Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania

Okładka książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania autora Andrzej Kozioł, 9788375053555
Okładka książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania
Andrzej Kozioł Wydawnictwo: WAM literatura piękna
142 str. 2 godz. 22 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
142
Czas czytania
2 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7505-355-5
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania

Średnia ocen
6,3 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania

Sortuj:
avatar
2797
2793

Na półkach: , ,

Kilka opowiadań o latach pięćdziesiątych. Opisujących między innymi śmierć Stalina widzianą oczami uczniów, podróż do Katowic oraz pomoc polskich rolników dla zabiedzonej Ameryki. W sympatyczny, żartobliwy, a jednocześnie ciekawy sposób autor ukazuje absurdy tamtej rzeczywistości. Opisane w ten sposób są bardziej oczywiste niż te przedstawione w opracowaniach historycznych. Naprawdę warto posłuchać.

Kilka opowiadań o latach pięćdziesiątych. Opisujących między innymi śmierć Stalina widzianą oczami uczniów, podróż do Katowic oraz pomoc polskich rolników dla zabiedzonej Ameryki. W sympatyczny, żartobliwy, a jednocześnie ciekawy sposób autor ukazuje absurdy tamtej rzeczywistości. Opisane w ten sposób są bardziej oczywiste niż te przedstawione w opracowaniach historycznych....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1142
952

Na półkach:

Książek o tematyce wojennej przeczytałam wiele, jednak z tematyką powojenną spotykam się chyba po raz pierwszy w życiu. Muszę przyznać, że z zaciekawieniem sięgnęłam po tą pozycję ukazującą straszny los ludzi po walce.


Pewien mężczyzna w wyniku wojny stracił wszystko, choć przed nią był dziedzicem i miał wielki majątek. Obecnie był zmuszony iść do Kościoła i żebrać, nie było go na nic stać. Autor chciał pokazać przewrotność losu. Drugi bohater po wojnie nie ucierpiał, powodziło mu się dobrze. Nie mógł zrozumieć, dlaczego taki los spotkał jego kolegę z wojska…

W szkole odbywały się normalne zajęcia, gdy nagle ogłoszono, że Stalin zmarł. Dzieci były poruszone, nikt już nie chciał brać udziału w lekcji. Wszyscy wybiegli na korytarz, gdzie pewna nauczycielka ubolewała, że mężczyzna umarł. Nikt jednak nie czuł tego samego, co ona. Ośmieszała się tylko przed uczniami, a dla dyrektora było ważne dobre imię szkoły. Lekcje miały być dalej kontynuowane…

Ludzie po wojnie nie należeli do najbogatszych, panował kryzys, nie wszystkim dobrze się wiodło. Pewna kobieta postanowiła udać się do swojej siostry do Krakowa. Musiała poczynić wielkie przygotowana do wyjazdu, podlać kwiaty, zostawić kota u sąsiadki. Wzięła jedzenie na podróż, aby poczęstować też siostrę po przybyciu na miejsce. Miała jajka, chleb, posrebrzaną solniczkę, choć mogła zostać napadnięta. Wyszła już dużo szybciej z domu, aby się nie spóźnić. Zajęła miejsce w pociągu, gdy usłyszała, że jedzie on do Stalinogrodu. Chciała wysiąść, lecz pojazd już ruszył. Okazało się, że zmieniono nazwę miasta, o czym nie wiedziała. W wyniku zamieszania stłukła cenną solniczkę…

Pozycja to zbiór kilkudziesięciu opowiadań, bardzo krótkich, lecz jakże ważnych i wzruszających. Każde z nich ma w sobie określone przesłanie, które autor chciał przekazać czytelnikowi.

Język powieści jest prosty i zrozumiały, książkę czyta się szybko. Nowe rozdziały są umiejętnie oddzielone, całości dopełniają fotografie.

Bohaterami stają się zwykli ludzie, którzy po wojnie stali się równi. Pokazani są w sytuacjach życiowych, codziennych ze swoimi problemami. Nie ma tutaj wyolbrzymień, wszystko jest pokazane tak, jak wyglądało naprawdę.

