rozwińzwiń

Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko

Okładka książki Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko autorstwa Maciej Świerkocki
Okładka książki Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko autorstwa Maciej Świerkocki
Maciej Świerkocki Wydawnictwo: Officyna językoznawstwo, nauka o literaturze
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Data wydania:
2021-10-12
Data 1. wyd. pol.:
2021-10-12
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366511446
Oto skromny, krótki przewodnik, mający za zadanie ułatwić czytelnikowi poruszanie się po nowym polskim przekładzie „Ulissesa”, a zatem będący i jakby przypisem do niego. Po trosze naświetla czas i miejsce akcji, przedstawia autentycznych i fikcyjnych bohaterów, czasami wyjaśnia nieco tło historyczne albo polityczne, podsuwa najczęściej spotykane interpretacje poszczególnych wydarzeń czy całych epizodów, a nawet podejmuje analizę ich stylu. Zbiór tego typu komentarzy do jednej książki często określa się w krajach anglojęzycznych terminem „companion”, czyli towarzysz, i „Łódź Ulissesa” zupełnie świadomie takiego właśnie towarzysza trochę przypomina. Od klasycznego „companiona” odróżnia ją jednak to, że zawiera również dość obszerny przegląd najciekawszych potyczek translatorskich, jakie stoczył tłumacz w pracy nad przekładem, stanowi więc jednocześnie wybiórczy zapis przygód autora w drodze do jego tłumaczeniowej Itaki. Niektóre z tych jak gdyby diariuszowych zapisków mają charakter intymny, osobisty, inne – a jest ich zdecydowana większość – odsłaniają przekładową maszynerię, tłumaczą się z tłumaczenia lub pokazują meandryczną trasę, którą podążał autor ku co bardziej problematycznym albo malowniczym rozwiązaniom. Jeden z pierwszych życzliwych czytelników „Łodzi Ulissesa” nazwał ją szalupą ratunkową dla odbiorcy. Jeśli ta książka rzeczywiście spełnia taką rolę, to autor może jedynie wyrazić wdzięczność losowi, że nie okazała się nikomu niepotrzebna.

/Maciej Świerkocki/
Średnia ocen
8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko

Średnia ocen
8,3 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko

avatar
217
209

Na półkach:

Matko,co ja czytam? O kiełbasie, czy polska czy włoska,kawon czy melon?, jaka gazeta wisi w wychodku u Blooma? Jakiego słowa użył Maciej Słomczyński? Zdarte pięty Macieja Świerkockiego,Joyce zazdrośnik...I wiele,wiele innych szczegółów i ciekawostek związanych z nowym tłumaczeniem "Ulissesa". Nooo...to się czyta!

Matko,co ja czytam? O kiełbasie, czy polska czy włoska,kawon czy melon?, jaka gazeta wisi w wychodku u Blooma? Jakiego słowa użył Maciej Słomczyński? Zdarte pięty Macieja Świerkockiego,Joyce zazdrośnik...I wiele,wiele innych szczegółów i ciekawostek związanych z nowym tłumaczeniem "Ulissesa". Nooo...to się czyta!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
380
320

Na półkach: , , ,

“Łódź Ulissesa” to książka, będąca dodatkowym rezultatem zmagań Macieja Świerkockiego z przekładem “Ulissesa” na język polski. Otrzymujemy w niej zarówno pewien wgląd w pracę tłumacza, jak i omówienie treści poszczególnych rozdziałów, tak ażeby czytelnik mniej więcej mógł zrozumieć o co u Joyce’a chodzi. Z tego też względu jest to świetna lektura uzupełniająca przy czytaniu “Ulissesa” i to nawet niekoniecznie w tłumaczeniu autora. Znaczną część “Łodzi Ulissesa” stanowi “tłumaczenie się z tłumaczenia” i międzyprzekładowa komparatystyka w oparciu o rezultat pracy Macieja Słomczyńskiego (pierwszego tłumacza “Ulissesa” na nasz język).

Przyznać trzeba, że Maciej Świerkocki wykonał tytaniczną pracę, walcząc z ulissesową gmatwaniną. Doceniam więc, że nie ograniczył się do samego przekładu, ale napisał też świetny przewodnik, pozwalający wzbogacić czytelnikowi lekturę “Ulissesa” i lepiej go zrozumieć. Książka ta (zwłaszcza, jeśli pomijać pierwsze części rozdziałów, skupiające się na książce Joyce’a i czytać tylko te fragmenty, które na przykładach konkretnych zdań opowiadają o translatorskich rozterkach) z pewnością będzie też ciekawą lekturą dla osób, zainteresowanych językiem angielskim.

Polecam.

“Łódź Ulissesa” to książka, będąca dodatkowym rezultatem zmagań Macieja Świerkockiego z przekładem “Ulissesa” na język polski. Otrzymujemy w niej zarówno pewien wgląd w pracę tłumacza, jak i omówienie treści poszczególnych rozdziałów, tak ażeby czytelnik mniej więcej mógł zrozumieć o co u Joyce’a chodzi. Z tego też względu jest to świetna lektura uzupełniająca przy czytaniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
317
309

Na półkach:

Nie wiem, czy lepszy `jest Joyce, czy Świerkocki piszący o nim. Tę książkę trzeba czytać równolegle z "Ulissesem"!

