rozwińzwiń

Dziady. Teatr święta zmarłych

Okładka książki Dziady. Teatr święta zmarłych autora Leszek Kolankiewicz, 9788374537599
Okładka książki Dziady. Teatr święta zmarłych
Leszek Kolankiewicz Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria Seria: Terytoria teatru teatr
588 str. 9 godz. 48 min.
Kategoria:
teatr
Format:
papier
Seria:
Terytoria teatru
Data wydania:
2020-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2020-04-01
Liczba stron:
588
Czas czytania
9 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374537599
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziady. Teatr święta zmarłych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziady. Teatr święta zmarłych

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziady. Teatr święta zmarłych

Sortuj:
avatar
77
58

Na półkach:

Ta książka jest arcydzielna. Ważna. Potrzebna. Synteza oparta na erudycji autora odnoszącej się między innymi do różnorodności doświadczeń ludzi potykających się o sacrum i upadających w profanum, jeśli już myśleć tradycyjnymi dychotomiami. Wynika z niej, że wszyscy jesteśmy z widowisk. Upraszczam, ale mnie ta hipoteza uwodzi.

Ta książka jest arcydzielna. Ważna. Potrzebna. Synteza oparta na erudycji autora odnoszącej się między innymi do różnorodności doświadczeń ludzi potykających się o sacrum i upadających w profanum, jeśli już myśleć tradycyjnymi dychotomiami. Wynika z niej, że wszyscy jesteśmy z widowisk. Upraszczam, ale mnie ta hipoteza uwodzi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

123 użytkowników ma tytuł Dziady. Teatr święta zmarłych na półkach głównych
  • 95
  • 26
  • 2
15 użytkowników ma tytuł Dziady. Teatr święta zmarłych na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Ocena 6,0
Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu Paul Coates, Mariola Dopartowa, Waldemar Frąc, Andrzej Gwóźdź, Marek Hendrykowski, Agnieszka Holland, Jadwiga Hučková, Sebastian Jagielski, Bożena Janicka, Przemysław Kaniecki, Leszek Kolankiewicz, Iwona Kolasińska-Pasterczyk, Krzysztof Kornacki, Iwona Kurz, Krzysztof Loska, Piotr Marecki, Jerzy Pilch, Łukasz Plesnar, Magdalena Podsiadło, Piotr Śmiałowski, Tadeusz Sobolewski, Grażyna Stachówna, Tadeusz Szczepański, Andrzej Werner, Joanna Wojnicka, Krzysztof Zanussi, Piotr Zwierzchowski
Okładka książki Antropologia widowisk. Zagadnienia i wybór tekstów Agata Chałupnik, Wojciech Dudzik, Mateusz Kanabrodzki, Leszek Kolankiewicz
Ocena 7,5
Antropologia widowisk. Zagadnienia i wybór tekstów Agata Chałupnik, Wojciech Dudzik, Mateusz Kanabrodzki, Leszek Kolankiewicz
Okładka książki Antropologia kultury. Zagadnienia i wybór tekstów Grzegorz Godlewski, Leszek Kolankiewicz, Andrzej Mencwel, Paweł Rodak
Ocena 7,0
Antropologia kultury. Zagadnienia i wybór tekstów Grzegorz Godlewski, Leszek Kolankiewicz, Andrzej Mencwel, Paweł Rodak
Leszek Kolankiewicz
Leszek Kolankiewicz
Urodzony w 1954 roku w Lipnie. Kulturoznawca. Antropolog widowisk. Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim i na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Jest autorem książek: Na drodze do kultury czynnej. O działalności instytutu Grotowskiego Teatr Laboratorium w latach 1970-1977 (1978),Święty Artaud (1988),Samba z bogami. Opowieść antropologiczna (1995),Dziady. Teatr święta zmarłych (2000). Stały współpracownik "Dialogu".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tryumf śmierci. Antropologia żałoby Alfonso Maria di Nola
Tryumf śmierci. Antropologia żałoby
Alfonso Maria di Nola
Dziś chciałabym przedstawić Wam trochę nietypową książkę. „Tryumf śmierci” autorstwa Alfonso M. Di Nola, to przegląd świadectw żałoby dotyczących różnych kultur. Przebędziemy długą wędrówkę od prymitywnych społeczności nieznających pisma do czasów współczesnych i przyjrzymy się podobieństwom i różnicom w przeżywaniu bolesnego doświadczenia jakim jest śmierć. O śmierci często możemy wiele usłyszeć w mediach, jednak temat żałoby jest już znacznie rzadziej poruszany. Jak będziemy się mogli przekonać podczas czytania tej publikacji, zachowania związane z czasem żałoby i opłakiwaniem zmarłych bardzo zmieniły się w perspektywie czasowej i przestrzennej. W książce zawarto historię, ewolucję i przemianę odczuwanej i pojmowanej przez różną ludność żałoby a także symbolikę świec, wyposażanie zmarłego w przedmioty szczególne, które miały pomóc mu w jego wędrówce lub też rodzinie. Bardzo intrygujących informacji można się dowiedzieć np. o archaicznym sposobie rozumienia żałoby. I tak np. niektóre ludy uważały żałobę jako zwycięstwo i wyprawiały ucztę, weseliły się i radowały. Dla innych natomiast był to ogromny ciężar i straszna tragedia, jakby kara za ich przewinienia. Książka opisuje dokładnie, z psychologiczną dokładnością poszczególne etapy żałoby, typy opłakiwania i charakterystykę psychosomatycznych reakcji na żałobę. Oprócz tego wiele miejsca poświęcono zachowaniu przy zmarłym, różnym typom postrzegania nieboszczyka przez żyjących czy symulowaniu żałoby. Żałoba w różnych kulturach i czasach wyglądała inaczej. Rytuały, hołdy z kwiatów, różne kolory zależenie od kraju symbolizujące okres straty czy np. różnice w żałobie zależne od płci to zaledwie ułamek poruszanych kwestii. W książce omówiono również obrzedy, które miały zatrzymać duszę na Ziemi lub przeciwnie, pozwalały „odlecieć” duszy do lepszych miejsc. Mało osób wie dlaczego m.in. stawiamy dziś nagrobki. Wywodzi się to z dalekiej tradycji, kiedy to starano się zatrzymać duszę przy najbliższych. Trumnę przykrywało się płytą nagrobną, aby dusza nie mogła oddalić się i na zawsze pozostała na Ziemi. Także strach przed nieboszczykami i nękaniem żywych był przedmiotem tej książki. Dowiemy się, że w dawnych czasach podstawiano misy z ziarnami maku, aby dusze zajęte ich liczeniem nie straszyły np. swoich rodzin. Nie wspomnę już o wiązaniu nóg, aby potem takiemu zmarłemu było trudniej wrócić do swojego domu... „Tryumf śmierci” to książka bardzo ciekawa i intrygująca. Bogata bibliografia i materiały źródłowe z pewnością gwarantują rzetelną i fachową wiedzę, przekazaną przystępnym językiem. Polecam wszystkim osobom zainteresowanym tym tematem, a zwłaszcza antropologią, historią, medycyną sądową czy też psychologią do sięgnięcia po tę publikację. Z pewnością się nie zawiedziecie. Polecam i pozdrawiam!! Moja ocena: 4,5/6
kasandra_85 - awatar kasandra_85
ocenił na715 lat temu
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki Erwin Panofsky
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki
Erwin Panofsky Raymond Klibansky Fritz Saxl
Po obejrzeniu obrazu Goyi „Saturn pożerający własne dzieci" , nikt nie może mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z bóstwem groźnym, nieprzyjaznym i mącącym ludziom szyki. W miarę upływu wieków ta postać stała się hybrydą łączącą cechy Saturnusa – bóstwa siewu, tytana Kronosa, boga czasu – Chronosa i planety Saturn. Widać to na ilustracjach obrazujących Saturna i jego dzieci, gdzie roi się od pozornie przedziwnej sieczki – od oraczy i siewców, przez wisielców, więźniów, kaleki , wędrowców, kopaczy aż do budowniczych tam czy wszystkich pracujących przy przelewaniu wody albo rąbaniu drzewa. Jest też Saturn bliskim kuzynem melancholii, a ta z kolei była rozumiana i jako choroba, i jako usposobienie człowieka, i jako chwilowy nastrój i jako etap w rozwoju ludzkiej natury. Na przestrzeni lat różnie rozumiano to pojęcie, czasem kojarząc je z głęboką mądrością, czy wręcz geniuszem, czasem z dojrzałym wiekiem, czasem mądrą refleksją nad okrutnym światem a nierzadko też… z ponuractwem, nieprzyjazną postawą wobec świata, niechlujstwem, skąpstwem, wrednym charakterem i brzydkim zapachem! Widać też, że dla człowieka starożytności, średniowiecza i również późniejszych epok, liczba cztery stanowiła jeden z fundamentów wiedzy o życiu - cztery żywioły, cztery temperamenty, cztery płyny w żywym ciele, cztery etapy życia ludzkiego, cztery humory, cztery pory roku - wszystko to na przestrzeni lat splatało się w ludzkiej świadomości w harmonijny obraz świata i ludzkiej kondycji. Ta książka szczegółowo omawia ludzkie rozumienie Saturna w filozofii, medycynie, astrologii, literaturze i sztuce, ze szczególnym ukłonem w stronę durerowskiego tajemniczego arcydzieła – „Melencolia I”, i to jest chyba najciekawszy i najbardziej frapujący rozdział całej książki. Z punktu widzenia estetyki to bardzo ładnie wydany tom, twarda okładka, porządne bialutkie karty, dobry druk do czytania, czytelne reprodukcje; można go wielokrotnie wertować bez strachu, że się rozleci. Lecz od strony czytelnika – sporo zadziorów! Przypisy zaśmiecają po połowie stron albo więcej. Ilustracje nie korespondują z tekstem jakby porozsiewano je w książce od sasa do lasa. Czasem odwołanie do ryciny znajdzie się kilkadziesiąt stron dalej, czasem nie ma go wcale. Nierzadko ilustracje mijają się z tekstem o kilkaset lat, co daje poczucie przyglądania się niechlujnej redakcji albo kompleks niezrozumienia intencji Twórców. Publikacja mocno zyskałaby gdyby wszystkie przypisy i ilustracje zostały wywalone na sam koniec. Już nie będę wynosić własnej ignorancji i narzekać, że bez dobrej znajomości łaciny i starożytnej greki, odbiór tekstu jest niepełny, bo to przecież dobrze, że przytaczane są źródła tekstów. Ale język samej pracy jest tak suchy, nudny, bezosobowy, kostyczny i kompletnie wyprany z wszelkich uczuć, że możemy tę książkę traktować wyłącznie jako pomoc w nauce i solidne opracowanie ale na pewno nie jako przyjemność obcowania z dobrą literaturą. Jakież to inne pisanie niż MBC Łysiaka czy Historie piękna i brzydoty Eco! Summa summarum – to bardzo dobry fachowy skrypt ale moje największe tegoroczne czytelnicze rozczarowanie. Z bólem serca nie mogę dać więcej niż 6/10.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 rok temu
Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku oraz wybrane eseje Ludwik Stomma
Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku oraz wybrane eseje
Ludwik Stomma
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w to wspaniała publikacja, która przenosi nas w zapomniany, tajemniczy, pełen przesądów, uprzedzeń i zabobonów świat polskiej wsi z XIX wieku (wiecie co stosowano zanim Aleksander Fleming odkrył penicylinę? Zwilżony chleb zmieszany z pajęczyną.). Zauważyłam, że dopóki te różnego rodzaju przesądy i wierzenia opierają się tylko i wyłącznie na pogaństwie lub wierzeniach zaczerpniętych od Słowian, dopóty są po prostu przerażające lub obrzydliwe. Ale kiedy w te przesądy i rytuały wkrada się Chrześcijaństwo - zaczyna się robić co najmniej śmiesznie. Przykład: skąd wzięły się niedźwiedzie? Kiedy Bóg odwiedził wieś, pewien mężczyzna ubrał kożuch futrem do góry i chciał go wystraszyć. Stanął na czterech kończynach i zaczął ryczeć - za co Bóg zamienił go w niedźwiedzia. Dalej - dlaczego osika dygocze? Bo powiesił się na niej Judasz. Dlaczego nie zabijamy pająków? Bo kiedyś jeden pająk uciszył muchę która nie dawała spać Dzieciątku Jezus. Ale według mnie to spowiadające się skowronki przebijają wszystko inne. Podsumowując - książkę, chociaż jest publikacją popularnonaukową (z dziedziny antropologii) - czyta się bardzo dobrze. Autor często odwołuje się do innych znanych antropologów jak Mircea Eliade czy Margaret Mead, co wcale nie przeszkadza w odbiorze ludziom nie zaznajomionym z tematem antropologii czy etnografii. Przyznam, że czytając ją bawiłam się świetnie - wiele faktów, o które nawet nie podejrzewałabym gatunek ludzki (a już zupełnie nie żyjący w nie tak odległym XIX wieku) mnie bardzo zaskoczyło. "Antropologia kultury..." to książka przypominająca współczesnym o naszej tożsamości kulturowej - bo choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli odciąć się od tych przedziwnych przesądów i wyobrażeń - już od czasów naszych słowiańskich przodków jesteśmy z nią związani. (thebooksspot.blogspot.com)
margoz - awatar margoz
ocenił na99 lat temu
Trzy kolory Bogini Anna Kohli
Trzy kolory Bogini
Anna Kohli
„Kościół miał do wyboru dwie strategie: z jednej strony mógł próbować zakazać pogańskich świąt – z wyjątkowo mizernym rezultatem. Z drugiej strony sprytniejszą taktyką było wynalezienie liturgii zastępczej, która „obsadzała własnym personelem” naturalne punkty obrzędowości w kole roku. W ten sposób Boże Narodzenie i święto Trzech Króli zastąpiły Święto Narodzenia Słońca, Epifanię czy Kalendy styczniowe. Nowa liturgia przykryła bogactwo starej jak cienka, dziurawa chusta, przez którą prześwitują dawne rytuały i wierzenia”. Zakup tej książki był moim marzeniem od chwili, gdy przeczytałam jej fragmenty na blogu autorki. Niestety jest praktycznie niedostępna. Ewentualnie można – jak ja to zrobiłam – wysłać do wydawnictwa maila z zapytaniem, czy mają jeszcze jakiś egzemplarz. „Trzy kolory Bogini” to najcenniejsza pozycja w mojej kolekcji. Wraz z książkami „Niesamowita Słowiańszczyzna” oraz „Seks. Odwieczny problem Kościoła” tworzy Wielką Trójcę, czyli tytuły niezmiernie dla mnie ważne. To, jak istotne miejsce zajmuje na mojej liście, potwierdza też wysiłek włożony w pisanie recenzji. Zabierałam się za nią kilka razy. Poprawiałam, rozpisywałam się i skracałam. Walczyłam ze słowotokiem, póki nie dotarło do mnie, że i tak nie uda mi się użyć wszystkich zaznaczonych cytatów. Znam ból tych, którzy wrzucają do sieci niekończące się wstęgi komentarzy. Zasypują rozmówców argumentami, wyłuszczają im wszystko skrupulatnie, a finalnie frustrują się, widząc „TL;DR, XD”. Daremne żale – próżny trud, jak skwitowałby to Asnyk. Nic na siłę, jak kwituję ja. Mój zachwyt budzi nie tylko treść „Trzech kolorów”. Podziwiam tytaniczną pracę oraz czas poświęcony przez autorkę na badania. Anna Kohli odwiedziła wiele krajów, odbyła mnóstwo rozmów, przeanalizowała masę tekstów i przyjrzała się przeróżnym dziełom sztuki. Dotarła do dziesiątek zapomnianych (a nierzadko celowo ośmieszonych) źródeł. Poznała miejsca dawnych kultów, te zagarnięte „łagodnie” przez zasiedzenie (jak jaskinie pustelnicze),a także brutalnie – przez chrystianizację mieczem i pochodnią. W swojej książce wymienia zburzone świątynie, przerobione rzeźby (typu Czarny Chrystus z Lukki) oraz życiorysy świętych zmontowane z dawnych wierzeń. Podaje liczne przykłady fałszowania mitów. Potwierdza, że niektórym legendom wystarczy jedno pokolenie, aby zakorzenić się w pamięci. Inne potrzebują więcej czasu, zwłaszcza gdy lud nie chce porzucić swojej wiary. Cytuje zapiski rozgniewanych biskupów o plebsie, który oddaje cześć starym bogom – oraz boginiom. Sięga do prac z zamierzchłych czasów, ale i do tych, którym stuknął ledwo wiek. I wciąż nie brak w nich wzmianek o kultywowaniu dawnych tradycji. O szacunku do bogiń, a przez to do natury. Po przeczytaniu można się gorzko uśmiechnąć na myśl o podwalinach naszej cywilizacji, tak chętnie przywoływanych przez katolików. Ponad 2000 lat, odmieniane przez wszystkie przypadki. Ponad 1000 lat historii kraju, w którym w imię nowej wiary ludzi okradano i mordowano. Wybijano im zęby, gdy nie przestrzegali postu. Zaganiano do kościoła, gdzie człowiek stojący do nich plecami przemawiał w dziwnym języku. Do lat 70. XX w. Kiedy dodamy do tego zakaz czytania Biblii w językach narodowych funkcjonujący do XIX w., pogłowie analfabetów w pierwszych dekadach XX w. czy przedmowę do wydania Biblii Wujka z 1962 roku (wolno już czytać PŚ, ale tylko to, które wolno),owo chlubne tysiąclecie katolicyzmu w Polsce „troszkę” się kurczy. Autorka przekazuje czytelnikowi wszystkie te informacje, jakby wręczała mu pęk kluczy. „Masz, od ciebie zależy, co z tym dalej zrobisz. Ja wykonałam swoje zadanie”. Stworzyła pracę pękatą od cytatów i opartą na potężnej bibliografii. Przypomina podręcznik akademicki, więc miejscami nadmiar danych przytłacza. Można kręcić nosem na niektóre analizy, poddawać w wątpliwość wyciągane wnioski (np. o etymologii części nazw). Można odrzucić całą treść z prychnięciem „Matriarchat? Byzydura!” Można też zastanowić się choć przez chwilę. Przyjrzeć się symbolom na starych rzeźbach i obrazach (np. motyw węża lub trójcy),przypomnieć sobie baśnie z dzieciństwa, wsłuchać w ludowe przyśpiewki, ocenić z boku nierozumiane tradycje. Nie wiem, czy da się rozwinąć w sobie ciekawość takich rzeczy, jeśli wcześniej się jej nie miało. Głęboko wierzę, że można przynajmniej spróbować. Co wyniosłam z tej lektury? Z pewnością zmieniła mi się perspektywa i podejście do tzw. zabobonów. Dotarło do mnie, że naszym bogactwem nie są księgi sakralne czy kroniki, lecz folklor. Dziś uśmiechnę się na widok czerwonej wstążeczki przy dziecięcym wózku czy podkowy nad drzwiami. Traktuję je teraz nie jak durny przesąd, lecz jak małe zwycięstwa nad okupantem. Nie chodzi przy tym o to, aby zamieniać jedną wiarę na drugą. Nie potrzebuję tego. Po prostu cieszy mnie, że umiem już inaczej patrzeć na kwestie, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Spędziłam długie godziny na grzebaniu w sieci. Przeanalizowałam historie ważnych synodów (nie tylko Trydenckiego czy Watykańskiego II). Nauczyłam się szukać informacji (Mickiewicz, żółwik!). Postawiłam sobie nowe cele. Mam w planie kilka wycieczek, w tym na Ślężę, Łysą Górę czy do Wambierzyc. Bynajmniej nie do sanktuarium. „Okres należący do tzw. prehistorii ludzkości obejmuje 95% ogólnego czasu ludzkiej egzystencji na naszej planecie, a tzw. okres historyczny – jedynie 5%. Dyskutując o zagadnieniach związanych z wierzeniami i religią, chętnie o tych proporcjach zapominamy. Szczególnie ludziom wierzącym trudno jest przełknąć fakt, że monoteistyczne religie nie wprowadziły w zasadzie nic nowego, że są kontynuacją i transformacją dawniejszych mitów i wcześniejszej symboliki. Nasza kultura i myśl religijna nie powstały w Atenach, Jerozolimie czy Rzymie, ale sięgają korzeniami wczesnego neolitu”. Polecam tę książkę osobom ciekawym świata, o otwartym umyśle. Może pozostaniecie sceptyczni wobec wyników tych badań, niemniej uważam, że warto. Zawsze warto spojrzeć na temat od innej strony. Pomyślałam też o badaczkach, którym zniszczono kariery, bo „ośmieliły się podważyć niejedno tabu świata naukowego, a szczególnie niezbite przekonanie, że patriarchalny porządek świata jest wszechobecny i odwieczny”. Jedna z nich to Marija Gimbutas. Nawet jeśli jedynym skutkiem mojej „recenzji” będzie poznanie przez Was jej nazwiska, było warto ją napisać.
KenG - awatar KenG
ocenił na103 lata temu

Cytaty z książki Dziady. Teatr święta zmarłych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziady. Teatr święta zmarłych