchy podhalańskiej z legend. Najlepiej tłumaczenie mógłby ocenić ktoś, kto daną gwarą mówi cały czas. Ciut gorzej, kto już nie mówi, ale jego rodzice czy dziadkowie mówili. A tak, to wyłapuje się te najbardziej popularne słowa. Bo w Poznaniu to już rzadko kto gwarzy. Wszyscy mówią.
Niestety nie czytałam ich. Ledwo znam gwarę wielkopolską (ze szkoły, nie z domu). Śląską jedynie z kabaretów, a okruchy podhalańskiej z legend. Najlepiej tłumaczenie mógłby ocenić ktoś, kto daną gwarą mówi cały czas. Ciut gorzej, kto już nie mówi, ale jego rodzice czy dziadkowie mówili. A tak, to wyłapuje się te najbardziej popularne słowa. Bo w Poznaniu to już rzadko kto...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoże gdzieś w necie są fragmenty, żeby zobaczyć jak to brzmi i jak przetłumaczyli imiona.
Może gdzieś w necie są fragmenty, żeby zobaczyć jak to brzmi i jak przetłumaczyli imiona.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAha, czytałam "Misia Szpeniolka" czyli Puchatka w wersji wielkopolskiej. Ten miś stał się jeszcze sympatyczniejszy niż oryginalny, zwłaszcza na nagraniu dołączonym do książki (tłumacz, Juliusz Kubel, ma głos pasujący do spokojnego misia). A taki np. "Mały książę" bardzo zyskuje po przełożeniu go na gwarę. Trudno nie parsknąć śmiechem, gdy Róża mówi do Szaranka "Tej, kochosz mnie?"
Aha, czytałam "Misia Szpeniolka" czyli Puchatka w wersji wielkopolskiej. Ten miś stał się jeszcze sympatyczniejszy niż oryginalny, zwłaszcza na nagraniu dołączonym do książki (tłumacz, Juliusz Kubel, ma głos pasujący do spokojnego misia). A taki np. "Mały książę" bardzo zyskuje po przełożeniu go na gwarę. Trudno nie parsknąć śmiechem, gdy Róża mówi do Szaranka "Tej, kochosz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Ktosia W pełni popieram. Książę Szaranek mnie powalił. Uważam, że dla osoby w moim wieku jest to niestrawna ramota, ale w przaśnej gwarze poznańskiej nabiera niezaprzeczalnego uroku.
Misiu Szpeniołek już mnie tak nie porwał, pewnie dlatego, że oryginał nie sili się na filozoficzne mądrości, więc odpada ten wielki kontrast, no i po Szaranku wiedziałam już, czego się spodziewać.
@Ktosia W pełni popieram. Książę Szaranek mnie powalił. Uważam, że dla osoby w moim wieku jest to niestrawna ramota, ale w przaśnej gwarze poznańskiej nabiera niezaprzeczalnego uroku.
Misiu Szpeniołek już mnie tak nie porwał, pewnie dlatego, że oryginał nie sili się na filozoficzne mądrości, więc odpada ten wielki kontrast, no i po Szaranku wiedziałam już, czego się...
Nie wiem czy to ma coś wspólnego z wiekiem. Małego Księcia czytałam pod koniec podstawówki i już wtedy wydał mi się zbiorem oczywistości. Potem na studiach w oryginale, ok, lecz bez szału. Tłumaczenie polskie wiernie oddaje francuski tekst. I dopiero wersja gwarowa dała mi prawdziwą przyjemność. Właśnie przez ów kontrast przez Ciebie wspomniany.
A Puchatek, cóż, czuć, że był dla dziecka pisany. To takie bajanie przed snem. Sympatycznie i nie porywające.
Nie wiem czy to ma coś wspólnego z wiekiem. Małego Księcia czytałam pod koniec podstawówki i już wtedy wydał mi się zbiorem oczywistości. Potem na studiach w oryginale, ok, lecz bez szału. Tłumaczenie polskie wiernie oddaje francuski tekst. I dopiero wersja gwarowa dała mi prawdziwą przyjemność. Właśnie przez ów kontrast przez Ciebie wspomniany.
A Puchatek, cóż, czuć, że...
Wstyd się przyznać, ale nigdy nie zwracałam uwagi na tłumacza. Chociaż, gdzieś z tyłu głowy, zawsze pojawiał się sygnał, że KTOŚ to przetłumaczył, dzięki czemu ja mogę się z tym zapoznać. A przecież tak dużo zależy od przekładu... Tym bardziej więc, w dniu ich święta, chylę czoła i dziękuję za ich pracę.
Wstyd się przyznać, ale nigdy nie zwracałam uwagi na tłumacza. Chociaż, gdzieś z tyłu głowy, zawsze pojawiał się sygnał, że KTOŚ to przetłumaczył, dzięki czemu ja mogę się z tym zapoznać. A przecież tak dużo zależy od przekładu... Tym bardziej więc, w dniu ich święta, chylę czoła i dziękuję za ich pracę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Temat pojawił się dwa lata temu. Tu link przytoczyłem nazwiska szeregu tłumaczy, dokonujących bardzo dobrych przekładów z języków innych niż angielski. Doszło kilka nowych tytułów i nazwisk, ale musiałbym zrobił w tym celu małą kwerendę.
Przekład jest bardzo istotny, albowiem słaby utrudnia w ogóle czytanie książki - jak w tym przypadku - Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324[bookLink]225155|Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324[/bookLink]. I to nie tylko kwestia stylu, lecz tłumaczenia dosłownego i wręcz niegramatyczności powstałych zdań.
Druga kwestia to sposób tłumaczenia. W zalinkowanej przez kogoś rozmowie z
Bohdanem Zadurą[authorLink]13363|Bohdanem Zadurą[/authorLink] wybitny tłumacz z wielu języków wyjaśnia, że nie trzeba biegle w nich mówić, by tłumaczyć beletrystykę (w jego przypadku tak było z węgierskim). Dostaje on bowiem z reguły tłumaczenie dosłowne, by na jego podstawie stworzyć literackie. Zapewne nie jest to regułą, ale musi występować często. Nie wystarczy zatem znać język, trzeba umieć pisać.
Trzecia sprawa to często zbyt mała wiedza ogólna niektórych tłumaczy, przede wszystkim z angielskiego. Dotyczy to w szczególności nazw geograficznych, nazwisk i nazw własnych. Dużo miast i krain ma w języku polskim swoje egzonimy, podobnie jak i w angielskim (np. Rzym i Rome, zamiast włoskiego Roma). Ale bywa tak, że tłumacze ich nie znają, np. Akwizgran (Aachen) czy Ratyzbona (Regensburg). Czasami z kolei w naszym języku brak egzonimu, który jest w angielskim. I tak niedawno (do znalezienia w opiniach) przeczytałem, że coś miało miejsce w "Czarnym Lesie", czyli po polsku Schwarzwaldzie, lub Szwarcwaldzie, o czym dokonujący przekład nie wiedział, tłumacząc dosłownie angielski egzonim (Black Forest). Tak samo bywa z nazwiskami postaci historycznych typu Kartezjusz, Grocjusz etc. oraz krain geograficznych czy nazw własnych. W tej powieści Imaret. W cieniu zegara[bookLink]220977|Imaret. W cieniu zegara[/bookLink] tłumacz uparł się, aby nie używać powszechnego w polskim piśmiennictwie zwrotu "Wysoka Porta" i zastąpić dosłownym tłumaczeniem z greckiego "Najwyższa Brama". Tak samo uczynił w przypadku wyspy Korfu, której nazwa jest polskim egzonimem. Zastąpił ją grecką nazwą Kerkyra.
Irytującym zwyczajem jest stosowanie w tłumaczeniach na polski z angielskiego nazwisk oryginalnie pisanych w alfabecie innym niż łaciński w transkrypcji angielskiej, gdy mamy polską (w podanych przykładach widać, że redakcja też niestety czasami ulega tej manierze). Dotyczy to w szczególności nazwisk rosyjskich (np. Brodsky a nie prawidłowo Brodski[authorLink]15625|Brodski[/authorLink]), izraelskich (np. angielska transkrypcja Zeruya Shalev[authorLink]17541|Zeruya Shalev[/authorLink] zamiast prawidłowej polskiej - Ceruja Szalew - jak w wiki), arabskiej (Rashid zamiast prawidłowego Raszyda lub Raszida) czy perskiej (nie Shirin Ebadi[authorLink]37207|Shirin Ebadi[/authorLink] lecz prawidłowo, zgodnie z polskimi zasadami transliteracji Szirin Ebadi - i znów wiki jest lepsza).
No i warto nadal tłumaczyć klasykę, bowiem niektóre stare przekłady (na szczęście nie Boya[authorLink]4696|Boya[/authorLink] ani paru innych świetnych "starych" tłumaczy) mocno zdezaktualizowały się zarówno jeśli chodzi o język i zwroty, jak i czasami gramatykę.
Paradoksalnie - najlepszy przekład to taki, który w ogóle nie zwróci na siebie uwagi czytelnika 😉.
Temat pojawił się dwa lata temu. Tu link przytoczyłem nazwiska szeregu tłumaczy, dokonujących bardzo dobrych przekładów z języków innych niż angielski. Doszło kilka nowych tytułów i nazwisk, ale musiałbym zrobił w tym celu małą kwerendę.
Przekład jest bardzo istotny, albowiem słaby utrudnia w ogóle czytanie książki - jak w tym przypadku - Montaillou. Wioska heretyków...
Dokładnie. Za doskonały przekład laury zgarnia autor, a za dosłowny przekład (translację bez transkreacji) słabego oryginału obrywa tłumacz. Rzecz jasna, obrywa również za faktyczne błędy.
Dokładnie. Za doskonały przekład laury zgarnia autor, a za dosłowny przekład (translację bez transkreacji) słabego oryginału obrywa tłumacz. Rzecz jasna, obrywa również za faktyczne błędy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zdecydowanie tłumaczom należy się uznanie. Tłumaczenie książki na inny język jest po trosze jak jej pisanie.
Trzeba jednak powiedzieć, że obecnie wydawcom chyba szkoda pieniędzy na dobrego tłumacza, a dobry tłumacz musi kosztować i wart jest swojej ceny, bo wychodzi całkiem sporo książek, których tłumaczenia pozostają wiele do życzenia. Robota zrobiona na pół gwizdka, można by rzec.
Zdecydowanie tłumaczom należy się uznanie. Tłumaczenie książki na inny język jest po trosze jak jej pisanie.
Trzeba jednak powiedzieć, że obecnie wydawcom chyba szkoda pieniędzy na dobrego tłumacza, a dobry tłumacz musi kosztować i wart jest swojej ceny, bo wychodzi całkiem sporo książek, których tłumaczenia pozostają wiele do życzenia. Robota zrobiona na pół gwizdka,...
Wszystkim tłumaczom życzę, by ich praca była doceniana. Nie jest prosta, więc niech będzie zauważana.
Wszystkim tłumaczom życzę, by ich praca była doceniana. Nie jest prosta, więc niech będzie zauważana.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBardzo ciekawy artykuł, ale mam trochę niedosyt. Bo czymże się różnią poszczególne okresy w historii przekładu? Mamy kryterium czasowe, jasne. Ale dlaczego się wyróżnia akurat te okresy, doszło do jakiejś zmiany podejścia do tłumaczeń?
Bardzo ciekawy artykuł, ale mam trochę niedosyt. Bo czymże się różnią poszczególne okresy w historii przekładu? Mamy kryterium czasowe, jasne. Ale dlaczego się wyróżnia akurat te okresy, doszło do jakiejś zmiany podejścia do tłumaczeń?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"Mokusatsu" to powojenna mitologia mająca sugerować, że chciano dobrze, ale przez przypadek nie wyszło. To juz dużo więcej zamieszania narobiły słowa Chruszczowa wypowiedziane w 1956 r. do zachodnich dyplomatów "Мы вас похороним", których dosłowny przekład "We will bury you" został przez światowe media odebrany jako zapowiedż nuklearnej apokalipsy.
"Mokusatsu" to powojenna mitologia mająca sugerować, że chciano dobrze, ale przez przypadek nie wyszło. To juz dużo więcej zamieszania narobiły słowa Chruszczowa wypowiedziane w 1956 r. do zachodnich dyplomatów "Мы вас похороним", których dosłowny przekład "We will bury you" został przez światowe media odebrany jako zapowiedż nuklearnej apokalipsy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mam nadzieję, że nauczymy się w końcu doceniać tłumaczy (zresztą korektorów również). Nie tylko my - czytelnicy, ale cała branża. Czekam na czasy, kiedy nazwisko tłumacza będzie się znajdowało na okładce, w końcu każdy z nich jest takim drugim, cichym, autorem książki, która dzięki niemu może zyskać bądź stracić na jakości.
