Piotruś

Okładka książki Piotruś autora Leo Lipski, 839047980X
Okładka książki Piotruś
Leo Lipski Wydawnictwo: Oficyna Druków Niskonakładowych klasyka
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
839047980X
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Piotruś w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Piotruś



książek na półce przeczytane 2453 napisanych opinii 2371

Oceny książki Piotruś

Średnia ocen
7,1 / 10
133 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Piotruś

avatar
309
260

Na półkach:

"Jest koniec kwietnia. Tyle kwiatów i ziół, których nazw nie znam".
Zbiór.
"Dzień i noc (na otwarcie kanału Wołga-Don)", "Wadi", "Sarni braciszek" to typowe wojenne czy przedwojenne, do bólu polskie, nic ciekawego poza stylem.
"Powrót" dość ciekawy.
"Piotruś" oraz "Miasteczko" świetne, zaskakujące, też ze stylem - to dopiero warte. Warto.

"Jest koniec kwietnia. Tyle kwiatów i ziół, których nazw nie znam".
Zbiór.
"Dzień i noc (na otwarcie kanału Wołga-Don)", "Wadi", "Sarni braciszek" to typowe wojenne czy przedwojenne, do bólu polskie, nic ciekawego poza stylem.
"Powrót" dość ciekawy.
"Piotruś" oraz "Miasteczko" świetne, zaskakujące, też ze stylem - to dopiero warte....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
232
226

Na półkach: ,

powiem szczerze nie mam pojęcia co to było, raczej nigdy do niej nie wrócę, bo dodatkowo wzmogła moją niechęć do naturalizmu

powiem szczerze nie mam pojęcia co to było, raczej nigdy do niej nie wrócę, bo dodatkowo wzmogła moją niechęć do naturalizmu

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
693
692

Na półkach:

Bardzo mi się spodobała. Super lektura!

Bardzo mi się spodobała. Super lektura!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

277 użytkowników ma tytuł Piotruś na półkach głównych
  • 167
  • 107
  • 3
25 użytkowników ma tytuł Piotruś na półkach dodatkowych
  • 8
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Piotruś

Inne książki autora

Leo Lipski
Leo Lipski
Polski pisarz emigracyjny pochodzenia żydowskiego. Jego twórczość ma charakter autobiograficzny – odwoływał się w niej m.in. do pobytu w radzieckim łagrze oraz do swojej długoletniej niepełnosprawności (pisarz cierpiał na prawostronny paraliż). Urodził się w Szwajcarii w rodzinie żydowskiej. Jego matka zmarła, gdy był jeszcze dzieckiem. W Krakowie ukończył Gimnazjum św. Jacka, po czym studiował psychologię i filozofię. Przed wojną ogłaszał utwory poetyckie i prozatorskie na łamach pism, m.in. „Kuźnia Młodych”, „Nasz Wyraz”, „Pion”. Pierwsze miesiące wojny spędził we Lwowie, dokąd zbiegł wraz z bratem i narzeczoną. Następnie obaj bracia zostali zesłani do łagrów, a narzeczona Ida wróciła do Krakowa, gdzie trafiła do getta. Bracia Lipscy wydostali się z ZSRR razem z armią Andersa. Brat pisarza zginął pod Monte Cassino, a on sam – dotknięty paraliżem, który dopadł go w Bejrucie w 1945 – osiadł po wojnie w Izraelu. Żył tam w straszliwej nędzy. Nigdy nie nauczył się języka hebrajskiego ani angielskiego. Został wyróżniony nagrodą „Kultury” paryskiej w 1955, a także Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1996. Archiwum Leo Lipskiego znajduje się w Archiwum Emigracji w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zawał Miron Białoszewski
Zawał
Miron Białoszewski
" Jest 11 rano, 28 listopada. Strach? Pomyślałem, że może tym razem jeszcze nie umrę ". Tym razem rzeczywiście, autor jeszcze nie umarł, zmarł dopiero po kolejnym zawale w 1983 roku. Tym razem trafił do szpitala i następnie do sanatorium w Inowrocławiu. I o tym właśnie jest ta książka. Autor, poeta zdaje w niej relację, fabularyzowaną z pobytu tamże i tamże też. Książka dość ciekawa do przeczytania, dla tych, co znają tamte czasy, ale i dla tych, dla których kupowanie jedynego obecnego wzoru piżamy w całym mieście, czy jednego, jedynego kieliszka bez nóżki w sklepie, jest pewną egzotyczną impossible. Pan Miron opisuje więc szpital i zapasy przynoszone przez rodzinę i trzymane między oknami, bo brak lodówki i watę również przynoszoną przez rodzinę, bo szpital nie miał, którą pacjenci darowali szpitalowi do ustrojenia choinki na święta i inne pewnie, dla niektórych dziwne ciekawostki. Teraz trochę prywaty. Ta wata na choinkę przypomniała mi sytuację, tuż sprzed pandemii, kiedy moja ciocia leżała w szpitalu po zabiegu i szpital nie miał dla niej potrzebnych jej leków. Kuzyn dostał pięknie wypisaną przez lekarza receptę i sam musiał te leki kupić w aptece, oczywiście na własny koszt i zanieść do szpitala dla cioci... Zostawię ten fakt bez komentarza. Jednak nie samymi zabiegami i tematami ściśle leczniczymi człowiek przecież żyje. Opisuje więc Białoszewski to, co robił poza szpitalem. Spacery, wypad do teatru, parki i obserwowane w nich kaczki, gołębie. Sprawili sobie nawet taką atrakcję w sanatorium jak wywoływanie duchów. Pewnym "zapomnianym" już faktem jest zapewne wspomnienie autora, o rozbitej w oknie szybie i o tym jak to nie mógł się doprosić pracujących obok na korytarzu robotników, by mu tę szybę wstawili. Kiedyś fizyczny robotnik to był KTOŚ 😁 Na uwagę zasługuje też język autora, którym się posługuje, chociażby dla opisu, na przykład jednej z kuracjuszek: "Młodawa, duża pani w sweterku i w spodniach obciśniętych na wydatnym środku postaci, obracała się szybko w koło i na boki jak i jej szczupły młodawy partner. Najbardziej zdziwiło jej pochylenie z wypiętego profilu, szczupłe nogi, duży brzuch i pupa załapana w sylwetę ruchliwą, uważną. Stopy jej starannie kręciły się i dreptały dodatkowo luzem, trzymając się drewniaków. Popiersie tej pani, przy całej obrotności było nieruchome." Reasumując, fajnie przeczytać, ale gorzko skonstatować, że mimo upływu ponad 40 lat (pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1977 r.) w tak zwanej "służbie" zdrowia nic się nie zmieniło, a jeśli nawet, to raczej nie na lepsze.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na64 lata temu
Wyjście Tadeusz Różewicz
Wyjście
Tadeusz Różewicz
"Bajka ścierpły mi nogi obudziłem się z długiego niewygodnego snu w świecie czystym świetle nowo narodzonym w Betlejem a może w innym" podłym" mieście gdzie nikt nie mordował dzieci ani kotów ani żydów ani palestyńczyków ani wody ani drzew ani powietrza nie było przeszłości ani przyszłości trzymałem za ręce tatę i mamę czyli Pana Boga I było mi tak dobrze jakby mnie nie było" * Tadeusz Różewicz w tomiku „Wyjście" nie woła, nie zaprasza — uchyla nam drzwi. Wchodzisz cicho i nagle jesteś w środku czegoś bardzo kruchego, niemal przezroczystego... Cudowny tomik! Różewicz pisze tak, jakby już nic nie musiał udowadniać — zostawia słowa tam, gdzie naprawdę są potrzebne. Reszta to pauzy... niedopowiedzenia... zawieszenia oddechu. Ta poezja nie chce olśniewać, tylko być blisko. Jest rodzajem szeptu przy uchu czy ciepłem dłoni na zimnym czole. Czyta się ją wolno, bo wszystko, co ważne, dzieje się między wersami. Czasem boli, czasem koi — ale nigdy nie jest obojętna. To nie książka do przeczytania. To książka do bycia z nią. Różewicz w „Wyjściu” nie prowadzi za rękę — raczej pozwala iść obok. I to jest w tym tomie najpiękniejsze: poeta niczego nie narzuca;pisze oszczędnie, ale gęsto od znaczeń; zapełnia strony ciszą, w której coś pulsuje. Intymna, codzienna, czasem niemal niezauważalna — jak drobne drgnienia, które nagle nabierają potężnego znaczenia. Tomik do powracania, do słuchania sercem, do smakowania w ciszy... Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na81 rok temu
Pamięć Péter Nádas
Pamięć
Péter Nádas
Pamięć. Péter Nádas Uznana za jedno z najważniejszych postmodernicznych dzieł literatury światowej, Pamięć eksploruje pojęcie wspomnień i ich znaczenia w tworzeniu ludzkiego doświadczenia wystawionego na działanie traumatycznych, kolektywnych wydarzeń. Nádas, który wspominany w kontekście nagrody Nobla, stworzył powieść alinearną, rekonstruującą chronologię wydarzeń poprzez oddanie kontroli nad nią bohaterowi. Jego wspomnienia, refleksje meandrują pomiędzy Węgrami lat 50-tych, dzieciństwem i rodzinnymi relacjami, przez podzielony Berlin przełomu lat 70-tych i 80-tych. Autor w precyzyjny, niczym skalpel, sposób dokonuje wiwisekcji swojej przeszłości. Poddając analizie logicznej i emocjonalnej swoje związki, pierwsze relacje erotyczne i zależności pomiędzy nim i ludźmi wokół. Analiza ta choć niezwykle precyzyjna, momentami wręcz naturalistyczna, oddaje nieposkromioną żądze dotarcia do wnętrza własnego jestestwa. Targany wewnętrznymi sprzecznościami główny bohater ukazuje siebie odartego z fałszu słów i oddanego na pastwę odczuć rządzących jego ciałem i umysłem. Nádas bardzo konkretnie portretuje dualność głównego bohatera, i w sensie orientacji i manewrowania pomiędzy systemami. Bo nie da się ukryć, że jest to powieść, której wydźwięk niesie humanitarne znaczenie klęski w obliczu pojęć stalinizmu, wydarzeń 1956 roku i totalitarnego systemu, wpływającego na funkcjonowanie obywateli w państwie symulowanej wolności wyboru. Dzieło, liczące 800 stron, nie stanowi łatwej przeprawy, jednak jego bogate w treści, refleksje i opisy przesłanie rekompensuje czas z nim spędzony. Jest to kolejny przykład węgierskiego geniuszu, który zdecydowanie zasługuje na Nobla. Współpraca barterowa z Biurem Literackim
Swiezakksiazkowy - awatar Swiezakksiazkowy
ocenił na930 dni temu
Kultura jako źródło cierpień Sigmund Freud
Kultura jako źródło cierpień
Sigmund Freud
Dwa eseje, pierwszy -Dyskomfort w kulturze. Hasło przewodnie eseju można ująć tak: Kultura (w szerszym pojęciu również cywilizacja) musi próbować wszystkiego, aby powstrzymać agresywne popędy człowieka. A ewolucję kultury Freud określa mianem „walki rodzaju ludzkiego o życie” Znalazłem tutaj zdanie, które dało mi naprawdę mocno do myślenia: Rzecz jest o metodach odpierania cierpienia spowodowanego niemożliwością zaspokojenia naszych popędów, potrzeb: W ekstremalnej formie człowiek zabija popędy – jak naucza wschodnia mądrość życiowa i jak praktykuje joga. Jeśli się to jednak powiedzie to dochodzi do rezygnacji z wszelkiej innej aktywności (złożenia życia w ofierze) i do odzyskania tyle, że w inny sposób jedynie szczęścia spokoju. Przyznaję, że rzuciło mi to zupełnie nowe światło na drogę medytacji i skupienia. Dalej też jest ciekawie, choć już nie aż tak: Inna technika odpierania cierpienia posługuje się przesunięciami libido (…) Najwięcej osiąga się wtedy, gdy umie się dostatecznie podwyższać zysk przyjemności czerpany z pracy psychicznej i intelektualnej. Taki rodzaj zaspokojenia staje się udziałem artysty w trakcie pracy twórczej, przy ucieleśnianiu tworu jego fantazji, czy analogiczny rodzaj zaspokojenia jakiego doznaje badacz rozwiązując problemy i poznając prawdę (…) Słabość tej metody polega na tym, że nie nadaje się do powszechnego użytku i jest dostępna tylko nielicznym, pisał Freud Wiele lat później Mihaly Csikszentmihaly ściśle określił ten stan pomiędzy satysfakcją a euforią wywołanym całkowitym oddaniem się jakieś czynności i nazwał go PRZEPŁYW (FLOW). Inną wielką ciekawostką tego eseju jest określenie przez Freuda – DOBRA I ZŁA – jako pojęć abstrakcyjnych narzuconych kulturowo, wow! Naprawdę warto! Drugi esej -Przyszłość pewnego złudzenia. Jego ozdobą jest rozkmina Mona Lizy. LEONARDO DA VINCI jak wiadomo, żył w epoce, w której autorytet kościoła zaczął ustępować miejsca autorytetowi starożytności. W epoce, która była świadkiem walki między nieokiełznaną zmysłowością a ponura ascezą. Leonarda fantazja o sępie (która według Freuda jest kluczem do jego wszystkich osiągnięć oraz niepowodzeń): „i otworzył mi usta ogonem, i kilkakroć uderzył nim w wargi”) Uśmiech Giocondy (model Mona Lizy – żona kupca) wzbudził w Leonardo wspomnienie o prawdziwej matce (tej z pierwszych lat dzieciństwa)) W uśmiechu Mona Lizy – Freud widzi najdoskonalsze przedstawienie przeciwieństw, które rządzą erotycznym życiem kobiety: rezerwy i kuszenia, pełnej oddania czułości, a także bezwzględnej i wyniszczającej mężczyznę jak kogoś obcego zmysłowości. Dalej kontynuuje Freud: Żadnemu artyście nie udało się wyrazić w ten sposób samej istoty kobiecości: połączenia tkliwości i zalotności, wstydliwości i skrytej namiętności, emanacji wewnętrznej – jedynie tę bowiem ujawnia z całej swej powściągliwej osobowości. Wola uwodzenia i omamiania, wdzięk podstępny i dobro. Leonardo udało się w uśmiechu Mony Lizy ukazać jego podwójny sens – zarówno obietnicę bezgranicznej czułości jak i złowieszczą groźbę. W początku swych lat pięćdziesiątych w okresie, gdy u mężczyzny libido nierzadko jeszcze, zdobywa się na energiczny skok w Leonardzie dokonała się nowa przemiana. Spotyka on kobietę, która budzi w nim wspomnienie szczęśliwego i zmysłowo ekstatycznego uśmiechu matki, a dzięki temu wspomnieniu odzyskuje on podnietę, która kierowała nim w początkach jego artystycznych prób, kiedy tworzył uśmiechające się kobiety. Teraz maluje Mona Lizę, Świętą Annę Samotrzeć i szereg tajemniczych obrazów, których postaci obdarza zagadkowym uśmiechem. Dzięki pomocy swych najstarszych popędów erotycznych Leonardo święci teraz triumf, raz jeszcze zwycięża zahamowanie w sztuce. Pozostawmy jednak filozoficzną zagadkę Mony Lizy nierozwiązaną. Te dwa eseje napisane w latach 1927 i 1930, a więc kawał czasu od powstania „Wstępu do psychoanalizy”.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na93 lata temu
Huśtawka oddechu Herta Müller
Huśtawka oddechu
Herta Müller
Herta Müller, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, przyzwyczaiła swoich czytelników do prozy gęstej, bolesnej i niezwykle wymagającej. Huśtawka oddechu nie jest pod tym względem wyjątkiem. To monumentalna, choć objętościowo skromna, opowieść o przetrwaniu w sowieckim łagrze, która w moim odczuciu zasługuje na ocenę 6/10. Jest to nota odzwierciedlająca głęboki szacunek dla warsztatu autorki, przy jednoczesnym uznaniu, że hermetyczność tej formy może stanowić dla wielu odbiorców barierę nie do przebicia. Głównym bohaterem jest siedemnastoletni Leopold Auberg, rumuński Niemiec, który w 1945 roku zostaje deportowany do obozu pracy na Ukrainie. Müller nie buduje jednak klasycznej narracji obozowej, do której przyzwyczaiła nas literatura faktu czy wspomnienia ocalałych. Zamiast chronologii zdarzeń otrzymujemy strumień obrazów, metafor i neologizmów. Autorka personifikuje głód, nadając mu imię „Anioła Głodu”, który towarzyszy więźniom w każdej sekundzie, dyktując rytm ich oddechów i myśli. To właśnie ten „anioł” huśta losem bohatera, czyniąc z jedzenia jedyny punkt odniesienia w odczłowieczonym świecie. Język Müller jest tu narzędziem chirurgicznym. Autorka operuje słowem w sposób niemal fizyczny – czytelnik czuje ciężar łopaty, chłód cementu i wszechobecny pył węglowy. Opisy przedmiotów codziennego użytku nabierają rangi religijnych relikwii. To proza poetycka w swoim najsurowszym wydaniu, gdzie każde zdanie jest dopracowane do perfekcji. Müller mistrzowsko oddaje stan psychicznego odrętwienia, w którym jedynym sposobem na zachowanie resztek jaźni jest skupienie się na rytmie własnego oddechu. Huśtawka oddechu to książka, która momentami staje się ofiarą własnej doskonałości stylistycznej. Metaforyka jest tak gęsta, że momentami dusi samą opowieść. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autorka bardziej celebruje język, niż faktycznie oddaje hołd ofiarom, co sprawia, że emocjonalny dystans do bohatera staje się trudny do skrócenia. Brak tradycyjnej fabuły i powtarzalność motywów sprawiają, że lektura, mimo niewielu stron, bywa nużąca i monotonna – co zapewne było zamierzone, by oddać realia obozowej wegetacji, ale jako doświadczenie czytelnicze okazuje się niezwykle wyczerpujące. To dzieło dla koneserów literatury wysokiej, którzy są gotowi na mozolne przebijanie się przez tekst. Müller stworzyła literacki pomnik cierpienia, który zachwyca formą, ale pozostawia czytelnika emocjonalnie wycieńczonym i nieco zagubionym w gąszczu abstrakcji. To ważna lekcja historii podana w sposób niezwykle specyficzny – dla jednych będzie to arcydzieło, dla innych pozycja zbyt pretensjonalna w swojej konstrukcji. Bez wątpienia jednak jest to książka, której nie da się zapomnieć, nawet jeśli obcowanie z nią nie sprawia czystej przyjemności.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na626 dni temu
Słowa Jean-Paul Sartre
Słowa
Jean-Paul Sartre
„Zrodziłem się z pisania - przed nim istniała tylko gra luster; gryzmoląc już swoją pierwszą powieść wiedziałem, że jako dziecko wkroczyło do pałacu zwierciadeł. Pisząc istniałem (...) istniałem tylko po to, żeby pisać” - czyli „Słowa” Jean - Paul Sartre. . To swego rodzaju biografia - autobiografia lat dzieciństwa i analiza swej osobowości w tym pierwsze zalążki człowieka jako pisarza jako artysty. Filozofia Sartre’a jest na najwyższym poziomie, ocieka nią każda strona tekstu, każde zdanie jest przesiąknięte iluzją, Francją, dziwną belle epoque. Sartre to bardzo trudny i wymagający literacki gracz. Jego sarkastyczna i brutalna autoanaliza dzieciństwa, roli matki i dziadka ukazuje „smutne” życie, w którym brakuje rówieśników ... są jedynie słowa i książki. I to właśnie one przyczyniły się do wykreowania wyjątkowej wyobraźni. . „Nie będę pisał dla przyjemności pisania, ale żeby w słowach wykuć sobie to ciało (...). Rozpatrywane z wyżyn mojego grobowca. Słowa to pamiętnik, to wspomnienie, to ironiczna autoanaliza. To niezwykła książka, pełna ironii, cynizmu i entropii. . Za „Słowa” otrzymał w 1964 roku Literacką Nagrodę Nobla, której odmówił przyjęcia argumentując to tym, „iż żaden człowiek nie powinien być uwieczniony za życia gdyż to ogranicza jego wolność”. . „Jestem mucha - łażę po szybie, spadam i znów zaczynam włazić. (...). Czuję, że czas nie mija”.
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na75 lat temu

Cytaty z książki Piotruś

Więcej
Leo Lipski Piotruś Zobacz więcej
Leo Lipski Piotruś Zobacz więcej
Leo Lipski Piotruś Zobacz więcej
Więcej