rozwińzwiń

Ministerstwo niezrównanego szczęścia

Okładka książki Ministerstwo niezrównanego szczęścia Arundhati Roy
Okładka książki Ministerstwo niezrównanego szczęścia
Arundhati Roy Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
480 str. 8 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
The Ministry of Utmost Happiness
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Data wydania:
2017-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-09
Data 1. wydania:
2017-06-06
Liczba stron:
480
Czas czytania
8 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381161404
Tłumacz:
Jerzy Łoziński
Tagi:
miłość bliskość współodczuwanie Indie literatura indyjska
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1560
697

Na półkach: ,

O autorce czytałem dawno temu w jednym z dodatków do Gazety Wyborczej, bardzo dawno temu, kiedy to jeszcze czytało się gazety w wersji papierowej i było co czytać i ceny były przystępne. Teraz na potrzeby akcji czytelniczej Book Trotter była okazja zapoznać się z twórczością tej pisarki z Indii. Na pewno Arundhati Roy jest autorką troszkę kontrowersyjną, troszkę niebanalną, bo jej twórczość daje do myślenia. Tą książkę, którą przeczytałem zatytułowaną „Ministerstwo niezrównanego szczęścia”, ja bym określił jako literacko – publicystyczną, w sensie, takim troszkę dosłownym. Bo mamy troszkę tego co jest w literaturze pięknej, historia głównej bohaterki/bohatera, bo mamy tutaj do czynienia z osobą transpłciową, a to niewątpliwie samo w sobie robi pewien ferment intelektualny. Akcja ma miejsce w drugiej połowie XX wieku i pierwszych latach wieku XXI, to akurat jest istotna informacja, bo czytelnik musi to wiedzieć, że chodzi o nieco dalszą i zupełnie bliską współczesność.

Główną bohaterką jest Andżum, która raz występuje jako młody chłopiec potem jako kobieta jednak, bo wiadomo troszkę urosła i się wydało co nie co, i męskie role, w tym nauka w muzułmańskiej medresie, mimo, że był/była bardzo zdolna, nie miała szans na kontynuację. Ale w sumie przez resztę życia nie mogła się zdecydować jaka płeć jest dla niej odpowiednia. W sumie to tyle co da się napisać, bo potem mamy różne perypetie jakie Andżum przeżywała.

A druga część to typowa publicystyka społeczno – politologiczna, sporo jest o polityce jakie ten wielki kraj, który już niebawem, bo w przyszłym roku (2023) przebije Chiny pod katem liczby ludności. A problemów ten wielki i liczny kraj ma niemało, począwszy od groma języków jakim posługują się ludzie, tu pomaga urzędowa angielszczyzna, ale jak wynika z tego co autorka pisze nie wszyscy język Szekspira znają. Jak można się domyśleć jest potrzebny na pewnym szczeblu edukacji, no i robienia kariery urzędniczej. Oczywiście dla nas Europejczyków w dużym stopniu to jest niezrozumiałe, bo to pewnie tak samo jakby przeciętnego człowieka z dalekiego wschodu pytać o co chodzi z naszymi partiami politycznymi i o co tym ludziom chodzi i dlaczego mają one poparcie określonych grup społecznych np.? Zapewne zrozumiałby niewiele więcej z tego niż my o specyfice Indii.