Los ludzi po wojnie był straszny, jednak uważam, że warto o tym mówić. Jest tak mało książek o tej tematyce. Ja do tej pory nie miałam okazji przeczytać ani jednej.

,,Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania” to zbiór opowiadań o powojennej Polsce, który polecam wszystkim , którzy chcieliby się dowiedzieć więcej o tamtych czasach.

Moja ocena : 9/10

Książek o tematyce wojennej przeczytałam wiele, jednak z tematyką powojenną spotykam się chyba po raz pierwszy w życiu. Muszę przyznać, że z zaciekawieniem sięgnęłam po tą pozycję ukazującą straszny los ludzi po walce.


Pewien mężczyzna w wyniku wojny stracił wszystko, choć przed nią był dziedzicem i miał wielki majątek. Obecnie był zmuszony iść do Kościoła i żebrać, nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2001
918

Na półkach:

Świetne opowiadania.

Świetne opowiadania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania na półkach głównych
  • 17
  • 13
12 użytkowników ma tytuł Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Panna Winczewska Maria Dąbrowska
Panna Winczewska
Maria Dąbrowska
„Ksiądz Filip” – otwiera ten mały zbiorek i od razu mocno daje po łbie. Filip Jaruga robi sobie krzywdę, zostając księdzem mimo braku powołania, aby zapewnić sobie i rodzicom godziwy byt. Obawia się celibatu, ale zostaje mu wytłumaczone, że natury oszukiwać nikt go zmuszać nie będzie, „nakazane jest tylko, żeby nie było zgorszenia”. Księżyk używa zatem życia, jest akceptowany przez parafian, nawet gdy wyraźnie stacza się w pijaństwo i hazard. Zgorszenie też uda mu się wywołać - pokochał kobietę. Tragedia rozegrała się jednak dużo wcześniej, kiedy jeszcze próbował być księdzem i wydał w sprawie życiowej kilku parafian werdykt, z którego słuszności był dumny. „Jest na świecie jeden zawód, jedno jedyne powołanie – być dobrym dla drugiego człowieka.” Tak, w tym także dla siebie samego. Jeśli obiera się jakąkolwiek drogę wbrew sobie, ulegając oczekiwaniom innych, żadne podjęte na tej drodze działanie nie przyniesie dobrych skutków. „Panna Winczewska” – dojrzała kobieta o mentalności dziecka. Posadę bibliotekarki otrzymała, jako zasłużona w jednym z Powstań Śląskich, mimo braku jakichkolwiek kompetencji, a i te zasługi jakieś mgliste. Osóbka uważa się jednak za wybitnie kompetentną, udowodnione błędy bagatelizuje, krytykę uznaje za prześladowania, a o domniemanych osiągnięciach paple tak efekciarsko, jak gdyby sama w nie wierzyła. Skuteczny zestaw do wykończenia każdego przeciwnika, aktualnie jest nim wizytatorka Natalia Sztumska. Jedyna pozytywna cecha Winczewskiej to szczera miłość do suni Lindy. Też aktualne. Do końca świata różni zasłużeni (czasem jedynie znajomością z kimś, kto aktualnie o czymś ważnym decyduje) będą się mościć na stanowiskach, których nigdy nie powinni zajmować, pozostając w przekonaniu, że przecież im się należą. Naprawianie tego, co napsują, poleci się tym kompetentnym, od czegoś w końcu są. „Trzecia jesień” – liryczne, prawdziwie jesienne opowiadanie. Rozwija się powoli, ale po przedstawieniu postaci i zorientowaniu się w czasie akcji (tym razem lata 50-te XX wieku),już pragnie się poznać tajemnicę głównego bohatera. Można się jedynie domyślać jego wojennego życiorysu, szczególnie, że opowiadanie ukazało się drukiem w czasie obowiązywania cenzury. Tymczasem Klemens Łohojski jest najsympatyczniejszym z bohaterów w całym zbiorze. Nie sposób mu nie kibicować. Robią