Nie wiem, czy lepszy `jest Joyce, czy Świerkocki piszący o nim. Tę książkę trzeba czytać równolegle z "Ulissesem"!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tovideo - opinia

Poznaj innych czytelników

157 użytkowników ma tytuł Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko na półkach głównych
  • 105
  • 47
  • 5
30 użytkowników ma tytuł Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko na półkach dodatkowych
  • 22
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko

Inne książki autora

Okładka książki Tygiel Kultury nr 236 Marcin Bałczewski, Piotr Gajda, Olga Juskowiak, Anna Mochalska, Kazimierz Puławski, Justyna Schramm, Maciej Świerkocki, Zalibarek, Rafał Zięba
Ocena 8,0
Tygiel Kultury nr 236 Marcin Bałczewski, Piotr Gajda, Olga Juskowiak, Anna Mochalska, Kazimierz Puławski, Justyna Schramm, Maciej Świerkocki, Zalibarek, Rafał Zięba
Okładka książki Naród zatracenia Mariusz Sołtysik, Maciej Świerkocki
Ocena 5,7
Naród zatracenia Mariusz Sołtysik, Maciej Świerkocki
Okładka książki Uczennica chińskiej kurtyzany Witold Jabłoński, Liu Sing, Maciej Świerkocki
Ocena 5,2
Uczennica chińskiej kurtyzany Witold Jabłoński, Liu Sing, Maciej Świerkocki
Maciej Świerkocki
Maciej Świerkocki
Polski pisarz, scenarzysta, krytyk i tłumacz literatury anglojęzycznej. Ukończył filologię angielską (1985) i filozofię (absolutorium 1988) na Uniwersytecie Łódzkim. Od roku 1987 asystent w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Filmu na UŁ. Doktorat w roku 1995. W październiku 2011 roku zrezygnował ze stałej pracy akademickiej i utrzymuje się wyłącznie z pisania. Współpracownik takich pism jak „Literatura na Świecie”, „Bestseller”, „ExLibris”, „Playboy”, „Film”, „Film na świecie”, „Odra”, „Kalejdoskop”, „Zagadnienia Rodzajów Literackich”. Stały współpracownik, jako tłumacz na język angielski, Muzeum Sztuki w Łodzi, łódzkiej Galerii FF oraz innych muzeów i galerii sztuki w Polsce. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiej Akademii Filmowej. Od 2010 roku przewodniczący jury anglojęzycznego konkursu translatorskiego, organizowanego w ramach festiwalu „Puls Literatury”. Pierwszy Polak zasiadający w jury międzynarodowego konkursu literackiego Dublin IMPAC International Literary Award (2014). Jest członkiem honorowym Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. W roku 2014 został odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2015 otrzymał Odznakę „Za Zasługi dla Miasta Łodzi”, a także nagrodę „Literatury na świecie” za 2014 rok w kategorii proza za przekład powieści Candy Terry’ego Southerna i Masona Hoffenberga. Członek kapituły konkursu Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury „Lew Hieronima” (2016). W 2018 r. przewodniczący jury Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

O pisaniu Margaret Atwood
O pisaniu
Margaret Atwood
Nie wiem dlaczego kiedyś kupiłam O pisaniu. Czytałam wcześniej tylko jedną książkę Margaret Atwood. Nie byłam jej fanką, ale zostanę! Książka ta jest interesująca, bo zawiera eseje pisarki szeroko omawiające zagadnienie pisarstwa. Nie zawsze wprawdzie robi to dogłębnie, ale na pewno stawia ciekawe pytania. A to już naprawdę dużo, bo i tak na większość z nich każdy chcący pisać musi sobie odpowiedzieć sam. Pytania “po co” i “dlaczego” pisać wydają się typowe. Mniej typowe są te o to, czy pisanie dla pieniędzy jest dobre (czy tak wgl można, wypada? hehe),z jakimi demonami zmagają się piszący, jakie są moralne zagadnienia dotyczące pisarstwa i jego misji. Czy osoby piszące są wyjątkowe? Czym się różni pisanie od malarstwa i innych dziedzin sztuki i czym ono właściwie jest, że ludzi do tego tak ciągnie? Skąd brać pieniądze, żeby pisać? Bo przecież na zarabianie na pisarstwie jest prawie tak prawdopodobne jak wygrana w totka. ✏️ Własna prawda Atwood dokłada swój glos do dyskusji o tym, w jaki sposób czytelnik może radzić sobie z autorami, którzy może i są zdolni, ale są zwyczajnie złymi ludźmi. Jest to pytanie, na które odpowiedzi sama poszukuję od pewnego czasu. Jak w czasach cancel culture zachowywać się w stosunku do ludzi, którzy poza sztuką robią moralnie naganne rzeczy. Autorka pyta, czy można oddzielić dzieło od autora. Sugeruje, że w pisarce_rzu siedzą dwie osoby. Natomiast mnie to nie do końca przekonuje. Atwood podaje tropy, gdzie należy szukać własnej prawdy, ale to tylko tropy. Cytaty (dużo ich jest w O pisaniu) i przykłady odpowiedzi innych są ważne, ale mi najbardziej podobały się opowieści o tym, jak miała sama Atwood. A nie miała łatwo. Pochodzi z Kanady, która przez długi czas miała kompleksy na punkcie krajowej literatury. Nie było na nią zapotrzebowania, bo przecież inni już napisali lepiej. Do tego Atwood jest kobietą, która zaczynała karierę pisarską w latach sześćdziesiątych, czasach niespecjalnie przychylnych kobiecym ambicjom. ✏️ Z czym radzi sobie pisarz? Jest też sporo o wytrwałości i tym, jak radzić sobie z krytyką i niepowodzeniem, bo to dotyka każdego. W ogóle sporo tu filozofii, w której przebija dystans Atwood zarówno do swojego zawodu, jak i do życia. Nawet jeśli pod koniec O pisaniu traci dynamikę, to niczego to tej książce nie ujmuje. W ostatnim rozdziale autorka w moim odczuciu zanadto odchodzi od tematu. Przytacza anegdoty, mity i legendy związane ze śmiercią. I choć wiąże się to z pisarstwem, wszak jednym z motywów do pisania jest właśnie lęk przed śmiercią lub zapomnieniem, to jednak zabrakło wyważenia. W ogóle ta książka powstała na podstawie wykładów empsonowskich, które autorka wygłosiła na Uniwersytecie w Cambridge w 2000 roku. Z założenia miały więc mieć wydźwięk edukacyjny. I myślę, że udaje się jej to. Przekazuje sporo interesujących informacji. Mnie najbardziej zaciekawiły są jej własne losy i sposoby na rozwijanie kariery i talentu. Atwood pokazuje się jako kobieta mądra, oczytana i autorefleksyjna. Z prawdziwą przyjemnością czytałam jej rozważania, wiele z nich zaznaczyłam, żeby do nich wrócić. I na pewno sięgnę do książek polecanych przez nią w obszernej bibliografii.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na82 lata temu
Śmierć jako własność prywatna Leszek Kołakowski
Śmierć jako własność prywatna
Leszek Kołakowski
Jestem pozytywnie zaskoczona tą książeczką. Piszę "książeczką" nie ze względu na treść w niej zawartą, ale ze względu na ilość stron i wielkość czcionki. Tekstu nie ma tu wiele, ale za to odnajdzie tu sporo cennych myśli. Książeczka stanowi zbiór przeróżnych tekstów, listów, eseji, sztuk, interpretacji mitów i przypowieści. W różnych formach literackich, jak zawsze pięknym, momentami ciut trudniejszym językiem, przekazane są myśli filozofów. Świadomie pisze filozofów, bo nie znalałam w tym zbiorze nic co by mnie zaskoczyło, nić nowego, ot zebrane myśli filozofów dotyczące tematyki śmierci. Nie oznacza to jednak, że Kołakowski nie oddaje nic od siebie. Wpisuje się w powszechne i popularne opinie, jak dla mnie zresztą słuszne, ale dodaje coś od siebie. Zajmuje stanowisko i opowiada się za jedna ze stron w niektórych kwestiach spornych. Trzeba oddać, że temat śmierci jest poruszony w tym zbiorze z wielu stron, straty bliskiej osoby, leku o własną smierć, kary śmierci, znikania ze świata, rytuałów pogrzebowych. Nie jestem tylko pewna, czy każdemu będzie odpowiadał specyficzny styl i język Kołakowskiego. Możnaby napisać to prościej i wtedy łatwiej byłby przyswoić te myśli. Zatrzymać się przy nich na chwilę. Myślę, że w tej plątaninie językowej może mniej wprawionemu czytelnikowi umknąć ważna refleksja. Książka trafiłaby do szerszego grona gdyby była napisana prościej. Z drugiej strony ten język i styl mają swój urok i jest to coś specyficznego zarówno dla samego autora jak i filozofii.
CharlieSheen - awatar CharlieSheen
ocenił na73 lata temu
Szkice z filozofii głupoty Jerzy Stelmach
Szkice z filozofii głupoty
Jerzy Stelmach Michał Heller Bartosz Brożek