Bardziej personalnie, choć publicznie, powinnam w tym miejscu podziękować Piotrowi Cholewie, dzięki któremu zrozumiałam, że tłumaczenie tłumaczeniu nierówne, choćby oba były dobre. Bez niego już sobie nie wyobrażam Pratchetta i chciałabym na okładkach widzieć oba nazwiska 🙂
Mam nadzieję, że nauczymy się w końcu doceniać tłumaczy (zresztą korektorów również). Nie tylko my - czytelnicy, ale cała branża. Czekam na czasy, kiedy nazwisko tłumacza będzie się znajdowało na okładce, w końcu każdy z nich jest takim drugim, cichym, autorem książki, która dzięki niemu może zyskać bądź stracić na jakości.
Bardziej personalnie, choć publicznie, powinnam...
Tak! Pan PWC jest geniuszem i wzorem niedościgłym.
Tak! Pan PWC jest geniuszem i wzorem niedościgłym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOstatnio zaobserwowałam pozytywne zjawisko - niektóre z wydawnictw np. Poznańskie, zaczyna wprowadzać zasadę umieszczania nazwisk tłumaczy na okładkach książek. Mam nadzieję, że inne wydawnictwa wezmą przykład i w niedalekiej przyszłości stanie się to chlebem powszednim.
Ostatnio zaobserwowałam pozytywne zjawisko - niektóre z wydawnictw np. Poznańskie, zaczyna wprowadzać zasadę umieszczania nazwisk tłumaczy na okładkach książek. Mam nadzieję, że inne wydawnictwa wezmą przykład i w niedalekiej przyszłości stanie się to chlebem powszednim.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spammoim zdaniem to był by absurd - nazwisko na okładce zawsze powinno należeć do twórcy dzieła. Tłumacz przekłada tekst, jak będzie słaby wydawnictwo zerwie z nim umowę jak będzie dobry - ma robotę i tyle w temacie.
moim zdaniem to był by absurd - nazwisko na okładce zawsze powinno należeć do twórcy dzieła. Tłumacz przekłada tekst, jak będzie słaby wydawnictwo zerwie z nim umowę jak będzie dobry - ma robotę i tyle w temacie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTeż uważam, że to zły pomysł. Jeśli zaczniemy nobilitować tłumaczy, to zaczną się inne zawody też czuć niedoceniane. Czy np. nazwisko konstruktora samochodu powinno być umieszczane koło logo marki auta? Albo pod logo Armaniego na sukience umieścimy nazwisko szwaczki?
Też uważam, że to zły pomysł. Jeśli zaczniemy nobilitować tłumaczy, to zaczną się inne zawody też czuć niedoceniane. Czy np. nazwisko konstruktora samochodu powinno być umieszczane koło logo marki auta? Albo pod logo Armaniego na sukience umieścimy nazwisko szwaczki?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAleż nazwiska, może nie konstruktorów, ale stylistów, jak najbardziej pojawiają się na samochodach! Modele z nadwoziem z pracowni Pininfarina (założonej przez Battistę "Pinin" Farinę) albo podrasowane przez firmę Abarth (Carlo Abarth) jeżdżą po szosach :) podobnie z Volkswagenem Karmann Ghia od Wilhelma Karmanna.
Ależ nazwiska, może nie konstruktorów, ale stylistów, jak najbardziej pojawiają się na samochodach! Modele z nadwoziem z pracowni Pininfarina (założonej przez Battistę "Pinin" Farinę) albo podrasowane przez firmę Abarth (Carlo Abarth) jeżdżą po szosach :) podobnie z Volkswagenem Karmann Ghia od Wilhelma Karmanna.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA co do nazwisk tłumaczy, to ma sens - z jednej strony tłumacz znany z dobrej jakości przekładów przyciągnie czytelniczki/ czytelników, może w mniejszym stopniu niż dobry autor, ale zawsze, a z drugiej - umieszczanie nazwiska tłumacza/ tłumaczki na okładce obciąża go/ją odpowiedzialnością: jeżeli coś będzie nie tak, osoba czytająca prędzej skojarzy nazwisko z okładki.
A co do nazwisk tłumaczy, to ma sens - z jednej strony tłumacz znany z dobrej jakości przekładów przyciągnie czytelniczki/ czytelników, może w mniejszym stopniu niż dobry autor, ale zawsze, a z drugiej - umieszczanie nazwiska tłumacza/ tłumaczki na okładce obciąża go/ją odpowiedzialnością: jeżeli coś będzie nie tak, osoba czytająca prędzej skojarzy nazwisko z okładki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Guzik prawda. Nie chcę nikomu ubliżać, ale tłumacz to tylko rzemieślnik, który dzięki swojej wiedzy ( znajomości obcego języka) ma wykonać od górnie narzuconą pracę. MA DOKONAĆ PRZEKŁADU nic więcej, nic nie tworzy i nie ma nic wspólnego z dziełem. Można go przyrównać do dekarza. Dobry zrobi szczelny dach, słaby po pierwszym razie z przeciekiem straci pracę i pójdzie pracować do kogoś innego. Ze zdobytych doświadczeń w pierwszej pracy, jego wiedza wzrośnie i dalej będzie pracował w zawodzie.
Albo wy tłumacze macie zbyt wygórowane ambicje o swojej profesji, albo w rzeczywistości nie pojmujecie czym jest przekład jakiejkolwiek książki. Jak najbardziej wiernym odtworzeniu oryginału. A więc swego rodzaju legalnym plagiatorem ;)
Nie wytwarzacie nic od siebie do dzieła, które stworzył tylko i wyłącznie autor.
Guzik prawda. Nie chcę nikomu ubliżać, ale tłumacz to tylko rzemieślnik, który dzięki swojej wiedzy ( znajomości obcego języka) ma wykonać od górnie narzuconą pracę. MA DOKONAĆ PRZEKŁADU nic więcej, nic nie tworzy i nie ma nic wspólnego z dziełem. Można go przyrównać do dekarza. Dobry zrobi szczelny dach, słaby po pierwszym razie z przeciekiem straci pracę i pójdzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mnie zaczyna ogarniać czarnowidztwo i zastanawiam się, czy to nie okaże się wstępem do cenzurowania klasyki. Współczesnego pisarza zawsze można zaszantażować, albo napiszesz jak my chcemy, albo nie wydamy twojej książki. Z klasyką jest trudniej. Pojawienie się tłumacza na pierwszej stronie sprawia, że on przestaje być tłumaczem, a zaczyna być współtwórcą, co może prowadzić do wielu nadużyć.
Ciekawym przykładem może być Jądro ciemności[bookLink]262117|Jądro ciemności[/bookLink], tylko przetłumaczone a Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj[bookLink]4805924|Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj[/bookLink], które jest dostosowaniem pierwowzoru do współczesnych założeń. Teraz pytanie, gdzie leży granica pomiędzy uwspółcześnieniem, a cenzurą i propagandą jedynych słusznych myśli? No i teraz mamy możliwość porównania oryginału z kopia, ale czy tak będzie zawsze? Czy nie będą sukcesywnie eliminowane oryginały i zastępowane przez nowe. Może się okazać, że książki będzie łączył tylko tytuł i nic więcej
Mnie zaczyna ogarniać czarnowidztwo i zastanawiam się, czy to nie okaże się wstępem do cenzurowania klasyki. Współczesnego pisarza zawsze można zaszantażować, albo napiszesz jak my chcemy, albo nie wydamy twojej książki. Z klasyką jest trudniej. Pojawienie się tłumacza na pierwszej stronie sprawia, że on przestaje być tłumaczem, a zaczyna być współtwórcą, co może prowadzić...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Książka to nie instrukcja do pilota, wymaga nie tylko przełożenia zdań na inny język. W pierwszej wypowiedzi podałam bardzo konkretny przykład - jedynie tłumaczenie Piotra Cholewy oddaje klimat oryginalnych książek Pratchetta, choć oba są poprawne. Może dla ciebie to żadna różnica, ale dla mnie jest ona ogromna. Może masz też więcej szczęścia i nie miałeś okazji z poczuciem zdegustowania sprawdzać, kto za przekład książki odpowiada, bo żadna korekta czy redakcja nie mogła już jej pomóc, a tobie zostało jedynie przypuszczać, co autor mógł mieć na myśli. Taki tłumacz-rzemieślnik raczej nie straci pracy, najwyżej, jak sam zauważasz, wykona ją dla innego wydawnictwa, a my znów się z nim spotykamy. Prawdopodobnie będzie miał niższe stawki albo dostępne krótkie terminy, więc ktoś go zatrudni, chyba że będzie się to odbijało na sprzedaży. A na niej odbije się wtedy, gdy informacji o tłumaczu nie będziesz musiał szukać. W drugą stronę też to działa, nazwisko dobrego tłumacza jest gwarancją, że dostaniesz produkt dobrze przełożony, w duchu i klimacie, w którym stworzył ją autor. Chętniej kupisz taką książkę, wpływając na wyniki sprzedaży.
W tym wszystkim najbardziej zastanawia mnie, w czym wam przeszkadza umieszczenie informacji "tłumaczył xy" gdzieś obok logo wydawnictwa na okładce? Jakaś ujma na honorze? Jeśli komuś styl przekładu jest obojętny, to te trzy słowa przecież również nic nie zmienią.
Dobry rzemieślnik zwykle oznacza swój produkt, co wcześniej zostało wyjaśnione. Nie bez powodu nawet zwykły stół ma gdzieś na spodzie czy nogach oznaczenie wykonawcy. Bo to ma znaczenie, jeśli ktoś szuka jakości.
Książka to nie instrukcja do pilota, wymaga nie tylko przełożenia zdań na inny język. W pierwszej wypowiedzi podałam bardzo konkretny przykład - jedynie tłumaczenie Piotra Cholewy oddaje klimat oryginalnych książek Pratchetta, choć oba są poprawne. Może dla ciebie to żadna różnica, ale dla mnie jest ona ogromna. Może masz też więcej szczęścia i nie miałeś okazji z poczuciem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Amelia Jak sama napisałaś rzemieślnik umieszcza na nodze stołu swój znak, a nie na jego środku, że najpierw widzisz znak rzemieślnika, a dopiero potem, być może po założeniu okularów stół 😉
Przecież nikt nie pomija tłumacza. Wprawdzie czytam teraz Po piśmie[bookLink]4883598|Po piśmie[/bookLink], ale otwarłam taką pierwszą z brzegu Berta Isla[bookLink]4860550|Berta Isla[/bookLink] i co widzę okładka autor i tytuł, pierwsza strona tytuł już bez autora. Kolejna strona to: autor, tytuł i informacja „Z języka hiszpańskiego przełożył Tomasz Pindel”. Nawet czcionka jest duża. Co do tłumaczeń, żeby się wypowiedzieć czy jest dobre, czy złe musiałabym tą książkę przeczytać dwukrotnie. Najpierw w oryginale, potem tłumaczenie i dopiero potem mogę coś powiedzieć. Jak ty oceniasz rzetelność tłumaczenia, to nie mam pojęcia. W każdym bądź razie nie czytam książek więcej niż raz. Słyszałam tylko, że książka Podobno Becoming. Moja historia[bookLink]4843558|Becoming. Moja historia[/bookLink] ma fatalne tłumaczenie, ale ja ją czytałam po niemiecku i nie narzekam.
Rozumiem oburzenie, że gdybyś musiała do wydawnictwa słać listy z zapytaniem, kto tłumaczył, ale nie ma żadnego problemu ze znalezieniem nazwiska tłumacza. Teraz sprawdziłam 10 książek i więcej czasu zajęło mi wyciąganie z regału niż odnalezienie tłumacza. Tak więc bardziej proponuję ci jakiegoś robocika, co będzie ci sciągał książki z półki i przewracał kartki, bo to bardziej męczące😉
@Amelia Jak sama napisałaś rzemieślnik umieszcza na nodze stołu swój znak, a nie na jego środku, że najpierw widzisz znak rzemieślnika, a dopiero potem, być może po założeniu okularów stół 😉
Przecież nikt nie pomija tłumacza. Wprawdzie czytam teraz Po piśmie[bookLink]4883598|Po piśmie[/bookLink], ale otwarłam taką pierwszą z brzegu Berta Isla[bookLink]4860550|Berta...
i właśnie Amelia przeczytaj sobie dokładnie powyżej twojej wypowiedzi wpis Cleopatrapl. Nic dodać nic ująć. Tłumacz ma wykonać ( nie wątpmy w to, że jak najlepiej) przekład oryginału. Nie ma prawa ingerować wg. własnego uznania w zamysł i twórczość autora. Bo będziemy świadkami upadku dzieła ponad ambicje i nieobiektywną ocenę literatury przez tłumacza,który będzie dążył do posiadania "w swoim dorobku" najlepszych ( jedynie we WŁASNEJ OCENIE) pozycji.