to zresztą wszyscy, nawet milicjanci. Ale gdy Łohojskiemu wreszcie się powiedzie, pozytywne uczucia, którymi dotychczas darzyli go sąsiedzi, u większości z nich szybko zanikają… „Łohojski zagrożony, odtrącony, jak gdyby pokrzywdzony, czy nieudany budził w tych prostych sercach szorstkie, ale niekłamane współczucie; nowy, nieoczekiwanie odznaczony Łohojski czegoś niepokoił i drażnił.” Kolejna stara, a w dobrej kondycji pozostająca prawda, że życzliwości bliźniemu nie skąpimy bardziej dla zaspokojenia miłości własnej, niż dla dobra bliźniego i pod warunkiem, że dzięki temu nie będzie miał lepiej od nas, bo cudze powodzenie cholernie kole w ślepia.
BellaCatta - awatar BellaCatta
oceniła na77 lat temu
Miasto Lwów Wiesław Budzyński
Miasto Lwów
Wiesław Budzyński
To już któraś z kolei książka o Lwowie, jaką miała okazję przeczytać. W moim odczuciu okazała się średnio interesująca, gdyż autor skupiał się głównie na sprawach z historii miasta, które jemu osobiście jakoś szczególnie leżały na sercu. Temat potraktował wybiórczo, chociaż ma to swoje uzasadnienie, o czym napiszę w dalszej części mojej opinii. Lwów to miasto wyjątkowe w burzliwej historii naszego kraju, za nie Polacy przelewali krew, tam zostali na Cmentarzu Łyczakowskim pochowani obrońcy Lwowa i gdy przestało należeć do Polski, to mieszkającym tam wcześniej Polakom pękły serca. Zapewne stąd też tak emocjonalny stosunek do Lwowa autorów, którzy go opisują. Ale również i nas - czytelników. Pan Budzyński skupił się głównie na okresie przedwojennym oraz czasie II wojny światowej, co dla mnie jest zrozumiałe, gdyż to w tamtym właśnie okresie w mieście działy się rzeczy straszne, a Lwów próbowali Polakom wyszarpać: Niemcy, Rosjanie i Ukraińcy, którzy po wojnie dostali je od Stalina w prezencie. Jak więc autor miał się nad tym wszystkim nie rozwodzić, skoro to właśnie wówczas decydowały się losy Lwowa i jego mieszkańców. Warto zaznaczyć, że Lwów:" Burzony i palony podczas częstych wojen i pożarów, zawsze dźwigał się z popiołów i odzyskiwał dawne piękno i bogactwo". Mnie osobiście bardzo zainteresowały opisane tu losy sławnego polskiego aktora - Eugeniusza Bodo, który zginął w dramatycznych okolicznościach, ale również losy Warsa czy Polaka żydowskiego pochodzenia, Gene Gutowskiego, który u boku reżysera - Romana Polańskiego zrobił karierę w Ameryce, podobnie zresztą jak wcześniej wspomniany Wars. Natomiast mocno wstrząsnęła mną sprawa mordu profesorów lwowskich, którą znałam z innych książek o Lwowie, ale za każdym razem, gdy o tym czytam, krew się we mnie burzy i jestem rozdygotana emocjonalnie. Równie mocno na wyobraźnię działają losy Polaków wypędzonych ze Lwowa po tym, gdy przesunęły się granice i miasto znalazło się poza obszarem Polski. Ludzie wracali z obozów, z zesłania na Syberię, a ich Polski na ojcowiźnie już nie było... Przytoczę w tym miejscu wypowiedź lwowianki wracającej z ssyłki:" Szesnaście lat... Wszystko, co może mieć najdroższego kobieta, matka, straciłam, a pan chce, żebym jako turystka oglądała pogorzeliska własnej wiary i marzeń? Czy można od kogoś wymagać , by rozszarpywał swoje serce, patrzył na krwawiące rany i wył z rozpaczy i bólu?." Warto zaznaczyć, iż książka została wydana bardzo starannie: twarda okładka, wysokiej jakości papier, mnóstwo unikatowych zdjęć Lwowa z różnych jego okresów oraz sporo przypisów, które autor umieścił na końcu książki, dzięki czemu czytelnik podczas jej czytania nie musiał się wybijać z rytmu, sięganiem do przypisów, tylko mógł to spokojnie zrobić po przeczytaniu lektury. Nie jest to zła pozycja literacka, ale za dużo tu osobistych przemyśleń i opinii autora. To, co najbardziej druzgocące, to fakt, że 28.07.1944r. był ostatnim dniem polskiego Lwowa, a rana, którą wówczas zadano Polsce i Polakom, mocno krwawi do dziś. Liczę na to, że dożyję dnia, w którym Lwów wróci tam, gdzie jego miejsce czyli do Polski.