Można odnieść wrażenie, że problem muzułmański w tej książce to kolejna opcja wkładania w kij w mrowisko przez autorkę, zwłaszcza po tym co się wydarzyło w 2001 r w Nowym Yorku. Widać autorka ma takie paskudnie wredne zwyczaje, że czytelnikom żyć nie daje! Mamy opisany tutaj los Saddama Husajna, gościa, który jakimś okropnym zbiegiem okoliczności ma takie same imię i nazwisko jak iracki dyktator. No ale zapewne to jakiś okrutny żart autorki wobec tego bohatera, żeby nagłośnić problem, że zwykli muzułmanie w Indiach, mieli sporo problemów po tym jak wieżyczki w Ameryce się zawaliły, a armie NATO zwaliły się robić porządki w Afganistanie. Ciekawe jakie poglądy ma autorka w dniach dzisiejszych jak wie, że talibowie w Kabulu mają się dobrze, ale to pewnie motyw na zupełnie inną opowieść literacką. W sumie to dziwny zbieg okoliczności, że książek poruszających problem jaki świat ma z wyznawcami proroka Mahometa zrecenzowałem troszkę w ramach wyzwania czytelniczego Book Trotter i coś mi mówi, że to nie koniec tej imprezy literackiej.

Książka, mimo, że jest niewątpliwie trudna, ze względu na zupełnie inną specyfikę kulturową Indii, jest ciekawa i warto przeczytać. Arundati Roy sporo mówi, czasem wręcz krzyczy nie tylko o swoim kraju, ale i całym naszym świecie i sama się głowi i chce, żebyśmy troszkę też intelektualnie pokombinowali i zastanowili się, co się z tym światem dzieje i gdzie my podążamy? Zdecydowanie polecam.

O autorce czytałem dawno temu w jednym z dodatków do Gazety Wyborczej, bardzo dawno temu, kiedy to jeszcze czytało się gazety w wersji papierowej i było co czytać i ceny były przystępne. Teraz na potrzeby akcji czytelniczej Book Trotter była okazja zapoznać się z twórczością tej pisarki z Indii. Na pewno Arundhati Roy jest autorką troszkę kontrowersyjną, troszkę...

więcej Pokaż mimo to

avatar
229
174

Na półkach:

Nie przebrnęłam. Jestem pewna, ze to dobra książka, ale bariera kulturowo - językowa jest zbyt duża. Za dużo obcych określeń i słówek. Musiałabym najpierw przestudiować indyjską i muzułmańską kulturę by tę powieść zrozumieć.

Nie przebrnęłam. Jestem pewna, ze to dobra książka, ale bariera kulturowo - językowa jest zbyt duża. Za dużo obcych określeń i słówek. Musiałabym najpierw przestudiować indyjską i muzułmańską kulturę by tę powieść zrozumieć.

Pokaż mimo to

avatar
103
25

Na półkach:

Są takie chwile, kiedy bardzo jest mi niewygodnie z tym, co mam i jakie wiodę sobie życie kosztem mniej uprzywilejowanych ludzi. O takich chwilach łatwo się jednak zapomina, myśli mają zwyczaj szybko wracać na swoje ulubione tory. No więc czytanie "Ministerstwa niezrównanego szczęścia" psuje humor, bo ta powieść to taki solidny privelege check wydłużony na 460 stron.

Jest to jedna z tych fragmentarycznych, gęsto zaludnionych powieści, które czerpią siłę napędową ze stopniowego ujawniania w jaki sposób wszyscy ich bohaterowie są ze sobą powiązani. Tutaj oddziałuje na nich ponadto bardzo silnie tło socjopolityczne – na tyle silnie, że nazywanie go "tłem" wydaje się nierozważne. Lektura "Ministerstwa niezrównanego szczęścia" może wręcz służyć jako wstęp do nauki o kulturze, historii i problemach współczesnych Indii. Choć należy też podkreślić, że ilość informacji podawanych przez Roy bywa przytłaczająca. Stosunkowo szybko zrezygnowałam ze sprawdzania każdego odniesienia i obcojęzycznego słowa.

Może w sumie tak trzeba. Mnie na pewno lepiej się doświadczało tę powieść jako nie do końca dla mnie zrozumiały tygiel. Pomyślałam sobie, że w takim środowisku jak w żadnym innym mogą rosnąć i stawać się obiektem kultu baniany – gigantyczne, mordercze, poskręcane drzewa o wielu pniach. Drzewa-labirynty.

W prozie Arundhati Roy nie ma żadnej zasadności wycofywanie się za próg z polityką i zaangażowaniem społecznym, coby nie zafajdać dzieła literackiego, bo akurat to dzieło literackie jest utkane z polityki i zaangażowania. Roy zaludnia "Ministerstwo..." głównie marginesem społecznym.

Zaczynamy całą przygodę z Andźum. Początkowo jej nieuprzywilejowanie wynika głównie z bycia osobą transseksualną, jednak nie mniej problematyczna okaże się później jej przynależność do mniejszości muzułmańskiej. Kłopoty zaczynają się wraz z atakiem na World Trade Center. W Indiach to wydarzenie służy hinduskiej większości jako pretekst do rozniecenia pogromowych nastrojów.

Inną ważną postacią jest Tilottama – uboga, czarnoskóra kobieta po studiach z architektury; nonkonformistka, która stara się radzić sobie jakoś w patriarchacie. Tilo jest w swego rodzaju wolnym związku z Musą, kolegą ze studiów i bojówkarzem walczącym w podziemiu o niepodległość Kaszmiru.

W ten sposób dochodzimy gdzieś w połowie powieści do jej najsmutniejszego wątku. Roy usiłuje przybliżyć czytelnikowi na czym polega spór o Kaszmir i jak wyglądały jego różne etapy. Dominują ściskające gardło sceny okrucieństwa indyjskiego wojska. Szokujący jest również opis złożonej aparatury zaprojektowanej przez indyjski rząd do walki z powstańcami. Przeczytamy o infrastrukturze do torturowania więźniów, propagandzie, przekupowaniu informatorów i wyrafinowanym rozbijaniu kaszmirskich bojówek od wewnątrz poprzez podsycanie między nimi konfliktów światopoglądowych.

Jest w "Ministerstwie..." wiele innych, pobocznych postaci, dzięki którym wyłania się alternatywna panorama Indii z jej konfliktami, napięciami, tragediami, katastrofami i nadużyciami. Roy nie pomija przy tym zniszczonych ekosystemów i rozmaitych wynaturzeń kapitalizmu, czym zasłużyła sobie u mnie na serduszko: <3. Obrywa się mediom żerującym na ludzkim cierpieniu, obrywa się głupiutkim turystom z Zachodu, obrywa się naiwnym slacktywistom i hippisom (a więc w tym przypadku i ja oberwałam).

Co ważne, jest też miejsce na optymizm w tej powieści z nagrobkiem na okładce. Jego źródłem jest solidarność klasowa i jakaś wewnętrzna siła płynąca z doświadczonych przez życie, zahartowanych ludzi.

Kiedy zmarginalizowana i straumatyzowana Andźum zamieszkuje na cmentarzu, bo tylko tam czuje się u siebie, to nie wygląda to na rebelię. Ale po jakimś czasie Andźum się odbija i, o dziwo, nie wyprowadza się z cmentarza, tylko go "odzyskuje" (ang. "reclaim") – przejmuje tę heterotopijną przestrzeń, zagarnia ją i czyni ją własną.

Dom wybudowany na cmentarzu ciągle się rozrasta i wkrótce przeradza się w nowy utopijny projekt: oazę dla wykluczonych, egalitarną rezydencję marginesu, gdzie kwitnie nowe życie. Brzmi to nieprawdopodobnie i trochę groteskowo, ale co z tego? Udało się Arundhati Roy zaangażować mnie na tyle, by przestało mnie zupełnie obchodzić jak to brzmi.

Są takie chwile, kiedy bardzo jest mi niewygodnie z tym, co mam i jakie wiodę sobie życie kosztem mniej uprzywilejowanych ludzi. O takich chwilach łatwo się jednak zapomina, myśli mają zwyczaj szybko wracać na swoje ulubione tory. No więc czytanie "Ministerstwa niezrównanego szczęścia" psuje humor, bo ta powieść to taki solidny privelege check wydłużony na 460 stron.

Jest...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1169
875

Na półkach: , , ,

Czytałam i czytałam, męczyłam potwornie i nie zmęczyłam. No po prostu nie i już. Opis był zachęcający, wydawałoby się, że będzie naprawdę ciekawie albo inspirująco, a tu klops. Było po prostu męcząco. Moja teoria na wytłumaczenie tego faktu jest taka: autorka, zaangażowana społecznie i politycznie, do tego potężnie sfrustrowana, przelała swoje emocje na papier. Być może autoterapeutycznie spełniło to swoją rolę, inaczej, moim zdaniem, nie. Książka napisana tak, że trzeba kurczowo trzymać się każdego zdania, bo myśli uciekają, takie to jest nijakie. Niby chwilami kwieciście, aby to samo zdanie dokończyć wulgaryzmem, bez sensu, nie podoba mi się. Naprawdę musiałam się pilnować, aby to czytać, bo wydawało mi się to miałkie, nieciekawe i przesadnie frustrujące. Literacko słabiutko. Ech... szkoda czasu, nie będę się męczyć.

Czytałam i czytałam, męczyłam potwornie i nie zmęczyłam. No po prostu nie i już. Opis był zachęcający, wydawałoby się, że będzie naprawdę ciekawie albo inspirująco, a tu klops. Było po prostu męcząco. Moja teoria na wytłumaczenie tego faktu jest taka: autorka, zaangażowana społecznie i politycznie, do tego potężnie sfrustrowana, przelała swoje emocje na papier. Być może...

więcej Pokaż mimo to

avatar
89
40

Na półkach:

Nie dałam rady, poddałam się po jednej piątej:(

Nie dałam rady, poddałam się po jednej piątej:(

Pokaż mimo to

avatar
20
1

Na półkach:

To mogło być arcydzieło. Nierówna książka. Język piękny, historia ciekawa, wspaniałe portrety bohaterów. Ale niektóre fragmenty tej kaszmirskiej mozaiki chciało się pominąć.

To mogło być arcydzieło. Nierówna książka. Język piękny, historia ciekawa, wspaniałe portrety bohaterów. Ale niektóre fragmenty tej kaszmirskiej mozaiki chciało się pominąć.

Pokaż mimo to

avatar
213
6

Na półkach: , , ,

Jeszcze nigdy nie byłam tak sfrustrowana po przeczytaniu książki.
Książka była bardzo nierówna. Uważam, że Roy mogła podzielić ją na dwie części - na historie o Andźum i historie Tilo, Musy, Nagi itd.
Czytanie tej książki było momentami mordęgą, ale nie wiadomo ile w tym było zasługi Roy, a ile Jerzego Łozińskiego - tłumacza.
Prawdopodobnie nigdy nie przestanie zadziwiać mnie fakt, że Zysk, jedno z największych wydawnictw w Polsce, nie zadało sobie trudu sprawdzenia transkrypcji hindi. Tego po prostu nie da się czytać. Tłumacz nie jest konsekwentny w swojej transkrypcji - czasami spolszcza, czasami nie, czasami dźwięk kha zapisze jako cha, a czasami jako ka, co sprawia, że transkrypcja nie ma żadnego sensu.
Nie można tego nawet zwalić na Google Translator, bo nawet Google Translator poradziłby sobie lepiej z tym zadaniem. Jeszcze lepszym rozwiązaniem, byłoby konsultacja z osobą znającą hindi.
Ponadto, niektóre zdania nie mają sensu - Pan Jerzy czasami się gubi w tym kto rozmawia z kim i zmienia płeć rozmówcom.
Rozumiem, że słowo "kidnaperka" istnieje w języku polskim, ale czy naprawdę nie byłoby lepiej gdyby pozostać przy zwykłej "porywaczce"?

Ta lektura mnie niesamowicie wymęczyła, ale wydaje mi się, że do moich męczarni w znaczniej mierze przyczynił się Pan Jerzy ze swoim przekładem i ze swoją fuzją hind i polskiego.

Jeszcze nigdy nie byłam tak sfrustrowana po przeczytaniu książki.
Książka była bardzo nierówna. Uważam, że Roy mogła podzielić ją na dwie części - na historie o Andźum i historie Tilo, Musy, Nagi itd.
Czytanie tej książki było momentami mordęgą, ale nie wiadomo ile w tym było zasługi Roy, a ile Jerzego Łozińskiego - tłumacza.
Prawdopodobnie nigdy nie przestanie zadziwiać...

więcej Pokaż mimo to

avatar
163
159

Na półkach:

Są książki, o których można opowiadać godzinami. Są takie, które na to zasługują, ale brakuje na to słów, choć są nimi usłane. I właśnie takie jest "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" Arundhati Roy.
Ta książka otwiera oczy na świat, który jest gdzieś tam, poza bezpiecznym domem, gdzieś z dala od względnie spokojnej Europy, na drugim końcu świata, gdzie żyją ludzkie bestie dopuszczone do władzy, które rozkoszują się cierpieniem słabszych, odnajdując w tym dziką rozkosz. To powieść, która otwiera oczy na prawdę, ludzką naturę, wyzbytą resztek człowieczeństwa, na brak poszanowania godności drugiej osoby, na problem z dostępem do lekarza i edukacji, sprawiedliwych sądów i nieprzekupnych policjantów, z przestrzeganiem prawa... bo ci, którzy powinni stać na jego straży, sami je łamią, jako pierwsi, a ich ofiary znikają, rozpływając się w powietrzu, jakby nigdy nie istniały... Świat jest okrutny i pełen cierpienia, niesprawiedliwości, istne piekło, które ludzie sami sobie zgotowali...
"Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" to zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, które łączą bohaterowie i na pozór wspólna historia, a raczej pewne jej nici, jakby los chciał połączyć ze sobą wyrzutków społeczeństwa, by było im raźniej w podróży przez ten padół.
Akcja powieści rozgrywa się w Indiach, skupiając się głównie na obszarze Delhi i obszarze całego Kaszmiru, choć pojawiają się wątki związane z Keralą, Tamilnadu i Telanganą. Czas jest niezwykle rozpięty, bo od połowy XX wieku do czasów nam współczesnych. Nie ma tu jednego głównego bohatera, jest ich cała chmara, a każdy ma swoją własną niezwykłą historię do opowiedzenia. Chwała autorce za to, że wzięła na cel niższe kasty, osoby z marginesu społecznego, wymykające się standardom. Dzięki temu czytelnik może wejrzeć w głąb Indii, tych prawdziwych, choć brutalnych.
Przez dwanaście opowiadań ciągle przewija się postać Andźum, od której wszystko się zaczyna. To hidźra, czyli kobieta uwięziona w ciele mężczyzny, nieuznana przez rodzinę, bo miała być tym pierworodnym, który wszystko odziedziczy, a w dodatku świetnie utalentowanym muzycznie. Jedyne wsparcie miała w matce, która utrzymywała z nią potajemny kontakt. Kochała swoje dziecko, pomimo wszystko. Hidźra po odkryciu swojej natury uciekła z domu i wyniosła się do lokalnego zgromadzenia takich samych osób jak ona. Przygarnęły ją i nauczyły czego trzeba, zaprowadziły też do odpowiedniego lekarza, by pomógł jej przejść przemianę. Andźum miała niełatwy charakter, toteż wkrótce ruszyła na podbój innego świata, osiedliła się na cmentarzu muzułmańskim, zaczęła tworzyć coś na kształt domu. Mijały lata, a to, co pozorne, stało się rzeczywiste i się rozrosło, przyjmując w swe skromne progi kolejne istnienia. Hidźra zadbała nawet o prąd, zapożyczony z pobliskiego szpitala. Ten zajazd stał się domem ludzi po przejściach, którzy nie pasowali do reszty świata, ich miejscem na ziemi, bezpiecznym, ich rodziną, jak np. ślepego kapłana, kobiety z dzieckiem, hindusa z poparzonym wzrokiem zwanego Saddamem Husajnem i hidźr, małego psiego stada, konia, osła itd.
Na takim tle Arundhati Roy rozwinęła m.in. temat kobiet podczas wojny kaszmirskiej, walki o wolność i godność, walkę o codzienne funkcjonowanie, o tym jak kobiety były traktowane przez wojsko i mężów, jak bardzo ten świat nie uznawał silnych i niezależnych jednostek, łamiąc je przez atak na najbliższych. Pokazała jak bardzo nawet kolor skóry może zadecydować o szczęściu (im ciemniejszy, tym gorzej, bo wskazuje na niską kastę i wywodzenie się z południa Indii, od Drawidów, rasy przed wiekami podbitej przez Ariów). Roy ukazała też wojnę o Kaszmir od środka, od strony wojska i bojowników, jak jeden drugiemu nie ufał, jak nawzajem się torturowali, psychicznie i fizycznie (tu warto zagłębić się w historię Amrita Singha),do jakich bestialstw dochodziło na niewinnych ludziach, jak bardzo trzeba było uważać z kim się zadawało i o czym rozmawiało. Autorka nie bała się też poruszyć tematu obchodzenia się ze starszymi osobami, które protestowały przeciw jawnej niesprawiedliwości (regularne pobicia, niszczenie materiałów promocyjnych, zastraszanie). Najbardziej szokującą sceną z książki nie były opisane tortury, morderstwa czy gwałty. W jednym z rozdziałów pojawia się Andźum prowadząca dziecko na spacer i mijająca śpiących na chodnikach ludzi, którzy ciężko pracowali za dnia na budowie czy przy wydobywaniu kamieni. Pewnej nocy trzech z nich straciło życie, bo przejechała ich ciężarówka, gdy spali. A reszty społeczeństwa to nie obeszło, bo na ich miejsce zjawią się kolejni, a tamci umarliby w ten czy inny sposób. Taka znieczulica to już chyba jeden z ostatnich objawów zobojętnienia na zło, gdy wokół jest go już pełno. To jakby pancerz ochronny, by samemu nie zwariować, lecz jeśli jeden wobec drugiego nie ma ludzkich odruchów współczucia czy empatii, to już moralny upadek, całkowity, gdzie nadziei już nie ma, bo jak inaczej może wyglądać apokalipsa?
Wątków mniejszych i większych jest tu od groma, każdy porusza jakiś ważny temat. Autorka wie o czym mówi i wie jak to robić. Każde opowiadanie ma swój niepowtarzalny styl, każdy bohater własną osobowość, historię, język i sposób dzielenia się emocjami z otoczeniem. Czasem ta różnorodność może przytłoczyć, a nawet zniechęcić, dlatego "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" trzeba dawkować, powoli, ale ze zrozumieniem, bo wszystkie wątki łączą się w czytelną całość dopiero na samym końcu, co pokazuje kunszt pisarki. Niełatwa to lektura, więc pisanie jej musiało być znacznie trudniejsze, ale ta książka broni się sama.

Powieść pomimo poruszania tak trudnych tematów, jednocześnie ukazuje siłę przyjaźni i miłości, siłę rodziny z wyboru, jaką stworzyła Andźum. Pozwala ona wierzyć, że mimo problemów i nieprzychylnego otoczenia można wstać rano i odnaleźć w tym sens, tego trzeba chcieć i ciężko pracować na własne szczęście, choć ulotne.
"Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" to lektura dla wytrwałych, niebojących się trudnych tematów i zmierzenia się z nimi. Pozornie Arundhati Roy przedstawiła Indie, ale w innych zakątkach świata dzieją się podobne rzeczy. Ukazała naturę ludzkiej bestii pozbawionej empatii i współczucia, gdy sięga po władzę i konsekwencje tego, zatrważające, lecz oprzytomniające. Czemu? Bo doświadczenia I i II wojny światowej nie należą do przeszłości, ich widmo może powrócić w każdej chwili, więc walczmy o pokój i wzajemne poszanowanie. Historia uczy, więc wyciągajmy z niej wnioski. "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" otwiera szeroko oczy na piekło, które sami sobie tworzymy za życia...
https://loslibros-wehikulczasu.blogspot.com/2019/11/46-o-indiach-szczerze-i-do-bolu-czyli.html

Są książki, o których można opowiadać godzinami. Są takie, które na to zasługują, ale brakuje na to słów, choć są nimi usłane. I właśnie takie jest "Ministerstwo Niezrównanego Szczęścia" Arundhati Roy.
Ta książka otwiera oczy na świat, który jest gdzieś tam, poza bezpiecznym domem, gdzieś z dala od względnie spokojnej Europy, na drugim końcu świata, gdzie żyją ludzkie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
915
523

Na półkach: , , , ,

Moje wrażenia w skrócie tak-nie-tak-nie-NIE-nie-TAK.
Istna huśtawka emocjonalna. To co lubię niepostrzeżenie zmieniało się w to co uwiera i za chwilę z powrotem.
Mając w pamięci "Boga rzeczy małych" nie oczekiwałam folderowej wizji Indii a'la Bollywood. Mimo to... naprawdę... nie raz złapałam się na myśli "niechże to się wreszcie skończy". Nędza, podziały kastowe, okrucieństwo, rozgrywki polityczne, fanatyzm.
Autorka prowadzi narrację w formie luźno powiązanych opowiadań skacząc w czasie, przestrzeni i między bohaterami. Chaos, ale pozorny. W finale wszystkie kawałki wskakują na swoje miejsce i tworzą spójny obraz. Doceniam kunszt. Ponowna lektura mogłaby być ciekawym doświadczeniem.
Zdecydowanie warto doczytać.

Moje wrażenia w skrócie tak-nie-tak-nie-NIE-nie-TAK.
Istna huśtawka emocjonalna. To co lubię niepostrzeżenie zmieniało się w to co uwiera i za chwilę z powrotem.
Mając w pamięci "Boga rzeczy małych" nie oczekiwałam folderowej wizji Indii a'la Bollywood. Mimo to... naprawdę... nie raz złapałam się na myśli "niechże to się wreszcie skończy". Nędza, podziały kastowe,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
86
67

Na półkach:

Piękna opowieść;fantazja spłata się z rzeczywistością; bardzo brutalna - jaka są wojną i okupacja; mówi o tym, jak dziwnie splatają się losy i że linearność czasu to zluda; czas jest spiralny, cykliczny a stron jest więcej niż dwie; uwielbiam język Arundati; to że jej bohaterowie są tak odmienni nieprzystajacy tak nieidealni, że często skracają nasze serca.

Piękna opowieść;fantazja spłata się z rzeczywistością; bardzo brutalna - jaka są wojną i okupacja; mówi o tym, jak dziwnie splatają się losy i że linearność czasu to zluda; czas jest spiralny, cykliczny a stron jest więcej niż dwie; uwielbiam język Arundati; to że jej bohaterowie są tak odmienni nieprzystajacy tak nieidealni, że często skracają nasze serca.

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    336
  • Przeczytane
    126
  • Posiadam
    42
  • Teraz czytam
    11
  • 2018
    8
  • Indie
    4
  • Powieść
    2
  • Ulubione
    2
  • Literatura indyjska
    2
  • Literatura piękna
    2

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ministerstwo niezrównanego szczęścia


Podobne książki

Przeczytaj także