P.S. Nie bądźmy śmieszni, twierdząc, że tłumaczenie nie jest takie proste, czy uważasz, że czytelnicy nie wiedzą, że nie wystarczy wpisać obce pojedyncze słowo w translator aby uzyskać przekład ?? Ale jeszcze raz powtórzę, rzemieślnik też posiada wiedzę teoretyczną a z praktycznej strony może to samo zadanie wykonać na kilka różnych sposobów. Dobry rzemieślnik sprawnie oceni sytuację i dostosuje dostępne narzędzia i materiały do jak najlepszego wykonania swojego zadania. To samo tyczy się waszego zawodu. Wasza wiedza i zdobyte zdolności powinny ułatwić wam pracę. Jak będziecie ją wykonywać sprawnie i dobrze przyniesie ona zadowolenie wydawnictwom i czytelnikom, tak samo jak szczelny dach da satysfakcję inwestorowi i użytkownikom obiektu. Naprawdę nie ma sensu doszukiwać się niczego poza pracą zarobkową. Nie tworzycie a wręcz nie MACIE PRAWA tworzyć tłumacząc książkę.
i właśnie Amelia przeczytaj sobie dokładnie powyżej twojej wypowiedzi wpis Cleopatrapl. Nic dodać nic ująć. Tłumacz ma wykonać ( nie wątpmy w to, że jak najlepiej) przekład oryginału. Nie ma prawa ingerować wg. własnego uznania w zamysł i twórczość autora. Bo będziemy świadkami upadku dzieła ponad ambicje i nieobiektywną ocenę literatury przez tłumacza,który będzie dążył do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Może tylko ja kupuję nowe książki i nie zawsze jestem w stanie sprawdzić nazwiska tłumacza, ponieważ nie mam stacjonarnej księgarni i fizycznego egzemplarza do kartkowania. Biję się w pierś, pewnie jestem jedyna w kraju. Rzecz w tym, że książka na moim regale, to książka już kupiona, żaden robót nie jest mi potrzebny do zrozumienia, że już się na nią (i tłumacza) zdecydowałam. Jak również widzę najpierw tytuł i autora, a nie logo wydawnictwa, ale może małe nazwisko tłumacza faktycznie wszystko mi przesłoni, jeśli gdzieś na okładce się pojawi.
Masz dużo szczęścia, że nie rozumiesz, ominęły cię dosłowne (albo drewniane) tłumaczenia powiedzeń, dowcipów, wymyślanie własnych nazw dla zwyczajów czy zjawisk i inne kwiatki, do których rozpoznania nie potrzeba dogłębnej znajomości oryginału, tylko umiejętności czytania ze zrozumieniem. Kalki językowe to najmniejszy problem, choć po nich czasem można się domyślić języka oryginału. Do tego korekta, której mógłby się wstydzić student pierwszego roku i gotowe. Książka sprzedana, w końcu nikogo nie obchodzi tłumaczenie przed zakupem, ewentualnie może sobie sprawdzić później na półce. Żeby przed zakupem oka nie raziło swą obecnością.
Może tylko ja kupuję nowe książki i nie zawsze jestem w stanie sprawdzić nazwiska tłumacza, ponieważ nie mam stacjonarnej księgarni i fizycznego egzemplarza do kartkowania. Biję się w pierś, pewnie jestem jedyna w kraju. Rzecz w tym, że książka na moim regale, to książka już kupiona, żaden robót nie jest mi potrzebny do zrozumienia, że już się na nią (i tłumacza)...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@kaszanka domyślam się, że uparte określanie mnie jako tłumacza ma być w jakiś sposób obraźliwe dla mnie, ewentualnie ma sugerować jakąś teorię spiskową? Rozczaruję cię - nie jestem tłumaczem i nie zamierzam nim być. Jestem czytelnikiem, który ma dość badziewia, które można wcisnąć kupującemu, bo przecież i to tłumaczenie, i to tłumaczenie, w końcu to tylko rzemieślnictwo. A najłatwiej robić to, kiedy czytelnik sam się broni przez łatwym dostępem do podstawowych informacji. Właśnie dlatego dostajemy tłumaczenia niczym z translatora. Ok, dla mnie przekład utrzymujący klimat stworzony przez autora ma znaczenie i jestem gotowa zapłacić za niego więcej, chcę mieć o nim informację, a ty nie. Dla mnie nazwisko autora ma znaczenie, bo na pewien poziom się nie godzę, nawet jeśli robi to wydawnictwo. Dlatego ponownie pytam: dlatego takim problemem ma być umieszczenie małego nazwiska autora przekładu gdzieś na dole okładki? Nie chcesz tej informacji, nie zwrócisz na to uwagi. Ja chcę.
@kaszanka domyślam się, że uparte określanie mnie jako tłumacza ma być w jakiś sposób obraźliwe dla mnie, ewentualnie ma sugerować jakąś teorię spiskową? Rozczaruję cię - nie jestem tłumaczem i nie zamierzam nim być. Jestem czytelnikiem, który ma dość badziewia, które można wcisnąć kupującemu, bo przecież i to tłumaczenie, i to tłumaczenie, w końcu to tylko rzemieślnictwo....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Amelia ja kupuję tylko nowe książki, bo mieszkam za granicą i nie mam innej możliwości. Pomimo, że posługuje się trzema językami bardzo zależy mi na czytaniu po Polsku, bo to mój jedyny kontakt z językiem ojczystym. Mój mąż jest Amerykaninem, więc w domu nam angielski, a mieszkam w Niemczech i w pracy posługuje się tylko niemieckim.
Sprawdziłam teraz w księgarniach internetowych i w przypadku Empik tłumacz jest umieszczony na trzecim miejscu, w Tania Książka również jest w szczegółach podany tłumacz jak i u wydawnictwa Znak. Rzeczywiście, co mnie zaskoczyło takiej informacji nie podaje Świat Książki i nawet napisze do nich i zapytam dlaczego pomijają taką informacje, tak z czystej ciekawości.
Myślę, że dla ciebie najlepszym rozwiązaniem byłoby czytanie w oryginale. Masz bardzo duże wymagania, które dla sporej części czytelników są albo bez znaczenia, albo się głębiej nad tym nie zastanawiają. Teraz w każdym kraju można kupić książki w oryginalnym języku. Nie jest to taką przeszkodą jak kiedyś i nie jest takie drogie. Zamiast szukać dziury w całym, lepiej skoncentrować się na poszukiwaniu rozwiązania🙂
@Amelia ja kupuję tylko nowe książki, bo mieszkam za granicą i nie mam innej możliwości. Pomimo, że posługuje się trzema językami bardzo zależy mi na czytaniu po Polsku, bo to mój jedyny kontakt z językiem ojczystym. Mój mąż jest Amerykaninem, więc w domu nam angielski, a mieszkam w Niemczech i w pracy posługuje się tylko niemieckim.
Sprawdziłam teraz w księgarniach...
@Cleopatrapl tak, mogę czytać w oryginale (i czasem to robię), choć mam tutaj duże ograniczenia, gdyż sięgam po literaturę w zbyt wielu językach, żeby je wszystkie znać. Jednak rozmawiamy o przekładach. Nie wymagam niczego niezwykłego, jedynie dobrego tłumaczenia, za co odpowiada tłumacz. Ponosi odpowiedzialność za jakość swojej pracy i uważam, że umieszczenie jego nazwiska na okładce jest dla niego zarówno pewną nobilitacją, jak i zobowiązaniem, a dla czytelnika znakiem (byle)jakości. Nie mówię przecież o umieszczeniu go tak jak oryginalnego autora, wydawało mi się to oczywiste, ale jednak o tym, żeby go nie pomijać. W internetowych księgarniach nazwisko tłumacza i korektora powinno być bezwzględnym standardem, niestety jeszcze nie jest, a ja mam prywatną listę nazwisk, które omijam. Większość z nich popsuło książki niszczeniem żartów i innymi wpadkami, które każą mi zastanawiać się nad tym czy kiepski jest autor dzieła, czy tłumaczenia.
@Cleopatrapl tak, mogę czytać w oryginale (i czasem to robię), choć mam tutaj duże ograniczenia, gdyż sięgam po literaturę w zbyt wielu językach, żeby je wszystkie znać. Jednak rozmawiamy o przekładach. Nie wymagam niczego niezwykłego, jedynie dobrego tłumaczenia, za co odpowiada tłumacz. Ponosi odpowiedzialność za jakość swojej pracy i uważam, że umieszczenie jego nazwiska...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Rozumiem obawy @Cleopatrapl i po trosze się z nimi zgadzam, jednak absolutnie nie zgadzam się z totalnie ignoranckim podejściem, jakie prezentuje @kaszanka, czytając takie wypowiedzi oczywistym jest, że powinno się trąbić głośniej o roli tłumacza i podkreślać znaczenie jego pracy.
Kaszanko... sztandarowym przykładem oddającym problem, jest wzbudzające swego czasu ogromne emocje tłumaczenie Tolkiena przez Marię Skibniewską i Jerzego Łozińskiego (ktoś może być doskonałym... „rzemieślnikiem” ;) jak np. Pan Łoziński, który jest doktorem filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, a jednak wokół jego sposobu tłumaczenia powstało setki opinii i odniesień).
Dla mnie osobiście najlepszym przykładem są tłumaczenia „Mistrza i Małgorzaty” i zawsze przestrzegam kogoś, kto przymierza się do lektury, aby sięgnął po tłumaczenie Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego i broń boże nie zaczął od tłumaczenia Krzysztofa Tura. O rodzajach tłumaczeń, błędach, wypaczeniach powstają całe elaboraty. Przyrównywanie tłumacza do „legalnego plagiatora” jest już kuriozum świadczącym o totalnym nie zrozumieniu problemu.
Rozumiem obawy @Cleopatrapl i po trosze się z nimi zgadzam, jednak absolutnie nie zgadzam się z totalnie ignoranckim podejściem, jakie prezentuje @kaszanka, czytając takie wypowiedzi oczywistym jest, że powinno się trąbić głośniej o roli tłumacza i podkreślać znaczenie jego pracy.
Kaszanko... sztandarowym przykładem oddającym problem, jest wzbudzające swego czasu ogromne...
A ja owszem, jestem tłumaczem :) Maciej Studencki, angielski-polski, do usług.
Abstrahując już od miejsca na okładce:
1. "Nie bądźmy śmieszni, twierdząc, że tłumaczenie nie jest takie proste, czy uważasz, że czytelnicy nie wiedzą, że nie wystarczy wpisać obce pojedyncze słowo w translator aby uzyskać przekład ??" - gdyby tłumaczenie polegało na tłumaczeniu po kolei pojedynczych słów, to faktycznie tłumacze byliby niepotrzebni, rzecz w tym, że te słowa tworzą frazy i zdania, które mogą znaczyć coś więcej niż pojedyncze słowa składowe (na tym polega literacka nadorganizacja tekstu), i tego translator (docelowo sztuczna inteligencja) nie ogarnie. A jak zacznie ogarniać to - jak się mówi wśród tłumaczy - najmniejszym problemem ludzkości będzie przekład literatury.
2. Rzemieśnik vs. artysta - tego się nie da prosto oddzielić, granica jest płynna, czasem jestem rzemieślnikiem, oczywiście, jeżeli chodzi o proste przekazanie/ przełożenie informacji (z którą automatyczny translator poradzi sobie równie sprawnie), natomiast po chwili się okazuje, że oprócz tego są elementy nacechowane emocjonalnie i stylistycznie (np. język sprzed wieków czy gwary), takie środki jak ironia czy humor, i wtedy już nie znam automatu, który to satysfakcjonująco przełoży.
Przykłady pierwsze z brzegu:
Przykład nr 1: Victoria Schwab, "Bridge of Souls"/ "Most dusz"
Oryginał:
“This city has more history than hauntings,” he says.
“For one, it’s the birthplace of jazz.”
“And home to voodoo and vampires,” says Mom.
“And real people, too,” presses Dad, “like Pere Antoine
and Jean Lafitte—”
“And the Axeman of New Orleans,” adds Mom brightly.
Jacob shoots me a look. “I really hope axe is a kind of
instrument and not—”
“He went around chopping people up,” Mom adds.
Jacob sighs. “Of course he did.”
(problem: w oryginale mamy wieloznaczność, "axe" oznacza "topór", ale również "gitarę", zwłaszcza w kontekście hardrocka/ heavymetalu)
Przekład:
"– Historia tego miasta nie składa się tylko z elementów paranormalnych – oznajmia. – Na przykład jest ono również kolebką jazzu.
– A także voodoo i wampirów – dodaje mama.
– I prawdziwych ludzi też – upiera się tato. – Takich jak Antonio de Sedella, zwany Père Antoine, albo Jean Lafitte…
– …a także Kat z Nowego Orleanu – wtrąca radośnie mama.
Jacob rzuca mi znaczące spojrzenie.
– Mam nadzieję, że to nazwa jakiegoś zespołu heavymetalowego, a nie…
– …który rąbał swoje ofiary siekierą – uzupełnia mama.
Jacob wzdycha.
– No tak, oczywiście, rąbał…"
Przykład nr 2: Mark Hodgkinson, "Andy Murray. Champion, The Full Extraordinary Story"/ "Andy Murray. Niezwykła historia"
Oryginał:
"The best example of this anti-Murray prejudice was a column in the Daily Mirror in 2008, written by Tony Parsons, an English author: ‘If the English can survive the attentions of the Luftwaffe, the IRA and al-Qaeda, then I quite fancy our chances against Andy Murray. I don’t really object to anyone despising the English – we can take it – but hypocritical backtracking gets right up my Wembley Way and puts my Morris dancer out of joint. It’s a bit rich for Murray to decide that he loves the English after all.’"
(problem: spiętrzenie kompletnie nieczytelnych metafor z odniesieniami kulturowymi w zacietrzewionym, felietonowym stylu cytowanego dziennikarza, piszącego dla angielskich czytelników)
Przekład:
"Najlepszym przykładem antymurrayowskiego uprzedzenia jest artykuł opublikowany w 2008 roku przez „Daily Mirror”. Jego autor – Anglik Tony Parsons – pisze: „Jeżeli Anglicy potrafili przetrwać zainteresowanie ze strony Luftwaffe, IRA i Al-Kaidy, to przypuszczam, że mamy jakieś szanse z Andym Murrayem. Nie odmawiam nikomu prawa do pogardy dla Anglików, potrafimy to przełknąć, ale jeżeli ktoś okazuje hipokryzję i zaczyna mataczyć na ten temat, to może sobie wetknąć swoje nikczemności w stadion Wembley i skoczyć mi na Big Bena. Oświadczenie Murraya, że mimo wszystko kocha Anglików, wydaje mi się groteskowe”."
No więc jak? Do tłumaczenia takich fragmentów wystarczy rzemieślnik? Albo automatyczny translator? BTW, przepuściłem to krytyczne zdanie z oryginału (z "Wembley Way") przez DeepLa, IMHO najlepszy automatyczny translator dostępny online: "Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś gardził Anglikami - możemy to znieść - ale obłudne cofanie się do tyłu doskwiera mi na Wembley Way i sprawia, że mój tancerz Morris nie może się odnaleźć."
A ja owszem, jestem tłumaczem :) Maciej Studencki, angielski-polski, do usług.
Abstrahując już od miejsca na okładce:
1. "Nie bądźmy śmieszni, twierdząc, że tłumaczenie nie jest takie proste, czy uważasz, że czytelnicy nie wiedzą, że nie wystarczy wpisać obce pojedyncze słowo w translator aby uzyskać przekład ??" - gdyby tłumaczenie polegało na tłumaczeniu po kolei...
ludzie zeszliście o to sami z tematu "nazwisko tłumacza na stronie tytułowej dzieła, bo przecież on również jest swego rodzaju twórcą" do stwierdzenia " tylko głupia kaszanka nie dostrzega roli tłumacza" Wróćcie do początku i odpowiedzcie czy faktycznie zmieni coś umieszczenie nazwiska tłumacza na okładce? Co zmieni? Że raptem jedno wydawnictwo będzie się starać o siedem różnych wersji tej samej powieści ? Darujcie ludzie. Wasz pomysł jest ABSURDALNY i nic nie wnoszący, nie logiczny. Książka ( wersja papierowa) to dzieło zespołu ( TREŚĆ należy do AUTORA, RESZTA czyli skład, łamanie, szata graficzna, tłumaczenie, korekta, druk - do ludzi zatrudnianych w WYDAWNICTWACH). Więc nazwisko autora i tytuł jego dzieła i niewielkie logo wydawnictwa są akcentowane na okładce. Nikt inny nie zasługuje na wyróżnienie, bo tłumacz niczym ważniejszym nie wybił się w stworzeniu tego dzieła od innych osób pracujących przy stworzeniu książki. TAK powtórzę to jeszcze raz, chociaż ludzie ze stricte humanistycznym umysłem mogą mieć problem ze zrozumieniem tego - TŁUMACZ jest tylko "rzemieślnikiem" zatrudnionych przez wydawnictwo do wytworzenia dzieła jakim jest egzemplarz książki przełożonej z jednego języka na drugi. jest dobry, solidny i szybki, ma dobrą prace i kasę za nią, jest słaby nie ma tak dobrze. Jak w każdym innym zawodzie.
ludzie zeszliście o to sami z tematu "nazwisko tłumacza na stronie tytułowej dzieła, bo przecież on również jest swego rodzaju twórcą" do stwierdzenia " tylko głupia kaszanka nie dostrzega roli tłumacza" Wróćcie do początku i odpowiedzcie czy faktycznie zmieni coś umieszczenie nazwiska tłumacza na okładce? Co zmieni? Że raptem jedno wydawnictwo będzie się starać o siedem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejna sam już koniec dyskusji pragnę zaznaczyć jeszcze jeden fakt o waszej pracy - użyłam naprawdę delikatnego porównania was z fachowcem od dachów - jeżeli ktoś czuje się urażony to nie powinien, bo porównanie mogło być tez inne - mianowicie do SZAMBONURKA, którzy pławi się w odchodach innych ludzi - przecież zawsze ktoś jednak musi odwalać brudną robotę ;)
na sam już koniec dyskusji pragnę zaznaczyć jeszcze jeden fakt o waszej pracy - użyłam naprawdę delikatnego porównania was z fachowcem od dachów - jeżeli ktoś czuje się urażony to nie powinien, bo porównanie mogło być tez inne - mianowicie do SZAMBONURKA, którzy pławi się w odchodach innych ludzi - przecież zawsze ktoś jednak musi odwalać brudną robotę ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ależ właśnie o tym dyskutujemy: ile wnosi tłumacz do przekładu, czy jest rzemieślnikiem, czy artystą. Przykłady podałem wyżej, proszę ocenić samodzielnie, ile w tym rzemiosła, a ile sztuki.
@kaszanka twierdzisz, że zbaczamy z tematu, a sam docierasz w wypowiedzi zaczynającej się od "czy dawać nazwisko na okładce" do opozycji "rzemieślnik czy artysta".
A jeżeli chodzi o nazwisko tłumacza na okładce (zdecydowanie mniejszym fontem niż autora/autorki, przewaga tej osoby w tworzeniu dzieła jest bezdyskusyjna), to ma to wymiar praktyczny: rozpoznawalność, widoczność tłumacza, którego pozycja (np. w negocjacjach z wydawcą) jest dzięki temu lepsza.
Jeżeli podane przykłady nie są przekonujące, mogę znaleźć jeszcze parę, przełożyłem do tej pory 40 książek (biografii, powieści, esejów, szkiców historycznych, popularnonaukowych...) i jeszcze trochę tego się znajdzie. A przytaczam przykłady ze swoich przekładów nie z powodu zadufania, tylko dlatego, że mam pod ręką oryginały i przekłady i wiem, o co tam chodziło.
Ależ właśnie o tym dyskutujemy: ile wnosi tłumacz do przekładu, czy jest rzemieślnikiem, czy artystą. Przykłady podałem wyżej, proszę ocenić samodzielnie, ile w tym rzemiosła, a ile sztuki.
@kaszanka twierdzisz, że zbaczamy z tematu, a sam docierasz w wypowiedzi zaczynającej się od "czy dawać nazwisko na okładce" do opozycji "rzemieślnik czy artysta".
A jeżeli chodzi o...
MacStu - niby tłumacz a miałeś nawet problem ze zrozumiem mojej wypowiedzi w ojczystym języku. Czy ja gdziekolwiek w swojej wypowiedzi zaznaczyłam, że przekład to przetłumaczenia słowa za słowo ?? Właśnie zwróciłam uwagę na to, abyście nie brali czytelników za osły, które tego nie rozumieją. A tu taki faux pas. ( przetłumaczam z francuskiego na polski "gafa" ;))
MacStu - niby tłumacz a miałeś nawet problem ze zrozumiem mojej wypowiedzi w ojczystym języku. Czy ja gdziekolwiek w swojej wypowiedzi zaznaczyłam, że przekład to przetłumaczenia słowa za słowo ?? Właśnie zwróciłam uwagę na to, abyście nie brali czytelników za osły, które tego nie rozumieją. A tu taki faux pas. ( przetłumaczam z francuskiego na polski "gafa" ;))
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamłooo matko.... @kaszanka.... nie, nie zeszliśmy z tematu, bo to się wszystko ze sobą wiąże, na tym polega dyskutowanie, na szukaniu powiązań, wyjaśnianiu co z czego się bierze itd. itp. No ale cóż... 😂 😂 😂
łooo matko.... @kaszanka.... nie, nie zeszliśmy z tematu, bo to się wszystko ze sobą wiąże, na tym polega dyskutowanie, na szukaniu powiązań, wyjaśnianiu co z czego się bierze itd. itp. No ale cóż... 😂 😂 😂
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@kaszanka to, że bardziej obrażasz rozmówców, nie sprawia, że bardziej masz rację. Możesz mieć swój pogląd (każdy powinien), możesz nawet uważać, że to prawda objawiona i niepodważalna, obiektywna. Ścisła. Piszesz o czymś, co oczywiście w pewnym stopniu jest prawdą, a w pewnym kompletną bzdurą. Ja nie chcę tłumaczenia literatury na poziomie tłumaczeń instrukcji do składania mebli. Ty uważasz, że ich nie dostanę, skoro takie wydawnictwa produkują i takie się sprzedają, a tłumacz się kiedyś nauczy fachu. Ja chcę zatrudnienia takiego, który potrafi, bo beztalencie nigdy się nie nauczy, za to wielu natnie się jego pracę, tylko dla kolejnych dziesięciu wydawnictw. To wszystko właśnie składa się na rozmowę o tym, dlaczego nazwisko autora przekładu ma znaczenie i powinno być na okładce. Choćby kogoś bolało z bliżej nieokreślonego powodu.
@kaszanka to, że bardziej obrażasz rozmówców, nie sprawia, że bardziej masz rację. Możesz mieć swój pogląd (każdy powinien), możesz nawet uważać, że to prawda objawiona i niepodważalna, obiektywna. Ścisła. Piszesz o czymś, co oczywiście w pewnym stopniu jest prawdą, a w pewnym kompletną bzdurą. Ja nie chcę tłumaczenia literatury na poziomie tłumaczeń instrukcji do składania...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@kaszanka - okej, mogłem coś źle zrozumieć, ale to tym bardziej absurdalne - sama przytaczasz argumenty za tym, że to nie tylko rzemiosło, po czym upierasz się przy tym, że tłumacz to rzemieślnik? Niepojęte.
@kaszanka - okej, mogłem coś źle zrozumieć, ale to tym bardziej absurdalne - sama przytaczasz argumenty za tym, że to nie tylko rzemiosło, po czym upierasz się przy tym, że tłumacz to rzemieślnik? Niepojęte.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@MacStu mam tą książkę Niewidzialne życie Addie LaRue[bookLink]4935703|Niewidzialne życie Addie LaRue[/bookLink] i twoje nazwisko jest na trzeciej stronie i muszę przyznać, że jest o wiele bardziej czytelne niż byłoby na okładce, która jest bardzo męcząca dla oczu. Wprawdzie książki nie czytałam, chociaż już bardzo długo leży na regale. Zakupiłam ją, a potem dowiedziałam się, że raczej nie będzie w moim stylu i tak już się kurzy ponad rok. Ale obiecuje, że przeczytam w listopadzie i zwrócę uwagę na tłumaczenie 😀
Mimo wszystko uważam, że trzecia strona dla tłumacza jest jak najbardziej adekwatna dla wkładu tłumacza. Okładka powinna być domeną twórcy dzieła.