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na66 miesięcy temu
Wyrafinowane techniki spożywcze Wiktor Kubica
Wyrafinowane techniki spożywcze
Wiktor Kubica
Jest to rzecz bardzo nietypowa i bardzo nierówna (niektóre fragmenty przezabawne inne jak u wuja na imieninach - krindżowe),ale im dalej w las tym lepiej, ciekawiej i mimo wszystko jednak zabawniej. Co my tu mamy? Historię o piwie, o osobliwych przy piciu piwa (i nie tylko piwa) opowieściach i anegdotach, a także o próbie zmonetyzowania tychże dzięki wdrożeniu pewnej kampanii reklamowej w pewnej międzynarodowej korporacji. Jest też opowieść o biurowej karierze, uczuciach, przyjaźni (nie tylko do piwa),zazdrości i namiętności. A to wszystko w formie powieści epistolarnej (w przeważającej części, bo początkowe i końcowe fragmenty już nie),ale epistolarnej nie w rozumieniu listów tradycyjnych, a maili. Ponadto, wiele tam różnorakich załączników, przypisów, etc. No i językowo jest to bardzo specyficzne - coś pomiędzy Pilchem (to nazwisko nawet pada w tekście!),Vargą i, co nawet mnie nieco zdziwiło, niektórych bohaterów opisywanych przez Sienkiewicza czy nawet Sapkowskiego. Rzecz jest tak dziwaczna i oryginalna, że zdecydowanie odrzuca czytelnika masowego i tzw. purystów gatunkowych. Bo gatunków też tu mamy wiele; powieść z kluczem, wiejska groteska, biurowy romans, prawniczy komediodramat, nawet horror, sf, erotyk i heist movie. I to wszystko jest upchane na 196 stronach! Po przeczytaniu dwóch trzecich, rzecz wydała mi się całkiem przyzwoita i pełen obaw, że tego całego chaosu wątków wszelakich i stylów różnych autor nie będzie w stanie połączyć i spiąć ich jakąś sensowną klamrą, zrobiłem sobie od tekstu przerwę na ponad tydzień... I aby nie psuć sobie, przyjemnych w sumie doznań, stwierdziłem, że do książki już nie wrócę i do końca nie doczytam. To byłby jeden z moich większych czytelniczych błędów! Skończyłem przed chwilą i oznajmiam kajając się szczerze - książkę należy doczytać do końca, bo jest tego warta! Autor, jak to się mówi, dowiózł swoją historię, dał nam satysfakcjonujące zakończenie i wyjaśnił wszelkie aluzje czy niedopowiedzenia fabularne wynikające stąd, że - no właśnie - jest to w większości zbiór maili i załączników :) Żałuję, że rzecz odkryłem dopiero teraz (wydane to zostało w 2003 roku) i w gruncie rzeczy wpadło mi w ręce zupełnym przypadkiem. Polecam na długie jesienne i zimowe wieczory. Czytać w towarzystwie smukłej szklaneczki pilsa lub kufelka złocistego lagera. Na zdrowie! PS. Okładka i tytuł to jakiś żart - brzmi to jak podręcznik towaroznawstwa żywności :)
CzRzRóż - awatar CzRzRóż
ocenił na83 lata temu
Szara godzina Zofia Kucówna
Szara godzina
Zofia Kucówna
„Szara godzina”. Tytuł dobrze oddaje, o czym jest ta książka. „Szara godzina dnia. Szara godzina życia. Esencja raczej i jakaś mądrość, zatrzymana i obejrzana. Mój czas obecny. Dojrzały. Bez złudzeń. Z innymi już obowiązkami i pragnieniami. To jest dobra godzina, mimo wszystko…” (str.365) Mnie również zaczęła szara godzina nachodzić, więc przeczytałam tę książkę z premedytacją, choć wiedziałam, że wesoła nie będzie. Wzruszyła mnie i poruszyła. Autorka pisze o starzeniu się, przemijaniu, pożegnaniu z zawodem, bliskimi, którzy coraz liczniej odchodzą… Wspomina ludzi, którzy byli dla niej ważni. Odbywa nostalgiczne podróże do miejsc dzieciństwa i młodości. Komentuje również bieżące wydarzenia (książka była pisana w latach 2001-ok.2007). Zofia Kucówna pięknie pisze. Niezwykle obrazowo maluje miejsca, wydarzenia, opisuje ludzi. Ma wielką wrażliwość, kulturę i klasę właściwą chyba tylko artystom „przedwojennym”. Do nich chce się zaliczać, bo nie pasuje do czasów współczesnych, z wszechobecnym chamstwem, prymitywizmem i agresją. Szkoda, że tak mało grała w filmach. Była aktorką głównie teatralną, także Teatru TV, więc jej role żyją jedynie w pamięci coraz mniej licznej grupy widzów, którzy je oglądali. Zachowały się tylko nieliczne, wyblakłe taśmy telerecordingu ze starych programów i przedstawień TV. Dla mnie na zawsze pozostanie Żoną z „Opowieści mojej żony” Żuławskiego i niedoścignioną wykonawczynią piosenki „Kaziu, zakochaj się” z Kabaretu Starszych Panów. I autorką pięknych „memuarów”. Muszę jeszcze jakąś jej książkę przeczytać.
betsy - awatar betsy
ocenił na74 lata temu
Wada wymowy Agata Porczyńska
Wada wymowy
Agata Porczyńska
"Różni bohaterowie i sytuacje, ale zawsze ona i on…" – przeczytałam między innymi na tylnej okładce tekstu Dariusza Nowackiego, zachęcającego do sięgnięcia po ten debiut. Trochę mnie to zniechęciło, bo ileż można pisać o relacjach damsko-męskich? Na dodatek wybranie tak banalnego, powszechnego i wyeksploatowanego tematu jest ryzykiem, który może swoją nośność zamienić w pułapkę, klatkę lub kamień u szyi, który pociągnie w bezdenną głębię literackiego niebytu. Na dodatek w 29 odsłonach! Czytaj – klęskach! Ale, ale! Dalsza część promującego tekstu zaciekawiła mnie i zaintrygowała, bo przeczytałam, że "Porczyńska posiada słuch językowy oraz nieprzeciętną biegłość stylistyczną, a do tego nie powtarza się, nie zastyga w schematach". I to już mnie mocno zastanowiło, bo jak można pisać nieschematycznie i niepowtarzalnie 29 razy o tym samym? Ciekawość sięgnęła zenitu, a siła przymusu po tę książkę po kolejnym zdaniu – "Takim potencjałem, nawet jego cząstką, nie dysponują dziś młodzi autorzy stawiający pierwsze kroki na scenie literackiej". Musiałam przekonać się o tym osobiście i jak na sceptyka przystało, przygotowałam sobie nawet kartkę i długopis, żeby wynotowywać krótkie myśli o poszczególnych opowiadaniach, będąc przekonaną, że tylko i wyłącznie na ich podstawie będę w stanie je potem od siebie odróżnić. Spasowałam już po drugim opowiadaniu! Byłam już całkowicie przekonana, że przede mną kilkadziesiąt niepowtarzalnych historii. Wariacji na temat wszystkiego, co może się wydarzyć między kobietą i mężczyzną (ale między rodzicami i dziećmi również) pokazanych z punktu widzenia głównego bohatera lub bohaterki. Kobiety, mężczyzny, ducha, dziewczynki, wdowy, męża, kochanki, prostytutki, nastolatki, matki i uwaga!, uwaga! – penisa (sic!). I jak pomylić takiego bohatera z innymi?! Już taka plejada postaci i organów (he, he) czyniła treść ciekawą, mającą z kolei wpływ na styl i język wypowiedzi narratora od języka staropolskiego do współczesnego, autentycznego, pełnego wulgaryzmów, kolokwializmów i makaronizmów. Od zdań długich, kwiecistych, wykwintnych, wielokrotnie złożonych do krótkich, hasłowych, czasami zredukowanych do onomatopei lub emotikonek w rozmowie internetowej. Zmianom tym podlegała również forma literacka, bo opowiadanie nie było jej jedyną postacią. Podczytywałam e-mail, przysłuchiwałam się monologom, oglądałam występ wróżki telewizyjnej i program konkursowy, podglądałam rozmowę na czacie, śledziłam dialog kochanków, wsłuchiwałam się w zwierzenia i myśli. Miałam przed sobą dowód na prawdziwość słów, że miłość niejedno ma imię, wielu bohaterów i jeszcze więcej twarzy od tej idealnej po tę szpetną. Pierwsza była obecna w marzeniach bohaterów, a druga w ich życiu. Podana przez autorkę wzbudzała we mnie zachwyt turpistki i obrzydzenie estetki moralnej na widok miłości sprzedajnej, zredukowanej do kopulacji, zakazanej czy patologicznej. To jeszcze nie wszystko! Najlepsze zostawiłam na koniec – błyskotliwy, piekielnie inteligentny język narracji. Autorka czyni z nim cuda na kiju, a na tym kiju cały cyrk! To obszar, w którym jest pewną siebie i zdystansowaną konferansjerką (patrz okładka!),śmiesznym klaunem humorystycznej interpretacji, odważną ekwilibrystką słów, elastyczną gimnastyczką na drążku gramatyki, dżokejką ujeżdżającą nieokiełznane wyrazy, magikiem zmieniającym pierwotne pojęcia w zupełnie nowe i wyczarowującym neologizmy, jak króliki z kapelusza oraz gościnnie występującym człowiekiem z innej epoki literackiej, by na końcu zamienić całość w pegaza i unieść mnie na wyżyny żonglerki słownej. Czytałam tekst i czułam to, co mój kolega mówił o swoim odbiorze muzyki jazzowej. Cudowna niemożność określenia, w jakim kierunku się potoczy w wolności interpretacyjnej. Puenta nieraz zmuszała mnie do powtórek, by odczytać przesłanie malowanej miniaturki obrazkowej na nowo lub dla zwykłej przyjemności rapowania. Tak! Dokładnie rapowania! Od początku towarzyszyły mi tu i ówdzie pojedyncze zrymowania, delikatna nuta muzycznej fali słów. Przypadek – myślałam – dopóki nie dotarłam do kawałka, bo w hip-hopie tak się nazywa teksty, "Dolce banana", a potem "Serce i szczała". To dzięki fenomenalnemu słuchowi językowemu i narzędziom intelektualnym takim, jak błyskawiczność kojarzenia, wybitna pamięć słuchowa, adekwatność wybiórczego wyłuskiwania z całości materiału postrzeganego, wysoka zdolność akomodacji i przekształceń słów, analizy i ponownej ich syntezy, potrafiła ze strefy komunikacji międzyludzkiej wyłapać lapsusy językowe, komiczność dialogów, piękno żargonu i absurdalność niedopowiedzeń słów wypowiedzianych, oprawić w ramkę odpowiedniej formuły przekazu, wcielając się w pasującego do historii bohatera pochodzącego z różnych środowisk społecznych, by ukazać grozę życia współczesnego człowieka, o którym Wisława Szymborska mówi – Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Autorka zawęża to życie do miłości i dodaje od siebie jeszcze wadę wymowy, zniekształcającą ostatecznie intencję przekazu i uniemożliwiającą porozumienie. Miłość, ta idealna i wymarzona, staje się ostatecznie przedmiotem tęsknoty prostytutki opowiadającej o niej w trakcie wykonywania usługi, o czym przypomina od czasu do czasu wrzucone, jak przecinek, „ała”. Ała, chciałoby się powiedzieć, po przeczytaniu całości. 29 razy AŁA! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na104 lata temu

Cytaty z książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania