Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem

Okładka książki Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem autorstwa Krzysztof Dołowy
Okładka książki Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem autorstwa Krzysztof Dołowy
Krzysztof Dołowy Wydawnictwo: CeDeWu nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
490 str. 8 godz. 10 min.
Kategoria:
nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2020-02-14
Data 1. wyd. pol.:
2020-02-14
Liczba stron:
490
Czas czytania
8 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381023320
Myślenie magiczne jest jednym z ewolucyjnie pożytecznych przekonań naszego starego mózgu. Jest szybsze i nie wymaga tak dużych nakładów energii, jak używanie rozumu. To dlatego nie znamy się na prawdopodobieństwie i przeważnie zamiast faktów poszukujemy potwierdzenia własnych przekonań. Książka Krzysztofa Dołowego jest opowieścią o rodzącej się w bólach metodzie naukowej. To historia zmagań o podstawowe pojęcia pomiędzy nauką a władzą religijną (i jej późniejszymi odpowiednikami - autorytarnymi ideologiami oraz państwową cenzurą). Co mają ze sobą wspólnego święta inkwizycja i antyszczepionkowcy? Co łączy alchemię i Eucharystię oraz dlaczego obie są wrogami atomów? Z jakich powodów wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej było trudniejsze, niż mogłoby się wydawać? Jak przelot komety obalił astronomię, a opadanie rtęci w rurce fizykę Starożytnych? Autor znany z doskonale przygotowanych, błyskotliwych i pełnych anegdot wykładów, nareszcie zdecydował się przybliżyć swoją wizję historii nauk
Średnia ocen
7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem

Średnia ocen
7,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem

avatar
13
5

Na półkach:

Książka jest wprost rewelacyjna. Nie mogłam jej zdobyć, bo szybko wyczerpał się nakład, tylko nieliczne biblioteki ją mają. Książka jest niczym encyklopedia historii nauki, mnóstwo odnośników, gdzie można jeszcze głębiej dokształcić się w temacie. Można też ją traktować jako zbiór kontrargumentów na ludzi typu plaskoziemców lub foliarzy.

Książka jest wprost rewelacyjna. Nie mogłam jej zdobyć, bo szybko wyczerpał się nakład, tylko nieliczne biblioteki ją mają. Książka jest niczym encyklopedia historii nauki, mnóstwo odnośników, gdzie można jeszcze głębiej dokształcić się w temacie. Można też ją traktować jako zbiór kontrargumentów na ludzi typu plaskoziemców lub foliarzy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
57
54

Na półkach: ,

Ksiazka odklamuje religijny zabobon. Waza pozycja w naszym mocno skrzywdzonym przez nakaz wiary spoleczenstwie. Z pewnoscia polecam ludziom wierzacym i watpiacym aby wejsc na droge rozumu i odrzucic magie. Polecam!

Ksiazka odklamuje religijny zabobon. Waza pozycja w naszym mocno skrzywdzonym przez nakaz wiary spoleczenstwie. Z pewnoscia polecam ludziom wierzacym i watpiacym aby wejsc na droge rozumu i odrzucic magie. Polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2648
716

Na półkach: ,

Książka mnie po prostu przytłoczyła. Nie, nie, nie dlatego, że jest nudna, czy mozolna. Wręcz przeciwnie. Przytłoczyła mnie nagromadzeniem informacji. To kolejna książka o rozwoju nauki. Ale myliłby się ten, kto oczekiwałby nieco nudnawego wykładu, jak to rozwijała się nauka od starożytności po współczesność z „rakietowym” przyśpieszeniem w ciągu ostatnich 200-300 lat. Dołowy postanowił połączyć w tekście dwa aspekty natury ludzkiej, które dla bezpieczeństwa przez wielu autorów skrzętnie, często koniunkturalnie są rozdzielane. I połączył te aspekty doskonale. Pierwszy aspekt to nigdy nie zaspokojona ciekawość. Człowiek od zarania kombinował, dlaczego coś jest tak, a nie inaczej, dlaczego to jest itd. Oczywiście dawno, dawno temu pierwociny nauki ograniczały się do jałowych spekulacji i obserwacji zjawisk życia codziennego oraz wyciągania z tych obserwacji nie zawsze prawidłowych wniosków. Kiedy nastąpił sojusz matematyki z systematyczną obserwacją, wiedza naukowa zaczęła się rozwijać. Stąd pierwsze rozdziały książki poświęcone są astronomii. Tu zjawiska były względnie łatwo dostępne obserwowacji, częste i w sporym zakresie z dużą regularnością powtarzalne.
Do rozwoju wiedzy fizycznej, chemicznej, nie mówiąc o medyczno-biologicznej, potrzeba było jednak sporo więcej. Nie wystarczała matematyka, potrzeba było zebrać dane. A do tego potrzeba solidnej metody naukowej, jej falsyfikowalności, eksperymentów i doświadczeń, a nie samych obserwacji i spekulacji filozofów. Rozwój nauki przyśpiesza więc dopiero w epoce Oświecenia. Nazwa epoki jest znamienna. Rzadko kiedy jednak autorzy zajmujący się historią nauki zastanawiają się, dlaczego naukowe oświecenie pojawia się dopiero w Oświeceniu. Dołowy pokazuje więc też drugą naturę człowieka, coś co można nazwać potrzebą magii. Niezależnie, jak bardzo staramy się myśleć racjonalnie, ewolucyjnie jesteśmy otwarci na magię. Paleolityczny łowca nie analizował, czy za krzakiem jest tygrys, nie sprawdzał tego doświadczalnie. Ci, którzy sprawdzali, często nie pozostawiali po sobie potomków. Każdy więc nieznany szmer, każdy trzask gałęzi - to mógł być drapieżnik… ale i duch, bóg, złe. Bo czasem jednak ktoś to sprawdzał i... okazywało się, że za głazem nic nie było. A jednak coś zaszumiało, zawarczało. Coś, przed czym lepiej się chronić, nie wchodzić temu w drogę, czuć respekt. A jeśli szacunek, to i bojaźń. I w ten sposób świat został - że tak powiem – zaludniony bogami, demonami, mitycznymi stworami. Po prostu wszelkiej maści magią. Pojawiły się wierzenia, religie, bo te w łatwy (ha, ha - przynajmniej początkowo) sposób potrafiły wyjaśnić wszystkie dobre i złe aspekty ludzkiego żywota. Tyle, że poznawanie świata, odkrywanie zasad nim rządzących powoli, acz systematycznie, spychało magię na boczny tor. Wyjaśnienie coraz większej ilości zjawisk obywało się bez potrzeby istnienia zjawisk nadnaturalnych, ingerencji bogów czy złośliwości duchów.
Niestety było to nie w smak tym, którzy z kontaktów z bogami, duchami i szeroko rozumianymi zaświatami czerpali coraz większe profity. Dołowy nie pisze wprost, że rozwój nauki to właśnie to tytułowe działanie wbrew bogom, ale wystarczająco jasno to w wielu miejscach sugeruje. Poznawanie i zdobywanie wiedzy to mozolny, trudny, ale systematyczny proces wypierania magii z naszego życia i mózgu. Jak by to powiedział Laplace, do wyjaśnienia coraz większej ilości zjawisk hipoteza boga (czy Boga) jest po prostu zbyteczna.
Myliłby się ten, który książkę Dołowego przedstawiał by jako antyreligijną czy wręcz antykościelną. Nie takie jest założenie autora. Książka jest wspaniałą apoteozą rozumu, logiki i wiedzy. Oczywiście rozum, logika i wiedza niejednokrotnie skręcały na manowce, ale w przeciwieństwie do wierzeń wszelkich, z tych manowców potrafiły zawrócić na proste tory. Wierzenia i religie oddają pola wiedzy i rozumowi, i czynią porażające logicznie łamańce, żeby to pole choć trochę odzyskać i pogodzić to, czego pogodzić się już od dawna nie da.
To, za co Dołowego cenię dodatkowo to pokazanie, że wielkie, systemowe religie mogą sobie opowiadać ustami rozmodlonych hierarchów, że to od zawsze religie miłości, pokoju i tym podobne bzdury, ale prawda jest taka, że przez liczne stulecia religie przyczyniały się do zacofania i cierpienia. Czy się nam to podoba, czy nie, ale to chrześcijaństwo jest odpowiedzialne za bezpowrotne zniszczenie wielkich zasobów wiedzy starożytnych. To Kościoły (nie tylko katolicki) były wielkim hamulcowym rozwoju nauki. Przez wieki wystarczyło, żeby ktoś stwierdził, że czyjaś ciekawość świata jest niemiła Bogu, a już ciekawskiemu groziły tortury i śmierć. Dołowy dosadnie kwituje te fakty w książce. Tu tylko kilka ciekawszych przykładów:


O rewolucji francuskiej (ale chyba nie tylko):
„Rewolucjoniści i dyktatorzy, podobnie jak Kościoły, nadają sobie boskie atrybuty i prawo do decydowania o życiu i śmierci”

„Thomson był Amerykaninem i podczas amerykańskiej wojny o niepodległość zajmował się dostawą towarów dla wojska - angielskiego oczywiście, ponieważ Korona, w przeciwieństwie do powstańców, miała pieniądze. Po powstaniu Stanów Zjednoczonych, pomimo ogłoszenia powszechnej amnestii, wyjechał do Europy, obawiał się bowiem, że w demokracji rządzić będą niewykształceni głupcy, których jest większość, a w kraju rządzonym przez głupców, jak mówił, nie da się żyć. (Czasem, patrząc na naszych polityków, można dobrze zrozumieć, o co mu chodziło).”

„Idea atomów została ostatecznie wskrzeszona. Na swoje - i nasze - szczęście Boyle nie żył w kraju katolickim, zatem nie musiał się obawiać interwenci Inkwizycji.”

O chorobach i medycynie:
„Dobór [o AIDS] nie działa jednak w próżni – Kościół katolicki sprzeciwiając się używaniu prezerwatyw, ponosi odpowiedzialność za wymknięcie się tej choroby spod kontroli w południowej i wschodniej Afryce, gdzie choruje na nią ponad jedna piąta dorosłych.”
„Niestety w krajach katolickich do dziś wersety Biblii bywają ważniejsze niż dobro pacjenta i wciąż zdarzają się lekarze, którzy odmawiają rodzącej znieczulenia, powołując się na własne przekonania religijne oraz lekceważąc zdanie i dobro położnicy. Dla mnie jest to zachowanie pozbawione logiki, a przede wszystkim czysto barbarzyńskie.”
„Modlitwa „od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie” może i zachowa swój sens, bo nad wypadkami nie zapanujemy nigdy, ale od „morowego powietrza” zdecydowanie umiemy już sami zapewnić sobie ochronę znacznie lepszą niż protekcja świętych. Ludzie przejęli odpowiedzialność za ratowanie życia, a Bóg został z medycyny usunięty (choć różne Kościoły wciąż nie chcą się z tym pogodzić).
„Nie istnieje też żaden „plan ewolucyjny”. Właśnie dlatego darwinowskiej ewolucji nie lubiły i nie lubią ani prawica, ani lewica. Ani komuniści, ani Kościoły.”
„Lekarska przysięga zawodowa została zmodyfikowana przez dodanie dwóch ważnych punktów, które znalazły się w Deklaracji genewskiej uchwalonej przez Światowe Stowarzyszenie Lekarzy w 1948 roku, zgodnie z intencją twórców mającej stanowić współczesną wersję przysięgi Hipokratesa. Wprowadzono tam między innymi takie zapisy – Nie dopuszczę, by religijne, narodowe, rasowe, polityczne lub społeczne względy były przeszkodą w spełnianiu mego obowiązku wobec cierpiącego oraz nie użyję mej wiedzy lekarskiej przeciw prawom ludzkości, nawet pod presją groźby.
Zaryzykowałbym tezę, że część polskich lekarzy, powołując się na religijną klauzulę sumienia i odmawiając wykonanie badań i zabiegów prawnie w Polsce dopuszczonych, postępuje wbrew tej przysiędze, dając dowód mentalnej przynależności nie do naszej epoki, która ma za sobą doświadczenie dwóch totalitaryzmów.”