Co do trudności w tłumaczeniu, to kwestia znajomosci języka i kultury. Samo tłumaczenie to dla mnie zwykła praca właśnie taka rzemieślnicza. Natomiast umiejetność oddania tego, co autor miał na myśli wynika bardziej ze znajomosci kultury. Sam język to tylko jeden z elementów. Sama np. Nie mam problemu z tłumaczeniem niemiecki-polski, bo ja znam bardzo dobrze niemiecką kulturę i wiem jakie myśli kryją się pod danym słowem. Potrafię dostrzec głębię wypowiedzi. Inaczej ma się sprawa z hiszpańskim. Znam ten język właśnie tylko na pierwszym poziomie, czyli to co usłyszę słownikowo przetłumaczę. Nie znam jednak kultury hiszpańskiej i to powoduje ubogość moich tłumaczeń.
Ja oczywiście nie jestem zawodowym tłumaczem, tylko w celach naukowych czytam sporadycznie książki w innych językach i w głowie sobie tłumacze na polski, a jednak dostrzegam trudności.
Nadmieniam tylko, że te trudności wynikają z moich braków, a nie z samej trudności tłumaczenia. Jeśli ktoś decyduje się na wykonywanie jakiejś profesji powinien być w niej naprawdę specjalistą i ciagle podnosić swoje kwalifikacje.
@MacStu mam tą książkę Niewidzialne życie Addie LaRue[bookLink]4935703|Niewidzialne życie Addie LaRue[/bookLink] i twoje nazwisko jest na trzeciej stronie i muszę przyznać, że jest o wiele bardziej czytelne niż byłoby na okładce, która jest bardzo męcząca dla oczu. Wprawdzie książki nie czytałam, chociaż już bardzo długo leży na regale. Zakupiłam ją, a potem dowiedziałam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Cleopatrapl - w kwestii nazwiska i jego miejsca - oczywiście, każdy ma prawo do własnej oceny, przytoczyłem argumenty, jeżeli nie przekonują, trudno.
Nazwisko na okładce ma jeszcze jedną zasadniczą zaletę - mnóstwo osób piszących o książkach/ recenzujących pomija nazwisko tłumacza, nawet cytując fragmenty przekładu (a to reguluje ustawowo Prawo autorskie - dzieło należy oznaczyć, a tłumacz(ka) jest autorem/ autorką przekładu), co jest mocno niefajne. Natomiast kiedy nazwisko jest na okładce, jest szansa, że chociaż tak pojawi się przy recenzji.
@Cleopatrapl - w kwestii nazwiska i jego miejsca - oczywiście, każdy ma prawo do własnej oceny, przytoczyłem argumenty, jeżeli nie przekonują, trudno.
Nazwisko na okładce ma jeszcze jedną zasadniczą zaletę - mnóstwo osób piszących o książkach/ recenzujących pomija nazwisko tłumacza, nawet cytując fragmenty przekładu (a to reguluje ustawowo Prawo autorskie - dzieło należy...
@MacStu piszesz o pozytywach, które mogą wyniknąć z umieszczenia twojego nazwiska na okładce. Na czym opierasz swoje przypuszczenia?
Czy uważasz, że to może mieć też negatywne skutki. Przykładowo ja przeczytam książkę Niewidzialne życie Addie LaRue[bookLink]4935703|Niewidzialne życie Addie LaRue[/bookLink]. Ta książka już w moim mózgu będzie poniekąd połączona z tobą, nawet ze względu na tą rozmowę myśląc o tej książce będzie mi bliżej do ciebie niż do autorki. Najprawdopodobniej ta książka mi się nie spodoba. Za jakiś czas przypadkowo trafie na inna książkę, która ty tłumaczyłeś i która również nie będzie mi się podobać. Nie masz obawy, że w moim mózgu synapsy nie połączą twojego nazwiska z dziadowskim książkami. I nie będzie to ocena tłumaczenia tylko książki? Jak to się mówi kij ma dwa końce. Wiesz mózg jest leniwy i lubi bardzo proste rozwiązania.
@MacStu piszesz o pozytywach, które mogą wyniknąć z umieszczenia twojego nazwiska na okładce. Na czym opierasz swoje przypuszczenia?
Czy uważasz, że to może mieć też negatywne skutki. Przykładowo ja przeczytam książkę Niewidzialne życie Addie LaRue[bookLink]4935703|Niewidzialne życie Addie LaRue[/bookLink]. Ta książka już w moim mózgu będzie poniekąd połączona z tobą,...
@Cleopatrapl wetnę się z uwagą. Masz rację, takie zjawisko jak najbardziej może się pojawić, jednak odnosimy się raczej do jakości tłumaczenia. Jeśli przeczytasz książkę i uznasz, że @MacStu w swoim tłumaczeniu zrobił jakieś karygodne i rażące błędy (a te prawdopodobnie zauważysz nawet bez znajomości oryginału), to następnym razem będziesz szukała książki autorki w innym przekładzie. Za to tłumaczenie, które jest płynne, ma odpowiednie przypisy i generalnie jesteś z niego zadowolona, sprawi, że zobaczysz inną książkę z dopiskiem o tym tłumaczu i pewnie poczujesz, że można jej dać szansę, chociaż nie znasz autora. Jak sama zauważyłaś - nazwisko na okładce jakoś bardziej zobowiązuje, również wydawnictwo, które już nie przyoszczędzi na losowym studencie, bo czytelnik (klient) szybko się zorientuje.
@Cleopatrapl wetnę się z uwagą. Masz rację, takie zjawisko jak najbardziej może się pojawić, jednak odnosimy się raczej do jakości tłumaczenia. Jeśli przeczytasz książkę i uznasz, że @MacStu w swoim tłumaczeniu zrobił jakieś karygodne i rażące błędy (a te prawdopodobnie zauważysz nawet bez znajomości oryginału), to następnym razem będziesz szukała książki autorki w innym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Cleopatrapl - właściwie większość tego, co mógłbym napisać, znajdziesz już w odpowiedzi Amelii, wyżej też pisałem o odpowiedzialności za jakość przekładu.
Owszem, kij ma dwa końce, ale jeżeli efektem umieszczania nazwiska tłumaczki/tłumacza na okładce będzie większa świadomość czytelników/czytelniczek i - tak zakładam - dobór pozytywny (tłumacz dbający o jakość przekładu będzie częściej wybierany już na etapie oglądania okładki, a ten mniej dbający - odpadnie w przedbiegach), to chyba lepiej dla czytelników/czytelniczek?
* * *
Piszesz "książka mi się nie spodoba" - rozumiem, że chodzi Ci o to, że książka w ogóle Ci się nie spodoba, w sensie fabuły, konstrukcji, prowadzenia postaci etc. Na to oczywiście jako tłumacz nie poradzę, fabuła jest niezależna ode mnie i nie do ruszenia, ale:
1. Stosunkowo często spotykam się w recenzjach, również i tu, na LC, z opinią, że fabuła się nie podobała, ale napisane ładnym językiem, a to najlepsze, co mogę przeczytać o swoim przekładzie, bo to znaczy, że dobrze wykonałem swoją pracę,
2. Nie pracuję etatowo w wydawnictwie i mogę wybrać, czy chcę przekładać daną książkę, czy podziękować grzecznie za propozycję - w układzie, o którym piszemy (nazwisko tłumacza na okładce przekładające się na reputację), ja też będę bardziej uważał, co mi daje wydawnictwo do roboty, i nie przekładał książek o wątpliwej jakości.
@Cleopatrapl - właściwie większość tego, co mógłbym napisać, znajdziesz już w odpowiedzi Amelii, wyżej też pisałem o odpowiedzialności za jakość przekładu.
Owszem, kij ma dwa końce, ale jeżeli efektem umieszczania nazwiska tłumaczki/tłumacza na okładce będzie większa świadomość czytelników/czytelniczek i - tak zakładam - dobór pozytywny (tłumacz dbający o jakość przekładu...
pozwólcie, że ponownie przyłączę się do rozmowy.
jednakże zwróćcie uwagę, że czytelnicy nie mają możliwości oceny waszego przekładu, więc tym samym umieszczanie waszych nazwisk na okładkach nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli fabuła w książce się dla nich nie klei, to czy będzie miała płynne przetłumaczenie czy nie - nie zostanie pozytywnie odebrana przez czytelnika.
Kolejną sprawą jest wręcz zaprzeczenie wykonanej przez was pracy - tłumaczycie z obcego na polski, ale chcecie aby czytelnik sam ocenił czy ten przekład mu się podoba - Jeżeli czytelnik miałby poradzić sobie z takim zadaniem nie musi po raz kolejny czytać tego samego po waszym przekładzie. Zapoznał by się z treścią w oryginale. A teraz odpowiedzcie szczerze ile osób by sobie z tym poradziło ? setna cześć promila odbiorców, odrzucając tych, którzy nie chcieli by czytać niczego ponownie stutysięczna część promila??
Kolejną rzeczą jest sprawa, że na pozytywny odbiór dzieła - najwyższy nacisk kładą wydawnictwa potem autor - każdy sprzedany egzemplarz ma przynieść sprzedaż. Guzik ich interesuje, czy można by było tłumaczenie zrobić lepiej czy nie, dopóki wydają daną książkę jako pierwsi - nikt nie będzie niczego porównywał. Tłumaczenie jest tylko częścią składową całego procesu, który ma pójść szybko bo tu jak w każdym biznesie czas to pieniądz. I znów wracamy do tego, że na odbiór dzieła naprawdę nie wpływa tłumaczenie. Uwierzcie, możecie mieć wysokie ambicje do swojej pracy, ale jeżeli nie podejdziecie do niej czysto praktycznie, zostanie wam już tylko narzekanie.
I proszę serdecznie, któregoś z was ( tłumaczy) o szczerą odpowiedź, czy nawet po wyjątkowo udanym tłumaczeniu którejś z książek poczuliście się choć odrobinę jak twórcy tego dzieła. Jeśli tak to w jakim zakresie? Czy być może tak jak we fraszce Krasickiego ani pióro ani kałamarz nie było rzeczywistym bajarzem ? i ileż to takich na świecie jest piór i kałamarzy ?
pozwólcie, że ponownie przyłączę się do rozmowy.
jednakże zwróćcie uwagę, że czytelnicy nie mają możliwości oceny waszego przekładu, więc tym samym umieszczanie waszych nazwisk na okładkach nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli fabuła w książce się dla nich nie klei, to czy będzie miała płynne przetłumaczenie czy nie - nie zostanie pozytywnie odebrana przez czytelnika.
...
@kaszanka co prawda kojarzysz mi się już tylko z szambem (na własne życzenie), ale odpowiem ci, że tak, wiele osób porównuje tłumaczenia, jest gros osób, które lubują się w czytaniu jednej książki wiele razy, właśnie w różnych tłumaczeniach, bo często chodzi o porównanie powieści nie z oryginałem, a właśnie pomiędzy różnymi tłumaczeniami.
Co do codziennych sytuacji, spotkałam się z kilkoma, kiedy czytelnik zraził się do jakiegoś dzieła właśnie przez kiepskie tłumaczenie (dlatego wspominałam wcześniej o przykładzie Mistrza i Małgorzaty), złe tłumaczenie może zrazić, sprawić, że książka nam nie podeszła, po czym po namowie, żeby ktoś przeczytał coś jeszcze raz nagle okazuje się, że ta sama książka może wywołać zupełnie inne emocje – pozytywne – tłumacz mocno wpływa na odbiór dzieła.
Nie bez kozery w szkołach przerabia się Romeo i Julię w tłumaczeniu Barańczaka, fani Tolkiena polecają Skibniewską a fani Pratchetta – Piotra W. Cholewę, jest jeszcze np. kwestia „Mechanicznej pomarańczy”, przykłady można by mnożyć.
Co do ocen – ostatnio na LC pojawił się pomysł, aby właśnie oceniać książki także pod kątem tłumaczenia, są nagrody dla najlepszych tłumaczy, o tym się dyskutuje, wielu ludzi interesuje kwestia tłumaczenia i staje się to tematem ważnym. Na szczęście.
@kaszanka co prawda kojarzysz mi się już tylko z szambem (na własne życzenie), ale odpowiem ci, że tak, wiele osób porównuje tłumaczenia, jest gros osób, które lubują się w czytaniu jednej książki wiele razy, właśnie w różnych tłumaczeniach, bo często chodzi o porównanie powieści nie z oryginałem, a właśnie pomiędzy różnymi tłumaczeniami.
Co do codziennych sytuacji,...
Ja mam często kłopot tłumacząc z polskiego na polski i jak dla mnie komunikacja na poziomie kodu kulturowego ma sens jedynie w wymiarze praktycznym. Muszę przyznać, że jestem całkowicie obok tego, więc osoba kultury najchętniej wyciąga wniosek, iż bajam.
