rozwińzwiń

Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

Okładka książki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym Maciej Czarnecki
Nominacja w plebiscycie 2016
Okładka książki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym
Maciej Czarnecki Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
204 str. 3 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Reportaż
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2016-10-05
Data 1. wyd. pol.:
2016-10-05
Liczba stron:
204
Czas czytania
3 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380493735
Tagi:
reportaż Norwegia państwo opiekuńcze literatura polska
Inne
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Skarby Kultury Maciej Czarnecki, Joanna Frońska, Bartłomiej Gutowski, Michał Murawski
Ocena 9,0
Skarby Kultury Maciej Czarnecki, J...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
2046 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
72
29

Na półkach:

Ciekawa i wciągająca. Myślę, że też pozwala zmienić trochę pogląd na tę tematykę.

Ciekawa i wciągająca. Myślę, że też pozwala zmienić trochę pogląd na tę tematykę.

Pokaż mimo to

avatar
993
673

Na półkach:

📖🐲
Daję 6/10, bo trochę się z nią męczyłam, ale jednocześnie myślę, że tę książkę trudno byłoby lepiej napisać bez wpadania w zbyt sensacyjny styl wypowiedzi. Jedno pozostaje dla mnie jasne, że przegięcie w żadną stronę nie jest dobre. A już szczególnie przerażające jest to, że w Norwegii najwyraźniej domniemanie niewinności dotyczy przestępców, jak np. Breivik, ale nie polskich rodziców, którzy swoje dziecko odzyskali parę miesięcy później w sytuacji wyssanych z palca zarzutów. Przykro mi, ale fundowanie takiej traumy dziecku jest tak samo straszne, jak niezabranie z domu Kamilka, który zmarł w zeszłym roku po latach znęcania się nad nim ojczyma. Ta książka dowodzi, że żaden system nie jest odporny na błędy i nadgorliwość służb też może krzywdzić dziecko i rodziców. Czy krzywda psychiczna jest niby mniejsza, bo jej nie widać? Otóż nie. Jest tak samo zła.

Wracając jeszcze do samej książki, myślę sobie, że może byłaby lepsza, gdyby znalazło się tu szersze porównanie np. do działań służb brytyjskich albo niemieckich, które też mają na pewno do czynienia z wieloma rodzinami imigranckimi, choćby w jednym rozdziale. Albo jeżeli nie to, to może jakieś statystyki mówiące o tym, ile osób, które trafiły do tego systemu, jest potem dobrze radzącym sobie obywatelem a ile ma złamane życie. Było kilka historii, ale na anegdotycznych danych trudno budować przekrojowe opinie. Być może jednak nikt takich danych w Norwegii nie zbiera, bo przecież w najlepszym kraju na świecie najwyraźniej nie ma ludzi z problemami psychicznymi po traumie rozstania z biologiczną rodziną.

To tylko moje odczucia, ale doceniam obiektywizm autora i ogromną pracę nad tym reportażem oraz dbałość o to, żeby w miarę możliwości przedstawiać zdanie wszystkich zaangażowanych stron.

📖🐲
Daję 6/10, bo trochę się z nią męczyłam, ale jednocześnie myślę, że tę książkę trudno byłoby lepiej napisać bez wpadania w zbyt sensacyjny styl wypowiedzi. Jedno pozostaje dla mnie jasne, że przegięcie w żadną stronę nie jest dobre. A już szczególnie przerażające jest to, że w Norwegii najwyraźniej domniemanie niewinności dotyczy przestępców, jak np. Breivik, ale nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
9
6

Na półkach:

Świetnie wyważony reportaż. Miałem poczucie, że autor podchodzi bardzo sprawiedliwie i wnikliwie do poruszanego problemu.

Świetnie wyważony reportaż. Miałem poczucie, że autor podchodzi bardzo sprawiedliwie i wnikliwie do poruszanego problemu.

Pokaż mimo to

avatar
32
24

Na półkach:

Bardzo dobra książka o systemie w Norwegii oraz mentalności Norwegów. Co ciekawe, to książka także o nas, Polakach, i różnicach w podejściu do życia i wychowywania dzieci. Takie zdarzenie dwóch światów daje do myślenia.

Bardzo dobra książka o systemie w Norwegii oraz mentalności Norwegów. Co ciekawe, to książka także o nas, Polakach, i różnicach w podejściu do życia i wychowywania dzieci. Takie zdarzenie dwóch światów daje do myślenia.

Pokaż mimo to

avatar
434
404

Na półkach:

W tym reportażu autor szeroko przedstawił różne działania norweskiego Barnevernetu. Czytamy o różnicach kulturowych i problemach polskich rodzin z tą instytucją w Norwegii. Są historie w których jego interwencje okazały się bezpodstawne, inne zaś były zbyt radykalne i nie tak całkiem bezpodstawne. Jedni rodzice się go obawiają, inni zaś są wdzięczni za udzieloną pomoc. Owiany złą sławą organ w tym najlepszym kraju na świecie, zwłaszcza w państwach Europy środkowej i wschodniej zajmuję się ochroną dzieci, a jego działania są bardziej rozbudowane, a interweniują zaś częściej i szybciej niż te w Polsce. Czytamy jak dzieci zabiera się bez powodu, bo naskarżyło na rodziców czy nieopacznie powiedziały coś o przemocy w szkole czy w przedszkolu. Trafiają do rodzin zastępczych, a rodzice mogą je odwiedzać w wyznaczone dni. Niekiedy matkę czy ojca, którzy mają problemy z wychowaniem wysyła się na specjalne rodzicielskie kursy, dochodzi też do porwań czy korzysta się z usług Rutkowskiego. To interesujący reportaż o trudnej tematyce i zachęcam do jego przeczytania.

W tym reportażu autor szeroko przedstawił różne działania norweskiego Barnevernetu. Czytamy o różnicach kulturowych i problemach polskich rodzin z tą instytucją w Norwegii. Są historie w których jego interwencje okazały się bezpodstawne, inne zaś były zbyt radykalne i nie tak całkiem bezpodstawne. Jedni rodzice się go obawiają, inni zaś są wdzięczni za udzieloną pomoc....

więcej Pokaż mimo to

avatar
81
74

Na półkach: ,

Już dawno nie czytałem tak dobrego reportażu. Swoją drogą można się z niego dowiedzieć, ile Rutkowski bierze od rodziców za porwanie ich dziecka z norweskiej rodziny zastępczej. Jest to kwota od 6-9 tys euro.

Już dawno nie czytałem tak dobrego reportażu. Swoją drogą można się z niego dowiedzieć, ile Rutkowski bierze od rodziców za porwanie ich dziecka z norweskiej rodziny zastępczej. Jest to kwota od 6-9 tys euro.

Pokaż mimo to

avatar
813
517

Na półkach: ,

Barnevernet. Wśród wielu Polaków mieszkających w Norwegii ta nazwa budzi grozę. Barnevernet to norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka. Polacy przestrzegają się przed nim na internetowych forach, w 2011 roku ówczesna polska konsul Anna Warchoł porównała go do Hitlerjugent, detektyw Rutkowski zasłynął ze spektakularnych akcji, gdy porywał polskie dzieci z norweskich rodzin zastępczych. Czy faktycznie Barneveret to taka diabelska instytucja odbierająca biednym Polakom ich dzieci? Urzędowi i związanymi z nim kontrowersjami przyjrzał się Maciej Czarnecki w swym reportażu „Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym”. I zrobil to bardzo rzetelnie i obiektywnie. Rozmawiał z wieloma polskimi rodzinami, które zetknęły się z tą instytucją, z prawnikami, działaczami, naukowcami, także z przedstawicielami samego Barnevernetu.
Skąd te kontrowersje? Na pewno mentalność polska jest zupełnie inna od mentalności norweskiej. W Polsce (niestety) jeszcze wielu hołduje zasadzie, że klaps nie jest taki zły, że czasem można uderzyć dziecko, że można na dzieci krzyczeć. W Norwegii (na szczęście) nie jest to akceptowalne. W Norwegii przy rozpatrywaniu sprawy dotyczącej ewentualnej przemocy czy zaniedbania wobec dzieci wyznaje się zasadę, że to dobro dziecka i jego rozwój są najważniejsze. W Polsce to rodzina jest najważniejsza i to ją należy za wszelką cenę chronić. W Norwegii normalnym jest, że wolne weekendy spędza się z dziećmi, uprawia się z nimi sporty, rozmawia, nade wszystko to czas na aktywność na świeżym powietrzu. W Polsce w takie dni dziecko często siedzi samo w pokoju, spędza czas w internecie. Tych różnic jest znacznie więcej. Polacy nie są przyzwyczajeni do tego, żeby instytucje państwowe ingerowały w wychowanie ich dzieci. W naszym kraju taka ingerencja jest ostatecznością, w Norwegii każde nietypowe zachowanie dziecka może doprowadzić do wizyty pracowników Barnevernetu.
I choć zdarzają się sytuacje, gdzie Barnevernet popełnia błędy czy działa zbyt pochopnie, czasem odbiera dzieci w kilka godzin po zgłoszeniu danego zdarzenia, to po przeczytaniu tego reportażu staję po stronie tejże instytucji.
Czarnecki w swej książce nie komentuje, nie wyraża swojego zdania, uczciwie przedstawia głosy różnych stron. Dlatego nie czuję się zmanipulowana. Ja wyciągnęłam z jego książki takie a nie inne wnioski. Zachęcam do lektury i wyrobienia sobie własnego zdania.

Barnevernet. Wśród wielu Polaków mieszkających w Norwegii ta nazwa budzi grozę. Barnevernet to norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka. Polacy przestrzegają się przed nim na internetowych forach, w 2011 roku ówczesna polska konsul Anna Warchoł porównała go do Hitlerjugent, detektyw Rutkowski zasłynął ze spektakularnych akcji, gdy porywał polskie dzieci z norweskich rodzin...

więcej Pokaż mimo to

avatar
188
61

Na półkach:

Poruszył mnie ten reportaż, głównie dlatego, że też byłam dzieckiem, które raz powiedziało coś głupiego w na lekcji w klasie. W Polsce rodzice zostali wezwani do szkoły i wszystko zostało wyjaśnione. Gdybym żyła w Norwegii Bernevernet na pewno odebrałby mnie opiekunom. Pomimo że reportaż ukazał różne odcienie pracy tej instytucji, teraz już wiem, że bałabym się mieć dziecko w Norwegii.

Poruszył mnie ten reportaż, głównie dlatego, że też byłam dzieckiem, które raz powiedziało coś głupiego w na lekcji w klasie. W Polsce rodzice zostali wezwani do szkoły i wszystko zostało wyjaśnione. Gdybym żyła w Norwegii Bernevernet na pewno odebrałby mnie opiekunom. Pomimo że reportaż ukazał różne odcienie pracy tej instytucji, teraz już wiem, że bałabym się mieć dziecko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
356
122

Na półkach:

Ciekawa pozycja. Zwróciłam na nią uwagę, gdy przeglądałam ofertę wydawnictwa Czarne. O samej instytucji - Barnevernet - wiedziałam niewiele, tylko przekazy medialne. Książka jest bardzo dobrym reportażem, nie ma w niej ani trochę publicystyki. Historie, statystyki, wypowiedzi osób związanych bezpośrednio z tematem. Co ważne - historie przedstawione są z obu perspektyw. Lektura pozostawia pole do własnych przemyśleń. Mnie pozostawiła z poczuciem, że choć nie ma systemów idealnych (bo ludzie są różni i ich interpretacje też, pieniędzy wszędzie brakuje, polityka nie pomaga itd.) to Norwegowie podejmują próbę ochrony dzieci ZANIM wydarzy się im krzywda. Jest to szczególnie widoczne na tle ostatnich wydarzeń z Polski, gdzie nawet po tragicznych wypadkach związanych z opieką nad dziećmi, rząd nie robi nic by sytuację zmienić/poprawić. Oczywiście są historie skrajne w naszym rozumieniu, ale trzeba spojrzeć na to przez pryzmat różnic kulturowych, różnic w wychowaniu dzieci i (w końcu) różnic w podejściu do „władzy” rodzicielskiej. Doskonale podsumowuje tę książkę myśl, że w Polsce kładziemy nacisk na to by dziecko było w rodzinie biologicznej - nieważne jak ona go traktuje, natomiast Norwegowie patrzą przede wszystkim przez pryzmat dobra dziecka i potrzeby uchronienia go przed potencjalną przemocą. Warto przeczytać ten reportaż chociażby po to by wyrobić sobie własne zdanie i poszerzyć swoje horyzonty.
(Instagram @eaw.books)

Ciekawa pozycja. Zwróciłam na nią uwagę, gdy przeglądałam ofertę wydawnictwa Czarne. O samej instytucji - Barnevernet - wiedziałam niewiele, tylko przekazy medialne. Książka jest bardzo dobrym reportażem, nie ma w niej ani trochę publicystyki. Historie, statystyki, wypowiedzi osób związanych bezpośrednio z tematem. Co ważne - historie przedstawione są z obu perspektyw....

więcej Pokaż mimo to

avatar
160
155

Na półkach:

⭐️⭐️⭐️⭐️ Dzięki bookstagramowi zaczęłam sięgać po reportaże i oto kolejny z nich - dotyczy Barnevernet, norweskiej instytucji zajmującej się opieką nad dziećmi mieszkającymi na terenie Norwegii. Celem organizacji jest wykrywanie zaniedbań i braków w opiece nad dzieckiem na jak najwcześniejszym etapie, izolacja dzieci od rodzin dla nich niebezpiecznych i znajdywanie im nowych domów. Wystarczy pojedyncze zgłoszenie o podejrzeniu zaniedbania dziecka i do akcji wkracza organizacja, która ma możliwość natychmiastowego odebrania dziecka. Brzmi bardzo profesjonalnie i aż czuć bezpieczeństwo i
opiekę rozłożoną nad dziećmi, prawda?

Okazuje się, że do Barnevernet może zgłosić Cię skonfliktowany sąsiad lub zazdrosna koleżanka. Pojedynczy krzyk czy siniak na dziecku może spowodować odebranie go na długie miesiące. Wyznanie dziecka w przedszkolu lub nastolatka w szkole zawsze jest brane na poważnie - nawet jeżeli wypowiedziane nieumyślnie lub celem zrobienia rodzicom na złość. Z kolei jeżeli przemocowy jest ojciec Norweg i podejrzenia zgłasza żona imigrantka, to nagle okazuje się, że kobieta ma liczne choroby psychiczne, w tym urojenia.

Autor opisuje nam, jak powinno być, i jak jest - oczywiście z polaryzacją na dwie skrajne strony. Pierwsza - dziecko zabrane całkowicie bezsensownie, cały proces wykonany niedbale, chociażby z brakami opinii psychologów, nagabywaniem dzieci przez pracowników Barnevernet czy braku tłumaczy przy odbiorze dzieci rodzinom imigranckim.

Druga - dziecko zostawione z przemocowym rodzicem i odsunięcie od opieki drugiego z nakreśleniem sypiącego się stanu psychicznego dziecka.

W tym wszystkim poznajemy też historie „porwań” dzieci detektywa Rutkowskiego - celem oddania ich polskim rodzicom.

Reportaż wydaje mi się naprawdę bezstronniczy, bogaty w historie z życia różnych stron oraz aspekty formalno-prawne i dalsze kroki z instytucją. Sama jednak nie wiem, które działania instytucji wstrząsnęły mną bardziej - zabieranie niepotrzebne czy błędne pozostawianie dzieci.

⭐️⭐️⭐️⭐️ Dzięki bookstagramowi zaczęłam sięgać po reportaże i oto kolejny z nich - dotyczy Barnevernet, norweskiej instytucji zajmującej się opieką nad dziećmi mieszkającymi na terenie Norwegii. Celem organizacji jest wykrywanie zaniedbań i braków w opiece nad dzieckiem na jak najwcześniejszym etapie, izolacja dzieci od rodzin dla nich niebezpiecznych i znajdywanie im...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    2 549
  • Chcę przeczytać
    2 346
  • Posiadam
    318
  • Reportaż
    68
  • 2018
    63
  • 2021
    61
  • 2019
    50
  • Teraz czytam
    46
  • Literatura faktu
    38
  • 2022
    32

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym


Podobne książki

Przeczytaj także