rozwińzwiń

RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

Okładka książki RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą Wojciech Mann
Okładka książki RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą
Wojciech Mann Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
205 str. 3 godz. 25 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Znak
Data wydania:
2010-10-29
Data 1. wyd. pol.:
2010-10-29
Liczba stron:
205
Czas czytania
3 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-240-1459-0
Tagi:
Wojciech Mann
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską Katarzyna Kubisiowska, Wojciech Mann
Ocena 6,8
Głos. Wojciech... Katarzyna Kubisiows...
Okładka książki Trójkowe gawędy Doktora Kruszewicza Andrzej G. Kruszewicz, Wojciech Mann, Dariusz Pieróg
Ocena 7,5
Trójkowe gawęd... Andrzej G. Kruszewi...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,9 / 10
2701 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
549
217

Na półkach:

Barwna opowieść o życiu barwnego człowieka i podróż w czasie do komunistycznej Warszawy. Wydawca bardzo zadbał o estetykę - jakość zdjęć, układ treści, czcionki, twarda oprawa. Poczucie humoru autora przemówi do wszystkich.

Barwna opowieść o życiu barwnego człowieka i podróż w czasie do komunistycznej Warszawy. Wydawca bardzo zadbał o estetykę - jakość zdjęć, układ treści, czcionki, twarda oprawa. Poczucie humoru autora przemówi do wszystkich.

Pokaż mimo to

avatar
17
16

Na półkach:

Czyta się miło, szybko i przyjemnie, ale warto dawkować sobie muzyczną przygodę Pana Wojciecha, a raczej przygody i różne ich epizody.

Książka opisuje jak istotne miejsce muzyka zajmowała w życiu autora i naturalnie nadal zajmuje (radio Nowy Świat polecam!!). Rozdziały nie są długie, każdy opatrzony ciekawym rankingiem na końcu i sympatycznymi zdjęciami. Niejednokrotnie śmiałam się na głos - Pan Mann potrafi opowiadać historie z dużym dystansem do swojej osoby i poczuciem humoru.

Opowieść człowieka z pasją o jego pasji i jest to inspirująca opowieść. :)

Czyta się miło, szybko i przyjemnie, ale warto dawkować sobie muzyczną przygodę Pana Wojciecha, a raczej przygody i różne ich epizody.

Książka opisuje jak istotne miejsce muzyka zajmowała w życiu autora i naturalnie nadal zajmuje (radio Nowy Świat polecam!!). Rozdziały nie są długie, każdy opatrzony ciekawym rankingiem na końcu i sympatycznymi zdjęciami. Niejednokrotnie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2593
165

Na półkach: , , ,

Jak wiele w życiu zależy od przypadku. Do tej pory pan Mann nie był jakimś moim idolem. Owszem, cenię go za specyficzny, wysublimowany rodzaj humoru, którym nas raczy. To bez dwóch zdań. Nie jest to mainstream typu "Kiepscy", to zupełnie inny level. Natomiast nie do końca podzielam Mannową fascynację rockiem, bo ja rocka nie lubię. Nie że całego, nie że wszystko be, ale ogólnie gdy słyszę gitarę elektryczną to zaraz szukam wtyczki, by ten jazgot wyłączyć. Kocham bębny, czarne rytmy. Wychowałem się na tłustym czarnym hh lat 90., jakże innym od tego, co proponuje swoim słuchaczom WM. Ale... wychowałem się także na "Za chwilę dalszy ciąg programu" i "MdM-ie", więc nie jest do końca tak, że omijam Wojciecha Manna szerokim łukiem. Natomiast bałem się kupić jakąkolwiek jego książkę. Jedną (tą napisaną wspólnie z Krzysztofem Materną) czytałem, choć nie kupiłem. Była OK, lecz z poważnymi jak dla mnie, rasistowskimi wstawkami.
No dobra, po tym przydługim wstępie przechodzę do konkretów. Kilka dni temu w świetlicy seminaturystycznego ośrodka wczasowego nad polskim morzem natrafiłem na "Rock-Manna". Zajrzałem do książki, bo dlaczego nie, w końcu jest za darmo. I jak zacząłem czytać tak skończyłem ową publikację w 3 dni! Jak dla mnie rekord szybkości przeczytania, bo nie lubię czytać szybko, dawkuje sobie przyjemność (poza tym czytam kilka książek naraz). Ale tu się nie dało oderwać. Czytałem w domu wczasowym, czytałem na golasa na plaży na Stogach (polecam taki rodzaj połączenia natury z kulturą),czytałem w pociągu do Warszawy. Rewelacja! Chłopak z Powiśla, jak o sobie pisze Wojciech Mann, przywoływał na me lico podobny uśmiech, który sam prezentuje na okładce książki, a to nie jest takie łatwe! Te historyjki z rockersami (fuuj!) i jazzmanami (woww, ale nazwiska!) niesamowite, a jednocześnie takie polskie. Bo tu czegoś organizatorom zabrakło, tam dali "wspaniałe" zamienniki, a jeszcze gdzie indziej z naszej strony po angielsku umiał mówić tylko WM. Najbardziej rozbawiła mnie historia jednego z artystów rockowych (nazwiska nie pomnę, bo, jak dla mnie, oni wszyscy wyglądają i grają tak samo - za ostro!),który koniecznie chciał się napić "po polsku". I dzięki Wojtkowi się napił. I przeżył. Choć pionu nie zachował :))
Polecam też "Rock-Manna" pokoleniu lat 70-tych (i wcześniejszych),bo dobrze jest wrócić wspomnieniami do tego, co kiedyś było - a nie było tak źle, jak to niektórzy dziś twierdzą.
Generalnie 9/10 - jedno z najpozytywniejszych wspomnień lata 2023. Panie Wojtku, dziękuję.

Jak wiele w życiu zależy od przypadku. Do tej pory pan Mann nie był jakimś moim idolem. Owszem, cenię go za specyficzny, wysublimowany rodzaj humoru, którym nas raczy. To bez dwóch zdań. Nie jest to mainstream typu "Kiepscy", to zupełnie inny level. Natomiast nie do końca podzielam Mannową fascynację rockiem, bo ja rocka nie lubię. Nie że całego, nie że wszystko be, ale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
73
73

Na półkach:

Błyskotliwe poczucie humoru autora, nieprzeciętna inteligencja, żywy język - to wszystko składa się na fascynującą opowieść. Nawet dla kogoś, kto nie jest wielkim fanem muzyki, szczególnie rockowej. Kolejne wątki opisywane są z uwzględnieniem aktualnej sytuacji społeczno-polityczno-ekonomicznej. Dobrze i szybko się czyta.

Błyskotliwe poczucie humoru autora, nieprzeciętna inteligencja, żywy język - to wszystko składa się na fascynującą opowieść. Nawet dla kogoś, kto nie jest wielkim fanem muzyki, szczególnie rockowej. Kolejne wątki opisywane są z uwzględnieniem aktualnej sytuacji społeczno-polityczno-ekonomicznej. Dobrze i szybko się czyta.

Pokaż mimo to

avatar
247
210

Na półkach:

Imponujace i okraszone wieloma fotografiami CV Wojciech Manna - dziennikarza, ktorego bardzo lubie, cenie i szanuje. Ksiazka nie zawiodla. Niefortunny jest tylko rok jej wydania (2010). W jednym z rozdzialow autor rozplywa sie nad talentami i osiagnieciami ekscentrycznego brytyjskiego DJ-a Jimmy'ego Savile'a. W 2012 wyszlo na jaw, ze Jimmy Savile to byl potwor, pedofil i nekrofil, ktory pod otoczka dzialalnosci charytatywnej wykorzystywal seksualnie setki dzieci - pacjentow szpitali, osrodkow psychiatrycznych i hospicjum (sic!). Mysle, ze bardzo istotne jest, by albo Wojciech Mann zredagowal (czyt. usunal) fragment o Savile'u, albo zeby wydawnictwo Znak umiescilo adnotacje, ze w czasie gdy ksiazka zostala oddana do druku, autor nie byl swiadomy przestepstw brytyjskiego celebryty.

Imponujace i okraszone wieloma fotografiami CV Wojciech Manna - dziennikarza, ktorego bardzo lubie, cenie i szanuje. Ksiazka nie zawiodla. Niefortunny jest tylko rok jej wydania (2010). W jednym z rozdzialow autor rozplywa sie nad talentami i osiagnieciami ekscentrycznego brytyjskiego DJ-a Jimmy'ego Savile'a. W 2012 wyszlo na jaw, ze Jimmy Savile to byl potwor, pedofil i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
299
117

Na półkach:

Recenzja książki pt. "„RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą” autor: Wojciech Mann
cyt. " Nie zapomnę wieczoru, kiedy zespół gitarowy stłoczony na mikroskopijnej scenie nie był w stanie rozpocząć występu, ponieważ domowej roboty wzmacniacz złączony z domowej roboty gitarą elektryczną, powodował iż gitarzystę trzepał prąd. Mogłoby to nawet powodować interesujące efekty akustyczne, ale strachliwy muzyk nie chciał przystąpić do gry". (cytat zawarty w ww. książce)

Wojciech Mann znany jest z programów takich jak: "Szansa na sukces", "Duże dzieci", przez wiele lat był związany z Programem Trzecim Polskiego Radia. Sympatię widzów zdobył również dzięki programom, jakie prowadził z Krzysztofem Materną. Zawsze cechowało go inteligentne poczucie humoru, a przede wszystkim ogromna wiedza z zakresu muzyki. Dzięki książce pt. "„RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą” poznajemy muzyczną drogę Wojciecha Manna. Dowiadujemy się, że w jego życiu miały miejsce liczne wydarzenia, sytuacje, które wpłynęły na kształtowanie gustu oraz poszerzanie umiejętności i wiadomości o świecie wokalistów, zespołów, dźwięków itp. Czytelnicy mają okazję zobaczyć, jak wyglądały dawne odbiorniki. Z treści dowiadujemy się też, z kim Wojciech Mann chciałby wystąpić na scenie, jakie utwory poleca. Znajdziemy również m.in. listę utworów w jego odczuciu najbardziej przygnębiających. Książka umożliwia zgłębienie tajników świata muzycznego. Autor imponuje znajomością zagadnień oraz zdobytym doświadczeniem. Język odznacza się lekkością. Strony pozycji wzbogacono interesującymi zdjęciami. Umożliwiają one wczucie się w klimaty opisywanych czasów. Książka przypadnie do gustu fanom Wojciecha Manna, może również zaciekawić osoby, które chciałyby rozwinąć swoją wiedzę z zakresu muzyki.

Recenzja książki pt. "„RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą” autor: Wojciech Mann
cyt. " Nie zapomnę wieczoru, kiedy zespół gitarowy stłoczony na mikroskopijnej scenie nie był w stanie rozpocząć występu, ponieważ domowej roboty wzmacniacz złączony z domowej roboty gitarą elektryczną, powodował iż gitarzystę trzepał prąd. Mogłoby to nawet powodować interesujące...

więcej Pokaż mimo to

avatar
409
206

Na półkach:

I znów wybrałam sobie do zrecenzowania książkę, której autora miałam okazję poznać osobiście. Co prawda, nie zamieniliśmy ani słowa, ale zdjęcie pamiątkowe mam do dziś w jednym z albumów.

Myślę, że już samo Wydawnictwo Znak postarało się o to, aby wobec tej pozycji czytelnicy nie przeszli obojętnie. Okładka jest tak intensywnie pomarańczowa, że aż bije po oczach. Na szczęście z przodu barwy są stonowane. Jedynie litery są utrzymane w odblaskowo pomarańczowej tonacji. Trudno tu jednak mieć pretensje do Wydawnictwa czy do grafika. Być może taki właśnie miał być efekt. I niech tak pozostanie, choć nie mogłam tego faktu pominąć bo to on w pierwszej kolejności przykuł moją uwagę.

Nie sposób także przy lekturze tej pozycji nie zwrócić uwagę na liczne zdjęcia w niej zamieszczone. Co prawda, w przeciwieństwie do okładki, są biało-czarne. Akurat tutaj mi to za bardzo nie przeszkadzało, gdyż znany dziennikarz Wojciech Mann snuje wiele opowieści i anegdot z czasów swojej młodości. Tych historyjek opowiada wiele, często są one okraszone dowcipnymi komentarzami autora. Przyznać trzeba, że ma on dar do opowiadania i, pokuszę się nawet o (być może odważne) stwierdzenie, że jest świetnym gawędziarzem. Sprawnie to wszystko się czyta, ale momentami nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tych przeżyć jest tak wiele, że trudno było mi nadążyć śledzić tekst, aby się nie pogubić we wszystkich nazwiskach, miejscach. Troszkę czułam się tym wszystkim przytłoczona i przyznam się, że na początku podczas lektury wysnułam wniosek, że trochę to wszystko jest takie mało płynne i toporne. Na szczęście szybko zmieniłam zdanie, gdy bardziej zaangażowałam się w to, czym ze mną i innymi swoimi czytelnikami – dzieli się Wojciech Mann. To był dla mnie moment przełomowy, bo zaczęłam inaczej odbierać książkę „Rock Mann, czyli jak nie zostałem saksofonistą”.

Właściwie dostałam od autora to, co zawsze lubiłam w tego typu pozycjach. Mianowicie dowiedziałam się jeszcze więcej o kulisach pracy dziennikarskiej, to szalenie sobie cenię od zawsze. Poznałam jasne i ciemne strony tego zawodu, choć nieskromnie powiem, że sporo już na ten temat wiem, ale wiedzy nigdy za dużo. Dodatkowo, bliżej mogłam się „przyjrzeć” pracy radiowca, jak to wygląda od tzw. kuchni. Dowiedziałam się co nieco o upodobaniach, a także fanaberiach i zwyczajach zagranicznych gwiazd. Okazało się również, że moje przekonanie o tym, że kiedyś to artyści byli grzeczni, spokojni i tylko słuchali się tego, co im zostało nakazane, było – delikatnie mówiąc naiwne i głupie. No, ale cóż...Uczymy się przecież przez całe życie.

Żałowałam, że Mann tak mało miejsca poświęcił anegdotkom z naszego, polskiego podwórka. Te byłyby mi, i chyba nie tylko, znacznie bliższe. Może kiedy indziej…

Czy polecam tę książkę? Długo się zastanawiałam, jak ją ocenić i czy zachęcać Was do jej przeczytania czy raczej odradzić. W ostatecznym rozrachunku stwierdziłam, że raczej skłaniam się ku pierwszej opcji, czyli polecam Wam ten tytuł. A jeśli lubicie Pana Wojtka Manna, to tym bardziej będziecie czuli się ukontentowani.
Ja z czystym sumieniem postawiłam tej książce notę 8/10. Uważam, że w pełni zasługuje ona na to.

I znów wybrałam sobie do zrecenzowania książkę, której autora miałam okazję poznać osobiście. Co prawda, nie zamieniliśmy ani słowa, ale zdjęcie pamiątkowe mam do dziś w jednym z albumów.

Myślę, że już samo Wydawnictwo Znak postarało się o to, aby wobec tej pozycji czytelnicy nie przeszli obojętnie. Okładka jest tak intensywnie pomarańczowa, że aż bije po oczach. Na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
113
112

Na półkach:

Tego Pana chyba wszyscy kojarzymy z jednego programu. Chodzi mi tutaj o niedzielne popołudnie, o stałej godzinie zasiadało się przy telewizorze i oglądało się „Szansę na sukces”. Prowadzącym był Wojciech Mann, który moim zdaniem sprawdzał się w tej roli, prowadził to w sposób ciekawy, nie brakowało także anegdotek. Później zniknął ze sceny telewizyjnej, przynajmniej tak mi się wydawało… Niedawno zaczął pojawiać się na jednym z portali społecznościowych, gdzie nagrywał różnego rodzaju historyjki, krótkie, można by powiedzieć, skecze. Był to dla mnie impuls, żeby przeczytać jedną z jego książek, która od dłuższego czasu była u mnie na półce i czekała grzecznie na swoją kolej. Chodzi mi o książkę pt. „RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą”.
Wojciech Mann z humorem opowiada różnego rodzaju historie ze swojego życia. Ba, można się dowiedzieć takich smaczków, o jakich się nie śniło! Przyznam szczerze, że nigdy nie śledziłam dokładniej biografii tego Pana, ale teraz wiem, że był niezłym ziółkiem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście. Można poznać historię o legendarnych, topowych festiwalach, których notabene był organizatorem, współorganizatorem, bądź odpowiedzialny za cokolwiek, ale był tam i zna wszystko od podszewki. Przedstawia zabawne historie ze znanymi gwiazdami, nie ma w nich wyolbrzymiania, przedstawia prawdę, która może szokować. W tej lekturze można również poznać początki radia, z którym współpracował oraz jego śmiałe marzenia podczas zakładania Radia Kolor.
Mann – nie ma co ukrywać – jako znawca muzyki (w końcu tyle lat przed mikrofonem w radiu) przedstawia również różnego typu zestawienia, np. ulubionych piosenek filmowych, artystów czy, co ciekawe, artystów, z którymi chciałby wystąpić na scenie.
Czytelnik czytając tę książkę ma wrażenie jakby siedział razem z panemWojtkiem w jednym pokoju i słuchał jego opowiadań z przeszłości. Język jest idealnie dobrany, ciekawy. Nie przytłacza czytelnika nieznanym słownictwem radiowym podczas swoich opowiadań. Anegdotki, śmieszne sytuacje wplecione w tekst tej książki dodają jej lekkości. Dlatego też, tak miło się ją czyta.
Wiele osób może tę książkę traktować jako autobiografię w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jednak nie jest tak do końca. Wątki domu, rodziny, szkoły, czyli te najbardziej osobiste a zarazem najbardziej charakterystyczne dla autobiografii są zepchnięte na inny, dalszy plan. Na pierwszy rzut oka zauważamy, że najwięcej pisze o swojej największej pasji, jaką stała się muzyka. Zaczyna, co prawda od pierwszej przygody z radiem w dzieciństwie, jednak nie można traktować tego jako typową autobiografię. A może ja jednak się mylę?
Książka ta to taki trochę muzyczny i literacki rollercoaster. Nie wiadomo, co dalej się wydarzy, bo Mann jak widać był człowiekiem wszechstronnym i wychodził z największych opresji bez szwanku. Warto dodać, że jego młodość to lata PRL-u - trzeba było się nieźle na wygimnastykować, żeby wszystko przeszło cenzurę. I tam znajdziemy informację jak to się robiło w tamtych czasach.
Zawarte liczne zdjęcia dodają tej książce miano czegoś wielkiego. Nie tylko tekst, ale również i zdjęcia, jak to kiedyś wszystko wyglądało. Zdjęcia, które może wcześniej nie ujrzały światła dziennego teraz przechodzą już do historii i to jakiej! Najwspanialszej.
Pod względem muzycznym, raczej każdy z nas zawdzięcza wiele Wojtkowi Mannowi. Zdobywał płyty muzyczne i kształtował, w nas, w naszych rodzicach muzyczne gusta, inaczej żylibyśmy w jakimś zaścianku…

Tego Pana chyba wszyscy kojarzymy z jednego programu. Chodzi mi tutaj o niedzielne popołudnie, o stałej godzinie zasiadało się przy telewizorze i oglądało się „Szansę na sukces”. Prowadzącym był Wojciech Mann, który moim zdaniem sprawdzał się w tej roli, prowadził to w sposób ciekawy, nie brakowało także anegdotek. Później zniknął ze sceny telewizyjnej, przynajmniej tak mi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
203
58

Na półkach:

Świat winyli w PRLu, który okazał się nie tak bardzo szary jak by to się wydawać mogło. Poczucie humoru pana Manna jest fantastyczne, uśmiałam się. Sporo wątków o gwiazdach, organizacji koncertów w Polsce, wyjazdy zagraniczne na "zgniły zachód".
Lekka do czytania, sporo zdjęć.

Świat winyli w PRLu, który okazał się nie tak bardzo szary jak by to się wydawać mogło. Poczucie humoru pana Manna jest fantastyczne, uśmiałam się. Sporo wątków o gwiazdach, organizacji koncertów w Polsce, wyjazdy zagraniczne na "zgniły zachód".
Lekka do czytania, sporo zdjęć.

Pokaż mimo to

avatar
709
647

Na półkach: ,

Ten tytuł na mojej półce znalazł się przypadkiem i sobie wmawiałem, że kiedyś po niego sięgnę. Nie ukrywajmy - nie planowałem tego w najbliższej przyszłości.
https://salomonik.eu/blog/przeczytane/2567-rockmann-czyli-jak-nie-zostalem-saksofonista

Ten tytuł na mojej półce znalazł się przypadkiem i sobie wmawiałem, że kiedyś po niego sięgnę. Nie ukrywajmy - nie planowałem tego w najbliższej przyszłości.
https://salomonik.eu/blog/przeczytane/2567-rockmann-czyli-jak-nie-zostalem-saksofonista

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    3 602
  • Chcę przeczytać
    1 381
  • Posiadam
    1 068
  • Ulubione
    94
  • Chcę w prezencie
    92
  • Teraz czytam
    66
  • 2011
    47
  • Biografie
    42
  • 2012
    35
  • Muzyka
    27

Cytaty

Więcej
Wojciech Mann RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą Zobacz więcej
Wojciech Mann RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą Zobacz więcej
Wojciech Mann RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą Zobacz więcej
Więcej

Video

Video

Podobne książki

Przeczytaj także