Ja mam często kłopot tłumacząc z polskiego na polski i jak dla mnie komunikacja na poziomie kodu kulturowego ma sens jedynie w wymiarze praktycznym. Muszę przyznać, że jestem całkowicie obok tego, więc osoba kultury najchętniej wyciąga wniosek, iż bajam.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Lusy Fair przyznam szczerze, że po po twoich komentarzach zawsze dochodzę do wniosku, że polski nie jest moją domeną🙂
@Lusy Fair przyznam szczerze, że po po twoich komentarzach zawsze dochodzę do wniosku, że polski nie jest moją domeną🙂
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Cleopatra, niewiarygodne jak celnie uderzyłaś! To już są dwa języki polskie.
@Cleopatra, niewiarygodne jak celnie uderzyłaś! To już są dwa języki polskie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Lucy Fair tu każdy ma swoją piaskownice i swoje zabawki😉
@Lucy Fair tu każdy ma swoją piaskownice i swoje zabawki😉
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Lucy Fair śmiem twierdzić, że jak już wskrzesisz spalony egzemplarz o Amelii (@Amelia to o innej Amelii 😏), to tłumacze będą mieć nie lada zagwozdkę, śmiem twierdzić, że do takiego tłumaczenia trzeba będzie prawdziwego poety 😘
@Lucy Fair śmiem twierdzić, że jak już wskrzesisz spalony egzemplarz o Amelii (@Amelia to o innej Amelii 😏), to tłumacze będą mieć nie lada zagwozdkę, śmiem twierdzić, że do takiego tłumaczenia trzeba będzie prawdziwego poety 😘
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@vandenesse, wskrzeszenie nie jest niemożliwe. Niemożliwe będzie nie spalić się ze wstydu po zapoznaniu się z moją dosłowną interpretacją wspomnianego dzieła.
@vandenesse, wskrzeszenie nie jest niemożliwe. Niemożliwe będzie nie spalić się ze wstydu po zapoznaniu się z moją dosłowną interpretacją wspomnianego dzieła.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Lucy Fair nie przesadzaj. Z rumieńcami na pewno będzie ci do twarzy😁
@Lucy Fair nie przesadzaj. Z rumieńcami na pewno będzie ci do twarzy😁
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Cleopatrapl, oblewanie się rumieńcem należy do moich umiejętności aktorskich.
@Cleopatrapl, oblewanie się rumieńcem należy do moich umiejętności aktorskich.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamByć może to raczej my wszyscy zarumienimy się czytając wspomniane dzieło 😉
Być może to raczej my wszyscy zarumienimy się czytając wspomniane dzieło 😉
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@vandenesse, zamiar twórcy udostępnienia dzieła wszystkim jest doprawdy szalony. Osobiście nie życzyłam mu z jednej strony kubła pomyj, a z drugiej zachwytów. Moją osobistą racją stanu jest trafiać z przekazem tam, gdzie należy. Publicznie, niestety dla części, uprawiam aktorstwo, co podobać się może ewentualnie nielicznym, gotowym do panowania nad sobą.
@vandenesse, zamiar twórcy udostępnienia dzieła wszystkim jest doprawdy szalony. Osobiście nie życzyłam mu z jednej strony kubła pomyj, a z drugiej zachwytów. Moją osobistą racją stanu jest trafiać z przekazem tam, gdzie należy. Publicznie, niestety dla części, uprawiam aktorstwo, co podobać się może ewentualnie nielicznym, gotowym do panowania nad sobą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Lucy Fair z uwagi na charakter występów, myślę, że większość odbiorców to niestety ci, którzy wcale nie chcą nad sobą panować.
Co do aktorstwa tutaj, to często się z Tobą nie zgadzam, ale zawsze z wielką przyjemnością czytam 😏
@Lucy Fair z uwagi na charakter występów, myślę, że większość odbiorców to niestety ci, którzy wcale nie chcą nad sobą panować.
Co do aktorstwa tutaj, to często się z Tobą nie zgadzam, ale zawsze z wielką przyjemnością czytam 😏
@vandenesse, akt sceniczny pozwala na wyrażenie się w taki sposób, który byłby nie do przyjęcia w okolicznościach rozsądku, umiarkowania i szacunku.
@vandenesse, akt sceniczny pozwala na wyrażenie się w taki sposób, który byłby nie do przyjęcia w okolicznościach rozsądku, umiarkowania i szacunku.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamjest taka ciekawa seria książek " Uroczysko", gdzie oprócz twórcy tekstu widnieje na okładce nazwisko innego twórcy Carsona Ellisa i jest on stworzycielem graficznej cześć powieści. Jego nazwisko nie jest nawet mniejsze czy umieszczone w jakimś rogu, stoi fontem i miejscem na równi z drugim autorem, tym, którego mogą oszpecać lub na siłę ale własną modłę upiększać tłumacze. Ellis jest absolutnym twórcą bez względu na miejsce wydawania jego dzieła. Hmm, śmiem twierdzić, że tym samym przebił tego co składał zdania przygód Prudencji poszukującej swego braciszka głęboko w lesie. Rodzi się tym samym pytanie, czy to przypadkiem nie ilustrator powinien być najważniejszy ;), co z automatu potwierdza natomiast, że tym samym pozycja tłumacza do ubiegania się o rangę twórcy dzieła przesunęła się przynajmniej o jedno oczko w dół.
jest taka ciekawa seria książek " Uroczysko", gdzie oprócz twórcy tekstu widnieje na okładce nazwisko innego twórcy Carsona Ellisa i jest on stworzycielem graficznej cześć powieści. Jego nazwisko nie jest nawet mniejsze czy umieszczone w jakimś rogu, stoi fontem i miejscem na równi z drugim autorem, tym, którego mogą oszpecać lub na siłę ale własną modłę upiększać tłumacze....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
ha ha ha 😂 czyli nazwisko ilustratora nie przeszkadza ci na okładce?
bosz... oczywiście, że są książki, gdzie ilustrator również powinien być na równi z autorem. Są nawet picture booki, gdzie to właśnie ilustrator jest najważniejszy.
I nie – to absolutnie z automatu nie potwierdza, że pozycja tłumacza spada 😆 jedna z najbardziej infantylnych teorii jakie ostatnio przeczytałam. Wszystko zależy od rodzaju książki.
Zaczynam podejrzewać, że jakiś tłumacz musiał ci się nieźle dać we znaki i stąd twoje uprzedzenie.
ha ha ha 😂 czyli nazwisko ilustratora nie przeszkadza ci na okładce?
bosz... oczywiście, że są książki, gdzie ilustrator również powinien być na równi z autorem. Są nawet picture booki, gdzie to właśnie ilustrator jest najważniejszy.
I nie – to absolutnie z automatu nie potwierdza, że pozycja tłumacza spada 😆 jedna z najbardziej infantylnych teorii jakie ostatnio...
zaczynam podejrzewać, że jedynym językiem, który rozumiesz jest język emotek. Reszta czy tłumaczona czy nie - nie dociera do ciebie, dlatego możesz albo wrzucać obrazki albo ślinić się na widok ładnego profilu na nicku. Bowiem w dobre wróżki wierzą dzieci, które lubią malować uśmiechnięte buźki. Jak nie zrozumiałeś mojego przekazu do ciebie - to o pomoc możesz się zwrócić do tych co to rzekomo umieją przekładać polski z polskiego
zaczynam podejrzewać, że jedynym językiem, który rozumiesz jest język emotek. Reszta czy tłumaczona czy nie - nie dociera do ciebie, dlatego możesz albo wrzucać obrazki albo ślinić się na widok ładnego profilu na nicku. Bowiem w dobre wróżki wierzą dzieci, które lubią malować uśmiechnięte buźki. Jak nie zrozumiałeś mojego przekazu do ciebie - to o pomoc możesz się zwrócić...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNo to możemy podać sobie ręce - bo ty nie rozumiesz przekazu pozostałych osób. I wiesz co - masz prawo do swojego zdania, i dopóki próbowałaś je grzecznie argumentować to ok. Ale w momencie jak porównujesz kogoś do szambonurków to nie jesteś żadnym godnym kompanem do rozmowy, dlatego też gadam z tobą właśnie w twoim stylu – gównianym 😂 Zacznijmy od tego, że powinnaś przeprosić za swoje słowa - tyle w temacie.
No to możemy podać sobie ręce - bo ty nie rozumiesz przekazu pozostałych osób. I wiesz co - masz prawo do swojego zdania, i dopóki próbowałaś je grzecznie argumentować to ok. Ale w momencie jak porównujesz kogoś do szambonurków to nie jesteś żadnym godnym kompanem do rozmowy, dlatego też gadam z tobą właśnie w twoim stylu – gównianym 😂 Zacznijmy od tego, że powinnaś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
poruszony w tym wątku problem wiąże się z ewidentnie wygórowaną ambicją co po niektórych - dowodem na to jest wielkie oburzenie do porównania ich do rzemieślników, chociaż nie padł ani jeden argument w jakim stopniu i czy w ogóle tłumacze mogą ( a tym samym mają prawo) ubiegać się o porównywanie ich do twórców dzieła ( czyli umieszczanie ich nazwisk na okładkach konkretnych dzieł)
Za wygórowaną ambicję należy uznać tez fakt, że dla nich rzemieślnik posiadający bardzo rozległą wiedzę teoretyczna i wykonujący solidnie swoją praktykę jest podrzędnym człowiekiem względem ich wykształcenia i wykonywania zawodu. Nie na darmo przypomniałam bajkę Krasickiego, niby bajka, ale jaka mądra. Jak wszystkie zresztą Krasickiego, chociaż nie dla wszystkich zrozumiałe.
Jeżeli uważasz, że praca szambonurka nie jest ciężka i ważna - jesteś głupcem i siedzisz w swoich śmierdzących wypocinach po pachy, a wiesz czemu po pachy ? Bo twoje komentarze są ubawem ( nie trafione i nie nawiązujące do rozmowy) a dopóki jeszcze słychać, że wciąż masz coś do powiedzenia w swoim ( znanym już nam wszystkim - nie musisz tego po raz kolejny potwierdzać jakim - stylu) to nie siedzisz w gównie po uszy, bo miałbyś zatkaną buzię
poruszony w tym wątku problem wiąże się z ewidentnie wygórowaną ambicją co po niektórych - dowodem na to jest wielkie oburzenie do porównania ich do rzemieślników, chociaż nie padł ani jeden argument w jakim stopniu i czy w ogóle tłumacze mogą ( a tym samym mają prawo) ubiegać się o porównywanie ich do twórców dzieła ( czyli umieszczanie ich nazwisk na okładkach konkretnych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
O proszę jaki ładny fikołek myślowy - najpierw ty obrażasz i nawet stopniujesz rzemieślnictwo - dekarz to przecież wg ciebie ktoś lepszy niż szambonurek, by później obrócić kota ogonem stając się obrończynią rzemieślników 🤭
Masz rację, stanowczo za bardzo unurzałam się już wymieniając myśli z tobą.
Piszesz
"nie padł ani jeden argument w jakim stopniu i czy w ogóle tłumacze mogą ( a tym samym mają prawo) ubiegać się o porównywanie ich do twórców dzieła ( czyli umieszczanie ich nazwisk na okładkach konkretnych dzieł)"
Kaszanko - PADŁO KILKANAŚCIE ARGUMENTÓW... Kilku ludzi się rozpisało i dyskutowało o tym. Skoro do ciebie nie trafiło, trudno.
O proszę jaki ładny fikołek myślowy - najpierw ty obrażasz i nawet stopniujesz rzemieślnictwo - dekarz to przecież wg ciebie ktoś lepszy niż szambonurek, by później obrócić kota ogonem stając się obrończynią rzemieślników 🤭
Masz rację, stanowczo za bardzo unurzałam się już wymieniając myśli z tobą.
Piszesz
"nie padł ani jeden argument w jakim stopniu i czy w ogóle...
Argument to przede wszystkim fakt, potwierdzający jakąś tezę. Póki co nie padł ani jeden argument, a jedynie pobożne życzenie CHCĘ BY MOJE NAZWISKO ZNALAZŁO SIĘ NA OKŁADCE
wymieniono natomiast kilka argumentów obalających poruszona tezę mianowicie :
- nikt nie stwierdził czy i w jakim zakresie tłumacząc obce dzieło poczuł się jego twórcą , a więc nim nie jest i nigdy nie będąc twórcą jedynie własnego przekładu
- nikt nie potwierdził, że jakość dzieła przekłada się na jakość tłumaczenia i odwrotnie , tu chyba jedna osoba wspomniała, że pamięta jakieś słabe pozycje i boi się o wręcz odwrotny skutek, czyli skojarzenie nawet dobrego tłumaczenia z kiepskim dziełem
- nikt nie potwierdził tezy, że czytelnik może mieć wpływ na wybór tłumaczenia, bo wiele książek jest wypuszczonych do obrotu tylko z jednym przetłumaczeniem z oryginału i na próżno by szukać tego z notabene ulubionym przekładem. ( podam przykład ok 12 książek P.Gregory z serii wojna dwu róż, wydanych przez Książnicę - tłumacz moim zdaniem fatalny, ale skoro ja czytelnik chce wiedzieć co to Heniu VIII tym razem nawywija, sięgam po kolejny tom serii, zgrzytam zębami w faux pas tłumaczki bo cóż mam innego do wyboru? KOMPLETNE NIC)
- osobiście stwierdzam, że taki pomysł stał by się niezdrową rywalizacją, bo skoro moje nazwisko ma się pojawić na okładce muszę dopieścić tez treść czymś od siebie, żeby wszyscy się zachwycali NASZĄ WSPÓLNĄ POZYCJĄ
Natomiast roszczenia z drugiej strony kształtują się następująco :
- chcę by moje nazwisko widniało na przedniej okładce dzieła bo :
1) wydaje mi się że ja też tworzę
2) wydaje mi się, że moja praca jest ważniejsza od innych
3) wydaje mi się, że czytelnika to obchodzi
4) wydaje mi się, że dzieło mogę poprawić
Wasza praca jest związana z przekładem, nie twórczością, a gdy dobrze i płynnie wyrzeźbicie język wydawnictwo zleci wam następną robotę, jak nie to weźmie kogoś innego. Jak podniesiecie cennik, tez może was wymienić na kogoś tańszego, tak samo jak zamiast aktora ktoś zatrudnił w serialu Cichopek.
P.S. Czy to porównanie jest godne czy nie godne waszego statusu?
Argument to przede wszystkim fakt, potwierdzający jakąś tezę. Póki co nie padł ani jeden argument, a jedynie pobożne życzenie CHCĘ BY MOJE NAZWISKO ZNALAZŁO SIĘ NA OKŁADCE
wymieniono natomiast kilka argumentów obalających poruszona tezę mianowicie :
- nikt nie stwierdził czy i w jakim zakresie tłumacząc obce dzieło poczuł się jego twórcą , a więc nim nie jest i nigdy nie...
Na każdy z wymienionych przez ciebie tematów/problemów znajduję odpowiedzi lub polemikę dotyczącą tych tematów lub wątpliwości (obu stron) – znajduję je w treści postów powyżej. Czasami nie są oczywiste, trzeba odrobiny dobrej woli, żeby zrozumieć. Jeżeli oczekujesz, że zacznę przeklejać adekwatne fragmenty to niestety – nie chce mi się, nie zamierzam nikogo uczyć czytania ze zrozumieniem.
„Roszczenia” drugiej strony określasz wyrażeniem „wydaje mi się”, spłycasz temat, traktujesz z pobłażaniem, wręcz wyśmiewasz, więc nie sądzę, żeby ktoś to traktował poważnie. Więc nie – te porównania nie są godne niczego, bo są spłycone.
Na każdy z wymienionych przez ciebie tematów/problemów znajduję odpowiedzi lub polemikę dotyczącą tych tematów lub wątpliwości (obu stron) – znajduję je w treści postów powyżej. Czasami nie są oczywiste, trzeba odrobiny dobrej woli, żeby zrozumieć. Jeżeli oczekujesz, że zacznę przeklejać adekwatne fragmenty to niestety – nie chce mi się, nie zamierzam nikogo uczyć czytania...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
polub swój własny wpis, bo widać tez się musisz dowartościowywać produkując wpis typu " ...ale nie chce mi się o tym gadać..."
Po prostu jak nie chcesz użyć argumentów, lub ich przytoczyć, a rzekomo są widoczne w treści rozmowy to po zajmujesz głos ? Może lepiej wyjść na rowerze pojeździć ?
P.S. ku twojej wiedzy - przeczytaj rozmowę a przekonasz, się, że to nie ja miałam problem ze zrozumieniem czyichś wpisów.
polub swój własny wpis, bo widać tez się musisz dowartościowywać produkując wpis typu " ...ale nie chce mi się o tym gadać..."
Po prostu jak nie chcesz użyć argumentów, lub ich przytoczyć, a rzekomo są widoczne w treści rozmowy to po zajmujesz głos ? Może lepiej wyjść na rowerze pojeździć ?
P.S. ku twojej wiedzy - przeczytaj rozmowę a przekonasz, się, że to nie ja miałam...
Osoba, która źle zrozumiała twój wpis nie miała żadnego problemu, żeby przyznać się do tego.
A teraz pomyśl nad tym: być może to, że w wypowiedziach innych nie widzisz odpowiedzi na swoje pytania, świadczy o tym, że masz zupełnie inną wrażliwość, nie gorszą czy lepszą, po prostu inną. Nie dostrzegasz znaczenia, nie widzisz niuansów i różnych znaczeń, a także wagi niektórych rzeczy. Wiele rzeczy nie ma dla ciebie znaczenia, ale dla innych już tak. Niektóre rzeczy mają znaczenie dla ciebie.
Dajmy na to ilustracje. Dla wielu osób ilustracja nie ma żadnego znaczenia, nie rozumieją, że to sztuka. Podobnie komiksy. Podobnie książki dla dzieci, wiele osób nie potrafi zrozumieć fascynacji dorosłych taką literaturą, nie widzi sensu, a niektórzy robią nawet osobiste wycieczki, bo już nie mają się czego chwycić 😏
Ja już nie próbuję cię przekonać do niczego, pokazuję ci, że mam zupełnie inne spojrzenie na wszystko. Ty masz swoje spojrzenie, ja mam swoje. Tyle, że twoja arogancja i agresywność wzbudzają moją potrzebę ciągłego odpisywania ci 😇
PS Ależ ja nigdzie nie napisałam, że „nie chce mi się o tym gadać”, napisałam tylko, że nie chce mi się przeklejać odpowiedzi innych na twoje pytania, bo wszystkie odpowiedzi są w postach, więc nie rozumiem po co je mam kopiować? Poza tym teraz już rozmowę z tobą traktuję jak ćwiczenie, bardzo jestem ciekawa co mi jeszcze odpiszesz :)
Osoba, która źle zrozumiała twój wpis nie miała żadnego problemu, żeby przyznać się do tego.
A teraz pomyśl nad tym: być może to, że w wypowiedziach innych nie widzisz odpowiedzi na swoje pytania, świadczy o tym, że masz zupełnie inną wrażliwość, nie gorszą czy lepszą, po prostu inną. Nie dostrzegasz znaczenia, nie widzisz niuansów i różnych znaczeń, a także wagi...
Był argument, że jeśli nazwisko tłumacza się pojawi na okładce, to będą mieli lepszą pozycję przy negocjacjach w sprawie wynagrodzenia. Mnie osobiście nie przekonuje i uważam, że przecież jak tłumacz jest bardziej twórczy od autora, to może napisać własną książkę i wtedy będzie na pierwszej stronie. Co do twojego argumentu @kaszanka, że oni mają wygórowane ambicje, to się nie zgadzam. To chęć wybicia się na czyimś garbie, a taka postawa nie ma nic wspólnego z ambicją.
Był argument, że jeśli nazwisko tłumacza się pojawi na okładce, to będą mieli lepszą pozycję przy negocjacjach w sprawie wynagrodzenia. Mnie osobiście nie przekonuje i uważam, że przecież jak tłumacz jest bardziej twórczy od autora, to może napisać własną książkę i wtedy będzie na pierwszej stronie. Co do twojego argumentu @kaszanka, że oni mają wygórowane ambicje, to się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejdziś wpadła mi w ręce książka "złoty lew" Wilbura Smitha, tłumacz z imienia i nazwiska jest podany zaraz na pierwszej stronie, nawet nie razem z innymi informacjami, a po prostu na samym środku pustej stronnicy taka notka " tłumaczenie" a pod spodem imię i nazwisko. To tez swego rodzaju wyróżnienie - zaraz na pierwszej stronie, nie trzeba od razu aspirować ze swoim nazwiskiem na kolorowe okładki, szczególnie, że jak dla mnie taka informacja jest zupełnie zbędna, a drzewo ścięto. To chyba ty Cleopatro pisałaś o 3 stronie gdy wymienia się tłumacza i stwierdziłaś, że to zaiste odpowiednie miejsce dla tych ludzi. Też tak uważam. Tłumacze stanowią cześć zespołu, dzięki któremu my czytelnicy posługujący się biegle jedynie mową ojczystą mamy szansę na zapoznanie się z twórczością spoza granic Polski. Nie tworzą, bo jako pierwsza podniosłam chyba alarm ( OMG - nie możecie tworzyć - my chcemy jedynie przekład)
dziś wpadła mi w ręce książka "złoty lew" Wilbura Smitha, tłumacz z imienia i nazwiska jest podany zaraz na pierwszej stronie, nawet nie razem z innymi informacjami, a po prostu na samym środku pustej stronnicy taka notka " tłumaczenie" a pod spodem imię i nazwisko. To tez swego rodzaju wyróżnienie - zaraz na pierwszej stronie, nie trzeba od razu aspirować ze swoim...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Cleopatrapl grubo - "chęć wybicia się na czyimś garbie". Z Twoich postów wydawało mi się, że jednak masz więcej szacunku do pracy tłumaczy.
Rozumiem Twoje podejście, głównie przemawiał do mnie argument z cenzurowaniem klasyki itp. ale naprawdę nie robi Ci problemu takie obrażanie kogoś?
@Cleopatrapl grubo - "chęć wybicia się na czyimś garbie". Z Twoich postów wydawało mi się, że jednak masz więcej szacunku do pracy tłumaczy.
Rozumiem Twoje podejście, głównie przemawiał do mnie argument z cenzurowaniem klasyki itp. ale naprawdę nie robi Ci problemu takie obrażanie kogoś?
Wrzucę postulat. Niech powstaną trzy rodzaje wydawniczo kięgarskie; jeden wydający i sprzedający książki z nazwiskami lub pseudonimami autorów, ilustratorów oraz tłumaczy na okładkach, drugi tylko z autorami, i trzeci dla czytelników, którym to nie robi różnicy.
Wrzucę postulat. Niech powstaną trzy rodzaje wydawniczo kięgarskie; jeden wydający i sprzedający książki z nazwiskami lub pseudonimami autorów, ilustratorów oraz tłumaczy na okładkach, drugi tylko z autorami, i trzeci dla czytelników, którym to nie robi różnicy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamjaką widzisz różnicę między drugim a trzecim rodzajem lub między pierwszym a trzecim ?
jaką widzisz różnicę między drugim a trzecim rodzajem lub między pierwszym a trzecim ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTrzeci rodzaj obejmuje zasięgiem pozostałe dwa, z których żaden nie spełnia kryteriów innych niż własne.
Trzeci rodzaj obejmuje zasięgiem pozostałe dwa, z których żaden nie spełnia kryteriów innych niż własne.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
nie prosiłam o jego charakteryzację ale różnicę, od pozostałych, bo wydaje mi się, że wypadł ze wspólnego wzoru.
A ze stricte matematycznego punktu widzenia udzielonej odpowiedzi nie istnieją zakładane trzy rodzaje a pozostał się jeden.
nie prosiłam o jego charakteryzację ale różnicę, od pozostałych, bo wydaje mi się, że wypadł ze wspólnego wzoru.
A ze stricte matematycznego punktu widzenia udzielonej odpowiedzi nie istnieją zakładane trzy rodzaje a pozostał się jeden.
Różnice są w zasięgach każdego z rodzaju, dotyczących gron czytelniczych. Trzeci rodzaj nie tyle wypadł ze wzoru, co podlega mu przypadłościowo, nie istotowo.
Różnice są w zasięgach każdego z rodzaju, dotyczących gron czytelniczych. Trzeci rodzaj nie tyle wypadł ze wzoru, co podlega mu przypadłościowo, nie istotowo.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamnie istnieją różnice wewnątrz każdego wymienionego przez ciebie rodzaju, bo różnica nie może odnosić się do "wnętrza" jednostki. Jeżeli trzeci rodzaj twoim zdaniem wypada ze wzoru, więc był błędem, i należy go odrzucić. Wciąż pozostają nam dwa wymienione rodzaje - wydawnictwa wydające dzieło z jednym i te wydające z wieloma nazwiskami - tu różnica jest prosta, więc do czego "przykleić" trzeci wymieniany przez ciebie rodzaj wydawnictwa, a tym samym za jaką cześć składową tego porównania odpowiada ?
nie istnieją różnice wewnątrz każdego wymienionego przez ciebie rodzaju, bo różnica nie może odnosić się do "wnętrza" jednostki. Jeżeli trzeci rodzaj twoim zdaniem wypada ze wzoru, więc był błędem, i należy go odrzucić. Wciąż pozostają nam dwa wymienione rodzaje - wydawnictwa wydające dzieło z jednym i te wydające z wieloma nazwiskami - tu różnica jest prosta, więc do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@wandenesse trudno mi się ustosunkować odnośnie szacunku do zawodu tłumacza, bo nie wiem jaki proponujesz punkt odniesienia. Rozumiem już, że szanujesz zawód tłumacza, ale nie wiem jakich zawodów nie szanujesz. Ja np. mam szacunek do każdej pracy, więc wyjaśnij mi jakie ty kryteria stosujesz, że dzielisz prace na godne szacunku i niegodne szacunku. Widzę też różnice pomiędzy szacunkiem, a przecenianiem. Tłumacz tłumaczy, a nie tworzy. Oczywiście, że żadnego języka nie tłumaczysz słowo w słowo. W każdym języku występują idiomy, homonimy i gry słów. Prosty przykład z niemieckiego
Wir treffen eine Entscheidung.
Dosłowne tłumaczenie brzmi
My spotykamy decyzje
Zgodzisz się, że po polsku brzmi to komicznie i lepiej powiedzieć
My podejmujemy decyzje.
I czy wg ciebie to jest twórczość autorska czy zwykle tłumaczenie?
Ogólnie myśle, że wiele osób uważa, że sama znajomość języka, to już jest wielkie łał i pewnie dlatego niektórzy nobilitują osoby posługujące się bardzo dobrze językiem obcym. Sama tego niejednokrotnie doświadczyłam na wycieczkach z biura podróży, gdy ludzie byli w szoku, że ja posługuje się trzema obcymi językami. Jednakże zapewniam cie, że to żadna wybitność nie jest w moim przypadku, aczkolwiek nie bierz tego za moją skromność. Ja uczę się każdego dnia i codziennie staram się korzystać z każdego języka. To jest moja ciężka praca, ale nie ma w tym nic, czego inni nie mogli by dokonać. Teraz sama tłumacze książkę dla znajomych, bo nigdy nie została wydana w Polsce i jest to dla mnie bardziej relaks, aniżeli harówka.
@wandenesse trudno mi się ustosunkować odnośnie szacunku do zawodu tłumacza, bo nie wiem jaki proponujesz punkt odniesienia. Rozumiem już, że szanujesz zawód tłumacza, ale nie wiem jakich zawodów nie szanujesz. Ja np. mam szacunek do każdej pracy, więc wyjaśnij mi jakie ty kryteria stosujesz, że dzielisz prace na godne szacunku i niegodne szacunku. Widzę też różnice...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTrzeci rodzaj jest Zerem wobec rodzaju Jedynki o spinie dodatnim albo ujemnym.
Trzeci rodzaj jest Zerem wobec rodzaju Jedynki o spinie dodatnim albo ujemnym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZero nie odpowiada za dodatniość czy ujemność Jedynki.
Zero nie odpowiada za dodatniość czy ujemność Jedynki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Cleopatrapl Twój komentarz uświadomił mi, że my się porozumiewamy na zupełnie innych poziomach. Ale ciężko mi uwierzyć, że nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Być może Ty nie widzisz w swoich słowach niczego obraźliwego, ale spróbuj spojrzeć na nie z boku, jak ktoś je może odebrać, napisałaś:
„To chęć wybicia się na czyimś garbie, a taka postawa nie ma nic wspólnego z ambicją” – naprawdę nie widzisz, że swoimi słowami obrażasz kogoś? Przecież piszesz wprost, że uważasz, że tłumacz, który śmiałby wymagać, żeby jego nazwisko znalazło się na okładce, nie ma ambicji, a jedyne co nim kieruje to wybicie się na czyimś garbie.
Stwierdzasz, że tłumacze nie mają w ogóle ambicji. No dla mnie ewidentnie obrażasz – czy podeszłabyś do kogoś i powiedziała wprost, że nie ma ambicji?
Podobnie kaszanka, która nie ma żadnego problemu z napisaniem, że:
„na sam już koniec dyskusji pragnę zaznaczyć jeszcze jeden fakt o waszej pracy - użyłam naprawdę delikatnego porównania was z fachowcem od dachów - jeżeli ktoś czuje się urażony to nie powinien, bo porównanie mogło być tez inne - mianowicie do SZAMBONURKA, którzy pławi się w odchodach innych ludzi - przecież zawsze ktoś jednak musi odwalać brudną robotę ;)”
Nosz kurde! Czy wy naprawdę nie widzicie, że obrażacie ludzi??? Nie jest to dla was żadnym problemem? Ja bym się spaliła ze wstydu pisząc takie coś.
Co do wątku tłumaczenia – czy jest to rzemiosło czy sztuka, to ja uważam, że należy rozgraniczyć, co jest tłumaczone. Oczywiście, że w niektórych przypadkach będzie to rzemiosło. A w niektórych sztuka. Jak już pisałam bodajże w pierwszym moim poście, doskonałym przykładem jest Jerzy Łoziński, który jest doskonałym można by użyć określenia fachowcem, nie można odmówić mu i wiedzy i doświadczenia, a pomimo tego jego przekład spotkał się z wieloma zarzutami. Pierwszy lepszy link nakreślający problem:
https://ostatniatawerna.pl/baggins-czy-bagosz-o-tlumaczeniach-wladcy-pierscieni-slow-kilka/
Co z tłumaczeniem poezji. Przecież żeby przetłumaczyć wiersz, oddać rym, rytm, znaczenie, metafory trzeba też umieć tworzyć poezję. Bardzo podobało mi się jak Aguirre napisał pod tym artykułem, pozwólcie że przytoczę jego słowa:
„Druga kwestia to sposób tłumaczenia. W zalinkowanej przez kogoś rozmowie z Bohdanem Zadurą wybitny tłumacz z wielu języków wyjaśnia, że nie trzeba biegle w nich mówić, by tłumaczyć beletrystykę (w jego przypadku tak było z węgierskim). Dostaje on bowiem z reguły tłumaczenie dosłowne, by na jego podstawie stworzyć literackie. Zapewne nie jest to regułą, ale musi występować często. Nie wystarczy zatem znać język, trzeba umieć pisać”.
Uważam, że aby przetłumaczyć DOBRZE jakieś dzieło, samemu trzeba umieć dobrze pisać. A to jest już sztuka.
@Cleopatrapl Twój komentarz uświadomił mi, że my się porozumiewamy na zupełnie innych poziomach. Ale ciężko mi uwierzyć, że nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Być może Ty nie widzisz w swoich słowach niczego obraźliwego, ale spróbuj spojrzeć na nie z boku, jak ktoś je może odebrać, napisałaś:
„To chęć wybicia się na czyimś garbie, a taka postawa nie ma nic wspólnego z...
Macie z kaszanką podobne podejście i ok. Ja przyjmuję do wiadomości, że dla was to jest przecenianie kogoś. Nie zgadzam się z tym, ale przyjmuję. Ale naprawdę nie rozumiem, jak można nie widzieć, nie rozumieć, że się obraża ludzi.
Macie z kaszanką podobne podejście i ok. Ja przyjmuję do wiadomości, że dla was to jest przecenianie kogoś. Nie zgadzam się z tym, ale przyjmuję. Ale naprawdę nie rozumiem, jak można nie widzieć, nie rozumieć, że się obraża ludzi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCo do Twojego tłumaczenia książki Cleopatro... to wybacz, ale nie sądzę, żeby miała wartość literacką. To będzie bardzo poprawne tłumaczenie bo wierzę, że Twoja znajomość języka jest perfekcyjna, ale niestety tylko tyle.
Co do Twojego tłumaczenia książki Cleopatro... to wybacz, ale nie sądzę, żeby miała wartość literacką. To będzie bardzo poprawne tłumaczenie bo wierzę, że Twoja znajomość języka jest perfekcyjna, ale niestety tylko tyle.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJeszcze muszę doprecyzować, bo widzę, że tu trzeba łopatologicznie, że wszystko zależy też od książki – jeżeli jest to zwykłe czytadło, które przeczytamy raz i odkładamy, to ok, wystarczy poprawne przetłumaczenie go. Inna sprawa ma się z literaturą wybitną, pełną odniesień, metafor, symboliki. Tu wymagane jest dużo dużo więcej, niż poprawna znajomość języka.
Jeszcze muszę doprecyzować, bo widzę, że tu trzeba łopatologicznie, że wszystko zależy też od książki – jeżeli jest to zwykłe czytadło, które przeczytamy raz i odkładamy, to ok, wystarczy poprawne przetłumaczenie go. Inna sprawa ma się z literaturą wybitną, pełną odniesień, metafor, symboliki. Tu wymagane jest dużo dużo więcej, niż poprawna znajomość języka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spaminkluzja tłumaczy w perspektywie zwrotnej komunikacji personalnej - to do ciebie Luśka
inkluzja tłumaczy w perspektywie zwrotnej komunikacji personalnej - to do ciebie Luśka
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@wandenesse tłumacz, który chce być na okładce i jest ambitny pisze własna książkę. Tłumacz, który tłumaczy książkę i jest ambitny, wykonuje tłumaczenie najlepiej jak potrafi. Tłumacz nie jest synonimem autora. Szczerze mówiąc po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że większe prawo do okładki od tłumacza ma jej twórca, który ją wymyślił. Bo tu rzeczywiście mamy do czynienia z autorskim pomysłem. Ilustrator też tworzy. Ci ludzie są artystami. Tłumaczom rzeczywiście bliżej do rzemieślnika. No i każda praca wymaga jakiś talentów. Na ich podstawie powinnismy budować swoje kariery zawodowe. Praca tłumacza wymaga talentu do pisania tekstów, a praca mówcy talentu oratorskiego. To, że ktoś jest dobrym mówcą nie oznacza, że wymyślił język, ale Tolkien stworzył języki wiec jest twórcą swoich języków i ci którzy się ich nauczą nie są w żadnym wypadku Tolkienami i nie widzę powodu, żeby ich drukować na okładkach „Władcy pierścieni” nawet gdyby te języki rozbudowali i dodali kilka nowych słów😉
@wandenesse tłumacz, który chce być na okładce i jest ambitny pisze własna książkę. Tłumacz, który tłumaczy książkę i jest ambitny, wykonuje tłumaczenie najlepiej jak potrafi. Tłumacz nie jest synonimem autora. Szczerze mówiąc po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że większe prawo do okładki od tłumacza ma jej twórca, który ją wymyślił. Bo tu rzeczywiście mamy do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNIC DODAĆ NIC UJĄĆ.
NIC DODAĆ NIC UJĄĆ.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOk, to jest Twoje zdanie, nie zgodzimy się w tym temacie, ale przyjmuję, że masz takie. Mam tylko nadzieję, że i Tobie i kaszance zaświtało coś w głowach odnośnie aroganckiego podejścia do drugiego człowieka. Nie do zawodu, bo oczywistym jest, że każdy zawód wymaga szacunku. Ale też zwykła rozmowa wymaga szacunku do drugiego człowieka.
Ok, to jest Twoje zdanie, nie zgodzimy się w tym temacie, ale przyjmuję, że masz takie. Mam tylko nadzieję, że i Tobie i kaszance zaświtało coś w głowach odnośnie aroganckiego podejścia do drugiego człowieka. Nie do zawodu, bo oczywistym jest, że każdy zawód wymaga szacunku. Ale też zwykła rozmowa wymaga szacunku do drugiego człowieka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@kaszanka, Zeru jest obojętna inkluzja tłumaczy w Jedynce; podobnie obojętne jest mu, kiedy inkluzja tłumaczy (się) w perspektywie zwrotnej komunikacji personalnej.
@kaszanka, Zeru jest obojętna inkluzja tłumaczy w Jedynce; podobnie obojętne jest mu, kiedy inkluzja tłumaczy (się) w perspektywie zwrotnej komunikacji personalnej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ciekawy artykuł. Znakomitą książką o tłumaczach i tłumaczeniach jest
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie[bookLink]262364|Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie[/bookLink]
Ciekawy artykuł. Znakomitą książką o tłumaczach i tłumaczeniach jest
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie[bookLink]262364|Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie[/bookLink]
Zapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam




