Star Wars. Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada

Okładka książki Star Wars. Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada
Cam KennedyJohn Wagner Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Wars Legendy (tom 7) Seria: Star Wars Legendy fantasy, science fiction
142 str. 2 godz. 22 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Star Wars Legendy (tom 7)
Seria:
Star Wars Legendy
Tytuł oryginału:
Boba Fett: Death, Lies & Treachery
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
142
Czas czytania
2 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328110670
Tłumacz:
Maciek Drewnowski
Tagi:
star wars boba fett
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Sędzia Dredd - Kompletne Akta 5 Brian Bolland, John Cooper, Steve Dillon, Carlos Ezquerra, Ian Gibson, Alan Grant, Mike McMahon, Barry Mitchell, Ron Smith, John Wagner, Colin Wilson
Ocena 0,0
Sędzia Dredd -... Brian Bolland, John...
Okładka książki Sędzia Dredd - Kompletne Akta 18 Garth Ennis, Alan Grant, Mark Millar, John Wagner
Ocena 7,5
Sędzia Dredd -... Garth Ennis, Alan G...
Okładka książki Aliens. Pieśń włóczni / Twierdza John Arcudi, Edward Martin III, John Wagner, Chet Williamson
Ocena 7,1
Aliens. Pieśń ... John Arcudi, Edward...

Podobne książki

Okładka książki Star Wars. Mara Jade: Ręka Imperatora Carlos Ezquerra, Michael A. Stackpole, Timothy Zahn
Ocena 6,6
Star Wars. Mar... Carlos Ezquerra, Mi...
Okładka książki Star Wars: Cienie Imperium John Nadeau, Steve Perry, Kilian Plunkett, John Wagner
Ocena 6,3
Star Wars: Cie... John Nadeau, Steve ...
Okładka książki Star Wars: W cieniu Yavina Carlos D'Anda, Brian Wood
Ocena 6,7
Star Wars: W c... Carlos D'Anda, Bria...
Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
87
69

Na półkach: ,

Jak zwykle przy omawianiu albumów z serii „Star Wars Legendy” opinie o „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” zacznę od pochwały okładki, mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale wspomniany element ponownie bardzo mi przypadł do gustu. Obiecuję, że to już ostatni raz, następnym razem wspomnę o okładce, gdy mi się nie spodoba.

Przechodząc już do samego tytułu powiem, że podchodziłem do albumu podchodziłem z pewnym dystansem. Zawsze gdy wypożyczę jakiś komiks, to go na początku przeglądam od początku do końca, aby zapoznać się z jego stylem styl graficzny. Podczas wspomnianego wertowania albumu stylistyka niezbyt mi przypadła do gustu. – stąd dystans do omawianej pozycji – Jednak po przeczytaniu całości na spokojnie muszę przyznać, że styl graficzny ma jakiś urok, nie powiem, że „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” jest najpiękniejszym komiksem, jaki czytałem jest to jednak dzieło bez wątpienia unikalne pod względem wizualnym.

Omawiana pozycja to jak dla mnie tragikomedią. Wiele scen mnie naprawdę rozbawiło i wiele równocześnie „zmroziło”. – było zaskakująco mroczne – Najlepszymi dla mnie postaciami są dwaj Huttowie (Gorgo i Orko), których łączy specyficzna relacja… XDDD – która jest jak dla mnie megazabawna – Pewnie się zastanawiacie, czemu nie uznałem Boby Fetta za najciekawszą postać? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wspomniana postać wydaje się bardzo jednowymiarowa. – bezwzględny, bezbłędny najemnik – Zdaje sobie jednak sprawę, że jest to obraz Boby Fetta, który uwielbiają fani Gwiezdnych Wojen. Mnie jednak taka kreacja głównego bohatera umniejsza podekscytowanie jego przygodami… Jeśli protagonista jest tzw. "mega prosem" i wszystko mu wychodzi to trudno oczekiwać, by na koniec zginął czy poniósł porażkę… Oczywiście może się tak wydarzyć, jednak taki bieg zdarzeń byłby nielogiczny i w efekcie absurdalnie głupi.

