Bóg mi świadkiem

Okładka książki Bóg mi świadkiem
Makis Tsitas Wydawnictwo: Książkowe Klimaty Seria: Greckie Klimaty literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Greckie Klimaty
Wydawnictwo:
Książkowe Klimaty
Data wydania:
2018-03-05
Data 1. wyd. pol.:
2018-03-05
Język:
polski
ISBN:
9788364887468
Tłumacz:
Michał Bzinkowski
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
854
675

Na półkach: , , ,

Makis Tsikas prowadzi bohatera drogą do szaleństwa, a my coraz bardziej popadamy w irytację i niechęć do tego pięćdziesięciolatka pełnego skrajności. Tyle, że tematycznie i charakterologicznie ta książka komponuje obraz który, "Bóg mi świadkiem", mógłby zostać z łatwością przeniesiony na grunt polski.

Chrisowalandis właśnie został bez pracy, za co wini szefa, nazywanego Czortem. Gorzkim i gniewnym tonem zdaje relację z poszarpanego dzieciństwa, które kojarzy mu się ze srogim laniem, molestowaniem, kłamstwami spowiedników, kpinami i agresją rówieśników - jednym słowem, z idealnym podłożem dla traum.
Zgodnie z częstą tendencją, zajadanie stresu prowadzi do otyłości i nieatrakcyjności dla płci przeciwnej. Zupełnie wbrew logice, powoduje też fanatyczną wiarę w Boga, usprawiedliwienie jego wolą niepowodzeń i... nienawiści. Jakże przykro stwierdzić, że nie da się pozbyć skojarzeń z rodzimym podwórkiem...

"Brud, wszędzie brud cudzoziemski". To jeden ze zbiorowych winnych. Źli są wszyscy prócz nas, choć najbardziej rażąca udręka spłynęła na niego z greckich rąk. Druga niegodna grupa to kobiety. Zawistne, zachłanne, dalekie od (wybaczcie samonarzucające się skojarzenie) cnót niewieścich. Gdzie te młodsze, piękne, łagodne i skromne, które wczesnym rankiem zanurkują, by złożyć ukochanemu u stóp smakowite dary morza?

Cytaty z Pisma Świętego i pism kościelnych są dla bohatera antidotum na zagrożoną narodowość grecką, na zniesmaczenie "puszczaniem się" paradujących z obcokrajowcami Greczynek, na szefa, który wpędził go w sytuację, gdy trzeba "odejść z salonów i wylądować w gównie". Daleka rodzina obarczająca problemami, ukochane siostry potrzebujące wsparcia w chorobie i finansach to gorzkie żale przełamane histerycznym poszukiwaniem biblijnego ukojenia.

Chrisowalandis jest w swoim postępowaniu, relacjach, myśleniu kłębkiem nieskoordynowanych pragnień i ograniczeń, tęsknot i nienawiści, niewiary w siebie - grubego, głupiego i naiwnego - i nadziei na poprawę ulokowaną w woli boskiej.

Aż chce się potrząsnąć bohaterem i krzyknąć: na litość boską, sam sobie gotujesz ten los! Aż chce się wznieść oczy do nieba i prosić: broń nas boże przed takimi ludźmi. I nie ma tu sarkazmu lecz empatia wobec człowieka, który obrał ścieżkę na krawędzi szaleństwa.
Obsesja, fanatyzm wszelkiej maści, lęki, które pielęgnuje w sobie pomimo terapii - "Bóg mi świadkiem", że finał jaki serwuje nam Autor zdaje się być jedynym możliwym. A to, co przeraża najbardziej to fakt, że to nasza rzeczywistość coraz częściej kreuje takie osobiste dramaty i takie postrzeganie świata. I co dalej? Niech się dzieje wola nieba? Zdecydowanie nie, bierność zabija. Prawda? Czy może się mylę?

Książka drażni i denerwuje tematyką, zachwyca formą, przeraża aktualnością i skrajnością bohatera. To trzeba czytać!

Pani_Ka Czyta
Dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty za niebanalne, dobre czytanie.

Makis Tsikas prowadzi bohatera drogą do szaleństwa, a my coraz bardziej popadamy w irytację i niechęć do tego pięćdziesięciolatka pełnego skrajności. Tyle, że tematycznie i charakterologicznie ta książka komponuje obraz który, "Bóg mi świadkiem", mógłby zostać z łatwością przeniesiony na grunt polski.

Chrisowalandis właśnie został bez pracy, za co wini szefa, nazywanego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
186
33

Na półkach: ,

Przez kilka dni ktoś mi się zwierzał. Opowiadał, wspominał, snuł wizje na przyszłość. Na początku zaciekawił mnie, więc dałam mu szansę i wysłuchałam do końca.
Człowiek hojny, o wielkim sercu, prawdziwy przyjaciel, oddany partner, lojalny pracownik, który przez swoją solidność i łatwowierność nie raz dał się wykorzystać i popadł w tarapaty.
Idealista,kochający rodzinę i marzący o dobrej kobiecie i spokojnym domu.
Neurastenik zmieniający wyobrażenia i oczekiwania wobec życia, ową zmiennością maskujący brak zdecydowania i działania.
Uparty mizogin traktujący kobiety ,jak puzzle w swojej układance i zdziwiony brakiem miłości w odpowiedzi z drugiej strony.
Pełen uprzedzeń, świętoszkowaty hipokryta, skrywający słabość i kompleksy pod pozornie cnotliwymi zamiarami.
Wzbudzający współczucie nadwrażliwiec o podciętych w dzieciństwie skrzydłach.
Pełen uprzedzeń ksenofob.
Hipochondryk.
Nie wiem, czy chciał się tylko zwierzyć dla własnej ulgi, czy planował wywrzeć na mnie wrażenie.
Jeśli pierwsze - pewnie swój cel osiągnął.
Jeśli drugie - cóż... pozostała odrobina współczucia ,trochę irytacji, a głównie żal nad kimś nieszczęśliwym, zbyt nijakim jednak, żeby za nim tęsknić, czy choćby wspominać...

Przez kilka dni ktoś mi się zwierzał. Opowiadał, wspominał, snuł wizje na przyszłość. Na początku zaciekawił mnie, więc dałam mu szansę i wysłuchałam do końca.
Człowiek hojny, o wielkim sercu, prawdziwy przyjaciel, oddany partner, lojalny pracownik, który przez swoją solidność i łatwowierność nie raz dał się wykorzystać i popadł w tarapaty.
Idealista,kochający rodzinę i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
292
60

Na półkach: ,

Nie ufajmy złudzeniom

Znakami naszych czasów są jakość i efektywność działania. Praca, jaką wykonujemy, musi być nie tylko wykonana dobrze i szybko, ale też ma nam przynieść jak najwięcej wymiernych korzyści. Takie poglądy wyznają duże oficyny wydawnicze, narzucając wiodącym autorom deadline’y na dostarczenie gotowego tekstu. W konsekwencji książki z optymistycznie oszacowanym potencjałem sprzedażowym piszą się w dość szybkim tempie. I tylko szaleńcy owładnięci ideą doskonałości, nie bacząc na rynkowe uwarunkowania, ślęczą przez wiele tygodni nad każdą linijką. Wspominam o tym dlatego, że Makis Tsitas nad swoim prozatorskim debiutem pracował aż dziesięć lat, a literaccy wyrobnicy napisaliby w tym samym czasie dziesięć powieści. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że trud pisarski Greka został w pełni doceniony przez kapitułę Europejskiej Nagrody Literackiej w 2014 roku. Nie sprawdzałam, jakimi kryteriami kierowali się jurorzy, którzy tę nagrodę Tsitasowi przyznali, ale nie trzeba być literaturoznawcą, żeby docenić narracyjną maestrię dziennikarza z Grecji.

Bóg mi świadkiem jest powieścią wymagającą od czytelnika dużego zaangażowania emocjonalnego, ale nie zawsze wyzwalającą w nim dobre emocje. Grecki pisarz stawia odbiorcę w niekomfortowej pozycji milczącego psychoanalityka lub spowiednika. Liczne przeszkody utrudniają przebicie się przez konfesyjne wynurzenia Chrisowalandisa, bezrobotnego pięćdziesięciojednolatka, który sprytnie manipuluje prawdą na swój temat. Wkrótce odkrywamy, że mężczyzna na siłę się wybiela i próbuje pokazać siebie samego w pozytywnym świetle, obwiniając innych za własne niepowodzenia życiowe. I tym sposobem obrywa się niedobremu szefowi z branży drukarskiej, pazernym kobietom, wrednej koleżance Omleciarze, nieżyciowym siostrom, a także apodyktycznemu ojcu i biernej matce. Do litanii winowajców możemy dopisać także Albańczyków i Ukraińców, którzy kradną Grekom pracę i ich kandydatki na żony. Taka postawa protagonisty wywołuje w nas co najwyżej ironiczne współczucie – łapiemy się za głowę i po cichu wzdychamy: O, jakiś ty biedny, rzeczywiście.

Trudno bowiem dać wiarę temu, o czym rozprawia Chrisowalandis – bohater snuje chaotyczny, wewnętrznie niespójny, podsycany mizoginią i religijną dewocją monolog, przerywany do tego licznymi retrospekcjami. Mężczyzna w wielu miejscach sam sobie zaprzecza, gubi wątek i daje się ponieść fantazji. A gdy już zdążymy przywyknąć do rojeń naiwnego starca o narcystycznej osobowości, to wtedy nastąpi moment zwrotny w powieściowej historii – bezrobotny człowiek wyjawi nam wreszcie prawdę o swoim życiu na zasadzie introspektywnego kontrapunktu. Zakończenie zaś wywoła w czytelniku poczucie dezorientacji i zmusi go do weryfikacji wcześniejszych ocen postępowania Chrisowalandisa.

Tsitasa porównałabym zatem do brzuchomówcy, który w mistrzowski sposób porusza swą marionetką, a my (jako przypadkowi widzowie kukiełkowego teatru jednego aktora) nie potrafimy oderwać oczu i uszu od scenicznej opowieści przyjezdnego kuglarza. Patrzymy, słuchamy z rozdziawionymi ustami, bo naszą uwagę przykuwa talent oratorski sztukmistrza, a nie banalna historia o upadku nieciekawego człowieka. Po tym piorunującym występie zgasną światła i pozostaniemy sami z moralnym przesłaniem, które uświadomi nam, że często oceniamy powierzchownie innych ludzi, ulegając grze pozorów, obliczonej na pozyskanie naszej przychylności.

Nie ufajmy złudzeniom

Znakami naszych czasów są jakość i efektywność działania. Praca, jaką wykonujemy, musi być nie tylko wykonana dobrze i szybko, ale też ma nam przynieść jak najwięcej wymiernych korzyści. Takie poglądy wyznają duże oficyny wydawnicze, narzucając wiodącym autorom deadline’y na dostarczenie gotowego tekstu. W konsekwencji książki z optymistycznie...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar

Chrysowalantis to bohater książki "Bóg mi świadkiem" greckiego pisarza Makisa Tsitasa, a właściwie antybohater, człowiek o którym, wydaje się, nie można napisać dobrej i wciągającej powieści. A jednak... Paradoksalnie opisanie życia kogoś takiego okazuje się w tym przypadku strzałem w dziesiątkę, zabiegiem ryzykownym, ale w pełni udanym. Autor w sposób bardzo sugestywny i obrazowy, wcielając się w postać, która pisze pamiętnik i dzieli się nim z czytelnikami, pokazuje nam, jak może wyglądać los człowieka przegranego, złamanego, a jednak wciąż próbującego walczyć i wierzyć, że jeszcze wszystko, co dobre jest ciągle przed nim.
Ale zacznijmy od początku, Chrysowalantis ma 50 lat, właśnie stracił pracę w drukarni, jest samotny, nadal miesza z rodzicami i dwiema siostrami. Jest nieatrakcyjny, ma cukrzycę, sporą nadwagę, problemy z erekcją, regularnie korzysta z usług zaprzyjaźnionego psychiatry. Nosi w sobie mnóstwo żalu i goryczy, bez przerwy narzeka na swoje życie i często obwinia innych o to, że jest takie nieudane. Generalnie chyba nie lubi ludzi, a najbardziej kobiet, które nazywa dziwkami, szmatami i oszustkami, pragnie ich, a zarazem nienawidzi. Nienawidzi również obcych: Rosjan, Macedończyków, Albańczyków, Polaków, Rumunów i innych. Uważa, że zupełnie bezkarnie rozpanoszyli się w pięknym kraju, jakim jest Grecja, przez co on sam czuje się tutaj coraz gorzej. Jedynym pozytywnym aspektem w jego trudnym życiu wydaje się być niezachwiana, naiwna wręcz, wiara w Boga. Tylko Bóg, a także ciągłe przesiadywanie Chrysowalantisa w konfesjonale, sprawia, że mężczyzna wciąż się trzyma mając nadzieję, że niedługo jego los się odmieni. Nie widzi jednak tego, że zarówno religię, jak i wszystko inne, nie wyłączając ludzi, traktuje bardzo instrumentalnie. Nieustannie czeka na coś, a zwłaszcza na kogoś, kto, bez wysiłku ze strony jego samego, przyniesie mu szczęście, miłość, przyjemność i radość. Jest roszczeniowy, bo przecież tyle się już w życiu nacierpiał, że teraz nie musi robić nic, to raczej inni powinni zrobić coś dla niego, a najlepiej za niego. Początkowo strasznie irytowała mnie taka postawa, zastanawiałam się po co autor stworzył kogoś, kto potrafi aż tak bardzo czytelnika drażnić, denerwować i zmęczyć. Było wiele takich chwil, gdy miałam ochotę albo potrząsnąć tym nieszczęsnym, zapatrzonym w siebie, osobnikiem, albo rzucić książkę w kąt i nigdy do niej nie wracać. Lecz nie poddałam się i czytałam dalej, w pewnym momencie ze zdumieniem łapiąc się na tym, że pomału zaczynam rozumieć tego biednego, słabego człowieka, a uczucia złości czy frustracji niepostrzeżenie zamieniają się u mnie we współczucie i smutek. Z biegiem czasu bowiem coraz lepiej poznajemy tło tego wszystkiego, co działo się w przeszłości w życiu Chrysowalantisa, zaś on sam nieco zmienia ton swoich wypowiedzi, przestaje krzyczeć, wyzywać i przeklinać, a zamiast tego do głosu dochodzi ogromny wręcz ból, rezygnacja i pustka, towarzysząca stale temu, co robi. Autor powoli, bardzo umiejętnie, wprowadza nas w świat dzieciństwa 50-letniego Greka, opowiada o przemocy, jaka miała miejsce w jego domu, czy w szkole, a potem również o mobbingu w kolejnych miejscach pracy, dowiadujemy się też więcej o toksycznych związkach, które ma za sobą. Zaczynamy dostrzegać drugie dno tej historii, utożsamiamy się z Chrysowalantisem, a przynajmniej łączymy się z nim w smutku i towarzyszymy mu w wielkiej samotności, która nigdy go nie opuszcza. Zaczynamy też rozumieć, co autor chce nam powiedzieć poprzez swoją mądrą, debiutancką powieść. Na pewno chce nami potrząsnąć i spowodować, że może trochę uważniej, z większą empatią, będziemy przyglądać się sobie nawzajem. Mam wrażenie, że z tą książką jest też trochę tak, jak mówił kiedyś o tym Hrabal, a mianowicie, że literatura nie jest wyłącznie po to, aby bawić czy relaksować, ale raczej po to, by uczyć nas nawyku rozglądania się wokół, by umieć zauważać tych, którzy być może tylko dzięki temu będą mieli okazję zaistnieć, choć na chwilę, w świadomości innych. Jest po to, by widzieć ludzi małych, przeciętnych, banalnych bohaterów dnia szarego, których życie jest przeważnie ciche, nudne, pozbawione blichtru i jakiejkolwiek przebojowości. Tsitas, podobnie jak Hrabal, wspaniale pisze o takich właśnie ludziach - słabych, bezradnych, spychanych najczęściej na margines. Zupełnie naturalnie pochyla się nad jednostką, nad którą niewiele osób się pochyla i dzięki temu w oczywisty sposób uświadamia nam rzeczy najprostsze, a przy tym najtrudniejsze. Mówi nam, żebyśmy nie skupiali się wyłącznie na własnych, bardzo ważnych, sprawach i umieli dostrzec, że może gdzieś obok nas jest ktoś, kto potrzebuje naszej pomocy, nawet jeśli tą pomocą miałoby być tylko miłe słowo czy zwykły uśmiech. A poza tym chyba też chce, abyśmy się po prostu zatrzymali na kilka chwil i docenili to, co mamy... Polecam, choć jednocześnie ostrzegam, że łatwo nie będzie.

Chrysowalantis to bohater książki "Bóg mi świadkiem" greckiego pisarza Makisa Tsitasa, a właściwie antybohater, człowiek o którym, wydaje się, nie można napisać dobrej i wciągającej powieści. A jednak... Paradoksalnie opisanie życia kogoś takiego okazuje się w tym przypadku strzałem w dziesiątkę, zabiegiem ryzykownym, ale w pełni udanym. Autor w sposób bardzo sugestywny i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
616
152

Na półkach:

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2018/04/makis-tsitas-bog-mi-swiadkiem-recenzja/

“Bóg mi świadkiem” raczej nikogo nie pozostawi obojętnym. To ten rodzaj literatury, który albo szybko się polubi, albo do którego szybko się zniechęci. Mimo niewykorzystanego potencjału jest w tym tytule kilka momentów, które zapadną w pamięć. Wydaje się jednak, że Tsitasowi chodziło o coś więcej i nie bardzo wiedział, jak tę dodatkową iskrę wykrzesać. Warto jednak sprawdzić tę książkę osobiście - to powieść, którą szalenie ciężko jest dobrze opisać, nie mówiąc już o zrecenzowaniu. Mimo wszystkich jej wad, czuję do niej duży sentyment.

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2018/04/makis-tsitas-bog-mi-swiadkiem-recenzja/

“Bóg mi świadkiem” raczej nikogo nie pozostawi obojętnym. To ten rodzaj literatury, który albo szybko się polubi, albo do którego szybko się zniechęci. Mimo niewykorzystanego potencjału jest w tym tytule kilka momentów, które zapadną w pamięć. Wydaje się jednak, że Tsitasowi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1009
327

Na półkach: ,

Pojęcie tragedii greckiej i jej początki w VI p.n.e. z pewnością wszyscy znają. Nic więc dziwnego, że główny bohater powieści „Bóg mi świadkiem” Chrisowalandis będzie pokiereszowany przez wiele własnych życiowych tragedii. Narracja pierwszoosobowa skupiona wokół postaci wspomnianego pana Ch. nie odda głosu nikomu innemu w tej opowieści, nikt nas nie uratuje od ciągnącego się przez nieco ponad 250 stron monologu starego kawalera po pięćdziesiątce oraz jego prywatnych tragedii i prowokujących poglądów. Książka zaczyna się od przedstawienia protagonisty i jego rodziny subiektywnym spojrzeniem. Bóg nam świadkiem, że Chrisowalandis, którego imię bardzo przypadło mi do gustu, sprawił, że prawie dałam się nabrać i zaczęłam mu współczuć, gdy mówi, że jest wyćwiczony w dawaniu sobie rady.

Dlaczego główny bohater musi „dawać sobie radę”? Jak już wspominałam, dopadł go podeszły wiek, a życia nie wypełnia gwar śmiechu wnucząt, narzekania potomstwa, a tym bardziej miłość i utyskiwania małżonki. W dobie postępującej technologii, stracił też pracę i nieszczególnie stara się, by znaleźć nową. Staje się mistrzem w wyszukiwaniu darmowej kawy i posiłków i radzeniu sobie bez pieniędzy, by powiązać jakoś koniec z końcem, jak to ujmuje: zrobił poważne badania na temat braku grosza przy duszy.



Ktoś może wysnuć wniosek, że to książka o niczym, która na dodatek udziela głosu jednemu z najbardziej irytujących bohaterów. Chrisowalandis z pewnością nie należy do świętoszków, a jego dominującą cechą będzie nieznośna powtarzalność źle podejmowanych decyzji i drażniących poglądów. To one są centralnym punktem tej opowieści. Czytając uzasadnienia dlaczego chciałby mieć dzieci, albo gdy krytykuje długi i zachowania własnych sióstr, gdy sam prosi się o lanie, będą albo czytelnika bawić albo wzburzać. Ja przyznaję się bez bicia, że…polubiłam głównego bohatera. Nie raz parskałam śmiechem, nie brałam jego poglądów do siebie, bo zamierzeniem autora z pewnością było karykaturalne ukazanie współczesnego Greka. Karykatura ma w zwyczaju uwypuklać negatywne cechy nie tylko jednego człowieka, ale i całej nacji. Chrisowalandis ze swoją niechęcią do innych narodowości, pogardą dla kobiet, tylko dlatego, że go zraniły, żerowaniem na rodzinie i pożyczkach, ślepą w wiarą w siłę spowiedzi i oczyszczenia z grzechów, staje się jakby głosem greckiego obywatela, którego rzadko dopuszcza się w literaturze do głosu. Bóg mi świadkiem, że przy tej powieści można przepuścić przez siebie wachlarz emocji, poczynając od wiecznie wypraszanego przez głównego bohatera współczucia, poprzez śmiech i złość na niego, po autentyczny namysł nad kondycją głównego bohatera, który mógłby być każdym.

Dla żeńskiej strony czytelniczek główny bohater „Bóg mi świadkiem” musi być szczególnie drażniący, męczący, wręcz nie na miejscu. Opowieść snuta przez mizoginistycznego protagonistę opiera się w dużym i znaczącym stopniu na jego relacjach z kobietami. „Związki”, które rozpoczęły się w domu publicznym i w pewnym sensie nigdy się stamtąd nie wydostały. Chrisowalandis dochodzi do wniosku, że nawet prostytutki częściej znajdują szczęście niż on i poślubiają swoich klientów, a z niego kobiety wysysają tylko wszystkie soki i finanse. To są stworzenia Boże, które dokładają starań, by każdemu podarować zadowolenie i orgazm. A jakim wysiłkiem! Dziwka musi w ciągu krótkiego czasu za pomocą magicznych sztuczek uśmierzyć męski instynkt (…) – dorzuca od siebie narrator.



Jaka jest nasza przyszłość? Istnieje wielki strumień naszych bliźnich, którzy stają się więźniami zakładów psychiatrycznych.

Boję się, bym i ja z wynajmującego nie skończył jako stały mieszkaniec. Albo żebym nie skończył na jakiejś ławeczce na Omonii w towarzystwie ćpunów, bezdomnych i prostytutek imigrantek, błagając o jednego precla, żeby przeżyć.

Pozostać w środku Kliniki Psychiatrycznej Attyka cz na zewnątrz? W środku jest równowaga, bezpieczeństwo i zbawienne, według słów poety, „drogocenne zapomnienie.”

Zmierzając ku końcowi, gdy czytelnikowi wydaje się, że już nie zniesie kolejnej krytyki kobiet, wybielania samego siebie poprzez spowiedź i fałszywą skruchę bohatera oraz jego wieczne kombinatorstwo ratujące go od nędzy, gdzieś na horyzoncie świeci pewne zrozumienie i klarowniejsze spojrzenie na cel tego strumienia świadomości nieszczęśliwego Greka. Dociera do nas, że Makis Tsitas nie bez powodu dostał za tę książkę Europejską Nagrodę Literacką. Wśród tego pozornego bełkotu pięćdziesięcioletniego mężczyzny wyłaniają się prawie niewidoczne, drobne prawdy o współczesnej Grecji, ale też Europie. Kontynencie, gdzie ślepy konsumpcjonizm sprawia, że wciąż chcemy więcej, szukamy wytłumaczeń, ale nie rozwiązań, krytykując przy tym ustawicznie otaczające nas nacje, ale i przybyłych z daleka imigrantów. Kto powiedział, że ktokolwiek z nas nie poślizgnie się i nie wpadnie nagle w wir źle podejmowanych decyzji jak Chrisowalandis? No bo „jaka jest nasza przyszłość?” Czy nie jeden z nas nie zastanawia się czy czasami nie brakuje nam jednego, śmiałego bądź przypadkowego, kroku, który sprawi, że albo trafimy do Kliniki Psychiatrycznej bądź zostaniemy „na zewnątrz”?

Pojęcie tragedii greckiej i jej początki w VI p.n.e. z pewnością wszyscy znają. Nic więc dziwnego, że główny bohater powieści „Bóg mi świadkiem” Chrisowalandis będzie pokiereszowany przez wiele własnych życiowych tragedii. Narracja pierwszoosobowa skupiona wokół postaci wspomnianego pana Ch. nie odda głosu nikomu innemu w tej opowieści, nikt nas nie uratuje od ciągnącego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
275
270