I chyba jeden z najmocniejszych w swoje wymowie cytatów z rozdziału poświęconemu ideologiom, które wykorzystywały teorie naukowe (tu teorię ewolucji Darwina) do skrajnie haniebnych i niemoralnych czynów. Tu przy okazji wielki ukłon z mojej strony wobec autora, który jasno pokazuje, że ani teoria Darwina ani on sam nie mają nic wspólnego z tzw. darwinizmem społecznym, czego nie chcą zauważyć niedouczone prawicowe, jak i lewicowe oszołomy.

„Po raz pierwszy to nie panujący Kościół zabronił nauczania praw niezgodnych ze swoją doktryną, tylko totalitarne państwo , które przejęło dawne uzurpacje religii i teraz samo uznało się za ostatecznego depozytariusza prawdy, również naukowej. I nie miało to w sumie wielkiego znaczenia, jak się przekonamy, omawiając problemy nauki w hitlerowskich Niemczech, że komunizm akurat prawa przyrody wywodził z niereligijnych przesłanek. Ważne było to, że tak samo jak wcześniej religie, tak teraz komunizm (i nazizm) odwoływał się nie do rozumu a do wiary. Już nie w Pismo Święte, ale w Kapitał lub Mein Kampf… Tam gdzie rozum śpi, budzą się demony.”

I crème de la crème, czyli tytuł rozdziału czwartego:
„Historia naturalna, czyli w Biblii nie ma ani jednego sensownego zdania dotyczącego świata materii”

Dlaczego nie 10 gwiazdek? Jedną odbieram za wyłapany, poważny błąd merytoryczny i jeden wątek, który jest kontrowersyjny i nie powinien być pozostawiony bez jakiegoś autorskiego komentarza.
W rozdziale o chorobach mamy taki passus: „W tym czasie do laboratorium Ehrlicha dołączył japoński bakteriolog Sahachiro Hata (1873-1938),który pracował nad syfilisem – już było wiadomo, że wywołuje go krętek blady, „krewny” trypanosomów.” – poważna wpadka. Krętki to bakterie a trypanosoma to pasożytniczy pierwotniak. Świdrowiec i śrubowiec to nie to samo.

W rozdziale omawiającym postępy wiedzy ewolucyjnej, w temacie doboru płciowego Dołowy skrajnie temat spłyca. Jako przykład ekstremalny (i jakże oklepany) przytacza ogon pawia stwierdzając: „Zagadkę, dlaczego ewolucja promuje tak ekscentryczne rozwiązania, ewolucjoniści rozwiązali dopiero po latach (w 1975 Amotz Zahavi sformułował słynną zasadę handicapu, wedle której samce prezentują w ten sposób swoje upośledzenia, żeby udowodnić samicom, iż są tak dobre, że je na to stać – „przeżyłem z tym ogonem, taki ze mnie superpaw”).”
Problem w tym, że owa „zasada” stała się słynna nie tylko z tego powodu, że coś wyjaśnia, ale i z tego, że przez wielu biologów ewolucyjnych jest podważana i dyskredytowana. Świetnie temat opisuje Richard Prum w „Ewolucji piękna”. Dobór płciowy można wystarczająco dobrze omówić bez powoływania się na co najmniej kontrowersyjną zasadę handicapu.

Pomijając te drobne, choć istotne, wpadki „Wbrew bogom” to książka, którą nie tylko warto przeczytać, ale również posiadać.

Książka mnie po prostu przytłoczyła. Nie, nie, nie dlatego, że jest nudna, czy mozolna. Wręcz przeciwnie. Przytłoczyła mnie nagromadzeniem informacji. To kolejna książka o rozwoju nauki. Ale myliłby się ten, kto oczekiwałby nieco nudnawego wykładu, jak to rozwijała się nauka od starożytności po współczesność z „rakietowym” przyśpieszeniem w ciągu ostatnich 200-300 lat. ...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem na półkach głównych
  • 130
  • 23
19 użytkowników ma tytuł Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem na półkach dodatkowych
  • 9
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem

Inne książki autora

Krzysztof Dołowy
Krzysztof Dołowy
Profesor SGGW w Warszawie
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem przeczytali również

Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem Jared Diamond
Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem
Jared Diamond
Prawdziwa intelektualna wyprawa. Książka z nieomal „innej epoki” która wykazała się wyjątkową odpornością i naprawdę dobrze się zestarzała. Czy Diamond się mylił? Ależ oczywiście – jak np. w swoich twierdzeniach o tym, że „sapieńsi” i „Neadertale” to nie krzyżowali się. Dziś dzięki badaniom DNA wiemy, że jak najbardziej tak (choć chyba stosunkowo krótko, bo „wymiana” była mało korzystna – kobiety Sapiens nie mogły przeżyć porodu z takich związków). Czy to zmniejsza wartość pracy Diamonda? Tylko w niewielkim stopniu i nadal jego ciekawość i dobrze postawione pytanie, pokazuje jak szeroko można eksplorować przedmiot badań. Nauka ciekawość w czystej i wysoce stężonej dawce. Niekiedy te uwagi mogą być szersze jak np. gdy Diamond mówi o „Wielkim skoku” Cromiańczyków który zbiegł się w czasie z upadkiem Neadertalczyków. Dziś wiemy że skok nie był aż taki wielki i raczej rozłożony w czasie. Wcześniej jednak duża liczba stanowisk byłą skoncentrowana w Europie (Bo było najłatwiej) i tworzyło to wrażenie „pojawienia się” zaawansowanej technologii w krótkim czasie (a technologia mogła być następstwem skoku ewolucyjnego). Dziś wiemy więcej, nawet jednak jeśli nie był to skok to jednak nadal zmiana – a tą zmianę, to symboliczne 1,5% (różnicy w DNA nas a Szympansów) bada właśnie Diamond. To też swoisty spis treści jego późniejszych książek, tu wszystko się zaczęło a wiele tez zostało później znacznie rozbudowanych. No i najważniejsza rekomendacja – Harari mocno Diamonda czytał (i często go cytuje) także jeśli lubisz Harariego to możesz trochę ujrzeć co było inspiracją dla tych pomysłów – a inspiracja musiała być mocna. Polecam bo Diamond to mocna sprawa, pomimo tych zarzutów absolutne must have.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na101 miesiąc temu
Mózg. Opowieść o nas David Eagleman
Mózg. Opowieść o nas
David Eagleman
Zawsze z ciekawością sięgam po książki związane z tematyką mózgu, umysłu. Nie mam wykształcenia, które pozwoliłoby mi zrozumieć skomplikowane terminy lub reakcje chemiczne, poza tym, nie jestem docelowym odbiorcą tego typu treści - wolę, gdy są one przystępne i upraszczają pewne schematy po to, by czytelnik, laik, mógł bez problemu przyswoić to, co dzieje się w naszej głowie. Ta pozycja trafia na moje osobiste podium w kategorii tego typu książek. Autor skupia się na tłumaczeniu pewnych zagadnień, zjawisk, przy tym przytaczając historie ludzi, których te zagadnienia dotyczą. Sporo jest tu opisów doświadczeń, wniosków, ale wszystko podane jest w lekkostrawnej formie, która nie przytłoczy czytelnika. Szczególnie zaskoczyła mnie treść ostatniego rozdziału o tym, co stanie się z nami w przyszłości - interesujące jest poznanie innych perspektyw. Książkę czyta się jak dobrą powieść, wciąga, choć to przygoda raczej krótka, na kilka wieczorów. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to mała niedogodność dotycząca komfortu czytania - książka, choć jest pisana ciągłym tekstem, to treść przerywana jest ramkami tematycznymi (bardzo skądinąd ciekawymi) - na przykład jedno zdanie urywa się, należałoby zatem przewrócić kartkę, ale na drugiej stronie akurat jest ramka zajmująca całą stronę, na przykład z opisem jakiegoś doświadczenia. Czytelnik staje więc przed wyborem - czytać tekst w ramce, czy iść dalej i wrócić do niego później? Nie jest to jednak ogromna niedogodność! Bardzo polecam tę książkę. Oczywiście, nie odpowie ona na wszelkie pytania, ale jest na tyle ciekawa, że warto ją przeczytać, chociażby dlatego, żeby zapoznać się z kilkoma ciekawymi przypadkami innych ludzi, albo dowiedzieć się, jak oszukuje nas nasz własny mózg.
Olaa_93 - awatar Olaa_93
ocenił na76 miesięcy temu
Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni Massimo Pigliucci
Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni
Massimo Pigliucci
W świecie, w którym każdy chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami online, a powoływanie się na „naukę” bywa orężem w walce politycznej, pytanie „czym właściwie jest nauka?” nabiera nowego znaczenia. Massimo Pigliucci w książce Bujda na resorach nie daje prostych odpowiedzi, ale uczy, jak nie dać się nabrać na bzdury – nawet te w naukowym przebraniu. Biorąc pod uwagę, jak łatwo nauka i jej imitacje mogą służyć legitymizowaniu interwencjonizmu państwowego, zrozumienie różnic między nimi wydaje się ważne dla każdego liberała. Nauka – pseudonauka – prawie nauka Problem demarkacji – bo tak w filozofii określa się zagadnienie granicy pomiędzy nauką a innymi formami ludzkiej aktywności – trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, przede wszystkim dlatego, że nauka nie jest jednolita. Popularnonaukowy obraz nauki jest często skażony scjentyzmem i naiwnym przekonaniem, że metodyczne zdobywanie wiedzy musi odbywać się za pomocą eksperymentów, najlepiej na wzór fizyki. Tymczasem nawet nauki uważane za przyrodnicze, jak astronomia, biologia ewolucyjna czy geologia, świetnie sobie radzą bez eksperymentów, których najzwyczajniej w świecie nie mają nawet jak przeprowadzić. Dlatego absurdalne jest twierdzenie, że nauki społeczne, humanistyczne czy historyczne nie są do końca nauką i że są zbyt subiektywne – nikt nie odmówi astronomii statusu rzetelnej nauki, a przecież nie powtórzy ona Wielkiego Wybuchu i jest to w dużej mierze nauka… historyczna. Poszczególne nauki muszą różnić się metodologią, bo świat jest zbyt skomplikowany, by do wszystkiego podchodzić tak samo. Warto tu przypomnieć recenzję książki Hayeka, bo szkoła austriacka w ekonomii, której był przedstawicielem, od dawna naucza o nieadekwatności modelowania matematycznego w naukach społecznych. Faktem jest, że fizycy (szczególnie fizycy cząstek) potrafią wyjaśnić ponad 90% zmienności w swoich badaniach, podczas gdy naukowcy społeczni czy biolodzy ewolucyjni osiągają poziom „zaledwie” 25-35%. Oznacza to, że w „naukach ścisłych” (to potoczne określenie nie bierze pod uwagę, że każda nauka jest ścisła) większość obserwowanych zjawisk daje się przewidzieć i opisać znanymi prawami, podczas gdy w naukach o złożonych systemach (ludzie, społeczeństwa, ewolucja) większość zmienności pozostaje niewyjaśniona. Często pomija się jednak fakt, że pseudonauki mają moc wyjaśniającą bliską zeru, więc nawet te 25-35% to bardzo dobry wynik. To, że uczciwi ekonomiści nie potrafią wróżyć z fusów i szklanej kuli, by wskazać dokładne daty jakichś zdarzeń, nie oznacza, że nie uprawiają nauki, że ich badania nie mają sensu i że nie mogą wskazywać ogólnych tendencji ceteris paribus. Niestety problemu pseudonauki nie rozwiążemy stwierdzając tylko, że słabo wyjaśnia zmienność wyników badań, bo istnieje też swoista szara strefa. Problemy związane ze świadomością nieustannie balansują między naukami kognitywnymi, filozofią i zwykłym bełkotem. Z kolei, niektóre teorie psychologii ewolucyjnej stanowią zwyczajne projektowanie naleciałości kulturowych na biologię człowieka. Teorie te mogą ewoluować w kierunku nauki lub pseudonauki w zależności od rozwoju metod i dowodów. Ale co z teorią strun, która matematycznie jest bardzo obiecująca i z którą pracuje wielu najprawdziwszych fizyków, ale której nie sposób dowieść? Albo jeszcze lepsze pytanie: co z SETI, czyli programem poszukiwania życia pozaziemskiego? Zajmują się tym profesjonalni astronomowie, korzystając z całego dorobku współczesnej nauki, ale nie są w stanie stwierdzić, w którym momencie należy definitywnie powiedzieć „nie ma życia pozaziemskiego”, a do kiedy należy szukać. Biorąc pod uwagę to wszystko, wydaje się, że należy traktować naukę na zasadzie „podobieństwa rodzinnego”. Austriacki filozof Ludwig Wittgenstein zwracał uwagę, że nie można ująć esencji niektórych rzeczy i że określamy je tym samym słowem tylko na zasadzie pewnego nieuchwytnego podobieństwa. Grą może być gra w piłkę czy w chińczyka, ale grać też można w teatrze czy na giełdzie. Intuicyjnie łapiemy, że między tymi ostatnimi a grą w piłkę jest zdecydowanie większa przepaść niż pomiędzy koszykówką a siatkówką. A jednak wszystkie są w jakiś sposób grami. No i może podobnie jest z nauką. W jednej się robi eksperymenty, w innej czyta teksty źródłowe, a jeszcze w innej przeprowadza się aprioryczno-dedukcyjne rozumowania. Żadne z tych działań nie jest bardziej naukowe, tak samo jak gra w piłkę nie jest bardziej grą od gry w teatrze. Nauka powinna być oceniana przez pryzmat wielu rzeczy: zgodności z istniejącymi teoriami, powtarzalności wyników, otwartości na krytykę czy zdolność do samokorekty. Jednakże brak któregoś z tych czynników nie zawsze przekreśla daną dziedzinę jako naukową. Można tu wskazać fakt, że nie wszystkie anomalie jesteśmy w stanie wyjaśnić, czy że wiele odkryć, które dziś są uznawane za naukowe, nie było zgodnych z dawnymi teoriami i musiało minąć trochę czasu, zanim się przyjęły. Nauka, polityka i think tanki Książka przekonuje, że nauka jest najlepszym narzędziem poznania świata, ale nie jest nieomylna ani wszechstronna. Pigliucci uczula na „naukowy autorytaryzm” – przekonanie, że wystarczy powołać się na „ekspertów”, by zamknąć dyskusję. Często prace naukowe są cytowane tendencyjnie i bez zrozumienia, potrafią być błędne metodologicznie i mogą być za mało istotne, by podważyć konsensus naukowy. Jeśli chodzi o ten ostatni, to konsensus naukowy oczywiście jest ważny, ale nie powinien być mylony z prawdą objawioną, bo jednak nauka cały czas się rozwija. W związku z tymi ostrzeżeniami Pigliucci przestrzega szczególnie przed ekspertami medialnymi i think tankami, ale tutaj wykazuje się trochę małym zrozumieniem tematu. Wspomina m.in. o CATO Institute, które przez lata negowało zmiany klimatu, by w końcu – pod naporem dowodów – zmienić stanowisko. To ostatnie dodaje tylko mimochodem, żeby ochronić się przed krytyką, a cały wydźwięk jego wypowiedzi sugeruje, jakoby każdy sceptyk antropogenicznych zmian klimatu w latach 90. był cynikiem opłacanym przez producentów paliw kopalnych. Autor nie dostrzega, że opór wobec „zielonej” polityki często wynikał z uzasadnionej nieufności wobec klimatologów i aktywistów, którzy – nie mając kompetencji ekonomicznych – forsowali kosztowne i interwencjonistyczne kroki dla przeciwdziałania globalnemu ociepleniu, niepotrzebnie załączając je do swoich czysto opisowych tez na temat klimatu. Dziś te zmiany są oczywiste nawet dla CATO i bynajmniej nie dlatego, że producenci ropy, gazu i węgla przestali być hojni (o ich wpływie na antyatomową histerię możesz przeczytać tutaj). Także autor nieświadomie przywołał dobry przykład, jak nauka bywa wykorzystywana jako narzędzie nacisku politycznego, a eksperci nie zawsze wiedzą, o czym mówią poza własną dziedziną – i ekonomiści o klimacie i klimatolodzy o ekonomii. Wojny naukowe W swojej recenzji poruszyłem wątki, które były subiektywnie najbardziej interesujące, ale bynajmniej nie wyczerpują one zakresu tematycznego tej książki. Wbrew pozorom, które mogłem stworzyć, nie jest to praca abstrakcyjna i zawiera dużo ciekawych przykładów „wojen naukowych” – jak Pigliucci określa spory z pogranicza nauki i pseudonauki. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak Kościół prawosławny w Etiopii leczył AIDS wodą święconą i okładaniem drewnianymi krzyżami, albo dlaczego astrologia nie ma sensu, to Bujda na resorach jest pełna tego typu lżejszej tematyki. Autor pokusił się też o skrótowe przedstawienie historii nauki od myślenia magicznego przez filozofię naturalną aż do współczesności, ale jest tu pełno popularnych błędów i widać, że historia filozofii nie jest jego specjalizacją. Mimo różnych potknięć, Bujda na resorach to książka godna polecenia każdemu, kto ceni racjonalizm i rozumie potrzebę obrony przed fałszem oraz kontroli nawet naszych autorytetów poznawczych, jakimi są naukowcy. Dla liberała to przede wszystkim ostrzeżenie przed cyniczną instrumentalizacją nauki na potrzeby propagandy politycznej i zachęta do krytycznego podejścia do „naukowych” argumentów w debacie publicznej.
Sofiofilia - awatar Sofiofilia
oceniła na811 miesięcy temu
Dinozaury odkryte na nowo. Jak rewolucja naukowa rewiduje historię Michael J. Benton
Dinozaury odkryte na nowo. Jak rewolucja naukowa rewiduje historię
Michael J. Benton
Książka okazała się dla mnie znacznie ciekawsza, niż początkowo się spodziewałem. Choć tytuł sugeruje klasyczną opowieść o dinozaurach, w rzeczywistości jest to przede wszystkim fascynująca historia rozwoju nauki, a w szczególności paleontologii jako dynamicznej, zmieniającej się dziedziny wiedzy. Największą wartością tej książki jest to, że nie skupia się wyłącznie na samych dinozaurach, ich wyglądzie czy zachowaniu, ale raczej na tym, jak dochodzimy do takich wniosków. Benton prowadzi czytelnika przez kolejne etapy odkryć naukowych, pokazując, jak zmieniały się metody badawcze: od prostych analiz skamieniałości po zaawansowane techniki obrazowania, modelowania komputerowego i analizy danych. Dzięki temu książka staje się opowieścią o procesie naukowym: o stawianiu hipotez, ich testowaniu, weryfikacji i często również obalaniu. Szczególnie interesujące było dla mnie ukazanie, jak wiedza naukowa nie jest czymś stałym, lecz wynikiem ciągłego dialogu, sporów i ulepszania wcześniejszych teorii. Autor bardzo dobrze pokazuje, „skąd wiemy to, co wiemy” i dlaczego naukowe teorie różnią się zasadniczo od popularnych, ale niepopartych dowodami spekulacji czy pseudonaukowych koncepcji. To ważna lekcja krytycznego myślenia, wykraczająca daleko poza samą tematykę dinozaurów. Podsumowując, jest to książka, którą można polecić nie tylko osobom zainteresowanym prehistorią, ale każdemu, kto chce lepiej zrozumieć, jak działa nauka. To nie tyle opowieść o dinozaurach, co o sposobach poznawania świata – i właśnie to czyni ją tak wartościową.
Michał Wroński - awatar Michał Wroński
ocenił na92 dni temu
Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej Anthony Aguirre
Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej
Anthony Aguirre
Magiczność rzeczywistości Świat jest nieuchronny w samoodniesieniu, choć potrzebuje nas, by zapachniał i nabrał koloru. Trudno zgrabnie połączyć ludzkie tęsknoty i niepokoje z precyzyjnym językiem nauk ścisłych, by stworzyć ciekawą opowieść dla szerokiego grona odbiorców. Czasem to się udaje. Wtedy ci ostatni muszą jedynie zbudować w sobie chęć odbycia podróży do granic nauki, by poszukać odpowiedzi na pytania, które każdy czasem sobie stawia. Fizyk Anthony Aguirre osobiste doświadczenie badawcze i najnowszy stan nauk połączył z subiektywnym odczuciem i emocjonalnością filozofii zen. "Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej" to eksperyment literacki i namysł nad sprzecznościami, złożonymi problemami wynikającymi z ludzkiej potrzeby dostrzegania celowości; to piękna historia przekładająca osiągnięcia fizyki na język potrzeb natury ontyczno-epistemicznych człowieka. Każdy rozdział rozpoczyna fragment zamkniętej opowieści z fikcyjnej wyprawy XVII-wiecznego podróżnika z Europy do Dalekiej Azji, stylizowanej na buddyjskie koany. To prolegomena budująca nastrój, zagadkę, zapowiedz poszukiwań odpowiedzi. Bohater spotyka w nich Galileusza, dżina, mnichów, myślicieli zen - rozmawia, walczy o życie, poznaje myśli innych i zmienia swój obraz świata. Propozycja Aguirre'a polega na zastąpieniu 'mądrości ludowej, doświadczenia z długiego życia, wartości myśli międzypokoleniowej' kumulatywną siłą nauki zaprzęgniętej do fundamentalnych pytań trapiących wszystkich. Czym jest 'teraz, przedtem i potem', jak rozumieć czas i przestrzeń, wolność i zdeterminowanie, jednoczesność, nie-podzielność materii, probabilistyczną wizję świata w konsekwencji powstania mechaniki kwantowej, czym jest nasza jednostkowa spójność i stopień uzależnienia od zewnętrza - to wszystko ma swoje odpowiedzi w ramach różnych narracji nauk szczegółowych, filozofii. Fizyka proponuje własną opowieść przy harmonijnym zastosowaniu języka matematyki, co nie oznacza, że dysponuje pewnością. Stąd autor rozpoczynając ustaleniami teorii względności i teorii kwantowej, pokazuje złożoność problemów rzeczywistości, które z czasem ujęto w ramy poznawcze. Twierdzi, że choć sporo pracy przed nami, mamy już wartościowe osiągnięć w budowaniu obrazu tego świata i granicy miedzy możliwym a niemożliwym. Dzięki pomocnym pojęciom: informacja, przyczynowość, kwant, entropia, maluje obraz Wszechświata, który w jakimś sensie nam sprzyja, a my mamy obowiązek pamiętać o jego statusie demiurga skorelowanym z każdym naszym działaniem, nawet tym najbanalniejszym (str. 304): "Wszechświat ma znaczenie, ponieważ jest tak duży i skomplikowany, że prawie zawsze zawiera w sobie nieskończenie małą część, która może wspierać istnienie bytów - istot i umysłów - które nadają mu znaczenie." "Kosmologiczne koany" w całym wywodzie jest bardzo spójna wewnętrznie, a pojawiające się fakty naukowe wprost ilustrują wagę stawianych pytań, czasem są próbą odpowiedzi na nie. Pojęcie ruchu (ze świetnym rozpisaniem paradoksu Zenona),istota bezwładności, Feynmanowska całka po trajektoriach (czytelnie i intuicyjnie podana na str. 109),rozważania o kwantowym i kosmologicznym wieloświecie czy podstawowe prawo o niemożliwości klonowania (bezbłędna analiza na stronie 318),to przygotowanie czytelnika do przepracowania nurtujących każdego pytań egzystencjalnej wagi. Fragment o nieskończoności, w szczególności twierdzenia Poincarégo o powrocie (str. 222-227),to prawdziwe emocje i wyzwanie dla wyobraźni odbiorcy. Niewiele miejsca w książce pozostało na moje malkontenctwo, szczególnie że ostrożnie podchodzę do filozofowania o empirycznej rzeczywistości. Nie zgadzam się z wnioskami odwracającymi sens redukcyjnej narracji nauk przyrodniczych (str. 379-381) i z zawieszeniem sądu o ostatecznym sensie materialności tego, co jest (str. 389),choć wcześniej fizyk wsparł tę ideę jednoznacznie. Książką nie jest arcydziełem, jak w swej okładkowej opinii twierdzi Max Tegmark, ale brakuje publikacji do tego ideału nadspodziewanie niewiele. Aguirre odważnie połączył wodę z ogniem (filozofowanie, jako umysłową gimnastykę z językiem matematyki i ustaleniami doświadczalnymi). Szczerość w przekazywaniu treści ('to wiem, tamtego nie wiem, a jeszcze coś innego wciąż naukowcom się wymyka') to dodatkowy atut opowieści. Język i 'techniczność' argumentacji nie wykraczają poza popularnonaukowość, choć kilka stron o entropii czy teorii informacji wymaga pełnego skupienia. Padają dwa proste i legendarne wzory (Einsteina i Newtona),więc nie wystraszą 'wzorofobów'. W warstwie literackiej, również dzięki przywołaniu bogactwa ustaleń myślicieli i naukowców, książka spełnia najwyższe standardy. Wystarczy wspomnieć jeden z koanowych wstępów (str. 398-399),którego analizę poznajemy w przypisach, a przywołane w nim myśli pochodzą wprost od Buddy, Georga Berkleya, Kartezjusza i Arthurów - Schopenhauera i Eddingtona. Cytować różne pasjonujące fragmenty mógłbym długo, ale pohamuję się w tym dla dobra innych czytelników i na koniec podam jedynie przywołaną przez fizyka myśli Simone de Beauvoire (str. 305): "Bycie sobą, po prostu sobą, jest tak niesamowitym i całkowicie wyjątkowym przeżyciem, iż trudno przekonać siebie samego, że każdemu przydarza się coś wyjątkowego." WYBITNE - 9/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na95 lat temu
Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim Michael Shellenberger
Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim
Michael Shellenberger
Na starcie odnośnie do kolesia linkującego naukaoklimacie.pl: ich artykuł nawet nie jest na książce, co sami przyznają plus bije z niego niezrozumienie tez, które w książce występują i większość to komentarzy to w gruncie rzeczy przytakiwanie Shellenbergowi a potem bicie własnoręcznie skleconego chochoła. Tytuł książki „Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim” w pierwszej chwili przywodzi na myśl negacjonistów antropologicznych zmian klimatu, sprzeciwiających się wszelkim działaniom na rzecz redukcji emisji CO2. Co zaskakujące autor – Michael Shellenberg – nie tylko nie jest sceptykiem wobec ustaleń klimatologów, ale jest również zasłużonym aktywistą ekologicznym (a właściwie sozologicznym – sozologia jest nauką o ochronie środowiska, a ekologia to nauka o ekosystemach),działającym na rzecz przyrody od ponad 30 lat. Na okładce książki zachwalają go akademicy – Steven Pinker i Jonathan Haidt. Książka napisana jest w „amerykańskim stylu” i zawiera wiele anegdot z życia autora. Tutaj były one znośne, bo Shellenberg na konkretnych przykładach obnażał, jak sam twierdzi – interesowność i całkowity brak kręgosłupa moralnego u różnych „zielonych organizacji”. Autor odpiera także liczne fałszywe tezy o zbliżającym się końcu świata, o pożarach w amazońskich lasach jako o „płonących płucach ziemi”, o kapitalistycznym wyzysku niszczącym przyrodę, czy o „złym plastiku, stanowiącym największe zagrożenie dla światowych ekosystemów”. Jak wynika z książki, w ciągu ostatnich stu lat liczba ofiar katastrof naturalnych spadła o 92%. W ciągu ostatnich 40 lat wielkość strat materialnych, wywołanych przez katastrofy spadła sumarycznie o 80-90%. Bywa, że pojedyncza katastrofa wywołuje dużo większe straty materialne w danym regionie, niż dawniej, ale to dlatego, że znajduje się na nim cenniejsza niż dawniej infrastruktura, a nie dlatego, że np. huragany są silniejsze. Nie jest więc prawdą, że jesteśmy rzuceni na pastwę zmieniającego się klimatu i możemy tylko odliczać dni i godziny do apokalipsy. Dodatkowo FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa) jednoznacznie stwierdza, że niezależnie od przyjętego scenariusza klimatycznego, zbiory będą rosły, a już teraz w skali dysponujemy 25% nadwyżką żywności. Jak zauważa Shellenberg, problemem jest co najwyżej dystrybucja i nie jest to coś, do czego wystarczy wola Zachodu i sypnięcie pieniędzmi – najbiedniejsze miejsca na świecie są nękane przez lokalne konflikty zbrojne, przestępczość zorganizowaną i korupcję, które uniemożliwiają skuteczną pomoc humanitarną, czy trwałe i realne wsparcie lokalnej infrastruktury. Zresztą nie zawsze do tego ostatniego jest wola polityczna na Zachodzie, ale o tym później. Autor stwierdza, że mechanizacja rolnictwa, nawadnianie i nawożenie pól przekładają się na wielkość plonów znacznie bardziej od klimatu. Nawet w Afryce Subsaharyjskiej, czyli w najmniej przyjaznym na świecie miejscu do uprawnia roli, dzięki postępowi technologicznemu plony mogą wzrosnąć o 40% w zaledwie kilka dekad. Z kolei w Afryce Środkowej plony mogłyby wzrosnąć nawet dwukrotnie, gdyby dokapitalizować tamtejsze rolnictwo. A co z podnoszeniem się poziomu mórz? Z książki dowiadujemy się, że w latach 1900-2010 wzrósł on o 0,19 metra. IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) szacuje, że do 2100 r. ma wzrosnąć o dodatkowe 0,66-0,83 metra. Tymczasem 1/3 terytorium Holandii leży poniżej poziomu morza. Znaczna jej część aż siedem metrów. Dziś mamy lepszą technologię, niż dawni Holendrzy, więc budowa nowoczesnych polderów powinna być mniejszym wyzwaniem. To będzie kosztować? Jak można wyczytać u Shellenberga, IPCC prognozuje, że PKB wzrośnie do 2100 roku jakieś 3-6 razy. Tymczasem noblista Nordhaus oszacował, że koszt dostosowania się do temperatur wyższych o średnio 4 stopnie Celsjusza nie powinien przekroczyć 2,9% światowego PKB. Czyli nawet teraz poradzilibyśmy sobie ze skutkami tego, co nas czeka. Czy naprawdę podusimy się, bo wycinka drzew w Amazonii i zmiany klimatu powodujące pożary tamtejszych lasów drzew niszczą „zielone płuca świata”? W 2019 roku miało być rzekomo mnóstwo pożarów w Amazonii, co powiązano z globalnym ociepleniem. Autor zwraca uwagę, że faktycznie było ich o połowę więcej, niż w 2018 roku, ale to 2018 odstawał od średniej, a nie 2019! Po prostu rok wcześniej pożarów było mniej, a biomasa musi się co jakiś czas wypalać. Shellenberg przypomina też, jak zrzucano winę za pożary na Bolsonaro, jakoby to wszystko działo się przez wycinkę, do której on doprowadził, ale autor zwraca uwagę, że wycinka w tamtych rejonach zintensyfikowała się sześć lat przed jego zwycięstwem. Zauważa też, że najbardziej wylesianie i pożary w Amazonii krytykowały Francja i Irlandia, czyli dwa państwa, którym najbardziej nie na rękę był traktat UE-Mercosur, który rozszerzyłby import brazylijskiej żywności do Europy, a szczególnie wołowiny, co uderzyłoby najbardziej w interesy francuskich i irlandzkich hodowców. Mógłby ktoś teraz stwierdzić: wycinka nie taka duża, pożary też, ok, ale wciąż są i wciąż zagrażają naszej egzystencji. Nie do końca. Shellenberg pisze, że amazońskie drzewa zużywają 60% wyprodukowanego przez siebie tlenu, a pozostałe 40% pochłaniają organizmy żyjące na terenach amazońskich lasów. Tlenowy wkład netto amazońskiego ekosystemu do światowych zasobów jest praktycznie zerowy. Amazonia nie jest żadnymi „płucami świata” i podobnie jest z innymi miejscami na świecie. Inna sprawa, że drzewa magazynują węgiel, więc wprowadzanie do obiegu rynkowego (co w dłuższym okresie oznacza konieczność spalenia) starych drzew, oznacza uwolnienie większej ilości węgla, niż w przypadku drzew kilkuletnich, zasadzonych specjalnie pod wycinkę. Tego wątku Shellenberg nie porusza, ale domyślam się dlaczego. Otóż skupia się on na napiętnowaniu państw rozwiniętych, które same na wczesnych etapach rozwoju swoich gospodarek, zastępowały swoje braki w kapitale i mechanizacji zwiększaniem powierzchni upraw, czy po prostu wydobyciem surowców naturalnych, gdzie obie te rzeczy wiązały się z wylesianiem prastarych europejskich lasów. Oburza go, że po tym, jak te państwa same nie liczyły się z klimatem, teraz nagle chcą odgrywać rolę globalnych policjantów i skazać na biedę miliony ludzi. Przesada? Ograniczenie wycinki to jeszcze niezatrzymanie rozwoju gospodarczego? Jednakże nie raz mowa wprost o tym drugim. Autor podaje przykłady, jak przeznacza się środki w ramach pomocy dla ubogich krajów, zaznaczając, że mają za te środki wegetować i nie wolno im rozbudowywać za nie żadnej infrastruktury, bo to naruszyłoby „dziewicze tereny”, czy doprowadziłoby do „klęski ekologicznej”. W dodatku narzeka się na tzw. sweatshopy, które dla ubogich ludzi są nieraz jedyną szansą na wyjście z nędzy i umożliwiają jakąkolwiek akumulację kapitału i poprawę bytu całych społeczności. Po co Shellenberg o tym mówi? Wszystko będzie dobrze, więc możemy niszczyć planetę bardziej? Nie, chce on chronić przyrodę i chce to robić skutecznie, więc ostrzega przed różnymi destrukcyjnymi modami, do których zachęcani są ludzie, którzy naprawdę przejmują się losem środowiska, a którzy nie mają wystarczająco czasu lub umiejętności, by zbadać temat dogłębnie. Stąd np. nagonka na plastik, który miał się rozkładać tysiące lat i wybić większość zwierząt w oceanach. Tymczasem Shellenberg przytacza badania o rozkładaniu się plastiku w oceanach, który nadal niestety może szkodzić zwierzętom, ale jest go w wodzie dużo mniej, niż się spodziewano. Polistyren (składnik np. styropianu),który miał się rozkładać tysiąc lat, rozkłada się w zaledwie kilka dziesięcioleci na węgiel i dwutlenek węgla. Dodać do tego wspomniane w książce fakty, że produkcja szklanej butelki wiąże się z od dwóch do cztery razy większą emisją dwutlenku węgla, niż plastikowej oraz że jeśli chcemy, by papierowa torba miała niższy ślad węglowy, niż plastikowa, to musiałaby zostać użyta aż 43 razy i okazuje się, że wiele działań teoretycznie prośrodowiskowych, było przeprowadzanych po omacku i ze szkodą dla przyrody. Istnieją rzecz jasna beneficjenci ekoalarmizmu i grupy, które wcale po omacku nie działały. Są to wszystkie te organizacje, które od kilkudziesięciu lat walczyły z atomem, rozpowszechniając nieprawdziwe informacje na jego temat i wzbudzając strach przed „nuklearną zagładą” i zalecając w zamian panele słoneczne oraz wiatraki. A że słońce nie świeci i wiatr nie wieje cały czas, to niedobory energii trzeba uzupełniać paliwami kopalnymi. Jak dowodzi autor, NGOsy takie jak 350.org, Sierra Club, NRDC i EDF przyjmowały pieniądze od producentów tychże paliw i produkowały na jej zamówienie niezgodne z wiedzą naukową treści na temat atomu. Także Tesla lobbowała za zamykaniem elektrowni atomowych, ale z innych powodów: po prostu sprzedawała panele i akumulatory do farm słonecznych. Mam nadzieję, że udało mi się was przekonać, że książka nie została napisana przez żadnego klimatycznego negacjonistę, a wręcz przeciwnie – przez człowieka szczerze zatroskanego kwestiami sozologicznymi. Najważniejsza lekcja, jaka płynie z tej publikacji, jest moim zdaniem taka: jeśli zależy nam na klimacie, to musimy pozwolić biednym krajom się rozwijać, bo po uprzemysłowieniu będzie je stać na czystsze źródła energii. Akumulacja kapitału, a w konsekwencji inwestycje i mechanizacja zwiększają naszą produktywność we wszelkich gałęziach gospodarki, co oznacza przecież coraz lepsze wykorzystanie zasobów. Wypracowaliśmy, wspomniane przed chwilą, czystsze źródła energii, czy zwiększyliśmy wydajność rolnictwa, co pozwala uzyskiwać większe plony z mniejszej powierzchni upraw. To drugie w połączeniu z urbanizacją sprawia, że w krajach rozwiniętych odzyskujemy dla świata przyrody kolejne tereny i je zalesiamy. Niezależnie od przyjętej strategii dostosowania się do zmian klimatu, w każdym przypadku wiążą się one z kosztami, ale wszystko wskazuje na to, że kapitalizm pozwala najlepiej na te zmiany zareagować.
Sofiofilia - awatar Sofiofilia
oceniła na83 lata temu
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna Sabine Hossenfelder
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna
Sabine Hossenfelder
„W fizyce teorie są zbudowane z matematyki. Posługujemy się nią nie dlatego, że chcemy odstraszyć ludzi niezaznajomionych z geometrią różniczkową i algebrami Liego z gradacją; posługujemy się nią, ponieważ jesteśmy głupcami. Matematyka pozwala nam zachować rzetelność – chroni nas przed okłamywaniem samych siebie i innych. Z matematyką można się mylić, ale nie da się kłamać.” Niemiecka fizyczka i filozofka Sabine Hossenfelder w swojej książce pt. „Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna” postanowiła skomentować aktualny zastój w fizyce wysokich energii opowieścią o tytułowej pułapce piękna teorii fizycznych i wynikających z tego konsekwencjach. Hossenfender za główny cel obrała sobie odpowiedź na pytanie czy opis rzeczywistości w najbardziej fundamentalnej skali musi być wyrażony poprzez eleganckie i piękne w swojej formie prawa fizyczne. W tym celu przeprowadza rozmowy z wieloma znamienitymi fizykami, np. Nimą Arkani-Hamedem, Frankiem Wilczkiem czy nieżyjącym już Stevenem Weinbergiem. Będąc w opozycji do swoich interlokutorów uważa, iż natury nie interesuje piękno, dlatego też wobec każdego konstruktu fizycznego trzeba postawić jasne wymagania – określone predykcje eksperymentalne. Mniejsze znaczenie, według niej, ma sama forma równań, a jeszcze mniejsze wyłaniająca się z nich naturalność albo precyzyjnie dostrojone. Laik (jak jak) raczy jednak zapytać – o co w ogóle chodzi z naturalnością i dostrojeniem? No i w tym momencie zaczynają się schody… Autorka tak ujmuje sprawę: „Jak wyjaśniłam, większość zagadnień, którymi obecnie zajmujemy się w fizyce fundamentalnej, ma związek z numerycznymi koincydencjami. Precyzyjne dostrojenie masy Higgsa, silny problem CP, mała wartość stałej kosmologicznej – nie są to niespójności; to przeczucia natury estetycznej.” Naturalność w największym z możliwych uogólnień to brak ww. „numerycznych koincydencji” lub arbitralnie dodanych składników teorii, jak np. wyznaczonych doświadczalnie mas cząstek Modelu Standardowego. Precyzyjne dostrojenie natomiast dopuszcza tego typu dodatki w modelu fizycznym. Zasadniczo, większa część książki została poświęcona problemom dzisiejszej fizyki teoretycznej, która znalazła się w swego rodzaju ślepym zaułku. Hossenfelder upatruje przyczyn stagnacji nie tylko w umiłowaniu teoretyków do piękna lecz także coraz większej komercjalizacji i urynkowieniu nauki (wyścigi po granty),uleganiu błędom poznawczym, a także konformizmowi badaczy, skupionych w największych ośrodkach naukowych głównego nurtu (teoria strun),często będących hamulcowymi innowacyjności. Jak widać, to wszystko kwestie wewnętrzne środowiska fizycznego co czyni tę pozycję dosyć trudną dla czytelnika poszukującego ciekawych treści popularnonaukowych. Niemniej, autorka przy okazji objaśniła niektóre pojęcia fizyczne bardzo rzetelnie i profesjonalnie; bez zbędnych analogii i przekłamań; sama „czysta” fizyka, acz bez matematyki. Wystarczy choćby spojrzeć na opis funkcji falowej: „Sama funkcja falowa nie odpowiada żadnej obserwowanej wielkości, ale na podstawie jej wartości bezwzględnej można obliczać prawdopodobieństwa dla pomiarów fizycznych obserwabli – z wyjątkiem szczególnych okoliczności wynik pojedynczego pomiaru jest nieprzewidywalny.” s. 78 „Zaczyna się od funkcji falowej. Jest to matematyczny obiekt opisujący dany układ fizyczny. Często mówi się o niej jako o zadającej stan układu, jednakże – i tu zaczyna robić się ślisko – nie da się jej obserwować poprzez jakikolwiek pomiar. Funkcja falowa jest tylko czymś pośrednim; można za jej pomocą tylko obliczyć prawdopodobieństwa możliwych pomiarów pewnych obserwabli. To jednak oznacza, że po pomiarze funkcja falowa musi ulegać swego rodzaju aktualizacji, tak aby zmierzony stan miał teraz prawdopodobieństwo równe 1. Aktualizacja ta – określana niekiedy mianem „kolapsu lub redukcji” – jest natychmiastowa; następuje w tej samej chwili dla całej funkcji falowej, bez względu na to, jak szeroko funkcja ta była rozprzestrzeniona. Jeśli na przykład obejmowała swoim zasięgiem dwie odległe wyspy, to dokonanie pomiaru na jednej z nich determinuje prawdopodobieństwo na drugiej. To nie jest eksperyment myślowy; takie doświadczenie faktycznie przeprowadzono” s. 174 Podsumowując, bardzo przyjemnie spędziłem czas przy lekturze „Zagubione w matematyce”, nawet jeśli nie do końca do mnie skierowany był centralny przekaz. Na minus jedynie fakt, iż miałem nieodparte wrażenie dużego żalu autorki do swoich kolegów po fachu za to, że zwyczajnie nie słuchają jej rad. Jednakowoż, nie polecam tej książki osobom szukającym "fizycznej rozrywki". Polecam wyłącznie tym, których bardziej interesują specyficzne problemy społeczności fizycznej aniżeli samej fizyki. 8/10
Konrad - awatar Konrad
ocenił na82 lata temu
Czym jest życie? Biologia w pięciu krokach Paul Nurse
Czym jest życie? Biologia w pięciu krokach
Paul Nurse
Czym jest życie ? Vol.2.:Reaktywacja - Notatki z noblisty #szaleństwopodręczników ŚWIATY (POZA)FIZYKĄ Według tęgich głów XX wieku biologia miała być zjedzona przez fizykę(i chemię). Takie przekonanie nazywamy fizykalizmem („wszystko da się sprowadzić do praw fizyki i cząstek elementarnych”),a możliwe byłoby to dzięki redukcji opisu zjawisk społecznych, czy biologicznych do opisu zjawisk fizycznych. Czy tak rzeczywiście jest: nie wiem, czy to się kiedykolwiek uda: nie wiem. Od pewnego czasu wiele tęgich głów ma w tym temacie wątpliwości, ale wciąż pozostaje całkiem spora grupa ludzi, którzy ten projekt uważają za płodny i ambitny (Jerzy Dzik pisał w polskim podręczniku do biologii: Po dziesięcioleciach sporów nie ma jednak wątpliwości, że podejście redukcjonistyczne daje niepełnym obraz życia). Paul Nurse, choć sceptycznie podchodzi do radykalnej wersji tej idei, to mimo wszystko jako biolog molekularny widzi życie biologiczne jako proces, którym rządzą prawa fizyki i chemii. Wyjściem poza opis chemii i fizyki(jak?) zdaje się dla Nurse’a opis oparty na przetwarzaniu informacji (po co?). Czy ten nowy paradygmat w biologii (ale przecież i w fizyce, czy naukach społecznych),którego piewcą jest np. Harari stanie się dominujący, to dopiero pieśń przyszłości. Aczkolwiek, ostatnio przyszłość to, parafrazując Norwida, dziś tylko cokolwiek dalej. PYTANIE O ŻYCIE W 1944 roku Erwin Schrödinger zastanawiał się jak to jest, że żywe organizmy z pokolenia na pokolenia utrzymują jednolity kształt i porządek, choć światem rządzi entropia (II prawo termodynamiki: wszechświat zmierza ku chaosowi)? Według Paula Nurse’a, pytanie Schrödingera skupiające się na dziedziczności nie wystarcza do zrozumienia w pełni fenomenu życia, i choć odpowiedź na pytanie czym są geny i jak przechodzą na dalsze pokolenia są kluczowe dla życia, to nie jest wszystkim (odejście od paradygmatu „samolubnego genu”). Definicja Nurse’a dotyka pięciu zagadnień: życia jako fenomenu komórkowego, życia jako fenomenu przenoszonego przez geny, życie i jego rozwój w ramach ewolucji drogą doboru naturalnego, życia jako procesu chemicznego oraz życia jako procesu zapisu informacji. 1. TEORIA KOMÓRKOWA-„atomizm” biologiczny Podstawowym atomem biologii, nauki o życiu, są komórki. Jak pisze Nurse, według naszej wiedzy, wszystko, co żyje na Ziemi, jest albo komórką, albo ich zbiorem. Teoria komórkowa ma 150 lat, i aż dziw bierze, że zważywszy jej znaczenie, ma tak mało piewców (w porównaniu do Darwina, czy Newtona). Odkrycie komórki musiało poczekać na wynalezienie mikroskopu, co pięknie pokazuje związek nauki i techniki. Bakterie i inne mikroby to „najpowszechniejsza i najbardziej zróżnicowana grupa istot żywych na Ziemi”. Nawet człowiek „nie jest odrębną, indywidualną całością, lecz ogromną i nieustannie się zmieniająca kolonią ludzkich i nie-ludzkich komórek”. Dopiero jednak „rewolucja naukowa” w Europie XVII i n. stuleci, pozwoliła dostrzec „niewidzialne” jednostki życia. Komórka jest nośnikiem życia (ma znamiona życia),ale i sama jest żywa. A więc: komórki to jednostki życia, komórki są żywe, a każda komórka pochodzi od innej komórki (nie ma samorództwa). Paul Nurse daje nam współczesny opis budowy komórki: „Komórki to najprostsza jednostka życia. Stanowią one pojedyncze żywe organizmy, otoczone membraną z lipidów przypominających tłuszcz(…)Największe z nich (wewnętrznych struktur komórki) są organelle -każde opakowane we własną membranę. Wśród organelli wyróżniamy jądro komórkowe, które stanowi centrum dowodzenia komórki, ponieważ zawiera informacje genetyczne zapisane w chromosomach. Mitochondria pełnią funkcje miniaturowych zasilaczy dostarczających komóre energii potrzebnej do rozwoju i przetrwania.(…)najważniejszym elementem komórki jest błona komórkowa(…)która oddziela komórkę od otoczenia, a tym samym określa, co jest na zewnątrz, a co wewnątrz.(…)Komórki (…) rosną, reprodukują się, utrzymują przy życiu, a ich działanie charakteryzuje celowość: imperatyw przetrwania i podziału.”. Poznając działanie komórki, poznajemy jak działa życie. 2.GENY_MENDEL i CRICK/WATSON- mendelizm Choć od zarania dziejów wiemy, że podobieństwo między rodzicami, a potomstwem to cecha definiująca organizmy żywe, to bardzo późno zrozumieliśmy dlaczego i jak to się dzieje. Dopiero od Gregora Mendla, tego działającego na terenie Czech opata augustianów w Brnie, „bawiącego się” krzyżowaniem sadzonek groszku ogrodowego, mamy o tym „jako-takie”, realistyczne wyobrażenie tego procesu. Może „bawił się” to zbytnia przesada, bo jak pisze Nurse, przed Mendlem nikt nie poważył się na takie poważne „badania ilościowe”. Dzięki eksperymentom, mógł „zauważyć” prawidłowości w dziedziczeniu cech takich jak kolor. Jednak dla jego współczesnych nie były to „poważne” badania. Jednak dały one podwaliny pod genetykę, a ideą główną tej dziedziny będzie mendelizm, teoria głosząca, że cechy dziedziczone są zdeterminowane przez obecność cząstek fizycznych istniejących jako pary („geny”). Nie tylko zresztą u groszku ogrodowego, a praktycznie w każdym organizmie żywym. Geny znajdują się w „niteczkach”, które zwiemy chromosomami (ich odkrywca, Flemming, zauważył, że „gdy komórka przygotowała się do podziału, niteczki rozdwajały się wzdłuż własnej osi pionowej, a potem stawały się krótsze i grubsze. Następnie komórka dzieliła się na dwoje, a niteczki rozłączały się, tak że w każdej komórce córce pozostawała tylko jedna z par.”). Dziś wiemy, że u eukariontów (komórkowców z jądrem komórkowym) rozmnażanie płciowe wygląda tak samo, „w jajeczku i plemniku znajduje się po połowie chromosomów, a pełna ich liczba kształtuje się, gdy obie te komórki łączą się w jedną, tworząc zapłodnione jajeczko”. Każdy chromosom zawiera pojedynczą, nierozdzielną molekułę DNA (każda molekuła jest nosicielką genów),a „geny są zrobione z DNA”. Geny zatem to stabilne jednostki chemiczne (zbiory atomów),podlegające prawom chemii i fizyki. Datą kluczową był rok 1953. To wtedy Watson z Crickem podali dwa warunki konieczne przetrwania życia: 1) DNA musi kodować informacje, jakie komórki potrzebują rozwoju i utrzymania życia, 2) DNA musi być w stanie precyzyjnie i stabilnie się replikować, aby nowe komórki dziedziczyły komplet instrukcji genetycznych. Umożliwia to właśnie odkryta wtedy, spiralna struktura DNA. To właśnie w kodzie DNA ukryte są komunikaty za pomocą czterech zasad azotowych, i właśnie ich „odczytywaniem” zajmuje się mechanizm komórki. Tak właśnie geny „programują” zachowanie komórek, instruując komórki, jak mają budować różne białka (to białka budują większość enzymów, struktur i systemów komórkowych). Komórki „przekładają” język zasad azotowych( A,T,G,C) na 24-znakowy język aminokwasów (cegiełek białek). Ten rodzaj „przekładu” zwiemy kodowaniem genetycznym. Przykładowo, układ GCT każe dodać komórce aminokwas zwany alaniną do nowej cząstki bialka. Wiedząc to, możemy zacząć programować życie. Jak pisze nasz noblista, „złamanie kodu genetycznego rozwiązało największą tajemnice życia”. Dalszym krokiem było „sekwencjonowanie DNA”, a więc identyfikacja rodzaju i porządku sekwencji połączeń zasad azotowych w genie (dzięki temu wiemy jakie połączenia tworzą jakie białka). Od 2003 roku znamy genom ludzki, 22 tysiące genów kodujących białka, które są wspólne dla naszego gatunku („Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, /Wierzcie mi, jedna będzie jucha”). Autor pokazuje nam, że nasz genom jest niemal identyczny u każdego osobnika ludzkiego (różnice to mutacje, i nie przekraczają one 1% materiału genetycznego s.56). Powtórzmy: nasze genomy, każdy długi na trzy miliardy „liter” DNA, są bardzo podobne, bez względu na płeć, narodowość, wyznanie, czy klasę. Co ciekawe, podział komórki i replikacja genów są zjawiskami zachodzącymi synchronicznie. Jak pisze Nurse, „analiza cyklu komórkowego stanowi fundamentalny krok w stronę zrozumienia natury życia”. 3.EWOLUCJA_DARWIN (ewolucjonizm i (neo)darwinizm) Z biegiem czasu, życie gatunkowe ulega zmianom. Z biegiem czasu głębokiego (zmiany są niewidoczne w horyzoncie życia osobnika homo sapiens) dodajmy. Jeśli za ojca genetyki uznamy Mendla, to ojcem ewolucji jest Darwin. Nurse oddaje należny hołd również Lamarckowi i Erazmowi Darwinowi(dziadkowi Darwina). Wyjaśnia, że: „Podstawą idei doboru naturalnego jest fakt, że populacje żywych organizmów występują w różnych wariacjach. Kiedy powstają one w wyniku zmian genetycznych, są dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Niektóre z takich wariacji wpływają na predyspozycje do rozmnażania obdarzonych nimi jednostek. Sukcesy w reprodukcji sprawiają, że osobniki posiadające nowe cechy będą stanowić większą część populacji w kolejnym pokoleniu.” Organizmy żywe muszą spełniać trzy warunki, aby mogło dojść do ewolucji drogą doboru naturalnego: muszą być zdolne do rozmnażania, muszą być wyposażone w system dziedziczenia (system kopiowania i przekazywania informacji o cechach organizmów),muszą mieć system dziedziczenia zdolny do zmienności. Jest też jeden szkopuł: aby proces działał skutecznie, pisze Nurse, żywe organizmy muszą umierać. Dzięki temu, nowe pokolenia lepiej dostosowanych mogą zastąpić mniej dostosowanych przodków. 4. Metabolizm to chemia życia (redukcjonizm i fizykalizm) Dzisiaj wiemy jak pisze Nurse, że: w komórkach wszystkich żywych organizmów zachodzą setki, a nawet tysiące reakcji chemicznych równocześnie. To one tworzą molekuły życia, które z kolei budują komponenty i konstrukcje wewnątrz komórek. One też są odpowiedzialne za rozbijanie tych molekuł, by dokonywać recyklingu elementów komórki i wyzwalać energię. Te niezliczone reakcje zachodzące razem w żywych organizmach nazywamy metabolizmem. Stanowi on podstawę wszystkich mechanizmów życia: wzrostu, rozwoju i reprodukcji, z niego też bierze się cała energia potrzebna do napędzania tych procesów. Metabolizm to chemia życia. Metabolizm działa dzięki enzymom, molekuł zbudowanych z białek zwanych polimerami. Budowę polimerową mają również węglowodany i tłuszcze, kwasy nukleinowe, DNA i RNA. Co ciekawe, wszystko one są wariacją na temat pięciu pierwiastków: węgla, wodoru, tlenu, azotu i fosforu. Nurse nie ukrywa, że właśnie na poziomie mikro- możemy rozpoznać, że biologia działaj tak „jak” mówią opisy fizyki i chemii. Ilustruje to opisem fermentacji: Odkąd ponad dwieście lat temu Lavoisier zaczął zadawać pytania o działanie procesu fermentacji, biolodzy stopniowo przekonywali się, że nawet najbardziej złożone zachowania komórek i organizmów wielokomórkowych można analizować w kategoriach chemii i fizyki. (…)Przekonanie, że komórki – a zatem wszystkie żywe organizmy – to niezwykle skomplikowane, choć ostatecznie możliwe do zrozumienia chemiczne i fizyczne urządzenia, jest obecnie powszechnie akceptowanym sposobem myślenia o życiu. Ludzie nauki czerpią z tego odkrycia i usiłują scharakteryzować i skatalogować wszystkie komponenty niewyobrażalnie złożonych żywych maszyn, jakimi wszyscy jesteśmy. 5. INFORMACJA co to wszystko znaczy? Celowość_Monod/Jacob(francuscy intelektualiści oraz Kant)_cykle biologiczne jako przetwarzanie informacji Wiemy dużo jak działają organizmy, ale nie zawsze wiemy po co. Noblista pisze: Żywe stworzenia nie tylko polegają na gromadzonych informacjach, ale też działają świadomie.(…)Biologia to gałąź nauki, w której często mówimy o celowości działania. W naukach z obszaru fizyki się tego nie robi – nie pytamy o cel działania rzeki, komety czy fali grawitacyjnej. (…) Wszystkie żywe organizmy zajmują się sobą, dokonują samoorganizacji, rosną i się reprodukują. To celowe zachowania, opracowane ewolucyjnie, dlatego że zwiększają szanse organizmu na zrealizowanie najważniejszego celu, jakim jest podtrzymanie własnego istnienia i wydanie na świat potomstwa. Co ciekawe, mamy u biologów trochę bardziej łaskawe podejście do kasty filozofów niż u ich ziomków za między, fizyków. Kant staje się bohaterem i prekursorem badań nad celowością, znaczeniem i świadomym działaniem. Nurse, w jakimś sensie, oddziela badania biologiczne i fizyczne właśnie na podstawie braku przedmiotowej celowości w materii nieożywionej (czy możliwa jest fizyka materii ożywionej, oto jest pytanie?). Oddajmy głos autorowi: Celowe działanie stanowi jeden z definiujących aspektów życia, ale jest podejmowane tylko wtedy, kiedy organizm operuje jako całość. Jedną z pierwszych osób, które pojęły mechanizm tej szczególnej cechy istot żywych, był osiemnastowieczny filozof Immanuel Kant. W swoim ostatnim dziele, zatytułowanym Krytyka władzy sądzenia, Kant twierdzi, że elementy żywego organizmu istnieją ze względu na całość jego istoty, a ona z kolei istnieje, by podtrzymywać przy życiu części, z których się składa. Myśliciel uważał, że żywe organizmy to zorganizowane, spójne i samoregulujące się byty kontrolujące własny los. Co ciekawe, mamy u biologów trochę bardziej łaskawe podejście do kasty filozofów niż u ich ziomków za między, fizyków. Kant staje się bohaterem i prekursorem badań nad celowością, znaczeniem i świadomym działaniem. Nurse, w jakimś sensie, oddziela badania biologiczne i fizyczne właśnie na podstawie braku przedmiotowej celowości w materii nieożywionej (czy możliwa jest fizyka materii ożywionej, oto jest pytanie?). CZYM JEST ŻYCIE? ODPOWIEDŹ Według Nurse’a życie krąży wokół pięciu wielkich koncpecji biologii: idei komórki, idei genu (dziedziczenia),idea ewolucji (zmiany) oraz idea życia jako procesu chemicznego i życia jako przetwarzania informacji. Z tą ostatnią ideą, biolog wiąże nadzieję na nowy, przełomowy paradygmat w tej nauce. W pytanie o życie są zapętlone podpytania: o to jak działa życie, jak powstało, czy na czym polegają relacje wiążące żywe istoty na naszej planecie? Schrodinger, a później Chalmers, czy Penrose „czekali” na nowe „prawa fizyki” wyjaśniające takie „trudne” zjawiska jak życie, czy świadomość. Możliwe, że pewne odpowiedzi będą „tajemnicą” dla nas do końca, bo są przed nami „ukryte”. Nurse próbuje zdefiniować życie za pomocą zasad. Oto jego definicja: Zdolność do ewolucji drogą doboru naturalnego to pierwsza zasada, jaką się posłużę, by zdefiniować życie.(...)Moja druga zasada mówi, że wszystkie formy życia są ograniczonymi przestrzennie fizycznymi bytami, oddzielnymi od swojego środowiska, lecz zdolnymi się z nim komunikować.(...)Moja trzecia zasada głosi, że organizmy żywe to systemy chemiczne, fizyczne i przetwarzające informacje.(...)Te trzy zasady razem wzięte definiują życie. Każdy byt funkcjonujący według nich wszystkich może zostać uznany za żywy. IDZIE NOWE? Na koniec lista ciekawych ścieczek/koncepcji, z którymi mierzy i będzie się mierzyć biologia XXI wieku: 1. Modułowa teoria komórki Nurse’a a modułowa teoria mózgu Dehaenego 2. Wetware – software/hardware jako tylko że żywe 3. Dziedziczenie epigenetyczne?-kontrowersyjna teza 4. Nowa biologia będzie opierać się na paradygmacie przetwarzania informacji (parafrazując Dobrzanskiego: Nic w biologii nie ma sensu, jeśli jest rozpatrywane w oderwaniu od informacji). 5. Edytowanie genów 6. Biologia syntetyczna 7. Poszukiwanie życia pozaziemskiego. Czy możliwe jest życie oparte na krzemie, a nie na węglu? 8. Ku hipotezie Gai – współzależność wszystkich istot żywych, co z tego wynika Ps.1. Nurse o fundamentalnym „związku” wszystkich istot biosfery i dlaczego powinniśmy ochraniać przyrodę: „ To, jak fundamentalnie są ze sobą połączone wszystkie formy życia, dotarło do mnie podczas wędrówki z przewodnikiem przez wilgotny, kipiący zielenią las deszczowy w Ugandzie, gdzie szukałem goryli górskich. W pewnym momencie natknęliśmy się na małe stado. Usiadłem naprzeciwko wspaniałego dorosłego samca, przykucniętego pod drzewem zaledwie dwa czy trzy metry ode mnie. Zacząłem się pocić, ale nie tylko przez upał i wilgoć. Jako genetyk wiedziałem, że goryl i ja dzielimy około 96 procent genów, ale ta goła liczba opowiada tylko część historii. Kiedy napotkałem inteligentne spojrzenie jego ciemnobrązowych oczu, zobaczyłem, że odbija się w nich wiele aspektów mojego człowieczeństwa. Małpy były bardzo wyczulone na siebie nawzajem i na nas, ludzi. Wiele zachowań goryli wyglądało w oczywisty sposób znajomo; na pierwszy rzut oka dawało się dostrzec empatię i ciekawość tych stworzeń. Samiec i ja przyglądaliśmy się sobie przez kilka minut. To było jak rozmowa. Następnie wyciągnął ramię, przygiął do ziemi pień młodego drzewa o średnicy jakichś pięciu centymetrów (czyżby próbował mi coś przekazać?) i wdrapał się na nie powoli, nie odrywając ode mnie przenikliwego wzroku. To dramatyczne i poruszające spotkanie uświadomiło mi dojmująco, jak blisko jesteśmy spokrewnieni z tymi wspaniałymi istotami. Nasza relacja z innymi organizmami rozciąga się jednak dalej, na inne małpy, ssaki i zwierzęta, a także – na starszych rozwidleniach wspólnego drzewa genealogicznego – łączy nas z roślinami i mikrobami. W moich oczach to jeden z najlepszych argumentów, dlaczego ludzkość powinna troszczyć się o całą biosferę, czyli wszystkie formy życia, z którymi wspólnie zamieszkujemy Ziemię.” . Ps2. Książkę przetłumaczyła, co ciekawe, Aga Zano, wybitna tłumaczka literatury anglojęzycznej. DODATEK. SŁOWNIK BIOLOGICZNY: Komórka – podstawowa jednostka budowy i funkcjonowania organizmów. Jądro komórkowe – organellum zawierające DNA i kontrolujące pracę komórki. Błona komórkowa – cienka warstwa oddzielająca wnętrze komórki od środowiska zewnętrznego. Gen – fragment DNA z informacją potrzebną do wytworzenia białka lub RNA. Genom – całość materiału genetycznego organizmu. Sekwencja DNA – kolejność zasad azotowych (A, T, G, C) w DNA. DNA – kwas deoksyrybonukleinowy, nośnik informacji genetycznej. RNA – kwas rybonukleinowy, bierze udział w odczytywaniu informacji z DNA. Chromosom – struktura z DNA i białek, zawierająca wiele genów. Cytoplazma – płynne wnętrze komórki, w którym znajdują się organella. Białka – cząsteczki zbudowane z aminokwasów, pełniące różne funkcje (enzymy, budulec, transport). Mutacja – zmiana w sekwencji DNA. Metabolizm – zespół reakcji chemicznych zachodzących w organizmie. Enzym – białko przyspieszające reakcje chemiczne w komórkach. Rybosom – struktura komórkowa, w której powstają białka. Organella komórkowa – wyspecjalizowana część komórki pełniąca określoną funkcję. Mitochondrium – „elektrownia komórki”, produkuje energię (ATP) w procesie oddychania komórkowego. Chloroplast – organellum roślinne, w którym zachodzi fotosynteza. Oddychanie komórkowe – proces pozyskiwania energii z glukozy (najczęściej z udziałem tlenu). Fotosynteza – proces wytwarzania glukozy z dwutlenku węgla i wody przy udziale światła. Tkanka – zespół podobnych komórek pełniących określoną funkcję. Organ – część organizmu zbudowana z tkanek, pełniąca konkretną funkcję. Układ narządów – zespół współpracujących organów (np. układ pokarmowy). ATP – adenozynotrifosforan, podstawowy „nośnik energii” w komórkach. Homeostaza – zdolność organizmu do utrzymywania stałych warunków wewnętrznych. Ewolucja – proces stopniowych zmian organizmów w czasie. Dobór naturalny – mechanizm ewolucji, w którym lepiej przystosowane organizmy częściej przeżywają i rozmnażają się. Gatunek – grupa organizmów zdolnych do krzyżowania się i wydawania płodnego potomstwa. Informacja genetyczna – zapis instrukcji życia w DNA. Chemia życia – ogół procesów chemicznych i związków (DNA, białka, ATP) warunkujących życie. RECENZJE POWIĄZANE: Primo Levi układ okresowy: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/uklad-okresowy/opinia/68192229 Dehaene: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/jak-sie-uczymy-dlaczego-mozgi-ucza-sie-lepiej-niz-komputery-jak-dotad/opinia/64905214 Dennett: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/od-bakterii-do-bacha-o-ewolucji-umyslow/opinia/71543549 De Waal: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/malpy-i-filozofowie-skad-pochodzi-moralnosc/opinia/65719244 CO CZYTAĆ: Mayr, „Darwin XX wieku”: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/134676/to-jest-biologia Polski nowy podręcznik Dzika: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4806893/biologia-czyli-sens-zycia Znikąd donikąd, polski klasyk: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/191368/znikad-donikad Jak powstało życie na Ziemi: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5058214/jak-powstalo-zycie-na-ziemi Kant: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4956906/krytyka-wladzy-sadzenia Jacob: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/202476/historia-i-dziedzicznosc Monod: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5033668/przypadek-i-koniecznosc-esej-o-filozofii-naturalnej-wspolczesnej-biologii Schrödinger: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4940221/czym-jest-zycie-biologia-w-pieciu-krokach Nick Lane, przewodnik po biochemii życia: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/293521/pytanie-o-zycie-energia-ewolucja-i-pochodzenie-zycia Informacja i życie: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4940737/demon-w-maszynie-jak-ukryte-sieci-informacji-wyjasniaja-tajemnice-zycia
prej7 - awatar prej7
ocenił na78 miesięcy temu
Połącz kropki. Nanoboty medyczne, drony zabójcy, odczytywanie myśli i inne technologie przyszłości Łukasz Lamża
Połącz kropki. Nanoboty medyczne, drony zabójcy, odczytywanie myśli i inne technologie przyszłości
Łukasz Lamża
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡 📡 Połącz i zrozum – czyli futurologia na chłodno, nie na haju 🤖 📘 Łukasz Lamża nie zabiera nas w kosmiczną odyseję z robotem w roli Mesjasza, tylko... zaprasza do warsztatu. Bierze na stół rozkręconą przyszłość, ogląda trybiki, analizuje śrubki i tłumaczy, dlaczego ten android jeszcze nie poda Ci kawy – chociaż bardzo by chciał. 💡 To nie jest książka „wow” z tanim efekciarstwem. To książka „aha” – o świecie, który dzieje się teraz, tylko nie zawsze go dostrzegamy. Lamża z dziennikarską precyzją i pasją naukowca rozbraja wielkie techno-wizje: od robotów humanoidalnych, przez spersonalizowane media, po edycję genomu. I nie przeraża – wręcz przeciwnie, budzi szacunek do detalu. 🔍 Styl? Klarowny, gawędziarski, chwilami zadziorny. Autor wie, kiedy przystanąć przy ciekawostce, kiedy zadać trudne pytanie, a kiedy mrugnąć do czytelnika jak stary znajomy. Forma ramkowa i świetnie wybrane przykłady sprawiają, że można czytać na wyrywki albo od deski do deski – i nigdzie nie boli. 🧠 Czy po lekturze zmieni się Twoje spojrzenie na przyszłość? Może nie całkiem. Ale na pewno przestaniesz ją traktować jak coś z Netfliksa i zaczniesz widzieć jako ciąg logicznych, mozolnych kroków, które właśnie się dzieją – w laboratoriach, klinikach, centrach danych. 📈 Dla mnie: 8/10 - to książka, która nie krzyczy, a robi wrażenie. I choć może nie zostaje na zawsze w głowie, zostawia wewnętrzny nawyk – szukania sensu w detalach zamiast bujania w chmurach. 👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁 🔧 Twój robot – Marzenie o robocie-służącym to pretekst, by pokazać, jak trudne (i fascynujące!) są próby nauczenia maszyn chodzenia, mówienia i rozumienia.
 🎯 Twój świat – Spersonalizowane treści i inteligentne przedmioty tworzą nową rzeczywistość, która bardziej przypomina lustro niż wspólnotę.
 📊 Twoje dane – Gromadzone o nas informacje stają się paliwem dla algorytmów, które wiedzą o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać.
 🧬 Twoje ciało – Od regeneracji tkanek po edycję DNA – przyszłość medycyny to nie tylko leczenie, ale i projektowanie człowieka.
 🧠 Twój umysł – Połączenie mózgu z komputerem to nie sci-fi, tylko pytanie o tożsamość, pamięć i granice „ja”.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na811 miesięcy temu
Supernawigatorzy. Jak zwierzęta odnajdują drogę David Barrie
Supernawigatorzy. Jak zwierzęta odnajdują drogę
David Barrie
Książka o nawigacji zwierząt, umożliwiającej im życie i przetrwanie. Już same przykłady podawane przez autora są fascynujące – jak chociażby motyle - Monarch, które przelatują z północnego USA i Kanady do Meksyku, by w międzyczasie się rozmnożyć, zakończyć żywot a wróciło dopiero któreś kolejne pokolenie. Czy też szlamniki zwyczajne, ptaki lądowe lecące z Alaski do Nowej Zelandii nad oceanem bez lądowania 11 690 kilometrów, do tego machając ciągle skrzydłami, a nie szybując. Podobne możliwości posiadają niektóre owady. Żuki gnojowe (skarabeusze) toczą swe kulki po linii prostej korzystając ze wskazówek gwiaździstego nieba, a ptaki głębokiego oceanu (np. albatrosy i burzyki) mają świetnie rozwinięty węch. Drogę do domu odnajdują wywiezione o kilkaset kilometrów dalej psy, a o kilkadziesiąt niedźwiedzie, krokodyle i … węże (a w każdym razie pytony birmańskie, nawet w swoim wtórym środowisku, czyli na Florydzie). Takimi niezwykle ciekawymi przykładami (dodatkowo kolejny z nich wieńczy zakończenie każdego rozdziału) autor wzbudza podziw czytelnika dla piękna i bogactwa fauny oraz mechanizmów jej bytowania a także ciekawość poznania opisanych sekretów. Ale tu należy pamiętać, że nauka biologii nie jest wcale tak bardzo rozwinięta, jakby nam się wydawało. Wiele z prezentowanych przez autora rozwiązań to bądź hipotezy, przyjęte tylko przez część środowiska naukowego, a przez innych kwestionowane, albo rozwiązania cząstkowe, wyjaśniające tylko część mechanizmu funkcjonowania wspaniałych przedstawicieli zwierząt. A możliwości jest wiele. Kierowanie się wzrokiem, polaryzacją światła na pancerzach owadów, zapachem, odgłosami, w tym niesłyszalnymi dla człowieka infradźwiękami, wewnętrznym kompasem magnetycznym bądź kilkoma z tych sposobów jednocześnie a nawet tzw. nawigacją zliczeniową. Każdy ze sposobów jest opisany poprzez odniesienie do konkretnych badaczy i ich obserwacji oraz wynikających z ich wniosków. Do tego jeszcze omówione są dwa rodzaje nawigacji – egocentryczna i allocentryczna, i jak się okazuje ta druga tez jest dostępna niektórym gatunkom fauny. Cóż, człowiek też jest częścią świata przyrody, o czym zapomina lub co gorsza – co kwestionuje. Nasi przodkowie oraz przedstawiciele niektórych kultur, które najpóźniej miały styczność z cywilizacja zachodnioeuropejską również nawigowali bez GPSów a nawet map i kompasów. Potrafili lepiej czytać niebo, powierzchnie morza, kierunek i rodzaj wiatrów a nawet hałasy zwierząt na brzegu. Rozwijanie w sobie zdolności nawigacyjnych pozwala powiększyć nasze części mózgu zwane hipokampami, które odpowiadają za orientację. Wreszcie autor przypomina nam, że wielu z gatunków supernawigatorów (m.in. motylom – Monarchom, żółwiom, wielu gatunkom ptaków i owadów oraz dużych ssaków) grozi zagłada w wyniku działalności człowieka, zabierającej im miejsca bytowania. Jednym słowem znakomita publikacja, ale ma też niestety minusy. Przede wszystkim język odwołujący się do pojęć z zakresu chemii, fizyki czy biologii jest trudny dla osób nie „siedzących” w temacie. Po drugie edytorsko książka prezentuje się słabo. Opisom tylu fascynujących gatunków brakuje chociażby jednego zdjęcia czy rysunku (zatem wystarczy e-book, nie warto kupować wersji papierowej, gdyby ktoś się zastanawiał). Brak jakichkolwiek grafik, tabel, czy nawet wypunktowanych wersji, ich wariantów czy stanowisk, co utrudnia … nawigację po książce ;) i powrót do niej. Mimo to przeczytać należy koniecznie. Nie tylko w ramach listopadowego wyzwania LC – książka o przyrodzie bądź ekologii.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na74 lata temu
Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt Karol Darwin
Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt
Karol Darwin
Karol Darwin to niezaprzeczalnie postać niezwykła, którą zapewne kojarzy każdy. Jego przełomowe tezy i teorie podbiły świat, zmieniając nieodwracalnie punkt widzenia wielu osób. Choć dla człowieka dwudziestego pierwszego wieku teoria ewolucji nie jest czymś nowym, wyniki jego pozostałych badań nie są powszechnie znane. Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt początkowo może wydać się publikacją dość przeciętną i mało odkrywczą. Szybko jednak czytelnik przekonuje się, że niedocenienie późnego dzieła Darwina jest ogromnym błędem, bowiem książka ta ma swoim odbiorcom wiele do zaoferowania. Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt to pozycja idealna zarówno dla osób, które są już w jakimś stopniu zaznajomione z twórczością Darwina, jak i tych, którzy jeszcze nie mieli z nią styczności. Publikacja zaczyna się od wprowadzenia do problematyki. Autor stopniowo pozwala czytelnikowi na poznawanie jego śmiałych, na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, tez i spostrzeżeń. Z każdym kolejnym rozdziałem brnie głębiej w tematykę, przedstawiając coraz to nowsze i bardziej szczegółowe informacje. Stawia hipotezy, które później potwierdza lub neguje. Czasem przyznaje się do tego, że nie jest w stanie stwierdzić, do jakiego wniosku dana myśl prowadzi. Publikacja przybliża czytelnikom takie zagadnienia jak przyzwyczajenia u zwierząt i ludzi, które obecnie wydają się bezsensowne, w przeszłości jednak miały jakiś cel. Zwraca także uwagę na odruchy czy dziwne zmiany zachodzące w organizmie pod wpływem konkretnych emocji bądź wydarzeń, takie jak stroszenie piór, wydawanie dźwięków czy bielenie włosów w wyniku silnego zmartwienia lub przestrachu. Następnie zestawia odruchy zwierząt - koni, kotów czy różnych ras psów - z odruchami ich przodków. Później zaś spostrzeżenia te łączy z obserwacjami na temat człowieka. Darwin nie stroni od przytaczania własnych spostrzeżeń, ale popiera je badaniami, obserwacjami czy też spostrzeżeniami innych naukowców, na przykład Spencera, Suttona czy Bartletta. Dużą część książki poświęca także analizie konkretnych emocji zwierzęcych i ludzkich, jakimi są radość, smutek, zazdrość lub pobożność. Fragmenty te mogą okazać się szczególnie ciekawe i ważne dla czytelników, chcących lepiej poznać ludzką psychikę. Warto zauważyć, że Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt napisany został wyjątkowo prostym i zrozumiałym językiem. Większość pojawiających się terminów naukowych jest wyjaśniana przez autora. Czytelnik nie mający w przeszłości żadnej styczności z tą tematyką, nie będzie miał problemów ze zrozumieniem tez i przykładów przywoływanych przez autora. Ważne też jest to, że przykłady w dużej części nie są obce zwykłym odbiorcom. O ile zdziwienie żółwia pewnie ciężko jest sobie wyobrazić, tak zapewne niejeden raz posiadacze kotów czy psów widzieli zwierzęta te z nastroszoną sierścią czy położonymi uszami. Karol Darwin interpretuje wymienione wyżej zachowania, jednocześnie zestawiając je z zachowaniami człowieka. Dzięki temu czytelnikowi łatwo zrozumieć sytuacje, o których wspomina autor, zaś w konsekwencji zrozumieć także wiele innych kwestii przez niego omawianych. Nie można zapomnieć także o elementach, które ułatwiają poruszanie się po książce, jak chociażby główne hasła omawiane w danym rozdziale umieszczone na jego początku czy streszczenie znajdujące się na końcu publikacji. Elementy te mogą być przydatne dla osoby, która potrzebuje szybko znaleźć konkretne zagadnienie. Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt nie jest typową publikacją naukową. To tytuł, który poruszaną problematyką zainteresuje wiele osób. Może on być taktowany jako solidna baza informacji i podstawa do pisania pracy naukowej, jednak nie ma żadnej przeszkody, by czytelnik wiedzę w nim zawartą uznał za zwykłą ciekawostkę. Jedno jest pewne, jest pozycja niezwykle wartościowa, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Egzemplarz prasowy - Sztukater. Recenzję możecie przeczytać także na stronie: https://sztukater.pl/ksiazki/item/33569-the-expression-of-the-emotions-in-man-and-animals.html#Pyciaaa
Patrycja_Pyciaaa - awatar Patrycja_Pyciaaa
oceniła na95 lat temu

Cytaty z książki Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem

Więcej

Idea atomów została ostatecznie wskrzeszona. Na swoje - i nasze - szczęście Boyle nie żył w kraju katolickim, zatem nie musiał się obawiać interwenci Inkwizycji.

Idea atomów została ostatecznie wskrzeszona. Na swoje - i nasze - szczęście Boyle nie żył w kraju katolickim, zatem nie musiał się obawiać i...

Rozwiń
Krzysztof Dołowy Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem Zobacz więcej

Thomson był Amerykaninem i podczas amerykańskiej wojny o niepodległość zajmował się dostawą towarów dla wojska - angielskiego oczywiście, ponieważ Korona, w przeciwieństwie do powstańców, miała pieniądze. Po powstaniu Stanów Zjednoczonych, pomimo ogłoszenia powszechnej amnestii, wyjechał do Europy, obawiał się bowiem, że w demokracji rządzić będą niewykształceni głupcy, których jest większość, a w kraju rządzonym przez głupców, jak mówił, nie da się żyć. (Czasem, patrząc na naszych polityków, można dobrze zrozumieć, o co mu chodziło).

Thomson był Amerykaninem i podczas amerykańskiej wojny o niepodległość zajmował się dostawą towarów dla wojska - angielskiego oczywiście, po...

Rozwiń
Krzysztof Dołowy Wbrew bogom, czyli od magii i religii do metody naukowej... i z powrotem Zobacz więcej
Więcej