Czy warto sięgnąć po opisywana pozycje? Myślę, że zdecydowanie tak. Dla fanów Boby Fetta to pozycja wręcz obowiązkowa. Album jest zbiorem 3 komiksów, które są ze sobą ściśle powiązane i razem przestawiają ciekawą historie… „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” to pozycja dodatkowo unikalna, jeśli chodzi o aspekty wizualne.

Jak zwykle przy omawianiu albumów z serii „Star Wars Legendy” opinie o „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” zacznę od pochwały okładki, mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale wspomniany element ponownie bardzo mi przypadł do gustu. Obiecuję, że to już ostatni raz, następnym razem wspomnę o okładce, gdy mi się nie spodoba.

Przechodząc już do samego tytułu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
456
452

Na półkach:

Komiksy z Uniwersum Gwiezdnych Wojen stanowią nie tylko dodatek do tego wspaniałego, istniejącego w popkulturze od ponad 40 lat świata, dopowiadając ogrom treści z jego macierzy, ale stają się, dla miłośników z tym Uniwersum obcujących, czymś dużo głębszym, intymniejszym i ważniejszym. Narracje obrazkowe są dużo bliżej głównego medium, z którego marka „Star Wars” słynie – filmu, niżeli powieści, których, sumując tzw. „Legendy” i „Nowy Kanon” mamy w ilościach kilkuset, przy czym komiksów łącznie jest o wiele, wiele mniej.

Gwiezdne Wojny zaczęły się medium filmowym, filmem powinny się zakończyć, jeśli kiedykolwiek „Lucasfilm Ltd.” powie dość i zawiesi swą działalność, co jest z wszelkim zakładanym prawdopodobieństwem po prostu niemożliwe. Chyba że stało by się coś katastrofalnego, albo... nastąpiłby koniec świata. Komiksy całą swą specyfiką, a najważniejsze - swym przekazem - są dla lucasowskiej Sagi galaktycznych wojaży najbliżej sposobu opowiadania tego, co dzieje się na ekranie gwiezdnowojennych filmów: łączą one sekwencyjny ,,zaklęty w czasie” rysunek z odpowiednią nadającą mu akcji, tej niezwykłej specyfiki, narracją, gdzie wszystko umieszczone w kadrach, ze strony na stronę, w odpowiedni niczym filmowy montaż sposób, daje końcowy przypominający ,,ruchomy” film bardzo mocny efekt. I mimo iż efekt ten nie ożywa na naszych oczach, nie stając się nagle filmem aktorskim czy animowanym, w nadnaturalny sposób zmusza czytelnika do rozwinięcia tej komiksowej historii właśnie w obszarach naszej nieograniczonej niczym wyobraźni.

Nie inaczej, jak tylko w naszych umysłach sekwencyjne graficzne opowieści – w tym przypadku z zakresu treści przepastnej gwiezdnowojennej odysei "Star Wars" – ewoluują do czegoś odpowiednio dynamicznego, fabularnie ukształtowanego, bardzo bliskiego filmom, z filmów czerpiących swe wyobrażenia co do postaci, planet, miejsc, sekwencji pełnych akcji bądź różnych struktur świata przedstawionego. Z racji swej wyjątkowej ,,bliskości” do obrazów kinowych z tego Uniwersum, nie tylko ja, ale i coraz więcej osób zaczyna sięgać po komiksy z "Legendy", czy to "Nowego Kanonu" Star Wars. Mimo iż nie wychowałem się na "Klasycznej Trylogii" – gwiezdnowojennym kinie z lat 1977-1983, po formę narracji obrazkowych budujących ten fantastyczny Wszechświat sięgam, gdy prezentuje ona tytuły zagłębiające się wokół chronologii osi czasu wydarzeń czy pomiędzy ramami wydarzeń w zakresie tego, co zaprezentowała nam "Klasyczna Trylogia", np. "Cienie Imperium". Kolejną pozycją, która zakotwiczyła się pośrednio w filmach Sagi Skywalkerów, Epizodach V i VI, kolejno: "Imperium Kontratakuje" i "Powrót Jedi," jest komiks pióra Johna Wagnera, z rysunkami, tuszem i kolorami Cama Kennedy’ego, zatytułowany: "Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada". Dla nerdów galaktycznego Uniwersum ów mandaloriański Łowca Nagród, jest postacią znaną, z racji tak niezwykłej swej kreacji: szczupła jednakże atletyczna budowa ciała, noszona na sobie zbroja z zainstalowanym na plecach jetpackiem, twarz nieznana gdyż przykryta cudownie wyprofilowanym hełmem, prosty ale i uważny chód, który Łowcę podkreśla. Fizyczne atrybuty Fetta bledną jednak przy tym, jak ,,długo” George Lucas pozwolił mu zaistnieć w Epizodzie V i VI Sagi, bo ten groźnie prezentujący się w niniejszych filmach specjalista od brudnej roboty i ścigania na rozkaz Vadera ,,rebelianckich szumowin”, zagościł w ramówce obu produkcji jedynie na kilkadziesiąt sekund. I w tym tkwi paradoks uwielbienia Boby Fetta: emisja kreskówki na panelu okolicznościowym , "Star Wars Holiday Special", który zrealizował na potrzeby telewizyjnej publiczności współpracujący z mediami "Lucasfilm Ltd." pod koniec 1978 roku, dała widzom okazję do przyjrzenia się dokładniej jej 9-minutowemu czasowi trwania i spostrzeżenia w animacji pewnej postaci: Boby Fetta. Działający dynamicznie, wyglądający groźnie – nieważne, że od strony technicznej nie wyglądało to ,,najpłynniej” - tak działający wtedy mandalorianin kupił serca młodych osób, no i ich rodziców, w tym momencie zapoczątkowując swój własny mit, którego budowę, z animacji na film, kontynuowano w "Imperium kontratakuje” i "Powrocie Jedi"; którego historię rozszerzano przez książki Starego Kanonu, po części Prequele filmowe Uniwersum, komiksy i inne treści, jak gry video, figurki, kubki i inne gadżety. Również i jego historia – osobiście uważam ją za niebywale ważną dla tej postaci w całym , nazwijmy to, metaversum treści Gwiezdnych Wojen – pojawiła się w omawianym komiksie Wagnera i Kennedy’ego. I to historia, którą trzeba przeczytać, wręcz jeśli jej nie znamy, próbować odnaleźć ją jak mitycznego Świętego Graala. Wtedy zrozumie się, kuriozum Boby Fetta, które wielbi fanowski świat, tym bardziej sympatycy realiów serialu "Star Wars: The Mandalorian", w którego treści multi-odcinkowej kreacji drugiego sezonu, pojawić ma się (kto wie, czy znowu nie będzie to ,,bardzo skromne kilkadziesiąt sekund”) nie kto inny, jak on sam, Boba Fett.

Pytany o najsłynniejszego Łowcę Nagród w Galaktyce, George Lucas przyznał po latach, iż ,,Fett to tak naprawdę wczesna wersja Dartha Vadera. Wiele w nim także z postaci z westernów Sergio Leone”. Świat od razu zrozumiał, wręcz to kupił, że niezbyt skory do rozmowy – chyba że za garść kredytów – mMndalorianin, to ktoś nader wyjątkowy, ba, naprawdę niesamowity, skoro działa się na pograniczu prawa, oddając się byciu galaktycznym kowbojem; ktoś, kto z racji tego kim jest, nie ma to tamto, po prostu musi mieć ,,ciekawą” i trudną przeszłość", musi być tym kimś kogo będziemy jednocześnie nienawidzić, a z drugiej strony kibicować. Cóż, chyba nikt nie spodziewał się, że ktoś taki w baśniowo-fantastycznej opowieści Georga Lucasa pojawi się w dwóch najważniejszych filmach w dziejach marki Georga Lucasa. Że odgrywając tak znikomą w ich fabule rolę, zyska jedno z największych na świecie fanklubów.

Mając na uwadze specyfikę postaci zawadiackiego Boby Fetta, widoczną w kreacjach "Klasycznej Trylogii", o przedstawianym i omawianym komiksie nie da się powiedzieć inaczej, jak tylko to, że buduje on w właściwy ,,drobniutko” nakreślony animacją z 1978 roku i występami w obrazach kinowych z 1980 i 1983 roku, sposób, jego wizerunek. To wszystko poszło według wizji Wagnera we właściwy sposób, a klasyczna linia grafiki nadała Fetcie w tym komiksie animuszu i potwierdziła specyfikę typowych poczynań galaktycznego Łowcy głów, czyli przedłużyła to, co dowiedzieliśmy się o Łowcy w obszarze "Klasycznej Trylogii" i z tej ,,niechcianej” animacji z 1978 roku... plus przedpremierowa figurka rzecz jasna. Z jednej strony praca Wagnera i Kennedy’ego wytłuściła nam niniejsze wydanie jako cichy komiks, a z innej strony dostaliśmy szybką, trochę zbyt ,,pociętą” w przerwach pomiędzy sekwencjami ujęć czy kadrów historię. Było to coś ,,cichego”, gdyż paradoksalnie to ujmując Boba Fett zdawał się działać jak zaprogramowany bez skazy bot, robot, android – czy jak coś, co nie lub rzucać się w oczy, ale jednocześnie woli najpierw rozwiązywać problemy, a później zadawać pytania tym, którzy je powodują. Dynamika najlepiej uwidaczniała się tu w rysunkach i w tym ,,brudnym”, ,,spaczonym” kolorze, kładzionym cieniom, ,,porywczo” i krzykliwie wyrażanym detalom – gdzie wszystko to było podobne do prac Kennedy’ego w wydawnictwie „2000 AD” w serii komiksowej o działającym w Mega-City One – post-nuklearnym, pogrążonym w anarchii, zgniliźnie i rozkładzie mieście – sędzim Dreddzie.

"Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada" - wydanie to swym tytułem mogło mylić czytelnika. Komiks nie dotyczył bezpośrednio samego Łowcy Nagród, ale raczej okoliczności jego wyjątkowego zawodu, któremu Fett się poświęcał, nawet gdy weźmiemy pod uwagę to, że wylądował w paszczy Sarlacca, z tej paszczy wylazł, i gdy potem spotykało go wiele, wiele rzeczy, z którymi nawet roztaczający wokół siebie aurę zwycięskiego mroku Darth Vader raczej nie chciałby mieć do czynienia. W komiksie wprawnemu czytelnikowi, przez jego co najmniej 80% objętości, przez skupiony na wydarzeniach wydania umysł, przebiegać będzie jedna postać, Ry-Kooda, któremu brata przez niby zwykłe zlecenie ,,załatwił” mandaloriański Łowca Nagród. "Śmierć, kłamstwa i zdrada" reprezentują środowisko, w którym obraca się Fett; wydanie to, tak jak zaczyna się mniej więcej od przyjęcia przez Łowcę zlecenia, tak na egzekucji tego zlecenia i lekkich jego skutkach się kończy. Calutki, soczysty spisek – zresztą chwała Wagnerowi za wykombinowanie takiego scenariusza – tworzą tu Huttowie, obślizgłe odwłokowate kreatury, mające smykałkę do interesów, jednak z częstą naiwnością i zbyt ogromną wiarę w możliwości swej rasy - rasy Huttów. Nie wyobrażałbym sobie, aby w komiksie tym miało zabraknąć gospodarzy Planety Nal Hutta, zarazem najbardziej podłych kombinatorów w Galaktyce. A jeśli chodzi o ,,kombinatorstwo”, to w tym wydaniu go nie zabrakło. Podstępnie działający Huttowie zmuszali naszego ,,protagonistę” do licznych zawodowych ,,ekspresji”. I mimo iż Boba działał dynamicznie, jego podejmowane kroki nie przejawiały żadnego chaosu. Płynął w nim a nie był do końca w chaosie zanurzony.

Kolor tła na planszach, co ciekawe, nadawał Fetcie niezwykłego animuszu. Komiks tak ,,dokoloryzowano", tak ,,docieniowano", że odnosiło się wrażenie, iż przygody Łowcy osadzono w jakimś osnutym wieczną nocą mieście, lub na przepastnej równinie, gdzie nocą zasadzają się na swe zdobycze prawdziwi drapieżcy; jednym z nich był Boba Fett. Komiks nie najsolidniejszy w ogólnym jego odbiorze, z odrobiną przemotywowania i zbytniej ekspresji przedstawianych tu wydarzeń kosztem fabuły, jednakże z kreacją Mandalorianina w pełnym stylu – jeśli chodzi o przeniesienie realiów filmowych i książkowych Fetta na sekwencyjną naturę komiksu.

Komiksy z Uniwersum Gwiezdnych Wojen stanowią nie tylko dodatek do tego wspaniałego, istniejącego w popkulturze od ponad 40 lat świata, dopowiadając ogrom treści z jego macierzy, ale stają się, dla miłośników z tym Uniwersum obcujących, czymś dużo głębszym, intymniejszym i ważniejszym. Narracje obrazkowe są dużo bliżej głównego medium, z którego marka „Star Wars” słynie –...

więcej Pokaż mimo to

avatar
531
500

Na półkach:

Momentami się trochę gubiłam, ale ogólnie fabuła ciekawa. Rysunki bogate w szczegóły i kolory, dobrze oddają klimat.

Momentami się trochę gubiłam, ale ogólnie fabuła ciekawa. Rysunki bogate w szczegóły i kolory, dobrze oddają klimat.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1102
826

Na półkach: ,

Gdy myślimy o Gwiezdnych Wojnach, przed oczami staje nam zazwyczaj kosmiczna baśń o uniwersalnym przesłaniu. To efektownie opakowana opowieść o walce dobra ze złem, w której, mimo przeciwności losu, zawsze zwyciężają ci dobrzy. Kibicujemy im, bo wiemy, że walczą w słusznej sprawie, a w dodatku są postaciami charyzmatycznymi, sypiącymi bon motami i zwyczajnie interesującymi. Warto jednak pamiętać, że nie ma dzielnych bohaterów bez odpowiednich przeciwników. A tych drugich także w uniwersum Star Wars nie brakuje. Pierwsza myśl większości fanów? Oczywiście Darth Vader. Ale byli i inni, wśród nich niezrównany łowca nagród, enigmatyczny (do pewnego czasu) Boba Fett.

"Śmierć, Kłamstwa i Zdrada". Już sam tytuł sugeruje co czeka na czytelnika wewnątrz najnowszej pozycji w egmontowskiej serii Star Wars Legendy. To opowieść o pracy Boby Fetta, a konkretnie o kilku zleceniach, które bohater otrzymuje. Żeby zarobić na życie, tym razem będzie musiał pojmać niebezpiecznego kosmicznego pirata, odbić porwaną zakładniczkę, a także zmierzyć się z komplikacjami wynikającymi z przyjęcia zlecenia zabójstwa pewnego wpływowego Hutta. Kolejne sprawy łączą się ze sobą, wymagając użycia nie tylko siły fizycznej ale i sprytu. Niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku, a Fett musi bacznie rozglądać się dookoła, by nie stracić szansy na zarobek i przeżycie.

Główną atrakcją omawianego tytułu jest oczywiście łowca nagród, Boba Fett. W dwóch pierwszych filmach, w których ów bohater się pojawił, został przedstawiony w sposób niezwykle oszczędny, jednak na tyle rozpalający wyobraźnię fanów, że z czasem zaczął się cieszyć coraz większą popularnością. Stąd właśnie wzięła się komiksowa seria, nazwana, uwaga… Boba Fett. Zawarte w "Śmierci, Kłamstwie i Zdradzie" historie, stanowią jej początkowe odcinki. Jaki jest tu sam Fett? Podobny do swojego filmowego pierwowzoru, czyli enigmatyczny, bezwzględny i diablo skuteczny. To jeden z najniebezpieczniejszych łowców nagród, wyjątkowo pewny siebie oraz skuteczny. Za odpowiednią kwotę podejmie się praktycznie każdego zadania, bez patrzenia na ryzyko. Ciężko sobie wyobrazić, by przedstawiciel profesji łowcy nagród mógł posiadać inne cechy, śmiało można zatem stwierdzić, że główny bohater skrojony jest naprawdę dobrze.

Pewien problem pojawia się, gdy dochodzimy do bohaterów drugoplanowych, ci nie są już bowiem tacy zajmujący jak Boba Fett. Widać, że scenarzysta uczynił z nich ledwie tło i nie do końca miał pomysł, w jaki sposób wykorzystać potencjał niektórych postaci. Najlepiej zapowiadał się wątek huttyjskiego rodzinnego konfliktu – to mogła być znakomita okazja do pokazania relacji panujących w tej społeczności. Ja osobiście chętnie zobaczyłbym kiedyś zabawę konwencją, gdzie gangsterskich w istocie Huttów pokaże się w bardziej romantyczny sposób, taki, do jakiego przyzwyczaiły nas największe dzieła reżyserskich tuzów pokroju Coppoli, De Palmy czy Scorsese. Wracając jednak do meritum – tutaj tego innego spojrzenia nie ma, przez co drugi plan jest niestety nieco ubogi.


Scenariusz Johna Wagnera kładzie nacisk przede wszystkim na akcję, która jest, trzeba przyznać, niezwykle dynamiczna. Właściwie cały czas coś się dzieje – bohaterowie, a tym samym i czytelnicy, nie mają chwili oddechu między kolejnymi strzelaninami, pościgami i intrygami. Jest hucznie i szybko, zwolennicy bardziej rozbudowanych fabuł, kładących nieco większy nacisk na psychologię bohaterów, będą tym faktem zapewne rozczarowani. W tym przypadku trzeba się jednak nastawić na coś innego, a mianowicie na „naparzankę” w iście kosmicznym stylu.

Autorem ilustracji do wszystkich składowych albumu jest Cam Kennedy, znany zwłaszcza z prac do "Mrocznego Imperium". Kto czytał tamtą historię (również niedawno wydaną w ramach Legend) wie, że styl szkockiego rysownika jest wyjątkowo specyficzny. Artysta posiada spore grono fanów, ale znajdzie się także wielu odbiorców, którzy jego stylu wręcz nie znoszą. Szczęśliwie nie można się przyczepić do sposobu rysowania samego Fetta, bohater nigdy nie zdejmuje maski, co znacznie ułatwia pracę. Jednak w przypadku innych bohaterów jest już gorzej. Postacie są do siebie podobne i jeśli nie posiadają jakichś cech charakterystycznych, ciężko rozpoznać kolejnych bohaterów. Nietypowe jest też wypełnienie kolorami kolejnych kadrów. Dominują raczej zimne, jednostajne i stonowane barwy, niepasujące raczej do historii tak pełnej dynamizmu jak ta.

"Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada" to tytuł, którego obecność w serii prezentującej najlepsze gwiezdnowojenne tytuły wydane pod skrzydłami Dark Horse Comics, można uzasadnić. Ciężko oprzeć się jednak wrażeniu, że jest to miejsce bardzo „na styk”. Nie znajdziemy tu wiele więcej ponad dynamiczną akcję i interesującego głównego bohatera. Z drugiej strony, nie każdy komiks musi być pretendować do miana klasycznego. Dzieło Wagnera i Kennedy’ego to dobre czytadło i jako takie, warte jest przeczytania.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2016/09/star-wars-legendy-boba-fett-smierc.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/10050

Gdy myślimy o Gwiezdnych Wojnach, przed oczami staje nam zazwyczaj kosmiczna baśń o uniwersalnym przesłaniu. To efektownie opakowana opowieść o walce dobra ze złem, w której, mimo przeciwności losu, zawsze zwyciężają ci dobrzy. Kibicujemy im, bo wiemy, że walczą w słusznej sprawie, a w dodatku są postaciami charyzmatycznymi, sypiącymi bon motami i zwyczajnie interesującymi....

więcej Pokaż mimo to

avatar
445
92

Na półkach: ,

Pięknie narysowane, ale to tyle jeśli chodzi o zalety. Fabuła zupełnie nieangażująca, bo o głównym bohaterze nie wiemy nic - poza tym, że jest dobrym łowcą nagród. Sięgając po komiks miałem nadzieję dowiedzieć się o nim czegokolwiek, ale twórcy widocznie uznali, że nie ma takiej potrzeby. Właściwie całość była bardziej o Huttach na Tatooine.

Pięknie narysowane, ale to tyle jeśli chodzi o zalety. Fabuła zupełnie nieangażująca, bo o głównym bohaterze nie wiemy nic - poza tym, że jest dobrym łowcą nagród. Sięgając po komiks miałem nadzieję dowiedzieć się o nim czegokolwiek, ale twórcy widocznie uznali, że nie ma takiej potrzeby. Właściwie całość była bardziej o Huttach na Tatooine.

Pokaż mimo to

avatar
361
198

Na półkach: , , ,

Zachwyciłem się barwą oraz kadrami, zdecydowanie odrzuciła mnie koncepcja rekino-pirata, Boba jak to Boba, nic dodać nic ująć, jego oponenci powinni zostać skierowani na kurs doszkalający z zakresu wizażu.

Zachwyciłem się barwą oraz kadrami, zdecydowanie odrzuciła mnie koncepcja rekino-pirata, Boba jak to Boba, nic dodać nic ująć, jego oponenci powinni zostać skierowani na kurs doszkalający z zakresu wizażu.

Pokaż mimo to

avatar
1526
486

Na półkach:

Nigdy chyba nie pojmę fenomenu Boby Fetta. Łowca nagród, który w swoim kinowym debiucie dosłownie mignął na ekranie w Imperium Kontratakuje, w stosunkowo krótkim czasie stał się wśród fanów postacią zgoła kultową. Wiem, że to typowy badass, którego wszyscy fanboje kochają – milczący, tajemniczy, ze świetnym designem, snujący się na drugim planie niezauważalny, dla przeciętnego odbiorcy. Ale żeby aż tak?

(...) Na album Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada składają się trzy krótsze historie. Każda z nich opowiada o innym zleceniu, ale wszystkie połączone są postaciami głównych bohaterów i nadrzędnym wątkiem. W Polowaniu na Bar-Koodę łowca nagród pochodzący z Kamino otrzymuje zlecenie, aby schwytać niebezpiecznego pirata, który ma stać się kartą przetargową Hutta Gorgi w sprawach… matrymonialnych. Do realizacji zadania będzie mu jednak potrzebny pewien magik, który w tajemniczych okolicznościach zmarł. Ale Fett nie takie przeszkody w swojej karierze pokonywał! W Kiedy grubaska zawiśnie ukochana jego pracodawcy zostaje porwana dla okupu, a na trop Fetta wpada żądny zemsty Ry-Kooda, brak Bar-Koody. Z kolei Morderstwie najgorszego sortu czeka nas wielki finał, gdy zakuty w mandaloriańską zbroję łowca wplątuje się w intrygę Gorgi mającą na celu pozbycie się jego teścia, Hutta Orko.

Pomysł Johna Wagnera na fabułę tej „trylogii” jest bardzo prosty – gnająca na złamanie karku akcja, dużo rewolwerowych (blasterowych?) pojedynków, kilka pościgów i sporo one-linerów. Całość doprawiona jest delikatnym humorem i elementami komediowymi (ostatni pokaz Magwita na statku Bar-Kody, pewien drugoplanowy bohater w ostatnim akcje czy wreszcie zwyczaje małżeńsko-godowe Huttów), co jest elementem dość rzadkim w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Widać, że Wagner pisze z pewnym brytyjskim przekąsem i wyraźnym dystansem do wydarzeń przedstawionych na kartach komiksy.

Zamiast w stronę patetyczno-mrocznej narracji brytyjski scenarzysta uderza w bardzo lekkie tony sprawiając, że Śmierć, kłamstwa i zdrada momentami nabiera cech komedii omyłek, slapstickowego sci-fi z przełomu lat trzydziestych i czterdziestych. To miła odmiana po tych pisanych strasznie serio komiksach z Dark Horse i fajnie kontrastuje z figurą jak zawsze poważnego i zwykle milczącego Boby...

- - -
cały tekst można przeczytać tu:
https://dybuk.wordpress.com/2016/06/20/boba-fett-smierc-klamstwa-i-zdrada/

Nigdy chyba nie pojmę fenomenu Boby Fetta. Łowca nagród, który w swoim kinowym debiucie dosłownie mignął na ekranie w Imperium Kontratakuje, w stosunkowo krótkim czasie stał się wśród fanów postacią zgoła kultową. Wiem, że to typowy badass, którego wszyscy fanboje kochają – milczący, tajemniczy, ze świetnym designem, snujący się na drugim planie niezauważalny, dla...

więcej Pokaż mimo to

avatar
486
484

Na półkach:

Boba Fett na usługach Gorga Hutta. Hutt zakochał się w "pięknej" Anachro, córce Orko H'unna (niższej kasty niż Huttci). Pomimo swojej pozycji społecznej musi jakoś wydębić od ojca błogosławieństwo na związek z Anachro. W tym celu wysyła Bobę Fetta dość lekkomyślnie na pewną misję, którą zamierza wyświadczyć przysługę Orkowi. Niestety, przysługa okazuje się początkiem problemów, a Boba Fett musi zmierzyć się z monstrualnym przeciwnikiem, którego nie sposób pokonać blasterem ani bombą (widoczny w tle na okładce).
Fabuła była dla mnie trochę chaotyczna i bywały chwile, w których się gubiłem. Pojawiają się miejscami postaci epizodyczne (np. magik Wim Magwit, nie wiedzieć czemu podobny do sługi Orko, Hirsoota), które najpierw nad wyraz dokładnie poznajemy, a potem nagle znikają jakby nigdy nie występowały.
Miłośnicy Crazy Frog mogą od razu zerknąć sobie na ostatnią stronę komiksu... Nie, na szczęście to nie jest główna postać tej historii;)
Atutem komiksu jest z pewnością ukazanie rodzinnego życia Huttów, stosunków z teściami, mamy nawet narodziny Huttciątka. Z drugiej strony z kolei wspominany na okładce "hołd" dla Boby Fetta, którego poznajemy jako wojownika nie tylko silnego i dobrze wyposażonego, ale również inteligentnego. Trochę tylko przeszkadzało mi nadmierne epatowanie sformułowaniami "patrzcie, to Boba Fett", wkładanymi w usta publiczności, przy której Boba się pojawiał. No i pomimo tytułu, z komiksu nie dowiemy się o tym, co działo się po "śmierci" Boby w trzewiach Sarlacca.

Boba Fett na usługach Gorga Hutta. Hutt zakochał się w "pięknej" Anachro, córce Orko H'unna (niższej kasty niż Huttci). Pomimo swojej pozycji społecznej musi jakoś wydębić od ojca błogosławieństwo na związek z Anachro. W tym celu wysyła Bobę Fetta dość lekkomyślnie na pewną misję, którą zamierza wyświadczyć przysługę Orkowi. Niestety, przysługa okazuje się początkiem...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars. Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada


Reklama
zgłoś błąd