Na półkach: ,

Recenzja pochodzi z bloga http://blurppp.com/blog/makis-tsitas-bog-mi-swiadkiem/

Ma pięćdziesiąt kilka lat i lekką nadwagę. Jest Grekiem, któremu przyszło starzeć się w czasach kryzysu. Jego życie rozparte jest pomiędzy burdelem a konfesjonałem. Właśnie takim jest Chrysowalantis, bohater i narrator powieści Makisa Tsitasa „Bóg mi świadkiem”. Powieści która mówi o współczesnych Grekach wszystko to, czego nie pokarzą wam katalogi biur turystycznych.
Opowie wam o tym rozpisany na 250 stron monolog wygłaszany przez jednego z najbardziej antypatycznych, ale i charakternych bohaterów z jakimi ostatnio się spotkałem. Bohatera który w kategorii „mnie zapamiętasz na długo” plasuje się bardzo wysoko. Zawdzięcza to umiejętnemu mieszania goryczy z groteską, uwag osobistych z tymi o charakterze generalnym, skupieniu na sobie i pewnemu niedostosowaniu do rzeczywistości.
Do tego ów monolog jest niezgrabny, niezborny i nie spójny, tak jak niezborny i niespójny wewnętrznie jest wygłaszający go Chrysowalantis. Balansuje miedzy małostkowością i infantylnością z jednej a realnym, dalekim od propagandy sukcesu spojrzeniem z drugiej. Tsitas przedstawia nam świat widziany oczami człowieka rozdartego. Człowieka nie potrafiącego odnaleźć siebie i swojego miejsca.
Wychowany przez ojca oficera, poddaje się jego woli ale nie rezygnuje z wewnętrznego buntu. Ukształtowany przez tradycyjną konserwatywną rodzinę popada w skrajną religijność do której podchodzi w niemalże zabobonny sposób, z drugiej strony nie potrafi się oprzeć rozkoszą ciała, co w jego wypadku oznacza korzystanie z usług burdeli. Te zaś oferują ciała z całej wschodniej Europy. I Chrysowalantis korzysta z nich równie żarliwie, jak się modli.
Niezadowolony z własnego wykształcenia próbuję oprzeć karierę zawodową o zaangażowanie, gdy w zamian nie otrzymuje wiele czuje się oszukany. Tak powstaje kolejna kropla goryczy zatruwająca jego i tak niełatwy los.
A my czytelnicy słuchamy tego wyznania, najeżonego powtórzeniami, przeskokami, czasami będącego wręcz potokiem świadomości i chcemy jak najszybciej skończyć. Jednak jakaś tajemna siła nam nie pozwala. Ten często niepoukładany i niespójny jak sam bohater ciąg myśli ma w sobie bowiem pewien zwierzęcy magnetyzm. Moim zdaniem wynikający z jego prawdziwości i szczerości. Jestem pewien, że bez problemu można znaleźć kogoś, kto przy butelce różowego wina opowie wam o tym co go boli. I zrobi to to przy pomocy słów jakie w usta Chrysowalantisa wsadziła autor.
I co sądzicie, że wysłuchiwanie kogoś takiego będzie łatwe, będzie przyjemne, będzie budujące. Jasne, że nie, ale będzie prawdziwe i autentyczne. A że nie zawsze logiczne, ciągłe i po kolei to zupełnie inna sprawa. Prawdą jest też, że ta opowieść swoją chaotycznością, powtórzeniami, często odmienną od naszej oceną ważności wydarzeń trochę będzie przypominała „Bóg mi świadkiem”. Taka jest cena za wspomniany autentyzm przekazu.
Jak w takim razie ocenić „Bóg mi świadkiem”. Z pewnością nie jest to książka łatwa w odbiorze, ta z tych nieodkładalnych, gdzie całkowicie skupiamy się na fabule. Ma za to cos czego brakuje większości bestselerów. Jako, że ta pozycja stanowi część serii wydawniczej „z winnicą” pozwolę sobie użyć pewnej analogii. Są pewne wina o bardzo neutralnym smaku, które większość określi mianem dobrych, bo nie angażują, nie wymagają nic od odbiorcy, często mu schlebiając. Ale są też wina trudniejsze, o których degustatorzy często mówią, że są jakieś, że wywołują emocje, i że emocje to to, o co w winie tak naprawdę chodzi. I „Bóg mi świadkiem” właśnie takim jest, wywołuje u czytelnika emocje, jest jakiś. Zamiast czytelnikowi schlebiać podejmuje z nim dialog.
„Bóg mi świadkiem” wywołuje w czytelniku chęć dyskusji, czasami głęboki sprzeciw, czasami aprobatę. Zostawia z głową pełna myśli, a właśnie o to literaturze chodzi, przyjemność lektury jest jedynie dodatkiem.

Recenzja pochodzi z bloga http://blurppp.com/blog/makis-tsitas-bog-mi-swiadkiem/

Ma pięćdziesiąt kilka lat i lekką nadwagę. Jest Grekiem, któremu przyszło starzeć się w czasach kryzysu. Jego życie rozparte jest pomiędzy burdelem a konfesjonałem. Właśnie takim jest Chrysowalantis, bohater i narrator powieści Makisa Tsitasa „Bóg mi świadkiem”. Powieści która mówi o...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1108
337

Na półkach: ,

Rasista, mizogin, frustrat. Czy do takiego człowieka można czuć sympatię? Czy można wysłuchać tego co ma do powiedzenia? Grecki pisarz Makis Tsitas zaryzykował bardzo dużo wybierając na głównego bohatera swojej powieści "Bóg mi świadkiem" antybohatera, irytującego egocentryka, którego polubić jest bardzo ciężko. Być może za tą niechęcią kryje się obawa, że gdy zaczniemy słuchać tego co ma do powiedzenia, stanie się nam bliższy? Zatrzymanie się i wysłuchanie jego spowiedzi wymaga wewnętrznej odwagi. A gdy wysłuchamy opowieści o jego lękach, obawach i tęsknotach i marzeniach, odkryjemy, że za fasadą, chowa się człowiek głęboko nieszczęśliwy, który nie budzi już niechęci, ale współczucie.

"Moje życie rozpościera się na bezkresnym polu pełnym czerwonych papryk. Gdy upadam (zawsze na twarz), zostaję poparzony. Takie jest moje życie. Niezmiennie wpadam w jakieś sidła, ląduję w ciernistych chaszczach i pokrzywiskach, nie pamiętając, że jestem bosy".

Chrisowalandis ma pięćdziesiąt lat. Cierpi na cukrzycę, nadwagę, zaburzenia erekcji. Nie ma pracy, wciąż żyje z rodzicami, którzy go szykanują. Ma niespłacone długi i problemy z kobietami. Czuje się nieakceptowany, niekochany, jest człowiekiem skrzywdzonym przez los i państwo. Jedyne co mu pozostaje to wiara w Boga i świętych, którzy sprawią, że kiedyś znowu będzie szczęśliwy.

Makis Tsitas w swojej książce przedstawił portret człowieka, który stoi na skraju załamania psychicznego. "Bóg mi świadkiem" jest spowiedzią Christowalandisa, którego życie jest nieustannym pasmem porażek, antybohatera, który pełen jest sprzeczności.
Rodzina stanowi dla niego najważniejszą wartość, najlepiej uporządkowana, o monarchistycznej strukturze, z drugiej strony staje się niewolnikiem stworzonych przez siebie, bądź narzuconych układów. Od innych oczekuje tolerancji, sam wszędzie dostrzega "cudzoziemski brud". Narzeka na swojego byłego szefa, krytykuje siostrę, której daleko do jego wyobrażeń na temat idealnej żony i matki. Głęboko wierzy w Boga, choć to jak żyje kompletnie przeczy jego religii.

Najbardziej drażni jednak stosunek głównego bohatera do kobiet. Chrisowalandis pragnie mieć dobrą żonę, najlepiej podobną do jego matki, która mogłaby być jego opiekunką i przewodniczką, traktuje przy tym kobiety przedmiotowo. Twierdzi, że jedyne co potrafią to łajdaczenie się, są materialistkami, wybierającymi obcokrajowców, podczas gdy sam marzy o małżeństwie ze spokojną Angielką.

Z powieści Makisa Tsitasa wyłania się smutny obraz współczesnego społeczeństwa greckiego, materialna i duchową zaraza, w którą popadła Grecja. Społeczeństwa, które żyje w euforii po Igrzyskach Olimpijskich w 2004 roku, by potem zostać doprowadzone na skraj rozpaczy i bankructwa. Autor z pomocą Chrisowaldisa obnaża wszystkie najgorsze cechy Greków, ich ksenofobię, fanatyzm, naiwność i niedolę. "Niestety, dzisiejszy Grek się stoczył i nie kocha już w głębi duszy ani religii, ani ojczyzny, ani rodziny. Niech Bóg się nad nami zlituje".

"Bóg mi świadkiem" to tragikomiczne, trochę przerysowane wyznanie człowieka sfrustrowanego, niespełnionego, ale mimo wszystko szukającego szczęścia. Spowiedź, która jak sam bohater nieznośnie irytuje i drażni, wywołując wewnętrzny dyskomfort gdy okazuje się, że odnaleźliśmy w powieści cząstkę samego siebie.
Trudna, frapująca i bardzo niewygodna lektura.

Rasista, mizogin, frustrat. Czy do takiego człowieka można czuć sympatię? Czy można wysłuchać tego co ma do powiedzenia? Grecki pisarz Makis Tsitas zaryzykował bardzo dużo wybierając na głównego bohatera swojej powieści "Bóg mi świadkiem" antybohatera, irytującego egocentryka, którego polubić jest bardzo ciężko. Być może za tą niechęcią kryje się obawa, że gdy zaczniemy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
809
662

Na półkach: ,

Mijasz szwendającego się po ulicy mężczyznę z walizką. Zastanawiałeś się nad tym, dlaczego jego wyraz twarzy jest zasępiony? Skąd jego przygnębienie? Z jakiego powodu błąka się w samotności? Czy czegoś się boi? Jakie ma lęki? Za czym tęskni? O czym marzy? Czego żałuje? Dokąd zmierza? Czego szuka? Zatrzymaj się. Podejdź do niego. Weź go za rękę, zdobądź się na odwagę,
wejdź w jego umysł i oddaj mu głos.

A imię jego Chrisowalandis. Ma pięćdziesiąt lat i nadwagę. Nie ma pracy. Żyje na garnuszku rodziny, która go szykanuje. Czasem załapuje się na darmową kawę w pobliskim kościele, czasem, w poszukiwaniu cielesnych uciech, zagląda do burdelu. Choruje na cukrzycę i ma problemy z erekcją. Ma niespłacone długi i problem z kobietami. Mizogin, ksenofob. Udręczony życiem frustrat, niekochany i nieakceptowany życiowy niedojda, ofiara losu. Jakieś zalety? Ma wyraziste poczucie humoru (wprawdzie czarnego, ale zawsze), pisze wiersze (aż żal, że kiepskiej jakości), a wiarę w lepsze jutro pokłada w Bogu (co tu dużo mówić: bigot).
Niełatwo go słuchać, w masochistyczny i pokrętny sposób jednak się to robi.

Makis Tsitas, absolwent dziennikarstwa i autor jednego z największych greckich portali poświęconych kulturze, swym debiutem literackim kreśli głęboki portret psychologiczny człowieka będącego na skraju kryzysu psychicznego. Bóg mi świadkiem to szczere wyznanie człowieka, któremu w życiu nie powiodło się. Jego monolog, za sprawą wyjątkowo niezgrabnego i uwierającego charakteru, stereotypowego myślenia, emocjonalnej niedojrzałości oraz społecznego niedostosowania, bywa skrajnie denerwujący. Początkowa irytacja, rozdrażnienie i niechęć jednak, w miarę nawarstwiających się wyznań Chrisowalandisa, przeobrażają się w szczere odczucie litości. Stopniowo odkrywane karty jego poharatanego życia zaczynają wywoływać względem niego nieśmiałe pokłady empatii, by na samym końcu przekształcić się w naturalną chęć udzielenia mu pomocy. Grek stworzył frapującą osobowość, pełnego tragizmu antybohatera, który wyzwala w odbiorcy skrajne uczucia, od niemiłego uwierania na duszy, po litościwe mu pobłażanie.

Prócz wielowarstwowego i niejednoznacznego portretu osobowościowego, Tsitas odmalował wyjątkowo aktualne tło społeczne współczesnej Grecji. Permanentne bezrobocie, ekonomiczna labilność, skrajne zadłużenie – to realne problemy, z którymi borykają się mieszkańcy południowego krańca Półwyspu Bałkańskiego, a które subtelnie wyznaczają rytm poczynaniom głównego bohatera. Warstwa ta wzbogacona została o kolejny problem społeczny, jakim niewątpliwie jest kwestia przemocy (zarówno fizycznej, jak i psychicznej) w rodzinie i jej wpływu na kształtowanie się charakteru. Problematyka ta, choć ledwie muśnięta, wywiera znaczące piętno na postaci perorującego bohatera i jest jednym z istotniejszych czynników generujących fabułę powieści.

Bóg mi świadkiem to smutny i przygnębiający portret człowieka zagubionego w życiowej malignie. Jest to emocjonująca, pozbawiona cenzury spowiedź postaci w psychicznym kryzysie, osoby sfrustrowanej i niespełnionej, uporczywie jednak, do samego końca poszukującej szczęścia. Przymierzając się do lektury debiutu Tsitasa, trzeba mieć świadomość, iż obraz ten nie należy do łatwych w odbiorze, z każdej strony uwiera, doskwiera i wywołuje poczucie dyskomfortu. Książka wyzwala wiele, nie do końca przyjemnych emocji. Choć konfrontacja ta wymaga obywatelskiej odwagi i sporego samozaparcia, sumarycznie daje nad wyraz wiele satysfakcji. A co najważniejsze, dzięki naprawdę nieszablonowej osobowości głównego zapada w pamięć i serce na dłużej.

www.bookiecik.pl

Mijasz szwendającego się po ulicy mężczyznę z walizką. Zastanawiałeś się nad tym, dlaczego jego wyraz twarzy jest zasępiony? Skąd jego przygnębienie? Z jakiego powodu błąka się w samotności? Czy czegoś się boi? Jakie ma lęki? Za czym tęskni? O czym marzy? Czego żałuje? Dokąd zmierza? Czego szuka? Zatrzymaj się. Podejdź do niego. Weź go za rękę, zdobądź się na odwagę,
wejdź...

więcej Pokaż mimo to

avatar
234
234

Na półkach:

Jeśli słyszymy o człowieku, który ma lat pięćdziesiąt i właśnie stracił pracę, której poświęcił lwią część swojego życia, możemy przypuszczać, że będzie nieciekawie. Rzeczywiście, wyswobodzony z kleszczy szefa-idioty Chrysowalantis wpada z deszczu pod rynnę.

Mamy przed sobą bohatera specyficznego. W trakcie lektury zastanawiałam się, czy lepiej określić go mianem współczesnego bohatera tragicznego czy też ulokować w kategorii everymana. Chociaż wydawnicza recenzja każe nam źródeł stanu psychicznego upatrywać w kondycji greckiego społeczeństwa, myślę, że everyman jest w tym przypadku dobrym tropem. Z Chrysowalantisem można się utożsamić, można się przejąć jego nieszczęściem, a nawet odnaleźć w nim siebie:

"Moje życie rozpościera się na bezkresnym polu pełnym czerwonych papryk. Gdy upadam (zawsze na twarz), zostaję poparzony. Takie jest moje życie. Niezmiennie wpadam w jakieś sidła, ląduję w ciernistych chaszczach i pokrzywiskach, nie pamiętając, że jestem bosy".

Bohater wykreowany przez Tsitasa funkcjonuje, oczywiście, w społeczeństwie. Jego najbliższe otoczenie to siostry, rozkładające swój dług z kart kredytowych na raty i oczekujące, że brat go ureguluje, a także ojciec pogardzający swoim potomkiem. Chrysowalantis tkwi w swojej beznadziei, karmiąc się sprzecznościami. Jest głęboko wierzący, lecz odwiedza domy publiczne. Żąda akceptacji i tolerancji, nie znosząc przy tym obcokrajowców, kończy 50. i chce zacząć być mężczyzną... Ma przy tym przekonanie o katastrofalności swoich dotychczasowych dokonań:

"Zawsze zapominam wdziać obuwie. Nie mam nawet pantofli, choć z góry wiem, dokąd zmierzam".

Jak każdy człowiek w nieszczęściu, próbuje też szukać usprawiedliwień - komu z nas się nie zdarza?

"[Ojciec] Mawiał mi: "Uważaj, uważaj, uważaj!", ale ja byłem jak dziurawy garnek bez pokrywki, do którego wchodziło, co tylko chciało".

Wiadomo, że to od czytelnika zależy, ile w Chrysowalantisie odnajdzie siebie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Tsitas stworzył wiarygodny portret człowieka, nie radzącego sobie z życiem, z emocjami, nie potrafiącego nawet pogodzić swoich własnych poglądów i wyznawanych wartości wewnątrz siebie. To lektura frapująca, przykuwająca uwagę, chociaż w konsekwencji chyba smutna, bo prowadząca do wniosku, że każdy z nas jest zawsze sam. Polecam!

Jeśli słyszymy o człowieku, który ma lat pięćdziesiąt i właśnie stracił pracę, której poświęcił lwią część swojego życia, możemy przypuszczać, że będzie nieciekawie. Rzeczywiście, wyswobodzony z kleszczy szefa-idioty Chrysowalantis wpada z deszczu pod rynnę.

Mamy przed sobą bohatera specyficznego. W trakcie lektury zastanawiałam się, czy lepiej określić go mianem...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bóg mi świadkiem


Reklama
zgłoś błąd