Ta krótka książeczka jest zbiorem dwudziestu szkiców napisanych przez trzech autorów. Łączy je wspólna tematyka, którą jest głupota, dzieli sposób pisania i perspektywy poruszane przez autorów. Pierwszym jest Jerzy Stelmach, autor 10 szkiców zawartych w książce pisze o głupocie expressis verbis. Opisuje głupotę jako nieznajomość lub lekceważenie podstawowych zasad komunikacji językowej, jako dystansowanie się od wiedzy, minimalizm poznawczy, brak poczucia humoru, dystansu do siebie, słowem obnaża przejawy głupoty w naszym najbliższym otoczeniu. Kończy szkicem o głupocie bytów zbiorowych, prowadząc obserwacje z perspektywy socjologicznej. Kolejnym autorem jest Michał Heller, przygląda się on głupocie z perspektywy filozoficznej sensu stricto. Pyta więc „jak głupota jest możliwa?”, zastanawia się, czy jest zaraźliwa, analizuje proces Sokratesa, obnażając czynniki, które doprowadziły do jego śmierci, wprost oskarżając o to głupotę. Wszystko to okraszone niebywałą erudycją. Last, but not least; Bartosz Brożek. Ten autor skupił się na metodologii głupoty. Obnaża ją z pozycji autorytarnej, pisząc jaki pływ na rozprzestrzenianie się głupoty mają autorytety, wzorce społeczne. Z jednej strony atakuje filozofię postmodernistyczną reprezentowaną przez takie postacie jak Derrida, Lacan czy Zizek, bezpardonowo obnażając mechanizmy działania oraz narzędzia, którymi powyżsi autorzy się posługują, by sprawnie sprzedawać wyprodukowany przez siebie bełkot jako mądrość. Z drugiej zaś zastanawia się, czy jego krytyka postmodernizmu nie jest wynikiem głupoty, wpływu środowiska naukowego, czy nie jest ona elementem myślenia stadnego, ufundowanego na z góry przyjętych paradygmatach. Podsumowując; bardzo ciekawa pozycja, aczkolwiek czuć niedosyt, chciałoby się bardziej rozwinąć wiele kwestii. Niestety szkicowy charakter tej pozycji nie pozwala jej traktować jako książkę, a co dopiero traktat filozoficzny. Razi też trochę niespójność całej kompozycji, dysonanse tematyczne i różny poziom pisarstwa autorów. Jest to raczej dziełko do przeczytania raz w życiu, bez przemożnej chęci powrotu po latach jak to bywa z wartościową literaturą.
Jacek Jagosz - awatar Jacek Jagosz
ocenił na61 rok temu
Upiór. Historia naturalna Łukasz Kozak
Upiór. Historia naturalna
Łukasz Kozak
Ciągle próbuję coś z tego wynieść. Uwierzyć w wysokie noty. Docenić rozmach, w sumie nie można nie docenić. Ale jest coś nieznośnego w metodzie, którą przyjął Kozak żeby zreanimować i zrehabilitować Upiora. Legenda którą obrosła pozycja, aura glamoryzującej upiorowatości której dostarcza wizerunek autora, wciągnięcie na sztandary ilustracji prac Waliszewskiej, wreszcie cena w drugim obiegu 5x wyższa niż przy zakupie, no i obiecany powiew innowacji w podejściu do skostniałego tematu. Karuzela atutów, no powinnam się czuć na każdym polu dopuszczona do tajemnicy... To jest jakaś upiorna żąglerka, w której regularnie pobrzmiewa ego wodzireja. "Ale o tym jeszcze powiem później" do połowy książki, a po połowie książki "o tym mówiłem już wcześniej". Jakbym oglądała ciągle ten sam film, raz do tyłu, raz do przodu, skokowo, serią fotosów i od nowa. Kozak tnie masyw źródeł na własnych zasadach, poprzez czasy, epoki, krainy, ale jak dla mnie nie wyłania się z tego żadne kontinuum, to jest nieustające rozwlekanie szczątków w poszukiwaniu analogii (tu cieli tak i tam też cieli tak),a także instrukcja na wypadek że gdyby dzisiaj trza było upiora to tak i tak i jeszcze tak, powtórz. Pomysł zasadza się na sensownym śledzeniu skąd i dokąd zdąża upiór, ale czyta się to trochę jak superekspres: baca napoił owcę trupim rosołem, chłop po pijanemu odciął głowę trupowi i utonął we krwi. Ze znaków dymnych wokół książki wyłapałam że innowacją ma być oddanie hołdu upiorowi ludu, nie literackiem motywowi i kulturowej figurze w opozycji do "Wampira" Marii Janion. Więc skąd salonowa Waliszewska, zamiast rycin i ilustracji przedstawiających ludowe wyobrażenia upiorów, diabłów, płanetników, strzyg? Geografia upiora rozwleczona od Sybiru o Paryż, czemu nie pokusić się o diagram, mapę zabobonu. Albo może z jakiegoś tygodnika zdjęcie chłopa który w latach 30tych XX w jeszcze rozkopał grób żeby pokonać zło dla dobra całej wsi. Największy sens miało dla mnie migające w didaskaliach powiązanie upiora z chrześcijaństwem, przecież ciemnota ludu to pokłosie "biblii pauperum" i ekskluzywności nauki w średniowieczu, kościół stworzył diabła i rzucił na jego pastwę wyobraźnię niepiśmiennych. Urobek kościelny jest gruby jeśli chodzi o praktyki upiorotwórcze a potem upioro-odkręcające. Ciekawe są inkluzje historyczne, gdy pojawiają się władcy, rzezie polityczne, plagi. Tak, udało się udowodnić że był żywy trup ogólnie dostępny w przeciwieństwie do arystokratycznego przypudrowanego Vlada. Ale nie wiadomo jaki zbiorowy umysł, czym przerażony go wskrzesił, obudował w rytuały, i trzymał przy życiu. Lud pozostaje w ukryciu pomimo wielości imion i nazwisk, lud robi złe rzeczy, lud przemyca upiora na przekór oświeceniu, jest anonimowym nosicielem. Lud stanowił niemą większość która przepadła w historii świata, która realizowała potrzebę niesamowitości, dotykania sacrum i profanum, i pozostał w ciemności przykryty upiorem.
June_Ozman - awatar June_Ozman
ocenił na62 miesiące temu
Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość Zygmunt Bauman
Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość
Zygmunt Bauman
Epilog „Nie istnieją drogi na skróty, które pokazywałyby, jak sprawnie i bez wysiłku zatamować prąd typu „powrót do - czy to Hobbesa, do plemion, do nierówności czy do łona. Powtarzam: obecne zadanie wyniesienia idei integracji do skali ogólnoludzkiej i przeprowadzenia jej do samego końca najprawdopodobniej okaże się niesłychanie żmudnie, uciążliwe i kłopotliwe. Musimy się przygotować na długi okres naznaczony mnogością pytań i niewieloma odpowiedziami, naznaczony mnogością problemów i niewieloma rozwiązaniami- jak również na to, że będziemy działać w cieniu delikatnej równowagi między szansą na sukces i na porażkę. (…) Bardziej niż kiedykolwiek przedtem jesteśmy postawieni – my, ludzie, mieszkańcy Ziemi – w sytuacji albo - albo: albo wkroczymy we wspólną przyszłość, albo skończymy w zbiorowej mogile”. (s. 281.) Zygmunt Bauman, Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość, Przekł. K. Lebek, PWN Warszawa 2018. * Epilog Baumana nie pozostawia złudzeń w kwestii przyszłości Nas, mieszkańców Ziemi. ** Rozwiązanie jest proste, ale kto z niego skorzysta? *** Powtórzmy za Baumanem: „wspólna przyszłość” albo „zbiorowa mogiła”. ****Czytelnik ma o czym myśleć po lekturze Retrotopii!!! Zygmunt Bauman ( 1925-2017): • jeden z najbardziej znanych na świecie polskich socjologów, autor koncepcji ponowoczesności, płynnej ponowoczesnościi późnej nowoczesności; • autor Retrotopii, pokazującej spektakularne zmiany zaistniałe w świecie, od Hobbesa, przez powrót do plemion, powrót do nierówności, do powrotu do łona; • erudycja Baumana budzi respekt, autor powołuje się na myśl wielu: • Trade G. (1903): skłonność do powtarzania wyjaśnił tym, że ludzie uczestniczący w działaniach poszukują bezpiecznych rozwiązań za każdym razem, kiedy stają przed ryzykownym wyborem, a skłonność do nowości tym, że jednostki pragną odrębności i autonomii (Trade G., The Law of Imitation); • Bruni F. (2016a): "Ludzie, którzy od jakiegoś czasu ostrzegają przed Facebookiem, mają racje: Prawie każda minuta spędzona nad smartfonem, tabletem, i laptopem na przeglądaniu ulubionych stron internetowych i skrolowaniu przez spersonalizowane treści, zbliża nas do z góry przesądzonego wniosku. Wywiera się na nas presję, byśmy się dostosowali”. (Bruni F., How Facebook Warps Our Word, „New York Times”) • wykorzystuje znajomość światowej literatury, min.: ▪ Kafkę: Tak- odparłem- powiedziałem przecież. Oddalić się stąd - oto mój cel. Wyjazd [w:] Nowele i miniatury, s. 278.; ▪ Eco: „Widziałem dobrze, że wiele osób obawia się spisku jakiego ukrytego wroga: dziadek- Żydów, jezuici- masonów, mój ojciec garybaldczyk – jezuitów, królowie z połowy Europy – karbonariuszy, moi towarzysze spod znaku Mazziniego – króla podżeganego przez księży, policja z połowy świata – iluminatów bawarskich… (Cmentarz w Pradze, s.97-98.). Dzieło Baumana -to tekst o utraconym raju, nazwanym przez autora RETROTOPIĄ! Warto powtórzyć: Bardziej niż kiedykolwiek przedtem jesteśmy postawieni – my, ludzie, mieszkańcy Ziemi – w sytuacji albo - albo: albo wkroczymy we wspólną przyszłość, albo skończymy w zbiorowej mogile”. (s. 281.) Czytanie Baumana poszerza horyzonty! Tekst istotny i ważny, pozwalający zrozumieć istotę zmian zachodzących w Nas i w Świecie XXI w. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Skąd ten faszyzm? Michał Herer
Skąd ten faszyzm?
Michał Herer
SKĄD TEN FASZYZM? CZYLI CO SIĘ WYDARZYŁO 11.11.11 r. na Marszu Niepodległości w Warszawie? W maju cały świat globalnej Północy czcił zwycięstwo nad faszyzmem. Świętują liberałowie i konserwatyści w USA, demokracje zachodniej Europy i jej wschodnie „mniej” demokracje. Rosjanie i ludy byłego Związku Radzieckiego również chwalą się tym zwycięstwem, czyniąc z Wielkiej Wojny Ojczyźnianej z faszyzmem swój mit podstawowy. Świętują również Żydzi, których faszyzm wyniszczył i wygnał z Europy. Jeden z największych hitów wydawniczych literatury europejskiej XXI wieku, „Moja walka” Knausgarda w tomie VI kończy się setkami stron na ten temat (tytuł przecież odwołuje się do hitlerowskiego „Mein Kampf”). Co zatem świętujemy? POJĘCIE FASZYZMU I HISTORIA FASZYZMU W pytaniu „skąd ten faszyzm” zaimek „TEN” jest najważniejszy. Bo autorowi chodzi nie o „ten, ten” faszyzm niemiecko-włoski, ale o postawę. Postawę jaką przyjmuje wobec innych członków wspólnoty homo sapiens sapiens, pewien typ, który objawił się autorowi 11.11.11 w Warszawie podczas Marszu Niepodległości. I kogo będziemy mienić tym mianem? Po pierwsze, faszystą jest facet. Po drugie, faszystą jest facet, któremu się nie udało, i który jest znudzony. Po trzecie, znajduje jedno rozwiązane- przemoc. Czy to mieszanka konieczna do bycia faszystą? Chyba tak. Czy to wystarczy? Śmiem wątpić. Książka pokazuje raczej „warunki” w których rodzi się postawa faszyzująca, ale nie wskazuje (bo nie może?) ostatecznego „zapłonu”, czynnika X faszyzacji. A może faszyści to ostatni pretorianie(Rzym)-rycerze(wieki średnie)-wojskowi (nowożytność)? Cała TA nasza kultura europejska do II wojny światowej od czasów cesarstwa rzymskiego i plemion germańskich żyła w cieniu chwały wojowników-żołnierzy. Jedną z największych inspiracji dla Herera są psychoanalityczne „Męskie fantazje”, które pokazują czego „bali się” faszyści, na, co reakcją był faszyzm. Chodzi oczywiście o emancypacje kobiet w XIX/XX wieku, która stała wielu ludziom(bo nie tylko facetom) jak ość w gardle. Siedzibą owych „dziwek z karabinami” były wielkie miasta, w tym przypadku Berlin-miasto rui i porubstwa, nowy Babilon ( dla fanów seriali polecam niemiecką produkcję „Babilon Berlin”). Dobrze znamy to z naszego podwórka, i obrazu żydowsko-kosmopolitycznej Warszawy pełnej rozwiązłych kobiet żerującej na zdrowej tkance narodu. CZERWONA ZARAZA_ACEMOGLU bada empirycznie faszyzację Włoch W „Nierównościach po polsku” jest taki passus: „ Do pewnego momentu ekonomia była nauką głównie teoretyczną – przedstawiciele różnych nurtów publikowali swoje przemyślenia dotyczące sposobu funkcjonowania gospodarki, jedynie od czasu do czasu podpierając je szczątkowymi zazwyczaj obserwacjami (danymi) z rzeczywistości. Dopiero rozwój danych statystycznych, komputerów oraz metod badawczych sprawił, że z czasem ekonomia stała się nauką empiryczną. Wiele wcześniej powstałych teorii zaczęto weryfikować. Tę przemianę nazwano rewolucją wiarygodności. Niektóre teorie na tyle silnie wrosły jednak w ekonomię, że mimo wykazanych empirycznie wątpliwości co do ich słuszności, wciąż mają swoje znaczące miejsce w podręcznikach.” Podobnie zapewne jest z naukami politycznymi, i wspaniale wjechał w ten dyskurs Daron Acemoglu z swoim jednym kawałkiem. Dzisiaj też mamy „czerwoną zarazę”(Red scare),który niektórzy intelektualiści prawicowi zwą (neo)marksizmem kulturowym. Wspaniale o tym strachu przed czerwoną zarazą opowiada ekonomiczny noblista Daron Acemoglu.z kolegami w długim eseju pt. „Wojna, socjalizm i powstanie faszyzmu: studium empiryczne”., gdzie historycznie i statystycznie pokazuje, że faszyści byli „odpowiedzią” lokalnych elit i klasy średniej na zmianę społeczną, jaką było pojawienie się w trakcie I WŚ „socjalizmu”. Pojawienie się tej „zmiany” naruszało interesy lokalnych elit, przedsiębiorców i wyborców centroprawicowych i skierowało ich ku „skrajnej prawicy”. Jak piszą badacze: regiony wybierające „czerwoną zarazę” przed wojną nie dawały żadnych istotnych oznak ekonomiczno-społeczno-politycznych że są lewoskrętne, burzycielskie etc. Jedynym mocnym powiązaniem była liczba ofiar wojennych w danym regionie. To właśnie antywojenne hasła czyniły „socjalistami”, a więc „duch chwili”, a nie wielkie trwanie kapitalizmu, czy burżuazji. Może to mniej spektakularne niż „wina” kapitalizmu, ale „mnie przekonuje”. To właśnie postrzeganie owych „wyobrażonych zagrożeń” przez elektorat potencjalnie „faszyzujący” jest najważniejsze (LGBT i imigracja nowadays),jednak należy pamiętać, że być może warunki konieczne i wystarczające powstania faszyzmu były unikatowe, a nie wieczne, i odnoszą się do sytuacji powojennej (rzeź elit, upadek imperiów, zmiana systemów społecznych, epidemia itd.). FASZYZM I MORALNOŚĆ Badacze socjologiczni, czasami, mam wrażenie, nie czytali od stu lat ustaleń psychologii, ekonomii i neuronauk. Może jest to reakcja na powiązania eugeniki z faszyzmem? Strach przed byciem Sombartem? Weźmy, choćby, Joanthana Haidta. Mówi on, że ludzie konserwatywni podkreślają ważność nie tylko sprawiedliwości i troski, ale kładą nacisk na autorytet, świętości i lojalność. Wydaje się, że myśliciele liberalno-lewicowi przechodzą obok tych wpisanych w naturę ludzką potrzeb i wartości. Wystarczy zmienić człowieka i nie będzie faszystów. To nie jest remedium. Człowieka nie tak łatwo zmienić. Człowiek to nie tabula rasa. Jeden z rozdziałów haidt’wskiego „Prawego umysłu” brzmi „Why we so groupish?”. Podobne błędy mylące faszyzm z postawą tradycjonalistyczno-konserwatywną popełnił Jason Stanley w swoich dywagacjach o faszyzmie. Źródło motywacji może być wspólne, ale skutek i metoda są zupełnie inne. Tak mówili konserwatyści typu Nolte: faszyzm to Führerprinzip, upartyjnione wojsko i totalitarne zapędy, a więc metody. Faszyzm to polityczna religia, jeden z przejawów przerostu altruistycznego. Przecież wydaje się, że dobrze poświęcić się dla ojca, rodziny, wspólnoty, narodu, rasy? Faszyzm pokazuje nam ciemną stronę moralności. Nie zawsze szukamy wolności, często zdarza się, że szukamy więzi. Ale więź może stać się czasami uwięzieniem. Epoka wielkich wolności i emancypacji, a więc tzw. długi wiek XIX wyrodziła faszyzm i komunizm. Co wyrodzi epoka po 1989? WIECZNY POWRÓT FASZYZMU Dywagacje Herera są ćwiczeniami filozoficznymi, żonglerką pojęć. Jak każda filozofia mają swe granice. Tymi granicami są doświadczenie, empiria. Przykładowo, dojście do władzy faszystów włoskich było skorelowane z problemami gospodarczymi, z migracjami i z tzw. red scare. Brak zarządzania tymi emocjami przez partie niefaszystowskie i elity był jednym z czynników dojścia do władzy faszyzmu. Kordon antyfaszystowski i jego utrzymanie, taki sens ukryty ma wiele projektów politycznych w świecie euroatlantyckim. Boimy się wraz z Hererem „wiecznego powrotu faszyzmu”, ale bestia wydaje się być gdzie indziej, albo tka swe sojusze poniżej naszych radarów, by uderzyć, gdy „warunki” dadzą jej znów wyrodzić się w największy koszmar demokratów i oświeceniowców. Herer pokazuje nam konstelacje tych warunków i mówi „bądźcie czujni”. Obawiam się, że często przygotujemy się do wojny, która już była. Oczywiście nie jest tak, że „czepiam się” filozofów, bo piszą o rzeczach z Wielkiej litery, które nam jakoby rządzą (FASZYZM Z KAPITALIZMU),jednak w duchu Hume’a, przecież też filozofa, pytam, czy może to, co 11.11.11. otoczyło Herera było tym, czego już szukał, tak żeby pasowało mu do świata Wielkich liter. Nie jest również tak, że nie boję się sojuszu kibolsko-prawicowego podlanego szurią. Boję się. Czuję ich oddech na plecach. Śnią mi się po nocach. Jednak nie po to jesteśmy na tym świecie, żeby żyć tylko strachem, a Wielkie litery tylko ten strach podsycają. Potrzebna nam dobra polityka, dobre rządy i twarde „nie”, a nie „wieczne” faszyzmy, kapitalizmy i Bóg wie jakie -izmy. W musicalu „Kabaret” ludzie wstają powoli do piosenki śpiewanej przez młodego faszystę, ale w pewnym momencie śpiewają już chórem (Tomorrow belongs to me). Główni bohaterowie odchodzą, zostają „wyrzuceni” z wspólnoty. Nie powinniśmy przegapić tego momentu, nie powinniśmy „odejść” w imię zasad. Tu chodzi o zaśpiewanie lepszej piosenki 😊 Micheal Mann, w swojej książce „Faszyści”(kolejny gość mówiący raczej o „unikalnych” warunkach „faszyzmu” w sześciu krajach: Włochy, Niemcy, Austria, Węgry, Rumunia, Hiszpania, "Fascism was at heart of modernity") mówił o sile faszystów wynikającej z intensywności przekazu. Tak pisał również o tym wielki pisarz włoski, Alberto Moravia. Nuda wielkich blokowisk, nuda późnego kapitalizmu, nuda cyfrowego życia. Życie bez sensu. Ludziom potrzeba też przygód, moi państwo, czegoś co nada ich życiu znaczenia (Pisał o tym w „Zniewolonym umyśle” Miłosz). A nie tylko „dobrych” rozwiązań. Ale czy jesteśmy gotowi zaryzykować i podjąć rękawicę? Czy demokratów stać na „intensywność”? W defetyzmie zawsze byliśmy dobrzy… Ps. Może się mylę, i rację mają tacy pisarze jak Przemysław Witkowski twierdząc, że „faszyzm już tu jest”? ONR, Ruch Narodowy to są faszyści czystej wody, może takie odpowiedniki są w dawnych bastionach faszyzmu jak Hiszpania, Włochy, Niemcy, Rumunia, Węgry? Lekturki: 1. Freikorpsy i mit wojowników: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/289161/meskie-fantazje 2. Umberto Eco i “wieczny faszyzm”, https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52626/piec-pism-moralnych 3. Sombart: https://lubimyczytac.pl/autor/90625/werner-sombart i nowa opowieść o Sombarcie: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5189480/werner-sombart-i-kapitalizm-czyli-hassliebe 4. Stanley: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4964219/jak-dziala-faszyzm-my-kontra-oni 5. Madelaine Albright: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4866074/faszyzm-ostrzezenie 6. Esposito: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/301720/pojecia-polityczne-wspolnota-immunizacja-biopolityka 7. Witkowski: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5083042/faszyzm-ktory-nadchodzi Recenzje w prasie: https://malyformat.com/2024/05/co-po-dystopii/ Acemoglu: https://economics.mit.edu/sites/default/files/2023-01/War%2C%20Socialism%20and%20the%20Rise%20of%20Facism%20-%20An%20Empirical%20Exploration.pdf Moje recki: O liberałach: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zew-plemienia/opinia/91259263 O Zniewolonym umyśle: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zniewolony-umysl-przedmowa-timothy-snyder/opinia/88699797
prej7 - awatar prej7
ocenił na610 miesięcy temu
Czesi. Przewodnik po historii narodu i państwa Petr Jokeš
Czesi. Przewodnik po historii narodu i państwa
Petr Jokeš
Czesi są mi bardzo bliscy. Nie tylko "duchowo", ale również namacalnie (moja siostra ma męża Czecha i mieszkają wraz z dziećmi w tym pięknym kraju, co powoduje, że bywam tam bardzo często, starając się przy okazji poznać kolejne fascynujące jego zakątki). Jako miłośnik Czech, Czechów i czeskiej historii, postanowiłem zapoznać się z pracą czeskiego historyka wykładającego na naszym Uniwersytecie Jagiellońskim, z nadzieją, że - jak zapowiedział sam autor - dowiem się o ich historii z ich własnej perspektywy, ale z uwzględnieniem faktu, iż książka jest dedykowana polskiemu odbiorcy. No i w gruncie rzeczy się nie zawiodłem. Ważne jednak, aby pamiętać, że tytuł "Czesi", posiada podtytuł: "Przewodnik po historii narodu i państwa". Pamiętając co znaczy słowo "przewodnik", nie spodziewałem się dogłębnej analizy każdego z zagadnień, wręcz przeciwnie, nastawiałem się raczej na formę wolnej wypowiedzi, coś w rodzaju eseju. A więc może najpierw zacznę od tego co otrzymałem i w jakiej jakości, a później przejdę do tego, czego nie dostałem i czy stanowi to duży problem. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bardzo ciekawą syntezą, która w odróżnieniu od przestarzałej "Historii Czechosłowacji" autorstwa Orzechowskiego i Hecka, nie jest napisana pod dyktando konkretnej ideologii. Jokes ma talent literacki i potrafi swą historią zaciekawić czytelnika. A to już naprawdę dużo. Umiejętności syntetyczne autora stoją na wysokim poziomie, stąd książkę czyta się bardzo dobrze i z rosnącym zaciekawieniem. W tok wywodów autor umiejętnie wplata anegdoty, które nie tylko wzmacniają jego przekaz, ale w odpowiednim miejscu podkreślają najistotniejsze momenty dziejów opisywanego państwa. Wielka chwała dla autora za postawę sine ira et studio. Przykładem na nią może być bardzo ciekawa i słuszna krytyka Husa (a jak sam autor zauważa: "Hus jest niewątpliwie jedną z kluczowych postaci czeskiej historii. Do dziś Czesi czczą go z nabożeństwem rzadkim w tym raczej pragmatycznym narodzie"). Wystarczy sobie wyobrazić, co by się stało, jakby polski historyk wykładający na Uniwersytecie Karola w Pradze napisał historię Polski dedykowaną Czechom i skrytykował w niej Jana Pawła II. Sądzę, że odsądzaniu go od czci i wiary nie byłoby końca w naszym ciemnogrodzie. Ale wróćmy do naszej książki. Kolejnym przykładem na nie klękanie przed opinią oczekującą pisania pod dyktando samouwielbienia narodowego jest kwestia mordów, jakie w 1945 roku Czesi zadawali wyganianym z ich kraju Niemcom oraz, trochę wcześniej, czeskiej wersji naszego szmalcownictwa -"Od roku 1941 Żydzi musieli nosić na ubraniu żółtą gwiazdę z napisem <<Jude>> (znaleźli się Czesi, którzy denuncjowali Żydów łamiących ten przepis)". Znowuż, wystarczy sobie wyobrazić histeryczną reakcję naszej prawicy i ich polityki historycznej na podobne słowa polskiego historyka, dotyczące Polaków, a kierowane do zagranicznej opinii publicznej. Warto również pochylić się nad opisem autora dotyczącym trudnych momentów historii naszych państw (sprawa Śląska Cieszyńskiego po I wojnie światowej, czy też problem Zaolzia w 1938 roku). Słowa Jokesa są wyważone i odpowiedzialne, tak jak te, w których jakże lakonicznie, ale bardzo celnie podsumował bezsensowną wrogość polsko-czeską w dwudziestoleciu międzywojennym: "W Pradze, tak samo jak w Warszawie, ulegano iluzjom o własnym znaczeniu i jednocześnie postrzegano sąsiada jako <<państwo sezonowe>>, z którym nie warto nawiązywać bliższych stosunków - co zresztą przyczyniło się do tego, że ostatecznie sezonowymi okazały się oba państwa". Następną sprawą jest czeski humor i podejście do życia (niektórzy w Polsce w nim nie gustują, stąd epitety w stylu "czeski film"; ja natomiast go uwielbiam, ponieważ uważam, że ma wiele wspólnego z humorem angielskim, a tym samym humorem odpowiadającym mi najbardziej). Jokes nie robi z Czech "Chrystusa narodów", nie epatuje na każdym kroku martyrologią (choć są ku temu, podobnie jak u nas, odpowiednie przesłanki) i nie prześciga się z nikim na ofiary. Interesują go bardziej sprawy wolności i specyficznie czeskie postawy wobec trudnych zagadnień. Co do wyżej wspomnianego humoru czeskiego historyka to warto przytoczyć jeden przykład: "Kiedy w roku 1982 zmarł Breżniew, próbowano rozwiązać problem sukcesji w ramach kremlowskiej gerontokracji, ale natury nie dało się oszukać: jego dwaj następcy, Jurij Andropow i Konstantin Czernienko, zmarli z szybkością, która ocierała się o kompromitację". Teraz przejdę pokrótce do minusów książki. Nie znajdziemy w niej prawie nic o gospodarce, niewiele o społeczeństwie, bardzo mało o kulturze, nauce i sztuce. Jest to stricte historia polityczna. Takie prawo autora, które zapowiedział w podtytule. Gdyby ujął to wszystko, to książka nie miałaby 400 stron, tylko dwa razy tyle, a i pewnie wtedy nie wyczerpałaby tematu. Także coś za coś. Na koniec wspomnę tylko o kilku błędach rzeczowych, które nie powinny się wprawdzie w niej znaleźć, ale i tak nie obniżają wysokiej o niej mojej opinii. Po pierwsze Jokes nazywa Celtów zamieszkujących ziemie czeskie w starożytności "narodem". Nie będę się nad tym rozpisywał, bo osoby znające historię zrozumieją o co mi chodzi (te, które jej nie znają, pewnie tego nie przeczytają). Po drugie, już gorsze, przypisuje Janowi Zizce z Trocnova sławę wynalezienia taktyki walki taboryckiej przy pomocy wozów. Gdyby autor zapoznał się choćby ze świetną biografią wodza husytów pióra Petera Corneja (tą, która ukazała się u nas w 2024 r., ale pierwsze czeskie wydanie miało miejsce w 2019 r., czyli rok przed ukazaniem się "Czechów"),to wiedziałby, że nie jest to prawda. Ostatni lapsus to podanie informacji, że w czasie I wojny o sukcesję austriacką Morawy opanowały wojska elektora saskiego i króla polskiego... Augusta II Mocnego. Nie powinno się pisać takich rzeczy, kiedy kieruje się książkę Polakom, którzy mogą mieć w pamięci daty panowania swoich historycznych władców. Ostatecznie praca czeskiego historyka jest godna uwagi polskiego czytelnika i jako taką polecam ją wszystkim miłośnikom muzy Klio. Warto wiedzieć cokolwiek o naszym południowym sąsiedzie, który w tak wielu istotnych kwestiach nas niewątpliwie przewyższa.
Munk - awatar Munk
ocenił na811 miesięcy temu
Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości David Graeber
Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości
David Graeber David Wengrow
Książka ta jest często używana na amerykańskich uniwersytetach jako materiał do dyskusji. Problem w tym że tezy jakie stawiają autorzy są bardzo kontrowersyjnie a często sprzeczne ze źródłami. Często fakty historyczne mówią coś innego niż obaj uczeni twierdzą: Na przykład wszystko co wiemy o społecznościach Rdzennych Amerykanów żyjących na Prerii i o ludzie Janomami z Amazonii potwierdza że były to społeczeństwa bardzo brutalne toczące wojny niemal bez przerwy a status wojownika i duma która wynikała z bycia wojownikiem były tam podstawą hierarchii społecznej u mężczyzny i wzbudzały szacunek nawet u wrogów. Nasi uczeni wszystko to bagatelizują i pomniejszają z powodu swoich lewicowych przekonań. Dzieło które dyktowała Helena Valero w pełni uzasadnia przekonanie o radykalnej przemocy panującej wśród Janomami i autorzy chyba tej książki w ogóle nie przeczytali chociaż powołują się na nią. Także tezy że pełnym Średniowieczu Europa miała być zaściankiem fanatyków religijnych (Jakby gdzie indziej na przykład w Islamie też się nie zdarzali ) pogardzaną przez inne wyżej rozwinięte ludy jest poważnie kontrowersyjna podobnie jak pogląd jakoby Europa ustępowała w cywilizacyjnym rozwoju innym kulturom aż do lat 30 XVIII wieku Praca jest ciekawym nowym spojrzeniem na dzieje ludzkości ale wymaga najwyższej ostrożności przy przyjmowaniu tez autorów
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na68 miesięcy temu

Cytaty z książki Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko